Jeśli to nie miłość - mike17
Proza » Miniatura » Jeśli to nie miłość
A A A
Od autora: Pamiętacie mój cykl miniatur z zeszłego lata? Teraz postanowiłem do niego wrócić i oddaję w Wasze ręce nowe miniatury, piątą edycję, powstałe w te wakacje, traktujące o różnych odcieniach kochania, o tym, czym może być seks, o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, czym jest lub może być miłość, czy zawsze znaczy to samo, a kobieta i mężczyzna, czy niezmiennie dadzą tę samą układankę? O dylematach, jakie pojawiają się gdzieś po drodze. Czy są barierą, czy też drzwiami, które warto otworzyć.
Zapraszam do dzielenia się refleksjami :)

 


 
 
 
Jeśli miłość oznaczała zagadkę, to on nie mógł jej nijak rozwiązać – za każdym razem czuł, że bije głową w mur, a cel bezlitośnie oddala się i niknie za horyzontem.
Był ślepy jak kret i nawet całkiem niezła intuicja na nic mu się zdała.
One przychodziły i odchodziły, pozostawiając w pokoju woń perfum, smak ust i żar ciał, które jeszcze przed chwilą należały do niego, by bez słowa odebrać prawo własności.
I tylko ulotny zapach wspomnień tego, co mogło być, ale nie było.
Słowa cicho szeptane, a potem pustka, bezcielesna jak listopadowy poranek…         
Jedno, wielkie oszustwo, w którym dobrowolnie brał udział jako główny aktor.
 
Leżąc w łóżku, gdzieś w środku nocy łapał się na myślach dziwnych, osobliwych, że może to w nim leży przyczyna tak częstych rozstań, może to on ma „zatrutą duszę” i tym samym nie daje do siebie dostępu tym wszystkim kobietom, z którymi mógłby ułożyć sobie życie.
Może zbyt wiele wymagał, albo nie wymagał prawie nic.
Z otchłani płynęły doń uczucia głębokiej frustracji i poczucia, że przepuszcza się życie między palcami, nie bacząc na to, co istotne, bo nie mając o tym pojęcia, trudno jest odnaleźć wyjście z pułapki, co stała się naturalną koleją losu, sytuacją nieuświadomioną.
 
I wtedy poznał Sarę, młodą Niemkę, studiującą socjologię w jego mieście.
Kiedy ją ujrzał, od razu zrozumiał, że tym razem nie odpuści, że tym razem będzie inaczej.
Bo czasem się wie, że coś pójdzie w inną stroną niż dotychczas, jak sen, który śni się po raz pierwszy, ale towarzyszy mu wiedza, że jest snem proroczym.
Wówczas nie ma miejsca na wątpliwości, jest tylko naturalna potrzeba spełnienia.
 
Tego dnia padał gęsty deszcz, ale było to niczym w porównaniu z tym, co czuł.
Zaprosił ją na kawę, a ona bez wahania zgodziła się.
Po chwili siedzieli już wygodnie w kawiarni i rozmawiali o tym, o czym rozmawiają ludzie, którzy dopiero co się poznali, chcąc wywołać u drugiej strony jak najlepsze wrażenie.
W trakcie rozmowy ich dłonie instynktownie splotły się, co bynajmniej nie zaskoczyło – wręcz przeciwnie, zdawało się być zwyczajną konsekwencją odnalezienia bratniej duszy.
Mijały godziny, a oni byli wciąż razem, mając nadal tematy do rozmowy.
Bezrozumnie w siebie wpatrzeni, tonący w zachwycie, sycący się magią chwili.
Dopiero kelner, późną nocą oznajmił im, że niebawem zamykają i czas wracać do domu.
 
Kiedy potem w bramie całował jej usta, czuł, że nigdy już tak nie będzie, że w końcu los się do niego uśmiechnął i nareszcie będzie mógł odetchnąć pełną piersią i nazwać się szczęśliwym człowiekiem, takim, co to więcej od życia nie potrzebuje, bo wszystko dostał.
Przyciągnął ją do siebie i szeptał, że jeszcze nigdy w życiu mu tak nie było.
Że pewne rzeczy dzieją się tylko raz, nie ma powtórki, i trzeba je wypić aż do dna.
Ona oddawała mu się bezwolnie i odwzajemniała jego gorące pocałunki.
 
- Jak masz na imię? – spytała.
- Mike – odparł.
- Nie wiem, co powiedzieć, nie wiem, jak to ubrać w słowa.
- Jak najprościej.
- Nie myśl, że ja tak z każdym…
- Nie przyszło mi to do głowy.
- Ja nie wiem, co się ze mną dzieje.
- Ja też nie.
- Czy kochałeś kiedykolwiek kobietę?
- Chyba tak, ale z mizernym skutkiem.
- Mnie też mężczyźni zawodzili.
- Chcę zachować tę chwilę na wieczność, mała, móc żyć nią nawet za trzydzieści lat.
- Czy wierzysz w to, że kochanie spada jak grom z jasnego nieba?
- Tak. Co więcej, to wcale nie jest wyssana z palca bzdura.
- To szczera prawda. Miałam kiedyś narzeczonego, ale zdradzał mnie na boku.
- To ścierwo, nie facet. Jesteś niezwykła, mówił ci już to ktoś kiedyś?
- On.
- Tego nie bierz poważnie.
- To nikt.
- Więc ja ci dziś mówię: nie oddam cię nikomu.
- Mike, przecież mnie nawet nie znasz.
- Ale chcę cię. Chcę, byśmy byli razem.
- Ale tak mówić do obcej dziewczyny…
- Nie czuję tego w ten sposób. Jesteś mi jakoś bliska. Bardzo bliska. Chcę każdego dnia móc cię poznawać od nowa, coraz bardziej, i być z tobą, uwierz, sam nie rozumiem tego.
- Ja miałam tylko jego, no i teraz ciebie. Nie mam doświadczeń z mężczyznami. Łatwo mnie oszukać.
- Nie zrobię tego.
- Nie znam cię. Chciałabym ci zaufać.
- Więc to zrób. Przekonasz się, że nie kłamię.
- Jestem chyba naiwną dziewczyną. Ale nic na to nie poradzę. Podobasz mi się. I nie chcę się zawieść.
- Dam ci to.
- Wejdziesz do mnie? – spytała Sara.
- Chętnie – odparł Mike.
 
Wiedziałeś, że mogła ci jeść z ręki, więc dlaczego?
Szeptałeś złote słowa miłości, całowałeś aż do omdlenia.
Ona nie widziała świata poza tobą.
Byłeś tylko ty.
Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że…
Miała na biurku w oprawce twoje zdjęcie i często je całowała.
Czy można chcieć więcej?
Dzwoniła do ciebie parę razy dziennie, tylko po to, by usłyszeć twój głos.
Robiła ci drobne prezenty – kosmetyki, koszule, płyty, filmy.
Jej życie stało się podporządkowane twojemu, wszelkim kaprysom i pragnieniom.
Gdyby ktoś spytał ją, czego w życiu potrzebuje, to powiedziałaby, że twojej miłości.
 
Tamtego dnia wszedłeś do niej, ale nic się nie wydarzyło.
Zbyt szanowałeś jej godność kobiecą, nie chciałeś wyjść na prostaka.
Choć ona bardzo tego chciała, nie uległeś.
Coś ci szeptało, że nie tędy droga.          
 
Ale sprawy nie poszły jak należy.
Zbyt łatwo to przyszło, bez starań, bez wyrzeczeń.
Tak jakby od niechcenia.
Jakby przewrotny los złączył parę, która miała zbytnio z górki.
Nic nie wskazywało na to, że coś pęknie, że ta łatwa układanka posypie się jak tandetny domek z kart, pozostawiając po sobie uczucie niespełnienia i pustki.
Jednak nic nie twa wiecznie.
Nawet najgłębsze studnie wysychają.
I to, co wczoraj nazywaliśmy szumnie miłością, jutro może wydać się śmiechem idioty.
Pustym i tępym.
Nikt wszak nie obiecywał raju na ziemi.
 
Tego dnia padał deszcz, ale było to niczym w porównaniu z tym, co czuł.
Właśnie w bibliotece uniwersyteckiej poznał Connie, młodą dziennikarkę z działu sportowego i pojął, że ile kobiet, tyle pokus, że w ostatniej chwili można zboczyć z utartego traktu i wejść na nową drogę, gdzie wszystko wyda się świeże, ale czy lepsze i bliższe sercu?
Zrazu napotka się z podziwem, ale czy w miarę ubiegu czasu będzie spełnieniem?
 
- Jesteś przystojny – powiedziała.
- A ty atrakcyjna – odparł.
- Może napijemy się szampana?
- Chętnie.
- Chciałabym się dziś z tobą upić.
- Czemu?
- Bo masz takie piękne oczy.
- Tylko dlatego?
- Nie. Przypominasz mi ojca.
- To cię kręci?
- To sprawia, że coś mnie do ciebie ciągnie.
 
Jakiś czas później wypili butelkę u niej w mieszkaniu., i zdarłszy z siebie ubranie, żarłocznie oddali się pożądaniu, którego nie czuli od miesięcy, może od lat.
Tej nocy brał ją cztery razy i nie miał dość, był w niej jak idealny kochanek, jak zdobywca zamorskich krain, gdzie jeszcze nigdy nie postała stopa człowieka.
Gdzieś obok bezgłośnie mijały minuty – minuty ich gorącej namiętności.
I tylko spazm jej ciała znaczył ubiegający czas, kiedy to tworzyli coś na chwilę.
Bo chwilą bywa kochanie, chwilą jest, a potem pozostaje już tylko wspomnienie.
 
Prosiła o więcej, ale Mike zasnął nad ranem.
Ona usiadła na łóżku i zapaliła papierosa.
Miała to, czego chciała, jakże łatwo i bezceremonialnie.
To, na co czekała od lat.
Ci, którzy ją mieli dotąd nie dorastali do pięt Mike’owi.
Bił ich urodą i męskością, i ona wiedziała, że wszystko pójdzie po jej myśli.
 
Kiedy nie był z Sarą, był z nią, wypełniając ją sobą.
Pożerał ją namiętnie każdej nocy, tamtej mówiąc, że musiał zostać w pracy.
Ta namiętność go powaliła – zapomniał na chwilę o świecie, i o tym, że ma inną.
Że każdego wieczoru ktoś na niego czeka, ktoś pragnie jego czułego dotyku.
Żyje tą miłością i bez niej nic się tak naprawdę nie liczy, wszystko jest tylko pustką.
 
- Lubisz się ze mną pieprzyć? – spytała kiedyś Connie.
- Jasne – powiedział Mike.
- A wiesz, co w tym jest najpiękniejszego?
- To, że mamy dla siebie całą noc.
- Nie. To, że bez tego nie umiesz już żyć.
- Umiem.
- Nie, to nieprawda.
- Co chcesz mi powiedzieć?
- Że nie spojrzysz już na inną.
- Nie mogę ci tego obiecać. Jestem tylko mężczyzną. Chcę z życia to, co najlepsze. A kobiety? Cóż, one przychodzą i odchodzą, jak ty odejdziesz kiedyś pewnego dnia.
- A skąd wiesz?
- Bo was przejrzałem.
- Nie wpychaj nas do jednego worka.
- Macie swoje cele. I po to zawracacie nam głowę.
- Jesteś wyjątkowo bystry.
- Wiem.
- Ale nie pomyślałeś o czystej miłości?
- Ale chyba  nie w naszym wydaniu, Connie – zaśmiał się Mike.
- Skreślasz nas?
- Nie, tylko w to nie wierzę.
- Nie rozumiem.
- Jesteś zbyt rozbujana, by ktokolwiek mógł związać się z tobą na stałe.
- To wyrok?
- To prawda.
- Łatwo się zakochuję.
- Nie, to nie tak. Ty patrzysz poprzez pryzmat łóżka.
- Co nie przeszkadza ci u mnie bywać, hm?
- Zgadza się.
 
Kiedy później dowiedział się, że zostanie ojcem, spił się w trupa.
Z rozpaczy, bo nie przewidywał takiego scenariusza.
W chwili, gdy pojął, że to się już dzieje, poczuł ból serca.
Zrozumiał, że zrobił o jeden krok za daleko.
Jeszcze nigdy nie czuł do siebie takiej pogardy.
Choć żył „na krawędzi”, teraz wyraźnie to do niego dotarło.
 
Choć Connie nie była mu obojętna, pamiętał tamtą, którą zaniedbywał o dłuższego czasu.
 
Bywał u niej i szeptał o miłości po czasu kres, przynosił kwiaty i całował  żarliwie, jakby jutro miał się skończyć świat, jakby od jego pocałunków zależały losy ludzkości.
Starał się nie wywoływać  poczucia niepewności, dlatego zapewniał ją o swoim uczuciu.
Ona patrzyła w niego jak w obraz, jak w obrazek stojący na jej biurku.
Mike był dla niej bogiem, kimś ponadnaturalnym.               
Kiedyś podarował jej mały bursztyn, z którym się nie rozstawała.
Wierzyła, że jego miłość jest jak skała, jak fundament na solidny dom.                                             
Ilekroć myślała o nim, łapała się na tym, że jej serce bije szybciej, że wszystkie inne, małe myśli umykają w niebyt jako mało ważne i nic nieznaczące przebłyski nijakości.
 
Lecz znajomość z Connie nie miała przebrzmieć bez echa.
Czasem przekracza się granicę, poza którą jest już tylko człowieczy upadek.
Pewnego dnia powiedziała mu, bezczelnie i z tupetem, że był jej potrzebny do spłodzenia dziecka.
Jednocześnie dotarła do Sary i powiadomiła ją o tym..       
Nie ma nic gorszego jak kobieca nienawiść.
 
Czy byłeś aż tak głupi?
Wystawiłeś do wiatru kobietę, która cię kochała do szaleństwa?
Zapomniałeś o najważniejszym: pozostała dziewicą.
Nie miałeś jej.
Nie potrafiłeś tego uszanować?
Ona to miała dla ciebie, tylko dla ciebie, a ty?
Chciałeś szukać kobiety życia do końca swych dni?
Ile ich zamierzałeś jeszcze poznać?
Ile oszukać?
Ile rozkochać?
Ty cwaniaku bez klasy, beznadziejny lowelasie.
Ta mała już nikogo nie pokocha.
Zaimpregnowałeś ją na miłość.
Zatrułeś.
Dosłownie.
 
Sara odkręciła gaz i położyła się na podłodze, nie myśląc o niczym.
Chciała umrzeć, za niego, za tę podłą miłość, za te wszystkie chwile, które z nim przeżyła. Zrozumiała, że mężczyźni to psy.
 
Nie potrafiła pojąć, jak mogło jej się to przydarzyć, jak, kiedy tak zakochana, dawała mu siebie, nie oczekując na nic, tylko na tę małą, chwilę czułości.
Na mały pocałunek, na czuły dotyk.
Ale może to za dużo?
Może nie warto o nic prosić?
Bo można wylądować na śmietniku historii.                                                           
Bez prawa do odwołania.
 
Szparami w drzwiach sąsiedzi szybko wyczuli gaz i ruszyli z pomocą.
Wezwana straż pożarna szybko uporała się z drzwiami i odratowała samobójczynię.
Kiedy życie już wróciło, zapłakała, bo nie wiedziała, czy Mike do niej wróci, czy też odwróci się od niej i pójdzie w siną dal, za kolejnymi kobietami..
 
W domu Mike’a zadzwonił telefon:
- Tu Connie. Żeby wszystko było jasne: jak już mówiłam – miałeś mnie zapłodnić i wara ci ode mnie. O wszystkich tych umizgach zapomnij. To cena tej gry. Alimenty cię ominą. Mnie chodzi tylko o dziecko. Forsę mam. Miałeś być psem dla suki. I tyle.
 
Kiedy Sara już nieco wróciła do życia, zwierzyła się przyjaciółce i poprosiła o radę.
Nadal kochała go i myślała o nim za dnia i w nocy.             
Dla niej dni stanęły w miejscu i nic nie wskazywało na to, że to się zmieni.
Wciąż trwał czas sprzed samobójstwa i tylko tym obecnie żyła, tylko to miało sens.
Susan powiedziała jej wówczas, że pojedzie do niego, opowie, co się stało i stanowczo stwierdzi, że Sara nie chce go znać za to, co jej zrobił.
 
- To najlepsze, co mi przychodzi do głowy – rzekła Susan.
- A co, jeśli…
- To będzie oznaczało, że cię nigdy nie kochał naprawdę. Ten prosty zabieg da ci całą prawdę o nim.
- Boję się.
- Wiem, że masz prawo tak się czuć, ale czasem trzeba z grubej rury, bo inaczej nie będzie dobrze. Chcę dla ciebie jak najlepiej i wiem, że inaczej się nie da.
 
Kiedy już mu wszystko opowiedziała, Mike oniemiał.         
Susan zamilkła i nie starała się mu niczego ułatwiać.
Usiadł na podłodze i ukrył twarz w dłoniach - poczuł smak prześnionych snów i zmarnowanych marzeń, tego, co mogło dać szczęcie, a przyniosło tylko gorycz.
Miał wrażenie, że ktoś woła go z oddali, że ten głos przebija się przez pustkę.
Dudnił w głowie i rozsadzał ją boleśnie, jakby zwierzę chciało wydostać się na wolność.
To był pierwszy raz, kiedy poczuł się tak podle, coś się zaczęło i miało pozostać.
Nie odezwał się nawet słowem – milczał jak zaklęty, wpatrując się w dywan. 
Rozstali się chłodno i jak gdyby nic się nie stało, beznamiętnie.
 
Potem się zaczęło.
Mike z każdym dniem odpływał w alkoholowy niebyt, staczał się po równi pochyłej.
Widywano go, jak wymiotował w środku miasta, jak pił w parkach i na skwerach tanie bełty z gwinta, tylko po to, by za chwilę zlec w pijackim amoku i zasnąć twardo byle gdzie.
Oddawał mocz tam, gdzie się akurat znalazł, i nic sobie z tego nie robił.
Pewnego dnia zaczął zbierać puszki po piwie, by mieć na alkohol.
Mało jadł, więc był bardzo wychudzony i mizerny, wyglądał jak cień samego siebie.
Ilekroć pytał sam siebie, dokąd zmierza, odpowiedź była ta sama – donikąd.
Czasem miewał bowiem przebłyski dawnej osobowości, i wtedy włączał się sygnał alarmowy, że to zły kierunek, że pewnego dnia może skończyć się na cmentarzu.
Że nie pamięta, jaki był wczoraj dzień, a pamięta to, co było dwadzieścia lat temu.
Coraz częściej łapał się na tym, że nie miał wglądu w to, co robił wieczorem, kiedy był już mocno pijany, pamięć nie przechowała niczego, co wywoływało osobliwe uczucie niemocy.
Pił całą dobę, najtańsze alkohole, byle poczuć się inaczej, byle nie czuć się wcale.
Bełkotał coś o Bogu, który wypiął się na niego i prowadzi go do pewnej śmierci.
Nie raz obrywał od innych pijaków, nie raz czuł smak krwi w ustach.
Śmierdział na kilometr, nic sobie z tego nie robił, że ludzie na ulicy zatykali nos na jego widok i jak najszybciej starali się umknąć, by tylko poczuć na nowo świeże powietrze.
Już chyba nie pamiętał dawnego życia, dawnych marzeń i snów.
To musiało umrzeć, wcześniej czy później.
Nowa perspektywa majaczyła złowieszczo: zbliżał się niepokojąco blisko do ściany, której jeszcze nikt na tej ziemi nie przebił głową.
                                                                                             
Odkąd przestał płacić czynsz, groziła mu eksmisja, ale nie bardzo się tym przejmował.
Liczyło się tylko to, by mieć codziennie co wypić i zatracić się w mroku zmysłów.
Nawet nie zauważył, że od kilku dni nic nie jadł.
Ten rak toczył go coraz bardziej i nie miało to końca, bo on tego nie chciał.                 
Spijał się od świtu do nocy, i chyba każdy w mieście znał go już z widzenia.                
Codziennie meldował się na skupie puszek po piwie i inkasował drobne na picie.
Potem odpływał i nic go już nie obchodziło.
 
Aż nadszedł dzień, który miał wszystko odmienić
 
Dochodziła trzecia po południu, kiedy w pijackim amoku spał w trawie w jednym z miejskich parków, nieświadom niczego, wolny od demonów, które go każdego dnia i nocy nękały.
Przechodnie spoglądali z niesmakiem, mijając obrzydliwego pijaczka.
Nikt nie przystanął, nikt nie zapytał:” Co z tobą człowieku, jak ci pomóc?”.
Każdy spieszył się ku swoim celom, zapatrzony tylko w siebie.
 
W pewnej chwili ktoś szarpnął go za ramię, ktoś chwycił za barki i potrzasnął.
Z jego ust wydobył się niezrozumiały bełkot.
Silne ręce nie dawały za wygraną – wnet siedział już na ziemi i błędnym wzrokiem omiatał okolicę.
Zupełnie nie miał pojęcia, co się dzieje, z trudem ogarniając zaistniałą sytuację.
 
- Mike, to ty? – zapytała.
- A co, maleńka, podobam ci się? – wymamrotał, jakby chciał opowiedzieć dobry dowcip.
- Co tu robisz? Czemu śpisz w trawie w biały dzień?
- A co, nie wolno?
- Poznajesz mnie? To ja, Sara. Ja żyję. Byłam bardzo głupia wtedy.
- O! To rzeczywiście ty. A już cię pogrzebałem.
- Dlatego pijesz?
- Może.
- To był zły pomysł. Wystarczyłaby rozmowa. Ale ja tego nie wiedziałam. Serce mi pękało, kiedy dowiedziałam się, że spotykasz się z inną.
- To ja, mała, byłem głupim fajansem. To mnie można winić – czuł, jak nagle zaczęło wracać trzeźwe myślenie, a pijacki amok odchodził bezpowrotnie w niebyt. Było to jak powrót z zaświatów. Już wiedział, że wraca na dobre, że odwraca się kolejna karta w historii jego życia. Poczuł, że inaczej być nie może, że dostaje szansę od losu, może już ostatnią.
- Nie pij już – szepnęła, a jej głosie była wyczuwalna troska.
- A co dostanę w zamian?
- Proszę, nie odmawiaj. Jeśli piłeś przeze mnie, to już nie musisz.
- Co to znaczy?
- To znaczy, że wróćmy razem do domu.
- A jeśli znów zacznę pić?
- Nie wrócisz do tego już nigdy. Ja ci nie pozwolę. Nic się nie zmieniło, Mike.
- Naprawdę?
- Tak, i nie bój się już niczego. Masz mnie.
- Ocalisz mój mały los?
- Na pewno.
- Będę mógł jeszcze kiedykolwiek spojrzeć w lustro?
- Będziesz mógł.
- To chyba sen.
- Twój najpiękniejszy.
- Gdzie byłaś przez te wszystkie miesiące?
- O to samo mogłabym ciebie zapytać.
- Wracajmy do domu, to rzeczywiście najlepszy pomysł – rzekł Mike.
- Teraz muszę cię podkarmić, i sprawić, byś wrócił do życia – odparła Sara.
- Wiem, że ci się to uda.
- Ja też to wiem.
 
 
 
3 sierpnia 2018
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 31.08.2018 13:45 · Czytań: 191 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 20
Komentarze
ajw dnia 31.08.2018 15:38 Ocena: Świetne!
Tak jak brak koncentracji czy niefortunny krok decyduje o losie himalaisty, tak o naszym życiu decydują złe i dobre wybory, właściwe i niewłaściwe ścieżki.. I nie zawsze wszystko kończy się happy endem. Czasem Anioł Stróż na chwilę odpuści i nie ma zmiłuj. O życiu Mika zadecydowały jego wybory, ale i seria przypadków (choć ja osobiście nie wierzę w przypadki) i na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie. Myślę, że doceni gest Sary, a jeżeli nie.. niech mu ziemia lekką będzie, bo tam skończy. Dobrze się czytało. Pozdrawiam :)
mike17 dnia 31.08.2018 15:44
Wielkie dzięki, Iwonko za czytanie i garść refleksji o tekście :)

Ja też nie wierze w przypadki - jest tylko Wszechmocne Przeznaczenie i to ono kieruje losem człowieka.
Jak MIke'a. który nawet sobie z tego nie zdawał sprawy.
Ale nie ma jak pomocna dłoń.
Wtedy można mówić o sukcesie.

Pozdrawiam Cię wesoło :)
Lilah dnia 31.08.2018 21:51
Właśnie się zastanawiałam, kiedy się pojawisz z kolejną opowieścią o miłości, a tu miła niespodzianka. Przedstawiłeś historię, którą warto było przeczytać.
Jeszcze do niej wrócę.
Pozdrawiam, :) Lilah
mike17 dnia 31.08.2018 22:09
[b]Lilu, [/b ] bardzo Ci dziękuję za literacki nalot :)
Bardzo mi miło, że się podobało.
Kłaniam się nisko.

Niebawem kolejna miniatura...
Kushi dnia 01.09.2018 15:11 Ocena: Świetne!
Mam wielką ochotę na ciąg dalszy tej historii Mike :) Polubiłam Sarę...Mike... właśnie... ciekawe czy Sara zdoła go odmienić:):)
Dziewczyna musiała go naprawdę szaleńczo kochać, żeby odważyć się na taki krok ... przywrócić go do życia, zaufać na nowo...
Musiał sprawić, że wtedy, kiedy go poznała... stał się dla niej całym światem, dał jej coś , czego tak naprawdę nie dostała wcześniej od nikogo, może tylko namiastkę... a On jej to dał... może z początku sam wierzył w ich przeznaczenie...
Zatem czekam na dalszy ciąg historii tej dwójki :) Bardzo bym chciała:)
Serdeczności :):)

Zostawię Ci piosenkę, która skojarzyła mi się po przeczytaniu Twojej opowieści:)

https://www.youtube.com/watch?v=kI6yk5DUuSg

P.S... i tak sobie właśnie pomyślałam,że kolejną część tej historii mógłbyś rozpocząć z punktu widzenia... Sary... :):);)
mike17 dnia 01.09.2018 16:10
Cześć, Kasiu, po bardzo długiej przerwie :)
Mam nadzieję, że teraz będziesz mnie odwiedzać w moim miłosnym cyklu.

Cykl składa się z 3 miniatur, dość podobnych do siebie, więc wierzę, że w kolejnej odnajdziesz kontynuację tej historii.

Ostatnio piszę głównie o miłości, niedługie miniatury z wątkiem sensacyjnym i egzystencjalnym.

A ile razy się w życiu kocha?
Ja wiem, że TYLKO RAZ.
Takich jak ja jest wielu.
Mieliśmy po prostu szczęście, tak jak moi bohaterowie, bo nie lubię, kiedy w tekście nie ma happy endu :)
Wierzę w powodzenie miłości, dlatego tak prawie zawsze kończę moje miniatury.

Piosenka jakże pasująca.
Smutna, jak zdrada i porzucenie.
Ale podłość też jest cechą ludzką...

Bardzo się cieszę z Twoich odwiedzin, Kasiu, i czekam na kolejne :)

:)
skinnywords dnia 01.09.2018 16:36
Przeczytałem. Nie do końca podobają mi się dialogi, ale moją opinią nie należy się specjalnie przejmować, bo sam mam z tym problem. Co do fabuły... znasz "In Tour Eyes" Petera Gabriela? Do tej miniatury bardzo pasuje ten tekst: Love I get so lost, sometimes
Days pass and this emptiness fills my heart
When I want to run away
I drive off in my car
But whichever way I go
I come back to the place you are

:)

Miłość to fajna sprawa równie wspaniała co popieprzona i niszcząca. Czekam na następną miniaturę.
mike17 dnia 01.09.2018 16:50
Dzięki, Skinny, za opinię i czytanie tej miniatury :)
Rozumiem, że nie wszystko może się podobać.
Biorę to na klatę :)

Tekst piosenki jakże adekwatny do mojego tekstu...

Bo w kochaniu zawsze wraca się do punktu wyjścia, jeśli było to prawdziwe uczucie.

A co do miłości?

Może dać Ci skrzydła, albo Cię zabić.

Do zobaczenia pod następną miniaturą :)
Milena1 dnia 01.09.2018 21:01 Ocena: Bardzo dobre
Miło Cię znowu czytać :)
Jak zwykle w formie.
Historia niby prosta, ale jak zwykle u ciebie - zmusza do zastanowienia.

A jesli to nie miłość to może piosenka :)
https://youtu.be/_Ye8GLPUVsM
Pozdr.
mike17 dnia 01.09.2018 21:26
Dobry wieczór, Mileno pod tym kawałkiem miłosnym :)
Cieszę się, że się podobało i dziękuję za miłe słowo.

Staram się tak pisać, by zasiać ferment :)

Piosenka, ech...
Trafiłaś w moje gusta.
Co za wykon!

Zapraszam pod kolejne miniatury, które nadejdą.

Pozdrawiam wieczorowo :)
Niczyja dnia 01.09.2018 22:01
Wszyscy czytają Mike'a, to ja też :)
Przeczytałam już rano Twoją historię Michale.
Cóż mogę powiedzieć, opowiadanie jak zwykle czytało się dobrze, bez żadnych, nawet najdrobniejszych zacięć. Ale...
Jest taka piosenka, chyba Maryli Rodowicz: "Ale to już było".
Tak, to już było, taki scenariusz był w kilku Twoich wcześniejszych opowiadaniach.
Rano przeczytałam, ale w ciągu dnia zapomniałam o całej historii i jej bohaterach. Nie zostało w głowie prawie nic, poza tym, że nie wierzę w taką miłość. Taka bajka może istnieć tylko na papierze, moim zdaniem żadna dziewczyna przy zdrowych zmysłach nie wybaczyłaby czegoś takiego facetowi, ani tym bardziej ukochanej osobie, bez której nie wyobrażała sobie życia i która tak ją zraniła.
Zranione serce nie pozwoliłoby na taką udrękę. Ono wtedy szuka zapomnienia, imając się przeróżnych sposobów. I chyba musiałby zdarzyć się prawdziwy cud, żeby takie coś zdarzyło się realnym życiu. Oboje musieliby utracić pamięć, aby odnaleźć się na nowo i na nowo zakochać w sobie.
Opowiadanie ładne, ciekawe, ale w takie słodkie-jaśniutkie zakończenie nie wierzę.
Zmieniłabym na na inne. Spotyka go leżącego, nawet klęka by mu pomóc, ale wtedy zdaje sobie sprawę, że nic już do niego nie czuje. Że cały ogrom jej miłości odleciał w siną dal.
Wtedy ich drogi rozchodzą się na zawsze. Na szczęście on przestaje pić.

Pozdrawiam serdecznie i witam po wakacjach, czekając na nowe Twoje opowiadania :)
Niczyja
mike17 dnia 01.09.2018 22:23
Niczyja o miłości chyba już wszystko napisano, więc nie roszczę sobie praw do bycia oryginalnym.
Mam swój styl, gdzie kochanie przeplata się z sensacją i dramatem.
Jest zawsze też happy end.
To mało?

Cechą charakterystyczną moich miniatur jest małe prawdopodobieństwo.
To graniczy z cudem.
I tak należy na to patrzeć, jak na coś co mogło się zdarzyć, ale wcale nie musiało.

Zakończenie jak to u mnie szczęśliwe.
Nie przewiduję innych, no chyba że mnie najdzie na jakiś hardcor.

Widzisz, czasem klękasz przed pijakiem który był jeszcze pół roku twoim mężem i coś pęka.
Lubię pisania o ludzkich przemianach.
Tu taka zaszła.
Szybko, bo był to cios.
A taki cios potrafi pijaka otrzeźwić na zawsze - znam takich panów, którzy dziś są niepijący, a jeszcze 2-3 lata temu spali w krzakach i pili całą dobą.

Niebawem kolejne opko i miłość.
I ponowne przecinanie węzła gordyjskiego :)

Trzymaj się, NIczyja :)
Niczyja dnia 02.09.2018 00:07
Michale, ależ nie ma się o co obrażać (jeśli tak się stało), ja zawsze piszę prawdę. Tak mam, po prostu.
Znam większość Twoich opowiadań i to, na tle innych wygląda blado i przeciętnie. Nie zostało nic we mnie, żadnych wrażeń.
Zaskocz mnie! Spraw, że coś we mnie tąpnie i obudzi z uśpienia (może to być zarówno uśpienie pozytywne, jak i negatywne). Niech Twój kolejny tekst sprawi, że będę o nim myśleć długo jeszcze po przeczytaniu i coś na zawsze we mnie po nim zostanie...
W każdym razie życzę Tobie i sobie takiej lektury.
Tak było w przypadku kilku Twoich opowiadań, które pamiętam do dziś.
Były przepiękne, przemocne, choć niekoniecznie szczęśliwe, na ludzki zwyczajny sposób rozumienia.
Ale ja lubię niezwyczajności i niezwykłości :)
Zatem pisz...Kibicuję.

Trzymaj się, Michale.
Niczyja
mike17 dnia 02.09.2018 11:14
Nie zrozumieliśmy się chyba, bo ja wcale się nie obrażałem, tylko odpowiedziałem na Twój koment.
Zawsze bronię swoich utworów, bo wiem, jaki by mój zamysł.
Tym razem też tak było.
Także nie było tematu.

Pozdrawiam Cię niedzielnie :)
akacjowa agnes dnia 02.09.2018 17:35
Przeczytałam. Zamyśliłam nad pojęciem miłości. Czy miłość to całkowite oddanie się drugiej osobie? Całkowite pozbycie się siebie i swoich potrzeb? Jak długo można dojrzewać do miłości? Czy całe życie można być małym chłopcem? Jak radzą sobie ludzie, którzy nie znają prawdziwej miłości? Podobnych pytań zrodziło mi się wiele po lekturze Twojej miniatury. Każdy ma pewnie inne odpowiedzi na te pytania. I to jest piękne.

Dziękuję za dostarczenie powodów do zadumy.

Pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 02.09.2018 17:50
Cieszę się, Aga, że dałem Ci tyle do myślenia.
Zawsze w duchu liczę na to, że zapłodnię umysły do rozmyślań.
I chcę, by moje pisanie nie było komiksowym "dzianiem się", a czymś, co opowiada o problemie, i zmusza do refleksji.

Bo o miłości warto pisać :)

To bardzo wdzięczny temat i głęboki jak Rów Mariański.

Miło mi było Cię gościć i zapraszam wkrótce znów :)

Pozdrawiam z uśmiechem :)
Ania_Basnik dnia 03.09.2018 12:16 Ocena: Bardzo dobre
No cóż! Przeczytałam, ale nie poczułam tego czegoś...
Dialogi są takie naiwniutkie i być może zaniżają trochę poziom opowiadania. Zakończenie też dałabym troszeczkę podkręcone. Jak sugeruje Niczyja jest dobre, tylko zrób to po swojemu, będzie jeszcze lepiej.
To tak po pierwszym czytaniu.
Generalnie, nie cierpię takich facetów...
Więc tematyka trochę mnie odrzuca, ja bym już nie zaufała takiemu człowiekowi po raz drugi.
Całość napisana ze znawstwem
mike17 dnia 03.09.2018 13:25
Zupełnie Cię rozumiem, Aniu nie ma jednego opowiadania dla wszystkich, a o gustach się ponoć nie dyskutuje :)
Co więcej, można nie polubić opka, bo się najwyraźniej nie lubi bohatera i to też rozumiem.
Generalnie mieszam kwestie Dobra i Zła, stąd nie zawsze opowiadanie może przypasić, może być po prostu inne.

Dziękuję Ci za szczerość i za czytanie "wbrew" :)

Pozdrawiam wesoło!
Ania_Basnik dnia 04.09.2018 09:43 Ocena: Bardzo dobre
Po drugim czytaniu znajduję niespodziewanie smakowite kąski, jak ten
Cytat:
Przy­cią­gnął ją do sie­bie i szep­tał, że jesz­cze nigdy w życiu mu tak nie było.
Że pewne rze­czy dzie­ją się tylko raz, nie ma po­wtór­ki, i trze­ba je wypić aż do dna.


albo ten
Cytat:
Po chwi­li sie­dzie­li już wy­god­nie w ka­wiar­ni i roz­ma­wia­li o tym, o czym roz­ma­wia­ją lu­dzie, któ­rzy do­pie­ro co się po­zna­li, chcąc wy­wo­łać u dru­giej stro­ny jak naj­lep­sze wra­że­nie.

po takim wspaniałym zdaniu wywaliłabym długi dialog "pierwszy", ponieważ zawiera się już w tym pięknym zdaniu.
Podoba mi się monolog wewnętrzny bohatera, możne fajniej byłoby pociągnąć tak po całości. I na koniec dopiero otwierają mu się oczy ze zdumienia.
Ja wiem, że już masz swoja wizję i raczej zdania nie zmienisz. Autor przyzwyczaja się do określonej kreacji. Ale namawiam Cie do przemyślenia sprawy. Bo wtedy zakończenie Twoje ma głęboki sens.

Lubię czytać Twoje opowieści, dlatego wracam...
mike17 dnia 04.09.2018 14:01
Ciesze się, że znalazłaś smakowite kąski w mojej miniaturze :)
To dla autora radość.
Lubię snuć swe opowieści dialogami, stąd taki wybór.
Zawsze jestem otwarty (w miarę możliwości) na dobre rady.

I ciesze się, że wracasz, nie ma to jak wierni Czytelnicy :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
19/09/2018 22:44
Rozumiem, Niczyja szukasz mocnych wrażeń w prozie :) Owszem,… »
Ania_Basnik
19/09/2018 22:41
Przeczytałam, jest pięknie i magicznie, jak to u Ciebie.… »
Niczyja
19/09/2018 22:36
DoCo! No Ciebie jako mojego ulubionego autora nie mogłam… »
Niczyja
19/09/2018 22:26
Cześć Michale, Czytałam dziś Twoje najnowsze miłosne… »
DanielKurowski1
19/09/2018 21:57
Dziękuję za komentarz, wkrótce poprawie błędy »
StalowyKruk
19/09/2018 21:57
Rzeczywiście, ze znakami interpunkcyjnymi miewam problemy.… »
Jacek Londyn
19/09/2018 21:33
Pierwsza godzina jazdy przebiegała spokojnie. Koła miarowo… »
Dobra Cobra
19/09/2018 21:07
Przypowiesc o automatyce piekna. Dziękuję. GregoryJ,… »
Jacek Londyn
19/09/2018 20:57
Ten rodzaj opowiadań to nie moja bajka, zatem przeleciałem… »
Jacek Londyn
19/09/2018 20:40
Milcząca Elu Walczak, dlaczego milczysz, gdy ktoś… »
JOLA S.
19/09/2018 18:54
Witaj, margor, tytuł opowiadania szalenie obiecujący. :)»
mike17
19/09/2018 18:52
Życie lubi zaskakiwać, i tak tu chciałem, by było. Nic na… »
ajw
19/09/2018 18:25
No cóż.. czasem życie i tak się plecie. Chyba wiele takich… »
22227
19/09/2018 17:41
Początek obiecujący, tylko lepiej by było "zapadła noc… »
22227
19/09/2018 17:28
No cóż... gdyby nie te wilki, ale wierszyk fajny. »
ShoutBox
  • mike17
  • 19/09/2018 22:55
  • Aniu, ponieważ pisaliśmy naraz komenty, uzupełniłem moją odpowiedź dla Ciebie :)
  • JOLA S.
  • 16/09/2018 09:48
  • Stawitzky, dzięki i dobergo dnia :)
  • JOLA S.
  • 14/09/2018 14:47
  • Yitopaz, możesz cały tekst podmienić, wytnij i wklej od nowa, nie będzie przechodził przez maszynkę Redakcji. :)
  • mike17
  • 13/09/2018 18:02
  • A tu informacja konkursowa : [link]
  • mike17
  • 13/09/2018 18:01
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 6, gdzie inspiracją jest muzyka, na podstawie której należy napisać miniaturkę i wysłać mnie. Czekają atrakcyjne nagrody :)
  • Esy Floresy
  • 11/09/2018 22:24
  • Czas ucieka coraz szybciej, zostało 10 dni. Łapcie, więc za pióra i nadsyłajcie wiersze na konkurs :) [link]
  • Kushi
  • 09/09/2018 13:32
  • Miłej Niedzieli Kochani [link] :)
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:vertygolamosa
Wspierają nas