Babka w porach? To już lepiej bez - akacjowa agnes
Publicystyka » Felietony » Babka w porach? To już lepiej bez
A A A
Od autora: Kolejna garść moich przemyśleń

Jestem kobietą. Nie mam najmniejszych wątpliwości i z tego, co wiem, większość ludzi, których spotykam, też takowych nie ma.

Po czym można osądzić na pierwszy rzut oka, czy ktoś jest kobietą, czy mężczyzną? Wystarczy wrócić do podręcznika IV klasy podstawówki i wszystko jasne. Budowa ciała, wysokość głosu, owłosienie. To podstawy. Dochodzą do tego: chód i sposób ubierania.

Nie będę tu wchodziła w różnice psychologiczne, bo one wyjdą same podczas moich dywagacji.

Czy każda kobieta czuje się kobieco? Często słyszę, że jednak nie. Dlaczego? Czy problem tkwi w budowie ciała? Czasem pewnie tak: małe piersi, niezbyt szczupła kibić, może nogi odbiegające od wybiegów. Na ile mamy na te rzeczy wpływ? Bez poważnych interwencji medycznych lub wyrzeczeń, pewnie niewielki.

A może problem w niskim głosie, czy owłosieniu? Chyba jednak nie.

Więc o co chodzi?

Śmiem rzucić pewną teorię: Kiedyś kobiety czuły się kobieco, bo zajmowały się tym, co od wieków kobiece i nie podejmowały wyzwań wykraczających poza ich możliwości, choćby fizyczne. Mogły dbać o dom, dzieci, męża, kwiaty, firanki, czyli krótko mówiąc: „stwarzać ciepło rodzinne”. Dzięki kobietom chętnie wracało się do domu, bo było czysto, pachniało dobrym jedzeniem, była szansa na uśmiech i przytulenie.

Natomiast stroną materialno-finansową zajęty był mężczyzna. Wiedział, jak poważną pełni rolę. Czuł się ważny i potrzebny.

Dziś te role się pomieszały. Kobiety gonią za pieniądzem, bo pensja męża nie wystarcza. Pracują po dwanaście i więcej godzin dziennie. Dzieci coraz dłużej spędzają czasu w przedszkolach i szkołach. O domy dbają opłacone firmy sprzątające lub porządkowanie stanowi przykry obowiązek i nie buduje w kobiecie zadowolenia, że pielęgnuje rodzinne gniazdko.

Od wielu lat słychać również o upadku męskości. O wydelikaceniu facetów, wzroście liczby nałogów, depresjach wśród panów, czy wzmożonej liczbie przypadków impotencji.

Dlaczego? To proste. W jaki sposób ma się czuć mężczyzna, jeśli w jego naturze jest zbudowanie domu, stworzenie rodzinie dobrych warunków życiowych, dostarczaniu żywności i siedzenie za sterem rodzinnej arki przymierza, skoro wie, że kobieta musi wykonywać te zadania za niego, choćby częściowo?

Znacie powiedzenie: „widać, kto w tej rodzinie nosi spodnie”. Toż to siarczysty policzek dla faceta.

Idźmy dalej. Kobieta w spodniach nie jest w stanie w pełni rozwinąć swojej kobiecości, bo jest skrępowana, spięta, zabiegana. Nie ma czasu dla swoich potrzeb, dla dzieci, dla domu, dla męża. Zdaje sobie sprawę, że nie jest dobrą matką, żoną, ani gospodynią, a co za tym idzie - kobietą. A skoro kobieta nie czuje się kobietą, to jak mężczyzna stojący obok ma się czuć męsko? No, jak?

I co? Koło się zamyka.

Są oczywiście sytuacje, gdy kobieta spełnia się w swojej zawodowej roli. Gdy wykonuje pracę, którą kocha i ma z niej satysfakcję. Taka historia jest pewnie dużo lepsza, ale czy mimo wszystko nie gubi czegoś? Czy umie złapać ten złoty środek między życiem zawodowym a rodzinnym? Czy czuje wiatr we włosach i potrafi opleść nimi swojego wybranka? Jeśli tak, to się nie czepiam.

Jakie mamy rozwiązanie powyższego dylematu? Powoli.

W ostatnich trzech latach przerzuciłam się na spódniczki i sukienki. Odczułam poważną zmianę. Mężczyźni stali się bardziej pomocni, bardziej dżentelmeńscy. Zatrzymują samochody, gdy podchodzę do przejścia dla pieszych. Otwierają drzwi w sklepie. A wcale nie noszę kusych kiecek. Nie, wręcz przeciwnie. Uwielbiam takie do kolan a najlepiej do kostek. Zwiewne, rozkloszowane, kwieciste.

Ludzie, nie tylko mężczyźni, zaczepiają mnie na ulicy ze słowami: „jaka piękna, kolorowa pani”, „cudownie pani wygląda”, „jest pani jak tęcza”. Nie ma w tym ani krzty seksizmu. Wszyscy obdarzają uśmiechami i robi się sympatycznie.

Kobieta ubrana kobieco dodaje swojemu mężczyźnie męskości. To pewne.

Zdaję sobie sprawę, że całkowicie zmienić role w rodzinie nie jest to łatwa sprawa. Nie rzucimy nagle swojej „bardziej lub mniej lubianej” pracy, by mąż poczuł się zobowiązany poszukać lepiej płatnej. By odezwał się w nim pierwotny zew natury i zawył jak wilk do księżyca. Choć podejrzewam, że taki manewr mógłby okazać się zbawienny. Ale może zacznijmy powoli. Najpierw wywalamy spodnie (lub niech sobie leżą na dnie szafy i czekają na ewentualne wielkie mrozy), później wskakujemy w piękne spódnice czy sukienki. Tańczymy boso na trawie i wplątujemy stokrotki we włosy. Szukamy z dziećmi tęczy i natchnione słońcem gotujemy pachnący obiad dla ukochanego, gdy w kuchennym oknie suszy się bukiet z gałązek mięty.

Spróbujcie, moje panie. Polecam gorąco.

Ciekawa też jestem, jakie zdanie na ten temat mają panowie.

Pozdrawiam serdecznie

AgA

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
akacjowa agnes · dnia 03.09.2018 11:46 · Czytań: 147 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Vanillivi dnia 03.09.2018 13:14
Witaj Akacjowa,

w Twoim poprzednim felietonie znalazłam ciekawe przemyślenia, tutaj, niestety moim zdaniem jest o wiele gorzej. Mam wrażenie, że to taka dosyć miałka publicystyka rodem z "Frondy" czy innego "Gościa niedzielnego" i gdzie pod płaszczykiem banałów: "jestem kobietą" "wystarczy wrócić do IV klasy podstawówki", czy przyjemnych wizji: "tańczymy boso na trawie i wplątujemy stokrotki we włosy" przemycasz treści, które są w istocie obraźliwe dla obydwu płci.

Nie tylko sugerujesz, że wiele z zajęć, które dzisiaj dla kobiet są jakimś standardem, wykracza poza ich umiejętności, ale i obrażasz mężczyzn, sugerując, że aby czuli się dowartościowani w swoich "męskich" czynnościach, kobiety nie powinny robić im konkurencji. W istocie otrzymujemy zlepek szkodliwych stereotypów w ładnym opakowaniu.

Nie zrozum mnie źle. Noszę sukienki przez większą część roku, lubię zbierać kwiaty czy gotować. Lubię też swoją pracę i nie sądzę, by w jakikolwiek sposób "odbierała mi ona kobiecość". Raczej każda kolejna umiejętność czy talent, które opanujemy, jakoś nas wzbogaca, a zawężanie sobie horyzontów na pewno nie jest korzystne.

I owszem, łączenie pracy zawodowej z wychowaniem dzieci wymaga wiele wysiłku, nie uważam jednak, by ograniczenie się wyłącznie do zajęć domowych było scenariuszem realnym, ani najlepszym dla większości z nas. To raczej duże ryzyko.

Pozdrawiam serdecznie
Marek Adam Grabowski dnia 03.09.2018 17:28 Ocena: Bardzo dobre
Droga Akacjo,
Kiedyś każde dziecko potrafiło odróżnić kobietę od mężczyzny. Dopiero teraz to zaczęło ludzi przerastać. Twoje spostrzeżenia są słuszne, chociaż bardzo upraszczasz. Złośliwościami w stylu "... czy innego "Gościa Niedzielnego"" się nie przejmuj, zwłaszcza jak piszę je ktoś kto najprawdopodobniej nie odróżnia "Gościa Niedzielnego" od "Niedzieli", a "Niedzieli" od "Tygodnika Powszechnego".
Jeśli chodzi o warstwę językową to twój felieton jest o.k., chociaż nie powala. Jeszcze jedne zamiast dywagacji pisz spekulacji, gdyż wyraz dywagacje oznacza odchodzenie od tematu.

;)
AntoniGrycuk dnia 03.09.2018 18:36
Czytałem Twój poprzedni tekst i się nie wypowiedziałem, bo... Mniejsza o to.
Ten też przeczytałem i mam z goła inne upodobania, niż to, co prezentujesz na koniec w poniższym zdaniu:
Cytat:
Naj­pierw wy­wa­la­my spodnie (lub niech sobie leżą na dnie szafy i cze­ka­ją na ewen­tu­al­ne wiel­kie mrozy), póź­niej wska­ku­je­my w pięk­ne spód­ni­ce czy su­kien­ki. Tań­czy­my boso na tra­wie i wplą­tu­je­my sto­krot­ki we włosy.

Osobiście zdecydowanie wolę kobiety w spodniach. Niedobrze mi się robi, jak widzę te wszystkie "kolorowe panienki" w zwiewnych spódnicach. Wyjątkiem jest sukienka, ale nie każda. Musi być dopasowana, za kolana i wyglądać elegancko, a nie nonszalancko. Chętnie tez patrzę na kobiety ubrane "jakkolwiek", byle tylko miały to coś. I wtedy nie ma znaczenia, czy jest w spódnicy, spodniach, czy w kożuchu. Taki jestem. i już.

I nie czuję się na tyle "chłopem", aby dorównać (cokolwiek by to znaczyło) stereotypowi. Czuję się czasem chłopaczkiem, czasem samcem z krwi i kości, bywa, że "seksualnym zawadiaką" (choć ta metafora jest na wyrost), a zdarza się, że ja to przysłowiowy pan Zenek, co chce mieć święty spokój. I osobiście mam wrażenie, że ta moja wielorakość wzięła się ze swobody częściowo wynikającej z podpatrzenia danych cech w filmach, wyczytania w książkach. Gdyby nie ilość informacji, która do mnie dotarła, to pewnie byłbym tym, kim chciał mnie ukształtować ojciec lub matka, a tak mam do wyboru zarówno zawadiakę, luzaka, dzieciaka, jak i typowego samca.
Chcę powiedzieć, że według mnie utrata standardowych cech u obu płci wynika z wiedzy, która do nas dotarła. Kiedyś byli tylko członkowie rodziny i, powiedzmy, sąsiedzi i to od nich mogliśmy się uczyć, kim być. A teraz? Zobacz te wszystkie filmy, w których prezentuje się całą gamę zachowań, niekoniecznie realnych, ale za to jak bardzo kuszących. Takie jest moje zdanie.

Pozdrawiam
Milena1 dnia 03.09.2018 21:23
Tak, jest taki trend :) Energia kobieca, energia ubioru. Jest w tym trochę prawdy, tak mi się wydaje, ale jest też dużo przekłamań.
Pozdr.
akacjowa agnes dnia 05.09.2018 20:18
Dziękuję za Wasze komentarze.
W moim tekście wyraziłam swoje przemyślenia odnośnie zagubienia kobiecości i męskości. Nie zamierzałam nikogo obrazić. Nie sądzę, że każda praca odbiera kobiecie jej naturę. Jeśli ją lubi i nie cierpi wykonując ją, z pewnością nie przynosi taka praca uszczerbku na poczuciu kobiecości.
Nadal twierdzę, że mężczyzna czuje się spełniony, gdy może być opoką dla swojej rodziny. Nie uważam jednak, że powinien zaharowywać się na kilku etatach. Nie o to chodzi.
Jeśli umiemy cieszyć się życiem i nie mamy problemu ze swoim poczuciem płci, to wszystko jest w porządku. Mój tekst odnosił się do osób zagonionych, niespełnionych, nadmiernie zatroskanych i niezadowolonych z życia.
A że lubię pofilozofować, to tak mi wyszło ;)

Pozdrawiam
mike17 dnia 05.09.2018 20:42 Ocena: Świetne!
Mam już ogólny pogląd na temat Twego felietonu :)
Jestem za tradycyjnym podziałem ról w stadzie.
By kobieta była kobietą, a facet facetem.

Bardzo też podoba mi się kreacja kobiety, mam na myśli ubiór.
Dla każdej przypadnie co innego.
Ale by kobieta była naprawdę kobiecą, to może być mini albo maxi.

I o rolach słów kilka: nikt nie powiedział, że men nie może stać za garami, a jego mała śpiewać mu wówczas serenady.
Nikt nie powiedział, że kobieta sprawnie zmieni koło w samochodzie.

Zatem jak widzimy role są przemieszane.
I dobrze.
Bo stajemy się bardziej przyjaciółmi niż kochankami, a nie na sexie świat się kończy.

Jest za a nawet przeciw jeśli chodzi o Twój felieton, Aga, zgadzam się z nim i przyklaskuję :)
akacjowa agnes dnia 06.09.2018 13:39
Dzięki, Michale, za Twoją opinię. Wiem, że nic nie jest z gruntu czarne, ani z gruntu białe. Najważniejsze to być z sobą w zgodzie. O to przecież chodzi najbardziej.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:7milae5785tM6
Wspierają nas