Ogień - Marian
A A A

   Pociemniało. Ciężkie chmury zasnuły nieboskłon, zmieniając barwy i kształty wszystkiego dookoła. Raz po raz grzmot przewalał się człowiekowi nad głową. On stał, patrzył i słuchał.

   Nagle niebo zajaśniało oślepiająco i pękło. Błysk i huk rzuciły go na ziemię. Został przygnieciony przez siłę, która nie zadała mu bólu.

   Przeżył już kiedyś coś podobnego w czasie polowania, gdy ranny koń kopnął go w bok. Padł jak teraz, ale wtedy bardzo bolało i bolało jeszcze długo potem.

   Teraz upadł bez bólu. Leżał z twarzą w trawie półprzytomny, ogłuszony i oślepiony, ale żył. Powoli wracała mu świadomość, a wraz z nią nadszedł strach - siła, która każe uciekać lub zabijać.

   Chciał uciec. Podniósł głowę, ale to, co zobaczył, nie pozwoliło mu wstać. Przed nim płonęło drzewo. Złamane, paliło się szarpanym przez wiatr płomieniem.

   Nigdy jeszcze nie widział ognia, a ten widok przewyższał wszystko, co znał dotychczas. Ogień ciągle zmieniał kształt. Strzelał w górę lub pochylał na boki, rósł lub malał, dzielił się na części przeskakujące pomiędzy gałęziami, a potem łączył w jedność obejmującą całe drzewo. Zmieniał kolor, zanikał i wybuchał jeszcze większym światłem. Burza tymczasem przeszła, wiatr ucichł, a człowiek ciągle leżał i patrzył. Drzewo płonęło coraz słabiej, rozpadając się powoli na wiele dymiących kawałków. Wygasła też trawa i pobliskie krzaki. Ogień zanikał wraz z zachodzącym słońcem.

   Wtedy człowiek wstał, podniósł z ziemi kamień i ruszył w stronę drzewa. Skradał się jak do zwierzyny. Bał się, ale strach zagłuszało uczucie, którego do tej pory nie znał - ciekawość.

   Tuż, na wyciągniecie ręki leżała gałąź - jasna i ciepła. To było dziwne. Znał ciepło kamieni nagrzanych słońcem i ciepło innego człowieka, ale nie znał ciepła gałęzi. Był bliżej i bliżej. Już palce prawie dotykały drewna, gdy nagle ono złamało się, trysnęły iskry i błysnął płomień. Odskoczył, wzniósł rękę do ciosu i czekał na atak. Obserwował gałąź uważnie jak przyczajonego węża, ale ataku nie było.

   Ostrożnie podchodził bliżej i bliżej, czuł już ciepło gałęzi i... chwycił ją. Ścisnął mocno i wtedy nieznany ból poraził mu dłoń. Puścił gałąź i uderzył ją kamieniem. Atak za atak. Posypały się iskry. Drewno pękło, jakiś czas świeciło i ściemniało. Uderzył ponownie. Znowu trysnęły iskry i gałąź zamarła. Jakiś czas obserwował ją jak jadowitego węża, którego nie wolno chwytać w dłoń, ale wydawała się być już martwa. Zbliżył powoli dłoń i dotknął jej ostrożnie. Była bardzo ciepła, ale już nie gryzła jak poprzednio.

   Uspokoił się. Ostrożnie wszedł w krąg wypalonej trawy przy drzewie. Zapadł już zmierzch, więc widział tylko rozżarzone węgielki rozsiane po ziemi i smużki dymu. Nie bał się już ich, a wręcz zrozumiał, że dają one przyjemne ciepło chroniące przed chłodem nocy. Usiadł na ziemi i po chwili usnął.

   O świcie obudził się zdrętwiały z zimna. Dookoła leżały spopielone kawałki drewna pogaszone poranną rosą. Zaczął je potrącać w poszukiwaniu ognia i ciepła - nadaremnie. Ogarnęła go złość. Zaczął bić je kamieniem, łamać i rozrzucać. Czasem jakiś kawałek był cieplejszy, ale ognia w nim nie było. Po gniewie przyszła rezygnacja i siły go opuściły.

   Znał już to uczucie. Kiedyś długo czatował na brzegu rzeki, aż w końcu podpłynęła wielka ryba. Uderzył celnie. Ryba znieruchomiała i przewróciła się na bok. Gdy chwycił ją w rękę, nagle ożyła i umknęła. Wtedy też ciskał kamieniami z bezsilnej złości i długo potem siedział na brzegu osowiały i głodny.

   Teraz też poczuł głód. Wstał więc i pobiegł w stronę rzeki, gdzie powinni być pozostali członkowie jego gromady. Byli tam. Wiedział, że będą, bo nie zjedli jeszcze do końca świeżo upolowanego kozła.

   Zwierzę leżało tam, gdzie upadło. Obdarty ze skóry jego bok był już prawie ogołocony z mięsa. Łaziły po nim mrówki i muchy. Podszedł, odwrócił kozła i próbował zedrzeć skórę z drugiej strony. Sam nie dałby rady, ale chłopiec z blizną na szyi pomógł mu i wspólnie oskórowali drugi bok zwierzęcia. Zaraz też podeszło kilku z gromady i wyciągnęło ręce po świeżo odsłonięte mięso. Odpędził ich. Potem oddarł kawał mięsa i odszedł w cień.

   Jadł powoli, patrząc na gromadę. Odpędzeni wrócili i odrywali kawałki mięsa, jeden z chłopców oglądał zranioną stopę, dwie kobiety zajęte były iskaniem - gromada żyła normalnym życiem.

   Zjadłszy, wstał, uniósł ręce i przywołał współplemieńców. Powoli podchodzili i patrzyli na niego z wyczekiwaniem. Gdy otoczyli go ciasnym kręgiem, zaczął stopami wybijać takt drobnych kroczków i rozpoczął swój taniec-opowieść. Najpierw pokazał, jak szedł długo i jak niebo zaciągnęło się chmurami. Oni mrucząc, miarowo kołysali się na boki. Rozumieli jego opowieść. Byli tam razem z nim i czekali na burzę. Potem krzycząc, pokazał wielki grzmot i swoje przerażenie. Tańczyli razem z nim, krzyczeli głośniej i rozumieli.

   Następnie pokazał płonące drzewo i swój strach. Zatrzymali się i przestali krzyczeć. Patrzyli, chłonęli każdy jego gest, czekając dalszego ciągu opowieści. Wpadał w taneczny trans. Pokazywał, jak walczył z nieznanym i jak nocą było mu ciepło pomiędzy ognikami. Wtedy zauważył, że już go nie słuchali. Rozchodzili się. Nikt już nie tańczył razem z nim. Zostawili go tak, jak nieraz zostawiali człowieka, który upadł i przestał oddychać. Odeszli od niego. Nie byli już ciekawi jego opowieści. Nie rozumieli go. Został sam.

   Po kilku dniach gromada ruszyła, bo potrzeba zdobycia jedzenia nakazywała pochód. Wysforował się na przód i skierował w stronę spalonego drzewa. Inni poszli za nim. Znalazł to miejsce już bardzo zmienione. Wiatr rozwiał popiół, a przez spaloną trawę prześwitywała świeża zieleń.

   Pokazał im pień spalonego drzewa i rozrzucone gałęzie. Pokazał tę, z którą walczył i zaraz kilka rąk na raz sięgnęło po nią. Kruszyła się, a w dłoniach zostawały zwęglone kawałki i popiół. Ktoś dotknął ubrudzoną popiołem dłonią piersi i ślad jej pozostał na skórze. Wtedy inni też zaczęli mazać się popiołem po twarzach i piersiach. Cieszyli się, pokazywali się jemu i sobie nawzajem.

   Usiadł z boku i patrzył na rozbawioną gromadę. Chciał im pokazać miejsce, gdzie przeżył coś niezwykłego, ale oni go nie zrozumieli. Myśleli, że przyprowadził ich tu po to, żeby dać im popiół do malowania się. Że chciał, by kobiety wyglądały pięknie z paskami na brzuchach, a mężczyźni wspaniale z uczernionymi twarzami.

   Po chwili w pobliżu pojawiło się stado antylop. Jedna z nich kulała i wyraźnie zostawała w tyle. Gromada z krzykiem dopędziła ją i zabiła kamieniami. On nie pobiegł z innymi. Powoli ruszył ostatni i zanim doszedł, gromada już rozpoczęła ucztowanie. Rozstąpiła się jednak przed nim, a chłopak z blizną podał mu kawał wątroby. Wziął, odgryzł kęs i wtedy inni z powrotem rzucili się do jadła. Jedząc, wciąż spoglądali na niego, a ich spojrzenia mówiły: „To on nauczył nas zdobić nasze ciała, on doprowadził do antylop i dał nam jeść. Jest mądry. Niechaj nas dalej prowadzi.”

   Został ich wodzem, ale był samotny ze swoimi wspomnieniami o piorunie, ogniu i strachu.

   Oni go nie rozumieli. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 03.09.2018 15:30 · Czytań: 115 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 3
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 03.09.2018 16:43 Ocena: Dobre
Opowiadanie średnie. Trudno je za coś pochwalić lub skrytykować.

Ps. Czy to aby na pewno Since Fiction?
Darcon dnia 03.09.2018 20:28
Oj, Marianie, nie podobało mi się, niestety.
Najpierw o stronie warsztatowej.
Cytat:
Nagle niebo za­ja­śnia­ło ośle­pia­ją­co i pękło. Błysk i huk rzu­ci­ły go na zie­mię. Zo­stał przy­gnie­cio­ny przez siłę, która nie za­da­ła mu bólu.
Pękające niebo nie brzmi zbyt dobrze. Skoro nie było bólu, po co o tym pisać? To znaczy, po co pisać o czymś, czego nie było?
Cytat:
Teraz upadł bez bólu. Leżał z twa­rzą w tra­wie pół­przy­tom­ny, ogłu­szo­ny i ośle­pio­ny, ale żył.
Dosłownie dwa zdania wyżej już o tym pisałeś.
Cytat:
Nigdy jesz­cze nie wi­dział ognia, a ten widok prze­wyż­szał wszyst­ko, co znał do­tych­czas. Ogień cią­gle zmie­niał kształt. Strze­lał w górę lub po­chy­lał na boki, rósł lub malał, dzie­lił się na czę­ści prze­ska­ku­ją­ce po­mię­dzy ga­łę­zia­mi, a potem łą­czył w jed­ność obej­mu­ją­cą całe drze­wo. Zmie­niał kolor, za­ni­kał i wy­bu­chał jesz­cze więk­szym świa­tłem. Burza tym­cza­sem prze­szła, wiatr ucichł, a czło­wiek cią­gle leżał i pa­trzył. Drze­wo pło­nę­ło coraz sła­biej, roz­pa­da­jąc się po­wo­li na wiele dy­mią­cych ka­wał­ków. Wy­ga­sła też trawa i po­bli­skie krza­ki. Ogień za­ni­kał wraz z za­cho­dzą­cym słoń­cem.
Myślałem, że na koniec akapitu ogień przemówi, że jest to krzak ciernisty i piszesz coś na kształt Biblii. Okazało się, że jednak nie i nie mogłem doszukać się sensu tak szczegółowego opisu.
I tu mogę przejść do fabuły, bo po dalszej lekturze zrozumiałem, że piszesz o człowieku - jaskiniowcu. Domyślam się też, że użyłeś "prymitywnej" stylizacji, aby przekazać echo tamtych czasów, ale moim zdaniem, to się zupełnie nie udało.
Utwór brzmi groteskowo, fragmentami wręcz komicznie. Gdybyśmy wszystkie epoki chcieli opisywać duchem tamtych czasów to nikt by nic nie czytał, a przynajmniej niewiele. To jednak moje subiektywne zdanie. Może znajdziesz fanów takiej literatury.
Pozdrawiam.
Marian dnia 04.09.2018 19:37
Dziękuję Marku za wizytę i komentarz. Nie wiem czy to science fiction, ale nie wiedziałem gdzi to wsadzić. Na blog oczywiście zajrzę.
Pozdrawiam.

Dziękuję Darcon za odwiedziny i rzeczową krytykę.
"Gdybyśmy wszystkie epoki chcieli opisywać duchem tamtych czasów to nikt by nic nie czytał". Właśnie chciałem tego popróbować i chyba nie bardzo mi wyszło.
Pozdrawiam.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ania_Basnik
14/11/2018 15:18
Ananke dziękuję za uwagę odnośnie "zakamarków… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 14:39
Nazwanie lat 60-tych zamierzchłymi, to genialny zabieg i… »
Leniwiec2
14/11/2018 13:49
Podczas konkursu, dałem dobrą ocenę ale nie najlepszą. Na… »
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
Kazjuno
14/11/2018 09:31
Jolu S i Darconie. Bardzo, bardzo Wam dziękuję. A w ogóle,… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 09:17
Dzięki Darcon! Za błąd przeprasza, zmienię go na mym blogu.… »
JOLA S.
14/11/2018 08:43
Kazjuno, przeczytałam z przyjemnością i pożytkiem. I… »
allaska
14/11/2018 07:59
Świetny:) i treść przemawia i forma, po prostu ciekawie… »
allaska
14/11/2018 07:58
Myślę, że porwałam się z motyką na słońce. O mistrzach żeby… »
aintone
14/11/2018 01:15
Zapraszam do komentowania ? co jest nie tak , co poprawic… »
Leniwiec2
14/11/2018 00:25
Dzięki Gramofon, jak to wysyłałem to wiedziałem, że jest źle… »
Artur Dubis
13/11/2018 21:23
No, taki jesienny :) Pozdrawiam również! »
ShoutBox
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
  • Ananke
  • 11/11/2018 20:36
  • bez względu na kolor skóry, wiek, przekonania, religię itd. Byle zachowywał się godnie, z szacunkiem wobec innych ludzi, bez wykrzykiwania obelg, z poszanowaniem wszelkich norm
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas