Nasz (nie)zwykły świat-Cisza (1) - Ewa Nowoslawska
Proza » Miniatura » Nasz (nie)zwykły świat-Cisza (1)
A A A

Matylda mieszkała i pracowała w popularnym nadmorskim kurorcie. W sezonie letnim, ilość przyjezdnych przekraczała kilkakrotnie liczbę stałych mieszkańców.

Na początku każdego roku, koledzy i koleżanki z korporacji zastanawiali się, gdzie tym razem spędzą urlop. Było oczywistym, że chodzi o wyjazd za granicę, najlepiej na inny kontynent. W grę wchodziły kraje Ameryki Południowej, wyspy Kuba, Bali oraz Malediwy.

Ona nie zaprzątała sobie tym głowy. Z góry wiedziała, że urlop spędzi w kraju i pojedzie tam gdzie diabeł mówi dobranoc. Chodziło o miejscowość z kilkoma chałupami na krzyż, gdzie telefonia komórkowa nie ma zasięgu. Znała taką lokalizację, ale trzymała w tajemnicy.

Gdy wraz z partnerem, pierwszy raz, udawali się na rekonesans, na nic zdał się GPS. W środku Borów Tucholskich, podzielonych przecinkami na identyczne kwartały, nie mogli się zorientować gdzie są, a tym bardziej, która droga doprowazi ich do celu.

Dopiero powrót na skraj lasu i telefoniczna rozmowa z właścicielką siedliska, z której wynikało, że należy trzymać się drogi wzdłuż ogrodzenia aż do znaku droga pożarowa i dalej w kierunku jeziora, tylko że z drogi nie było go widać. Ale na szczęście, między strzelistymi jak zapałki sosnami, udało im się wypatrzyć chałupę krytą strzechą, a w oddali jezioro. Tu zostali powitani jak rodzina. I tak zostało na lata.

Co roku,w siedlisku wynajmowali mały domek z widokiem na jezioro, które lata świetności miało poza sobą, ponieważ zaczęło zarastać grążelami oraz pływającymi rozetami osoki przypominającej aloes. W zamian za to, w szuwarach gniazdowały łabędzie oraz żurawie, a w starodrzewie olszy kolonia, objętej ochroną, czapli siwej. W zatoczce rezydowała rodzina bobrów, a przy drewnianym pomoście kojąco szumiała przepławka dla ryb.

Właściciele pochodzili z tej samej co Matylda miejscowości. Kilkanaście lat temu kupili chałupę wraz z zabudowaniami.

Po kapitalnym remoncie, od wiosny do późnej jesieni spędzali tam czas. Właścicielka miała zadbany ogródek pełen warzyw i ziół oraz kwiatów.

Dzięki lokalnemu mikroklimatowi pogoda dopisywała tam każdego lata.

Zdarzało się, że od czasu do czasu, wpadali starzy znajomi na wyborny jabłecznik, na gęsinie, by powspominać dawne dobre czasy.

Gdy wizyty przeciągały się do późna, właściciel proponował nocleg oraz skorzystanie z bani, którą sam przygotowywał. Czas często spędzano przy ognisku, a wtedy, popijając nalewkę własnej roboty, snuto niesamowite opowieści. Gdy z bytelczyny coraz bardziej ubywało, gospodarza ponosiła fantazja, wtedy do akcji wkraczała jego żona by uwiarygonić niektóre fakty szczególnie dotyczące ich pobytu w Kazachstanie. On robił to tak sugestywnie, że słuchaczy w ciemnościach oblatywał strach. Zdarzało się, że zdradzał rodzinne tajemnice dotyczące choćby broni palnej, którą podobno trzymał pod strzechą, ale nikt jej nie widział. Bywało tak, że chciał ją zaprezentować, ale w takich sytuacjach jego żona, taktownie ogłaszała koniec ogniska zapraszając do spania ponieważ jest późno.

Gościom to wystarczało by udać sią na spoczynek, ale gawędziarz, często długo tłukł się po nocy mając pretensje do żony, że ta nie pozwoliła na kontynuację imprezy.

Dni tam spędzone to szczególny czas chociaż nic nadzwyczajnego się nie działo.

A może właśnie dlatego? Komórka milczała, nie było telewizora, niczemu i nikomu nie towarzyszył pośpiech, żadnych klientów ani namolnych sąsiadów.

Każdy robił to, na co miał ochotę. Matylda pod wieczór siadała w fotelu pod daszkiem domku wyjmowała laptopa i pisała.

W tym czasie jej partner wybierał się na ryby, a konkretnie na szczupaki, gdzie wędkował do zachodu słońca. Za każdym razem musiał zdać relację czy ryba brała oraz pokazać efekty wędkowania. Gospdarz nie lubił jak połowy były udane, oj nie, i za każdym razem miał pretekst do napicia, najlepiej piwa.

W czasie gdy Matylda była sama w domku, gospodarz kręcił się po obejściu, niby kosił trawę, a tak naprawdę, ją obserwował. A ta nic sobie z tego nie robiła, tylko od czasu do czasu patrzyła bez ruchu na las jakby ją coś nadzwyczjnego zaintrygowało. Prawdę mówiąc, nie było co i kto ponieważ nawet dachowiec gospodarzy, przyczajony w iglakach, tylko wodził ślapiami za małym rudzikiem, który podskakiwał w trawie, a gdy się zbliżał, zrywał się do lotu.

W tym czasie właścicielka krzątała się w kuchni czyniąc zaprawy z zebranych wczesnym rankiem grzybów. Ponieważ Matylda zasiadała codziennie do pisania, gospodarz chciał się konieczne dowiedzieć o czym ona tak ciągle pisze, ale ta unikała odpowiedzi. Nie chciała mu powiedzieć, że z braku laku, opisuje siedlisko i jego właścicieli.

O tym, że nic nadzwyczajnego się tam nie działo świadczyć może również upalne weekendowe przedpołudnie, w czasie którego goście snuli się jak przysłowiowe muchy w smole. Jaskółki pikowały w locie w pogoni za owadami. Dzień mijał wolniej niż zwykle. Wyglądało, że wszystkie istoty zapadły w letarg.

Po południu, nie bylo lepiej, więc wszyscy odpoczywali w cieniu. Pręgowany kot przeciągał się tylko leniwie pod leszczyną, a robiący zwykle dużo hałasu, pies leżał pod ławką, i tylko od czasu do czasu otwierał jedno oko by sprawdzić co się dzieje. Na kamieniach, przy pompie, wygrzewała się zygzakowata jaszczurka, a z oddali słychać było odgłosy burzy.

Matylda odpoczywała na hamaku obserwując nadciągające ciemne chmury oraz chmary owadów. Postanowiła się z nimi rozprawić. Na początku, od niechcenia, tylko machała klapką na muchy, ale nagle wzięla zamach i pacnęła nadlatującego intruza.

No i co? W tym momencie usłyszała słowa nie tłucz się bo zagłuszasz ciszę.

To ją kompletnie zamurowała. Nie wiedziała o co chodzi. Zaczęła się zastanawiać czy to może znaczyć, że ktoś słucha ciszę.

Odłożyła klapkę i sama zaczęła słuchać. Z oddali dochodził krzyk łabędzi, przerywany odgłosem czapli oraz klangor żurawi, ale po chwili wszystko ucichło i nastała cisza.

Pomyślała, że może o tę ciszę chodzi, i żeby ją usłyszeć, trzeba być sza, bo ona dźwięk ma.

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ewa Nowoslawska · dnia 12.09.2018 10:27 · Czytań: 90 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
maleo
22/04/2019 10:31
Pełen uczuć, słodki :) »
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:6jordanc1491gr9
Wspierają nas