Miasteczko C, część II, Wszechobecne meduzy/ W drodze do kibla - Gatsby
Proza » Obyczajowe » Miasteczko C, część II, Wszechobecne meduzy/ W drodze do kibla
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Wszechobecne meduzy

 

 

   W lipcu dziewięćdziesiątego szóstego z Martysią, koleżanką Komórkową i z samym Komórkiem pojechaliśmy na szybkie wczasy nad morze. Na Hel. Nie pamiętam, jak to się stało, że Martysia jechała z nami, ale prawdopodobnie było to spowodowane jej olbrzymim zaangażowaniem w przyjaźń z Komórkiem. Ich miłością, o której informacje posiadałem znikome.

   Rozbiliśmy na plaży namiot, powbijaliśmy parawaniki, wykopaliśmy dziurę na około dziesięć butelek piwa i siateczkę z kiełbasą Toruńską, ustawiliśmy grill i całe dni opalając się, jedliśmy kiełbasę i piliśmy. Czasem wpadł popcorn, gdy udało nam się zwabić do siebie spoconego na całym ciele, półnagiego młodzieńca z oklapłym nieco irokezem na głowie. Było mi go szkoda, gdy chodził w tę i z powrotem, lecz cóż… Ktoś musiał sprzedawać popcorn. Popcorn był ważnym elementem leżenia na plaży. Odciągał plażowiczów od morskiej monotonii i przez chwilę, bezmyślność zastępował skupieniem na bezpłciowej konsumpcji. Czasem, samotnie, co któryś z nas wychodził na stronę, za wydmę, by załatwić najważniejsze potrzeby, które to wymagają jednak skupienia. Te wymagające mniej skupienia, to wiadomo przy okazji kąpieli w morzu, a żeby było śmieszniej to w największym skupisku ludzi… Po powrocie z krzaczków każdy na chwilkę, na momencik do morza, pupkę zamoczyć, by się odświeżyć i wszelkich niepożądanych wyzbyć zapaszków.

  Przepiękny ranek. Szum morza, cisza, ani żywego ducha, a tu, ni z tego, ni z owego wycieczka emerytów i rencistów wlewa się całą grupą na plażę, momentalnie swoim gdakaniem niszcząc błogi, sielankowy nastrój. Wszyscy wyzwoleni, młodzi i piękni, istni bogowie i boginie. Pięćdziesięcioletnie, sześćdziesięcioletnie, siedemdziesięcioletnie ciała prężyły się, wyginały jakby to co najwyżej byli w klasie maturalnej. Mądrzy, wygadani i wiecznie uśmiechnięci, niektórzy, jakby zdrowie pozwoliło, to jeszcze by niejedno podbili serce, niejeden zainscenizowali romans, niejedną, niejednego by w krzakach wyobracali... Na plaży, dziadkowie niczym playboye, starsze panie z żylakami na nogach niczym Pamele Anderson, Sabriny Salerno, Samanthy Fox, Kaliny Jędrusik, Kasie Figury i Grażynki Szapołowskie… Śmieją się wszystkie, rozanielone, uchachane, niezależne jakby to były samotnymi singielkami do wzięcia. Nówki nieśmigane z zerowym przebiegiem. Pewnie mężów pozostawiały w domach i wyzwolone, z kółka różańcowego, przyjechały na pielgrzymkę – nad morze Bałtyckie, na plażę Helską.

   - Wiesz Jacusiu? – zagaduje taka jedna do Jacusia. – Ja ci wzięłam, kochany ten krem z filtrem, byś się mój drogi nie spiekł na tym okropnym słoneczku… Byś potem, nocą, nie jęczał z bólu, wiesz?

   Jacuś coś cichutko odpowiedział, chwycił za dłoń, pomasował, coś szepnął, pokazał palcem na morze i truchcikiem pobiegł do wody, pięć minut i zniknął w morskiej otchłani a stara z dłonią przytknięta do ust, zaczepiała co kolejne wczasowiczki, coś im mówiła i wskazywała na morze. Po chwili wybiegł z morza, z meduzą na głowie. Starsze na jego widok, ręce zrobiły jak do modlitwy i w śmiech. Koledzy zaś, ściągnęli z jego głowy meduzę, jeden nawet po okulary pobiegł, i z zaciekawieniem, niczym znawcy, zaczęli oglądać i komentować anatomię białego stworzonka, jakby to była nie wiadomo jak interesująca istota. Jakby nie byli w szkole na lekcji biologii i nie wiedzieli, że taka meduza żyje w Bałtyku, na plaży Helskiej ma swoje meduzie miejsce, swój meduzi domek, swoją meduzią rodzinkę i meduzie dzieci… Swój meduzi świat, który właśnie teraz, przez emeryta lub rencistę Jacusia legł w gruzach…

   Martysia spoglądając w ich stronę posmutniała. Pewnie wyobraziła sobie swoją starość i to co ujrzała, nie dawało jej powodu do radości, tym bardziej, że na karku prawie trzydzieści wiosen, przez co pole wyboru, z roku na rok kurczyło się coraz bardziej niczym przekłuty igłą balon.

   Komórek siedział obok nieświadom (bądź świadom – z nim nigdy nie było wiadomo), że jest obiektem jej długoletnich westchnień. Traktował ją jak przyjaciółkę, a ona, chciałaby być inaczej traktowana. Nie jak przyjaciółka a jak kochanka. Nie jak kochanka a jak żona. Nie raz dawała Adriankowi do zrozumienia, że jest nim zainteresowana, nie raz przytulała się do niego i wpatrywała maślanym wzrokiem. Była wręcz przekonana, że po takich sygnałach każdy mężczyzna zorientowałby się o co chodzi. Komórek jednak się nie orientował, obdarzył ją od czasu do czasu uśmiechem, lecz na każdą próbę zbliżenia uciekał. Odtrącając uczucie.

   - Jacy oni są głośni – stwierdził poirytowany Komórek. – Co to jest jakaś hala żeby się drzeć w niebogłosy? 

   - Pierwszy raz pewnie morze widzą – odparła Martysia, starająca się zawsze pierwsza odpowiadać Komórkowi, często wchodząc mi w pół słowa. Było to pewnego rodzaju pokazanie, że cały czas jest w jej centrum uwagi i że właśnie jego zdanie, jego słowa, i wszystko inne co wyjdzie z jego ust, jest dla niej najważniejsze.

   - Chwila, zaraz popatrzymy, jak wchodzą do morza… - zauważyłem. – To będzie ciekawe!

   - Oj będzie, jak syrenki będą stopy zamaczać, a niech jakiś dziad je ochlapie wodą to, będzie jeszcze głośniej… O, patrzcie teraz!

   Trzy koleżanki, pozostawiły rozkładającą parasolki i parawaniki grupkę, i poszły w morze. Ledwo stopy musnęła fala, a te już zaczęły stękać, jakby im po plecach ktoś przeleciał szlaufem z lodowatą wodą.

   - O nie, Mariola to nie dla mnie.

   - No kurczaczek, taka zimna? Od dwóch tygodni śledziłam prognozę pogody nad morzem i twierdził Kret, że będzie gorąca a tutaj woda wręcz lodowata!

   - I co mój Heniek powie? On tak lubi pływać.

   - To co stoi na przeszkodzie?

   - Nic ale…

   - Nic mu nie będzie, okąpie się to się okąpie, nie to nie… Jest dorosły…

   - A no, pewno, dziewczyny, bawmy się!

   I chlapiąc się, zaczęły krzyczeć niczym dzieci z piątej klasy szkoły podstawowej. Krzyki, lamenty i narzekania. Że woda za zimna, że zbyt zielona (bo nurkować by chciała, a w zielonej wodzie nic nie wypatrzy), że pełna śmieci i pływających meduz, a przecież starsza panie boją się meduz! 

  Te, co miały okazje być nad morzem boją się meduz a te, co morza nigdy nie widziały (moja babka) boją się pająków i chrabąszczy, i jak je widzą, natychmiast zaczynają krzyczeć w niebo glosy i wołać wszystkich w koło, by przybywali z pomocą... W przypadku gdy jeszcze nie owdowiały i nie zdążyły w inny sposób pozbyć się męża, to taki mąż, przeważnie zdyscyplinowany, wyczulony na wołanie żony osobnik zawsze przychodził z odsieczą i ratował swą królową z opresji.

  Te, które uznały, że jednak boją się meduz, to też, czym prędzej wybiegały z morza i już do końca dnia nie wchodziły z powrotem.

   - Ja już tam nie wejdę, mówiłam jechać do Świnoujścia! Tam nie ma meduz…

   - Nie ma meduz, słyszałeś Jacusiu?

   - Wiedziałam, że jak chłop coś wymyśli to zawsze coś będzie nie tak…

   - Jestem nad morzem, a do morza nie wejdę…

   -… to po co to morze?...

   - Słyszałyście baby? Tam są meduzy!

   - Meduzy? – O nie!

   Tak podładowane gdakały przez kolejne kilkadziesiąt minut i gdy już uznały, że nikt ich nie słucha z towarzyszących mężczyzn, a Komórkowi już na czole żyła fioletowa z nerwów wyskoczyła, przestały. Wyłożyły się na piachu jak wyrzucone z oceanu walenie i opalały zwiotczałe blade ciała. Kiedy po kilku godzinach leżenia na słońcu odkryły, że krem nie spisał się tak jak powinien i ciała zaczerwienione zaczęły piec, to znów się zaczął lament i zwalanie win. Na kogo? – oczywiście na ich mężów, gachów i towarzyszy podróży. Jak zwał, tak zwał – chodzi o tych starszych dziadków z Jacusiem na czele…

*

   Martysia wyszła na stronę i wkroczyłem do akcji.

   - Ona się w tobie kocha. – zacząłem. – Nie widzisz tego?

   - Widzę. – odparł niewzruszony.

   - I co teraz?

   - No co? – spytał. – Nie mój typ…

   - Powiedz jej, by sobie nie robiła nadziei …

   - Powinna się była już dawno domyśleć. – uciął. – Wyobrażasz sobie nas razem i mój biznes z tymi wszystkimi raszplami? Gdy uznam, że nadszedł czas, to będę szukać żony. Nie wcześniej.

   - To, co ty jeszcze zamierzasz? – ciągnąłem. – Masz już wszystko, kasy jak lodu, mieszkanie, cóż jeszcze można chcieć?

   - Markizę znasz, prawda?

   - Twoja klientka.

   - Tak – potwierdził. – Jest już bardzo stara i bezdzietna. Szkoda by było, aby majątek przepadł. Zacząłem się nią opiekować i… I zapisała mi wszystko w testamencie. Rozumiesz?

   Oniemiałem. Patrzyłem na jego zaciśnięte wargi i przez chwilę analizowałem, co do mnie dotarło.

   Rozumiałem go bardzo dobrze.

   - I jak pociągnie jeszcze dziesięć lat, to ty z nią?

   Nie odpowiedział.

   Wróciła Martysia i powróciliśmy do dalszego nic nierobienia.

*

   Dalsze siedzenie na plaży i bezczynność stawały się coraz nudniejsze. Szybkie wczasy stały się ekspresowymi i po czterech dniach wracaliśmy już do Katowic. Pociągiem bardzo przypominającym ten, którym ja uciekałem pamiętnego dnia z Wioski C.

 

 

W drodze do kibla

 

   Na wysokości Warszawy przypiliło mnie do sikania. Nie aż tak bardzo, jak kiedyś, no ale trzeba było zajść.

   Więc idę. Ludzi pełno i w przedziałach i na korytarzu. Prawie jak Rumuni, koczujący na torbach i walizkach. Jeden coś je, drugi czyta, jakaś grupka śpiewa, trzeci się modli, czwarty obserwuje, lustruje, ocenia. Tak, ocenia! Trasa zajmująca dziesięć minut zajmowała pół godziny. Zerkałem do każdego odsłoniętego przedziału. Wszystkie obładowane maksymalnie ludźmi, lecz jeden, o dziwo, świecił pustką. Siedział w nim gość w garniturze, spuchnięty po twarzy.

   Patrzy i łypie na mnie wzrokiem.

   - Panocku! – krzyczy. 

   Idę dalej, bo to jednak strach się z takimi zadawać.

   Po kilku kwadransach musiałem wrócić tą samą drogą, bo pociąg i innej opcji nie ma. Więc też się przedzierałem przez nagromadzoną masę ludzko – bagażową.

   Znów spoglądam weń.

   Starego brak. Odwracam wzrok i nagle, z górnej pryczy skurwysyn, z flachą w ręce drze się na mnie.

   - Panocku, łaaaaaaa!

   Wystraszył mnie jak nikt! Przez dziada się wypierdoliłem na te bagaże i tych ludzi gnieżdżących się w korytarzu. Jakiejś pudernicy stłukłem jajka, gościowi zgniotłem klejnoty, innemu w ciasto wsadziłem rękę…

    - No jak łazisz synku?

   - Nie popatrzy i się ciśnie!

   - Fajtłapa!

   Wkurwiłem się. Widzieli co się stało, lecz pomimo to na mnie z mordą!

   - Zapierdalaj stara kurwo do przedziału i zobaczę, jak będziesz spierdalała i co będziesz odpierdalała na tym zajebanym korytarzyku!

   Dostało się najbardziej ujadającej starusze.

   Koniec cukierkowatości i kultury.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 12.09.2018 13:24 · Czytań: 78 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Darcon dnia 12.09.2018 13:44
Wiesz, Gatsby, masz lepsze i gorsze fragmenty, ten jest lepszy. Podejrzewam, że to kwestia wybiórczego poprawiania, ciężko bowiem poprawić od deski do deski powieść.
To czyta się całkiem płynnie, choć poprawki nadal są konieczne. Myślę sobie, że ciężko Ci będzie dostać tutaj odpowiedni feedback, to znaczy taki, który popchnie Cię do przodu. Raczej kolejne, poszczególne uwagi, ale tak można poprawiać tekst bez końca. Sam wrzuciłem ostatnio opowiadanie, które było już po sporym feedbacku, a mimo to czytelnicy tutaj znaleźli jeszcze błędy.
Najlepiej byłoby, gdybyś znalazł redaktora albo kogoś gdzieś na forum, kto dobrze poprawia teksty, redaguje. Dał mu całość do przeczytania i poprawienia. Pewnie za pieniądze... Ale ktoś taki wyłapie Ci powtarzalne błędy, naleciałości języka i niezręczności. Wyszlifujesz z kimś takim swój warsztat i wtedy pozostanie napisać coś do druku. :)
Pozdrawiam.
Gatsby dnia 12.09.2018 22:00
Dziękuję Darcon!

Na poprawkę mam już przygotowaną pewną sumkę. Chcę tylko dokończyć to Miasteczko C, poprawić aby wszystkie części były spójne i wtedy mogę działać nadal.

Niestety, poprawianie stu tysięcy słów nie jest prostym zadaniem.

Być może po roku intensywnej pracy i korekcie nada się to na debiucik literacki...

Pozdrawiam.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ania_Basnik
14/11/2018 15:18
Ananke dziękuję za uwagę odnośnie "zakamarków… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 14:39
Nazwanie lat 60-tych zamierzchłymi, to genialny zabieg i… »
Leniwiec2
14/11/2018 13:49
Podczas konkursu, dałem dobrą ocenę ale nie najlepszą. Na… »
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
Kazjuno
14/11/2018 09:31
Jolu S i Darconie. Bardzo, bardzo Wam dziękuję. A w ogóle,… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 09:17
Dzięki Darcon! Za błąd przeprasza, zmienię go na mym blogu.… »
JOLA S.
14/11/2018 08:43
Kazjuno, przeczytałam z przyjemnością i pożytkiem. I… »
allaska
14/11/2018 07:59
Świetny:) i treść przemawia i forma, po prostu ciekawie… »
allaska
14/11/2018 07:58
Myślę, że porwałam się z motyką na słońce. O mistrzach żeby… »
aintone
14/11/2018 01:15
Zapraszam do komentowania ? co jest nie tak , co poprawic… »
Leniwiec2
14/11/2018 00:25
Dzięki Gramofon, jak to wysyłałem to wiedziałem, że jest źle… »
Artur Dubis
13/11/2018 21:23
No, taki jesienny :) Pozdrawiam również! »
ShoutBox
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
  • Ananke
  • 11/11/2018 20:36
  • bez względu na kolor skóry, wiek, przekonania, religię itd. Byle zachowywał się godnie, z szacunkiem wobec innych ludzi, bez wykrzykiwania obelg, z poszanowaniem wszelkich norm
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas