JUDYTA - ADI1970
A A A

----------------------------

JUDYTA

 

Tak jak w naszym obecnym życiu miewamy tysiące snów tak też nasze obecne życie jest jedynie jednym z tysięcy takich istnień do którego przychodzimy z innego bardziej rzeczywistego życia , a potem wracamy po śmierci „ Lew Tołstoj

 

1.

Lubiłem tu być sam nie wiem do końca dlaczego jakaś nie nazwana cząstka mnie doznawała błogiego tego no właśnie nie wiem czego ? Ale błogiego .Takie uczucie przykrycia kocem kiedy jest ci zimno. Za każdym razem trwało to raptem parę chwil. Krótka rozmowa ,kilka wzajemnych uśmiechów Moje zamknięte oczy dotyk jej palców .

Pojawiałem się co jakiś czas , nie regularnie , w rożnych odstępach . Wychodziłem i przestawałem myśleć o tym miejscu. I to co czułem znikało szybko zaraz za drzwiami. Potem wracałem . Zawsze wracałem . Raz w miesiącu , co dwa miesiące . Zdarzyło się że i po roku przyszedłem ponownie . Ja się zmieniałem , czas mnie zmieniał , ale nie to miejsce .Czułem się jakbym na kogoś czekał na kogoś bliskiego . Nie miało to kompletnie żadnego sensu, nikt taki kogo bym pamiętał jako bliską mi osobę tu nie istniał . Dałem sobie spokój z roztrząsaniem tego , i zrozumieniem wszystkich tych myśli. Po prostu przychodziłem Przychodziłem siadałem i czułem to samo co pięć i dwadzieścia lat temu. A w głowie ta myśl jak zacięta płyta. „Co to jest”. Nie pojęte związany z tym miejscem które mnie pamięta , a ja jego nie .

 

2.

  • ADI ja ci mówię że tak będzie najlepiej i nie trzeba tego zmieniać .

  • Dyta sam nie wiem czy powinno wisieć w tym miejscu , jest za nisko i za bardzo schowane do wewnątrz nikt z ulicy nie zobaczy tego szyldu jak ludzie mają do nas trafić no powiedz ty mi.

  • Nie jest za nisko , każdy kto idzie ulicą sam lub z kimś może na ten przykład bliskim , uśmiechnęła się przy tym słowie zalotnie.

Po mimo całej tej rozterki z miejscem umieszczenia szyldu jaką miał na ten moment , nie przegapił jej uśmiech. Zobaczył go na jej ślicznej buzi i odwzajemnił .Bardzo lubił kiedy się uśmiecha . Dyta kontynuowała

  • Patrzy przed siebie bo idzie prosto i nie unosi bez potrzeby głowy do góry , lub jak w smutku jakimś na dół. I ten napis właśnie tak wisi , normalnie dla normalnych ludzi .

  • Dyta uspokoiłaś mnie , ale trochę wątpliwości pozostało . Bo tak sobie myślę gdyby on wisiał wyżej to był by taki dostojny i z daleka widoczny ważny może nawet trochę .

  • Nie o dostojeństwo i ważność chodzi a o klimat tego miejsca jaki stworzymy , każdy kto do nas przyjdzie i spędzi tutaj te kilka chwil , usiądzie i poczuje moje palce na swoich włosach będzie urzeczony i na pewno wróci

  • Dyta to szalony pomysł wiesz o tym .Będziesz pierwszą kobietą w mieście która oficjalnie czesze za pieniądze . To męski zawód .Czy my dobrze robimy. Wiesz że cie wspieram w tym pomyśle ale ocieramy się o szaleństwo

  • Kobiety mają prawo do swojego życia tak jak sobie to wymażą , jeżeli chcą się rozwijać i realizować to nie po bożemu jest im w tym przeszkadzać .

    Ja wierze w siebie i wiem że dam rade wiem co mam robić , kocham to robić .I jestem święcie przekonana że większość wyzwolonych i odważnych kobiet , nie będzie się wahała przed wstąpieniem do tego miejsca . Każda kobieta bez wyjątku chce się czuć pięknie . A czuć się pięknie to mieć piękne zadbane i dobrze uczesane włosy . U nas pod moja opieką doznają tego wszystkiego . I zapewniam cię że będą chciały tutaj wrócić , może nawet i nie jeden raz

  • Ale ty jesteś uparta .

  • I za to mnie kochasz

  • Ciotka Nastazja ma dobry solidny zakład krawiecki , to pewny fach w ręku , sporo znanych osób tam przychodzi

  • ADI rozmawialiśmy już o tym , nie chcę być krawcową , to już było .Chcę układać obcinać i pielęgnować włosy . Zdania nie zmienię . I te argumenty o ciotce Nastazji . Mogłeś wymyślić coś ambitniejszego.

  • A co by to dało ?

  • Pewnie nic

  • Adi uwierz we mnie tak jak ja wierze w siebie . Uda mi się

  • Wierze w ciebie Dyta

  • Wspieraj mnie i chodź do mnie tutaj i teraz.  

Poczuł takie ciepło na sercu , nic nie powiedział . Bo nie wiedział jak to wyrazić to co czuje , ubrać w słowa . Po prostu podszedł do Judyty i mocno ją objął , a czas się zatrzymał .

  • Dyta jesteś szalona , ale i tak cie kocham

Wtulona w jego duże ramiona czuła jak bije mu serce . Spokojnie i miarowo.

 

3.

Gęste płatki śniegu padały jeden za drugim wirując i skrząc się w bladym świetle miejskich latarni.

  • Który to już dzień pada zasypie nas do reszty

  • Daj spokój mamy zimę , kiedy ma padać , latem ?

  • No nie że latem , niech sobie pada ale dlaczego cały dzień i aż tyle! . Franek nie nadąża z odśnieżaniem . Ledwie skończy chłopaczyna z jednej strony a z drugiej już na powrót tak jak było pełno śniegu skaranie boskie z tym śniegiem.

  • A co boisz się że ludziska wychodzące z twojej knajpy nogi połamią i nie wrócą na drugi dzionek . To by było dopiero skaranie boskie co panie Maurycy. Gruby Edek z czerwonym nosem kończąc te słowa wybuchnął tubalnym śmiechem rozbawiony własnym dowcipem

  • Jakiś ty mądry dzisiaj , płać za to co wypiłeś . Masz pieniądze

  • A spokojna twoja głowa pewno że mam . Co wypiję to i zapłacę

  • U mnie Edek jest kultura i ludzie tak nie piją co by sami wyjść nie mogli i trzeba ci to wiedzieć że dobre jedzenie daję i dobre nie oszukane piwo i wódkę .

4.

Judyta uwijała się przez kolejne godziny jak w ukropie. Te ostatnie dni przed nowym rokiem były szczególnie wypełnione po brzegi miała całą listę oczekujących kobiet wprost nie mogących się doczekać kiedy się nimi zajmie . I uczyni z ich włosów prawdziwe cuda . Zbliżające się okres zabaw bali, toastów był wyjątkową okazja aby w gronie bliskich znajomych zaprezentować się wyjątkowo i olśniewająco . Jak ważne było to dla kobiety , to mogła zrozumieć tylko druga kobieta.

Upłynęło pięć lat od momentu w którym otworzyła swój salon piękności i wciąż trwa , chociaż na początku każdy usilnie starał się w delikatny sposób wytłumaczyć jej że to co najmniej nie poważny pomysł .Ocierający się wręcz o szaleństwo . Ciągle słyszała tylko Judyta przestań bujać w obłokach , dlaczego jesteś taka uparta , to nie dorzeczność . Stracisz czas i miejsce u cioci Nastazji , A potem będzie za późno i skończysz w fabryce . Opamiętaj się .

W takich momentach szukała odosobnienia siadała zamykała oczy .I widziała siebie jak chodzi po swoim nie wielkim ale pięknym salonie dumna z tego co robi , doceniana szanowana , a przez niektórych nawet uwielbiana . Spełniona pełna chęci do życia.

 

  • Pani Judytko kochana ja muszę tam wyglądać olśniewająco . Będzie hrabia Morżyński i pułkownik Nawrocki i jeszcze tyle ważnych i znamienitych osobistości .A nade wszystko ten czarujący jakże uroczy wspaniały aktor ach , na sama myśl robi mi się ciepło .

  • Pani Irenko proszę mi zaufać będzie cudownie

  • Kochanieńka ufam przyszłam tutaj i oddaje się w twoje cudowne ręce

Judyta swoimi delikatnymi smukłymi palcami które wyglądały niczym ptasie pióra , zaczęła powoli i metodycznie zdejmować droga koronkową siateczkę upinająca włosy pani Ireny . Jeszcze jeden dwa ruchy i gęste czarne pukle przetykane siwymi znakami czasu wysypały się potokiem na szczupłe ramiona kobiety . Miała piękne ciągle gęste włosy ale dawno lub w ogóle nie przycinane rozdwajały się na swych końcach i plątały zachodząc na siebie wzajemnie .

Judyta chwytała je wąskimi pasemkami i delikatnie z wyczuciem rozczesywała raz za razem z widoczną pasja w ruchu i płynności pociągnięć grzebienia . Jednak nie wszystkie poddawały się ot tak bez protestu temu zabiegowi od razu nie czyniąc oporu żadnego , ale kiedy takowy powstał w miejscach tych nagłym odruchowo zwalniała , aby nie powodować ich bolesnego napięcia i nie przyjemnego uczucia szarpnięcia.

 

W końcu doprowadziła je do stanu w którym grzebień płynął niczym nie hamowany po całej ich długości raz za razem , nie napotykając żadnego oporu w swym celowym ruchu.

Judyta kontem oka zauważyła że pani Irenka ma zamknięte oczy , i natchniony wyraz twarzy błogi spokojny . Nie wątpliwie to właśnie samo czesanie wprawiło ja w taki stan i pozwoliło wybrać się gdzieś chen daleko od miejsca w którym siedzi , a i nie wykluczone , jak pomyślała sobie Judyta że jest już na balu otoczona znamienitymi gośćmi . Na tą myśl uśmiechnęła się w duchu sama do siebie i wróciła do drugiej części pracy nad włosami . Prawą dłonią wyjęła z białego fartuszka ostre nożyczki i tak samo jak podczas rozczesywania włosów , ponownie chwytała nie wielkie ich pukle i puszczała grzebień po całej ich długości a kiedy miał już zaraz skończyć swój bieg nie dalej jak trzy centymetry od końca włosów zatrzymywała go a drogę która została mu do końca chwyciła w dwa palce lewej dłoni i tuż za nim jednym pewnym ruchem ucięła ostrymi jak brzytwa nożyczkami. Czynność tą powtarzał bardzo wiele razy aż włosy pani Irenki stały się nie tylko lśniące ale i zdumiewająco równe.

Wszystko co zrobiła z włosami dało im nowy blask równy wygląd i końcowy efekt wielkiej o nie dbałości.

 

  • Kochanieńka pani Judytko jak ty to zrobiłaś , wyglądają tak zdrowo , przepięknie .Masz wielki dar w swoich cudownych dłoniach kiedy ich dotykałaś , zapomniałam o bożym świecie , rozmarzyłam się. Poczułam taką błogość w sobie jak ty to robisz . I jesteś taka śliczna . Życzę ci z całego serca wszystkiego najlepszego w nadchodzącym nowym roku . Dużo sukcesów zawodowych i trwaj w tym co robisz bo robisz to najlepiej na świecie .

  • Dziękuje bardzo pani Irenko staram się , no i nie ukrywam że bardzo lubię to co robię , pewnie dlatego tak dobrze mi z tym idzie

 

Pani Irena była ostatnia klientką tego późnego już wieczoru . Judyta mocno zmęczona ale szczęśliwa szybko posprzątała swój zakład poodkładał wszystko na swoje miejsca . I szykując się do wyjścia ubierała płaszcz .

Na zewnątrz przywitał ją mroźny wieczór . Uszła kilkanaście metrów kiedy poczuła na twarzy spadające płatki śniegu .Przyspieszyła kroku .Wprawdzie do mieszkania , które ofiarowała im świętej pamięci pani Rozalia babcia Adama miła całkiem nie daleko raptem jakieś dwieście metrów to jednak chciała pokonać ta drogę jak najszybciej . Na dworze było zimno mróz trzymał wszystko w swoich okowach . Im bliżej miała do mieszkania tym rozbiło się zimniej . Trochę ja to zdziwiło . Przecież wczoraj wracała o podobnej porze i aura była nawet mogłaby powiedzieć śmiało wręcz taka sama , a nie czuła tego dziwnego przejmującego zimna. Może to objawy nadchodzącego przeziębienia , przebiegło jej przez głowę. Dobrze że mamy już tą przerwę przed nowym rokiem . Odpocznę wygrzeje się wszystko będzie dobrze . Ta ostatnia myśl uspokoiła ją trochę . Zatrzymała się na chwilę i spojrzała przed siebie próbując ocenić w gęstniejących opadach śniegu ile drogi jeszcze jej pozostało . Uznała że całkiem nie wiele , a przynajmniej takie odniosła wrażenie .

 

5.

  • Cholera jasna pogoń pań te leniwe szkapy ja muszę zdążyć na stację kolejowa pociąg nie będzie na mnie czekał , proszę sobie wyobrazić . Czy jest pan sobie w stanie to wyobrazić ? .Pytam ja pana , płace i wymagam .

  • Szanowny panie śnieg pada mocno i trzyma mróz.

  • No przecież widzę że pada jak tak dalej będziesz pan ociągał się to mnie tu zasypie pod tym skromnym daszkiem i co to ma niby do rzeczy przecież to nie automobil tylko bryczka .

  • Proszę mi uwierzyć że jest naprawdę ślisko . Trzeba uważać bryczka koła przecież też ma , a i konie jakieś nie spokojne dzisiaj .

  • Co mnie tu pan będziesz bajki opowiadał , masz pan jechać szybciej bo mnie to jest potrzebne . I śnieg mi na głowę leci . Nie zapłacę ani grosza jak boga kocham .

Woźnica chcąc nie chcąc , bardziej od oka dla marudnego klienta niż pożądanego efektu strzelił nieznacznie lejcami po końskich tyłkach.

Walewicz nie wytrzymał puściły mu nerwy i tak jak siedział z tyłu pod nie wielkim daszkiem uginającym się od napadanego śniegu nagłym ruchem zerwał się i błyskawicznie chwytając bat trzymany przez woźnicę po prawej stronie w specjalnym uchwycie . Smagnął konie co siły w ręku starczyło , planował powtórzyć tą czynność jeszcze ze dwa razy , ale sprawy przybrały jak dla niego nie spodziewany obrót . Konie zadzierając głowy do góry mocno szarpnęły do przodu .

 

Szarpniecie było na tyle silne że woźnicy Józkowi Malnickiemu spadła filcowa czapka z głowy , co ja dostał jeszcze od dziadka Felka.

Konie zaczęły przyspieszać

  • Co pan do jasnej cholery wyprawia ! zwariował pan do reszty ! , druga ręka uchwycił mocno podniszczone lejce i sapiąc jak lokomotywa ciągnął je do siebie . Nie wiele to dało , konie dalej przyspieszały po zaśnieżonej zmarzniętej ulicy . Ciągnął za słabo może z dziesięć lat temu , coś by to dało , ale teraz zmarznięte ręce odmawiały posłuszeństwa . Uniósł się z z twardego siedzenia aby poprawić uchwyt , ale wybrał fatalny moment

  • Prrrrrrrr krzyczał na całe gardło . Poza.... nie dokończył . Dorożka wpadła na dziurę w ulicy , zaskrzypiała ciężko i podskoczyła do góry , a Józek razem z nią . Wyleciał ze swojego siedzenia jak wystrzelony z procy i wylądował na wielkiej zaspie tuż przy latarni migającej żółtym słabym światłem.

Walewicz skamieniał nie był w stanie ruszyć się na milimetr , Odjęło mu mowę chciał krzyknąć ratunku , ale słowa uwięzły w gardle . Konie nie zwalniały ani na moment .

 

6.

  • Która to już kolejka twoja Mietek co ?

  • Abo to ktoś by tam liczyć pamiętał , piję bo mam za co , a ty panie Maurycy i cieszyć się powinieneś bo zysk twój w interesie rośnie

  • Kobieta w domu czeka

  • A niech czeka od tego jeszcze nikt nie umarł

  • Twoja wola , zrobisz jak tam sobie uważasz

  • Przyjdzie czas na mnie to wrócę .Puki co jeszcze mi tutaj dobrze siedzi się

Maurycy machnął ręką i spojrzał w kierunku okna .

  • Skaranie boże z tym śniegiem , cały boży dzień pada .Dało by już spokój . Zasypie nas do reszty . Ludzie drogi do własnych domów nie znajda , i gdzie ten Antek polazł przecież to już z godzinę go nie ma jak mu kazałem trochę przed wejściem śniegu pozgarniać . Kończąc te słowa obrócił się w kierunku kuchni.

  • Helenka chodź że tutaj zmienisz mnie za barem muszę iść i ryby oprawić co je Pawlicki przywiózł .Cholera nie słyszy ….. muszę tam iść

Zrobił nie więcej niż jeden krok kiedy z przeciwległej strony za jego plecami drzwi wejściowe gwałtowni rozwarły się na oścież i z nie małym hukiem rąbnęły w przeciwległą ścianę .

  • Ki Diabeł zaklął Maurycy i na powrót obrócił się w stronę baru . W drzwiach stał zdyszany Antoś Morowiec , ten sam co go do odgarnięcia śniegu posłałem

  • Ludzie ! Wypadek okrutny wypadek był , krzyczał

Każdy jak okiem sięgnąć kto siedział w knajpie uniósł się znad swojego kieliszka , kufla , zupy obiadu i wlepił wzrok w Antka który ciągle stał w nie zamkniętych drzwiach i ciężko dyszą dalej gadał łamiącym się głosem

  • Nie żyje , wielka tragedia , nie żyje mówię wam widziałem wszystko , nie żyje , co za tragedia o Boże .

Maurycy cisnął mokrą ścierkę co ją bar przecierał nie dawno i ruszył do Antka krokiem jakby mu z 10 lat ubyło.

 

7.

  • Adi !!!

  • Czego się drzesz Bogdan i nie mów do mnie Adi nie cierpię tego skrótu mam na imię Adam,

  • Dobrze Adi :)

  • Ale śmieszne boki zrywać , czemu stoimy ?

  • Stoimy bo Komponentu zabrakło

  • Skąd wiesz , kiedy?

  • No teraz gadałem z Wojtkiem od magazynów , stoimy zaraz zapadnie decyzja czy nas puszą na chatę czy będziemy czekać

  • Ja chcę do domu …

  • Nie ty jeden chętnie rozpoczął byś już weekend . Ale jak znam życie to tak gładko nie pójdzie

  • A może jednak bóg się objawi na naszej zmianie .Mówię ci jeszcze z godzinę i wyląduję u czubków w oczach mi się troją te śrubki do obudowy

  • Nie pękaj przywykniesz

  • A idzie do tego przywyknąć

  • No pewnie , wszyscy to przerabialiśmy i jakoś żyjemy

  • Oby , dzisiaj czarno to widzę

  • Za dużo myślisz Adi , płyń z prądem

  • Dobra kij z tym ważne że stoimy . Ty Bogdan powiedz mi

  • No

  • Gdzie tu na mieście można się sensownie obciąć

  • Włosy ?

  • No a niby co

  • Słuchaj jest dobra miejscówka , nowy jesteś i od nie dawno mieszkasz , to miasta nie znasz

  • No trochę znam , bywałem tu wcześniej , może nie codziennie jak ty ale jednak bywałem

  • Wiesz gdzie jest ul. Braterstwa Narodów ?

  • Braterstwa Narodów ….

  • No tak

  • A co tam jest bardziej znanego

  • Gdzie jest katedra to chyba wiesz

  • No a kto nie wie widać ja z księżyca

  • Pewnie tak :)

  • No to właśnie w tych rejonach jest ta ulica

  • Czekaj czekaj , to tam gdzie główna poczta …

  • Ciepło , tylko kawałek dalej za kino teatrem

  • Ty ale tam to już te ruiny od katedry się zaczynają , w ogóle tam ludzie jeszcze mieszkają ?

  • No pewnie , zawsze mieszkali , to w tej starej kamienicy zupełnie na samym końcu jest ten super zakład

  • Nie żartuj przecież tam się wszystko sypie , byłem w tych okolicach kiedyś jak z podstawówki katedrę zwiedzać nas wysłali

  • To rodzinne firma istnieje od pokoleń , ponoć jeszcze przed pierwszą wojna już tam była

  • A to mnie zaciekawiłeś chyba się skusze i z ciekawości odwiedzę

  • Mówię ci warto , moja kobieta tam notorycznie łazi , .Ta szefowa od cięcia ponoć ma nie ludzki dryg w dłoniach , robi cuda z włosami .

  • Brzmi ciekawie , jutro tam uderzam .

 

8.

Jest dwudziesty grudnia tuz przed świętami piątek 1992 roku. Ostre promienie słońca uderzały szybę .Wpadały do środka odbite zmarzniętym oknem tańczyły po całym pokoju różnymi wzorkami. Przetarłem zaspane oczy i uniosłem się niezdarnie na łokciach . Która to godzina pomyślałem . Na szafce przy łóżku stał mój strażnik czasu , wybawca , i surowy bezlitosny informator . Właśnie pokazywał dziewiąta pięć . Miałem głowę przekrzywioną nieco w bok i te wskazówki wyglądały jakby on się uśmiechał . Pewnie gdyby mógł gadać powiedział by mi coś w stylu „wstawaj człowieku szkoda dnia „

To słońce rozproszone w pokoju i zimno za oknem, wszystko to miało w sobie jakąś sprzeczność

Cóż innego mogłem zrobić w takiej sytuacji …

Ciężko opadłem na poduszkę i zakryłem oczy brązową koszulka która wczoraj niechlujnie cisnąłem na szafkę obok zegara . Momentalnie zapadła ciemność i pochłonęła mnie bez reszty .

 

9.

Do katedry kawał drogi . Zżerała mnie dziwna ciekawość , chciałem tam pójść właśnie dzisiaj teraz już i nic innego mnie nie obchodziło , nie wiem do której mają otwarte , najwyżej sprawdzę gdzie to jest dokładnie obadam sprawę i jak będzie zamknięte to wrócę tam na spokojnie innym razem . Decyzja w mojej głowie zapadłą . Teraz ta świadoma , bo jeszcze parę minut wcześniej coś się w niej działo ale nie miałem nad tym kontroli

Przedzierając się zaśnieżonymi chodnikami , przeklinałem ludzi odpowiedzialnych za uprzątanie z nich tego białego szaleństwa. Nic że nie wiedziałem nawet kto dokładnie się tym zajmuje , i jak to się odbywa ktokolwiek by to nie był specjalnie się nie przyłożył taka myśl wypływała z mojej głowy kiedy pod nogami skrzypiał zamarzający śnieg .

Tego roku zima była wyjątkowo hojna , grubo i na bogato sypnęła swoimi darami .Człowiek tonął w śnieżnych odmętach , a mróz wdzierał się w każda niedopiętą szczelinę ubrania , zlepiał oczy i zatykał nosy

Nie specjalnie rozglądając się na boki idę twardo dalej , mijam centrum i deptak gdzie ludzie uwijają się jak mrówki , wiadomo święta za pasem każdy chodzi w różne handlowe miejsca próbując kupić coś wcześniej i nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę , bo albo już szukanej rzeczy nie będzie , albo co gorsze nie będzie na to już czasu.

Pomimo tłoku spokojnie usiłuję minąć ten handlowy pasaż , bo to po prostu najkrótsza droga do mojego celu .Każde inne rozwiązanie zmuszało by mnie do nadrobienia jej. A przy takiej pogodzie to zły pomysł.

 

Sam nie wiem jak ale dość szybko przebrnąłem pokonałem ten cały tłok i śnieg, pewnie miałem trochę szczęścia zdarza się nawet tak pechowemu człowiekowi jak ja . Idę dalej już bardziej spokojny .Mijam po mojej prawej pocztę główną , za nią wyżej wielka trzypiętrowa stara kamienica to Dom dziecka . Widzę ją kontem oka a potem odbijam dokładnie w drugą stronę . Jestem na braterstwa narodów . Teraz ulice trochę spadają w dół , robi się pochyło a zima to śliska sprawa , trzeba uważać żeby nie zostawić zęby na krawężniku. W oddali majaczy mocno doświetlona katedra tak na świątecznie. Monumentalna wysoka góruje nad wszystkim co dookoła.

 

Odbijam w prawo zaraz trzeba będzie przejść na drugą stronę ulicy widzę to skrzyżowanie stoi kilkoro ludzi pojawia się zielone światło właśnie wtedy kiedy mnie tam jeszcze nie ma . Przyspieszam kroku żeby tylko zdążyć , bo ludzie już przechodzą , a kto wiek kiedy będzie kolejne . Jestem tam w ostatniej chwili , dosłownie rzutem na taśmę kiedy prawie wszyscy są po drugiej stronie . Wbiegam na te pasy bez oglądania się na lewo i prawo czyste szaleństwo z mojej strony . Ktoś mi kiedyś powiedział że pieszy na przejściu jest święty . Ale jakiś czas potem inny znajomy dodał do tego tak Adi pieszy jest święty na przejściu ale po przejechaniu .

 

No to miałem tu dzisiaj fart nikt mnie nie rozjechał . Bezpieczny po drugiej stronie ruszyłem dalej w stronę kino teatru , to musi być gdzieś za nim , tak mi tłumaczył . Trzeba to sprawdzić .

Minąłem kinoteatr . Zaczął padać śnieg , zupełnie nagle jakby ktoś włączył jakiś przycisk śniegowy , przed chwila nie padało , a teraz pada . Skrzył się i mienił w różnych odcieniach kolorowych świateł latarni , dekoracji świątecznych i czegoś jeszcze , sam nie wiem czego , bajkowo to wyglądało.

 

Zabudowa usiana starymi podniszczonymi domami i fragmentami dawnych kamienic wysuwała się na pierwszy plan, pokryta śniegiem wyglądała jak z innej epoki i nawet ulicznych latarni było mniej . Dwadzieścia metrów dalej po skręceniu w lewo znalazłem to ul. Zamkowa , chociaż bardziej logicznie było by gdyby nazwali ja katedralna . No cóż nazwali jak nazwali . Idąc dalej poczułem że to czego szukam jest blisko.

 

Gdybym poruszał się w szybszym tempie , pewnie bym to przeoczył i poszedł dalej .Szyld jest za nisko i za bardzo schowane do wewnątrz nikt z ulicy nie zobaczy tego jak ludzie mają tu trafić pomyślałem sobie w duchu . Napis „Judyta pracownia fryzjerska” Jarzył się słabym oszczędnym światłem . Pracownia fryzjerska ? , pierwszy raz widzę aby ktoś tak myślał o miejscu w który tną włosy. Są dwie opcje jak dla mnie albo ktoś bardzo lubi to co robi i użył takiej nazwy aby dać temu wyraz , lub banalniej żeby wyróżnić się na tle innych , chociaż by samą nazwą. I Do tego rozsuwane kraty , to już chyba spora przesada , co można ukraść w zakładzie fryzjerskim ? Szampon i nożyczki.

 

Zimną dłonią złapałem zimną klamkę i mocno pchnąłem ją do wewnątrz , drzwi gładko ustąpiły. Spodziewałem się większego oporu z ich strony , bo wyglądały masywnie . A tu proszę pierwsza niespodzianka . Przestąpiłem próg i poczułem uderzenie ciepłego powietrza na twarzy . Zdjąłem czapkę i lustrując pomieszczenie szukałem wzrokiem wieszaka gdzie można było by się rozebrać a może nawet usiąść na chwilę zanim ktoś tu przyjdzie.

Salon był ładnie pomyślany bardzo po kobiecemu ciepłe kolory ,kwiaty. Po przeciwległej stronie do wejścia było to czego szukałem mały stolik i kilka prostych drewnianych krzeseł , nad wszystkim również drewniany nie wielki przymocowany do ściany wieszak.

-halo dzień dobry jest tu ktoś ?! Nic głucha cisza . Odczekałem krótka chwilę i ponowiłem zapytanie

-Halo dzień dobry czynne jeszcze , jest tu ktoś !?

 

Cholera wygląda na to że się spóźniłem .Byłej już w połowie drogi do wieszaków , ale skoro nikt nie odpowiada , to pewnie dalsza droga w ich stronę to zły pomysł . Pokiwałem głową z rezygnacją . Ale przecież drzwi są otwarte . I krata też nie była zasunięta i dopięta na kłódkę , nic nie rozumiem .

Złapałem czapkę w druga rękę szykując się do powrotnej drogi obróciłem się na pięcie i o mało nie dostałem zawału , nie dalej jak dwa kroki ode mnie stała dziewczyna , przepiękna .

 

Miała duże ciemne oczy w których odbijało się światło żyrandola wiszącego nade mną .Długa jasno niebieska sukienka sięgała jej do kostek , zapinana pod szyja na guziczki z których trzy ostatnie były rozpięte . Patrząc w moją stronę leciutko się uśmiechała .

 

-Jezu ale mnie pani przestraszyła , o mało nie dostałem zawału .

-Dzień dobry właśnie zamykałam , ale skoro pofatygowałeś się w taki ziąb , to musiałeś mieć ważny powód dawno tu nie byłeś. Kończąc te słowa jeszcze bardziej się uśmiechnęła i to w taki sposób ,że mocniej zabiło mi serce .

-Dzień dobry , obciąć się chciałem , ale chyba przyszedłem za późno , wcześniej nie bardzo mi pasowało . Jeżeli to kłopot , to może innym razem , nie dokończyłem bo weszła mi w słowo

-Chodź i nie marudź stała już przed lustrem i szerokim gestem ręki z otwartą dłonią wskazała na skórzany fotel , zapraszam ,.Była gotowa , ja nie bardzo ciągle stałem tam gdzie skamieniałem na środku salonu w pół drogi do wieszaka.

 

-No już szybciutko ściągaj kurtkę , prędzej skończymy to prędzej pójdziemy do domciu.

Powiedziała dawno tu nie byłem . Przecież nigdy tu nie byłem . Mówi do mnie jakbyśmy się znali czy mi się tylko wydaje?. O co tu chodzi?

-Zaraz się rozmyślę

-Ok. Pokonując resztę drogi do wieszaka coś jakby jednym krokiem nie bywałe .Zdejmuję kurtkę szalik i czapkę upycham do rękawa starym zwyczajem żeby o nich nie zapomnieć kiedy będę wychodził .

 

Poprawiłem palcami moje włosy każdy stał w inną stronę .Trochę nie pewnym krokiem ruszyłam w jej stronę . Po chwili nie dłuższej niż kilka uderzeń serca siedzę już na skrzypiącym skórzanym fotelu i czekam w dziwnym napięciu . Lustro pokazuje jej wyraźne odbicie , szczupła buzia delikatne rysy cała zwiewna z burza czarnych lekko falujących włosów. Mógłbym przysiądź że to inna kobieta niż ta z którą przed momentem rozmawiałem , jak to możliwe ? .Pochyla się nad moją głową a jej długie palce powoli , bardzo powoli zaczynaj metodycznie przeczesywać moje włosy .

 

Czuję narastające ciepło .Fale ciepła bezwiednie wędrują po moim ciele , a przecież zdjąłem kurtkę co to ma znaczyć ? .Serce przyspiesza czuję pulsowanie w skroniach i szum w uszach. Ruchy jej dłoni stają się szybsze i zmieniają raptownie kierunek , czuje je na szyi ramionach , znowu na szyi i na powrót we włosach .

Zdębiałem siedziałem nie zdolny kompletnie do jakiegokolwiek ruchu . Chciałem coś powiedzieć dopytać , ale z drugiej strony podobało mi się to co wyprawia . Moje ciało żyło własnym życiem , czułem że tracę nad tym kontrolę . Ono pragnęło jej dotyku , i żeby to czego doświadcza trwało .

 

Objęła mnie za szyję .Poczułem jej gorący policzek na mojej twarzy .

-Adi kochanie moje stęskniłam się , gdzie Ty byłeś już myślałam że nie przyjdziesz .

Moje dłonie powędrowały w górę złapałem ją delikatnie za ramiona splecione na mojej szyi . I wtedy jeszcze bardziej wtuliła się we mnie .

Nie wiem jak , ale moje usta znalazły się blisko jej ust , czułem ciepło jej oddechu . Moje serce waliło jak oszalałe .I wtedy to powiedziałem

-Judyta co ja bym bez ciebie zrobił … Skąd znalem jej imię ?

W odpowiedzi pocałowała mocno i namiętnie . Jej dłonie kosmyki włosów błądziły po mojej twarzy. A ja nie chciałem już niczego więcej , tylko żeby to trwało i żeby ona tu była tak bardzo blisko mnie . Poczułem się jakbym właśnie przeniknął wielką tajemnicę i cel własnego życia . To było jak powrót z długiej podróży do ukochanego domu. Dziesiątki obrazów w jednej chwili przeleciały przez moją głowę . Byłem na nich w sytuacjach których nie pamiętam.

Judyta puściła mnie i ruszyła w stronę drzwi . Za nim wykonałem jakikolwiek ruch ona była już przy nich .

Wstawałem powoli , za wolno .

-Zaczekaj bardziej wyszeptałem do siebie niż powiedziałem do niej

Otworzyła je i wyszła tak jak stała .

-Zaczekaj krzyknąłem tym razem zdecydowanie i ruszyłem za nią

Wybiegłem na ulicę . Przedziwne ale była dobre pięćdziesiąt metrów przede mną , jak to możliwe ? nikt tak szybko się nie przemieszcza . Do tego zimą . Pobiegłem w jej kierunku , ale nie wiele to dało była coraz dalej . Jak na złość z nieba zaczął sypać gęsty śnieg , szybko straciłem ją z oczu. W końcu się zatrzymałem stanąłem w miejscu zadyszany i bezradny.

 

Czekając aż moje serce zwolni rytm i uspokoi się oddech , ukryłem twarz w zmarzniętych dłoniach próbując zebrać myśli i zrozumieć co tak naprawdę się stało . Nie wiem ile to trwało i jak długo mogłem tam jeszcze stać. Może minutę może dziesięć minut moje myśli wędrowały do miejsc które nie pamiętałem ale w tej wędrówce były mi bardzo bliskie chciałem iść za nimi dalej i dalej.

I nagle jak grom z jasnego nieba mocne zdecydowane szarpnięcie , gdzieś z tyłu mnie , zwala mnie z nóg . Czuję bardzo realnie że lecę na plecy głową w dół . Widzę jedynie wirujący śnieg coraz więcej białego śniegu w pewnej chwili jest go tyle że zamienia się w jedno wielkie oślepiające wszechobecne światło . I ten głos który wszystko ucina .

-Adam obudź się.

 

9.

 

-Kto do cholery śpi z koszulką na twarzy?

-Gdzie ja jestem ?

-W kosmosie . A raczej właśnie przyleciałeś gdzieś z kosmosu .I do tego przegarniałeś rękoma po kołdrze jakbyś szykował się do twardego lądowania na dupie .

-Ewa ?

-No Ewa a kto ? Królowa Śnieżka

-Myślałem że , Jezu , to był sen !?

-Jaki sen ? , o czym ty gadasz

-Długo tu jesteś ?

-No nie bardzo .Wpadłam jakieś dwadzieścia minut temu , bo o ile dobrze pamiętasz ugadaliśmy się wczoraj na konkretną godzinę że mam ci pokazać jedno miejsce na mieście . Ale oczywiście jak zwykle zapomniałeś .No to w sumie olałam sprawę nie przylazł to nie kij mu w oko . Potem przyszła do mnie Beata gadaliśmy sobie i wyszło jakoś tak że znalazłam się u niej a że to rzut beretem od ciebie to po wszystkim trochę mi się odmieniło i jednak postanowiłam sprawdzić czemu to jaśnie hrabia ADI nie raczył przyjść. Drzwi były otwarte no to wbiłam się do środka .Spałeś , miałam cię od razu obudzić i na wrzeszczeć , ale idąc tu cholernie zmarzłam . Więc bez specjalnego zastanawiania się postanowiłam najpierw wypić coś ciepłego . Wstawiłam czajnik i zrobiłam herbatę . Potem siedziałam i spokojnie piłam w międzyczasie spaliłam fajkę . A że dalej nie raczyłeś wstać no to nie było wyjścia obudziłam cię . I taka to sytuacja.

-Miałem sen taki realny że szok .

-Daj spokój każdy miewa jakieś tam sny czasami. Ja przeważnie koszmary . Ale to ponoć przez te podjadanie przed spaniem . He ha . No co lubię tak i tyle.

-Nie takie . To znaczy ja nie miałem nigdy aż takiego , wszystko było jak żywe .Mówi ci szok ! Nie pojęte.

-Jasne urzekła mnie twoja historia do łez . Ale jakoś nie bardzo mnie to interesuje . Rusz dupę wstań ogarnij się idziemy na piwo .

-Dobra Ewcia daj mi chwilę na zebranie się do kupy. -

-Ok. Spoko

-Mam jeszcze mała prośbę

-Jaką

-Zrobisz herbatę ? Please :)

-No nie wiem . Specjalnie nie zasłużyłeś , ale niech ci tym razem będzie . W sumie sama też wypiję jeszcze jedną. Bo coś mi ciągle zimno.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ADI1970 · dnia 13.09.2018 14:54 · Czytań: 94 · Średnia ocena: 1 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 14.09.2018 17:28 Ocena: Słabe
Zacznę od uwag technicznych. Po pierwsze nie wiem po co te pogrubienie liter. Przez to się bardzo niewygodnie czyta. Do drugie przed przecinkami i kropkami nie stawiamy przerw. Jeśli nawet tak wielki dyslektyk jak ja to wie, to sprawa musi być poważna. Po trzecie przy braku akapitów w nowej lilijce robimy większą przerwę.

Jeśli chodzi o samą treść, no cóż opowiadanie jest nudne. Być może gdyby nie wcześniejsze błędy byłoby łatwiej je przeczytać.


Ps. Mam nadzieję, że nie byłem zbyt ostry w krytyce.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
15/11/2018 00:16
Hej, Abi! bardzo mi się podoba ta lingwistyczna poezja.… »
Jacek Londyn
14/11/2018 21:43
Marku, nie powinieneś przepraszać za pojedynczy błąd.… »
Abi-syn
14/11/2018 20:40
Witaj Aniu piszesz ładnie o nieła(d)twych rzeczach, w… »
Abi-syn
14/11/2018 20:22
no i podpowiedziałaś, Coca, parę spraw do poprawy, za Anią,… »
wodniczka
14/11/2018 20:14
Witaj Marek Adam Grabowski Cieszę się, że wiersz ładny:).… »
wodniczka
14/11/2018 20:11
Witaj alos. Muszę przyznać, że masz wiele ciekawych pomysł.… »
Kazjuno
14/11/2018 20:04
Prawdę powiedziawszy, to kawałek wygrzebany z lamusa. Był… »
Zola111
14/11/2018 19:44
Julando, dziękuję. Bardzo mi się podoba ta refleksyjna,… »
Ania_Basnik
14/11/2018 15:18
Ananke dziękuję za uwagę odnośnie "zakamarków… »
Marek Adam Grabowski
14/11/2018 14:39
Nazwanie lat 60-tych zamierzchłymi, to genialny zabieg i… »
Leniwiec2
14/11/2018 13:49
Podczas konkursu, dałem dobrą ocenę ale nie najlepszą. Na… »
Kazjuno
14/11/2018 13:03
Bardzo fajny tekst. Napisany z polotem, bogatym językiem.… »
Kazjuno
14/11/2018 12:51
Dzięki Carveditol. Bardzo się cieszę, że podobała Ci się -… »
pociengiel
14/11/2018 12:18
Zagwozdki i atomizer - dałbym tytuł. W arbitrażu piłki… »
Carvedilol
14/11/2018 10:26
Kazjuno Dobrze się to czytało, choć to taka obyczajowa… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 14/11/2018 23:33
  • Jutro o północy Zaśrodkowanie#29 zamyka budkę!
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:21
  • Smichy chichy co dzień chodzę ulicą pełną nizradykalizowanych /póki co/ morderców i gwałcicieli.
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:04
  • w wypowiedziach rządzących (czerpmy z poezji, a nie traktujmy poezję instrumentalnie)
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 06:02
  • I chociaż uważam, że Palikot nie do końca sprawdził się jako polityk, to właśnie to podkreślenie roli poezji i właśnie kultury z jego strony bardzo mi się podobało, tego brakuje
  • Vanillivi
  • 13/11/2018 05:58
  • Slavek - miło mnie zaskoczyło, że zna ją naprawdę nieźle, chociaż mówił raczej o autorach dwudziestolecia międzywojennego i lat. 90 niż współczesnych.
  • Slavek
  • 12/11/2018 19:33
  • Palikot i poezja...buuuha ha haha litości :)
  • Ananke
  • 11/11/2018 21:17
  • no i bravo one :)
  • Gramofon
  • 11/11/2018 21:03
  • Widziałem dziś na ulicach stolicy Arabki z przepaskami biało czerwonymi <3
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas