Miejsce przeznaczenia (fragment) 2 - Asocjacja
Proza » Inne » Miejsce przeznaczenia (fragment) 2
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Wyjechaliśmy do Bolesławca, mąż dostał propozycję objęcia stanowiska dyrekora ekonomicznego w jednym z dużych zakładów. Ja podjęłam pracę w przedsiębiorstwie budowlanym, dwurocznego syna codziennie odprowadzałam do żłobka. Wydawało się, że przed nami wspaniałe życie, mieliśmy dziecko, dobrze zarabialiśmy, zdrowie wszystkim dopisywało. Chociaż mąż przychodził niekiedy po pracy lekko podchmielony, nie przejmowałam się tym. Nigdy nie pił, popijanie od czasu do czasu tłumaczył spotkaniami z kontrahentami, taki był zwyczaj, bez alkoholu nie załatwiało się żadnych spraw.
Pewnego sobotniego popołudnia nie przyszedł prosto z pracy na obiad, zadzwonił, poinformował gdzie jest i z kim, że wróci późno w nocy, żebym nie czekała, że ma samochód, ma czym dojechać.
Głupi by się domyślił w czym rzecz. Czekałam. Po pierwszej w nocy złapałam za telefon i zadzwoniłam na milicję.
- Mój mąż pije i ma zamiar siąść za kierownicą - poczułam się podle.
- Donosi pani na swojego męża? - zapytał z rozbawieniem milicjant.
- A jak po drodze zabije kogoś, to będziemy się razem bawić? - zawiesiłam głos.
- Proszę o więcej informacji - głos milicjanta spoważniał.
W fatalnym samopoczuciu, z okropnymi wizjami męża za kratkami, z płaczącą rodziną po utracie bliskiej osoby, ległam i w półśnie dotrwałam do rana.
Niedzielny poranek, w milczącym oczekiwaniu na dalszy bieg wydarzeń, przeszedł w południe.
- Idę przyprowadzić samochód - mąż zaczynał wykładać karty na stół.
- A gdzie jest? - lepszego pytania nie mogłam zadać.
- Wyobraź sobie, kiedy wychodziłem z restauracji dwóch niebieskich stało opartych o mój samochód i musiałem wracać na piechotę - coś go dręczyło - dlaczego właśnie o mój, przecież tam stały jeszcze dwa inne - z szamotaniną myśli wyszedł, nie wierzył w cuda.
Po paru dniach przyznałam się, wyjawiłam pobudki mojego postępku. Przy mnie nigdy po kieliszku nie prowadził, wiedział na co mnie stać.

Moja praca wiązała się z wyjazdami na kontrolę budów. Wyjechałam do Zgorzelaca, wcześniej poprosiłam męża, żeby po pracy odebrał syna ze żłobka. Zgodził się i zapomniał. Nie zatroszczył się o dziecko, wieczorem wrócił pijany.

Brakowało mi życia towarzyskiego. Zaprosiłam na weekend kolegę z pracy z żoną, młodych, sympatycznych prawników. Zaproszenie obejmowało nocleg, mieszkali poza miastem. Po kolacji miałam nadzieję, że poślubiony wkrótce dołaczy do nas. Niestety, przed północą, nieprzytomnego z nadmiernego spożycia alkoholu małżonka przytaszczyli do mieszkania dwaj mężczyzni i rzucili na łóżko, które wcześniej przygotowałam dla gości. Zmiana planów. Zmieniłam pościel w łożu małżeńskim, w którym to, chcąc nie chcąc, moi znajomi musieli zakończyć wizytę, sama położyłam się na podłodze w dziecinnym pokoju.
Nad ranem obudził mnie kolega.
- Maju, chodź pomóż nam - błagał.
Na brzegu łoża leżał mąż i chrapał, wcisnięta w ścianę dziewczyna z przerażeniem wbijała wzrok w intruza, nie znali się, nie byli sobie przedstawieni.
- Wepchnął mi ręce między nogi - prawnik skwitował występek.
Wyciągany za uszy, do swojego miejsca przeznaczenia, nieproszony gość bełkotał.
- Było mi zimno, chciałem się ogrzać - nie czuł, że był nagrzany.

Pił coraz więcej, był nieobecny. Miałam wrażenie, że żyję z obcym człowiekiem. Postawiłam na przetrwanie, nie chciałam, żeby syn wychowywał się bez ojca.
Minie dziesięć lat, zanim odzyskam swoje życie.


Po niespełana dwóch latach znowu przeniesienie służbowe, znowu przeprowadzka. Mąż wyjechał, ja musiałam zostać sama z dzieckiem do czasu przydzielenia nam nowego mieszkania.

Pewnego dnia, przed wyjściem do pracy przeszył mnie ostry ból brzucha. Upadłam i leżałam na podłodze przeszło pół godziny. Kiedy ból nieco zelżał zadzwoniłam do męża. W zakładzie powiedzieli mi, że nikt o takim nazwisku u nich nie pracuje. Zadzwoniłam do kolegi z pracy, przyjechał, zadzwonił po pogotowie ratunkowe, przyjechali i zabrali mnie do szpitala. Kolega zaopiekował się synem.
W poczekalni szpitalnej, ze względu na dużą ilość pacjentów, czekałam w kolejce wiele godzin. Lekarze po godzinie piętnastej zaczęli rozchodzić się do domów. Ból mi przeszedł jak ręką odjął. Zostałam sama w ogromnej sali, trudno było mnie nie zauważyć.
Z dyżurki obok wyszedł lekarz. Omiótł spojrzeniem ściany w poszukiwaniu zabłąkanego chorego, przez którego mógłby stracić prywatny czas.
- A, to pani jest jeszcze? - zdziwiony spojrzał na mnie.
- Tak, dzień dobry.
- To panią przywiozło pogotowie? - zaciekawił się lekarz.
- Uhm, siedem godzin temu - udzieliłam pierwszej odpowiedzi na wywiad lekarski.
- Trzeba było natychmiast wejść - wyjaśniał mi procedury.
- Nic mi nie dolega, bolało, nie boli, pójdę do domu - tłumaczyłam się z najścia, zarazem chciałam wiedzieć, co takiego zwaliło mnie z nóg.
- Jak już pani jest, proszę wejść. Zbadam panią - otworzył drzwi do gabinetu.
Rozpoczął badanie, nacisnął brzuch do samego kręgosłupa i szybko podniósł rękę do góry. Zawyłam, zabolało jakby mnie koń kopnął.
- Dlaczego mnie pan bije? - krzyknęłam.
- Nie biję, proszę zobaczyć, powtórzę badanie - koń kopnął mnie po raz drugi.
- Co to jest? - przestraszyłam się.
- Początek zapalenia otrzewnej.
Po konsylium lekarskim zabrali mnie późnym wieczorem na salę operacyjną, rzetelny lekarz z izby przyjęć Szpitala Powiatowego w Bolesławcu uratował mi życie.
Przy porannym obchodzie podszedł do mnie chirurg i troskliwie położył rękę na moim ramieniu.
- Ma pani dzieci? - zapytał.
- Mam jedno dziecko, syna.
- To dobrze... Nie wiem jak to pani powiedzieć, ale więcej dzieci pani nie będzie mogła mieć - szybko przekazał mi złą wiadomość.
- Nie chcę mieć więcej dzieci - odburknęłam, narkoza jeszcze nie przestała działać.
- Cysta pękła, musieliśmy zrobić częściową resekcję prawego jajnika, przy okazji wycięliśmy pani wyrostek - z przykrością przekazywał mi etepy operacji.
Odwróciłam głowę, zwracałam narkozę, nie chciałam słuchać dalszych rewelacji, nie teraz, nie w tej chwili.
- Zajrzę do pani później - uścisnął mi lekko ramię i odszedł.
- Niech pani spróbuje zasnąć - pielęgniarka wymieniła "nerkę", poprawiła poduszkę i przykryła kocem.
Wpadłam w odrętwienie, zaczęłam użalać się nad sobą... Co dalej, miałam dopiero dwadzieścia dziewięć lat, pragnęłam dużej, szczęśliwej rodziny a tu taki wyrok?!
Boże, dlaczego mnie opuściłeś...
Z przygnębienia wyrwało mnie uderzenie w twarz. Nade mną stała Anka. Spadła jak grom z jasnego nieba. Ona? Tutaj? Po co? Przyjechała nieść pomoc? Jakie ma zamiary?
- Doigrałaś się, wycięli ci jajniki, jesteś nikim, dobrze ci tak! - machała mi przed oczami szpitalną kartą informacyjną.
Nie zareagowałam, zobaczyłam nienawiść w jej oczach. Załatwiła swoją sprawę i wyszła. Tak szybko, jak weszła.
Boże, nie opuściłeś mnie jeszcze...

Minęła dekada.

Przez dziesięć lat oszukiwałam się, naiwnie wierzyłam, że uratujemy nasz związek. Nie wyszło. W alkoholu mąż znajdował sposoby na rozwiazywanie swoich problemów, konflikty wybuchały coraz częściej.
- Ciągle jesteś pijany, mam dość! - zrywały się więzi, związek się wypalał.
Nie odpowiadało mi jak się do mnie odzywał. Przerażał mnie wybuchami złości. Wchodził na wyższy poziom znęcania się nade mną.
- Nie umywasz się do dziewczyn, z którymi się spotykam - mówił o prostytutkach i o kochance.
- Gdybyśmy mieli więcej dzieci, na pewno bym cię nie zostawił - obrzucał mnie pijackim zezem i obserwował jakie wrażenia rysowały się na mojej twarzy po jego słowach. Czułam się bezradna i coraz bardziej samotna.
Ukrywał przede mną prawdę. Za wspólne oszczędności kupił mieszkanie kochance - swojej sekretarce, która notabene odbiła matce partnera, człowieka dwadzieścia lat od siebie starszego i z którym pozostawała w związku małżeńskim ponad dwadzieścia lat. Mój mąż bardzo jej współczuł, tak długo musiała się męczyć ze starym dziadem, na domiar złego, ślusarzem. Jego zdaniem zasługiwała na coś lepszego, na niego.
- Ona nie może po grób zatruwać się starymi jajami - patrząc mi w oczy, płakał nad jej losem.
W okresach trzeźwości niekiedy wracał, interesował się, obiecywał, że nigdy nas nie skrzywdzi, nie opuści. Zaczynał zauważać syna i dbać o dobry z nim kontakt.
- Chcę wrócić, daj mi szansę - próbował nieudolnie wydostać się z sideł sekretarki.
- Nie! - nie mogłam wybaczyć zdrady, dla oblubienicy mieliśmy zniknąć z jego życia.
- Nie rób mi tego, nikt nie jest doskonały - uważał, że może dostać to, co chce.
- Pamiętaj, na zawsze będę twoim pogotowiem seksualnym - na odchodnym wyrażał gotowość pan Nikt. Zamknęłam drzwi za przeszłością.
Przez wiele miesięcy pod naszym domem na psa warowała bura suka.
Po siedemnastu latach małżeństwa odzyskałam swoje życie.
Były mąż stracił stanowisko.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Asocjacja · dnia 24.09.2018 21:29 · Czytań: 103 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 3
Komentarze
JOLA S. dnia 25.09.2018 09:27
Droga Asocjacjo, melduję, że przeczytałam. :)

Ten fragment brzmi trochę jak dziennik żony pijaka, napisany z literacką kosmetyką.
Jest w nim tylko to , co autorka chciała , żeby było, i tak ujęte jak sobie zamierzyła.
"Przykład z życia" jest przez nią dobrze rozpoznany, do bólu. :(
Autorka robi wrażenie, że wierzy w to, co pisze, a może to sama przeżyła, tego nie wiem i na nic, by mi się zdało.
Czytam : ludzie byliby o wiele szczęśliwsi, gdyby nie ulegali nałogom.
To prawda, takie chyba jest pierwsze przesłanie.
Prawdziwe życie niestety nas nie pieści, wystawiając na próby. Ważne, by siebie nie zgubić, nie zatracić się w jego gąszczu, to drugie :)

Przyznam się, że szukałam w tekście/ w tym odcinku/, jakiejś niespodzianki, czegoś, co mnie zaskoczy, zaiskrzy, wybuchnie, a tu, lekkie rozczarowanie...;)

Nie jest to tekst, w którym można się zaczytać od wieczora do białego rana, pomimo, że jest bardzo dobrze napisany i na swój sposób interesujący.

Nie oceniam, bo za wcześnie, cierpliwie poczekam.:)

Serdecznie pozdrawiam i do następnego :) :)
Ana23 dnia 25.09.2018 12:46 Ocena: Dobre
Odniosłam podobne wrażenie, tzn. tekst wygląda jak pamiętnik z życia nieszczęśliwej kobiety. Jeżeli taki był Twój cel, to brawo.
Asocjacja dnia 25.09.2018 21:11
Kochana Jolu, miło mi, że znowu jesteś przy mnie :) Twoje pochylenie się nad moimi tekstami jest dla mnie cenne. Dotychczas opublikowane na PP moje testy traktuję jako zarys (zakres) wspomnień do dalszych uzupełnień i cyzelowania :) Nie od razu Kraków zbudowano...
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam
:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
Darcon
10/12/2018 18:36
Witaj, Marcinie. Tak, dolna półka jest "moją… »
MarcinD
10/12/2018 18:34
Małe kawałki wynikają z tego, że dzięki takiej długości,… »
StalowyKruk
10/12/2018 16:06
Szybko. Niestety znów krótko i znów dolna półka. No cóż, ja… »
Darcon
10/12/2018 14:57
Bez przesady, aż tak strasznie nie było, MP642. ;) Tekst… »
czarnanna
10/12/2018 14:38
Silvus dzięki, przecinki to jak wiesz - moja zmora :) Dzięki… »
Silvus
10/12/2018 14:13
Brak przecinka przed "by". Zacząłbym z… »
Marek Adam Grabowski
10/12/2018 14:02
Nawet zabawne ;) . To gra sów o odkupieniu win-… »
Silvus
10/12/2018 14:01
Brak przecinka przed "czyli". Czy ja wiem, czy… »
Darcon
10/12/2018 13:23
Ależ metafor tu zmieściłeś, Florianie. :) Nie wiem, czy jest… »
Zola111
09/12/2018 23:32
Niczyjko, na takie rozjechanie partii dialogowych jest… »
Jacek Londyn
09/12/2018 17:50
Poeci to mają klawe życie, nie muszą myśleć o… »
22227
09/12/2018 16:55
Dzięki za komentarz, fajnie, że się podobało. »
mike17
09/12/2018 16:11
Arkady, wielkie bravo za wrażliwość poetycką, którą bardzo… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:15
  • allaska - każdy pisze jak chce i ile chce i nic Ci do tego.
  • StalowyKruk
  • 09/12/2018 14:28
  • Nawet tutaj disco polo? Spadam stąd.
  • mike17
  • 09/12/2018 14:22
  • Zespół Bolter to akurat nie jest disco polo. A utwór zapodałem dlatego, że mam z nim wiele pięknych wspomnień. W tej edycji MUZO WEN jakoś Cię nie widziałem - strach przed konfrontacją z innymi?
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas