Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /dc. wstępu/ - JOLA S.
Proza » Przygodowe » Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /dc. wstępu/
A A A
Od autora: Ciężko, ale jakoś daję radę, za moment skończy się wrzesień.:)

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /dalszy ciąg wstępu/

 

— Pinokio, nie wrzeszcz, bo uszy puchną! Nigdy nie byłem za mądry, ale twój pomysł to dopiero wielka porażka. Brak mu logiki, to znaczy nie trzyma się kupy. Zaraz ci wytłumaczę, tylko się nie obrażaj, proszę.

— Pajacyk struchlał i potrząsnął głową, żeby odzyskać jasność myślenia.

Dotąd nie przyznawałem się, ale boję się wielkiej wody, bardziej niż skoku na bungee, więc nie wiem, w imię czego targam ciężki plecak i to po nocy.  Skołowany zapomniałem telefonu, czeków i karty kredytowej, a nie lubię niespodzianek. Ponadto, nie znam tamtejszego języka i nie jestem pewien, że nad oceanem jest bezpiecznie. To kolejny sekret, tak?

Pluszak był poważny jak nigdy, drobne ramionka z przejęcia drżały.

To jeszcze nie koniec, pajacu. Przypomnę, pływasz jak kłoda i kto mnie uratuje, gdy będę tonął? Gdybyś cudem nie wpadł do sieci Głuptaka, byłoby już po tobie. Takie są fakty. Wystarczy, czy mam mówić dalej?

Miś skończył mówić, ale dalej stał w mrocznym świetle wieczoru z zaciętymi ustami, parę kroków od Szybowca, mały, ale groźny.

Pajacyk słuchając Pluszaka, robił wysiłki, żeby się uśmiechnąć.

— Co się z tobą dzieje, Misiu? Właściwie tego się spodziewałem, ale moja cierpliwość ma granice, działasz mi na nerwy. Teraz nie czas na zajmowanie się drobiazgami. Szybciej przebieraj nogami, bo deszcz siecze i jak dalej tak pójdzie to katar mamy jak w banku.              

— Pinokio, ja jeszcze, tylko ... I głos Pluszaka zginął w szumie deszczu.

Przez chwilę szli razem, milcząc. Pinokio wskoczył do Szybowca pierwszy, zachowywał się tak, jakby przestraszył się Misia.

— Teraz wytrzymać, teraz wytrzymać — szeptał pobladły, zajmując miejsce przy sterze Szybowca.

Miś z trudem wciągnął plecak na pokład i usadowił się tuż za przyjacielem. Ptaszek wtulony w najdalszy kąt kabiny bojaźliwie rozglądał się na boki. Zamiast powitalnych gestów i śmiechów w kabinie panowała sztywna, ponura atmosfera.

 A może to nie żywe istoty tylko dekoracja? — jęknął w duchu Szybowiec.

Za oknem deszcz padał coraz mocniej. Pluszak patrzył na plecy pajaca ze zmarszczonym czołem, ale w głębi duszy zrobiło mu się głupio.

 — Pinokio, chyba przegiąłem. Nie wiem czemu i nie ma co dociekać, ale chciałem cię przeprosić, naprawdę. Nasza kłótnia niczemu nie służy, nie upadaj przedwcześnie na duchu. Owszem, ocean pachnie wielką przygodą, ale może zaczniemy od zgłębiania tajemnic ciut mniejszej wody. Staw w Dolinie Duchów, byłby w sam raz. Widziałem go z daleka, ale wydawał się całkiem ładny — odezwał się niepewnie.

Pinokia zatkało i wykonał drobny gest zniesmaczenia. Miś czyta w moich myślach jak z nut, nigdy bym nie przypuszczał. Dobrze, że to wpadło do mojej zakutej głowy, lepiej późno, niż wcale, pomyślał.

Nie masz się czym przejmować, Misiu. Przyjmuję przeprosiny.

Klasnął w dłonie i schwycił ster. Szybowiec dostojnie zaczął się wzbijać w powietrze.

— I co, wy na to ? Lecimy do Doliny Duchów, tak? — zapytał Miś, jakby nigdy nic.

I nie czekając na odpowiedź, wydobył z plecaka mapę i krótki ołówek.

— Ciemno, żebym, chociaż miał latarkę. Lewą łapką, ale nie szkodzi — sapał, rysując kolejny krzyżyk.

Pajacyk zajrzał Misiowi przez ramię.

O rany! Większa od niego, pognieciona, brudna, jakby czyścił nią buty i te nic niemówiące znaki. Co on majstruje i to po ciemku?

Pytanie goniło pytanie, włosy stawały dęba, aż w końcu Pajacyk nie wytrzymał:

— Do licha, Misiu, nie męcz się. Znam drogę do Doliny Duchów, nie musimy lecieć przez Brukselę. Będzie miał staw w kształcie rogalika, plażę jak nieco wytarty chodniczek, ale blisko, w przerwie obiadowej można wpaść do domu. Od dawna noszę ten pomysł w sobie. Lecimy, skoro jest ci wszystko jedno!

Pluszak skrzywił się, kręcąc głową z dezaprobatą.

— Pinokio, strugasz głupka i na dodatek mi przeszkadzasz. Wystawię ci rachunek za wszystko, twoje kłamstwa nie mogą pozostać bez echa.

A w duchu dodał: Oczywiście, gdy nadarzy się sposobność, zrobię to delikatnie, inteligentnie, ale nie daruję...

Szybowiec poruszył delikatnie skrzydłami, jakby mówił: Teraz już trzeba lecieć, powąchać powietrza, nasycić oczy.

— Wreszcie znamy cel podróży. Coś wrzucę na ząb, a potem słodka drzemka — wyszeptał Miś, sięgając do kieszeni po czekoladowy batonik. Po krótkiej chwili chrupanie ucichło.

— Nie budźcie go, błagam — zaćwierkał cichutko Ptaszek. — Po raz pierwszy widzę jak Pluszak zasypia na siedząco w pół zdania i w pół kęsa — dokończył, przysiadając na ramieniu Pajacyka.

— Ptaszku, lecimy na wschód. Wiatr sprzyja. Gwiazdy nas poprowadzą — mówiąc, Pinokio wskazał ręką na Mleczną Drogę.

Ptaszek zasalutował skrzydełkiem i stanął na warcie. Szybowiec trzymał kurs. Pajacyk odgarnął z czoła natrętny kosmyk włosów i zasnął oparty o ścianę kabiny.

Zbliżała się północ, na ołowianym niebie zawisł srebrny księżyc. Na pokładzie Szybowca trwała niczym niezmącona cisza, nikt już paplał. Miś śnił o Ewie:

 

****

Październikowy dzień, słońce cudownie przygrzewa. Rozbiegany wiatr mruży figlarnie oczy i pędzi ciągle przed siebie na przekór niebu.*) On i mała dziewczynka zbierają kasztany w parku. Dla dzieci to prawdziwy skarb. Siedzący na nagrzanym pniu rudy kot, obserwuje ich bacznie, ale nie przeszkadza. Chyba coś go zaciekawiło w małych postaciach.

Spadają z drzew lśniące, brązowe owocki, trochę jeszcze niedojrzałe. Część przysiadła na żółtym piasku, w gęstwinie rudych i czerwonych liści, upojnie szeleszczącymi pod stopami. Kasztany obrodziły jak żadnego roku, wszędzie ich leży mnóstwo. Ewa je wącha, obraca w dłoniach, wydaje okrzyki zachwytu. Miś nie odstępuje jej na krok, zagląda dziewczynce w oczy. Muszę jej pilnować, stąd tylko kilka kroków do lasu, a tam może być niebezpiecznie, mruczy pod noskiem, wojowniczo zaciskając pluszowe piąstki.

 — Zobacz, Misiu, jakie ładne. Nadadzą się na krówki w białe łatki, cielęta, koniki i jeże, na mój cały leśny teatrzyk. Nóżki i kolce zrobię z zapałek.

Pluszak z ochotą dołącza do marzeń dziewczynki, rzucając od czasu do czasu jakąś wesołą uwagę.

— Ich skorupki nie wytrzymają nożyczek błyskających w twojej zwinnej rączce, ale już taki los kasztanów.

Dziewczynka chichocze, wrzucając kolejnego kasztana do koszyczka, ma ich już ze dwadzieścia. Rumiana twarzyczka  Ewy promienieje dumą, wygląda na bardzo szczęśliwą, jakby dokonała czegoś niezwykłego. Miś rzuca dziecku czułe spojrzenie. Tej sceny na pewno nie zapomni, ale zmęczenie daje znać  o sobie. Od wyjścia z domu minęło parę godzin. Opierając się o pień rozłożystego kasztana, odpływa myślami.

— Brązowe zwierzątka zamieszkają w kartonowym pudełku w niebieskie kółka, w tym stojącym na białej półce. Będę do nich zaglądała, tak jak ubiegłej jesieni i zimy — zadumę przerywa radosny szczebiot Ewy.

 Miś wybucha śmiechem i dodaje cichutko:

 — Nawet jeszcze z tornistrem na plecach, skacząc na jednej nodze, na tej w buciku ortopedycznym. Małe ręce z przejęcia będą drżały. Aż, mnie Misia, będzie zapierać zazdrość, troszkę może będę się boczył, ot tak, dla hecy. Zanim wyschną cudownym zapachem wypełnią dziecięcy pokój.

— Co mówiłeś, Misiu?

— Ależ nic takiego.

 

****

O poranku wszyscy jeszcze spali, tylko Miś się kręcił, żałośnie wzdychając przez sen.

Chyba tęskni za Ewą. Tak, są takie sytuacje w dzieciństwie, które pamiętamy do końca życia. Cudowne, odległe czasy, świeżość i wdzięk młodości, sama radość, coś nieokiełznanego*… Pluszak nie jest wyjątkiem, pomyślał Szybowiec, obniżając lot.

 Z głośników popłynęła wesoła muzyka. Pinokio poruszył się pierwszy, mrugnął rzęsami.

— Panowie, dość tego królowania, jesteśmy na miejscu, zaraz lądujemy. Słońce zapewne już pali, niebo błękitne, nie przewiduję żadnych opadów. W Dolinie Duchów nie może być inaczej — ogłosił, nie ruszając się z miejsca.

Pajacykowi nie chciało się wstawać, nos wtulił w puszysty kocyk.

Miś na dźwięk słów przyjaciela przetarł zaspane oczy i zerknął przez okienko.

 — Pinokio, powtórz, to, co powiedziałeś! Natychmiast!

Spłoszony Pajacyk nie od razu zorientował się o co Misiowi chodzi, ale przywarł twarzą do szyby. Polanę, na której lądował Szybowiec szczelnie pokrywał biały puch.

Gdy latająca maszyna dotykała kołami lądowiska, w powietrze wzbiła się biała chmura. Uszu wędrowców doszedł szum tysięcy  skrzydełek.

— Szybowcu, tylko cię spuścić z oka. Przez omyłkę wbiłeś się w Polanę Motyli, to zaledwie przedsionek Doliny Duchów. , Niewielu odwiedzających Krainę Niekończącej się Bajki o niej wie. Tu rosną cudowne rośliny, skutecznie wabiące te piękne owady. Motyle lubią ciepło, nie znoszą zimna. W najbliższy weekend temperatura osiągnie 30 kresek w cieniu! 

— Mam w nosie spiekotę, przed przegrzaniem chroni mnie futerko.

Pinokio uśmiechnął się pobłażliwie. Miś jest w głębokim szoku i trochę majaczy, ale dobrze, że nie uciekł, gdzie pieprz rośnie, pomyślał rozbawiony, ale nic nie powiedział.

Tymczasem świeżutki i wypoczęty Pluszak wyskoczył z Szybowca i stanął jak wrośnięty w trawę. Niezwykły widok go oszałamiał. Patrzył szeroko otwartymi oczami na skąpaną w słońcu łąkę.

— Ach, jak przyjemnie. Nigdy nie widziałem tylu pięknych motyli w jednym miejscu. Już was lubię, wszystkie..., jesteście ulotne, jak ta chwila... — radośnie oznajmił, widząc motylka, który właśnie usiadł mu na ramieniu.

Słońce przygrzewało coraz mocniej, pogoda była iście wczasowa. Rabaty bajecznie kolorowych kwiatów wyciągały ku słońcu smukłe łodygi, rozchylały kielichy, z każdą minutą piękniały. Motyli lot nie trwał długo. Chmara białych owadów ponownie pokryła łąkę. Trawa lśniła najczystszą bielą, cała falowała. Było w tym coś widowiskowego.

— A to uparte stworzenia, zdają się strzec jakiejś tajemnicy — zauważył Szybowiec.

Płynąc po falach traw, wyglądały jak małe białe okręciki pędzone podmuchami ciepłego, przyjaznego wiatru. Nikt, oprócz nich, nie wiedział dokąd tak pospiesznie podążają.

— Dawniej nie bywało was tyle! Jesteście niczym bilet wstępu do Krainy Niekończącej się Bajki. Nareszcie jestem u siebie i wszystko tu kocham — szepnął szczęśliwy Pajacyk.

Ptaszek też nie mógł powstrzymać zachwytów, ćwierkał i ćwierkał.

— Niepotrzebnie się obawiałem, Kraina Motyli to zupełnie inny świat. Pinokio, spójrz na ten obłędny błękit i pędzące różowe obłoki, są zupełnie jak z waty cukrowej, aż ślinka cieknie — rzucił Miś, zadzierając pluszową głowę ku niebu.

— Hm, tak, co, jak co, ale niebo mam opanowane — odparł Pajacyk, zerkając na przyjaciela.

Wyglądało, że czerpie wielką przyjemność z obserwowania Pluszaka.

Zbliżała się pora śniadania, było to widać po minie Misia. Pinokio nastawił uszu. W pobliskich zaroślach rozległy się gorące odgłosy owadów, których dotąd nie było. W dźwiękach brzmiała jakaś niespotykana łagodność. Bajkowy świat pulsował, delikatnym szelestem liści i upojnym zapachem bujnej trawy zapraszał w swoje podwoje.

Dla czwórki przyjaciół zaczynała się Wielka Przygoda.

 

 

 

 

----------------------------------------------------------------------

*) inspiracja - fragment wiersza Nurii „ Do nieba, czy tam gdzie zechcę

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 27.09.2018 14:14 · Czytań: 158 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Komentarze
Asocjacja dnia 28.09.2018 10:38 Ocena: Świetne!
Witaj, Jolu :)
przy pierwszym czytaniu powtórzyłaś moje męki... Wiara czyni cuda! Po poprawkach wyczarowałaś nastrój i posmak przygody. Przygody wyjątkowej i pięknej w swojej zagadkowości.
Gratuluję
Serdecznie pozdrawiam
:) :)
A
JOLA S. dnia 28.09.2018 11:16
Droga Asocjacjo,

pozwól, że powtórzę, jest ciężko, ale jakoś daję radę, za moment skończy się wrzesień.:
Wielkie dzięki za wsparcie i krzepiące, ciepłe słowa.

Co nagle, to po diable. Słowo rzekłam i kobyłka u płotu. ;)

Serdeczności :) :) :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
22/10/2018 09:49
Nie powiem, Ołowiany Żołnierzyku, abyś uszczęśliwił mnie… »
Zola111
21/10/2018 23:55
Zważywszy tytuł, i nagromadzenie myśli z przeróżnych źródeł,… »
Olowiany Zolnierzyk
21/10/2018 22:35
Przeczytałem. Dla mnie to nie jest opowiadanie, ale dziwny… »
Zola111
21/10/2018 22:17
Vanillivi, ech, z moimi recenzjami jest tak, że… »
Olowiany Zolnierzyk
21/10/2018 21:44
J też dziękuję: za komentarz i propozycję. »
allaska
21/10/2018 21:31
hehe, rozbawił mnie wiersz, Autor nikogo nie oszczędza z… »
Vanillivi
21/10/2018 18:55
Ciekawa, wnikliwa recenzja. Podoba mi się w niej to, że nie… »
Slavek
21/10/2018 15:04
Św. Jana Pawła II Za to Twoja recenzja zachęca do… »
JOLA S.
21/10/2018 09:07
OWSIANKO, miłe słowa, wielkie dzięki. Tekst zaciekawił,… »
allaska
21/10/2018 08:58
Rzeczywiście chyba pogranicze:) wiersza za mało, takie… »
allaska
21/10/2018 08:54
w diagnozie - w psychozie - taki rym się wkradł, może lepiej… »
allaska
21/10/2018 08:49
- kwintesencja całego wiersza mimo marazmu w pierwszej… »
Zingara
21/10/2018 03:34
Kochanie jak zawsze podziwiam Twoją twórczość. Wiersz jest… »
Florian Konrad
20/10/2018 23:27
dziękuję serdecznie »
Noescritura
20/10/2018 18:24
Moje klimaty, czyli natura i piękna poezja, wspaniałe… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 23:41
  • A teraz, kiedy już opadły emocje wyborcze, do piór, Drodzy, do piór! [link]
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 23:39
  • Allasko, a tę panią uwielbiam. :)
  • mike17
  • 21/10/2018 18:59
  • Mamy dwóch liderów wybiegających ponad peleton, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Za nim są dobiegający, którzy mogą w każdej chwili wskoczyć na ich pozycje, zatem dopóki piłka w grze...
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 15:58
  • Fatalna maniera w głosie, nie podoba mi się, Slavek.
  • Esy Floresy
  • 20/10/2018 13:12
  • Pogoda nam się zrobiła ponura, więc nieco pozytywnie zakręconą nutkę Wam posyłam. Energetycznej soboty! [link]
  • mike17
  • 20/10/2018 11:39
  • W środę kończy się głosowanie w MUZO WENACH 6, więc macie jeszcze trochę czasu, by oddać swoje cenne głosy : [link]
  • allaska
  • 19/10/2018 19:58
  • Dobry wieczór. Mam wielką prośbę do Redakcji poezji. Czy można prosić o dodanie przed tytułem mego tekstu słowa luźne, luźne refleksje. Będę niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam :)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas