OSTATNIA WIECZERZA - Gatsby
Proza » Historie z dreszczykiem » OSTATNIA WIECZERZA
A A A

 

OSTATNIA WIECZERZA

 

Było parno i duszno. Od tygodni świeciło słońce niedające nadziei choćby na godzinkę deszczu. Ubrania kleiły się do ciała, topniały świece rzucone przez kogoś niechlujnie na parapet okienny drugiego piętra klatki schodowej. W powietrzu unosił się zapach stęchlizny, starego tynku, niemytych stopni drewnianych schodów i kocich szczyn. Na czwartym piętrze, tuż nade mną mieszkała Marzena ze swoim konkubentem Andrzejem. Bardzo dobrze znani namysłowskiej policji alkoholicy.

Codziennie, od godziny szesnastej zaczynały się awantury, a mieszkający dokoła sąsiedzi musieli się wsłuchiwać w rzucane garnki, tłuczone talerze i jęki katowanego mężczyzny.

Tak samo, jak w tej piosence o krasnoludku, która śpiewana w dzieciństwie przez moją ciotkę zapadła mi w pamięć do dzisiaj. Mieszkam tutaj od urodzenia i nie raz widziałem, jak Andrzejek wychodził z domu z podbitymi oczyma i rozcięta wargą.

- Dzień dobry, panie Andrzeju! – umyślnie zagadywałem z nadzieją, że wyleje przede mną swoje żale na zgnuśniałą żonę. Niepotrzebnie się łudziłem. Nigdy tego nie zrobił. Był jej wierny do ostatnich chwil…

*

Od kilku tygodni było inaczej.

Leżałem na kanapie i wpatrywałem się w któryś z odcinków Z archiwum X. Nie oglądałem po kolei, bowiem z pensji ochroniarskiej nie stać mnie było na wykupienie dostępu do wszystkich odcinków. Uwielbiam ten serial i tę jego tandetną grozę.

Marta, moja żona nie znosi, gdy siedzę bezczynnie. Wynajdowała mi co rusz nowe zadania, robótki domowe, wytrzaśnięte nie wiadomo skąd śmieci do wyniesienia, a gdy to wszystko nie przynosiło skutku, to ubzdurała sobie pełzające po ziemi larwy i poleciła, bym pomógł jej szukać miejsca ich wypełzania.

- Gdzie ty widzisz te larwy? – spytałem, spoglądając pod sofę. – Tutaj też nic nie ma.

- Widziałeś, prawda? – burknęła tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Czujesz ten zapach? Rusz dupsko!

Despotyczna natura wychodziła z niej coraz bardziej. Momentami zastanawiałem się, czy nie udzieliło jej się od Marzenki z piętra wyżej. Może się zakolegowały i założyły koalicję antymęską mającą na celu dobijać swoich partnerów?

Faktycznie, miejscami unosił się słodkawy zapaszek, ale byłem przekonany, że przywiało go z pola. Niemożliwe aby u nas w mieszkaniu coś zgniło. Nie, gdy rządziła Marta, królowa czystości i będących ciągle w użyciu szmaty i mopa.

- Raptem dwa robale, a ty robisz aferę, jakby nie wiadomo jaka plaga nas nawiedziła.

- Zdajesz sobie sprawę, że gdy się rozprzestrzenią, to wpełzną nam również do łóżka, głąbie?

- Boisz się, że mogą spenetrować szparkę, której nie powinny? – zapytałem i buchnąłem śmiechem.

- Gnojek!

Przeszukaliśmy całe mieszkanie. Jedna rzecz, jaką jeszcze należało sprawdzić, to klosz z lampy kuchennej. Zabrałem drabinę, by zajrzeć do wewnątrz i to, co ujrzałem, przeszło wszelkie moje podejrzenia. W kloszu wiły się miliony białych larw, a kapiąca z sufitu z dziurki z przewodami elektrycznymi gęsta ciecz zdawała się dawać im pożywkę do dalszej egzystencji.

- Matko Boska… Wejdź, popatrz sobie!

- Co tam jest? – spytała Marta i gdy zszedłem, wdrapała się po szczeblach. – Kurwa mać. Leć do tej pizdy z góry!

*

Poszliśmy do niej razem.

Drrrr, drrr.

Nie odpowiadała. Niemożliwe, żeby nie słyszała dzwonka. Jego brzęk obudziłby zmarłego. Zadzwoniłem ponownie i zapukałem.

Z mieszkania obok wyszedł pan Marceli.

- Co się tak do niej dobijacie? Brakuje wam awantury? – Zaśmiał się.

- Awantura będzie zaraz!

- Dlaczego? Co się stało?

Opowiedziałem mu wszystko, w międzyczasie dzwoniąc jeszcze kilka razy.

- Nie mam pojęcia, co się mogło wydarzyć. Zadzwonię na policje!

Nie zdążył wydobyć komórki z kieszeni, zamek zachrobotał i przed nami ukazała się sąsiadka.   

- Czego chcecie?

- Czego chcemy? – powtórzyłem poirytowany. – Chcemy wejść na herbatkę i ciasteczko!

- To nie ten adres! – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Z mieszkania powiało smrodem. Tym samym co zza okna, tym samym co z klosza tylko bardziej intensywnym.

- Robale mi wlatują z twojego mieszkania do kuchni! 

- Breeedziszzzz

Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, a wraz z Martą i sąsiadem weszliśmy do środka.   

Linoleum w przedpokoju wyglądało, jakby od dawna nie było traktowane wodą i detergentami. Klejące, poplamione wszystkim, czym tylko możliwe, jeszcze trochę, a nie zdradzałoby swojej fabrycznej barwy. W każdym pomieszczeniu były porozrzucane ubrania, butelki po wódce, piwach i winiakach, kiepy. Wokół lampy w pokoju latały tysiące much. Chodziły po kobiecie, wylatywały jej spod włosów, spod ubrań, z każdego zakamarka…

- Gdzie Andrzej? – spytałem.

Marta była fioletowa po twarzy. Jeszcze chwila a wzbogaciłaby podłogę o kolejną plamę z podanej na obiad pomidorówki. Kazałem jej wyjść, a sam ponowiłem pytanie.

- Gdzie Andrzej?

- A co cię to? Ja jestem, to wystarczy!

Marzena ledwo stała na nogach. Nie dziwiło mnie to. Momentalnie otworzyłem okno, by wypuścić choć trochę tego smrodu. Nic z tego. Pogoda na to nie pozwalała. Rzuciłem okiem do ich sypialni i następnie do kuchni.

Kuchenny widok zmroził mi krew w żyłach.

Andrzej siedział przy stole. Ręce miał położone na blacie. Przy prawej dłoni leżała łyżka, przy lewej widelec. Pośrodku talerz z porośniętą szarą pleśnią zawartością. Ewidentnie było to jego najdłuższe posiedzenie przy kuchennym stole. Momentalnie zwymiotowałem. Widok wijącej się w kloszu kupy robali w porównaniu do napęczniałego nieboszczka był niczym.

- Dzwońcie na policję!

Stara wgramoliła się do kuchni i stanęła pomiędzy mną a nieboszczykiem. Podparła się stołu, a drugą ręką przysłaniała usta. 

- Nie wytrzymałam. Doprowadził mnie do szału. Powiedziałam chujowi, żeby kupił wódkę i dałam mu trzy dychy… Dziad mi kupił setkę, a resztę kasy przewalił! Dałam mu żreć, a on siedział tutaj – wskazała na trupa. – I głupio dogadywał. Droczył się ze mną. Nie wytrzymałam i wbiłam mu to – Wskazała tym razem na leżącą w umywalce szpiczastą osełkę do noży. – Piliśmy później jeszcze wódkę. Jak nigdy. Do upadłego!

- Z trupem piłaś?

- Żył jeszcze…

Wyminąłem ją i udałem się do wyjścia.

- Zaczekaj! Nie zostawiaj mnie… - prosiła ochrypłym, przepitym głosem. – Nie wzywaj policji. Nie chcę trafić do pierdla…

Nie słuchałem jej więcej. Po kilkugodzinnych oględzinach mieszkania przez lekarza medycyny sądowej okazało się, że ciało przesiedziało przy stole trzy dni. Przy temperaturze, jaka panowała, nastąpił szybki rozkład, a ciecz mu towarzysząca, przez strop ciekła mi do mieszkania i zatrzymywała się w miskowatym kloszu lampy, dając pożywkę kolonii much.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gatsby · dnia 01.10.2018 11:05 · Czytań: 78 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 01.10.2018 13:23
To opowiadanie ma fajny klimat, ale fabuła jest nijaka.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
Darcon
10/12/2018 18:36
Witaj, Marcinie. Tak, dolna półka jest "moją… »
MarcinD
10/12/2018 18:34
Małe kawałki wynikają z tego, że dzięki takiej długości,… »
StalowyKruk
10/12/2018 16:06
Szybko. Niestety znów krótko i znów dolna półka. No cóż, ja… »
Darcon
10/12/2018 14:57
Bez przesady, aż tak strasznie nie było, MP642. ;) Tekst… »
czarnanna
10/12/2018 14:38
Silvus dzięki, przecinki to jak wiesz - moja zmora :) Dzięki… »
Silvus
10/12/2018 14:13
Brak przecinka przed "by". Zacząłbym z… »
Marek Adam Grabowski
10/12/2018 14:02
Nawet zabawne ;) . To gra sów o odkupieniu win-… »
Silvus
10/12/2018 14:01
Brak przecinka przed "czyli". Czy ja wiem, czy… »
Darcon
10/12/2018 13:23
Ależ metafor tu zmieściłeś, Florianie. :) Nie wiem, czy jest… »
Zola111
09/12/2018 23:32
Niczyjko, na takie rozjechanie partii dialogowych jest… »
Jacek Londyn
09/12/2018 17:50
Poeci to mają klawe życie, nie muszą myśleć o… »
22227
09/12/2018 16:55
Dzięki za komentarz, fajnie, że się podobało. »
mike17
09/12/2018 16:11
Arkady, wielkie bravo za wrażliwość poetycką, którą bardzo… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:15
  • allaska - każdy pisze jak chce i ile chce i nic Ci do tego.
  • StalowyKruk
  • 09/12/2018 14:28
  • Nawet tutaj disco polo? Spadam stąd.
  • mike17
  • 09/12/2018 14:22
  • Zespół Bolter to akurat nie jest disco polo. A utwór zapodałem dlatego, że mam z nim wiele pięknych wspomnień. W tej edycji MUZO WEN jakoś Cię nie widziałem - strach przed konfrontacją z innymi?
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas