Zamieszkałam z muzyką - JOLA S.
Proza » Obyczajowe » Zamieszkałam z muzyką
A A A
Od autora: Tekst o tym tytule już publikowałam na PP, w formie krótkiej miniatury. Brał udział w Konkursie MUZO - WENY 4.
Napisałam prawie na nowo... :)

Przez jakiś czas, niepotrzebny nikomu, tkwiłem w Halifaxie w Nowej Szkocji. Mając dwadzieścia jeden lat, wyciągnąłem plecak spod łóżka, spojrzałem w szeroko otwarte oczy ciotki i ruszyłem w stronę dworca, mając w głowie tylko przesiadki i loty.

— Mark, tylko nie zmarnuj sobie życia — rzuciła ciotka na odchodne.

Miałem odpowiedzieć, ale zamilkłem.

Pierwszy dzień w Londynie przywitał mnie łagodnym słonecznym światłem. Wróciłem do dawnego domu o pomalowanych na żółto ścianach, tych samych, które patrzyły, jak przychodziłem na świat. Co mnie tu przywiodło? Instynkt? Tęsknota? Nadal nie ma przy mnie nikogo, kto, by mnie znał od urodzenia i kochał, tylko, dlatego, że istnieję.
        Rzadko wychodzę z domu. Ulice Londynu są nudne i poukładane, smakują kurzem i pośpiechem. Dopiero mosty i Tamiza kładą temu tamę. Żeby nie umrzeć z nudów rysuję anatomie niespełnień i braków lub czytam książki. Na półkach na oko stoi ich tysiąc, większości dotąd nie otworzyłem. Gdy czytam, karmią mnie słowa, gorączkuje wyobraźnia. Czyjeś historie robią szczelinę w rzeczywistości, pozwalają poczuć się kimś innym, odpocząć od świata, od jego zgiełku i pytań bez odpowiedzi.
        Nie mogę wymagać od nikogo, żeby mnie wysłuchał, a co dopiero zrozumiał, zresztą wszystko już powiedziałem wtedy, w sądzie. Całymi dniami w nim wysiadywałem, może nie codziennie, ale wystarczyło. Pociłem się, wchodząc przez te wielkie drzwi, powietrze falowało przed oczami, w uszach dudniło. Nie rozumiałem, co mówił do mnie sędzia. Patrzyłem na jego niebezpiecznie wysunięty w uśmiechu podbródek i bałem się, że się zatnę i narobię sobie wstydu. Musi się nim zająć terapeuta, to poważna sprawa, wycedził na koniec. Przesłuchania były ponad moje siły, nie mogłem nic zrobić, przerażony i samotny nie umiałem przegnać mroku, który jeszcze we mnie tkwi. Tego wszystkiego nie da się pogrzebać, zapomnieć, zamieść pod dywan. Na samo wspomnienie rzygać mi się chce. Na sali sądowej, w toalecie, na ławkach w hallu, wszędzie słyszałem szepty — Jakiś zimny ten dzieciak. Popatrzcie...

Miałem ochotę wykrzyczeć im prosto w twarz: ocalałem z wypadku, to nie moja wina!
Absurdalny jest ten świat. Moi rodzice jechali na koncert ojca po zastrzyk sławy. Jeep wpadł w poślizg, zginęli na miejscu, oboje. Gdy zobaczyłem ich śmierć dotarło, że nigdy nie jestem bezpieczny, i że nieprzewidywalność jest częścią życia. W jednej chwili może zmienić się postrzeganie świata. Bez ojca i jego muzyki świat rozpadł się na kawałki. Okropnie było stracić mamę. Tej tęsknoty nie da się wyleczyć. Kochało mnie jej spojrzenie, jej śmiech, jej ciało.
To prawda, wtedy nie umiałem płakać, nie mogłem. Los bywa okrutny. Jak o tym myślę, trudno oddychać, ale kurwy i gówna z ust już nie padają. Rodzice nie przeklinali, byli tacy porządni. Postanowiłem, że będę szczęśliwy jak oni. Właśnie tego chciała dla mnie moja matka. Jeśli wydaję się podirytowany i niewdzięczny, to, dlatego, że jest to podszyte żalem, z racji tych małych rzeczy, których w ogóle nie zrobiłem lub zrobiłem źle.
Wierzę, że to w końcu minie i będę cieszyć się jesienią.
Póki, co mam trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów, ale ciągle boję się ludzi. Genialny pustelnik, to była odpowiedź byłej dziewczyny, na pytanie: Czy ze mną zostaniesz?
Tak, nie mogliśmy wytrzymać razem, a do geniusza mi daleko. Jestem nienormalny — ze mną można umierać, ale nie żyć.

Mój kot patrzy na mnie spode łba, zdaje się mówić: słyszałem cię.

— Kocie, nie przywiązuj się ani do rzeczy materialnych, ani do własnych planów na przyszłość. Im mniej spraw masz na głowie, tym lepiej. Nie wiem, czy uciec, czy tu trwać ? Poczekasz na mnie, aż dorosnę? Mruczenie — to twoja odpowiedź? Popatrz, na ten bajzel, nie drażnią cię ten syf i sterty zakurzonych pudeł? To moje codzienne, żmudne ćwiczenia. Wczoraj wpadł mi do rąk pamiętnik Anny i Toma — moich rodziców, leżał wśród śmieci na podłodze, potknąłem się o niego. Gruby, o wyświechtanych rogach, oprawiony jak książka.

— Cholera! — wykrzyknąłem.

Położyłem go sobie na kolanach i siedząc w piżamie, przewracam jego wilgotne kartki. Wypada zdjęcie mamy. Na nim nieśmiało wygląda zza wachlarza w kolorze kości słoniowej, uśmiechnięta, zadowolona. Nieźle, widocznie służyło za zakładkę, przemyka przez głowę.  Strona, po stronie, oglądam powoli, aby nic nie uronić. Na pierwszej widnieje jakiś adres strony internetowej, pod nim wycinek ze starej gazety, dalej bez pudła, to pismo ojca. Wszystko wskazuje, że dziś nie zasnę.


****

Tom.14 września 1980 r.

Była czwarta po południu. Stałem przy wejściu do stacji metra, gdzie miałem grać ze swoimi gitarzystami. Nie mając dostępu do sali prób, od kilku dni ćwiczyliśmy na ulicy, publicznie, przed nie niepłacącą, a zatem niewymagającą widownią. Nie ukrywam, była w tym oszczędność i wygoda. Chłopaków ciągle nie było, nawet się ucieszyłem. Skoro ma się jedno życie... i bez wahania wyjąłem z futerału trąbkę, zapragnąłem pograć sam. Whisky kręcił się niemożliwie, rozpaczliwie zaglądał w oczy, wyraźnie zaniepokojony tłumem obcych. Gdy próbowałem go uspokoić, dostrzegłem stojącą przy krawężniku roześmianą, smukłą dziewczynę. Nie wiedziałem kim jest, bałem się zagadnąć, ale dureń ze mnie. Zwróciła uwagę granatowa, krótka sukienka, długie włosy jak miliony rudych motyli uśpionych na głowie.**) Błyszczące w uszach kolczyki były tylko bladym dodatkiem. Aż trudno mi teraz, w to wszystko uwierzyć. Wpatrywałem się w nią a świat otwierał korytarze. Dziewczyna zdawała się rozumieć, co się działo. W jej wzroku zauważyłem coś nieprawdopodobnego, kojącego, jakby chciała mi coś powiedzieć. Poczułem, że doświadczam niezapomnianej chwili. Zanurzając się w niej bez reszty, dopiero spostrzegłem, że siąpi deszcz. Słońce świeciło, krople padające z błękitnego nieba były jak kryształki. Rozpryskując się w drobiny światła, na linii trotuaru kończyły swój lot. Obserwując cud dziennego światła, przyłożyłem trąbkę do ust, popłynęła muzyka, jakiej nie grałem nigdy dotąd. Niskie, przeciągłe tony snuły się między kroplami deszczu, by po chwili gdzieś zniknąć. Gdy grałem, moje myśli krążyły wokół pięknej nieznajomej, wyobrażałem sobie te jarzące się oczy i usta rozwarte w zapraszającym uśmiechu. Mój dotychczasowy świat odjeżdżał na deskorolce.


Trzy tygodnie później ujrzałem ją znowu, stojącą z przyjaciółkami przed klubem, gdzie miała wystąpić amerykańska grupa  soulowa Gladys Knight and the Pips. Dawała tylko jeden koncert, kolejka była długa i donośna, ale kiedy tłum ruszył do środka, udało się stanąć za jej plecami. Powietrze w klubowej sali było naelektryzowane muzyką, pulsowało. Gdy ucichły instrumenty, dziewczyna odwróciła się, popatrzyła na mnie, obdarowując tym samym cudownym spojrzeniem, które sobie tylekroć wyobrażałem.

— Anna — odpowiedziała, gdy spytałem o imię.



****


Anna.14 grudnia 1982 r.


Płatki śniegu wirują w powietrzu, niczym motyle zwabione zapachem kwiatów. Jest środek nocy, pełnia. Stoję, na przekór zdrowemu rozsądkowi, wtulona w ciemny kąt tarasu, a one lądują na włosach i na zaczerwienionych od mrozu dłoniach. W moim nikłym uśmiechu jest zamyślenie i tęsknota. Samotny, biały płatek siada na opuszce palca, zabijam go nadmiarem ciepła, zostawia po sobie łzę. Whisky pozostawił ich we mnie więcej. Po jego odejściu wieje pustką z każdego kąta naszego domu. Czuję ciepło jego połyskliwego futerka na poduszce i nie mogę zapomnieć tego przymilnego mruczenia w nadziei, że rzucę mu upatrzony, smaczny kąsek.


Czemuż tak wiele wierszy jest o kotach? W każdym poeta zamyka jakąś opowieść, z umiarem, bez słownego wysiłku. Sprawdziłam, koty to wdzięczny temat. Tom mówi, że piszą je piórem, bo tyle zazwyczaj zostaje z zabłąkanych pod koci dach ptaków.**) Z smutnej zadumy wyrwa mnie muzyka, jest jak nieoczekiwany prezent.

Wracam do sypialni, ściągam powoli dżinsy, zwykle nie noszę bielizny. Widzę hipnotyzujące oczy Toma. Nucąc, obdarowuje mnie tym samym lirycznym kawałkiem, który odmienił nasze życie. Przytula mocno. Czuję na skórze jego niecierpliwy oddech. Kochamy się spokojnie, wymyślnie, długo.
Tom zawsze stara się, by mój powrót do łóżka uczynić nowością. Tu i natychmiast potrzebuję jego obecności. Muzyka i miłość to jedno – teraz to wiem. Podnieca mnie, gdy leżę pod jego ciałem, gdy trzyma mnie w silnych ramionach. Nie odmawiam mu niczego. Kładzie mi ręce na brzuchu, głaszcze, całuje. Spodziewamy się dziecka. Ciągle zachwycają mnie jego ponętne usta, mimowolne poczucie humoru i to jak gra. Gdy pierwszy raz ujrzałam go grającego na trąbce w deszczu i utkwiony we mnie wzrok tego pociesznego, burego kociaka, świat zawirował. To było jak przebudzenie. Właściwie, nie byłoby naszej historii, gdyby nie Whisky — koronny świadek narodzin miłości o banalnym początku. Na samo wspomnienie, słyszę śpiew trąbki Toma i już nie muszę się starać, by ustalić gdzie mieszka.


****

       Deszczowy poranek po nocy bez snów. Spokój. Delikatność jesieni. Na koniuszkach żółknących liści zwisają wielkie krople deszczu. Wychodzę, jak co dzień po mleko, to tylko dwie ulice dalej. Jestem już na parterze, ale wydaje mi się, że nie zamknąłem drzwi mieszkania. Wiedziony impulsem, postanawiam wrócić, by sprawdzić, tak dla pewności. W korytarzu echem rozbrzmiewają moje kroki. Dotykam ręką klamki. Drzwi do dawnego pokoju rodziców zapraszają. Czas się zwija, ma inną jakość. Zalewają mnie obrazy, uczucia, myśli, aż brakuje tchu. Te same róże w porcelanowym wazonie, ten sam żyrandol, stylowe meble. Ile w tym wmówienia, a ile rzeczywistości — czy można zapamiętać przeżycia z tak wczesnego dzieciństwa? Nie wiem i nie chcę się na tym zastanawiać. Może coś mi jednak z tych lat zostało? Uwielbiałem chwile, w którym towarzyszyło ciche pomrukiwanie lodówki i szelest myśli moich bliskich. Tworzę w pamięci taksonomię twarzy moich rodziców. Oczami wyobraźni widzę matkę. Skupiona siedzi przy swoim sekretarzyku w perkalowej koszuli do kostek. Czuję zapach jej perfum, słyszę miarowy oddech. Pisze wiersze, bo cóż może robić innego? Ojciec paląc papierosa, nie spuszcza z niej wzroku. Oczy mu lśnią, chyba rozumiem, co ma na myśli. Lekki zawrót głowy, odpływają ściany, ale to nic, przejdzie. Odwracam się, tata się uśmiecha, kładąc duże spokojne dłonie na moich ramionach.
Stoję i nie mogę się ruszyć. To niemożliwe, znowu słyszę muzykę! Ogrzewa jak letni wiatr, pieści zmysły. Może i ja zasługuję na szczęście? Chcę, żeby moje życie było czymś rzeczywistym, przewidywalnym, a nie mrocznym snem na jawie. Kurtyna. Koniec.
Biorę na ręce mojego kota, idę pewnym krokiem przez długi korytarz. Ostatnie drzwi są otwarte na oścież. Wychodzimy na Columbia Road. Moje serce bije inaczej, już nie boję się deszczu, bo gdy spada na ziemię, przynosi skarby z powietrza*.

 

 

 

 

------------------------------------------

*) blog pinger pl.

**) inspiracja fragment utworu "Siatka na motyle"

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 06.10.2018 20:08 · Czytań: 126 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 10
Komentarze
Kazjuno dnia 07.10.2018 10:13
Po prawdzie z kociarstwem mam trochę na bakier, uwielbiam psy i konie. Koty toleruję, zwłaszcza Isię - kocicę mojego syna tenisisty. Ona jest przynajmniej taktowna nie obciera się o mnie bezczelnie jak Rudy jej syn, kawał bezczelnego skurwysyna.
Opowiedzianą przez Ciebie opowieść o miłości (jak zwykle bardzo po kobiecemu) uważam za mini arcydzieło.
Pięknie przedstawiłaś trębacza Toma i jego miłość Annę. Syntetyczne, acz bogate portrety psychologiczne. Język poetycki lecz nie pretensjonalny, bardzo obrazowy.
A kot Whisky - niech sobie pomrukuje, na pewno nie zostanę jego wielbicielem.

Gratuluję Jolu, znakomita miniatura. Pozdrawiam, Kaz
JOLA S. dnia 07.10.2018 10:28
Witaj, Kazjuno,

ostatnio wychłódł mój entuzjazm do kotów. Od kiedy pewien kot psotnik, pupil mojego przyjaciela zrobił mi "porządek" w torebce. To mało powiedziane. Wykazał się wielkim talentem w niszczeniu dokumentów. Cóż i tak bywa.

Wielkie dzięki za okazane uznanie, to wielka radość widzieć Cię pod moim tekstem.

Serdeczności. :) :)
Milena1 dnia 07.10.2018 11:53 Ocena: Świetne!
Pięknie się czyta. Wciągnął mnie twój świat. Rzeczywiście, niesamowita proza poetycka, pełna czaru i barw. :)
JOLA S. dnia 07.10.2018 12:06
Milenko, ten tekst powstawał długo.

Ze starego pozostały pojedyncze zdania, opuszczałam całe partie z poczuciem wstydu i bezradności. W końcu wyszła przydługa miniatura. Podoba się. :) Dowodzi, nie był to zmarnowany czas i trud.

Wielkie dzięki za ciepłe słowa.

Pozdrawiam serdecznie. :)
Lilah dnia 07.10.2018 15:57
Z ciekawością, Jolu. :)
JOLA S. dnia 07.10.2018 18:44
Miło, że zajrzałaś. Dziękuję.................. :) :) :)
Asocjacja dnia 09.10.2018 11:56 Ocena: Świetne!
:)
Gdzie okiem sięgnąć
miłość jest wokół nas
wystarczy wyjść z domu
wystarczy złożyć Ci wizytę, Jolu
Serdeczności :) :)
A.
JOLA S. dnia 09.10.2018 16:04
Asocjacjo,

nagle nabieramy silnego przekonania, że nie możemy pisać o niczym innym, niż tylko o miłości. :) Bo, coś się nam wymyka, odchodzi i życie wydaje się złe.
Nie wiem ile jest w tym złudzenia, nie potrafię powiedzieć. Ale niech gra toczy się dalej.

Wielkie dzięki. :)

Pozdrawiam gorąco.
kamyczek dnia 09.10.2018 16:56
Jolu, nie czytałam wcześniejszej wersji, więc nie mam porównania, mogę jedynie powiedzieć, że aktualna wersja jest ciekawa, bardzo fajnie się czyta. Podoba mi się.
Pozdrawiam.
JOLA S. dnia 09.10.2018 17:26
Witaj, Droga Łucjo,

zrobiłaś mi przemiłą niespodziankę swoją wizytą. :)

Wydaje mi się, że więcej powiedziałam w tej wersji, niż powinnam. Nie ukrywam, że często czerpię inspirację z poezji, z Twojej też.
Chodzi mi po głowie, nie dając spokoju, pojawia się nie wiadomo skąd, chwilami miesza rozum. Odpowiedzią jest mój szczebiot lub ten okropny, znany na PP, bełkot.

Serdeczności i jeszcze raz dziękuję. :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
22/10/2018 09:49
Nie powiem, Ołowiany Żołnierzyku, abyś uszczęśliwił mnie… »
Zola111
21/10/2018 23:55
Zważywszy tytuł, i nagromadzenie myśli z przeróżnych źródeł,… »
Olowiany Zolnierzyk
21/10/2018 22:35
Przeczytałem. Dla mnie to nie jest opowiadanie, ale dziwny… »
Zola111
21/10/2018 22:17
Vanillivi, ech, z moimi recenzjami jest tak, że… »
Olowiany Zolnierzyk
21/10/2018 21:44
J też dziękuję: za komentarz i propozycję. »
allaska
21/10/2018 21:31
hehe, rozbawił mnie wiersz, Autor nikogo nie oszczędza z… »
Vanillivi
21/10/2018 18:55
Ciekawa, wnikliwa recenzja. Podoba mi się w niej to, że nie… »
Slavek
21/10/2018 15:04
Św. Jana Pawła II Za to Twoja recenzja zachęca do… »
JOLA S.
21/10/2018 09:07
OWSIANKO, miłe słowa, wielkie dzięki. Tekst zaciekawił,… »
allaska
21/10/2018 08:58
Rzeczywiście chyba pogranicze:) wiersza za mało, takie… »
allaska
21/10/2018 08:54
w diagnozie - w psychozie - taki rym się wkradł, może lepiej… »
allaska
21/10/2018 08:49
- kwintesencja całego wiersza mimo marazmu w pierwszej… »
Zingara
21/10/2018 03:34
Kochanie jak zawsze podziwiam Twoją twórczość. Wiersz jest… »
Florian Konrad
20/10/2018 23:27
dziękuję serdecznie »
Noescritura
20/10/2018 18:24
Moje klimaty, czyli natura i piękna poezja, wspaniałe… »
ShoutBox
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 23:41
  • A teraz, kiedy już opadły emocje wyborcze, do piór, Drodzy, do piór! [link]
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 23:39
  • Allasko, a tę panią uwielbiam. :)
  • mike17
  • 21/10/2018 18:59
  • Mamy dwóch liderów wybiegających ponad peleton, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Za nim są dobiegający, którzy mogą w każdej chwili wskoczyć na ich pozycje, zatem dopóki piłka w grze...
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 15:58
  • Fatalna maniera w głosie, nie podoba mi się, Slavek.
  • Esy Floresy
  • 20/10/2018 13:12
  • Pogoda nam się zrobiła ponura, więc nieco pozytywnie zakręconą nutkę Wam posyłam. Energetycznej soboty! [link]
  • mike17
  • 20/10/2018 11:39
  • W środę kończy się głosowanie w MUZO WENACH 6, więc macie jeszcze trochę czasu, by oddać swoje cenne głosy : [link]
  • allaska
  • 19/10/2018 19:58
  • Dobry wieczór. Mam wielką prośbę do Redakcji poezji. Czy można prosić o dodanie przed tytułem mego tekstu słowa luźne, luźne refleksje. Będę niezmiernie wdzięczna. Pozdrawiam :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas