Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /Polana Motyli/ - JOLA S.
Proza » Bajka » Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /Polana Motyli/
A A A

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /Polana Motyli/

 

Pogoda w Krainie Niekończącej się Bajki specjalnie nie zachęcała do wędrówki. Lasy i wzgórza okalające Polanę Motyli jakby drzemały zmęczone, ciężkie powietrze przepełniał zapach rozgrzanej słońcem trawy. Upał był rzeczywiście nieznośny.

Miś zmęczony podróżą leżał na mchu, spoglądając w bezchmurne niebo. Słońce błyszczało jak wielka tarcza, męcząc oczy. Pinoki nie mógł usiedzieć na miejscu.

— Nudno tu jakoś i rzewnie, mam lepsze rzeczy do roboty niż tkwić tu w bezsensie — powiedział sam do siebie.

Miś  spojrzał na niego krzywo, ale nic nie powiedział. Po chwili namysłu Pajacyk już wspinał się piaszczystą dróżką prowadzącą ku widniejącym w oddali wzniesieniom. Kiedy dotarł  do  płaskiego jak stół wzgórza i zerknął w stronę stojącego tam Szybowca.

Ciekawe jak się miewa nasz skrzydlaty przyjaciel?

Pajaca ogromnie korciło, by podejść i sprawdzić.

— Wszystko dobrze? — zagadnął, przechodząc tak blisko, że prawie mógł dotknąć białego kadłuba.

— Ech, nie pytaj Pinokio. Polana Motyli widziana z góry jest przepiękna, ale tutejsze gorąco mnie niezwykle męczy. Najchętniej wsadziłbym nos wraz reflektorami w lodówkę — odpowiedział Szybowiec ledwo słyszalnym szeptem.

Pinokio nie był zaskoczony słowami przyjaciela, jemu też upał dawał się we znaki.

 — Jakoś mnie to nie dziwi, Szybowcu — stwierdził. — Chyba nie ma na świecie idealnych miejsc. Czasem narzekamy na drobne rzeczy, pomimo, że tak na naprawdę jesteśmy szczęściarzami. Zapewne jesteś wyczerpany lotem, do jutra odpoczniesz i spojrzysz na wszystko inaczej  — dodał łagodnym głosem i bardziej milczący niż zwykle poszedł dalej tą samą ścieżką.

Dróżka wznosiła, potem znów opadała, aż dobrnął tam, gdzie las się przerzedzał i na horyzoncie było widać masyw Gór Wysokich. Zapewne Pajacyk też potrzebował chwili samotności, a może chciał odreagować niedawną sprzeczkę z Pluszakiem, bo szedł z prawie cały czas z opuszczoną głową. Z daleka było widać, że jest zamyślony i smutny.

— Wyskakuję ze skóry, ale trudno Misiowi dogodzić, spiera się o byle głupstwo, drażni i warczy jak stara piła — cicho szepnął, zwalniając przed kolejnym wzniesieniem.

W lesie panowała kompletna cisza. Upał nie ustawał. Ptaki i owady pochwały się w krzakach i w zaroślach. Chyba też są wykończone gorącem, pomyślał strapiony.

Tymczasem Miś nie bardzo wiedział, co robić i po krótkim zastanowieniu wyruszył śladami przyjaciela.

Aż mnie skręca, tak bym chciał wiedzieć, co on kombinuje...

Uparty Pluszak wyciągał pluszowe nogi jak umiał. Zbliżał się coraz bardziej do Pinokia, mrucząc bez ustanku.

Pajacyk najwyraźniej czuł za plecami obecność Misia.

Ciekawe, co mu teraz nie pasuje, przemknęło przez głowę zaniepokojonego Pinokia, ale nie odwrócił się, tylko nadstawił uszu i  przyspieszył kroku, udając, że nic nie rozumie z zachowania przyjaciela.

—  Głodnego misia nic nie cieszy... wszystko wokół wydaje mu się takie bezbarwne, smutne... i któż, by zwracał uwagę na jego cierpienie...

Słowa pluszowego przyjaciela mocno zdziwiły Pajacyka, ale nic nie dał po sobie poznać. Gdy dróżka skręciła, skrył się za kępą krzaków dzikiej róży, znikając Misiowi z pola widzenia. Pluszak został sam.

— Nie wiem, czy iść dalej, czy zawrócić. Może wcale tak dobrze nie znam Pinokia?wzdychał  zrezygnowany. Czuł się opuszczony i niezrozumiany.

Kilka minut później zatrzymał się, przysiadając na dywaniku  trawy i zabrał się do przeglądania zawartości plecaka. Najpierw wyjął mapę, materac, kołderkę w muchomorki i duże plastikowe pudełko ze wszystkimi niepotrzebnymi rzeczami. Na jego dnie widniało szkło powiększające, dwa kłębuszki sznurka konopnego, połamany korkociąg i zadrzewiały kluczyk do skrzynki na listy. Zajrzał do następnego tekturowego pudełka kupionego w IKEA, było puste. W dwóch mniejszych było znów to samo.

— Ani okruszka... cały dzień popsuty — rzekł, patrząc na plecak ze smutną miną.

Polana Motyli, z każdą chwilą piękniała , ale dziwnie była obojętna na misiowe narzekania. Owady po staremu ucztowały wśród kwiatów i wysokich traw.

Miś nie wiedział dokąd iść, zupełnie stracił orientację w terenie. Niepocieszony rozłożył mapę na płaskim polnym kamieniu. Oparł głowę o kolano, wpatrując się w nią drewnianym wzrokiem.

Nie wygląda to dobrze. Te krzyżyki i kółka zamiast informować tylko irytują. mącąc mi w głowie. Chyba Pinokio miał rację. I kogo się tu poradzić, skoro dookoła tylko sama trawa i kwiaty?, pomyślał, oblewając się rumieńcem.

Wydawało się, że dla Misia nie ma ratunku. Pajacyk nie wracał. Ptaszek też gdzieś przepadł.

— Może coś wrzucę na ząb po drodze, Polana Motyli robi wrażenie wielkiego magazynu nowości. Bez sensu jest tu tkwić i czekać w nieskończoność na Pajaca. Muszę się zbierać, nie ma innego sposobu na opuszczenie tej rozgrzanej patelni  — wymamrotał, pospiesznie pakując wielki plecak.

Niewiele później znowu wlókł się dróżką pod górę, nie potrafiąc wydobyć z siebie ani słowa. Z każdym krokiem zieleń rosnąca na jej poboczach stawała się coraz wyższa, gęstniała w oczach. Długie cienie rzucane przez drzewa wskazywały, że dawno minęło południe. Pluszaka nie opuszczało przekonanie, że pod parasolami z gałęzi kwitnących akacji jest odrobinę chłodniej. Może i tak było, ale nikt oprócz niego tego nie sprawdzał. Wszechobecnej ciszy akompaniował tylko szum w pluszowej głowie. Nie wiadomo, ile czasu tak wędrował, odpychając od siebie kolejne gałązki. Kilometr, może mniej lub więcej. Bagaż na plecach ciążył niemiłosiernie, pluszowe nogi odmawiały posłuszeństwa. Z powodu zmęczenia stał się nieostrożny i potknął się o wystający z ziemi kamień.

No i gdzie ten Pajac się zawieruszył? Tam? — zatoczył łapką szeroki łuk. — Tam, niestety oznaczało wszędzie.

Z trudem udało mu się podnieść. Trawy szumiały, wiatr delikatnie kołysał. Miś ziewnął raz i drugi.

— Może prześpię się kwadransik. Po tylu godzinach wytężonego marszu zasługuję na odpoczynek. We śnie mózg się kurczy i przynajmniej nie czuje się głodu. Nie tak miała wyglądać Wielka Przygoda, rozkojarzony Pajac jak zwykle nie dopracował szczegółów, albo czegoś nie zrozumiałem. Trudno, wpadłem po uszy w tarapaty, ale widocznie tak musi być  — wykrztusił ostatkiem sił, zwijając się w kłębuszek w napotkanej dziupli starego dębu.

Nawet nie zauważył, kiedy zapadł w sen. Za poduszeczkę posłużyła Misiowi kępa miękkiej, szmaragdowej trawy.

 

****

Tymczasem Pinokio po rozstaniu z Misiem pobiegł szukać Królowej Motyli. 

Nie mówiłem mu, bo i po co. Chcę się przywitać i poprosić Królową o wskazanie drogi do stawu w Dolinie Duchów. Długo mnie tu nie było i wiele mogło się zmienić? To, dopiero, byłby obciach, gdybyśmy pobłądzili. Miś, by mi tego nie darował , tłumaczył sam sobie, skacząc przez wysokie trawy.

Bezlitosny skwar lał się z nieba, blask słońca oślepiał. Pajacyka rozbolała głowa, dokuczała okropna suchość w gardle, bawełnianą koszulkę można było wykręcać. Wielka mucha krążyła uparcie wokół jego twarzy, zwabiona potem płynącym z czoła Pajacyka.

— Motyle wędrują na znaczne odległości, do kilkunastu tysięcy kilometrów, ale cóż to dla mnie — dodawał sobie otuchy i coraz śmielej zapuszczał się w Polanę Motyli, aż dotarł do szpaleru gęstych krzaków.

Od odurzającego zapachu młodych liści zakręciło go w nosie. Pinokio przystanął w ich cieniu, rozglądając się. 

Chyba dobrze trafiłem. Większość motylich gąsienic jest roślinożerna i niezwykle żarłoczna. Gardzi cukrowym sokiem, natomiast każdego dnia pochłania prawie miskę liści i łodyg i igieł, oczywiście nie robiąc drzewom szczególnej szkody, pomyślał zadowolony i zaczął się starannie rozglądać.

Kucając, zajrzał pod koronę pierwszego z brzegu kwitnącego na biało krzaka, potem pod drugi i trzeci, ale gąsienic nie było. Wokoło słychać było tylko bzykanie ciągle tej samej natrętnej muchy.

— Stąd już nie daleko do lasu. W nim dzieją się zdumiewające rzeczy. Królowa Motyli jest dobrą matką, więc musi  gdzieś tam być. Motyle gąsienice zapewne już wylęgły się z jajeczek. Ich kokony mogą mieć różne kształty i ubarwienie. Przemiana z poczwarki w motyla jest cudem natury, przynajmniej nacieszę oczy — mówił sam do siebie, idąc coraz dalej i dalej.

Wreszcie stanął u stóp niewielkiego wzgórza, porośniętego młodymi drzewkami o kulistych koronach.

Każde z tu rosnących drzewek może robić co mu się żywnie podoba. Nic im nie ogranicza swobodnego widoku, tylko im pozazdrościć, westchnął.

Pogrążony w myślach, nagle poczuł że tuż pod stopami coś się rusza, zaszeleściły liście. Lekko zaniepokojony zerknął w dół.  Czarny przybysz przez chwilę badał powietrze czułkami, potem przystanął, widocznie świadomy obecności Pajacyka. Błękitne niebo odbijało się w jego pancerzu srebrzystą plamą. Pajacykowi wydawało się przez moment, że z ziemi patrzy na niego osobliwe oko, samowolne i bezinteresowne. Nie jestem pewien, co to za owad? Do złudzenia przypomina znajomego chrabąszcza... i delikatnie trącił owada czubkiem drewnianego buta i od razu wszystko stało się jasne.

— O, Żuk Kłopotek. Witaj, całe wieki cię nie widziałem

— Cześć, Pinokio! Szukam cię od godziny. Motyle doniosły mi, że się zgubiłeś. Postanowiłem ci pomóc, musimy udać się na północ. Podążaj za mną, tylko ostrożnie stawiaj nogi, abyś mnie nie zdeptał — przestrzegł.

— Kłopotku, bardzo ci dziękuję, ale czemu to robisz?

— Och, Pajacu, jesteś częścią Krainy Niekończącej się Bajki i pytasz. Dbaj, aby nic ci nie zaciemniało umysłu.

— Tak, tak, przyrzekam, ale ...

— Jeszcze pogadamy, ale teraz  nie mamy czasu do stracenia. Rozumiem, że wędrówka dała ci w kość, a to dopiero jej początek. W Dolinie Duchów udaje się podjechać autostopem, ale tu na Polanie Motyli możesz liczyć tylko na własne nogi, oraz na pomysłowość i pomoc przyjaciół.

Wszystko wskazywało, że Kłopotek skończył mówić, gdyż jego głos cichł coraz bardziej. Ruszyli powoli w stronę lasu. Pinokio trzymał się w odległości paru kroków za Kłopotkiem. Las zaczynał się, jako iglasty, ale im dalej, tym więcej było drzew liściastych. Nie rosły gęsto, ale ich korony wybujały ponad wszelką miarę, skutecznie chroniąc przed palącym słońcem 

— No i jesteśmy na miejscu. Pinokio, żegnaj... — pisnął Żuk Kłopotek, szybko oddalając się. 

— A gdzie znajdę Królową Motyli?! — wykrzyknął za nim Pajacyk, ale czarnego przyjaciela już nie było. Zniknął w gąszczu dorodnych paproci zadowolony z dobrze spełnionego obowiązku.

— Pinokio, wiem, gdzie jest Królowa Motyli. Lećmy, nie ma co zwlekać.  

 Wysoko na gałęzi drzewa wesoło huśtał się Ptaszek. 

— Wiesz, Ptaszku, może Królowa jest akurat nieobecna? Chyba lepiej zająć się robieniem tego, o czym się marzy — szepnął Pinokio, nie dowierzając przyjacielowi.

— Słowo! Zaprowadził mnie do Królowej szum motylich skrzydełek. Zajęty kłótnią z Pluszakiem nie zwracałeś na nic uwagi.

— A co z Misiem, martwię się o niego?

— Spoko, śpi jak suseł. Nie budziłem go, bo i po co.

— Oby tylko nie przespał Wielkiej Przygody — mówiąc to, Pinokio puścił oko do Ptaszka.

Pajacyk biegł za skrzydlatym przyjacielem z podniesioną głową, uważnie obserwując jego lot. Las był cichy, aż w  końcu ucichł zupełnie. Pajacyk doszedł niespodziewanie do otwartej polany. Głowę bym dał, że na tej cudownej wyspie w środku lasu znajdę Królową Motyli, pomyślał zachwycony. Ptaszek zniżył lot, wyraźnie tracąc szybkość.

— Popatrz, Pinokio pośród kwiatów stoisz, motyle osiadają na twojej twarzy, na dłoniach i na głowie. W kolorach toniesz, w trzepocie ich skrzydeł, przyjrzyj się dokładnie! —  ćwierkał jak szalony.

Królowa Motyli pojawiła się niespodziewanie. Lecąc, długimi czułkami trącała gałązki samotnie rosnącej wierzby. Odpowiadały jej radosnym szumem. W długim srebrzystym płaszczu wyglądała dostojnie jak prawdziwa podniebna władczyni. Pajacyk nie mógł oderwać od niej wzroku, ale trudno było nie zauważyć, że jest zdenerwowana, gdyż okropnie trzepotała srebrnymi skrzydełkami.

— Ach, Pinokio, nie wyobrażasz sobie, co dziś wydarzyło się w lesie! — przemówiła przejęta, z odcieniem irytacji w głosie.

— Co takiego, Królowo??? — wyjąkał Pajacyk.

— Posłuchaj, jakiś obcy stworek chciał zjeść moje gąsienice, chyba wziął je za jagody!

Pinokio zrobił wielkie oczy. Zgromadzone wokół motyle zrobiły nie mniejsze.

— O rany, Królowo! Chyba sobie żartujesz, przecież Miś śpi?

— Uwierz, Pinokio! Był nienasycony, miał pazurki, rude futerko i zjadał wszystko, co mu w łapki wpadało. To zuchwalstwo, nie mogę tego nazwać w inny sposób.

Głos Królowej zabrzmiał surowo. Wszyscy zamilkli.

— To katastrofa! Mamy przechlapane — szepnął Pajacyk, opuszczając głowę.

— Moje spotkanie z Pluszakiem było mgnieniem oka, ale mogę zaświadczyć, że tak było — wtrącił Paź Królowej, oburzony, nie mniej niż Królowa.

Nagle z boku rozległ się szelest liści i chrzęst piasku, jakby pod czyimś stopami. Stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy. Na leśną ścieżkę wytoczył się Miś, ciągnąc z sobą plecak. Był opatulony, jakby miał zdobywać jakiś alpejski szczyt

— Cześć Pinokio, nareszcie jesteś! Czy widziałeś po drodze mgłę? Była gęsta i biała jak śmietana, sprawiła, że prawie zabłądziłem. Przepraszam, że tak późno się pojawiam, słałem myśli, a ty nic.

Pajacyk na widok Misia stulił chude ramiona, wstrzymując oddech. Królowa zrobiła kwaśną minę.

— Hej, Misiu, za mgłę wziąłeś chmurę motyli, a gąsienice to na pewno to nie były jagody.

Miś osłupiał, słysząc słowa Pajacyka.

— Przysięgam, tylko jedną, niebieską i zaraz ją wyplułem.

Odpowiedział mu ogólny śmiech. Miś zmarszczył nos.

— Była koszmarnie twarda, dziwnie chrzęściła w zębach i było w niej mało soku — dodał, trzymając się obiema łapkami za brzuszek.

— No i co teraz będzie? — spytał Ptaszek, zakrywając skrzydełkiem oczy.

— Królowa Motyli musi wymyślić jakieś lekarstwo na ból brzucha, to przesądzone — odezwał się Miś, nerwowo przestępując z nogi na nogę. Był wyraźnie skrępowany.

 Pinokio milczał, jakby na zawsze stracił głos,  wsunął dłonie do kieszeni i z bezsilnej złości kopnął leżący na ziemi kamyk.

— Obdarta ze skórki, pokiereszowana gąsienica trafiła do motylego szpitala i nie wiadomo czy jej rany się zagoją — wtrącił lodowatym tonem Paź Królowej.

— Ach, tak, więc macie tu szpital. To dobra wiadomość, przybyłem we właściwe miejsce. Pinokio, szybko, idziemy, bo inaczej puszczę pawia! — zarządził Pluszak, wlepiając błagalne oczy w drewnianego przyjaciela.

Pajacyk spojrzał na Misia z zakłopotaniem. Królowa zachichotała, choć kąciki jej ust nie uniosły się w górę.

Ten Pluszak jest niepokonany. Totalnie się wykręca i zachowuje się tak, jakby niewiele rozumiał, przemknęło przez głowę spanikowanego Pinokia.

— Trzeba mu spokojnie wytłumaczyć, bo jeszcze pożre następne gąsienice — poważnie powiedziała Królowa, spoglądając znacząco na Misia.

 Pluszak uśmiechnął się przepraszająco.

 — Królowo Motyli, wolę miodek, a jagód więcej nie ruszę, choćbym miał umrzeć tu z głodu. To był impuls i potem wszystko jakoś samo się potoczyło...

 — Chyba faktycznie, zaszkodziła ci motyla poczwarka, bo gadasz od rzeczy. Paziu, prowadź do uli, bo dłużej nie zniosę tej misiowej paplaniny, od niej robi się wszystkim niedobrze — wydukał zrozpaczony Pajacyk, lustrując wzrokiem Misia od stóp do głowy.

— Pajacu, czyżbyś chciał się mnie pozbyć i to już na wstępie do Wielkiej Przygody i nawet nie wspomniałeś, że w Dolinie Motyli żyją pszczoły.

— Misiu, tam gdzie są kwiaty nie brakuje pszczół, chociaż, o tym powinieneś wiedzieć. 

Miś zamyślił się na moment.

— Pinokio, przepraszam, że na minutkę odleciałem, ale po namyśle radzę, weź na wstrzymanie. Nektar kwiatowy, nektarem, ale mnie interesuje tylko miód, to znaczy produkt końcowy, jakże ważnego i  skomplikowanego procesu. Miodek jest dobry na wszystko, może i twoje serce wzmocni, i jeszcze dodam, gdyby pszczół zabrakło, byłby koniec świata. Twoja wiedza o miodku i pszczołach jest tak samo uboga jak o drzewach — wyrzucił jednym tchem.

Pajacyk skrzywił się, tłumiąc śmiech.

— Pinokio, znowu masz mnie za głupka! Nie wytrzymam i skopię ci ten drewniany tyłek — burknął zagniewany Miś.

— Chyba trafiłam do strefy szaleństwa. Czy oni zawsze się tak kłócą? Szkoda lata na swary i jak tak dalej pójdzie, to od samego słuchania wyrosną mi anielskie skrzydła — zauważyła zniecierpliwiona Królowa Motyli, poprawiając na głowie srebrną koronę.

— Tak, tak, droga Królowo, masz jak zwykle rację. Kłótnie zostawiają tylko łzy. Dajmy im czas na ochłonięcie i wszystko się ułoży — powiedział Paź, potrząsając główkę.

— Słucham? — O czym on mówi? — prychnął Miś.

Czy to dzieje się naprawdę? Trzeba ratować sytuację, bo z Wielkiej Przygody będą wielkie nici. To nie może tak dłużej trwać, pomyślał zatrwożony Pajacyk.

— Hm, Misiu, bez ciebie smucić będzie każdy wiersz, nigdy już nie ułożę pasjansa, schowam się gdzieś na serca dnie ...

Miś słysząc słowa przyjaciela, otworzył ze zdziwienia usta.

— Pinokio, nie chcę być niegrzeczny, ale brzmisz trochę jak stara płyta z piosenkami Pana Jerzego Połomskiego. Czyżbyś zapraszał mnie do walca?

— Sądzę, że od tańca lepsza byłaby miseczka miodku?

Rozanielona mina Misia rozwiewała wszelkie wątpliwości.

—  Pinokio, to, co mówisz mnie przekonuje, ale nie robię żadnych planów — wykrztusił, patrząc na Pajacyka z ostrzegawczym błyskiem w oku.

—  Poszukam miodu, słowo. Wygląda na to, że ule i pszczoły są już niedaleko.

Miś pokiwał głową, zamykając oczy. Strzela w ciemno, ale zabrzmiało to prawie wiarygodnie, przemknęło przez pluszową głowę.

— Ależ nie rób sobie kłopotu, Pajacu.

— To żaden kłopot, ale tym razem na pewno nie spuszczę cię z oka — wyjaśnił Pinokio i otoczył pluszowego przyjaciela ramieniem. W jego głosie słychać było prawdziwe oddanie.

— Hm, wiem, w porządku, a właściwie świetnie, już jestem podekscytowany — odpowiedział Pluszak, marszcząc się w słodkim uśmiechu.

W tej samej chwili Królowa Motyli, jej piękny Paź i radośnie ćwierkający Ptaszek wzbili się w niebo, wskazując roześmianym przyjaciołom drogę do Królestwa Pszczół. Wydawało się, że stamtąd do Doliny Duchów jest już blisko.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 12.10.2018 07:10 · Czytań: 203 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
Asocjacja dnia 12.10.2018 10:51 Ocena: Świetne!
Witaj, Jolu!
Bajkowa, pełna życia Kraina. "Przygadywanki" bohaterów pocieszne, żartobliwe :)
W natchnieniu... poeta - (tylko głowa nie ta).
przemawiają mu do słuchu
miś motyle chciał mieć w brzuchu
a popełnił straszną zbrodnię
zjadł poczwarkę, zrobi w spodnie.
Pozdrawiam :)
Asocjacja
JOLA S. dnia 12.10.2018 11:31
Droga Asocjacjo,

snucie tej opowieści to istne szaleństwo. Goni mnie czas i już wiem, że nie skończę przed urodzinami Zosi. 8 listopada już na nosie. Może czymś się wykupię ;, ale to będzie ciężka sprawa. :|

Wielkie dzięki za czytanie. Dodajesz mi sił i otuchy.

Pozdrawiam serdecznie :) :)
Kazjuno dnia 13.10.2018 09:25
Opowieść o zatroskanym brakiem śniadanka Pluszaku i jego niecny czyn oraz wynikające z tego życiowe komplikacje, powinny przemówić do wyobraźni Zosi.
Pochwalam wilkoduszny pomysł na stworzenie dziecku takiego prezentu, będzie nim można obdzielić też inne dzieci. Akcja żywa, dramat jak się patrzy
Wyraziście malujesz słowami kwiecistą łąkę wielobarwne motyle, szmaragdową poduszeczkę z trawy.
Podobało mi się, serdecznie pozdrawiam, Kaz
JOLA S. dnia 13.10.2018 10:08
Kochany Kazjuno,
pisanie dla wymagającego młodego czytelnika nie jest proste. Śledzi z uwagą każdy ruch, łyka informacje niczym pelikan, rzetelnie analizując dosłownie wszystko.

Dla dzieci należy pisać dobrze, a nawet lepiej. Nie wykpisz się, byle czym. Ośmioletnia młodzież zauważy każdy drobiazg, jak coś zgrzyta lub jest nie tak, to masz przechlapane. Nadążyć z nimi, to też sztuka. Opowieści mogą wzruszać, ale wszelkie przegięcia i zbytnie lukrowania są niedopuszczalne.
Cierpnie mi skóra na karku. Czy przyjęłam właściwy punkt widzenia, to się dopiero okaże. Mam w Zosi sprzymierzeńca, ale każdą miłość trzeba pielęgnować, podlewać... Walka to ciężka, ale po swojemu wspaniała.

Wielkie dzięki za ciepłe słowa, wiele znaczą.


Serdeczności. :)

Jola
Melp dnia 14.10.2018 19:58
Zajrzałam z ciekawości:) Podobają mi się wzajemne relacje i interakcje bohaterów, widać że są dobrymi kompanami w drodze do Wielkiej Przygody:) Lubię też bardzo językowy opis tego barwnego świata, w którym się znajdują. Kraina Niekończącej się Bajki wydaje się miejscem szczęśliwym i bezpiecznym, gdzie nawet wpadnięcie w opały okazuje się nie być straszne. Taki też jest przywilej każdej bajki:) Bardzo by mnie jednak zaciekawiło wyzwanie przed bohaterami, z którym przyjdzie im się zmierzyć na dłużej podczas Wielkiej Przygody:) Piękny pomysł z bajką-prezentem! pozdrawiam serdecznie, Melp
JOLA S. dnia 14.10.2018 21:34
Melp,

bardzo się cieszę z Twojej wizyty w Kraina Niekończącej się Bajki. :)

Dzięki za miłe słowa :)

Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
Darcon
10/12/2018 18:36
Witaj, Marcinie. Tak, dolna półka jest "moją… »
MarcinD
10/12/2018 18:34
Małe kawałki wynikają z tego, że dzięki takiej długości,… »
StalowyKruk
10/12/2018 16:06
Szybko. Niestety znów krótko i znów dolna półka. No cóż, ja… »
Darcon
10/12/2018 14:57
Bez przesady, aż tak strasznie nie było, MP642. ;) Tekst… »
czarnanna
10/12/2018 14:38
Silvus dzięki, przecinki to jak wiesz - moja zmora :) Dzięki… »
Silvus
10/12/2018 14:13
Brak przecinka przed "by". Zacząłbym z… »
Marek Adam Grabowski
10/12/2018 14:02
Nawet zabawne ;) . To gra sów o odkupieniu win-… »
Silvus
10/12/2018 14:01
Brak przecinka przed "czyli". Czy ja wiem, czy… »
Darcon
10/12/2018 13:23
Ależ metafor tu zmieściłeś, Florianie. :) Nie wiem, czy jest… »
Zola111
09/12/2018 23:32
Niczyjko, na takie rozjechanie partii dialogowych jest… »
Jacek Londyn
09/12/2018 17:50
Poeci to mają klawe życie, nie muszą myśleć o… »
22227
09/12/2018 16:55
Dzięki za komentarz, fajnie, że się podobało. »
mike17
09/12/2018 16:11
Arkady, wielkie bravo za wrażliwość poetycką, którą bardzo… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:15
  • allaska - każdy pisze jak chce i ile chce i nic Ci do tego.
  • StalowyKruk
  • 09/12/2018 14:28
  • Nawet tutaj disco polo? Spadam stąd.
  • mike17
  • 09/12/2018 14:22
  • Zespół Bolter to akurat nie jest disco polo. A utwór zapodałem dlatego, że mam z nim wiele pięknych wspomnień. W tej edycji MUZO WEN jakoś Cię nie widziałem - strach przed konfrontacją z innymi?
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas