Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /Polana Motyli/ - JOLA S.
Proza » Bajka » Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /Polana Motyli/
A A A

Kraina Niekończącej się Bajki - cz.II /Polana Motyli/

 

Pogoda nadal dopisywała. Widniejące w oddali lasy i wzgórza okalające Polanę Motyli drzemały spowite delikatną mgłą. Powietrze przepełniał zapach rozgrzanej słońcem trawy. Widać było, że Pinokio nie  jest z tego powodu szczęśliwy.

— Nudno tu jakoś i rzewnie — stwierdził i podnosząc z ziemi suchą gałąź, ruszył wolno, trawiastą ścieżką pod górę. Miś trochę się zdziwił, ale nic nie powiedział. Kiedy Pajacyk dotarł  do najbliższego, porośniętego mchem wzniesienia, zerknął w stronę stojącego samotnie Szybowca.

Ciekawe jak się miewa nasz skrzydlaty przyjaciel? — Korciło go, by sprawdzić.

— Wszystko dobrze, Szybowcu? — zagadnął, przechodząc tak blisko, że prawie mógł dotknąć jego białego kadłuba.

— Ech, nie pytaj Pinokio. Kraina Niekończącej się Bajki widziana z góry jest naprawdę piękna, ale marzę o powrocie do domu. Tu jest za gorąco, źle mi z tym — odpowiedział Szybowiec ledwo słyszalnym szeptem.

Pinokio bynajmniej nie był zdziwiony słowami przyjaciela, jemu też upał dawał się we znaki.

 — Doskonale cię rozumiem, Szybowcu, chyba nie ma idealnych miejsc. Czasem narzekamy na drobne rzeczy, pomimo, że tak na naprawdę jesteśmy szczęściarzami. Zapewne jesteś wyczerpany podróżą, do jutra odpoczniesz i spojrzysz na wszystko innymi oczami  — powiedział łagodnym tonem i poszedł dalej.

Zapewne Pajacyk też potrzebował chwili samotności lub chciał odreagować niedawną sprzeczkę z Pluszakiem. Zamyślony kroczył powoli wąską dróżką, cichutko szemrząc pod nosem:

— Wszelkie moje starania spełzły na niczym... trudno Misiowi dogodzić, spiera się o byle głupstwo...

Miś nie bardzo wiedział co robić i po namyśle ruszył śladami Pajacyka, uginając się pod ciężarem plecaka. 

Wzdychał, sapał, ale nie dawał za wygraną.

Aż mnie skręca, tak bym chciał wiedzieć, co on kombinuje...

Pajacyk słysząc za plecami mruczenie Misia, zmarszczył czoło.

Mam po dziurki w nosie tej pluszowej marudy.

I przyspieszył kroku, udając, że nic nie rozumie. Jednak uparty Pluszak zbliżał się coraz bardziej, mrucząc coś bez ustanku.

Ciekawe, co mu teraz nie pasuje, przemknęło przez głowę Pajacyka, ale nie odwrócił się, tylko nadstawił uszu.

—  Głodnego misia nic nie cieszy... wszystko wokoło wydaje mi się takie bezbarwne, smutne... któż zwraca uwagę na moje cierpienie...

Słowa małego przyjaciela zmartwiły Pajacyka, ale nic nie dał po sobie poznać. Gdy ścieżka znowu skręciła skrył się za kępą krzaków dzikiej róży, znikając Misiowi z pola widzenia. Pluszak został sam. Czuł się opuszczony i niezrozumiany. Czarne oczka straciły promienny blask. Nie wiedział czy iść dalej, czy zawrócić. W końcu zrezygnowany przysiadł na dywaniku z  ostrej trawy i zabrał się do przeglądania zawartości plecaka. Tekturowe pudełko kupione w IKEA, było puste. Zajrzał w dwa następne i znów to samo.

— Ani okruszka, ani nic innego... cały dzień popsuty — utyskiwał, pociągając noskiem.

Polana Motyli piękniała obojętna na jego narzekania,  ptaki i owady ucztowały po staremu wśród kwiatów i wysokich traw.

Miś rozłożył mapę na pierwszym, spotkanym kamieniu i zaczął wpatrywać się drewnianym wzrokiem w widniejące na niej wzorki, krzyżyki i liczne, nieregularne kółka.

— Co za koszmar, prawdziwa dezinformacja. Ta mapa tylko mnie irytuje i mąci w głowie, albo jestem głupszy, niż myślałem. I kogo się tu poradzić, skoro dookoła tylko sama trawa i kwiaty? I motyle odleciały i to bez pożegnania — skonstatował , dźgając ołówkiem nieprzydatną mapę.

Wydawało się, że dla Misia nie ma ratunku.

— Może coś wrzucę na ząb po drodze, Polana Motyli wydaje się wielkim magazynem nowości. Bez sensu jest tu tkwić i czekać w nieskończoność na Pajaca — mamrotał, pospiesznie pakując plecak.

Nie ma innego sposobu jak opuszczenie rozgrzanej niczym patelnia polany, dodał w myślach. Po chwili wlókł się wąską drogą pod górę, zerkając na boki. Z każdym krokiem zieleń rosnąca na jej poboczach stawała się coraz wyższa, gęstniała w oczach. Długie cienie rzucane przez drzewa wskazywały, że dawno minęło południe. Pluszaka nie opuszczało wrażenie, że pod parasolami z gałęzi kwitnących akacji jest odrobinę chłodniej. Może i tak było, ale nikt oprócz niego tego nie sprawdzał. Wszechobecnej ciszy akompaniował tylko szum w pluszowej głowie. Nie wiadomo, ile czasu tak wędrował. Kilometr, może mniej lub więcej. Bagaż ciążył niemiłosiernie, pluszowe nogi odmawiały posłuszeństwa.

No i gdzie ten Pajac się zawieruszył? Tam? — Pluszak zatoczył łapką szeroki łuk. — Tam, niestety oznaczało wszędzie. Trawy szumiały niewzruszone, wiatr delikatnie kołysał, z boku uszu doszedł głos ptaka, ale szybko zginął za horyzontem. Miś ziewnął raz i drugi.

— Prześpię się kwadransik. Po tylu godzinach wytężonego marszu zasługuję na odpoczynek. We śnie przynajmniej nie czuje się głodu. Nie tak miała wyglądać Wielka Przygoda, rozkojarzony Pajac jak zwykle nie dopracował szczegółów, albo czegoś nie zrozumiałem. Trudno, wpadłem po uszy w tarapaty, ale widocznie tak musi być i nic na to nie poradzę — wykrztusił ostatkiem sił, zwijając się w kłębek.

Za poduszeczkę posłużyła Misiowi rosnąca na poboczu ścieżki kępa miękkiej, szmaragdowej trawy.

 

****

Tymczasem Pinokio, nic nie mówiąc nikomu, pobiegł szukać Królowej Motyli. 

Chcę się przywitać i poprosić Królową o wskazanie drogi do stawu w Dolinie Duchów. Długo mnie tu nie było i wiele mogło się zmienić? To, byłby obciach, gdybyśmy pobłądzili. Miś nigdy, by mi tego nie darował. Ale, jak teraz wygląda Królowa Motyli?, zachodził w głowę, skacząc przez wysokie trawy.

Bezlitosny skwar lał się z nieba, blask słońca oślepiał. Pajacyka rozbolała głowa, dokuczała okropna suchość w gardle, bawełnianą koszulkę można było wykręcać.

— Motyle wędrują na znaczne odległości, do kilkunastu tysięcy kilometrów, ale cóż to dla mnie — dodawał sobie otuchy i coraz śmielej zapuszczał się w Polanę Motyli, aż dotarł do szpaleru gęstych krzaków.

Od odurzającego zapachu młodych liści zakręciło w nosie, więc przystanął. Wielka mucha krążyła uparcie wokół jego twarzy, zwabiona potem płynącym z czoła Pajacyka.

Chyba dobrze trafiłem. Większość motylich gąsienic jest roślinożerna i niezwykle żarłoczna. Gardzi cukrowym sokiem, natomiast każdego dnia pochłania prawie miskę liści i łodyg i igieł, oczywiście nie robiąc drzewom szczególnej szkody, pomyślał zadowolony i zaczął się starannie rozglądać.

Kucając, zajrzał pod koronę pierwszego z brzegu kwitnącego na biało krzaka, potem pod drugi i trzeci, ale gąsienic nie było. Wokoło słychać było tylko bzykanie ciągle tej samej natrętnej muchy.

— Stąd już nie daleko do lasu. W nim dzieją się zdumiewające rzeczy. Królowa Motyli jest dobrą matką, więc musi  gdzieś tam być. Motyle gąsienice zapewne już wylęgły się z jajeczek. Ich kokony mogą mieć różne kształty i ubarwienie. Przemiana z poczwarki w motyla jest cudem natury, przynajmniej nacieszę oczy — mówił sam do siebie, idąc coraz dalej i dalej.

Wreszcie stanął u stóp niewielkiego wzgórza, porośniętego młodymi drzewkami o kulistych koronach.

Każde z tu rosnących drzewek może robić co mu się żywnie podoba. Nic im nie ogranicza swobodnego widoku, tylko im pozazdrościć, westchnął.

Pogrążony w myślach, nagle poczuł że tuż pod stopami coś się rusza, zaszeleściły liście. Lekko zaniepokojony zerknął w dół.  Czarny przybysz przez chwilę badał powietrze czułkami, potem przystanął, widocznie świadomy obecności Pajacyka. Błękitne niebo odbijało się w jego pancerzu srebrzystą plamą. Pajacykowi wydawało się przez moment, że z ziemi patrzy na niego osobliwe oko, samowolne i bezinteresowne. Nie jestem pewien, co to za owad? Do złudzenia przypomina znajomego chrabąszcza... i delikatnie trącił owada czubkiem drewnianego buta i od razu wszystko stało się jasne.

— O, Żuk Kłopotek. Witaj, całe wieki cię nie widziałem

— Cześć, Pinokio! Szukam cię od godziny. Motyle doniosły mi, że się zgubiłeś. Postanowiłem ci pomóc, musimy udać się na północ. Podążaj za mną, tylko ostrożnie stawiaj nogi, abyś mnie nie zdeptał — przestrzegł.

— Kłopotku, bardzo ci dziękuję, ale czemu to robisz?

— Och, Pajacu, jesteś częścią Krainy Niekończącej się Bajki i pytasz. Dbaj, aby nic ci nie zaciemniało umysłu.

— Tak, tak, przyrzekam, ale ...

— Jeszcze pogadamy, ale teraz  nie mamy czasu do stracenia. Rozumiem, że wędrówka dała ci w kość, a to dopiero jej początek. W Dolinie Duchów udaje się podjechać autostopem, ale tu na Polanie Motyli możesz liczyć tylko na własne nogi, oraz na pomysłowość i pomoc przyjaciół.

Wszystko wskazywało, że Kłopotek skończył mówić, gdyż jego głos cichł coraz bardziej. Ruszyli powoli w stronę lasu. Pinokio trzymał się w odległości paru kroków za Kłopotkiem. Las zaczynał się, jako iglasty, ale im dalej, tym więcej było drzew liściastych. Nie rosły gęsto, ale ich korony wybujały ponad wszelką miarę, skutecznie chroniąc przed palącym słońcem 

— No i jesteśmy na miejscu. Pinokio, żegnaj... — pisnął Żuk Kłopotek, szybko oddalając się. 

— A gdzie znajdę Królową Motyli?! — wykrzyknął za nim Pajacyk, ale czarnego przyjaciela już nie było. Zniknął w gąszczu dorodnych paproci zadowolony z dobrze spełnionego obowiązku.

— Pinokio, wiem, gdzie jest Królowa Motyli. Lećmy, nie ma co zwlekać.  

 Wysoko na gałęzi drzewa wesoło huśtał się Ptaszek. Ciekawe, skąd się wziął?

— Wiesz, może Królowa jest akurat nieobecna? Chyba lepiej zająć się robieniem tego, o czym się marzy — szepnął Pinokio, nie dowierzając przyjacielowi.

— Słowo! Zaprowadził mnie do Królowej szum maleńkich białych skrzydełek. Zajęty kłótnią z Pluszakiem nie zwracałeś na nic uwagi.

—  A co z Misiem, martwię się o niego?

— Spoko, śpi jak suseł. Nie budziłem go, bo i po co.

— Oby tylko nie przespał Wielkiej Przygody — mówiąc to, Pinokio puścił oko do Ptaszka.

Pajacyk biegł za skrzydlatym przyjacielem z podniesioną głową, uważnie obserwując jego lot. Las był cichy, aż w  końcu ucichł zupełnie. Pajacyk doszedł niespodziewanie do otwartej polany. Głowę bym dał, że to cudowna wyspa w środku lasu, pomyślał zachwycony. Ptaszek zniżył lot, wyraźnie tracąc szybkość.

— Popatrz, Pinokio pośród kwiatów stoisz, motyle osiadają na twojej twarzy, na dłoniach i na głowie. W kolorach toniesz, w trzepocie ich skrzydeł, przyjrzyj się! —  ćwierkał jak szalony.

Królowa Motyli pojawiła się niespodziewanie. Lecąc, długimi czułkami trącała gałązki samotnie rosnącej wierzby. Odpowiadały jej radosnym szumem. W długim srebrzystym płaszczu wyglądała dostojnie jak prawdziwa podniebna władczyni. Pajacyk nie mógł oderwać od niej wzroku, ale trudno było nie zauważyć, że jest zdenerwowana, gdyż okropnie trzepotała srebrnymi skrzydełkami.

— Ach, Pinokio, nie wyobrażasz sobie, co dziś wydarzyło się w lesie! — przemówiła przejęta, z odcieniem irytacji w głosie.

— Co takiego, Królowo??? — wyjąkał Pajacyk.

— Posłuchaj, jakiś kudłaty, obcy stworek chciał zjeść moje gąsienice, chyba wziął je za jagody!

Pinokio zrobił wielkie oczy.

— O rany, Królowo! Chyba sobie żartujesz, przecież Miś śpi?

— Uwierz, Pinokio! Był nienasycony, miał pazurki, rude futerko i zjadał wszystko, co mu w łapki wpadało. To zuchwalstwo, nie mogę tego nazwać w inny sposób.

Głos Królowej zabrzmiał surowo.

— To katastrofa! Mamy przechlapane — szepnął Pajacyk, opuszczając głowę.

— Moje spotkanie z Pluszakiem było mgnieniem oka, ale mogę zaświadczyć, że tak było — wtrącił Paź Królowej, oburzony, nie mniej niż Królowa.

Nagle z boku rozległ się szelest liści i chrzęst piasku, jakby pod czyimś stopami. Stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy. Na leśną ścieżkę wytoczył się Miś, ciągnąc z sobą plecak.

— Cześć Pinokio, nareszcie jesteś! Czy widziałeś po drodze mgłę? Była gęsta i biała jak śmietana, sprawiła, że prawie zabłądziłem. Przepraszam, że tak późno się pojawiam, słałem myśli, a ty nic.

Pajacyk na widok Misia stulił chude ramiona i wstrzymał oddech. Królowa zrobiła kwaśną minę.

— Hej, Misiu, za mgłę wziąłeś chmurę motyli, a gąsienice to na pewno to nie były jagody.

Miś osłupiał, słysząc słowa Pajacyka.

— Przysięgam, tylko jedną niebieską jagódkę i zaraz ją wyplułem.

Odpowiedział mu ogólny śmiech.

— Była koszmarnie twarda, dziwnie chrzęściła w zębach i miała w sobie mało soku — kontynuował Miś, trzymając się obiema łapkami za brzuszek.

— No i co teraz będzie? — spytał Ptaszek i z wrażenia zakrył skrzydełkiem oczy.

— Królowa Motyli musi wymyślić jakieś lekarstwo na ból brzucha, to przesądzone — odezwał się Miś, pewnym tonem, nerwowo przestępując z nogi na nogę.

 Pinokio milczał, jakby na zawsze stracił głos.

— Pokiereszowana gąsienica trafiła do motylego szpitala i nie wiadomo czy jej rany się zagoją — wtrącił lodowatym tonem Paź Królowej.

— Ach, tak, więc macie tu szpital. To dobra wiadomość, przybyłem we właściwe miejsce. Pinokio, szybko, idziemy!  — zarządził Pluszak, wlepiając oczy w drewnianego przyjaciela.

Pajacyk spojrzał na Misia pytająco. Królowa zachichotała, choć kąciki jej ust nie uniosły się w górę.

Ten Pluszak jest niepokonany, zachowuje się tak, jakby niewiele rozumiał, przemknęło przez głowę spanikowanego Pinokia.

— Trzeba mu spokojnie wytłumaczyć, bo jeszcze pożre następne gąsienice — powiedziała Królowa, spoglądając znacząco na Misia.

 Pluszak uśmiechnął się przepraszająco.

 — Królowo Motyli, wolę miodek, a jagód więcej nie ruszę, choćbym miał umrzeć tu z głodu. To był impuls i potem wszystko jakoś samo się potoczyło...

 — Chyba faktycznie, zaszkodziła ci motyla poczwarka, bo gadasz od rzeczy. Paziu, prowadź do uli, bo dłużej nie zniosę tej misiowej paplaniny, od niej robi się niedobrze — wydukał zrozpaczony Pajacyk, lustrując wzrokiem Misia od stóp do głowy.

— Pajacu, czyżbyś chciał się mnie pozbyć i to już na wstępie do Wielkiej Przygody i nawet nie wspomniałeś, że w Dolinie Motyli żyją pszczoły.

— Misiu, tam gdzie są kwiaty nie brakuje pszczół, chociaż, o tym powinieneś wiedzieć. 

Miś zamyślił się na moment.

— Pinokio, przepraszam, że na minutkę odleciałem, ale po namyśle radzę, weź na wstrzymanie. Nektar kwiatowy, nektarem, ale mnie interesuje tylko miód, to znaczy produkt końcowy, jakże ważnego i  skomplikowanego procesu. Miodek jest dobry na wszystko, może i twoje serce wzmocni, i jeszcze dodam, gdyby pszczół zabrakło, byłby koniec świata. Twoja wiedza o miodku i pszczołach jest tak samo uboga jak o drzewach — wyrzucił jednym tchem.

Pajacyk skrzywił się, tłumiąc śmiech.

— Pinokio, znowu masz mnie za głupka! Nie wytrzymam i skopię ci ten drewniany tyłek — burknął Miś.

— Chyba trafiłam do strefy szaleństwa. Czy oni zawsze się tak kłócą? Szkoda lata na swary i jak tak dalej pójdzie, to od samego słuchania wyrosną mi anielskie skrzydła — zauważyła gniewnie Królowa Motyli, poprawiając na głowie srebrną koronę.

— Tak, tak, droga Królowo, masz jak zwykle rację. Kłótnie zostawiają tylko łzy. Dajmy im czas na ochłonięcie i wszystko się ułoży — powiedział Paź, potrząsając główkę.

— Słucham? — O czym on mówi? — prychnął Miś.

Czy to dzieje się naprawdę? Trzeba ratować sytuację, bo z Wielkiej Przygody będą wielkie nici. To nie może tak dłużej trwać, pomyślał zatrwożony Pajacyk.

— Hm, Misiu, bez ciebie smucić będzie każdy wiersz, nigdy już nie ułożę pasjansa, schowam się gdzieś na serca dnie ...

Miś słysząc słowa przyjaciela, otworzył ze zdziwienia usta.

— Pinokio, nie chcę być niegrzeczny, ale brzmisz trochę jak stara płyta z piosenkami Pana Jerzego Połomskiego. Czyżbyś zapraszał mnie do walca?

— Sądzę, że od tańca lepsza byłaby miseczka miodku?

Mina Misia rozwiewała wszelkie wątpliwości.

—  Pinokio, to, co mówisz mnie przekonuje, ale nie robię żadnych planów — wykrztusił  Miś, opierając się o plecak.

—  Postaram się poszukać miodu, słowo. Wygląda, że ule są niedaleko. Niezłe, co?

Miś pokiwał głową, zamykając oczy. Strzela w ciemno, ale zabrzmiało to prawie wiarygodnie, przemknęło przez pluszową głowę.

— Ależ nie rób sobie kłopotu, Pajacu.

— Żaden kłopot, ale tym razem na pewno nie spuszczę cię z oka.

— Hm, w porządku, a właściwie świetnie, już jestem podekscytowany — odpowiedział Miś, marszcząc się w słodkim uśmiechu.

Królowa Motyli, jej piękny Paź i radośnie ćwierkający Ptaszek w tej samej chwili wzbili się w niebo, wskazując roześmianym przyjaciołom drogę do Królestwa Pszczół. Stamtąd do Doliny Duchów było już blisko.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 12.10.2018 07:10 · Czytań: 121 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
Asocjacja dnia 12.10.2018 10:51 Ocena: Świetne!
Witaj, Jolu!
Bajkowa, pełna życia Kraina. "Przygadywanki" bohaterów pocieszne, żartobliwe :)
W natchnieniu... poeta - (tylko głowa nie ta).
przemawiają mu do słuchu
miś motyle chciał mieć w brzuchu
a popełnił straszną zbrodnię
zjadł poczwarkę, zrobi w spodnie.
Pozdrawiam :)
Asocjacja
JOLA S. dnia 12.10.2018 11:31
Droga Asocjacjo,

snucie tej opowieści to istne szaleństwo. Goni mnie czas i już wiem, że nie skończę przed urodzinami Zosi. 8 listopada już na nosie. Może czymś się wykupię ;, ale to będzie ciężka sprawa. :|

Wielkie dzięki za czytanie. Dodajesz mi sił i otuchy.

Pozdrawiam serdecznie :) :)
Kazjuno dnia 13.10.2018 09:25
Opowieść o zatroskanym brakiem śniadanka Pluszaku i jego niecny czyn oraz wynikające z tego życiowe komplikacje, powinny przemówić do wyobraźni Zosi.
Pochwalam wilkoduszny pomysł na stworzenie dziecku takiego prezentu, będzie nim można obdzielić też inne dzieci. Akcja żywa, dramat jak się patrzy
Wyraziście malujesz słowami kwiecistą łąkę wielobarwne motyle, szmaragdową poduszeczkę z trawy.
Podobało mi się, serdecznie pozdrawiam, Kaz
JOLA S. dnia 13.10.2018 10:08
Kochany Kazjuno,
pisanie dla wymagającego młodego czytelnika nie jest proste. Śledzi z uwagą każdy ruch, łyka informacje niczym pelikan, rzetelnie analizując dosłownie wszystko.

Dla dzieci należy pisać dobrze, a nawet lepiej. Nie wykpisz się, byle czym. Ośmioletnia młodzież zauważy każdy drobiazg, jak coś zgrzyta lub jest nie tak, to masz przechlapane. Nadążyć z nimi, to też sztuka. Opowieści mogą wzruszać, ale wszelkie przegięcia i zbytnie lukrowania są niedopuszczalne.
Cierpnie mi skóra na karku. Czy przyjęłam właściwy punkt widzenia, to się dopiero okaże. Mam w Zosi sprzymierzeńca, ale każdą miłość trzeba pielęgnować, podlewać... Walka to ciężka, ale po swojemu wspaniała.

Wielkie dzięki za ciepłe słowa, wiele znaczą.


Serdeczności. :)

Jola
Melp dnia 14.10.2018 19:58
Zajrzałam z ciekawości:) Podobają mi się wzajemne relacje i interakcje bohaterów, widać że są dobrymi kompanami w drodze do Wielkiej Przygody:) Lubię też bardzo językowy opis tego barwnego świata, w którym się znajdują. Kraina Niekończącej się Bajki wydaje się miejscem szczęśliwym i bezpiecznym, gdzie nawet wpadnięcie w opały okazuje się nie być straszne. Taki też jest przywilej każdej bajki:) Bardzo by mnie jednak zaciekawiło wyzwanie przed bohaterami, z którym przyjdzie im się zmierzyć na dłużej podczas Wielkiej Przygody:) Piękny pomysł z bajką-prezentem! pozdrawiam serdecznie, Melp
JOLA S. dnia 14.10.2018 21:34
Melp,

bardzo się cieszę z Twojej wizyty w Kraina Niekończącej się Bajki. :)

Dzięki za miłe słowa :)

Pozdrawiam :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
allaska
23/10/2018 17:48
Intrygujący tekst, ale momentami się gubię. Peel biegnie w… »
ClakierCat
23/10/2018 14:14
... a tak wiersz zapisałem w Altance (12 zgłoskowiec).… »
OWSIANKO
23/10/2018 02:44
amaranta styl, to kwestia gustu. Jest związany z… »
Melp
22/10/2018 23:30
Asocjacjo, uwielbiam Cohena, bardzo miło go u Ciebie… »
Melp
22/10/2018 23:00
Asocjacjo, Dziękuję za przeczytanie tekstu. Bardzo się… »
Asocjacja
22/10/2018 17:55
Witaj, Noe :) ujmuje mnie Twoja liryka, klasyczna, nie… »
Asocjacja
22/10/2018 17:50
Noescritura, witaj :) Dziękuję za miłą ocenę, a już… »
ClakierCat
22/10/2018 17:47
Pierwszą czynnością niemowlaka jest szukanie Rodziców: Ma,… »
amaranta
22/10/2018 17:44
Swietny tekst! Co tu gadać, wszystko jasne... »
Zola111
22/10/2018 15:19
Abi, a o wierszu :( »
dodatek111
22/10/2018 14:05
Dziękuję Noescrituro. Pozdrawiam:) »
Abi-syn
22/10/2018 11:36
rozwinąłbym owe stwierdzenie Allaski, o frazę:… »
Abi-syn
22/10/2018 11:32
no i wybraliśmy, początek końca pewnej formacji (piszę… »
Abi-syn
22/10/2018 11:29
Hejka tak, to trochę udziwniony zapis, zamysł był, po… »
Kazjuno
22/10/2018 09:49
Nie powiem, Ołowiany Żołnierzyku, abyś uszczęśliwił mnie… »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/10/2018 17:29
  • Jutro kończy się głosowanie w MUZO WENACH 6, więc jeszcze trochę czasu zostało, by oddać swój cenny, a powiem, że trwa zażarta walka między autorami, zatem warto ich docenić :)
  • Slavek
  • 22/10/2018 21:49
  • Ok Esy, myślałem, że coś konkretnie przeszkadza w odbiorze. Pamiętaj, że to totalna amatorka. :)
  • Esy Floresy
  • 22/10/2018 21:05
  • Slavek, trudno wytłumaczyć. Taka przesada, jak np. u Edyty Górniak czy Natalii Kukulskiej. Oczywiście, moim zdaniem.
  • Slavek
  • 22/10/2018 20:33
  • Esy, co to za maniera?
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 23:41
  • A teraz, kiedy już opadły emocje wyborcze, do piór, Drodzy, do piór! [link]
  • Esy Floresy
  • 21/10/2018 23:39
  • Allasko, a tę panią uwielbiam. :)
  • mike17
  • 21/10/2018 18:59
  • Mamy dwóch liderów wybiegających ponad peleton, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Za nim są dobiegający, którzy mogą w każdej chwili wskoczyć na ich pozycje, zatem dopóki piłka w grze...
Ostatnio widziani
Gości online:21
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas