7. Dziewczyna o zielonych oczach: Ona - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 7. Dziewczyna o zielonych oczach: Ona
A A A

Dziewczyna o zielonych oczach:

7. Ona

Józef wyszedł z sali, a ja szybko kucnęłam przy mojej walizce, po czym zerwałam z niej żółtą, samoprzylepną karteczkę. Przez chwilę patrzyłam na skreślone moją ręką słowa. "Ubierzcie mnie w to". Teraz mogłam sama to zrobić. Cicho westchnęłam, po czym szybko przesunęłam suwak błyskawicznego zamka, otwierając walizkę. Cóż, spakowałam do niej wszystko, co było mi potrzebne. Wciągnęłam na siebie zwykłe, czarne figi, a potem czarny push-up. Kolejne były spodnie, oczywiście czarne. Moje ulubione dżinsy-rurki ze stretchem. Na koniec t-shirt, również czarny, z nadrukiem białej, spływającej emotikony z czarnym iksem zamiast oczu i szeroko otwartymi ustami, układającymi się w niemy krzyk. Prychnęłam nieco, gdy dotarł do mnie infantylizm wybranego przeze mnie stroju, ale chwilowo nie miałam przecież nic innego. Założyłam na siebie bluzkę i popatrzyłam na ostatnie elementy mojej trumiennej, jak mi się wtedy wydawało, garderoby. Oczywiście. Czarne, grube skarpetki i wysokie glany Steel-a nachodzące na nogawki spodni. Wreszcie skórzana, obcisła ramoneska, kończąca się kilka centymetrów powyżej spodni, podkreślająca moją wąską talię, zresztą tak samo, jak robiły to moje spodnie i t-shirt. Wszystko w takim samym, czarnym kolorze. Uśmiechnęłam się. Mimo wszystko uważałam siebie za ładną. Zresztą, na jakiś czas Adrian wystrzelił moją samoocenę poza dotychczasową skalę. Krótki, bo krótki, ale za to tak wysoko. Zapomniałam tylko, że im wyżej człowiek się wzniesie, tym bardziej boli upadek. Pokręciłam głową. Nieważne. Założyłam kurtkę, ale zostawiłam ją rozpiętą. Zamknęłam walizkę i wyszłam przez drzwi, zostawiając za sobą salę kostnicy. Nie zamierzałam się oglądać.

Józef czekał na mnie w korytarzu. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się.
- No, widzę, że dopasowałaś sobie ubranie odpowiednio - powiedział i nie dając mi czasu na odpowiedź, ruszył gdzieś przed siebie ciemnym korytarzem. Chcąc nie chcąc, podążyłam za nim, niosąc w jednej ręce swoją walizkę. Szybko doszliśmy do niewielkiej portierni i przez szklane drzwi widziałam nieduży hol. Tam już ktoś na mnie czekał. Gdy tylko weszliśmy do środka, nieznana mi kobieta podniosła się z krzesła.

Stanęła kilka kroków przede mną. Wysokie, czarne kozaczki, czarne rastopy, czarna, tiulowa spódnica kończąca się poniżej kolan i biały jak śnieg t-shirt, z nadrukiem tak doskonale znanych ust Rolling Stone'sów, z których, poza językiem, wystawały również dwa białe kły. Nie widziałam twarzy kobiety, bo ta miała na sobie długi do połowy łydek płaszcz, nonszalancko rozpięty, ale za to z kapturem naciągniętym na głowę. Głowa kobiety poruszyła się, jakby zmierzyła mnie wzrokiem.
- Śliczna - powiedziała kobieta. Jej głos wydał mi się bardzo... melodyjny. Przyjemny. Przez chwilę miałam wrażenie, że nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której odmawiam czegokolwiek tej kobiecie. Zerknęłam na Józefa, stojącego obok mnie i aż uniosłam brwi do góry zaskoczona. Przed tą dziwną, obcą kobietą cały spokorniał. Stał pochylony do przodu, z głową opuszczoną, ze wzrokiem wpatrzonym w podłogę.

Kobieta powoli uniosła ręce, po czym ściągnęła kaptur na plecy. Za jej plecami widziałam wejście do budynku i gdy popatrzyłam przez przeszklone drzwi, teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że jest wieczór. A jednak krótko obcięta blondynka miała na twarzy duże aviatory. Powoli ruszyła w moją stronę i stanęła niespełna półtora metra przede mną, ponownie mierząc mnie wzrokiem. Usłyszałam, jak głośno wciąga powietrze.
- Niedawno piła - stwierdziła i obeszła mnie na około, oglądając z każdej strony. - Taka młodziutka, z ładną buzią.
- Tak, pani - potwierdził. - Podałem jej królika.
- Królika! - Roześmiała się kobieta i popatrzyła wprost na niego. Odniosłam wrażenie, że jeszcze bardziej się skurczył. - Jednego, malutkiego króliczka? Tylko? - zapytała. - Wiesz, co ona umie?
- Otrzymała ode mnie księgę. Wiem, że jest wrażliwa na wodę święconą i prawdopodobnie tak samo reaguje na srebro. Bardzo szybko się regeneruje. Nie ma potrzeby oddechu, a rytm serca jest spowolniony.
- Ach, ty i ta twoja księga. Oczywiście złożyłeś jej propozycję ostatniej przysługi, jak mniemam? - zapytała i pogroziła mu palcem. Zauważyłam, że miała długie, zadbane paznokcie, pomalowane na intensywny, jasny błękit. Poczułam, że stanęła tuż za mną i nagle usłyszałam jej szept, skierowany wprost do mojego ucha. - Maleńka, powiesz mi, co umiesz? - Moje brwi zbiegły się, gdy usiłowałam zebrać myśli.
- Słyszałam serce pana Józefa i jego oddech gdy byłam zamknięta w... w... tam. Ponadto...
- Pana Józefa! - Kobieta przerwała mi głośnym, ironicznym śmiechem. - Słyszałeś? - znów zwróciła się do staruszka. - Pana Józefa... - Pokręciła głową.
- Tak - warknęłam gniewnie. - Pana Józefa - powtórzyłam z naciskiem. Zaczynałam czuć coraz większą antypatię do tej nieznanej mi kobiety.
- No dobrze już, dobrze - powiedziała pogodnie blondynka i wciąż stojąc przede mną, pogładziła mnie po policzku pieszczotliwie. - A więc to. Dobrze, to już coś. - Prychnęłam gniewnie. Jej ton był ogromnie protekcjonalny. Spojrzałam dokładnie w jej twarz, na swoje odbicie w jej czarnych okularach. Ile mogła mieć lat? Trzydzieści trzy? A może trzydzieści osiem? Byłam pewna, że gdzieś pomiędzy.
- Trzydzieści sześć, Maju - powiedziała z uśmiechem, a ja uniosłam brwi, zaskoczona.
- Tak, jestem Maja. Skąd wiesz, jak...? - Tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić.
- Cóż. Oglądam wiadomości. Było o tobie trochę głośno ostatnio. Nie co dzień w czwartej klasie technikum dzieją się takie rzeczy - powiedziała, a ja opuściłam głowę. Znów poczułam się tak samo, jak tamtego dnia, gdy przygotowałam sobie kąpiel. Oj, dużo wtedy płakałam.
- No dobrze. - Po dłuższej ciszy kobieta odezwała się ponownie. - Dziękuję, panie Józefie. Do zobaczenia - dodała, chociaż wyraźnie słyszałam w jej słowach ironię. Kobieta założyła na głowę kaptur, po czym chwyciła mnie delikatnie za dłoń. Nie poczułam kompletnie ciepła. Zimna również nie. Miałam wrażenie, że dłoń kobiety była po prostu neutralna. Dokładnie tak, jak moja. - Chodź ze mną, młoda, śliczna Maju - dodała. Pociągnęła mnie za sobą i ruszyłyśmy do wyjścia.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 15.10.2018 13:52 · Czytań: 161 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:molatobiaszko
Wspierają nas