Niezwykle interesujące zdarzenie - Asocjacja
Proza » Historie z dreszczykiem » Niezwykle interesujące zdarzenie
A A A
Od autora: - Co o tym sądzisz, Watsonie? - spytał Sherlock Holmes. Zapalił fajkę. Tej nocy nie spał.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Siedziała z babcią przy śniadaniu. Na wiklinowym stoliku przykrytym białym obrusem stało nakrycie z najlepszej miśnieńskiej porcelany koloru kości słoniowej ozdobionej różowymi różyczkami i niebieskimi niezapominajkami. Dodatkowo srebrne sztućce, pobłyskujące w słońcu niby najdroższe klejnoty, dopełniały wyrafinowanego nakrycia stołu, uatrakcyjniały atmosferę bogatego domu z tradycjami godnymi najznamienitszych rodów arystokracji wiedeńskiej. Babcia Dżulia mogła poszczycić się koneksjami z pewnym hrabią, starszym już dżentelmenem, starannie wykształconym i piastującym wysokie stanowiska w wielkich korporacjach.
Po spożyciu paru ciasteczek Dżulia sięgnęła po najnowsze wydanie gazety dostarczonej im tego ranka do domu. Nie zaprzątała sobie głowy poważnymi artykułami, czytała gazety "od tyłu", gdzie na ostatnich stronach opisywane były skandale i ploteczki z życia towarzyskiego czołowych obywateli małego miasteczka, w którym mieszkała z wnuczką. Zaglądała do nekrologów, z ciekawością wyszukiwała informacji o tym, kto umarł na raka płuc po rzuceniu palenia papierosów. Czytała właśnie o dramacie jaki rozegrał się poprzedniego dnia niedługo przed północą, dwie ulice dalej, kiedy to dało się usłyszeć pukanie do drzwi.
- Kto to nas zaszczyca swoją obecnością o tak wczesnej porze, droga Dżulietto? - prawdę mówiąc, nikogo nie chciała widywać, czasy hulanek od samego rana dawno już minęły.
- Wujek, wujek Dżanek przyjechał! - krzyknęła Dżulietta z radością. Z wdziękiem chyżego charta wybiegła na duży ganek wyłożony, bardzo modnymi w tym czasie, płytkami koloru piaskowego w czerwone cętki, zrobionymi na wzór jaki stosowano wykładając starożytne komnaty cesarzy rzymskich. Na taras wychodziły dwa okna i dwoje drzwi, przez które Dżulietta przenikliwym okiem wpatrywała się w słaby punkt elegancji przybywających gości.
- Babciu, oto wujek, w całej swej niezwykłej okazałości. - zaanonsowała Dżulietta przejęta tą nieoczekiwaną wizytą, niemniej bardzo miłą. Z salonu wychodziła służąca, o niewyszukanym imieniu Dżodi, wynosząc na inkrustowanej kością słoniową hebanowej tacy czajnik do herbaty, cukierniczkę i dwa talerzyki z resztkami wykwintnego śniadania, pozostawiając jednak ciasteczka, które zrobiła dzień wcześniej, korzystając z rodzinnych, tradycyjnych przepisów babci.
- Witaj, droga Dżulio. Jestem szczęśliwy, że widzę cię w tak dobrym stanie. Ciągle piękna! - dżentelmen ukłonił się nisko, uścisnął delikatnie podaną przez babcię dłoń, z ujmującym uśmiechem dobrze wychowanego chłopca pocałował ją w pliczek. Był to mężczyzna wysokiego wzrostu, proporcjonalnie zbudowany. Kruczoczarne, kręcone włosy opadające na czoło ukrywały wyraziste, pełne uroku oczy koloru włoskiego nieba. Stał przed Dżulią lekko zgarbiony, przez co wyglądał nieco starzej, na trzydzieści lat, w rzeczywistości miesiąc wcześniej ukończył dwudziesty piąty rok życia.
- Witaj, mój drogi Dżanku. Co za sprzyjające okoliczności sprowadziły cię do nas, do tak odludnego miejsca?
- Droga Dżulio, mam kilka spraw do załatwienia. Moja nieoceniona, urocza żona, Dżanetta, dowiedziawszy się, że udaję się w te strony, poprosiła mnie abym wstąpił do tutejszego magistratu po metrykę urodzenia małej dziewczynki o imieniu Dżudi, nie mówiąc przy tym do czego jest ona jej potrzebna. Ale jak zapewne wiesz, moja droga Dżulio, z moją żoną nie można dyskutować a jedynie spełniać jej życzenia, co z wielką przyjemnością uczynię. Jeszcze pozostaje mi przywitać się z nieocenionym przewodniczącym tutejszego miasteczka, jadąc do was spotkałem go na drodze prowadzącej do hoteliku "Marriott". Zaprosił mnie na małą, przyjacielską pogawędkę.
- To miło z twojej strony Dżanku, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością. Proszę, spocznij na tym wiklinowym krześle. Ja tymczasem zajrzę do kuchni i każę przygotować dodatkowy posiłek. Mam nadzieję, że nie odmówisz nam zaproszenia ciebie na obiad. - Dżulia skierowała się do wyjścia z salonu. Dżanek z przyjemnością patrzył na jej sylwetkę, z upływem czasu nieco zaokrągloną, dalej jednak przykuwającą wzrok. Ubrana w suknię sięgającą do kostek koloru oliwkowego w żółte słoneczniki i z siateczką na siwiejących włosach, którą zwykła nakładać przed udaniem się na spoczynek, z głową uniesioną dumnie go góry wyglądała na jedyną miłościwie panującą panią domu.
Salonik gustownie urządzony zajmowały cztery krzesła, stolik, okazała szafa, toaletka, biurko i fotel. Wszystkie meble wypleciono wikliną w kolorze złota. W słonecznym pokoju wiklinowe wnętrze tworzyło rajski ogród, co dopełniały zasłony koloru oliwkowego w żółte słoneczniki.
Po wyjściu pełnej godności babci, Dżulietta rozparła się na fotelu, nogi położyła na krześle. Oliwkowa sukienka w żółte słoneczniki odsłoniła jej szczupłe, dziewczęce uda. Zakryła je szybko, wstała i zawstydzona podbiegła do wujka. Z tyłu pochyliła się nad jego karkiem i objęła za szyję.
- Dlaczego nie przyjechała z tobą moja droga ciocia Dżanetta? Dawno jej nie widziałam. Smutno mi, wujku... Trochę... - szepnęła mu do ucha.
Dżanek delikatnie uwolnił się z uścisku młodej damy, jej ręce zaczynały ugniatać mu grdykę. Dżulietta jednym susem wskoczyła mu na kolana.
- Dżulietto, co ty wyprawiasz, moje drogie dziecko? - na niestosowne zachowanie czternastolatki zwróciła uwagę Dżulia, wchodząca akurat do salonu z informacją , że kuchnia podjęła wszelkie starania, aby przyjąć dodatkowego, nieproszonego gościa. - Tak się dosiada konia, którego chciałabyś ujeździć i to jeszcze na oklep! - słysząc samą siebie wielebna dama w omdleniu osunęła się na krzesło, wydając niezrozumiałe dźwięki, wachlowała się dłonią.
Dżanek poderwał się z krzesła, z którego, wydawało mu się, że wystają długie ostrza noży. Rumieńcem pokryła się jego śniada karnacja skóry z dwudniowym zarostem. Błędny wzrok skierował na babcię. Cały drżał.
- Wybacz, mój drogi Dżanku - Dżulia, pełna rezerwy, niewinnie patrzyła na zdezorientowanego gościa - Dżulietta od paru miesięcy uczęszcza na jazdę konną, do ośrodka, o który od wielu lat zabiegali mieszkańcy naszego miasteczka. Przynosi ze sobą takie słownictwo, którego ja, chociaż niechętnie ale się uczę, w tej samotni to dla mnie rozrywka, chociaż nie jest wyszukaną formą wyrażania uczuć i nie przystoi takiej osobie jak ja, ale jest to szczególnego rodzaju urozmaicenie, sam przekonasz się o tym, drogi Dżanku, pozostając z nami przez parę dni, które przeznaczyłeś przede wszystkim na załatwianie spraw zleconych ci przez twoją żonę, jakże drogą ci osobę, Dżanettę.
Po słowach szacownej starszej pani Dżanek nieco ochłonął.
- Droga Dżulio, sam chętnie się uczę, przyjmuję każde nowinki, słownictwo młodych osób na swój sposób jest bardzo interesujące, poszerza nasz ciągle rozwijający się język, tak bardzo podziwiany obecnie na prawym brzegu Wisły. - Skonfundowany stał jeszcze przez chwilę.
Wygładził białe spodnie, poprawił czarną jedwabną marynarkę. Prawą ręką strząsał łupież z kołnierza, gdy nagle zaczął tracić równowagę i... pierdolnął. Zanim zdążył złapać się oparcia krzesła, padł jak długi na, przykuwające uwagę artystycznym ułożeniem, dębowe klepki parkietu. Zabolało. Dżulietta natychmiast spoiła się z oliwkową zasłoną.
Zaskoczony szybkim położeniem go na deski, Dżanek zauważył niewielką kałużę wody z małymi kropelkami oliwy z winogron, przyczynę swojego upadku.
- Och, Dżanku! Co za przypadek, co za nieszczęście! Pozwól, że ci pomogę. - Old Lady pochyliła się nad nim i... Zniknęła. Za zasłoną czekała Dżulietta.
Oprócz Dżanka w kałuży leżały sztuczne zęby Dżulietty, próbował je odsunąć i wstać. Nie udało się. Kątem oka zobaczył w korytarzu przechodzącą służącą w niechlujnym stroju, z pięcioletnią dziewczynką, która rozkołysanym krokiem, trzymając się kurczowo spódnicy, szła za nią.
- Dżudi, ty nieznośna smarkulo! Nie oglądaj się, ciągle ci tylko psoty w głowie! - służąca patrzyła na Dżanka wyzywająco, jakby strzegła mrocznej tajemnicy. Zniknęła w ciemnej kuchni.
Dżudi... To imię pierwszy raz usłyszał od swojej żony... Metryka... Przywieź metrykę Dżudi...
Poczuł się najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie... Słońce chyliło się ku zachodowi... Rozległo się bębnienie w drzwi... Oliwkowe zasłony w żółte słoneczniki zapraszały.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Asocjacja · dnia 16.10.2018 07:55 · Czytań: 109 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 2
Komentarze
JOLA S. dnia 16.10.2018 10:04 Ocena: Świetne!
Asocjacjo,

przeczytałam, witając ten tekst z wielką sympatią.
Klimat czasów Sherlocka Holmesa, brawo, :) Zrobiłaś, co mogłaś, by w nim na kilku stronach pomieścić jak najwięcej informacji o bohaterach i ich życiu, ale jest i zagadka.:)
Troszkę jest ono dziwne, ale nad tą dziwnością miałam ogromną ochotę podumać, zajmując się tym, co niesie upływ czasu i jaki on może mieć wpływ na ludzkie losy. W podtekście: nie ma w życiu rzeczy błahych, wszystko jest istotne, nie powinno umykać uwadze...;)

Twojemu pisaniu towarzyszy rzetelność, a nie efekciarstwo i to jest bardzo cenne i zarazem ciekawe w odbiorze :)

Moją wątpliwość budzi jedynie tytuł opowiadania, zauważyłam to wcześniej, to drobiazg i chyba Twoja jedyna słabsza strona.:)

Serdeczności :) :)
Asocjacja dnia 16.10.2018 22:38
Witaj, Jolu :)
Cieszę się ciepłym przyjęciem mojego tekstu, pomogłaś mi w oderwaniu się od wspomnień :)
Teraz galopuję inną ścieżką, prześmiewczą.
Tytuły zachęcają czytelnika, wiem. Z tytułami wierszy jest łatwiej. Zastanawiałam się nad zmianą, nic mi do głowy nie wpadło :(
Serdecznie pozdrawiam :) :)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
16/11/2018 23:44
Hej, Kamysiu jestem ciekawa, czemu nie do Wirtajek?… »
Niczyja
16/11/2018 22:09
Dziękuję panowie za komentarze :) Michale Tobie za… »
Marek Adam Grabowski
16/11/2018 13:54
Personalizacja natury to ciekawy zabieg. Nie wiem czy dobry,… »
MP642
16/11/2018 11:16
Dziękuję za ocenę, ale jest ona chyba nieco przesadzona :)»
dodatek111
16/11/2018 10:45
Ananke, rzeczywiście nazbierało się sporo czasowników:)»
Zola111
16/11/2018 00:16
Julando, jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam, z. »
Materazzone
15/11/2018 23:19
Mam to szczęście, że różnimy się w zdaniach i możemy… »
julanda
15/11/2018 22:31
Zolu, bardzo dziękuję! Czekałam na przedświąteczną porę, mam… »
eka
15/11/2018 22:06
Wkurzająca, monologowa narracja, nie? : ) Pierwszy… »
Marek Adam Grabowski
15/11/2018 20:39
Nie, to nie prowokacja artystyczna. Po prostu mam dysleksję.… »
Miladora
15/11/2018 19:44
W ostatnim wersie przydałoby się wyrównać akcenty, Dod.… »
Ananke
15/11/2018 19:17
klimatycznie, śpiewnie i melodyjnie, przywodzi mi na myśl… »
Ananke
15/11/2018 19:09
ten wiersz podobałby mi się bardziej, gdyby nie było w nim… »
Ananke
15/11/2018 18:59
ot filozoficzny dylemat :) uważam, że tak, nadal nim… »
mike17
15/11/2018 15:37
Niczyja, to jest naprawdę udana miniatura :) Taki kadr,… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 16/11/2018 23:49
  • Tak, ajw już zagłosowała. Czekam na Wasze głosy :)
  • Prat Bart Pao
  • 16/11/2018 23:09
  • Siema! Wpadłem na chwilę zostać dłużej.
  • ajw
  • 16/11/2018 22:39
  • Dzięki :) No to już zagłosowałam :)
  • ajw
  • 16/11/2018 20:40
  • Nie mogę znaleźć miejsca z wierszami do głosowania :( Zaśrodkowania #29
  • Zola111
  • 16/11/2018 20:12
  • I już możemy głosować na wiersze#29
  • Zola111
  • 15/11/2018 21:11
  • Jeszcze 3 godzinki! Prawie :)
  • mike17
  • 15/11/2018 18:48
  • Jeszcze parę godzin, by dać Zoli nowe wiersze - do boju :)
  • Zola111
  • 14/11/2018 23:33
  • Jutro o północy Zaśrodkowanie#29 zamyka budkę!
  • pociengiel
  • 14/11/2018 12:22
  • Za starą panną - znowu wiosna a w krok nic.
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas