Mundial 2018 - Kemilk
Proza » Humoreska » Mundial 2018
A A A
Od autora: Po dosyć kontrowersyjnym opowiadaniu „Dwunasty tydzień” zamieszczam moje wspomnienia z ostatniego mundialu.

Wrzawa na trybunach przegoniła niczego nieświadome zwierzęta. To kibice biało-czerwonych przybyli ze wszystkich stron świata, by zobaczyć drużynę marzeń, jedną z najlepszych ekip na świecie. Ranking FIFA nie mógł kłamać, a od dłuższego już czasu Polska była w dziesiątce najlepszych drużyn na świecie. Kibice mieli oparcie nie tylko w swojej wierze w możliwości piłkarzy, ale także w twardych faktach. Oczekiwania były zatem duże i nie wydawały się przesadzone.

Który z wiernych kibiców mógł przypuszczać, iż nasi wspaniali kopacze padli ofiarą brutalnego spisku. Spisku wielkich korporacji zawiązanym przeciwko naszym nieocenionym wirtuozom piłki nożnej. Bezduszne koncerny przybyły do piłkarzy niczym wilk przebrany w owczą skórę, nie do poznania przez zwykłego zjadacza chleba. Nieświadomi piłkarze cieszyli się z darów, jakimi obficie raczyły ich przedsiębiorstwa. Pokazywali się w mediach w towarzystwie najwspanialszych szamponów, po których łupież staje się jedynie niemiłym wspomnieniem. Towarzyszyły im golarki, telefony oraz inne tak potrzebne zwykłym ludziom gadżety. W zamian na ich konta spływały setki tysięcy EURO. Gdyby tylko wiedzieli, do czego dążą korporacje, nie wzięliby od nich złamanego grosza. Gdyby byli bardziej bystrzy, gdyby zatrudnili dobrych prawników, pewnie nie zgodziliby się na zapisy kontraktów napisane drobną czcionką.

Niestety mleko się rozlało, a oni stali na murawie moskiewskiego stadionu i mieli łzy w oczach. Nie były to niestety łzy wzruszenia, ani też łzy radości. Czuli się niczym klauni, których jedynym celem jest rozbawienie publiki. O minimum dwa numery za duże obuwie utrudniało bieg, koszulki potęgujące pocenie się otumaniały naszych wspaniałych wojowników. Już przed pierwszym gwizdkiem wytrawny obserwator zauważyłby, że coś jest nie tak. Mina trenera, który w podpisanym przez niego kontrakcie zobowiązał się do milczenia, była minorowa. On wiedział, iż jego wybrańcy będą mieli olbrzymie problemy z przemieszczaniem się, jak i poprawnym kopnięciem piłki. Wiedział także, że zbyt obcisłe spodenki, znacznie utrudnią dynamiczne ruchy zawodników. Potęgujące pot koszulki, dały już znać w szatni, z której z ulgą wyszedł na świeże powietrze.

Patrzył z niepokojem na zawodników, którzy mimo tak niesprzyjających warunków podjęli walkę z jedną z najlepszych ekip Afryki. Walczyli niczym gladiatorzy wyposażeni w wadliwą broń. Trener zdawał sobie sprawę, iż oddanie strzału na bramkę będzie ich prawdziwym zwycięstwem. Strzelenie bramki odebrał niczym cud. Była to jednak zasługa niesłychanej mądrości zawodników, którzy wiedząc, iż poprawne kopnięcie piłki jest niemal niemożliwe, bramkę zdobyli głową. Było to prawdziwe zwycięstwo intelektu nad ograniczeniami ciała.

Ten wspaniały mecz otwarcia, pechowo przegrany przez Polaków, fatalnie przyjęty przez kibiców, był mimo wszystko dobrą prognozą. W końcu to oni strzelili więcej bramek, pechowo przegrywając jednym trafieniem. Niestety wspaniała postawa kopaczy nie przełożyła się na stan punktów, który po meczu wciąż był zerowy. Fala krytyki pojawiająca się w mediach była porażająca. Ukrywający się od wielu miesięcy hejterzy, bez opamiętania zaatakowali nasz skarb narodowy. Czy miało to wpływ na wynik drugiego meczu? Nie, nie miało wpływu na naszych kopaczy, którzy wraz z trenerem oraz prawnikami pośpiesznie przeglądali zapisy kontraktów. Kilka dni wolnego pozwoliło, na wynegocjowanie wydawałaby się nowych, lepszych warunków, dzięki czemu do drugiego meczu przystąpiono w dopasowanym do stopy obuwiu. Zmiany w składzie oraz ustawieniu reprezentacji były ceną za powyższe ustępstwo.

Pierwsze minuty dobitnie pokazały, że dopasowane obuwie przyśpieszyło piłkarzy. Rzucili się na przeciwnika, niczym wygłodniały wilk na bezbronną ofiarę, co niestety nie trwało zbyt długo. Potęgujące pot koszulki ponownie otumaniły naszych wybrańców, a zbyt obcisłe gatki powodowały bolesne obtarcia. Po kilkunastu minutach walki wiadomo było, iż renegocjacja kontraktów nie dała zbyt wiele. Ba, pogorszyła już i tak fatalną sytuację piłkarzy. Dobra postawa Kolumbijczyków odebrała godność naszym kopaczom i odebrała nadzieję kibicom, którzy niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stali się zaciekłymi przeciwnikami reprezentacji Polski. Trolling rozlał się po całym Internecie i był obecny na każdym znaczącym portalu. Trudno zacytować nawet te najłagodniejsze komentarze. Internauci niczym psychole zaatakowali piłkarzy, tak dumnie prezentujących się na kolorowych kartach dostępnych w pewnej znanej sieci supermarketów.

Nie załamało to jednak wybrańców narodu, którzy z podniesioną głową przystąpili do kolejnego meczu. „Mecz o honor”. Tak właśnie nazwali go złośliwi hejterzy oczekując kompromitacji polskich gwiazd. Na szczęście kilka dni wolnego pozwoliło na ponowne zmiany w kontraktach piłkarzy. Wróciły korki o dwa numery za duże, w zamian piłkarze pozbyli się nieszczęsnych koszulek oraz zbyt małych spodenek. Zawodnicy wykazując się niezwykłym w tej profesji sprytem, wypchali czubki butów watą, dzięki czemu niemal idealnie wpasowywały się w stopę. Ten mecz dzięki wspólnemu wysiłkowi trenera i zawodników miał wyglądać zupełnie inaczej. Zmiany w składzie, wynikające z zapisów kontraktów, nie były zbyt bolesne i jak się ostatecznie okazało, nie wpłynęły negatywnie na postawę piłkarzy.

Mecz okazał się walką dwóch równorzędnych przeciwników wymieniających ciosy w środkowej części boiska. Największa gwiazda Japonii, Jako Tako Kiwa był bezradny niczym ratlerek walczący z buldogiem. Bramka strzelona przez Polaków pokazała wyższość futbolu znad Wisły, z kopaniną uprawianą w kraju kwitnącej wiśni. Bramka ta zdecydowanie podniosła morale Polaków, a u Japończyków pojawił się strach. Momentalnie wzmocnili formację obronną i próbowali skonstruować atak. Nie mieli jednak łatwego zadania, gdyż rewelacyjne ustawienie Polaków uniemożliwiało im przedostanie się na połowę biało-czerwonych. Utrzymywali piłkę, bojąc się kolejnego ciosu. I mieli ku temu powody, gdyż polski trener przygotował kolejnego doświadczonego zawodnika, którego celem był ostateczny nokaut przeciwnika.

Niestety Japończycy, mimo iż nie byli w stanie zaatakować, wciąż byli przy piłce i nie zamierzali jej oddać. Ich bezwzględność była porażająca. Polak zwijający się z bólu na murawie nie robił na nich wrażenia. Wciąż byli przy piłce i nie zamierzali przerwać swojej akcji, a to nie pozwalało na interwencję lekarza. Tymczasem kontuzjowany piłkarz pokazał prawdziwą klasę. Dokonał samouleczenia i wstał z murawy, gotowy do dalszej walki. W tym samym momencie zszokowani Japończycy wybili piłkę na aut, sędzia z podziwu gwizdnął w gwizdek i zakończył mecz. Wielkie zwycięstwo stało się faktem, a stadionowi kibole oniemieli z wrażenia. Gdyby nie wcześniejsze dwie porażki, biało-czerwoni mogli w dalszym ciągu cieszyć nasze oczy nienaganną techniką, wolą walki i pięknymi bramkami. Niestety dla nas, mistrzostwa dla biało-czerwonych skończyły się przedwcześnie.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kemilk · dnia 20.10.2018 10:50 · Czytań: 137 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 30.12.2018 04:17
Podobało mi się. Taki frywolny tekst, nieuzurpujący sobie niczego. Ot, lekka ironia.
Humor co prawda nie w moim guście, ale też nie przeszkadzał. Ale ze dwa czy trzy razy się uśmiechnąłem.
Jedynie zakończenie nieco zawodzi. Bo nastawiłem się na jakąś pointę, a jej nie było. Także spory minus.

Pozdrawiam.
Kemilk dnia 30.12.2018 12:51
Dzięki za wizytę i za komentarz. Może kiedyś uda mi się wymyślić lepsze zakończenie.
Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
24/04/2019 08:33
Chyba tak mam czas do wieczora. »
al-szamanka
24/04/2019 08:23
Fajnie, że się podobało. Dziękuję za poczytanie i miły… »
al-szamanka
24/04/2019 08:21
Odjazdowy tytuł :D Najbardziej podoba mi się słońce… »
lew morski
24/04/2019 03:44
Wielkie dzięki za przeczytanie i komentarz – myślałem, że… »
Abi-syn
23/04/2019 21:28
Hejka Wiki to prawie jak ja, :) , też rzadko, też z… »
Elminster
23/04/2019 18:10
@Marek Adam Grabowski nie zmieniłem czcionki, ponieważ… »
cliffhanger
23/04/2019 16:47
Bardzo dobre. »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:16
Widzę, że powtarzasz błędy z poprzedniej części. Nawet… »
Marek Adam Grabowski
23/04/2019 16:08
Bardzo piękny wiersz. I piszę to mimo tego, że nie przepadam… »
al-szamanka
23/04/2019 14:55
Nie dziwię się, że próbowała utonąć. Doskonale pokazałaś… »
Madawydar
23/04/2019 12:09
Fabuła zapowiada się całkiem nieźle. Błędy są, ale nie… »
pociengiel
23/04/2019 10:01
Dzięki. Jest najlepsza. Aczkolwiek zaszalałem dodając cztery… »
allaska
23/04/2019 09:38
Popracowalabym nad ostatnia strofa:) »
AntoniGrycuk
22/04/2019 21:14
Marku, dzięki za nalot na tę mini-miniaturę. I za taką… »
Marek Adam Grabowski
22/04/2019 20:18
Świetne. Tylko tyle i aż tyle. Pozdrawiam »
ShoutBox
  • mike17
  • 23/04/2019 18:46
  • Głosujcie w MUZO WENACH 7 na swoich faworytów, oto konkursowe namiary : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:31
  • A kto inny mówi, że w Słowniku Poprawnej Polszczyzny z 2016 jest: winny wszystkiemu. I co tu sądzić? Ja mam tylko taką sugestię: być winny wypadku, zdarzeń (kogo, czego).
  • AntoniGrycuk
  • 23/04/2019 13:27
  • Otóż dzwoniłem do poradni językowej Uniwersytetu w Poznaniu. Podano mi, że w słowniku sprzed 40 lat obie formy są dopuszczane, a w nowym tylko w formie dopełniacza. Więc: winny wszystkiego.
  • Dobra Cobra
  • 23/04/2019 10:40
  • Jaka piękna wymiana celowników i dopelniaczy ! Lata cale czekałem na taką rozrywkę umysłową na Sb.
  • MitomanGej
  • 23/04/2019 04:30
  • "Wszystkiemu" to celownik, a "wszystkiego" - dopełniacz. Z logicznego punktu widzenia poprawna jest forma z końcówką -ego, gdyż jesteśmy winni kogo/czego, w celowniku to możesz być winny koledze 5 zł
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 18:12
  • Dzięki. Choć logicznie to brzmi, jakby chodziło o znaczenie słowa winny w sensie długu, a nie przyczyn wydarzeń.
  • al-szamanka
  • 22/04/2019 18:02
  • Jestem winny WSZYSTKIEMU... WSZYSTKIEMU jestem winny.
  • mike17
  • 22/04/2019 16:51
  • Nasza zabawa trwa. Głosujcie w MUZO WENACH 7, łatwo czytać miniatury, bo jest ich niewiele. Dlatego liczę na Wasz odbiór i cenne głosy. Czekają na nie też Autorzy, którzy zaszczycili konkurs :)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:2claudiac192hh4
Wspierają nas