"Zachęta" - Asocjacja
Proza » Inne » "Zachęta"
A A A

Dwie ulice dalej od rezydencji wielebnej damy Dżulii, po dramacie, jaki rozegrał się poprzedniego dnia niedługo przed północą w małym apartamencie kamienicy, którą zamieszkujący tę okolicę szanowani obywatele miasteczka jednogłośnie, ekscytującemu miejscu zaspokajania potrzeb ludności w drodze świadczenia elementarnych usług, nadali miano "Zachęta", zgromadził się, głodny sensacji, tłum niezaspokojonych i oczekujących w kolejce przybyszy, z jednym policjantem na czele.
Rankiem, następnego dnia, Dżulia, z obowiązku udzielenia pierwszej pomocy Dżankowi, opuściła własny kąt i skierowała się do swojej najbliższej, godnej zaufania, przyjaciółki, która od wielu lat zajmowała się alchemią i sporządzaniem egzotycznych mikstur o uzdrawiającym działaniu, które niejednego jej pacjenta postawiły na nogi, jednego nawet wyciągnęły z grobu. Dżulia z obrzydzeniem ominęła stado elektorów przy ulicy Wiązowej i zapukała do drzwi niewielkiej chatki Dżagi, pokrytej zimozielonym bluszczem, który wnosząc zielony kolor do cienistego zakątka posesji dodawał mu niepowtarzalnego uroku i chronił przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów. Z komina słomianego dachu wyciekała mała smużka czarnego dymu, w jednym tylko oknie, z grafitową szybą w czerwonym obramowaniu, siedział kot.
Zgrzytnęły ciężkie, wysłużone, dębowe drzwi. Dżaga, w zgrzebnym, czarnym okryciu przewiązanym konopnym sznurem, z lekko zmierzwionymi, bujnymi jasnymi włosami, z iskrą radości w oku, witała dawno niewidzianą przyjaciółkę.
- Cześć! Właź! Szybko! Zimno leci! - rozdrażniona nagłą zmianą pogody, Dżaga gwałtownym pociągnięciem przyjaciółki za rękę postawiła ją na środku izby. Poirytowanie potęgował diaboliczny zbieg okoliczności, pozostawione na zbyt silnym ogniu mielone kotlety, spalone na węgiel, niosły za sobą nieuchronną przepowiednię, ktoś ciężko zachoruje albo niebawem umrze.
- Witaj, droga, miła Dżulio, wybacz ponaglające szarpnięcie, moje nietaktowne i wręcz prostackie zachowanie niewątpliwie zasłużyło na twoją krytyczną ocenę - niecierpliwym gestem strzepnęła z parapetu kota i otworzyła okno na całą szerokość. Dopływ rześkiego i zimnego powietrza z przeciągiem oczyścił zadymione pomieszczenie, ujmując kolokwialnie, ogólnie wpłynął na poprawę atmosfery.
- Przeprosiny przyjęte - Dżulia, zważając na wiarygodnie brzmiący ton swojego głosu, kierowała się w stronę fotela, w którym z rozkoszą zagłębiała się po uszy przychodząc swego czasu z wizytą. Poza tym, nie miała zamiaru pochopnie wydawać pieniędzy, według niej, Dżaga zbyt wysoko ceniła sobie wymyślne, przekombinowane specyfiki.
W jednoizbowej chatce Dżulia odmłodniała co najmniej o pięć lat i dwa tygodnie. Rozglądając się po starych kątach nie zauważyła żadnych istotnych zmian, białe ściany wysuwały na pierwszy plan bogato rzeźbione, wykonane z palisandru, z dbałością o najmniejsze detale, indyjskie meble, kolonialne łóżko, nocna szafka, bieliźniarka, obszerna szafa, stolik i dwa fotele. Na etażerce, lekkim otwartym meblu z kilkoma półkami, stały słoiczki, flakoniki, drewniane pojemniki z ziołami, gadżety przydatne w kuchni i kilka durnostojek. Po środku izby, w zagłębieniu drewnianej podłogi, nad małym paleniskiem, stał żeliwny trójnóg, z którego na czterech łańcuchach zwisała bielona, miedziana brytfanna z ośmioma przegrodami, w jednej z przegród dogorywały rzeczone, mielone kotlety. Obok paleniska stał odlany z brązu zestaw kominkowy i wieszak w starej ramie okiennej, na garnki, kubki, patelnie i sztućce, własnoręcznie wykonany przez gospodynię. Jedyną książką, którą studiowała Dżaga, to była książka kucharska "Kuchnia staropolska" przetłumaczona na język angielski, nikt nie mógł jej dotykać, wymownie leżała na nocnej szafce. Centralne oświetlenie zapewniał żyrandol na dwanaście świeczek wiszący nad trójnogiem, a niezliczona ilość świeczek, umieszczonych w kilku kinkietach symetrycznie rozmieszczonych na trzech ścianach, tworzyła wieczorami czarowne, upajające, kameralne miejsce na babskie pogaduszki.
- Pamiętasz ten fotel obity skórą cielęcą? Czekał na ciebie, zanurz się w nim, moja droga Dżulio... Stara przyjaciółko... - z mieszanymi uczuciami, po słowie "stara", Dżaga zaczęła twórczo krzątać się po izdebce. Sięgnęła po zioła, z drugiej przegródki kociołka zaczerpnęła chochelką niewielką ilość gorącej wody i w małym złotym pucharku podała Dżulii napój.
- To napój wysoce energetyczny, herbata, prosto z Turcji, powinnaś odwiedzić ten sympatyczny kraj... No proszę, póki ciepła, wypita w odpowiednim momencie chroni przed przeziębieniem - Dżaga z życzliwością zmuszała do pośpiechu przyjaciółkę, jednocześnie otulając ją grubym, wełnianym pledem - pomyśl o czymś miłym, a ja w tym czasie przygotuję ci wyjątkową ekstra miksturę, na twoje indywidualne, specjalne zamówienie, przecież po nią, zadając sobie wiele trudu, przyszłaś do mnie, zgaduję...
- Tak... Niezastąpiona jest twoja przychylność i twoje domysły... - Dżulia powoli rezygnowała z wielkopańskich manier, nie miała dzisiaj ochoty ani czasu na wysublimowane gadki szmatki. Przyglądała się tworzeniu dzieła. Dżaga nucąc pod nosem Hallelujah Leonarda Cohena uwijała się jak w ukropie, jej zwinne, długie i szczupłe palce zdawały się sięgać do samego dna najgłębszych pojemników. Wysmukła sylwetka królowała w przytulnej, tajemnej izdebce.
Sporządzony preparat Dżaga wlała do ciemnoróżowej fiolki, zamknęła korkiem, nakleiła etykietę z dokładnym opisem stosowania i podała Dżulii.
- Moja droga, kochana Dżulio, oto mój farmaceutyk, magiczny napój, który zlikwiduje wszelkie dolegliwości, tak umysłowe, jak i fizyczne twojego gościa. Jest przeznaczony tylko dla niego. Musisz uważać, żeby nie dostał się w niepowołane ręce a szczególnie nie trafił w łapki tej małej smarkuli, Dżudi... Tak ją ochrzczono? To diabeł wcielony, bądź ostrożna, przez nią będziesz miała ogrom kłopotów, dodam, że za nią chodzą rzadko występujące nieszczęścia, wierz mi... Obiecaj, musisz uwolnić się od niej, jak najszybciej, jeżeli nie jest już za późno...
- Och, Dżago! Przestraszyłaś mnie... - Dżulia w pośpiechu opuszczała gościnne progi.
W drzwiach pociągnęła Dżagę za język.
- Czy doszło do zabójstwa w "Zachęcie"? - twarz Dżulii pokrył rumieniec chorobliwej ciekawości, zsunęła woalkę.
- Owszem. - Dżaga wydawała się przybita niespodziewaną tragedią ulicy Wiązowej.
Drzwi zamknęły się z głuchym odgłosem.
Dżulia szybkim krokiem maszerowała w kierunku swojej rezydencji, zbliżało się południe, jeszcze nie jadła śniadania.
- Dzień dobry, Dżulio, damo mojego serca! - drogę zagrodził jej policjant - dokąd tak pędzisz? Nie jesteś ciekawa jakie ponadprogramowe wydarzenia toczą się wokół nas, na naszych oczach? - posterunkowy objął ją ramieniem - nie wypuszczę cię tak szybko, kochanie... - podniósł woalkę i siarczyście pocałował ją w usta.
- Co się dzieje, co się stało, co za zachowanie, panie władzo, fe... - z niepohamowanym gniewem i oburzeniem Dżulia z trudem dochodziła do siebie - czy my się znamy? Czy... To ty, naprawdę ty, Dżant? Wybacz, nie poznałam cię w pierwszej chwili. Spieszę z pomocą... Do następnego...
- Dżulio, to poważna sprawa. Popełniono morderstwo... W małym pokoiku "Zachęty", wiesz, w którym onegdaj spotykaliśmy się... na te... te, tete-a-tete - uśmiechnął się ciepło, żartował.
- A propos, czy nasze odległe spotkania, rendez-vous - nie daj Boże - mają nierozerwalny związek z rozgrywającym się tu obecnie przedstawieniem na scenie zbrodni, Dżant? - kontynuując rozmowę w języku francuskim, Dżulia zaniepokoiła się na dobre. Kiedy rozpoczynała znajomość z Dżantem, wysokiej rangi oficerem, czuła się przy nim bezpieczna, a teraz? Teraz czekała na słowa pocieszenia.
- Nie, Dżulio, nic podobnego ci nie sugeruję, to zwykła gorączka przed wyborami, wrzawa rodząca niebezpieczne niepokoje, pęd do koryta, ludzie wyciągają przedpotopowe brudy na światło dzienne, mogą i nasze... Pamiętaj, droga Dżulio, wybory są dwudziestego pierwszego października, w niedzielę, wiesz na kogo masz głosować?
- Spotkamy się? Na pierwszych stronach gazet? - uspokojona, śmiejąc się rzuciła Dżantowi niezobowiązujące spojrzenie na odchodnym. Nie czekała na odpowiedź, gnała na przemian, to z nadzieją, to z duszą na ramieniu. Mężny i drapieżny podbródek Dżanta dodawał jej skrzydeł, przy nim, w żadnym wypadku, nie znajdzie się w beznadziejnym i rozpaczliwym położeniu, na jego liście zajmie pierwsze miejsce.
W saloniku podano śniadanie, arystokratyczna maska Dżulii wróciła na swoje miejsce. Sięgnęła po poranne wydanie gazety.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Asocjacja · dnia 25.10.2018 09:22 · Czytań: 130 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 5
Komentarze
JOLA S. dnia 25.10.2018 15:28
Asocjacjo,

chętnie i zainteresowaniem czytam Twoje opowieści, choć przyznam, że nie bez wysiłku.

Obsypujesz czytelnika długimi, tasiemcowymi zdaniami, dookreśleniami, które spychają zasadniczą treść na miejsce podrzędne.
Język masz wyćwiczony, ale to nie zmniejsza tego wrażenia, osłabia akcję i przyznam się, że trochę męczy. Taki masz styl pisania i trudno o to mieć pretensje, ale momentami przydałyby się nożyczki lub wiadomy klawisz. Pomalutku, konsekwentnie, z namysłem.

Wiem, wiem, co powiesz przyganiał kocioł garnkowi. Tak, nie jest to łatwe, ale chyba nie ma innego sposobu, każdy tekst musi się odleżeć, dojrzeć.
Ostatnio czytałam wywiad z wziętym pisarzem, w którym wyznał, że czasami z pierwotnego, wielostronicowego tekstu zostaje mu niewiele, a czasem wręcz nic. Jego zdaniem to jedyna droga...

I od razu poczułam się lepiej. ;)

Serdeczności :) :) :)
Asocjacja dnia 26.10.2018 14:13
Witaj, Jolu,
próbuję coś wyciąć, nie wychodzi :(
długie zdania zamierzone, ułatwiają opisy, zatrzymują przy sobie rozmówców.
Niech tekst jeszcze poleży, tworzę historię na poczekaniu, na pewno będą zmiany, obiecuję, długim zdaniem. :)
Pozdrawiam :) :)
A
JOLA S. dnia 27.10.2018 11:12
Asocjacjo,

może i masz rację, poczytam jak skończysz. Jest coraz lepiej. To wszystko przez ten pośpiech. Trzymam kciuki. :) :)
Olowiany Zolnierzyk dnia 01.11.2018 11:50 Ocena: Dobre
JOLA S., ma rację. Umiesz pisać, ale galopujesz. Widać, że pisząc nie panujesz nad emocjami. Tak czy owak to dobre opowiadanie. Fakt: przegadane,
Asocjacja dnia 03.11.2018 10:34
Witaj, Ołowiany Żołnierzyku :)
Miło Cię spotkać pod moim tekstem,

jestem gaduła
dziękuję za ocenę :)
Serdeczności :)
Asocjacja
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
19/11/2018 19:20
Dobry pomysł, rzeczywiście nie rzuca się jakoś specjalnie w… »
pociengiel
19/11/2018 19:16
Wiem, wiem, wielu to tutaj zgrzyta, a mi pogrywa - tak jak… »
Opheliac
19/11/2018 18:38
W tym miejscu mi czegoś brakuje - "cześć nieutracone… »
wodniczka
19/11/2018 18:12
Witajcie 22227 - Jesień nie działa na mnie dobrze:).… »
kamyczek
19/11/2018 17:58
Bardzo ładny wiersz, Wodniczko, podoba mi się, a zwłaszcza… »
22227
19/11/2018 17:24
Bardzo dobry wiersz szczególnie to zdanie mi się podoba… »
kamyczek
19/11/2018 17:20
Marku, dziękuję za słowa uznania dla wiersza. Pozdrawiam. »
Zola111
19/11/2018 17:00
Marku, dziękuję bardzo. Pozdrawiam, z. »
allaska
19/11/2018 15:02
Marku, dziękuję za odwiedziny:) pozdrawiam »
Marek Adam Grabowski
19/11/2018 14:44
Wiersz ładny, chociaż temat oklepany. Pozdrawiam Marek… »
Marek Adam Grabowski
19/11/2018 14:41
Przesłanie tego wiersza genialne. Onomatopeje tylko dodają… »
Marek Adam Grabowski
19/11/2018 14:37
Pierwszej (ponoć nieudanej) wersji nie znam; to też nie będę… »
Marek Adam Grabowski
19/11/2018 14:30
Dla mnie jest to nieco chamskie. Wiem w w swojej twórczości… »
Marek Adam Grabowski
19/11/2018 14:10
Myślę że ten biały wiersz (chyba tak to można nazwać)… »
Marek Adam Grabowski
19/11/2018 14:08
Zolu, Jak zwykle dobra recenzja. Pozdrawiam Marek… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 19/11/2018 20:35
  • Uwaga, gorzkie żale. Mój tekst utknął w poczekalni. Potrzebuję ślusarza :D
  • dodatek111
  • 19/11/2018 11:03
  • Głos oddany, dzień udany #zaśrodkowanie :)
  • Zola111
  • 19/11/2018 00:14
  • Wyobraźcie sobie, że dziś nikt nie zagłosował w Zaśrodkowaniu#29. Cóż...
  • Niczyja
  • 18/11/2018 22:20
  • Moje dzisiejsze odkrycie. Piękne... [link]
  • Berele
  • 17/11/2018 01:49
  • To był nocny nalot na poezję :)
  • Zola111
  • 16/11/2018 23:49
  • Tak, ajw już zagłosowała. Czekam na Wasze głosy :)
  • Prat Bart Pao
  • 16/11/2018 23:09
  • Siema! Wpadłem na chwilę zostać dłużej.
  • ajw
  • 16/11/2018 22:39
  • Dzięki :) No to już zagłosowałam :)
  • ajw
  • 16/11/2018 20:40
  • Nie mogę znaleźć miejsca z wierszami do głosowania :( Zaśrodkowania #29
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas