muzo-wena 5 - Gramofon
Proza » Miniatura » muzo-wena 5
A A A

 

Światełko w tunelu
 
 
Była piękna pogoda. W tym roku początek jesieni był niezwykle łaskawy dla użytkowników ziemskiego padołu. Idealny czas na zmiany. Mężczyzna w średnim wieku zatrzymał się, gdy tylko dostrzegł tunel, przed którym stała para strażników. Wyciągnął zawiniątko z plecaka, by po raz ostatni dotknąć rzeczy, z którą nie rozstawał się od ponad dwudziestu lat. Odwinął pożółkłą szmatę. W środku znajdował się całkiem sporych rozmiarów kamień. Obracał go powoli, bacznie mu się przyglądając. Przesuwał delikatnie opuszkami palca po nierównej powierzchni jakby gładził policzki ukochanej. Kciuk zatrzymał się na brązowych plamach. Krew weszła w chropowatą strukturę kamienia i scaliła się z resztą na tyle, że nikt by się nie domyślił, że ten głaz nie ma tego od zawsze. Nie próbował tego sprawdzać. Wyciągał go tylko wtedy kiedy był sam. Zawsze miał go przy sobie, mimo że nie był lekki, a teraz patrzył na niego ostatni raz.
 
 
- Obiecujesz, że nigdy mnie nie zostawisz? Nawet jak się ożenisz?
- Nie ożenię się, tylko ciebie kocham.
- Głupi jesteś. Musisz się ożenić. Spłodzić dzieci. Może nawet pozwolą nam przejść, tam na pewno byś kogoś znalazł.
- Mi nie, bo jestem głupi, ale tobie na pewno.
- Albo razem, albo wcale. Tu też możesz się ożenić. Marta jest fajna.
- Co ty gadasz, ona jest ruda! Z tobą się ożenię.
- No głupi. Jestem twoją siostrą.
- No to co? Uciekniemy i się z tobą ożenię.
- Nie ma już gdzie. To tu czasem uciekają, chociaż mama mówi, że stamtąd nikt by nie uciekł, bo tam jest super, ale czasami muszą kogoś wyrzucić bo okazuje się, że tam nie pasuje.
Nagle oboje zamilkli i zrobiło się jakoś poważnie. Chyba pierwszy raz odkąd przyszli na świat. Przez kilka miesięcy mówili o nich wszyscy po obu stronach. Nic dziwnego, nawet najstarsi nie pamiętali kiedy ostatnio urodziły się bliźniaki. Zaraz po tym jak przyszli na świat, jakiś ważniak w garniturze złożył propozycje ich matce. Mieli szanse przejść we trójkę w trybie pilnym bez dodatkowych wymagań. Do niczego jednak takiego nie doszło. Magdalena postanowiła zostać z mężem i dziećmi po tej stronie, gdyż nie chciała zostawiać swojego ślubnego samego. Powody, dla których propozycja nie obejmowała Marka nie były jasne. Elegancik zasłaniał się tajemnicą państwową i postawił sprawę jasno, bez możliwości negocjacji, a sam zainteresowany przebąkiwał coś o wydarzeniach z jego młodości, ale nie chciał o tym rozmawiać. Tak czy inaczej, nie gadali później o tym, a i dzieciom nigdy nie wspominali o tej propozycji. Uważali, że tak będzie dla nich lepiej.   
 
 
W momencie przejścia na drugą stronę trzeba było zostawić wszystko za sobą. Michał nie miał wielu rzeczy. Kilka wartościowszych przedmiotów dał znajomym, a resztę zostawił w szafie i skrzyni obok swojego łóżka. Mieszkał w wielorodzinnym domu jak większość po tej stronie. Mały pokój, w którym spał, nie należał nawet do niego, więc w momencie gdy okazało się, że przechodzi, wprowadził się tam ktoś inny. Rodzice zmarli w zeszłym roku. Kompletnie nic go tu nie trzymało. Tylko ten kamień. Kawałek skały, z którym rozmawiał gdy nikt nie patrzył.
 
 
W noc letniego przesilenia zawsze było gorąco. Nawet jak było zimno, to atmosfera wydarzeń i magia tego dnia powodowała, że krew w żyłach się gotowała. Nie inaczej było i w tym roku. W samo południe przyjechało kilka ciężarówek zza przejścia. Zrobiło się wielkie zamieszanie. Wykorzystała to Karolina i zwinęła butelkę wina. Gdy nastał zmierzch i wszyscy z okolicy zebrali się przy wielkim ognisku, rodzeństwo niepostrzeżenie oddaliło się w kierunku skałek Klapsów. Na szczycie rosło kilka grusz. Nikt nie wiedział jaki to ma związek, ale każdy tak na to mówił. Przed wielką wojną był tu klif, ale morze wyschło. Lubili tam chodzić, mogli patrzeć na wszystko z góry. Pili wino i w milczeniu obserwowali jak małe ludziki tańczą dookoła płomieni. Sielankę przerwały dziwne odgłosy dochodzące  zza pleców. Gdy się odwrócili, było już za późno. Szybki cios kolbą karabinu pozbawił Michała przytomności. Kiedy się ocknął, spostrzegł, że siostra leży kilka metrów dalej. Głowa roztrzaskana, ręce związane. Coś musiało pójść nie tak i skąd napastnicy mieli broń, przecież po wojnie cała została zniszczona.
 
 
Kończył mu się czas. W pobliżu tunelu rósł duży dąb, często pod nim stali i patrzyli jak inni przechodzą, marząc, że kiedyś i oni dostąpią tego zaszczytu. Pod jednym z korzeni była mała norka, schował tam kamień. Miał nadzieje, że z drugiej strony drzewo będzie widoczne.
- Rozbierz się do naga i wrzuć wszystko do tamtej beczki – powiedział jeden ze strażników.
Michał był poddenerwowany. Trzęsącymi dłońmi zdejmował powoli kolejne części ubrania. Czuł na sobie pogardliwe spojrzenia, ale powtarzał w duchu „tam będzie mi lepiej, moja rodzina by tego chciała”.  Jeden z wartowników widząc powolne ruchy Michała, popchnął go i zaśmiał się ze wzgardą. Michał zupełnie nagi zacisnął pięść i krzyknął - albo razem, albo wcale! – po czym wybiegł z tunelu. Wyciągnął ze skrytki kamień i poszedł przed siebie z uśmiechem na ustach.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gramofon · dnia 06.11.2018 12:03 · Czytań: 177 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
Darcon dnia 06.11.2018 15:55
Ciekawa miniatura, choć czuję pewien niedosyt. Głównie ze względu na Twoje "mataczenie". :) Przy każdym akapicie zastanawiałem się, o czym dokładnie mówisz. Pierwszy wydaje się wręcz surrealistyczny, drugi zaczynasz od dialogu, który jak się później okazuje, nie ma większego znaczenia. To znaczy jego treść nie jest specjalnie powiązana z resztą miniatury. Dalej ojciec, który nie może przejść, wojna, karabiny, albo odwrotnie. Nawet końcówka jest niejasna.
Cytat:
Jeden z war­tow­ni­ków wi­dząc po­wol­ne ruchy Mi­cha­ła, po­pchnął go i za­śmiał się ze wzgar­dą. Mi­chał zu­peł­nie nagi za­ci­snął pięść i krzyk­nął - albo razem, albo wcale! – po czym wy­biegł z tu­ne­lu. Wy­cią­gnął ze skryt­ki ka­mień i po­szedł przed sie­bie z uśmie­chem na ustach.

Skoro wybiegł, to znaczy cofnął się, czy przeszedł? Ale wziął ze skrytki kamień, czyli nie przeszedł, z drugiej strony, poszedł przez siebie, a nie wrócił, skąd przyszedł. :)
Pokręcone trochę to wszystko. Stąd mój niedosyt, za dużo musiałem się zastanawiać, tracąc tym samym przyjemność z czytania.
Pozdrawiam.
Wierszybajka dnia 06.11.2018 16:51
Hej :)

Wzruszyła mnie lojalność brata w dotrzymywaniu obietnic, ale całość jest troszkę zbyt chaotyczna. Jakby zabrakło miejsca na rozwinięcie w pełni niektórych wątków. Może taki był zamysł by pokazać wartkość akcji, a może następnym razem pomysł się bardziej rozwinie?
Oczywiście to tylko spekulacje ;)

Pozdrawiam :)
Gramofon dnia 06.11.2018 17:27
Po kolei albo i nie.

Darcon, mataczenie? Czy wszystko musi być wyłożone kawa na ławę, nawet w prozie? Dialog według mnie ma znaczenie, pokazuje przywiązanie rodzeństwa.
Skoro wybiegł tzn że nie przeszedł. Poszedł przed siebie czyli nie wrócił ani do domu ani nie przeszedł przez tunel. Dla mnie logiczne, ale czasami, a może nawet często ktoś mi piszę, że coś jest dla niego niejasnego w moich miniaturach, z tym, że żeby było śmieszniej to coś co jest niezrozumiałego dla jednej osoby to dla drugiej to jest zrozumiałe, a co innego nie, więc nie wiem co o tym myśleć.

Wierszybajko, chciałem nakreślić co i jak, krótki rys historyczny, emocje, czemu zrobił co zrobił i takie tam :p

Do wszystkich: miałem do wykorzystania tylko 5000 znaków i chciałem zrobić wstęp, zakończenie i po drodze rozwinięcie. Uważam, że jest to całkiem spoko motyw, więc może kiedyś trochę to opowiadanie przedłużę, bo nawet pisząc teraz to musiałem sporo skracać.
JOLA S. dnia 06.11.2018 17:45
Gramofonie,

przyznam się, że wolę czytać Twoją poezję.
Nie mówię o pomyśle, wyobraźnia cieszy, ale warsztat źle mnie uspasabia. Wyczuwam w tekście jakiś bałagan, brak staranności. Jesteś jednostką uzdolnioną, ale ciut nonszalancką w pracy i to się wie, i wyczuwa. :(
Momentami nawet nabierałam silnego przekonania, że mogłeś zrobić inną muzykę, ale tego nie uczyniłeś. Ile w tym złudzenia nie potrafię powiedzieć. ;)

Serdeczności. :)
Gramofon dnia 06.11.2018 17:59
Mogłem zrobić inną muzykę? Nie rozumiem.

Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale z prozy nie zrezygnuje, za dużo mam pomysłów w głowie. ;)
JOLA S. dnia 06.11.2018 18:05
Gramofonie,

proza ma lub nie ma melodii, podobnie jak poezja. Jej brak tłumaczy drewniane ucho. ;)

Pozdrawiam cieplutko. :)
Gramofon dnia 06.11.2018 18:08
Ano drewniane uszy to mam, że hoho.

Dzięki, że wpadłaś do mnie chociaż pod prozę. :)
Darcon dnia 07.11.2018 07:54
Tak, jak zauważyła Jola, niedopowiedzenia prowadzą w różne kierunki, przez co umykało mi główne przesłanie miniatury.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:4miae113gc7
Wspierają nas