Projekt prologu do sam-nie-wiem-jak-to-nazwę - StalowyKruk
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Projekt prologu do sam-nie-wiem-jak-to-nazwę
A A A
Od autora: Krótki prolog do nowego pomysłu wyrastającego na gruzach "Klątwy Bestii". Jako, że tamten pomysł w ostatecznym rozrachunku okazał się moją porażką, jako autora, zamierzam napisać to od początku, wracając do moich pierwotnych koncepcji. Mam nadzieję, że lektura okaże się przyjemna.

Pustkowie przemierzały dwie, samotne postacie. Dlaczego samotne? To nie była kwestia liczebności. Każdy z wędrowców roztaczał wokół siebie aurę samotniczego ponuractwa i zalatującej dekadentyzmem pogardy do otaczającego ich świata. Jednak obaj robili to na inny sposób.

Człowiek idący z tyłu, odziany w znoszony, skórzany płaszcz, szeroki kapelusz i z twarzą zasłoniętą z pomocą chusty i okrągłych okularków o czarnych szkłach, sprawiał wrażenie czegoś więcej, niż zwyczajnego podróżnika. Szedł dumnie wyprostowany, afiszując się swoją innością, lecz zostawiając jedynie niewyraźne wrażenie swojego istnienia u ludzi mających okazję go spotkać. Nie żeby było takich wielu.

Wędrowiec idący przodem, praktycznie prowadzący tę dwuosobową „kompanię”, był zupełnie inny. Nawet nie chodziło tu o różnice w ubiorze. Choć te również zwracały uwagę. Głównym elementem jego odzienia, była przedłużana skórzana kurtka, zdecydowanie stylizowana na jakiś rodzaj munduru. I miała kołnierz. Wysoki kołnierz, który wędrowiec postawił na sztorc, zapewne dla ochrony przed pyłem niesionym przez porywisty wiatr, nękający ich od dłuższego czasu. Ale to tylko drobnostki. Prawdziwą różnicę można było wyczuć przez jego postawę i zachowanie. Był to stuprocentowy człowiek. Nie żadna istota wyższa, półbóg, czy choćby ktoś usiłujący stać się czymś więcej, wynieść na wyższą płaszczyznę egzystencji. Nie, wędrowiec był człowiekiem w całej swojej wypełnionej wolą przeżycia i dumą biorąca się raczej z zacietrzewienia niż faktycznej godności osobie.

Był też wyrzutkiem. Kimś, kogo społeczeństwo wyrzuciło ze swoich obłudnych szeregów, a on w ramach zemsty odciął się od niego zupełnie. Nie żeby kogoś to obeszło. Ale on nie przyjął tego do wiadomości. Dalej rzucał pełne niechęci spojrzenia jakimkolwiek społecznościom, trzymając dystans od ludzi i w efekcie stając się środkowym palcem, wycelowanym w obraźliwym geście w kierunku wszechświata. A przynajmniej się starał.

– Daleko jeszcze? – zapytał przytłumionym przez chustę głosem kapelusznik.

– Zmęczyłeś się Kaznodziejo? – złośliwie rzucił przez lewe ramię jego towarzysz.

– Martwię się raczej o ciebie. Maszerujemy bez przerwy już sześć godzin. Może powinieneś odpocząć? Nie chcę, aby mój przewodnik padł ze zmęczenia.

– Niedaleko – wycedził wściekły wyrzutek. Kaznodzieja ledwo go usłyszał. Nic dziwnego. Silny wiatr wiele zagłuszał, a głos przewodnika brzmiał, jakby jego właściciel zamiast zestawu strun głosowych posiadał papier ścierny.

Po prawie godzinie przedzierania się przez niesłabnącą wichurę, dotarli do ścieżki. Właściwie było to niemal niedostrzegalne pasmo wydeptanej ziemi. Gdyby wyrzutek nie wiedział o niej, z pewnością by ją przeoczył. Obrócił się, sprawdzając, czy towarzysz dalej kroczy jego śladem i podążył powoli schodzącą niżej ścieżyną. Im dalej szli tą drogą, tym niżej schodziła ona względem poziomu gruntu. Już po chwili sucha skalista ziemia sięgała im do piersi, a po następnej mogli całkowicie schować się przed wiatrem. Kaznodzieja powitał to z pewną ulgą. Jak dotąd, przez całą drogę musiał przyciskać kapelusz dłonią.

Jar stopniowo przechodził w coraz głębszy kanion, aż w końcu przed wędrowcami rozpostarła się podziemna sala, wysoka na dobre dwadzieścia metrów i oświetlana wąskim promykiem światła, wpadającym przez szczelinę na suficie.

Ale nawet przytłaczający ogrom niewątpliwie naturalnej komory był niczym, w porównaniu z tym co znajdowało się na jej końcu. Otóż tam, gdzie powinno być zwężenie, lub chociażby nierówna, rzeźbiona wyłącznie siłami natury ściana, wpasowana była świątynna fasada. To znaczy, wyglądała na świątynną. Całość zbudowana z czerwonego kamienia, nietknięta przez czas ani żywioł, z dumą prezentowała ogrom kolumienek i ozdób, tak szczegółowych, że robiły wrażenie nawet z odległości niemal trzydziestu metrów, które dzieliły wylot kanionu od fasady.

Mijając wrak armaty i kości różnorodnych istot, z których większość miała zapewne pecha nie zauważyć szczeliny w ziemi, zbliżyli się do osobliwej budowli. Olbrzymia, kamienna brama leżała w kawałkach. Na fragmentach gruzu wciąż dało się dostrzec ślady drobiazgowej płaskorzeźby.

Weszli do środka. Kaznodzieja przesunął palcami po skomplikowanych symbolach, pokrywających ściany.

– Więc to tutaj wszystko się zaczęło? – mruknął.

– Tak.

– Byłeś przy tym?

Wyrzutek popatrzył na niego spode łba.

– A jak myślisz?

Kaznodzieja nie odpowiedział. Jedynym dźwiękiem jaki pozostał było wycie wiatru, który wreszcie wdarł się między skały. Zdawało się, że niesie z daleka ciche wołanie: „Kaznodziejo! Kaznodziejo!”.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
StalowyKruk · dnia 07.11.2018 08:35 · Czytań: 188 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
Darcon dnia 07.11.2018 08:54
Stalowy Kruku, to ma potencjał, ale nie mogłem z czystym sumieniem zakwalifikować prologu na górną półkę. Popatrz na pierwsze akapity.
Cytat:
Pust­ko­wie prze­mie­rza­ły dwie, sa­mot­ne po­sta­cie. Dla­cze­go sa­mot­ne? To nie była kwe­stia li­czeb­no­ści. Każdy z wę­drow­ców roz­ta­czał wokół sie­bie aurę sa­mot­ni­cze­go po­nu­rac­twa i za­la­tu­ją­cej de­ka­den­ty­zmem po­gar­dy do ota­cza­ją­ce­go ich świa­ta. Jed­nak obaj ro­bi­li to na inny spo­sób.Czło­wiek idący z tyłu, odzia­ny w zno­szo­ny, skó­rza­ny płaszcz, sze­ro­ki ka­pe­lusz i z twa­rzą za­sło­nię­tą z po­mo­cą chu­s­ty i okrą­głych oku­lar­ków o czar­nych szkłach, spra­wiał wra­że­nie cze­goś wię­cej, niż zwy­czaj­ne­go po­dróż­ni­ka. Szedł dum­nie wy­pro­sto­wa­ny, afi­szu­jąc się swoją in­no­ścią, lecz zo­sta­wia­jąc je­dy­nie nie­wy­raź­ne wra­że­nie swo­je­go ist­nie­nia u ludzi ma­ją­cych oka­zję go spo­tkać. Nie żeby było ta­kich wielu.Wę­dro­wiec idący przo­dem, prak­tycz­nie pro­wa­dzą­cy tę dwu­oso­bo­wą „kom­pa­nię”, był zu­peł­nie inny. Nawet nie cho­dzi­ło tu o róż­ni­ce w ubio­rze. Choć te rów­nież zwra­ca­ły uwagę. Głów­nym ele­men­tem jego odzie­nia, była prze­dłu­ża­na skó­rza­na kurt­ka, zde­cy­do­wa­nie sty­li­zo­wa­na na jakiś ro­dzaj mun­du­ru. I miała koł­nierz. Wy­so­ki koł­nierz, który wę­dro­wiec po­sta­wił na sztorc, za­pew­ne dla ochro­ny przed pyłem nie­sio­nym przez po­ry­wi­sty wiatr, nę­ka­ją­cy ich od dłuż­sze­go czasu. Ale to tylko drob­nost­ki. Praw­dzi­wą róż­ni­cę można było wy­czuć przez jego po­sta­wę i za­cho­wa­nie. Był to stu­pro­cen­to­wy czło­wiek. Nie żadna isto­ta wyż­sza, pół­bóg, czy choć­by ktoś usi­łu­ją­cy stać się czymś wię­cej, wy­nieść na wyż­szą płasz­czy­znę eg­zy­sten­cji. Nie, wę­dro­wiec był czło­wie­kiem w całej swo­jej wy­peł­nio­nej wolą prze­ży­cia i dumą bio­rą­ca się ra­czej z za­cie­trze­wie­nia niż fak­tycz­nej god­no­ści oso­bie.

Co robili na inny sposób?
Człowiek sprawiał wrażenie czegoś więcej?
Przed kim afiszował się swoją innością, skoro linijkę wyżej napisałeś, że idą samotnie przez pustkowie?
Co znaczy praktycznie? Prowadził, czy nie prowadził? Prowadził.
Czy ten kołnierz jest tak istotny, że podkreślasz to dwa razy?
Cytat:
Nie, wę­dro­wiec był czło­wie­kiem w całej swo­jej wy­peł­nio­nej wolą prze­ży­cia i dumą bio­rą­ca się ra­czej z za­cie­trze­wie­nia niż fak­tycz­nej god­no­ści oso­bie.

A to bardzo ładne zdanie, chciałoby się takich więcej.
Mocno namawiam na przejrzenie tekstu przed dodaniem. Jeszcze raz i drugi, z naciskiem na wyłapywanie powtórzeń i drobnych kulawych zwrotów, jak "praktycznie" czy "sprawiania wrażenia czegoś więcej". Bo jest to niezłe, tylko trzeba upłynnić.
Pozdrawiam.
MarcinD dnia 07.11.2018 21:29
Ładnie, chociaż o niczym nie mówi ;P. Poza tym, że dwójka jegomości idzie przez pustkowie w stronę świątyni. Ale generalnie takie mają być prologi, nie? Cóż, czytając takie wstępy aż chce się wrócić do kilku moich napoczętych projektów...

Ale wracając tutaj. Fajnie. Interesująco. Mam nadzieję, że pociągniesz to dalej?
StalowyKruk dnia 08.11.2018 09:49
Pociągnę. Ale to jeden z moich najtrudniejszych projektów. Nawet przy samym prologu zostało trochę pracy. Jak już gdzieś pisałem, bazuje to na wczesnych pomysłach mojego wcześniejszego, nieudanego projektu. Początkowo i tak można się spodziewać znacznej zbieżności z "Klątwą bestii".
MarcinD dnia 08.11.2018 10:42
Trzymam kciuki, by pisało się łatwo i przyjemnie, chociaż sam wiem jakie to trudne ;P
Marek Adam Grabowski dnia 19.11.2018 14:37
Pierwszej (ponoć nieudanej) wersji nie znam; to też nie będę porównywał. Stylistycznie jest to zbytnio patetyczne. Ale treść zapowiada się ciekawie...

Pozdrawiam
Marek Adam Grabowski
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Abi-syn
26/03/2019 14:32
Hejka Panie D Aleś poleciał! chcę Tobie coś dowalić… »
Abi-syn
26/03/2019 14:19
Jolie Walczymy: stereotyp, przekonanie, religia, byt -… »
Florian Konrad
26/03/2019 12:53
mam skrzywienie, imię Jarek kojarzy mi się bardo źle,… »
allaska
26/03/2019 12:12
Bardzo mi sie podoba. Jest lirycznie, inteligentny tekst.… »
pociengiel
26/03/2019 11:30
Dzięki. Powiedzmy, że to się stało tydzień temu. Ale tekst… »
Wiolin
26/03/2019 11:17
Witam. Za wszelkie dobro ukryte w Waszym słowie,… »
Wiolin
26/03/2019 11:13
Witaj Zolu. No właśnie! Ależ powiedziałaś...Nawet… »
Wiolin
26/03/2019 10:58
Koziorowska. Duża litera w poezji to krzyk, to chęć -… »
SztukaKultury
26/03/2019 10:43
U mnie kolor czcionki jest raczej czarny, także nie wiem. Tu… »
Wiolin
26/03/2019 10:29
Berele. Wszystkim poleciłbym Jarka. Mądry… »
Wiolin
26/03/2019 10:19
Witaj. Wiersz napisany w stylu przedpotopowym, przez co… »
Wiolin
26/03/2019 10:06
Berele. Ten wiersz tak bardziej chyli się do sugestii… »
Ania_Basnik
26/03/2019 09:23
Świetnie! Zaczynasz ładną metaforą potem jest lekkie… »
Dobra Cobra
26/03/2019 09:04
Bardzo piękne zakończenie drugiej czesci opowiadania.… »
Dobra Cobra
26/03/2019 08:55
Ikoniczna sprawa. Na dodatek w cudny sposób wspierająca… »
ShoutBox
  • Berele
  • 26/03/2019 13:33
  • Mam trzy teksty na zaśrodkowania i muszę wybrać dwa. A Wy czemu nie wysyłacie? :)
  • allaska
  • 26/03/2019 11:57
  • * niech ludziom ulzy, spadnie ciśnienie w wersach, miało być, Zaśrodkowanie to wielka sprawa, ale ileż mozna? Po prostu z czasem to stsje sie nudne.. dobra rekla ma?:) pa ecie, pecie,ciocie,klocie
  • allaska
  • 26/03/2019 11:53
  • To mi przypomina film alternatywy 4:) wspomózmy Zaśrodkowanie, niech ludziom uczy, spadnie ciśnienie w wersjach, niech to będzie Anioł który awansował, jest coraz gorzej z tym konkursem, do pióra:)
  • allaska
  • 26/03/2019 11:50
  • Trzeba zrobić reklamę "Zaśrodkowaniu":) Dodatek 111 ladne ramy wyznaczyl, są dużo ładniejsze niż w poprzednim. Zaśrodkowanie ledwo oddycha, ale jego częstość zniechęca, a reklamę robi pomyslodawca
  • Zola111
  • 26/03/2019 01:09
  • Miesiąc dobiega końca, wZaśrodkowaniu tylko 2 wiersze :( Szkoda. Ale nic na siłę.
  • mike17
  • 25/03/2019 13:39
  • A tu zamieszczam konkursowe INFO : [link]
  • mike17
  • 25/03/2019 13:37
  • Serdecznie zapraszam wszystkich fanów prozy do wzięcia udziału w prozatorskim konkursie MUZO WENY 7, gdzie piszemy miniaturkę pod wybrany utwór muzyczny na 5000 znaków. Łatwe? Pewnie! Do boju :)
  • StalowyKruk
  • 24/03/2019 11:16
  • Nie mam pojęcia. Nie moja kategoria. Nie będę ani narzekał, ani pisał złośliwych komentarzy zakończonych "pozdrawiam". Jak koniecznie potrzebujesz sensu, podciągnij to może do emocjonalnego... czegoś.
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Lucianaq4
Wspierają nas