Pociąg przez pustynny kocioł część 4 - StalowyKruk
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Pociąg przez pustynny kocioł część 4
A A A
Od autora: Oto przedostatni fragment, tego krótkiego, ale zdecydowanie za bardzo rozłożonego w czasie opowiadania. Może niezbyt długi, ale zdecydowałem się zakończyć cliffhangerem. Standardowe "Ciąg dalszy nastąpi". Zrobiłem tak, gdyż występuje tutaj swoista wymiana wątków (no i nie chciało mi się więcej napisać). W tej części, chyba nawet bardziej, niż w poprzedniej, starałem się wprowadzić westernowy klimat. Mam nadzieję, że wyszło. Uwielbiam westerny. Chociaż raczej spaghetti westerny, niż pierwszych przedstawicieli gatunku. Ta swoista amoralność przemawia do mnie bardziej, niż rzekoma szlachetność ludzi. Nie lubię, kiedy robi robi się zbyt patetycznie. Staram się rozładować to żartami sytuacyjnymi. Trzymajcie się i miłej lektury.

Biegł. Biegł, nie zważając na to, co dzieje się wokół. Coraz mniej wagonów dzieliło go od cholernych jeźdźców szarańczy. Słyszał łomot wokoło, wydawany zapewne przez kolejnych napastników szturmujących pociąg, ale nie obchodzili go. Nie zatrzymają go. Widział już tylko czterech napastników na ostatnim wagonie. To jest cel. Od nich trzeba zacząć.

Będąc tuż przed nimi, zerwał w biegu z pleców dubeltówkę. Niestety, zahaczył paskiem o kapelusz, który wykorzystał okazję, by wyrwać się na wolność.

Żeby przeżyć w tak niebezpiecznym zawodzie, należy posiadać przede wszystkim niezawodny refleks, zdolność do szybkiego myślenia i odpowiednie priorytety. Dlatego właśnie Joe, zamiast strzelać, wyciągnął rękę po kapelusz. Złapał go dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze chwila i ten wspaniały wyrób kapeluszniczy odleciałby, by spocząć już na wieki na piaskach pustynnego kotła.

To opóźnienie mogło naprawdę wiele kosztować najemnika. Najbliższy jeździec uniósł do rzutu metalowy oszczep, zamierzając raz na zawsze ukarać małostkowość Joego. Ten widząc, że sytuacja robi się gorąca, niczym nagrzany dach, po którym stąpał, płynnym ruchem oparł dubeltówkę w zgięciu łokcia lewej ręki, w której wciąż trzymał kapelusz. Ciężkie, metalowe kulki, z których składała się loftka, dosłownie przemieliły twarz i fragment torsu Jeźdźca. Drugi strzał oddał w głowę wielkiego świerszcza, wsadziwszy mu strzelbę niemal między żuwaczki.

Pozostałych trzech napastników ruszyło by pomścić swojego towarzysza. Nie było czasu na przeładowanie. Joe szybkim ruchem przerzucił strzelbę za plecy, a następnie nasadził nieco już wymięty kapelusz na głowę. Teraz nadszedł czas na taniec.

Wśród rewolwerowców krążyły legendy o wyczynach niejakiego Kida Curry’ego, który rzekomo miał umieć wystrzelić z rewolweru jednotaktowego pięć razy, zanim upuszczony przezeń z drugiej ręki żeton upadł na ziemię. Oczywiście wszyscy, nie wyłączając Joego wiedzieli, że z pewnością opowieść ta była znacznie podkoloryzowana. Niemniej, umiarkowanie ambitny najemnik zawziął się, by jak najbardziej zbliżyć się do tego wyniku. Po naprawdę długich ćwiczeniach, w czasie których, obawiając się, że zabraknie mu pieniędzy na jedzenie,  zrezygnował z używania amunicji, osiągnął więcej niż zadowalający wynik czterech strzałów. Na swoje szczęście miał jeszcze inną sztuczkę, o którą nie podejrzewał Kida Curry’ego.

Akimbo.

W każdą dłoń ujął po rewolwerze. Pod palcami czul chłodny metal i wytarte drewno orzechowe. Znajome uczucie. Euforyczne i przerażające. Trzymał w każdej ręce śmierć. Chociaż nie, śmiercią można określić srebrne kule, zdolne zranić każdą istotę, niezależnie od stanu transcendentalnego[1]. Rewolwery robiły tutaj za dozowniki, mające umieszczać srebro w ciałach przeciwników.

To brzmi idiotycznie, zganił się w myślach Joe, otwierając ogień.

Najpierw jeźdźcy. Pierwsza kula, wystrzelona z dzierżonego w prawej ręce rewolweru, zagłębiła się w klatce piersiowej człowieka pustyni. Zgodnie z kolejnością, następny powinien dostać kulkę z lewej ręki. Niestety akimbo charakteryzowało się obniżoną celnością. Joe, nie zrażając się, doprawił z prawej. Z trzecim nie miał już problemu. A wszystko to rozegrało się w jednej, bardzo krótkiej chwili.

Z chęcią by sobie pogratulował i nawet zrobiłby to, gdyby nie pewien drobny szczegół. Właściwie trzy szczegóły. Każdy wielki, opancerzony i wyposażony w bardzo niesympatycznie wyglądające żuwaczki.

Osiem kul. To nie dzieli się na trzy, z irytacją stwierdził rewolwerowiec.

Rzucił się szczupakiem w lewo, unikając szarżującej szarańczy i w szaleńczym tempie wpakował jej cztery kulki w łeb. Czwórką naboi z dzierżonej w lewej ręce broni obdzielił pozostałą dwójkę owadów. Jeden pozostał w miejscu, wierzgając pośmiertnie odnóżami, a drugi, tylko raniony, zdecydował się na ucieczkę.

Joe podniósł się do pozycji siedzącej, przeładował rewolwery i dopiero wtedy uznał za właściwe zorientować się w sytuacji. Na sąsiednim wagonie Zbigniew Terror walczył z dwoma jeźdźcami za pomocą dwóch maczet. Jakkolwiek ciekawie to nie wyglądało, jego przeciwnicy mieli przewagę zasięgu. Chociaż ciągnąca się do skraju dachu smuga czegoś ohydnego oraz bliżej niezidentyfikowane fragmenty owadzie i ludzkie mogły poświadczyć, że najemnik o gabarytach szafy potrafi o siebie zadbać.

Joe ostrożnie, uważając na kapelusz, ściągnął z pleców strzelbę, naładował ją i wypalił w odwłok bliższego wielkiego owada. Robal spanikował i wbrew protestom swojego pana skoczył, próbując ucieczki. Jego celem była zapewne jedna z wielkich betonowych podpór, utrzymujących torowisko wysoko ponad niszczycielskim piaskiem. Niestety dla niego, złapał się dwoma odnóżami samych torów. Z ohydnym chrupnięciem łamanych kołami pociągu nóg stwór spadł na piasek, przygniatając jeźdźca.

Z ostatnim poszło szybko. Joe strzelił pustynnemu wojownikowi w plecy, a Terror zarąbał wierzchowca.

– Ponad setka – mruknął wąsacz, przetaczając wzrokiem po otaczających pociąg jeźdźcach.

– Myślisz?

– Jestem pewien. No prawie.

– I co teraz zrobimy?

– Chyba umrzemy – kulturalnie wyjaśnił Terror.

Joe skrzywił się.

– Miło było Cię poznać – mruknął.

W tej właśnie chwili w stronę pędzących na złamanie karku jeźdźców, od strony pociągu pomknęła smuga dymu. Na oczach najemników, zostawiający ową smugę pocisk eksplodował, pokrywając zarówno wojowników, jak i ich wierzchowce ogniem. Stanowiące teraz znaczną część napastników (jeszcze) żywe pochodnie miotały się, tylko powiększając zamęt.

– Co? Jak… – zszokowany Terror miał problemy ze skleceniem porządnego zdania.

– Tesla – wyjaśnił spokojnie rewolwerowiec, zdejmując kapelusz i patrząc ze zgrozą na rozgrywające się u ich stóp piekło. – Musiał mieć to od początku. Kiedy stwierdził, że nie mamy szans sobie poradzić, odpalił to draństwo.

– Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? – pytał wciąż niedowierzający siłacz.

Joe popatrzył na niego ponuro.

– A ty byś się odważył?

***

Garażowy samuraj podszedł do bliźniaków i Erniego, stojących na dachu wagonu pasażerskiego.

– Wygląda na to, że uciekają – zagadnął.

– Też bym spierdalał, widząc coś takiego – odparł Ernie. – Staruszek się popisał.

– To robota Tesli?

– Nie, kurwa, słońce ich przysmażyło.

Samuraj zamilkł, nie zamierzając narażać się dłużej żołnierzowi.

– Skoro problem rozwiązany, możemy wrócić do realizacji planu? – zapytał Aryjczyk.

Ernie kiwnął głową.

– O czym wy mówicie? – zapytał garażowy samuraj, próbując ukryć podenerwowanie. Zdał sobie sprawę, że brakuje mu kogoś w polu widzenia.

Coś oparło się o metalowy pancerz, osłaniający mu plecy.

– Nic osobistego – mruknęła mu cicho do ucha Aryjka.

Ogłuszył go huk wystrzału. Upadł na dach wagonu, zwijając się z bólu. Zaczerpnięcie tchu robiło się coraz trudniejsze. Chyba zaczynał rozumieć tych wszystkich ludzi, odradzających mu tę właśnie ścieżkę kariery.

 

[1] Joe był dumny z zapamiętania tego słowa, choć nie był pewien, co znaczyło.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
StalowyKruk · dnia 10.11.2018 11:14 · Czytań: 137 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
Darcon dnia 10.11.2018 11:17
Wartka akcja, strzelanina i trupy, ale wszystko łatwo można ogarnąć, człowiek nie gubi się w wątkach.
Mała uwaga, wytłuszczony fragment niepotrzebny:
Cytat:
W tym mo­men­cie zdał sobie spra­wę, że bra­ku­je mu kogoś w polu wi­dze­nia.

Podobało mi się, zresztą poprzednie części też. Niełatwo jest połączyć tak różne gatunki, tu fantastyka, tam western, wielkie świerszcze i w ogóle. Opowiadanie stoi bohaterami, bo nie oszukujmy się, zabijanie zawsze w pewien sposób jest podobne, ale to bohaterowie powinni przyciągać uwagę. U Ciebie tak właśnie jest.
StalowyKruk dnia 10.11.2018 11:29
Miło słyszeć (albo raczej czytać), że Ci się podoba. Zastanawiam się tylko, czy czasem postacie nie są aby za bardzo przerysowane. Bo, nie oszukujmy się, stąd właśnie bierze się ich wyrazistość. Nie chciałbym przesadzić. Jeżeli chodzi o łączenie gatunków, w tym tekście przychodzi mi to w miarę łatwo, ale to może dlatego, że projekt świata dalece wybiega poza szczątkowe informacje, które tu przedstawiłem. Uznałem, że tak będzie lepiej. Mniej plątania się w bezużytecznych informacjach. No i dzięki temu wciąż mam spore pole do przeróbek koncepcji, bez zbytniego ingerowania w tekst.
Darcon dnia 10.11.2018 11:34
Ale takie powinny być, częściowo przerysowane. W końcu pociąg na dzikim zachodzie gonią wielkie świerszcze, come on. ;) Nie możesz zrobić bohaterów pokroju Clinta Eastwooda w Unforgiven.
MarcinD dnia 13.11.2018 08:22
Oj, Clint pasowałby do tekstu niemal dokumentalnego, typowej sensacji bez cienia nierealnej fikcji... Natomiast tutaj... Właśnie to świetne come on. Domorosły samurai, rewolwerowiec ćwiczący akimbo. Postacie muszą być przerysowane i to mocno, bo całość jest przerysowana. Bez tego przerysowania mogłyby zaginąć gdzieś pomiędzy świerszczami - gigantami. Także więc - tak trzymaj :-).
Materazzone dnia 20.11.2018 19:42
Jak dla mnie to jest to po prostu świetne. Postacie w jakiś sposób zabawne i zdecydowanie dodają tej historii kolorytu. Pozdrawiam serdecznie
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
18/12/2018 21:11
Wspaniała medytacja i pełen miłości hołd złożony bliskiemu.… »
AntoniGrycuk
18/12/2018 21:11
Tak, Jolu, to je dobre. Naprawdę. Nie do końca chyba… »
Arkady
18/12/2018 20:41
Normalna praca w biurze projektowym (nno teraz jest autocad… »
Zola111
18/12/2018 20:37
ajw, nie, nie obrażę się. Przeciwnie. Dziękuję za uwagi i… »
Zola111
18/12/2018 20:33
ajw, dziękuję pięknie :) Pozdrawiam, z. »
BlueRiver
18/12/2018 20:15
Dziękuję bardzo wszystkim za poświecenie swojego cennego… »
Arkady
18/12/2018 20:13
Artur, nie przejmuj się, komentarz są różne. Ja w ty… »
msh
18/12/2018 20:05
Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze. Pozdrawiam… »
Berele
18/12/2018 19:00
Bardzo ładny tekst. Z wielką przyjemnością zapełnia się nim… »
Arkady
18/12/2018 18:49
Trochę trudno się czyta ze zrozumieniem, ale zrozumiałem.… »
Arkady
18/12/2018 18:44
Prosto i przejrzyście, też tak zaczynałem, nno może… »
Arkady
18/12/2018 18:40
Dzięki kochani za komentarze i za tak wspaniałe oceny. To… »
AntoniGrycuk
18/12/2018 18:24
Marku, fajnie, że zajrzałeś do mnie kolejny raz. To… »
ajw
18/12/2018 18:08
I takie Twoje wiersze lubię. Piękny :) »
ajw
18/12/2018 18:06
I ja się dołączę do pochwał, bo wiersz ich warty jak nie… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/12/2018 20:37
  • StalowyKruku, już kiedyś pisałem, że przydałaby się edycja tekstów w kolejce. Nie jesteś jedyny.
  • Arkady
  • 18/12/2018 20:01
  • Stalowy, każdy...nieraz sprawdzam parę razy a i tak coś zawalę...powodzenia
  • StalowyKruk
  • 18/12/2018 19:55
  • Znacie to głupie uczucie, kiedy nie zauważycie błędu w tytule tekstu i musicie czekać na jego przyjęcie, żeby to zmienić, czy tylko ja jestem tak nieuważny?
  • allaska
  • 18/12/2018 19:25
  • Rzeczywiście piękny kawałek
  • mike17
  • 18/12/2018 18:39
  • George, dzięki wielkie za ten kawałek : [link]
  • allaska
  • 18/12/2018 14:46
  • Fajnie by było choć istnieje obawa przed mnominowaniem tekstów nie że względu na poziom a na uczucia do.konkretnego Autora
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:weronikajasinsk
Wspierają nas