11. Dziewczyna o zielonych oczach: Kilka najważniejszych podstaw - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 11. Dziewczyna o zielonych oczach: Kilka najważniejszych podstaw
A A A

 

Dziewczyna o zielonych oczach

11. Kilka najważniejszych podstaw

Obudziłam się z letargu w czystej pościeli oraz białej, sportowej bieliźnie. Przez moment nawet przeszło mi przez głowę, że to co przeżyłam, było tylko i wyłącznie moim chorym, ponurym snem. A jednak niewielka blizna pod szyją, w miejscu, gdzie Mariusz dotknął mnie swoim krucyfiksem, czy też tym długie, szerokie blizny na rękach uświadomiły mi, że jednak to wszystko, co pamiętałam, było prawdą. Do tego czułam się fatalnie. Bolały mnie oczy, bolała mnie głowa, bolało mnie całe ciało, nie miałam na nic siły i miałam wrażenie że wszystkie lampy tego świata skierowane są na mnie. Wręcz czułam ich ciepło. Czułam, że moja skóra była nienaturalnie rozgrzana, jakbym leżała na plaży, a wokół mnie było niesamowicie jasno. Opuszczone powieki niemal nie chroniły oczu od światła. Z jękiem przewróciłam się z boku na brzuch i schowałam głowę pod poduszkę. Zrobiło się ciemniej i trochę mi ulżyło. Przynajmniej w kwestii tego cholernego światła. I wtedy usłyszałam, że ktoś coś do mnie mówi. Uniosłam rąbek wielkiej poduszki.
- Hę? - zapytałam cicho, kierując się mniej więcej w stronę źródła głosu.
- Obudziłaś się? - zapytała Liwia, siedząca tuż obok na fotelu. - Doskonale. W łazience coś na ciebie czeka - dodała z uśmiechem. Nie wiem, czy to jej miły głos, czy jej uśmiech widoczny pod okularami, ale coś sprawiło, że jakoś się zebrałam i z radością ruszyłam do łazienki. Zeskoczyłam z łóżka i moja noga trafiła prosto w promienie słońca przebijającego się przez rąbek oderwanej folii z szyby okna. To był taki mały pasek promienia światła. Syknęłam mocno i cofnęłam się od razu, patrząc na skórę nogi. Zaczerwieniła się natychmiast, jak po mocnym oparzeniu. Zaczęłam rozmasowywać bolącą łydkę. Liwia podniosła się z krzesła i ostrożnie podeszła do okna by, starannie unikając bezpośredniego światła, zasłonić zerwaną folię stojącą na parapecie doniczką.
- Co to miało być, do cholery? - warknęłam.
- Mały teścik. Teraz wiesz, że bezpośrednie słońce zrobi ci krzywdę, tak samo jak święcona woda czy srebro. Oczywiście tylko na początku. Z czasem przywykniesz i może nawet nie będziesz musiała nosić rękawiczek. Przypominam o czymś dla ciebie w łazience - wyjaśniła.

Otworzyłam łazienkowe drzwi i... z miejsca zatrzymał mnie okropny fetor krwii oraz wymiocin. Cała wanna była pokryta na wpół zakrzepłą krwią, a na jej dnie leżała moja koszulka, zalana prawie całkowicie zakrzepłą już krwią.
- Co to ma być? - zapytałam i cofnęłam się z odrazą. Liwia roześmiała się.
- To jest, moja kochana, twój obowiązek. Trochę wczoraj narozrabiałaś, prawda?
- Tak, ale...
- No właśnie. Ja już i tak sporo zrobiłam za ciebie - powiedziała Liwia. - Do tego przebrałam cię w czyste ciuchy i zmieniłam pościel na świeżą. Tyle chyba wystarczy wyręczania, prawda?
- Jak... to? Przebrałaś... mnie? - zapytałam i w jakimś starym, dziwnym odruchu objęłam się, usiłując zakryć moje ciało. Wywołałam tym tylko jej śmiech.
- Maju... Leżałaś w letargu, cała w krzepnącej krwi, którą wcześniej zwymiotowałaś. Dobrze, że większość poszło do wanny, a nie na ciebie. Myślę, że byłaby to dla ciebie mało komfortowa sytuacja. Więc ktoś musiał to zrobić. Poza tym naprawdę nie powinnaś zakrywać takiego ładnego ciałka - powiedziała. Nie odezwałam się, tylko gniewnie odwróciłam i otworzyłam szafę mając jakąś mglistą nadzieję, że może coś tam się pojawiło. I rzeczywiście, a zaraz potem miałam na sobie białe dresy i tego samego koloru t-shirt. Nie było ani butów, ani skarpetek, więc moje stopy zostały bose. Liwia tylko wzruszyła ramionami.
- Cóż, jak wolisz. Zanim weźmiesz się za to, co zostawiłam ci w wannie, powiem ci kilka najważniejszych podstaw. Wiesz, dlaczego w ogóle do tego doszło?
- Nie mam pojęcia - powiedziałam i usiadłam na łóżku skwaszona. - Wypiłam tylko...
- Miałaś w zamrażarce pięć butelek krwi, zamrożonej do minus trzydziestu stopni. Taką krew można całkiem długo przechowywać. Przyjęłaś do siebie w ciągu... ilu, pół godziny? Załóżmy że w ciągu pół godziny pięciodniową dawkę - wyjaśniła Liwia.
- Pięciodniową? Ledwie pół litra na... dobę? - zapytałam zdziwiona.
- Mniej więcej. Nikt tego nie wie na sto procent. Nie wiem, ile to jest "do pełna" - zaśmiała się, robiąc palcami znak cudzysłowu. - Dlatego cały czas musimy być na lekkim głodzie. Wtedy łatwiej to kontrolować. Musisz się tego nauczyć. Wiem, że to trudne, zwłaszcza na początku, gdy kosztujesz tego po raz pierwszy. Krew dla nas to narkotyk. Bardzo, ale to bardzo silnie uzależniający. Musisz nauczyć się to kontrolować albo zginiesz.
- A te wszystkie historie o wampirach zostawiających ciała całkowicie pozbawione krwi? - zapytałam. - Przecież w księdze pana Józefa...
- Były tam liczne poprawki, prawda? - przerwała mi Liwia. - Wampiry ewoluują. Zmieniamy się, dostosowujemy. Nie wiem, jak to działa. Nikt nigdy nie pokroił nas porządnie na sali operacyjnej, żeby zobaczyć, dlaczego akurat krew daje nam życiową energię i uzależnia. Ale uwierz mi, właśnie tak jest. Kiedyś wampir nie byłby w stanie w ogóle obudzić się nawet za dnia. Dzisiaj mamy tylko oparzenia słoneczne a i to tylko na początku. Założysz odpowiednie ciuchy, okulary i wyjdziesz sobie na ulicę. Tak samo jest ze zdolnościami. Ale to sprawdzimy później. Jak tylko uporasz się z tym, co zostawiłam dla ciebie w łazience - wyjaśniła, a ja popatrzyłam tam niechętnie.
- Naprawdę muszę? - zapytałam niechętnie. Liwia uśmiechnęła się.
- To nie jest hotel. Nikt tego za ciebie nie zrobi. Zalej gorącą wodą, wsyp proszek i porządnie kilka razy przemieszaj. Masz szczęście, to specjalny proszek, ułatwia usuwanie takich śladów - powiedziała i wstała z fotela. Wstałam również i ruszyłam do łazienki, ale odwróciłam się na progu.
- Liwia - złapałam ją w połowie otwartych drzwi. - Krew z zamrażarki... Czyja ona była? - zapytałam, ale blondynka tylko przewróciła oczami, jakbym zapytała o coś oczywistego.
- Naprawdę się nie domyślasz? Przecież nie królika - odparła pytaniem i wyszła.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 19.11.2018 07:41 · Czytań: 88 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
Darcon dnia 19.11.2018 07:49
Na początek kilka drobiazgów.
Cytat:
Przez mo­ment nawet prze­szło mi przez głowę,

Cytat:
czy też tym dłu­gie,

Cytat:
nie mia­łam na nic siły i mia­łam wra­że­nie

Cytat:
Opusz­czo­ne po­wie­ki nie­mal nie chro­ni­ły oczu

Cytat:
I wtedy usły­sza­łam, że ktoś coś do mnie mówi.

Cytat:
Cała wanna była po­kry­ta na wpół za­krze­płą krwią, a na jej dnie le­ża­ła moja ko­szul­ka, za­la­na pra­wie cał­ko­wi­cie za­krze­płą już krwią.

Cytat:
- Maju... Le­ża­łaś w le­tar­gu, cała w krzep­ną­cej krwi,

Ale to nie chodzi o drobne błędy. Dialog mnie nie przekonał. Brzmi sztucznie, z jednej strony naiwna (jeśli nie bardzo naiwna) Maja, z drugiej sarkastyczna Liwia. Rozumiem zamysł tej mniej i bardziej doświadczonej kobiety, ale nie czuć tego w tekście. Nie mówię oczywiście o jakiejkolwiek zmianie ról, ale przydałoby się dialog wygładzić, aby bohaterki nie brzmiały tak jednokierunkowo.
MarcinD dnia 19.11.2018 08:41
Naiwność Majki miała wynikać z jej umęczenia, być może za słabo to podkreśliłem - pora doby to dzień, poranek, jest więc zmęczona po pierwsze przeżyciami z nocy, po drugie wszechogarniającą słoneczną energią. Liwia za to jest sarkastyczna, bo jest już pozbawiona emocji, ma w założeniu funkcjonować jak robot, umiejąc "włączać" sobie emocje gdy są jej potrzebne. Zwrócę uwagi na tą jednokierunkowość w kolejnych odcinkach :-).
Darcon dnia 19.11.2018 19:20
Dobry pomysł, rzeczywiście nie rzuca się jakoś specjalnie w oczy, że Maja jest zmęczona/umęczona.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
18/12/2018 21:11
Wspaniała medytacja i pełen miłości hołd złożony bliskiemu.… »
AntoniGrycuk
18/12/2018 21:11
Tak, Jolu, to je dobre. Naprawdę. Nie do końca chyba… »
Arkady
18/12/2018 20:41
Normalna praca w biurze projektowym (nno teraz jest autocad… »
Zola111
18/12/2018 20:37
ajw, nie, nie obrażę się. Przeciwnie. Dziękuję za uwagi i… »
Zola111
18/12/2018 20:33
ajw, dziękuję pięknie :) Pozdrawiam, z. »
BlueRiver
18/12/2018 20:15
Dziękuję bardzo wszystkim za poświecenie swojego cennego… »
Arkady
18/12/2018 20:13
Artur, nie przejmuj się, komentarz są różne. Ja w ty… »
msh
18/12/2018 20:05
Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze. Pozdrawiam… »
Berele
18/12/2018 19:00
Bardzo ładny tekst. Z wielką przyjemnością zapełnia się nim… »
Arkady
18/12/2018 18:49
Trochę trudno się czyta ze zrozumieniem, ale zrozumiałem.… »
Arkady
18/12/2018 18:44
Prosto i przejrzyście, też tak zaczynałem, nno może… »
Arkady
18/12/2018 18:40
Dzięki kochani za komentarze i za tak wspaniałe oceny. To… »
AntoniGrycuk
18/12/2018 18:24
Marku, fajnie, że zajrzałeś do mnie kolejny raz. To… »
ajw
18/12/2018 18:08
I takie Twoje wiersze lubię. Piękny :) »
ajw
18/12/2018 18:06
I ja się dołączę do pochwał, bo wiersz ich warty jak nie… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/12/2018 20:37
  • StalowyKruku, już kiedyś pisałem, że przydałaby się edycja tekstów w kolejce. Nie jesteś jedyny.
  • Arkady
  • 18/12/2018 20:01
  • Stalowy, każdy...nieraz sprawdzam parę razy a i tak coś zawalę...powodzenia
  • StalowyKruk
  • 18/12/2018 19:55
  • Znacie to głupie uczucie, kiedy nie zauważycie błędu w tytule tekstu i musicie czekać na jego przyjęcie, żeby to zmienić, czy tylko ja jestem tak nieuważny?
  • allaska
  • 18/12/2018 19:25
  • Rzeczywiście piękny kawałek
  • mike17
  • 18/12/2018 18:39
  • George, dzięki wielkie za ten kawałek : [link]
  • allaska
  • 18/12/2018 14:46
  • Fajnie by było choć istnieje obawa przed mnominowaniem tekstów nie że względu na poziom a na uczucia do.konkretnego Autora
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:weronikajasinsk
Wspierają nas