Morfeusz - Materazzone
Proza » Humoreska » Morfeusz
A A A
Od autora: Tekst wykopany z szuflady. Gdzieś tam w internecie się już pojawił ale tutaj ma swój debiut. Nic wielkiego, nic specjalnie dobrego, a jak pomyliłem kategorię to przepraszam, można zmienić. Pozdrawiam!

W pokoju unosił się gęsty dym z tanich papierosów. Był już środek nocy, a ja siedziałem przy desce z jedną nogą, przykręconą do ściany na dwóch kątownikach, która miała imitować biurko. Piłem zimną herbatę, którą zagryzałem starymi kokosankami. Z starych, zakurzonych głośników cicho grali Chłopcy z placu broni, którzy tak pięknie śpiewali o potrzebie wolności. Pod oknem na zniszczonym materacu przeciągał się leniwie, równie nadszarpany czasem i życiem kot. Na podłodze wsparty o ścianę leżał obraz nieznanego mi autora, o wątpliwej wartości ekonomicznej i artystycznej. Gdzieś pod stertą brudnych ubrań kryła się jeszcze komoda, która mieściła moją wyniszczoną bieliznę, masę nigdy niepublikowanych tekstów i ważne dokumenty, których ważność znały tylko urzędy i instytucje państwowe. Osobiście uważałem je tylko za masę papieru, którym paliłbym w piecu, o ile bym takowy posiadał. Rozpalenie z nich ogniska w salonie mieszkania wydawało się dość ciekawą alternatywą. Jednak wolałem ją pozostawić na dzień, kiedy w końcu odetną mi ogrzewanie.
Dopalałem ostatniego papierosa i zamierzałem kłaść się spać, kiedy usłyszałem delikatne pukanie do drzwi. Normalnie nie raczyłbym ruszyć tyłka z drewnianego taboretu, który służył za krzesło biurowe ale sposób pukania wydawał się niepokojąco znajomy. Pomyślałem, że to ktoś z znajomych, kto akurat za dużo wypił i chce gdzieś się przespać lub wypić jeszcze więcej. Miałem cichą nadzieję, że załapie się jeszcze na kilka kieliszków albo butelek zimnego piwa przed snem. Wstałem i mozolnie ruszyłem do drzwi. Otworzyłem je bez zastanowienia, a moim oczom ukazał się całkiem przystojny i elegancko ubrany starszy pan. Wyglądał raczej na poważnego biznesmena niż nocnego alkoholika, który ma ochotę nakarmić mój własny osobisty nałóg alkoholowy. Stałem lekko zdziwiony już jakąś chwilę, kiedy mój nieoczekiwany gość przerwał pustą ciszę.
- Dobry wieczór. Czy wszystko z panem w porządku? Głos miał spokojny, cichy jednak bardzo męski, pewny, niski jednak niepozbawiony lekkiego skrzeczenia. Brzmiał znajomo. Jednak w tamtej chwili nie mogłem sobie uświadomić skąd mogę go znać.
- Dobry wieczór. Co pana sprowadza do mnie o tak późnej porze? Potrzebuje pan pomocy? Jeżeli tak, to niestety nie mogę żadnej udzielić. Nie posiadam nawet telefonu. Odpowiedziałem, wyrwany z oszołomienia i zgodnie z prawdą.
- Sądzę, że to pan potrzebuje raczej mojej pomocy. Czy zaprosi mnie pan na herbatę? Czuje, że całkiem niedawno parzył pan jakąś owocową. Wydaje się pyszna i kusząca. Tym bardziej, że drogą za mną była dość długa i ciężka.

- Nie mam w zwyczaju wpuszczać nieznajomych. Może, ale tylko może i przez wzgląd na fundamentalne zasady kultury byłby pan tak łaskaw i się przedstawił? Zapytałem trochę od niechcenia.
- Moja godność w tym momencie nie jest istotna. Nie odmówi pan przecież spragnionemu starcowi odrobiny ciepłej herbaty? Z jego oczu biła pewność, że nie odmówię, choćbym chciał.
- Proszę zatem. Zapraszam do kuchni.
Starzec wszedł, ściągnął kapelusz i płaszcz oraz odłożył parasolkę w kąt przedpokoju. W ten sam, w który ja zawsze odkładałem parasolkę jak jeszcze miałem jakąkolwiek. Butów nie ściągnął ale nie przeszkadzało mi to w ogóle bo sam nigdy ich nie ściągałem, a podłoga w mieszkaniu bardziej przypominała leśną ścieżkę bez utwardzenia niż kafelki, które jak domniemam gdzieś tam się znajdywały. Przynajmniej nie przypominałem sobie abym je kiedykolwiek sprzedawał. Nim zdążyłem zrobić cokolwiek, dziarski staruszek siedział już w kuchni przy stole, a na kuchence w czajniku gotowała się woda. Pomyślałem sobie, że gość w dom to i Bóg w dom, a Bóg ma prawo się rozgościć po swojemu, a nam marnym ludziom nic do tego.
- Jaką pan pije? Zielona, czerwona, czarna, owocowa, ekspresowa, biała? Mam całkiem spory wybór. Proszę się nie krępować. Podzielę się każdą. Zasugerowałem najgrzeczniej jak potrafiłem, jednocześnie wyciągając dwa kubki i imbryk.

- Poproszę tym razem owocową. Zapach tej poprzedniej mnie bardzo przekonuje. Odpowiedział jakby już kiedyś pił moją ulubioną owocową herbatę z kawałkami owoców tropikalnych.
Zaparzyłem w imbryku brunatny trunek i usiadłem obok mojego nieco przypominającego gangstera ze starych, dobrych filmów niespodziewanego gościa. Usiadłem i zastanawiałem się jak rozpocząć rozmowę i o co najpierw powinienem zapytać. Jednak staruszek mnie w tym wyręczył i sam zaczął mówić.
- Drogi panie Mateuszu. Pewnie zastanawia się pan, kim jestem i skąd przybyłem oraz jaki jest mój cel wizyty. To, że znam pańskie imię wcale pana nie zdziwiło bo przecież na klatce schodowej jest lista lokatorów i z łatwością mogłem stamtąd pozyskać taką informację. Z drugiej strony, czuje pan w swojej podświadomości, że znam je znacznie dłużej niż od momentu wejścia do klatki. Ufa pan swoim przeczuciom i to jest jak najbardziej słuszne. Nie mam za wiele czasu aby wytłumaczyć wszystko od początku. Jednak postaram się nakreślić sytuację w miarę możliwości jak najjaśniej i rzeczowo, tak aby nie marnować cennych minut. Najpierw jednak poproszę o nalanie mi kubeczka herbaty. Przerwał na chwilę. Ja nalałem mu kubek, podziękował i mówił dalej.
- Również mam na imię Mateusz i nie jest to żadne zbieg okoliczność, nazwisko pozostawię dla siebie, a panu pozostanie jedynie domniemać jak ono brzmi. Jest pan łebskim facetem i na pewno sobie z tym poradzi. Jeżeli mogę, prosiłbym abyśmy przeszli na „ty” będzie nam łatwiej rozmawiać.

Zgodziłem się i stwierdziłem, żeby przechodził do meritum, wziąłem łyk i słuchałem dalej.

- Tak więc, mój cel z początku może Ci się wydać dość absurdalny ale chciałbym abyś spełnił wszystko to, co teraz ci powiem. Po pierwsze powinieneś sprzedać ten cholerny obraz, który leży w pokoju. Nie jest może wiele wart ale jest przeklęty i sprowadza na ciebie masę problemów. Powinien się sprzedać za jakieś 2-3 tysiące, a taka gotówka na pewno się przyda. Po drugie, skończ z tym piciem. Przynajmniej ogranicz do weekendów i do picia tylko dobrych alkoholi. Tania wódka nigdy nie nikomu nie pomogła. Po trzecie, udaj się na małą wycieczkę w góry, gdzieś w sierpniu. Będziesz wiedział do jakiego dokładnie miejsca masz się udać. Poczujesz to. Spotkasz tam pewną kobietę, która bardzo Ci się spodoba. Zaproponujesz jej drinka i kolację, a potem zapytasz się czy czuje się samotna. Następnie, sprzedasz mieszkanie, a potem kupisz mały domek gdzieś pod lublinem, w którym będziesz czuł się szczęśliwy i zaczniesz pisać swoją pierwszą, prawdziwą powieść, którą z odrobiną szczęścia uda ci się sprzedać. Jeżeli się zastanawiasz, skąd we mnie pewność, że zrobisz dokładnie to co mówię. To musisz jedynie wiedzieć, że zrobisz. Nie jesteś głupi i wiesz, że to jedyne co możesz w ogóle zrobić. Nie masz przecież niczego ciekawszego do roboty.
Tutaj na chwilę przerwał i dopił jednym łykiem, jeszcze całkiem gorącą herbatę. Wstał. Udał się do przedpokoju, z którego zajrzał do mojej „pracowni” jakby upewniał się, że wszystko jest na swoim miejscu. Przyklęk i zawołał mojego kota po imieniu, a ten stary dachowiec od razu wskoczył mu na bark, tak jak miał w zwyczaju witać się ze mną.
- Cześć Morfeuszu, miło cię znowu widzieć grubasie. Dziadek wypowiedział te słowa ze łzami w oczach. Miałem wrażenie, że tęsknił i to mocno za moim Morfem, choć przecież nie mógł go nigdy wcześniej widzieć. Stałem wpatrzony w ten piękny obrazek i nie mogłem wykrztusić ani jednego słowa. Po prostu stałem i czułem, że ten facet zna mnie i wie o mnie wszystko. Czułem też, że Morf go bardzo dobrze zna i ufa bezgranicznie. Czułem, że to wszystko jest jakieś strasznie popierdolone ale nie mogłem nic powiedzieć ani zrobić. Zamieniłem się w słup soli.
- Do widzenia, przyjacielu. Pamiętaj, że warto ufać przeczuciom i dbaj o Morfeusza. Wszystko się kiedyś zmieni, a świat stanie się znów bardziej kolorowy. Muszę iść. Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Cały czas stałem i patrzyłem jak na ducha. Miałem dziwne wrażenie, że to wszystko może jednak mi się śni ale herbata była zbyt gorąca jak na sen. Gdzieś pod skórą czułem również, że zrobię wszystko o czym mówił, i że tak naprawdę zawsze chciałem to zrobić. Dziadek ubrał się i wyszedł. Zamknął za sobą drzwi. Na klucz.

Minęło dziesięć lat od mojego spotkania z pewnym uroczym starcem, który na zawsze odmienił moje życie. Tym razem jednak siedzę przy pięknym dębowym biurku, które zostało wykonane na zamówienia, a zapłaciłem za nie z pierwszych zarobionych pieniędzy po swoim literackim debiucie. Świeci słońce, a jego promienie wpadając przez ukośne okno ogrzewają mi twarz. W starym kubku paruje ulubiona owocowa herbata. Wspominam dziadka i zastanawiam się skąd on to wszystko wiedział. Jestem mu wdzięczny i chciałbym móc mu kiedyś podziękować.
Z zamyślenia wyrwała mnie moja żona i matka moich dwóch uroczych synów, która woła ma obiad. Schodząc ze schodów, moją uwagę przykuła paczka, która leżała na stoliku obok schodów. Była na niej kartka z napisem „otwórz jeżeli chcesz” i moim własnym podpisem. Otworzyłem. W środku był kapelusz, parasolka i kartka, na której napisano:

„Była samotna, prawda?”

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Materazzone · dnia 20.11.2018 14:11 · Czytań: 116 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
faith dnia 27.11.2018 12:24
Dobrałam się do tego tekstu, bo jest sporo niedociągnięć, które powinieneś poprawić. Nie wiem, czy pochylałeś się nad nim już po wyjęciu z szuflady, ale uważam, że na pewno powinieneś. Takie nasze stare dzieła są dobrym powodem do tego, by sprawdzić, jak bardzo (i czy w ogóle) poprawił nam się warsztat.

Niestety tutaj jest nad czym pracować.

Sama treść, mimo że do najoryginalniejszych nie należy, mogłaby jeszcze jakoś się obronić, ale w zestawieniu z kulawą narracją i błędami niestety nadaje się raczej do ponownego poważnego przemyślenia.

Przejdę do konkretów. Nie wymienię tutaj wszystkiego, wytknę tylko te najpoważniejsze błędy, które powtarzasz w tekście najczęściej.

Cytat:
Z starych, zakurzonych głośników cicho grali Chłopcy z placu broni, którzy tak pięknie śpiewali o potrzebie wolności.

- powinieneś użyć tutaj przyimka ze, ponieważ stoi on przed wyrazem zaczynającym się spółgłoską s. Łatwiej to wtedy wypowiedzieć, dlatego ktoś właśnie tak to wymyślił. ;)

Cytat:
Na podłodze[,] wsparty o ścianę[,] leżał obraz nieznanego mi autora, o wątpliwej wartości ekonomicznej i artystycznej.

- bardzo często zapominasz o przecinkach, ale o tym jeszcze później.

Cytat:
Dopalałem ostatniego papierosa i zamierzałem kłaść się spać, kiedy usłyszałem delikatne pukanie do drzwi. Normalnie nie raczyłbym ruszyć tyłka z drewnianego taboretu, który służył za krzesło biurowe[,] ale sposób pukania wydawał się niepokojąco znajomy. Pomyślałem, że to ktoś z znajomych, kto akurat za dużo wypił i chce gdzieś się przespać lub wypić jeszcze więcej. Miałem cichą nadzieję, że załapie się jeszcze na kilka kieliszków albo butelek zimnego piwa przed snem. Wstałem i mozolnie ruszyłem do drzwi. Otworzyłem je bez zastanowienia, a moim oczom ukazał się całkiem przystojny i elegancko ubrany starszy pan.

Od czego by tu zacząć? Mam nadzieję, że spostrzegłeś już chociaż jedną rzecz, która niezbyt gra w tym fragmencie. Otóż roi się w nim od czasowników w pierwszej osobie. A to sprawia wrażenie bardzo topornej narracji. Jakby czytało się protokół z przesłuchania. Druga sprawa, że w jednym ze zdań czas Ci się pomieszał i użyłeś przeszłego, podczas gdy cała reszta pisana jest w teraźniejszym (chodzi o podkreślony przeze mnie "wydawał";). No i ostania mała uwaga, brak ogonka przy "załapię".

Cytat:
Wyglądał raczej na poważnego biznesmena niż nocnego alkoholika, który ma ochotę nakarmić mój własny osobisty nałóg alkoholowy.

- trochę tu tego za dużo, jeśli "mój" to już nie musisz dodawać, że osobisty, a tym bardziej własny.

Cytat:
- Dobry wieczór. Czy wszystko z panem w porządku? [—] Głos miał spokojny, cichy jednak bardzo męski, pewny, niski jednak niepozbawiony lekkiego skrzeczenia. Brzmiał znajomo. Jednak w tamtej chwili nie mogłem sobie uświadomić[,] skąd mogę go znać.

- masz problem z zapisem dialogów. W internecie jest sporo wiadomości na temat tego, jak je poprawnie zapisywać. Przede wszystkim zawsze je zamykaj, tak żeby czytelnik nie miał wątpliwości, kiedy kończy się kwestia bohatera, a zaczyna opowieść narratora. No i oczywiście za dużo "jednak".

Cytat:
- Dobry wieczór. Co pana sprowadza do mnie o tak późnej porze? Potrzebuje pan pomocy? Jeżeli tak, to niestety nie mogę żadnej udzielić. Nie posiadam nawet telefonu. Odpowiedziałem, wyrwany z oszołomienia i zgodnie z prawdą.

Znów błędny zapis dialogu.

Cytat:
Czuje, że całkiem niedawno parzył pan jakąś owocową. Wydaje się pyszna i kusząca. Tym bardziej, że drog[/b]ą[/b] za mną była dość długa i ciężka.

A tu pomieszały Ci się ogonki. ;)

Cytat:
Może, ale tylko może i przez wzgląd na fundamentalne zasady kultury[,] byłby pan tak łaskaw i się przedstawił? Zapytałem trochę od niechcenia.

Kolejny dialog zapisany bez zamknięcia.
Może się zdarzyć, że w wypowiedzi bohatera występuje pytajnik, wykrzyknik lub wielokropek. Jeżeli narracja po niej następująca dotyczy tej wypowiedzi, to znak taki nie jest traktowany jak kropka, a zatem nie wymusza wielkiej litery w narracji.
źródło: http://www.jezykowedylematy.pl/2011/.../jak-pisac-dialogi-praktyczne-porady/

Cytat:
- Moja godność w tym momencie nie jest istotna. Nie odmówi pan przecież spragnionemu starcowi odrobiny ciepłej herbaty? Z jego oczu biła pewność, że nie odmówię, choćbym chciał.

Tu podobnie, jednak narracja po myślniku będzie już zaczęta wielką literą.

Cytat:
- Proszę zatem. Zapraszam do kuchni.

A tu przyczepię się nie tyle zapisu, co samej treści. Otóż jakieś dziwne wydaje mi się nagłe przyzwolenie bohatera na wpuszczenie obcego staruszka do domu. Z początku opisujesz niepewność i podejrzliwość bohatera, a potem ni z tego, ni z owego, on tak po prostu zaprasza nieznajomego do kuchni. No nie, to nie jest ani wiarygodne, ani realne. Ja rozumiem, że popycha fabułę naprzód, ale w zbyt uproszczony sposób niestety.

Cytat:
Butów nie ściągnął[,] ale nie przeszkadzało mi to w ogóle[,] bo sam nigdy ich nie ściągałem, a podłoga w mieszkaniu bardziej przypominała leśną ścieżkę bez utwardzenia[,] niż kafelki, które jak domniemam[,] gdzieś tam się znajdywały.

Jeśli masz problemy z przecinkami, radzę dzielić zdania na krótsze. Łatwiej będzie się w nich odnaleźć.

Cytat:
Przynajmniej nie przypominałem sobie abym je kiedykolwiek sprzedawał. Nim zdążyłem zrobić cokolwiek, dziarski staruszek siedział już w kuchni przy stole, a na kuchence w czajniku gotowała się woda.

Te formy są już nieco archaiczne i jeśli styl narracji tego nie wymaga, lepiej ich nie używać, bo wprowadzają zbędny patos, który w tym tekście jest akurat niepotrzebny. Przypomnij sobie, kiedy sam, w codziennej rozmowie używałeś słowa "abym"... No właśnie.

Cytat:
- Poproszę tym razem owocową. Zapach tej poprzedniej mnie bardzo przekonuje. Odpowiedział jakby już kiedyś pił moją ulubioną owocową herbatę z kawałkami owoców tropikalnych.

Kolejny dialog do poprawy.

Cytat:
Zaparzyłem w imbryku brunatny trunek i usiadłem obok mojego[,] nieco przypominającego gangstera ze starych, dobrych filmów[,] niespodziewanego gościa.

Przecinki do wstawienia i jeden do usunięcia.

Cytat:
- Tak więc, mój cel z początku może Ci się wydać dość absurdalny[,] ale chciałbym abyś spełnił wszystko to, co teraz ci powiem.

ci, twój, twego, etc. piszemy z małej litery, no chyba, że jest to tekst pisany w formie epistolarnej na przykład. Ale ten nie jest.

Cytat:
Po pierwsze[,] powinieneś sprzedać ten cholerny obraz, który leży w pokoju.

Przecinek.

Cytat:
Tania wódka nigdy nie nikomu nie pomogła.

Jedno nie do wywalenia.

Cytat:
Zaproponujesz jej drinka i kolację, a potem zapytasz się[,] czy czuje się samotna.

Pierwsze "się" możesz spokojnie pominąć. No i znów przecinek.

Cytat:
Następnie, sprzedasz mieszkanie, a potem kupisz mały domek gdzieś pod lublinem, w którym będziesz czuł się szczęśliwy i zaczniesz pisać swoją pierwszą, prawdziwą powieść, którą z odrobiną szczęścia uda ci się sprzedać.

Lublin z wielkiej litery.

Cytat:
Jeżeli się zastanawiasz, skąd we mnie pewność, że zrobisz dokładnie to[,] co mówię. To musisz jedynie wiedzieć, że zrobisz.


Cytat:
Przyklęk i zawołał mojego kota po imieniu,

Przyklękł

Cytat:
Z zamyślenia wyrwała mnie moja żona i matka moich dwóch uroczych synów, która woła ma obiad.

Znów pomieszały się czasy, jeśli w pierwszej części zdania masz czasownik w czasie przeszłym, drugi też powinien być zapisany w takiej formie. No i "na obiad", zamiast "ma obiad". Ale wiem, że to tylko literówka.

Jak sam, mam nadzieję, widzisz, tekst wymaga sporej korekty. I jeśli decydujemy się na wyciągnięcie z szuflady jakiegoś naszego zamierzchłego opowiadania, to albo pracujemy nad nim ponownie, eliminujemy ew. błędy, z których wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, albo stwierdzamy, że nie ma to sensu i chowamy dzieło z powrotem do szuflady, żeby tam dokonało żywota, bez ujrzenia światła dziennego. Decyzja należy do nas.

Ten tekst z pewnością wymaga sporej korekty. Historia jest prosta i mało oryginalna, ale i takie mogą być interesujące. Pod warunkiem, że będą napisane w interesujący sposób i bez większych błędów.

Ty masz przede wszystkim problem z dialogami i interpunkcją i nad tym szczególnie radziłabym się pochylić.

Tymczasem żegnam się i mam nadzieję, że weźmiesz moje rady za dobra monetę.

Ukłony!
Materazzone dnia 30.11.2018 19:47
Muszę pogratulować takiej pracy nad moim tekstem. Oczywiście, zgadzam się ze wszystkim. Faktycznie dialogi i interpunkcja to moje największe bolączki. Dziękuję Ci bardzo za ten komentarz. Następnym razem postaram się poprawić :)

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
12/12/2018 00:40
Niczyjko, jesteś wielka, Dziękuje pięknie. Niemniej -… »
Niczyja
11/12/2018 22:59
Zolu, Już sobie poradziłam. Właśnie w tej chwili tekst… »
MarcinD
11/12/2018 21:35
Spoko. Jestem tutaj "trochę" dłużej od Ciebie… »
AntoniGrycuk
11/12/2018 21:04
Skoro przeczytałem, to trzeba zostawić komentarz. No to… »
BlueRiver
11/12/2018 18:45
Nie wiem co mam napisać... Zatkało mnie. Dziękuję :) »
jackass1408
11/12/2018 17:47
Darcon: Metaforyzm narracji nie był zamierzony. Chciałem po… »
mike17
11/12/2018 15:37
Artur, rozpoznałbym Twój styl na końcu świata :) Bo? Bo… »
mike17
11/12/2018 15:21
BlueRiver, zaskoczyłaś mnie na plus i to wielki :) Ten… »
mike17
11/12/2018 14:39
Slavku, piszesz rzadko, ale zawsze bardzo dobrze. Jak dziś,… »
mike17
11/12/2018 13:51
Choć można było dać mocniejszą, bardziej wyrazistą pointą, i… »
Hubert Z
11/12/2018 12:25
Arkady, poruszający, niesamowity wiersz. Trafia we… »
pociengiel
11/12/2018 09:17
Dzięki. Z tą zagwozdką to jak z pierwszymi podrywami.… »
allaska
11/12/2018 08:15
Nie będę pokutował jakbyś była... - tu mam zagwozdkę dziwnie… »
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 12/12/2018 00:46
  • Jolu S. Niczyjko, sprawdzacie się na medal. Dzięki i oczekiwania na twórczość do nowej edycji Wirtajek.
  • Esy Floresy
  • 11/12/2018 23:33
  • Wirtajkowicze dzisiaj szaleją, widzę. Cieszy to, nawet bardzo :)
  • JOLA S.
  • 11/12/2018 23:11
  • Zolu, jest ok. Dobranoc:)
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
Ostatnio widziani
Gości online:8
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas