Bóg a przypadek - AntoniGrycuk
Proza » Inne » Bóg a przypadek
A A A
Od autora: Coś takiego znalazłem w moich zasobach z dawnych czasów. Poprawiłem formę, dorzuciłem kilka zdań, kilka ująłem i prezentuję tutaj.
Dzisiaj na temat Boga raczej nie wypowiadam się w ogóle. Wystarczająco dużo powiedział Jacek Kleyff w piosence "Nocnoautobusowa". Jednak zamieszczam ten tekst, bo niegdyś potrzebowałem takiej "rozprawki".

 

W każdej niemal cywilizacji z przeszłości są widoczne ślady kultu bożków, tych mniejszych i tych wielkich. Ciekawym jest fakt, że cywilizacje zupełnie niezwiązane ze sobą tworzyły „pomniki” swoich bogów, czy też świątynie ku ich czci. Piramidy klasyczne w Egipcie, schodkowe w Ameryce Południowej i Środkowej, takie same w Kambodży, wielkie figury na Wyspie Wielkanocnej (Rapa Nui, czyli „pępek świata”). W tym ostatnim wypadku, pomijając fakt technologicznego powstawania i transportu, trzeba zwrócić uwagę na ilość pracy włożoną przez mieszkańców w „wyprodukowanie” prawie dziewięciuset posągów różnej wielkości. Tu nasuwa się pytanie, czy fakt wiary u niemalże całej ludzkości jest wtórny, czy pierwotny? Czy nadzieja na coś więcej poza życiem doczesnym pojawia się w miarę rozwoju umysłu, czy potrzebę wiary mamy zakorzenioną w naturze? Znajdujemy sobie wiarę jako wypełnienie „pustki”, czy jest ona niemalże „odruchem bezwarunkowym”?

Człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, które nie jest w stanie osiągnąć rzeczy, do jakich natura dała nam zdolności. Choćby sam fakt wiary. Jesteśmy wyposażeni w umysł zdolny do wiary, a nigdy nie przenikniemy jej zagadek. Czy nawet fakt myślenia i zmieniania przez nie samopoczucia. Własnymi myślami jesteśmy w stanie zarówno poprawiać, jak i pogarszać sobie humor. Żadne inne stworzenie nie ma takiej mocy. U zwierząt działa to prosto: najedzone i bezpieczne – spokojne. My, jako ludzie, potrzebujemy dużo więcej niż tylko pokarm, sen, ciepłe ubranie czy bezpieczny dom. Potrzebujemy bytów „wyższych” takich jak miłość, nadzieja, wiara i szczęście (jakkolwiek je pojmujemy). Wracając do wiary jako bytu pierwotnego czy wtórnego, musimy spojrzeć na człowieka w przekroju całego życia, zaczynając od dzieciństwa, a kończąc na późnej starości. Czy małe dzieci mają potrzebę wiary? Czy ta pojawia się z biegiem życia i rozwijającego się myślenia, a tym samym światopoglądu? Dzieci nie przejawiają skłonności do wiary, jednakże, jak się okazuje, mają tendencję do tłumaczenia tego, co dla nich niewytłumaczalne, przez nadawanie temu konkretnych cech. Przeprowadzono eksperyment, w którym pytano dzieci, dlaczego drzewa mają chropowatą korę. Sugerowano dwie możliwe odpowiedzi: aby zwierzęta mogły się drapać; i drugą: ponieważ kora jest wystawiona na warunki atmosferyczne. Dzieci wybierały pierwszy wariant. Wniosek jest taki, że już we wczesnych etapach rozwoju człowiek próbuje sobie różne rzeczy tłumaczyć, doszukując się rozwiązania, które ma służyć czemuś konkretnemu. Pozostaje to w nas aż do dorosłości, kiedy to próbujemy doszukać się sensu życia. A takim na pewno jest Bóg. Czyli wiarę trzeba sobie tłumaczyć jako mechanizm obronny wynikający z faktu bezsensowności ludzkiego życia w świetle tak rozwiniętego umysłu, który jest w stanie tworzyć sobie coś więcej niż tylko potrzeby doczesne. I tu zamyka się błędne koło pierwotności i wtórności wiary, bo skoro umysł jest w stanie tworzyć sobie byty niezwiązane z życiem doczesnym, to niewątpliwie zostaliśmy wyposażeni w taki mechanizm, a więc ten jest rzeczą pierwotną. Bo o ile sama wiara jest wtórna, to zdolności do wytworzenia jej sobie są pierwotne. Czyli trzeba spojrzeć na te dwie rzeczy jako na całość ludzkiego umysłu. Można to porównać do faktu polowań drapieżników. Na przykład młode lwiątko nie jest w stanie polować na żadne zwierze, ale zostało wyposażone przez naturę w instynkt łowiecki, a z biegiem życia uczy się metod, więc umiejętność polowania jest rzeczą wtórną, lecz instynkt jest pierwotny. To samo u człowieka. Jako dzieci ani nie umiemy wierzyć w Boga, ani nie mamy takiej potrzeby, jednakże zostaliśmy wyposażeni w umysł zdolny do wiary, nadziei czy miłości. I właśnie w tym fakcie należy szukać odpowiedzi na pytania dotyczące wiary.

Czym jest Bóg? Tym pytaniem zajmowali się zarówno ludzie prości, jak i wielcy myśliciele. Jest osobą? Nie jest nią? Jest rozumny czy instynktowny? Jest podobny do ludzi, czy znacznie różni się od nas pod względem „osobowości”? Potrafi odczuwać gniew czy jest nieskończoną miłością i dobrem? Warto tutaj zwrócić uwagę na sam fakt zadawania pytań. Co jest charakterystycznego w tych pytaniach? Jak próbujemy pojąć istotę Boga, zadając takie właśnie pytania? Wreszcie czym kierujemy się w metodach próby poznania Boga? Posłużę się przykładem. Załóżmy, że istnieje plemię pierwotnych ludzi żyjących gdzieś na wyspie, niemające kontaktu z cywilizacją czy techniką. Szczytem osiągnięć technologicznych jest u nich włócznia wyposażona w kamienny grot. Czyli jednym słowem cofamy się do epoki kamienia łupanego. Któregoś dnia, tuż koło wyspy rozbija się samolot i tonie w morzu, a z katastrofy udaje się wyjść cało jednemu człowiekowi. Dopływa on do wyspy i próbuje nawiązać kontakt z jej mieszkańcami. Traf chce, że zupełnie przypadkiem posługuje się tym samym językiem, więc barier komunikacyjnych nie ma. Tubylcy przyjmują go i karmią, ale chcą wiedzieć, jak dotarł do wyspy. Odpowiedź jest dla nas prosta – samolotem. Tylko że to, co dla nas jest proste, wcale nie jest takie samo dla ludzi pierwotnych. Czym? Samolotem? A co to jest? Przecież oni w życiu nie widzieli samolotu. Zaczynają więc zadawać pytania dotyczące istoty samolotu. Aby im wyjaśnić, czym jest samolot, trzeba najpierw wytłumaczyć jego funkcję, czyli fakt latania, a więc można porównać do ptaka, bo ten też fruwa. Ale czy samolot jest ptakiem? Nie. Dalej możemy porównać go do czegoś metalowego, bo przecież ten składa się głównie z aluminium, czyli metalu, ale tubylcy nie znają jeszcze metalu. I w zasadzie więcej porównań nie będzie, bo przepaść technologiczna dzieląca lud pierwotny od nas jest tak ogromna, że nie ma czego porównywać. I w tym przypadku łatwo zobaczyć, że w próbie zrozumienia niezrozumiałego posługujemy się porównaniami. I właśnie w taki sposób działa ludzki umysł – odnajduje podobieństwa do tego, co już zna. Jednakże czy tą samą metodą powinniśmy się posługiwać w próbach zrozumienia Boga? Przecież z samej zasady Bóg jest niematerialny i ponadczasowy. Czyli nie dotyczą go żadne zasady, które obowiązują nas. Na ziemi i w kosmosie mamy do czynienia z wymiarami przestrzennymi, materią albo z czasem. Niczego innego nie doświadczamy jako ludzie, czyli byty materialne. Czy więc należy w ogóle próbować zrozumieć Boga? Jeśli już koniecznie chcemy próbować zrozumieć Boską naturę, to może warto posłużyć się metodą orzekania o Bogu przez negację, której zwolennikiem był między innymi Majmonides. Polega ona na zaprzeczaniu podobieństwom między tym, co widzimy i czujemy, a Bogiem. Metoda ta wydaje się o wiele doskonalsza, zważając na fakt tak wielkiej rozbieżności naszej i Boskiej natury. Na przykład mówimy, że Bóg nie jest człowiekiem, nie jest śmiertelny, nie jest materialny i wreszcie nie jest „wtórny”. Słusznym zatem twierdzeniem wydaje się to, co mówił św. Tomasz – udowadniając wiarę, niszczymy ją. Próbować zrozumieć Boga, to próbować mu dorównać.

Zastanówmy się zatem, czy cały świat, a w związku z tym i my – ludzie, jako część świata – został stworzony przez Boga, czy jest dziełem przypadku, niezwykłego zbiegu okoliczności, nieprawdopodobnego „losowania” układu pierwiastków, czyli form energii. W pierwszej połowie XIX wieku Darwin opublikował teorię ewolucji, która mówi, że organizmy ewoluowały, przystosowując się coraz lepiej do warunków panujących na ziemi. Najpierw miały powstać organizmy proste, a następnie przekształcały się w coraz bardziej skomplikowane i złożone, aż w końcu, po milionach lat człowiek. Zastanówmy się jednak, czym jest ta ewolucja. Wiadomo już, że o „kształcie” organizmu, a więc i człowieka decyduje genotyp, jednakże ten pozostaje niezmienny od momentu poczęcia aż do śmierci, toteż nie może być mowy o „przystosowywaniu się” w skali gatunku w trakcie życia jednostki. Z punktu widzenia prokreacji nie ma znaczenia czy ten akt odbędzie się po roku życia partnerów, czy po milionie, bo skoro genotyp pozostaje niezmienny w czasie całego życia, to nie istotny jest wiek rodziców dla genotypu dzieci. Skoro genotyp się nie zmienia, to czym jest ewolucja? Ośmieliłbym się stwierdzić, że ewolucja polega na zmutowaniu gatunku. Powiem ostro: chorobowym zmutowaniu gatunku. Tylko że przy ciągle zmieniających się warunkach zewnętrznych (mówię o milionach lat) okazuje się, że jednostka chorobowo zmutowana jest w stanie przeżyć te zmienione warunki, a ta zdrowa nie. Bo gdyby nie chorobowe zmutowanie genotypu, to dany gatunek pozostałby niezmienny przez miliony lat, a tym samym nie istniałaby ewolucja. I tu, biorąc pod uwagę, że mutacja to nic innego niż przypadkowy błąd w genach, a więc przypadek, to nie pozostaje powiedzieć nic innego niż to, że przypadek rządzi światem.

Jednakże czy jest możliwe, aby przypadkowo powstało coś takiego jak człowiek? Z jednej strony wiemy doskonale, jak nieprawdopodobne struktury jest w stanie tworzyć natura – ot choćby formacje skalne na Giant Causway w Irlandii Północnej. Skały wulkaniczne wyglądają jak pieczołowicie ułożony chodnik z dobrze dopasowanych brył. A drugiej strony w naturze raczej mamy do czynienia z „samoniszczeniem” tego, co zostało stworzone. Natura ma raczej destrukcyjny wpływ na istniejące rzeczy – na przykład erozja skał, starzenie się organizmów i w końcu śmierć. Czy więc jest możliwe, aby przypadek stworzył prostą bakterię, potem wyposażył ją w możliwość rozmnażania się, a następnie, zamiast zniszczyć, doskonalił, przeistaczając w coraz bardziej skomplikowane formy życia? W końcu czy możliwe, aby przypadek stworzył istotę zdolną do myślenia abstrakcyjnego?

Z jednej strony trzeba by skłonić się do przekonania, że jest to dziełem przypadku, a nie Boga, bo tezy nieempiryczne są niesensowne (o czy mówi pozytywizm logikalny), jednakże czy nasza jaźń jest empiryczna? Czy miłość jest empiryczna? Czy są jakiekolwiek dowody, że ktoś jest zakochany? Zwiększa się poziom oksytocyny produkowanej przez podwzgórze mózgu, ale jest ona obecna również w innych stanach emocjonalnych. Co więcej, oksytocyna działa kojąco na ciało migdałowate, a to jest odpowiedzialne za lęk. Może więc dzięki oksytocynie odczuwamy mniejszy strach, a tym samym spokój, a nie miłość? Skoro miłość jest nieempiryczna, to można by stwierdzić, że nie istnieje, a spróbujmy powiedzieć kochającej matce, że miłości nie ma. Co więcej – nie tylko miłości możemy zaprzeczyć, ale każdym naszym odczuciom. Jako ludzie jesteśmy w stanie, zależnie od nastroju, zaprzeczyć wszystkiemu, co nieempiryczne, lub to potwierdzić. Ot, chociażby tę samą osobę potrafimy jednego dnia kochać, a drugiego nienawidzić. A to ta sama osoba, jedynie jej czyny się zmieniły. Tylko że czyny wynikają z naszych oczekiwań, dążeń, a te najczęściej bywają niezmienne. Tak więc na przykład jednego dnia ktoś nie decyduje się na zdradę, mimo iż ma do niej skłonności, a drugiego tak. Czyli kochaliśmy osobę, która nosiła się z ewentualnością zdrady, ale jeszcze tego nie dokonała. A przestaliśmy kochać, gdy została przekroczona ta czuła granica. Tylko że, jak wspomniałem, to wciąż ta sama osoba. Oczywiście można powiedzieć, że jakiś człowiek nie myśli o zdradzie, a decyduje się na nią pod wpływem chwili, spotkanej osoby. Ale gdyby ktoś widział w swoim partnerze cały świat, nie dostrzegłby nowego obiektu westchnień.

Skoro raz potrafimy kochać, a za chwilę nienawidzić tę samą istotę, to warto unieść się ponad naszą naturę sympatii, antypatii, wyuczonych schematów i nawyków, i odpowiedzieć na pytanie, czy Bóg to stworzył, czy przypadek.

 

"Jak Bóg istnieje, to dzięki Bogu,

a jak Boga nie ma, to nie daj Boże."

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 26.11.2018 11:09 · Czytań: 124 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 3
Komentarze
22227 dnia 03.12.2018 15:07
Ciekawy tekst, aż zachęca do dyskusji, ja jestem człowiekiem niewierzącym, ale interesuje mnie Bóg, religia i różnego rodzaju poglądy na ten temat. Podoba mi się, że nie narzucasz swoich poglądów, trochę tylko sugerujesz, ale to normalne, bo ktoś nie wierzący czyniłby podobnie. Nie wiem czy widzałeś wykłady prof. Vetulaniego na temat neurobiologii i wiary. tam jest kilka tematów, które poruszyłeś tłumaczonych trochę w inny sposób. No ale to tak na marginesie, w każdym razie Twój tekst jak najbardziej przypadł mi do gustu.

Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 03.12.2018 19:34
Dzięki za odwiedziny i komentarz.
Miło wczytać kogoś, komu się to spodobało. Tak, starałem się nie narzucać swoich poglądów, praktycznie w każdym aspekcie podawałem za i przeciw. I super, że to zauważyłeś.
Pewnie nie odwiedzę Twoich tekstów, bo Ty chyba piszesz poezję, a ja jej nie czytuję, bo kompletnie nie rozumiem.

Pozdrawiam.
22227 dnia 03.12.2018 19:49
Polecił bym Ci moje opowiadanie "Rozmowa" jest stylistycznie i gramatycznie niechlujne, ale jakbyś przez to przebrnął.... To jest tam pewna myśl i nie jest to myśl anty boska, czy antyreligijna. To rozmowa dwóch ludzi o życiu i Bogu. Więc jeżeli będziesz się nudził to zapraszam.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
18/12/2018 21:11
Wspaniała medytacja i pełen miłości hołd złożony bliskiemu.… »
AntoniGrycuk
18/12/2018 21:11
Tak, Jolu, to je dobre. Naprawdę. Nie do końca chyba… »
Arkady
18/12/2018 20:41
Normalna praca w biurze projektowym (nno teraz jest autocad… »
Zola111
18/12/2018 20:37
ajw, nie, nie obrażę się. Przeciwnie. Dziękuję za uwagi i… »
Zola111
18/12/2018 20:33
ajw, dziękuję pięknie :) Pozdrawiam, z. »
BlueRiver
18/12/2018 20:15
Dziękuję bardzo wszystkim za poświecenie swojego cennego… »
Arkady
18/12/2018 20:13
Artur, nie przejmuj się, komentarz są różne. Ja w ty… »
msh
18/12/2018 20:05
Dziękuję wszystkim za przeczytanie i komentarze. Pozdrawiam… »
Berele
18/12/2018 19:00
Bardzo ładny tekst. Z wielką przyjemnością zapełnia się nim… »
Arkady
18/12/2018 18:49
Trochę trudno się czyta ze zrozumieniem, ale zrozumiałem.… »
Arkady
18/12/2018 18:44
Prosto i przejrzyście, też tak zaczynałem, nno może… »
Arkady
18/12/2018 18:40
Dzięki kochani za komentarze i za tak wspaniałe oceny. To… »
AntoniGrycuk
18/12/2018 18:24
Marku, fajnie, że zajrzałeś do mnie kolejny raz. To… »
ajw
18/12/2018 18:08
I takie Twoje wiersze lubię. Piękny :) »
ajw
18/12/2018 18:06
I ja się dołączę do pochwał, bo wiersz ich warty jak nie… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 18/12/2018 20:37
  • StalowyKruku, już kiedyś pisałem, że przydałaby się edycja tekstów w kolejce. Nie jesteś jedyny.
  • Arkady
  • 18/12/2018 20:01
  • Stalowy, każdy...nieraz sprawdzam parę razy a i tak coś zawalę...powodzenia
  • StalowyKruk
  • 18/12/2018 19:55
  • Znacie to głupie uczucie, kiedy nie zauważycie błędu w tytule tekstu i musicie czekać na jego przyjęcie, żeby to zmienić, czy tylko ja jestem tak nieuważny?
  • allaska
  • 18/12/2018 19:25
  • Rzeczywiście piękny kawałek
  • mike17
  • 18/12/2018 18:39
  • George, dzięki wielkie za ten kawałek : [link]
  • allaska
  • 18/12/2018 14:46
  • Fajnie by było choć istnieje obawa przed mnominowaniem tekstów nie że względu na poziom a na uczucia do.konkretnego Autora
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:weronikajasinsk
Wspierają nas