Bóg a przypadek - AntoniGrycuk
Proza » Inne » Bóg a przypadek
A A A
Od autora: Coś takiego znalazłem w moich zasobach z dawnych czasów. Poprawiłem formę, dorzuciłem kilka zdań, kilka ująłem i prezentuję tutaj.
Dzisiaj na temat Boga raczej nie wypowiadam się w ogóle. Wystarczająco dużo powiedział Jacek Kleyff w piosence "Nocnoautobusowa". Jednak zamieszczam ten tekst, bo niegdyś potrzebowałem takiej "rozprawki".

 

W każdej niemal cywilizacji z przeszłości są widoczne ślady kultu bożków, tych mniejszych i tych wielkich. Ciekawym jest fakt, że cywilizacje zupełnie niezwiązane ze sobą tworzyły „pomniki” swoich bogów, czy też świątynie ku ich czci. Piramidy klasyczne w Egipcie, schodkowe w Ameryce Południowej i Środkowej, takie same w Kambodży, wielkie figury na Wyspie Wielkanocnej (Rapa Nui, czyli „pępek świata”). W tym ostatnim wypadku, pomijając fakt technologicznego powstawania i transportu, trzeba zwrócić uwagę na ilość pracy włożoną przez mieszkańców w „wyprodukowanie” prawie dziewięciuset posągów różnej wielkości. Tu nasuwa się pytanie, czy fakt wiary u niemalże całej ludzkości jest wtórny, czy pierwotny? Czy nadzieja na coś więcej poza życiem doczesnym pojawia się w miarę rozwoju umysłu, czy potrzebę wiary mamy zakorzenioną w naturze? Znajdujemy sobie wiarę jako wypełnienie „pustki”, czy jest ona niemalże „odruchem bezwarunkowym”?

Człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, które nie jest w stanie osiągnąć rzeczy, do jakich natura dała nam zdolności. Choćby sam fakt wiary. Jesteśmy wyposażeni w umysł zdolny do wiary, a nigdy nie przenikniemy jej zagadek. Czy nawet fakt myślenia i zmieniania przez nie samopoczucia. Własnymi myślami jesteśmy w stanie zarówno poprawiać, jak i pogarszać sobie humor. Żadne inne stworzenie nie ma takiej mocy. U zwierząt działa to prosto: najedzone i bezpieczne – spokojne. My, jako ludzie, potrzebujemy dużo więcej niż tylko pokarm, sen, ciepłe ubranie czy bezpieczny dom. Potrzebujemy bytów „wyższych” takich jak miłość, nadzieja, wiara i szczęście (jakkolwiek je pojmujemy). Wracając do wiary jako bytu pierwotnego czy wtórnego, musimy spojrzeć na człowieka w przekroju całego życia, zaczynając od dzieciństwa, a kończąc na późnej starości. Czy małe dzieci mają potrzebę wiary? Czy ta pojawia się z biegiem życia i rozwijającego się myślenia, a tym samym światopoglądu? Dzieci nie przejawiają skłonności do wiary, jednakże, jak się okazuje, mają tendencję do tłumaczenia tego, co dla nich niewytłumaczalne, przez nadawanie temu konkretnych cech. Przeprowadzono eksperyment, w którym pytano dzieci, dlaczego drzewa mają chropowatą korę. Sugerowano dwie możliwe odpowiedzi: aby zwierzęta mogły się drapać; i drugą: ponieważ kora jest wystawiona na warunki atmosferyczne. Dzieci wybierały pierwszy wariant. Wniosek jest taki, że już we wczesnych etapach rozwoju człowiek próbuje sobie różne rzeczy tłumaczyć, doszukując się rozwiązania, które ma służyć czemuś konkretnemu. Pozostaje to w nas aż do dorosłości, kiedy to próbujemy doszukać się sensu życia. A takim na pewno jest Bóg. Czyli wiarę trzeba sobie tłumaczyć jako mechanizm obronny wynikający z faktu bezsensowności ludzkiego życia w świetle tak rozwiniętego umysłu, który jest w stanie tworzyć sobie coś więcej niż tylko potrzeby doczesne. I tu zamyka się błędne koło pierwotności i wtórności wiary, bo skoro umysł jest w stanie tworzyć sobie byty niezwiązane z życiem doczesnym, to niewątpliwie zostaliśmy wyposażeni w taki mechanizm, a więc ten jest rzeczą pierwotną. Bo o ile sama wiara jest wtórna, to zdolności do wytworzenia jej sobie są pierwotne. Czyli trzeba spojrzeć na te dwie rzeczy jako na całość ludzkiego umysłu. Można to porównać do faktu polowań drapieżników. Na przykład młode lwiątko nie jest w stanie polować na żadne zwierze, ale zostało wyposażone przez naturę w instynkt łowiecki, a z biegiem życia uczy się metod, więc umiejętność polowania jest rzeczą wtórną, lecz instynkt jest pierwotny. To samo u człowieka. Jako dzieci ani nie umiemy wierzyć w Boga, ani nie mamy takiej potrzeby, jednakże zostaliśmy wyposażeni w umysł zdolny do wiary, nadziei czy miłości. I właśnie w tym fakcie należy szukać odpowiedzi na pytania dotyczące wiary.

Czym jest Bóg? Tym pytaniem zajmowali się zarówno ludzie prości, jak i wielcy myśliciele. Jest osobą? Nie jest nią? Jest rozumny czy instynktowny? Jest podobny do ludzi, czy znacznie różni się od nas pod względem „osobowości”? Potrafi odczuwać gniew czy jest nieskończoną miłością i dobrem? Warto tutaj zwrócić uwagę na sam fakt zadawania pytań. Co jest charakterystycznego w tych pytaniach? Jak próbujemy pojąć istotę Boga, zadając takie właśnie pytania? Wreszcie czym kierujemy się w metodach próby poznania Boga? Posłużę się przykładem. Załóżmy, że istnieje plemię pierwotnych ludzi żyjących gdzieś na wyspie, niemające kontaktu z cywilizacją czy techniką. Szczytem osiągnięć technologicznych jest u nich włócznia wyposażona w kamienny grot. Czyli jednym słowem cofamy się do epoki kamienia łupanego. Któregoś dnia, tuż koło wyspy rozbija się samolot i tonie w morzu, a z katastrofy udaje się wyjść cało jednemu człowiekowi. Dopływa on do wyspy i próbuje nawiązać kontakt z jej mieszkańcami. Traf chce, że zupełnie przypadkiem posługuje się tym samym językiem, więc barier komunikacyjnych nie ma. Tubylcy przyjmują go i karmią, ale chcą wiedzieć, jak dotarł do wyspy. Odpowiedź jest dla nas prosta – samolotem. Tylko że to, co dla nas jest proste, wcale nie jest takie samo dla ludzi pierwotnych. Czym? Samolotem? A co to jest? Przecież oni w życiu nie widzieli samolotu. Zaczynają więc zadawać pytania dotyczące istoty samolotu. Aby im wyjaśnić, czym jest samolot, trzeba najpierw wytłumaczyć jego funkcję, czyli fakt latania, a więc można porównać do ptaka, bo ten też fruwa. Ale czy samolot jest ptakiem? Nie. Dalej możemy porównać go do czegoś metalowego, bo przecież ten składa się głównie z aluminium, czyli metalu, ale tubylcy nie znają jeszcze metalu. I w zasadzie więcej porównań nie będzie, bo przepaść technologiczna dzieląca lud pierwotny od nas jest tak ogromna, że nie ma czego porównywać. I w tym przypadku łatwo zobaczyć, że w próbie zrozumienia niezrozumiałego posługujemy się porównaniami. I właśnie w taki sposób działa ludzki umysł – odnajduje podobieństwa do tego, co już zna. Jednakże czy tą samą metodą powinniśmy się posługiwać w próbach zrozumienia Boga? Przecież z samej zasady Bóg jest niematerialny i ponadczasowy. Czyli nie dotyczą go żadne zasady, które obowiązują nas. Na ziemi i w kosmosie mamy do czynienia z wymiarami przestrzennymi, materią albo z czasem. Niczego innego nie doświadczamy jako ludzie, czyli byty materialne. Czy więc należy w ogóle próbować zrozumieć Boga? Jeśli już koniecznie chcemy próbować zrozumieć Boską naturę, to może warto posłużyć się metodą orzekania o Bogu przez negację, której zwolennikiem był między innymi Majmonides. Polega ona na zaprzeczaniu podobieństwom między tym, co widzimy i czujemy, a Bogiem. Metoda ta wydaje się o wiele doskonalsza, zważając na fakt tak wielkiej rozbieżności naszej i Boskiej natury. Na przykład mówimy, że Bóg nie jest człowiekiem, nie jest śmiertelny, nie jest materialny i wreszcie nie jest „wtórny”. Słusznym zatem twierdzeniem wydaje się to, co mówił św. Tomasz – udowadniając wiarę, niszczymy ją. Próbować zrozumieć Boga, to próbować mu dorównać.

Zastanówmy się zatem, czy cały świat, a w związku z tym i my – ludzie, jako część świata – został stworzony przez Boga, czy jest dziełem przypadku, niezwykłego zbiegu okoliczności, nieprawdopodobnego „losowania” układu pierwiastków, czyli form energii. W pierwszej połowie XIX wieku Darwin opublikował teorię ewolucji, która mówi, że organizmy ewoluowały, przystosowując się coraz lepiej do warunków panujących na ziemi. Najpierw miały powstać organizmy proste, a następnie przekształcały się w coraz bardziej skomplikowane i złożone, aż w końcu, po milionach lat człowiek. Zastanówmy się jednak, czym jest ta ewolucja. Wiadomo już, że o „kształcie” organizmu, a więc i człowieka decyduje genotyp, jednakże ten pozostaje niezmienny od momentu poczęcia aż do śmierci, toteż nie może być mowy o „przystosowywaniu się” w skali gatunku w trakcie życia jednostki. Z punktu widzenia prokreacji nie ma znaczenia czy ten akt odbędzie się po roku życia partnerów, czy po milionie, bo skoro genotyp pozostaje niezmienny w czasie całego życia, to nie istotny jest wiek rodziców dla genotypu dzieci. Skoro genotyp się nie zmienia, to czym jest ewolucja? Ośmieliłbym się stwierdzić, że ewolucja polega na zmutowaniu gatunku. Powiem ostro: chorobowym zmutowaniu gatunku. Tylko że przy ciągle zmieniających się warunkach zewnętrznych (mówię o milionach lat) okazuje się, że jednostka chorobowo zmutowana jest w stanie przeżyć te zmienione warunki, a ta zdrowa nie. Bo gdyby nie chorobowe zmutowanie genotypu, to dany gatunek pozostałby niezmienny przez miliony lat, a tym samym nie istniałaby ewolucja. I tu, biorąc pod uwagę, że mutacja to nic innego niż przypadkowy błąd w genach, a więc przypadek, to nie pozostaje powiedzieć nic innego niż to, że przypadek rządzi światem.

Jednakże czy jest możliwe, aby przypadkowo powstało coś takiego jak człowiek? Z jednej strony wiemy doskonale, jak nieprawdopodobne struktury jest w stanie tworzyć natura – ot choćby formacje skalne na Giant Causway w Irlandii Północnej. Skały wulkaniczne wyglądają jak pieczołowicie ułożony chodnik z dobrze dopasowanych brył. A drugiej strony w naturze raczej mamy do czynienia z „samoniszczeniem” tego, co zostało stworzone. Natura ma raczej destrukcyjny wpływ na istniejące rzeczy – na przykład erozja skał, starzenie się organizmów i w końcu śmierć. Czy więc jest możliwe, aby przypadek stworzył prostą bakterię, potem wyposażył ją w możliwość rozmnażania się, a następnie, zamiast zniszczyć, doskonalił, przeistaczając w coraz bardziej skomplikowane formy życia? W końcu czy możliwe, aby przypadek stworzył istotę zdolną do myślenia abstrakcyjnego?

Z jednej strony trzeba by skłonić się do przekonania, że jest to dziełem przypadku, a nie Boga, bo tezy nieempiryczne są niesensowne (o czy mówi pozytywizm logikalny), jednakże czy nasza jaźń jest empiryczna? Czy miłość jest empiryczna? Czy są jakiekolwiek dowody, że ktoś jest zakochany? Zwiększa się poziom oksytocyny produkowanej przez podwzgórze mózgu, ale jest ona obecna również w innych stanach emocjonalnych. Co więcej, oksytocyna działa kojąco na ciało migdałowate, a to jest odpowiedzialne za lęk. Może więc dzięki oksytocynie odczuwamy mniejszy strach, a tym samym spokój, a nie miłość? Skoro miłość jest nieempiryczna, to można by stwierdzić, że nie istnieje, a spróbujmy powiedzieć kochającej matce, że miłości nie ma. Co więcej – nie tylko miłości możemy zaprzeczyć, ale każdym naszym odczuciom. Jako ludzie jesteśmy w stanie, zależnie od nastroju, zaprzeczyć wszystkiemu, co nieempiryczne, lub to potwierdzić. Ot, chociażby tę samą osobę potrafimy jednego dnia kochać, a drugiego nienawidzić. A to ta sama osoba, jedynie jej czyny się zmieniły. Tylko że czyny wynikają z naszych oczekiwań, dążeń, a te najczęściej bywają niezmienne. Tak więc na przykład jednego dnia ktoś nie decyduje się na zdradę, mimo iż ma do niej skłonności, a drugiego tak. Czyli kochaliśmy osobę, która nosiła się z ewentualnością zdrady, ale jeszcze tego nie dokonała. A przestaliśmy kochać, gdy została przekroczona ta czuła granica. Tylko że, jak wspomniałem, to wciąż ta sama osoba. Oczywiście można powiedzieć, że jakiś człowiek nie myśli o zdradzie, a decyduje się na nią pod wpływem chwili, spotkanej osoby. Ale gdyby ktoś widział w swoim partnerze cały świat, nie dostrzegłby nowego obiektu westchnień.

Skoro raz potrafimy kochać, a za chwilę nienawidzić tę samą istotę, to warto unieść się ponad naszą naturę sympatii, antypatii, wyuczonych schematów i nawyków, i odpowiedzieć na pytanie, czy Bóg to stworzył, czy przypadek.

 

"Jak Bóg istnieje, to dzięki Bogu,

a jak Boga nie ma, to nie daj Boże."

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 26.11.2018 11:09 · Czytań: 344 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
22227 dnia 03.12.2018 15:07
Ciekawy tekst, aż zachęca do dyskusji, ja jestem człowiekiem niewierzącym, ale interesuje mnie Bóg, religia i różnego rodzaju poglądy na ten temat. Podoba mi się, że nie narzucasz swoich poglądów, trochę tylko sugerujesz, ale to normalne, bo ktoś nie wierzący czyniłby podobnie. Nie wiem czy widzałeś wykłady prof. Vetulaniego na temat neurobiologii i wiary. tam jest kilka tematów, które poruszyłeś tłumaczonych trochę w inny sposób. No ale to tak na marginesie, w każdym razie Twój tekst jak najbardziej przypadł mi do gustu.

Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 03.12.2018 19:34
Dzięki za odwiedziny i komentarz.
Miło wczytać kogoś, komu się to spodobało. Tak, starałem się nie narzucać swoich poglądów, praktycznie w każdym aspekcie podawałem za i przeciw. I super, że to zauważyłeś.
Pewnie nie odwiedzę Twoich tekstów, bo Ty chyba piszesz poezję, a ja jej nie czytuję, bo kompletnie nie rozumiem.

Pozdrawiam.
22227 dnia 03.12.2018 19:49
Polecił bym Ci moje opowiadanie "Rozmowa" jest stylistycznie i gramatycznie niechlujne, ale jakbyś przez to przebrnął.... To jest tam pewna myśl i nie jest to myśl anty boska, czy antyreligijna. To rozmowa dwóch ludzi o życiu i Bogu. Więc jeżeli będziesz się nudził to zapraszam.
PrzemeK155J dnia 17.07.2019 14:23
Twój tekst może okazać się przekonujący, albo skłaniający do rozmyślań w stosunku do ludzi wierzących.
Jednak mam co do niego wątpliwości. Pozwól, że ci je wyjaśnię.
Cytat:
Czło­wiek jest je­dy­nym stwo­rze­niem na ziemi, które nie jest w sta­nie osią­gnąć rze­czy, do ja­kich na­tu­ra dała nam zdol­no­ści.

Z tym twierdzem bym polenizował. Natura nie daję zdolności - organizm sam je sobie wyrabia. A skoro sobie je wyrabia, to oznacza, że jest w stanie je osiągnąć.
Cytat:
My, jako lu­dzie, po­trze­bu­je­my dużo wię­cej niż tylko po­karm, sen, cie­płe ubra­nie czy bez­piecz­ny dom. Po­trze­bu­je­my bytów „wyż­szych” ta­kich jak mi­łość, na­dzie­ja, wiara i szczę­ście (jak­kol­wiek je poj­mu­je­my).

Czemu uważasz, że są to byty wyższe? Miłość, nadzieja, wiara i szczęście występuje u wielu gatunków zwierząt (tak naprawdę u każdego stworzenia, jakie posiada układ nerwowy). Dlaczego? Bo wszyscy pochodzimy od tego samego przodka. Każde zwierzę to posiada, u nas po prostu odbiór jest nieco bardziej zawiły. My inaczej odbieramy szczęście, niż na przykład kot, ale to nie oznacza, że kot nie potrzebuje szczęścia.
Cytat:
Czy małe dzie­ci mają po­trze­bę wiary? Czy ta po­ja­wia się z bie­giem życia i roz­wi­ja­ją­ce­go się my­śle­nia, a tym samym świa­to­po­glą­du? Dzie­ci nie prze­ja­wia­ją skłon­no­ści do wiary, jed­nak­że, jak się oka­zu­je, mają ten­den­cję do tłu­ma­cze­nia tego, co dla nich nie­wy­tłu­ma­czal­ne, przez nada­wa­nie temu kon­kret­nych cech. Prze­pro­wa­dzo­no eks­pe­ry­ment, w któ­rym py­ta­no dzie­ci, dla­cze­go drze­wa mają chro­po­wa­tą korę. Su­ge­ro­wa­no dwie moż­li­we od­po­wie­dzi: aby zwie­rzę­ta mogły się dra­pać; i drugą: po­nie­waż kora jest wy­sta­wio­na na wa­run­ki at­mos­fe­rycz­ne. Dzie­ci wy­bie­ra­ły pierw­szy wa­riant. Wnio­sek jest taki, że już we wcze­snych eta­pach roz­wo­ju czło­wiek pró­bu­je sobie różne rze­czy tłu­ma­czyć, do­szu­ku­jąc się roz­wią­za­nia, które ma słu­żyć cze­muś kon­kret­ne­mu. Po­zo­sta­je to w nas aż do do­ro­sło­ści, kiedy to pró­bu­je­my do­szu­kać się sensu życia. A takim na pewno jest Bóg.

Ten tekst wzbudził we mnię masę wątpliwości. Chciałbym wyrazić coś od razu na wstępie - dzieci posiadają zawiły umysł, ale są jak plastelina, z której można ulepić wszystko. Gdyby pięcioro dziecom zaczęto wmawiać fakty o hitlerze i propagować nazism - wyrosły by na Nazistów. Oczywiście, mówie tu także o wielu innych sprawach - o ateizmie, o religii. Wszystko jest kwestią tego, co powiesz dziecku. Jeśli nie powiesz mu nic o wierze - dziecko będzie się zachowywało inaczej. Dlatego uważam, że nie ma dzieci-muzłumaninów, dzieci-katolików, tylko są rodzicie katolicy i rodzice muzłumanie (zresztą, tak jak uważał Richard Dawkins). Oczywiście, dzieci, jak i dorośli próbują doszukać się czegoś w świecie, znaleźć odpowiedź na pytania, ale, moim zdaniem nie jesteśmy stworzeni do wiary - odpowiedzi można szukać na gro różnych spososbów. Nie trzeba od razu tworzyć, albo wierzyć w religię. Powtórzę więc jeszcze raz - jeśli dziecko będzie nauczone poszukiwania odpowiedzi w źródłach naukowych, prawdopodobnie znajdzie odpowiedź naukową, a jeśli dziecko będzie wychowywane w wierzę religijnej, prawdopodobnie ruszy ścieżką duchową. Jeśli mówisz, że nasz umysł jest wyposażony do wiary, to tak jakbyś powiedział, że nasz umysł jest wyposażony do gry na gitarze, sportu, ateizmu, agnostycyzmu, czy zainteresowań w dziedzinie rzeźbiarstwa - to wszystko, tak jak wiarę u niektórych, nabywamy za życia, kierując się społeczeństwem, rodzicami i przyjaciółmi.
Poza tym, widzę, że jesteś wierzący, więc nie będze tutaj podawał argumentów przeciw Bogu, bo nic z tego nie wyniknie. Z twojego tekstu zrozumiałem, że wiara i bóg jest dla nas równie niewyjaśniony, jak samolot dla dzikusów na wyspie.
Po części podobało mi się to, co napisałeś na końcu - nasze uczucia są bardzo modalne, zmieniają się i praktycznie są nieempiryczne, bo tylko my mamy do nich dostęp. Ale wciąż nie rozumiem po co wplątywać w to boga i czemu uważasz, że przypadek to tylko przypadek. Osobiście uważam, że Przypadek jest znacznie bardziej zawiły i głęboki niż sam Bóg - dlaczego - ponieważ nie zależy od jednego bytu, ale od wielu głębokich bytów. Od wielu czynników, od wielu zajść, które łączą się w całość i tworzą głębie. Moim zdaniem, jeśli wierzysz i to ci pomaga, to dobrze, że się w tym rozwijasz i o tym piszesz - ale sam osobiście wolę trochę inny styl.

Aha i jeszcze na koniec, odniosę się do tego, co pisałeś o Darwinie i ewolucji.

Z ewolucją wcale nie wyglądało tak, że z najprostszego organizmu wszystko dążyło do najbardziej skomplikowanego. Bo tak naprawdę, takie dążenie nie istnieje. Ewolucja jest przystosowaniem się do środowiska - my nie jesteśmy bardziej rozwinięci od Homo Ergaster - my po prostu przystosowaliśmy się do tego, co teraz mamy. Gdyby było tak jak mówisz, to wszystkie organizmy oprócz człowieka by wymarły. Bakteria jest przystosowana do swojego środowiska tak jak może - na tyle, na ile my jesteśmy przystosowani do swojego. Więc, wnioskując, pula genowa każdego gatunku wiedzie przez inną linie rodową, czyli przez inne środowisko i inne oddziaływania między genami. Bakteria, Szympans, czy pies mają inne linie rodowe, ale istnieją podobieństwa genetyczne, ponieważ cała różnorodność organizmów pochodzi od tego samego przodka. Człowiek jest tylko ułamkiem - to nie jakiś doskonały twór ewolucyjny - istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli środowisko drastycznie się zmieni, to nasze mózgi znów zmaleją i będziemy podobni do takiego Australopiteka. Ewolucja to proces udoskonalenia gatunku poprzez przystosowanie się do środowiska - my mamy duże mózgi, nie z powodu tego, że jesteśmy lepsi, ale z powodu tego, że po prostu środowisko je determinuje.

No więc, po całym długim wywodzie, chcę powiedzieć, że jestem sceptycznie nastawiony do tego tekstu i nie podzielam napisanych w nim poglądów, aczkolwiek był on całkiem zręcznie i dobrze napisany.
AntoniGrycuk dnia 17.07.2019 17:00
Po pierwsze. Doskonale wiedziałem, że skomentujesz ten tekst, mimo iż jest stary. To nie żart ani ściema, tak było.
Kolejną sprawą jest Twoja negacja spraw oczywistych (np. uczuć wyższych lub że natura daje nam zdolności). To, w dużym uproszczeniu, efekt uboczny otwartego umysłu, a skoro taki posiadasz, to należy Ci się cholernie duża pochwała i szacunek, bo tacy ludzie dokonują największych odkryć, co nie znaczy, że osiągają najwięcej, co to, to nie.
Próbujesz więc podważyć wiele moich spostrzeżeń, kilka zaczerpniętych z zewnątrz wniosków itp. Między innymi piszesz:
PrzemeK155J napisał:
Jeśli mówisz, że nasz umysł jest wyposażony do wiary, to tak jakbyś powiedział, że nasz umysł jest wyposażony do gry na gitarze, sportu, ateizmu, agnostycyzmu, czy zainteresowań w dziedzinie rzeźbiarstwa - to wszystko, tak jak wiarę u niektórych, nabywamy za życia, kierując się społeczeństwem, rodzicami i przyjaciółmi.

Otóż rodzący się człowiek to nie "tabula raza" (czy jak się to pisze). Mamy takie odruchy jak ssanie, zaciskanie piąstek, trzymanie przez pewien czas potrzeb fizjologicznych itp. To, jeśli chodzi i odruchu fizyczne. Ale też człowiek posiada "wbudowany" mechanizm psychicznego samoleczenia się. Brzmi świetnie, ale utopijnie, nieprawdaż? Otóż tak jest. Tylko mechanizm ten nie jest przystosowany do funkcjonowania z spełeczeństwie - ogólnie mówiąc. W takim życiu po prostu nie działa w ogóle lub działa słabo. Między innymi dlatego im bardziej rozwinięte społeczeństwo, tym więcej ludzi z problemami psychicznymi. Zapewniam Cię, że taki mechanizm istnieje i nie jest w żaden sposób wyuczony. Tak więc istnieją predyspozycje czy skłonności ku konkretnym funkcjom/rzeczom. Kolejnym przykładem są mechanizmy obronne, których uczyć nas nie musi nikt.

W każdym razie dzięki za komentarz i czytanie.
Do poczytania pod tekstami.

Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
21/08/2019 00:01
wiem chyba, o który leśmianowski tekst, tu wspomniany,… »
Florian Konrad
20/08/2019 23:56
dziękuję serdecznie! »
alos
20/08/2019 16:40
Dzięki Kushi, cieszę się. Pozdrawiam :) Dzięki Wiktorio… »
Dany
20/08/2019 00:16
Zgrabny limeryk, poprawnie napisany, rozbawił mnie.… »
d.urbanska
19/08/2019 23:15
Dobre, do przemyślenia i sprawne. Z jedną uwagą: "Nie… »
liathia
19/08/2019 20:44
Bardzo mi się czyta i, odczuwa Twój wiersz. Wracam do niego,… »
wodniczka
19/08/2019 20:13
Bardzo ciekawa metaforyka. Podoba mi się ten obraz. Jest w… »
wodniczka
19/08/2019 20:10
Bardzo krótkie i bardzo konkretne. Przemawia. Podoba się.… »
amaranta
19/08/2019 19:53
Bardzo lubię takie wiersze. Nieprzegadane, sama istota… »
wodniczka
19/08/2019 19:41
Witaj i ten cytat: i ten cytat: i końcówka.… »
wodniczka
19/08/2019 19:34
Witaj Dla mnie jeden z Twoich najlepszych. A jak bym mogła… »
wodniczka
19/08/2019 19:32
Cześć Pulsar Czasami lepiej jest przespać niektóre… »
RafalSulikovski
19/08/2019 07:10
:) :) :) »
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:unamyqu
Wspierają nas