Spoko - Jacek Londyn
Proza » Miniatura » Spoko
A A A
Od autora: Książka, dobra czy zła, jest portretem własnym autora.
/T. Konwicki, Pamflet na siebie/

                                                                                                             

Nie chce mi się nic. To dobry sygnał. Znak, że wreszcie coś mi się chce.

Coś na pewno nie jest robotą, bo ona nie pociąga mnie od dawna. W duszy za bardzo gra, by zawracać sobie głowę fizycznością, potem, trudem i znojem. To klimaty nie moje. Lepiej mi w kosmicznej mgle, z której wyłapuję równie nieziemskie sygnały. Przenikają mnie ich wibracje, przytuleni do siebie drżymy z tą samą częstotliwością. 

Na ścianie kładą się cienie, coraz dłuższe w miarę zbliżania się do zmierzchu, wyciągają do mnie poszarzałe dłonie. Nie dam się złapać na lep. Za oknem nieistotny gwar, pośpiech, niebyt, sen wariata. A w mojej głowie prawdziwe życie, urządzone po mojemu. Tu się kiedyś zacząłem, póki co jestem, a kiedyś się skończę. Zginę, by znów narodzić się na nowo. Tak, tak, zginę, bez dwóch zdań, gwałtownie, żadne macanie niewiadomego, od razu hop! na głęboką wodę. Głowy nie dam sobie uciąć, ale takie mam przeczucie. W moim kosmosie wody nie brakuje. 

Jacek jestem, ale nie traktuję tego imienia poważnie, nie przywiązuję się do niego i do siebie nim naznaczonego. Mogę być równie dobrze tym lub tamtym, wyciągając imiona ze spisu imion jak króliki z kapelusza. Pozwalam sobie na lekkie zmrużenie oka, podchodzę do siebie z dystansem, nie podaję ręki, uznaję przestrzeń, która jest moja, jego, jej. Dziś moim imieniem 44, wziąłem je z szyldu na drzwiach. Nie mam wyrzutów sumienia, przywłaszczyłem własny – trochę przetarty na schodzonych stopach czwórek, prawdziwy, zaśniedziały mosiądz. 

Coś – nienazwane jeszcze po imieniu – nakłania mnie, żeby mi się jednak chciało. Choć przez chwilę. Może ma mnie już dość, takiego nieruchawego, a może… Nieważne, nie będę w coś, czego nie znam, wchodził z butami… A niech mu tam, zaczynam pisać. Nic szczególnego, to – jak zwykle – zwykłe, małe nic. Bez sensu – trochę dla niego i trochę dla siebie samego.

Stukam w klawiaturę, nie spoglądając na bezlitosny ekran. Nieustannie mnie przeraża, świdruje szklanym spojrzeniem, wytyka każdy błędny ruch, zbyt wczesny oddech w akapicie, brak słów w spacjach, mylenie „go home” z krzyczącym „delete” spieprzaj, błędy interpunkcyjne i stylistyczne. Ortograficzne rzadko mi się przytrafiają, ale nigdy nic nie wiadomo, więc i niewiadome staram się traktować wzrokiem wymijająco .

Moje patrzenie nie sili się przy tym, by być transcendentnym – kolejne z nieciekawych dzisiaj nie skłania do wyglądania za okno. Błądzę wzrokiem na granicy wnętrza pokoju, by zatrzymać się ostatecznie na okiennej ramie – PCV, kolor: biel przykurzona, ciepła dzięki piance termoizolacyjnej wypełniającej profil.

Tak ją widzę, może patrzę zbyt realistycznie, jutro mogę pójść w kierunku niebiańskiego blue, zgniłolistnej zieleni lub kapiącej jak krew z nosa czerwieni. Do wybranej barwy dorobię całą resztę, być może nawet złamię kolory, doprowadzając przy tym do znisty odpowiedzialny za to, rzucający mi się w oczy, przedmiot.

Mam dowolność, jak ją – tę wpatrzoną we mnie okienną ramę – potraktuję, może być ramą mojego okna na świat lub odrzwiami drzwi do wieczności. Nie wiem jeszcze, którą z możliwości rozdzielonych „lub” wybrać. A może pójdę tam, gdzie jest inne nic, tylko i aż nic – ogromne jak wszystko? Nic teraz mądrego nie wymyślę, zajmuję się przecież aktualnym niczym… 

Palce męczą się bieganiną, wkurwia stukot klawiszy lśniącej – dawno, dawno temu – klawiatury. Dość tego! Czas na chwilę oddechu. Zerknę spod oka na czarne obramowanie ekranu, a potem chyłkiem przeskoczę na wystukane…

Już. Skoczyłem… I nic. Bez wyrazu, bez jaj. 

Dobrze, że nie podkusiło mnie do napisania książki. Co bym zrobił, gdybym zobaczył swój wypocony portret w całej okazałości? Nie wytrzymałbym tego powiększenia. Pewnie  strzeliłbym sobie w łeb, popełniłbym seppuku, utopiłbym się w wannie z suszarką w ręku, wyskubałbym palcem elektryzujący prąd z gniazdka. Każdy koniec byłby równie dobry. A może równie zły. Nie wiem. To nic, na razie zrozumiałem, że powinienem trzymać się wystukanego dziś początku. Łapię się go jak tonący brzytwy. Odcinam środek i koniec, zaczynam od nowa

Nie chce mi się nic.

I nie dam się na nic namówić.

Jeszcze pożyję... Spoko.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jacek Londyn · dnia 28.11.2018 02:14 · Czytań: 131 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 5
Komentarze
JOLA S. dnia 28.11.2018 08:24
Jacku,

melduję, przeczytałam.

A jakie wnioski z lektury tej miniatury? - zapewne zapytasz.

Ano takie:

trudno się nie zgodzić, że piórem władasz sprawnie. W tekście widać dyscyplinę, wysiłek, koncentrację, pełne zaangażowanie i cierpliwość w pisaniu.

No tak, życie bez rozmowy cóż byłoby warte. ;)
Ta potrzeba wylewa się przez strumień liter tekstu, płynąc prosto z serca. :)

Rzuca się też w oczy, że Autor dał się ponieść pasji moralizatorskiej. W tym jest niedościgniony, tylko pozazdrościć. ;)
Twierdzisz, że z Tadeuszem Konwickim Ci po drodze. Może i tak. Obaj lubicie pamflety, to się czuje, to się wie.
"W tekście każdy autor zawiera swój portret" i z tym akurat trudno się nie zgodzić.

Czytam dalej: moja miłość do pisania jest bezsilna, jest nieszczęściem..., ale postanawiam być optymistą ...
Spoko. ;)

Dla kogo przeznaczony jest ten tekst i jakie z niego wyniosłam korzyści, trudno powiedzieć.
Jeżeli to jest satyra, to jakaś cienka. A może to z moim poczuciem humoru coś nie tak? :(

I to już chyba koniec mojego marudzenia.


Pozdrawiam cieplutko. :) :)
Jacek Londyn dnia 29.11.2018 13:25
Dzień dobry.

Melduję, że przeczytałem Twój komentarz.:)
Na temat sprawności we władaniu piórem nie wypada mi się wypowiadać - używam klawiatury.
Na temat innych rzeczy też będzie niewiele.
Tadeusza Konwickiego rzeczywiście lubię, specjalnie używam teraz czasu teraźniejszego, bo choć fizycznie go nie ma, to przecież jest. To jeden z piszących gości, przy którym czuję się malutki.
O moim tekście i jego przesłaniu nie powiem ani słowa, wszystko zostało wystukane.
Na pewno nie ma w nim moralizatorstwa.:)

pzdr
J
Quentin dnia 29.11.2018 21:15 Ocena: Dobre
Cierpienia młodego twórcy

Któż z nas tego nie zna. Właściwie od początku lektury odniosłem wrażenie, że skądś to znam :-) Sam już nie wiem czy lepiej pisać pod wpływem impulsu, który, a jakże, przyjdzie, bo przecież musi przyjść, czy też pisać "na zimno", ceniąc najprawdziwsze rzemiosło...? Oto jest pytanie.

To głęboki temat, z którym można mierzyć się w nieskończoność. Spróbowałeś, a to znaczy, że w jakiś sposób cię to dręczyło. Chyba zwykle od owego dręczenie wszystko się zaczyna.

Przybij piątkę. Ja również przy Konwickim czuję się malutki, ale spoko. Myślę, że jeszcze pożyję.

Pozdrawiam
Q
Dobra Cobra dnia 01.12.2018 16:42
Nic na siłę.


Jacek Londyn,

Nie ma co snuć wielkich idalekosiężnych planów w swoim życiu. Więc i tworzenie na silę (oprócz literackiej pracy zarobkowej) sensu nie ma. Trzeba wyluzować, napić się, zmasturbować się, wyjechać ze znanego otoczenia choćby na chwilę. I , qrde, nie myśleć, że cos się musi. Taka to kuracja.

Pozdrawiam,

Doaco
Jacek Londyn dnia 01.12.2018 21:54
Quentinie,
fajnie, że obaj - przy Konwickim - jesteśmy tego samego wzrostu.:)
Czytając niektóre z dokonań pisarskich na różnych portalach dochodzę do wniosku, że większość piszących nie potrafi spojrzeć prawdzie w oczy. Bohater mojego opowiadania wreszcie to zrobił, i podjął postanowienie. Nie będzie pisał, jeszcze pożyje. Tyle.:)

Trafiłeś w punkt Dobra Cobro, i nie mówię tu o masturbacji.:)
Kuracja to jest to! Wyjazdy, wyluzowanie nic nie da, trzeba się leczyć. Portal, ten czy inny, to najlepsze miejsce. Piszących coraz więcej, coraz więcej aspirujących do składania literek w zdania, może zabraknąć łóżek.:)

pzdr
JL
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
12/12/2018 00:40
Niczyjko, jesteś wielka, Dziękuje pięknie. Niemniej -… »
Niczyja
11/12/2018 22:59
Zolu, Już sobie poradziłam. Właśnie w tej chwili tekst… »
MarcinD
11/12/2018 21:35
Spoko. Jestem tutaj "trochę" dłużej od Ciebie… »
AntoniGrycuk
11/12/2018 21:04
Skoro przeczytałem, to trzeba zostawić komentarz. No to… »
BlueRiver
11/12/2018 18:45
Nie wiem co mam napisać... Zatkało mnie. Dziękuję :) »
jackass1408
11/12/2018 17:47
Darcon: Metaforyzm narracji nie był zamierzony. Chciałem po… »
mike17
11/12/2018 15:37
Artur, rozpoznałbym Twój styl na końcu świata :) Bo? Bo… »
mike17
11/12/2018 15:21
BlueRiver, zaskoczyłaś mnie na plus i to wielki :) Ten… »
mike17
11/12/2018 14:39
Slavku, piszesz rzadko, ale zawsze bardzo dobrze. Jak dziś,… »
mike17
11/12/2018 13:51
Choć można było dać mocniejszą, bardziej wyrazistą pointą, i… »
Hubert Z
11/12/2018 12:25
Arkady, poruszający, niesamowity wiersz. Trafia we… »
pociengiel
11/12/2018 09:17
Dzięki. Z tą zagwozdką to jak z pierwszymi podrywami.… »
allaska
11/12/2018 08:15
Nie będę pokutował jakbyś była... - tu mam zagwozdkę dziwnie… »
MP642
10/12/2018 19:39
Jak to bez przesady, skoro cały "Uwięziony" jest… »
AntoniGrycuk
10/12/2018 19:29
Tak. Ta część brzmi jak początek książki. I teraz powinny… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 12/12/2018 00:46
  • Jolu S. Niczyjko, sprawdzacie się na medal. Dzięki i oczekiwania na twórczość do nowej edycji Wirtajek.
  • Esy Floresy
  • 11/12/2018 23:33
  • Wirtajkowicze dzisiaj szaleją, widzę. Cieszy to, nawet bardzo :)
  • JOLA S.
  • 11/12/2018 23:11
  • Zolu, jest ok. Dobranoc:)
  • Zola111
  • 09/12/2018 23:46
  • A możecie zagłosować na wiersze Zaśrodkownia#29!
  • BlueRiver
  • 09/12/2018 15:33
  • Esy Floresy - jestem ZA ;)
  • Esy Floresy
  • 09/12/2018 15:21
  • Jest niedziela, relaks, Ludziki ;)
Ostatnio widziani
Gości online:10
Najnowszy:qsmer
Wspierają nas