Czerwony kot - JOLA S.
Proza » Obyczajowe » Czerwony kot
A A A

 Czerwony kot

 

Ostatniego dnia kalendarzowej wiosny na naszym osiedlu panował niezwykły ruch. Trwają przygotowania do lata, słychać  monotonny chór kosiarek. Cierpię, ale od czegoś trzeba zacząć, pomyślałam rozbawiona, skręcając w wyasfaltowaną dróżką prowadzącą do śmietnika. Byłam prawie u celu, gdy zza przymkniętych drzwiczek komory doszedł mnie wrzask. Rozmawiają dość gwałtownie? Co się dzieje?

     — Przestań wyć, Joasiu...

    — A właśnie, że będę! Mój kot jest czerwony, siedzi na dachu, a nie na płocie. Nie będę rysować jak inne dzieci. Za karę stałam w kącie i po zabawie w pociąg...

Podsunęłam się bliżej, zaniepokojona. Drobna dziewczynka uwolniła łokieć z dłoni matki i zawstydzone przywarła do jej nóg.

     — Przecież obiecałaś — odezwała się matka, kładąc dłoń na główce .

     — Strasznie  dużo jest rzeczy, których nie powinnam robić — wykrztusiła mała, ocierając kantem dłoni płynące po buzi łezki.

Kim jest ta słodka desperatka? Będąc dzieckiem wcale nie byłam lepsza, walczyłam z całym światem. Kot na dachu to zapewne niewybaczalny grzech, przemknęło przez głowę i wybuchłam, niepytana:

     — To jej prawda! W czym czerwony kot jest gorszy od burego?

Brzmiało dla mnie jak zgrzyt paznokci na szkolnej tablicy. Dziecku przyniosło pociechę, gdyż odkleiło się od matki, robiąc przezabawną minkę. Zapewne, poczuła, że w rozpaczy nie jest sama. Tak trzymaj mała!, pomyślałam, wrzucając worek ze śmieciami do pojemnika.

Nieźle spóźniona przyspieszyłam kroku. Przecznicę dalej, musiałam przeciskać się między rzędami zaparkowanych aut i na dodatek ktoś zajechał mi drogę. Byłam wściekła. To, co wykrzykiwałam, nie nadaje się do cytowania

Gdy odprężyłam się, nie opuszczał mnie obraz czupurnej dziewczynki w pasiastej koszulce. Zastanawiałam się: Może nie jest przypadkiem odosobnionym, ale jednak odstaje od innych dzieci. Rzucająca się w oczy wyobraźnia  .Trudno to wyjaśnić...


****

Na kolejne spotkanie długo nie musiałam czekać. Słońce rozświetlało korony drzew, kusząc obietnicą zasłużonego odpoczynku. Joasia na mój widok zaszczebiotała, obdarzając porozumiewawczym spojrzeniem. Parsknęłam śmiechem. Po krótkiej pogawędce pomaszerowała do piaskownicy pełnej dokazujących dzieci. Przysiadłyśmy z jej matką na drewnianej ławce u stóp obrośniętej kwitnącymi krzakami skarpy.

     — Chyba nie nadaję się na matkę — odezwała się znienacka.

Przekrzywiłam głowę, nie mając pewności, czy dobrze zrozumiałam. Wymieniłyśmy badawcze spojrzenia.

     — Karolina. Mówią na mnie Bele — przedstawiła się.

Zaczęłyśmy rozmawiać. Początkowo o drobiazgach, o pogodzie, o zwykłych sprawach. Nigdy nie byłam mocna w tego typu pogawędkach. Tym razem było inaczej. Szybko osiągałam pewność, że mam u boku uroczą, interesującą młodą kobietę. Gdy mówiła, czułam przez skórę, że, że chce coś jeszcze powiedzieć, że mimo pozornego spełnienia czuje się samotna. I nie pomyliłam się.

     — Dotąd nie otwierałam się na moje problemy, ale każdy ma słabsze dni — zaczęła cicho.

Na umęczonej twarzy dziewczyny malował się grymas niezdecydowania.

     — Spokojnie. Chętnie posłucham.

     — Plotka może zrobić tyle złego... — mówiąc, obrzuciła spojrzeniem, jakby oczekiwała potwierdzenia.

     — Jasne! Jasne! — przytaknęłam, uśmiechając się.

 Karolina zrobiła pauzę, ale podjęła temat:
 
      — Nie byłam w porządku — wymamrotała. — Paweł był moim nauczycielem. Lubiany, spokojny, cichy. Imponował wiedzą, obyciem. Wszystkie dziewczyny do niego wzdychały. Nie byłam gorsza. Wkrótce stało się jasne, że jestem zakochana po uszy. Uwzięłam się na biedaka. Prowokowałam go na wszystkie sposoby, byle tylko mnie zauważył. Udało się. Ostatnia klasa szkoły baletowej, tuż przed maturą, mnóstwo zajęć, uczyłam się pilnie, ale w głowie siano. Czy nie jest tak, gdy ma się naście lat? Zero życiowego doświadczenia, nie znałam smaku seksu, brak chłopaka. Niedługo trzeba było czekać, jak wszystko, w szalonym tempie, zaczęło wymykać się spod kontroli. Spotykaliśmy się na początku sporadycznie, poza szkołą, w jego kawalerce... Przyuważono nas. Plotki jak  błyskawica. Mój świat nagle zatrzasnął się jak w małej puszce, do której lepiej było nie zaglądać. Koledzy szydzili, natrząsali się. I te poczerwieniałe twarze nauczycieli, uparcie obgadujących nas po kątach. Dobrze pamiętam nasze pierwsze zbliżenie.

Podkreśliła pierwsze!

      — Tak, to stało się na zimowym obozie, w Sudetach. Wielki skandal! Oskarżono Pawła o molestowanie seksualne, według prawa byłam niepełnoletnia. Nie wyszłam na tym dobrze, on zresztą też. W akcie skrajnej rozpaczy spakowałam nędzny dobytek i wyprowadziłam się z domu. To była jedyna droga ucieczki od ciągłych awantur, przekleństw i narzekań — to nie gojące się rany. Matka i ojczym przechodzili samych siebie... Brak słów. Ojczym, małoduszny moralizator i świętoszek, nawet moją korespondencję cenzurował, a matka we wszystkim ustępowała. Nie będę cię zmuszać do małżeństwa, jedno nieszczęście wystarczy, tak brzmiało jej pożegnanie.  Łzy już nie płyną, ale...

Wykonała zdecydowany gest ręką, jakby chciała odgonić naprzykrzającą się muchę.

      — Chcesz mówić dalej, Bele?

Odpowiedziało skinienie głowy.

      — Był czas, że zastanawiam się czy warto było tak szaleć.  Szczęście i rozpacz. Mnóstwo pytań! — kontynuowała. —  Kochałam Pawła. Teraz, gdy go nie ma, walczę o dobre życie dla nas obu, spokojne i bez lęku. Studiuję malarstwo tu, na gdańskiej ASP. Przytłaczają obowiązki samotnej matki, nie jest łatwo. Maluję wieczorami. Gdy trzymam w ręku pędzel  tkwię między światami, szalejąc z  samotności. Tęsknię za nim coraz bardziej. Słodkie marzenia? Wiem, jestem beznadziejna, naiwna...

Bolało, ale nawet przez moment, nie wydaje się bezradna ani załamana. Może to miłość daje jej siłę? Podoba mi się w niej spokój. Dojrzałość. Intryguje oddanie w czekaniu.

Zamilkła. Wyglądało, że bije się z myślami. Opuściła wzrok na czubki butów. Odruchowo obejrzałam swoje. Brudne! I nie jestem przygotowana na taką rozmowę.

Po skołowanej głowie tłukły się przeróżne myśli: Dlaczego zostałam zaproszona do tajemniczego ogrodu Karoliny i czym sobie zasłużyłam na zaufanie? Tak rozmawiają ludzie w pociągu. Potem każdy wysiada na swojej stacji, rusza w swoją stronę i szybko zapomina o przypadkowym spotkaniu.

Nadal gorąco! Ktoś z balkonu woła kota. Rozejrzałam się. Joasia lepiła z zapałem babki z piasku, uderzając rytmicznie łopatką w plastikową foremkę. Dobrze się bawi, grzeczna dziewczynka! I obrzuciłam spojrzeniem Karolinę. Splotła szczupłe ręce na brzuchu, milcząc, wpatrywała się w jeden punkt. Niebieskiej sukienka, ładnie kontrastująca z delikatnie opaloną, gładką skórą i czarnym, błyszczącym zwojem długich włosów spływającym na kruche ramiona. I ten kształt palców. Znam wielu ludzi, ale ona się wyróżnia na ich tle. Dotąd nie spotkałam takiej godnej zaufania i szczerej osoby...?

Zakłopotana, urwałam źdźbło rosnącej przy ławce trawy i zaczęłam oglądać je w dłoni. To dopiero, wyglądam idiotycznie

Byłam ogromnie ciekawa, co się dzieje z Pawłem? Ale brakowało odwagi zapytać. Poderwałam się z ławki. Karolina, jakby czytała w moich myślach.
 
       — Usłyszałam o nim, dwa lata temu. Pewien człowiek widział go w Toronto. Świat nie jest duży. Paweł rzucał się w oczy, żebrząc na stacji metra. Długa broda, schudł, marne ubranie, wymięty, wyglądał zupełnie jak Jezus. Podobno wdał się w jakąś niejasną historię i dopadły go nowe kłopoty. A może coś w nim pękło? Zresztą sama nie wiem. Wybaczyłam mu wszystko, chyba to skłonności masochistyczne...

      — Raczej cierpiętnicze — poprawiłam, usiłując się uśmiechnąć.

Bele mówiła dalej:

       — Gdy byliśmy razem największą ambicją Pawła było zapewnić nam dobry start, ale tu w kraju był bez szans. Prasa i ludzie zrobili tyle złego. Najgorsi byli na portalach społecznościowych, odebrali dobrą opinię, nie mógł znaleźć miejsca dla siebie i pracy w zawodzie. Facebook zniszczył nam życie... Paweł odszedł nagle, bez słowa. Nie wiem, czy to był świadomy wybór? Wspomnienia tracą ostrość, wszystko się plącze. Chyba zrobiłby to, nawet, gdybym mu zabroniła. Wyjechał nie wiadomo gdzie. Pytałam, wstydząc się, że mnie zostawił. Żałuję, że mu nie powiedziałam o ciąży. Ech...

Łzy przemyły jej oczy.

    — Ciężko było?

Wyszarpała z torby chusteczkę.

    — Teraz już nie. Krok w przód, krok w tył... każdy rozdział życia jest inny, niepowtarzalny. Obecnie mam pomoc finansową. Nieoceniona ciotka Pawła. Mieszka w Baltimore, jest uznaną dekoratorka wnętrz. Tak, to ciotka Dora odkryła, że dobrze maluję, że mam talent. Joasia podobnie jak ja w dzieciństwie, ciągle maże kredkami po ścianach, to uwielbia najbardziej, wszystko jest w malunkach nawet sufit. Jak chcę przykrócić, to okropnie się złości albo obraża. Czasem mnie korci, by spuścić jej lanie. O tym, na co ją stać, miała pani się okazję się przekonać — mówiąc to, zamyśliła się.

O więcej już nie pytałam, zrobiło się późno. Pożegnałyśmy się, nie umawiając się na następne spotkanie.


Przyszła noc, a ja nie mogłam zasnąć, przewracałam się z boku na bok, w uszach  dzwoniło. Wciąż ją miałam przed oczami. Jeden wiersz i odłożyłam książkę. Od dawna nie przemawiałam sobie tak do rozsądku, każde słowo miało znaczenie:

Życie pisze scenariusze, których nie wymyśliłby żaden literat. Gdy człowiek ma tyle lat, co ja, zdarzają się takie przemyślenia coraz częściej. Migoczą bardziej niż zwykle, są jaskrawe tak jak ekran włączonego telewizora.

Wymyślałam też nowe wątki do opowiadania Karoliny. Do starych dodawałam puentę. Nie trafiła się żadna dobra. Nie wróżyłam szczęśliwego zakończenia przejmującej historii. Paweł może być różnie odczytywany? Co za paskudne obawy. Rozmyślałam tak przez kilka godzin. Uratował mnie sen. 

Widywałyśmy się potem, nie wracając do pamiętnej rozmowy.

 

****
Ostatni raz spotkałam dziewczyny wczesną jesienią przy tym samym śmietniku. Niebo zasnuły czarne chmury, kropił drobniutki kapuśniak. Zaprosiłam je do siebie na wieczór. Moje słodkie knedle ze śliwkami są pyszne. To zasługa szczegółów. Ktoś musi o tym pisać.

Nie mogłam się doczekać ich wizyty. Przyszły spóźnione. Otworzyłam. Karolina stała w progu, unikając mojego spojrzeniem. Zero makijażu, włosy w nieładzie, worki pod oczami, wyglądała na zszokowaną. Joasia kurczowo trzymała matkę za rękę.

      — Co się stało?!

Karolina bez słowa wręczyła odpieczętowany list.  Przed oczami skakały rzędy liter, zanim ułożyły się w zdania. Oszołomiona opadłam na krzesło, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Nie wszystko pasowało, ale trzymałam język za zębami.

Matowy głos Karoliny przerwał niezręczną ciszę.


      — Potrzebowałam tego! Lecimy do Pawła! — rzuciła. 

Wybałuszyłam oczy. Bele, nic nie rozumiem, podziel się prawdą! Zawsze jestem po twojej stronie.

Wyjaśniła powód:

       — Odzyskał utraconą siłę. Odbił się od dna. Naprawia samochody, ma oficjalne pozwolenie i stałą pracę, wynajął niewielkie mieszkanie. Maglował mnie od tygodni. Dzwonił. Pisał : Spróbujemy być razem, przejrzymy jeszcze raz stare sprawy. Nie wszystko jest stracone, że trzeba zdać się na instynkt. Nie można unikać życia... — referowała jednym tchem, zacierając nerwowo dłonie.

Stanęła na swojej prawdzie. Przycisnęłam Karolinę mocno do siebie. Drżała.

      —  Sądzisz, że Paweł tak na serio?

Westchnęła.

      — Tak, jest we mnie lęk, jestem zmęczona i pewna niczego... Może, że tym razem nie popełnimy błędu. Miłość wymaga  wzajemnej ufności — odpowiedziała, patrząc mi prosto w oczy.

      — Jak ci się wydaje, będziesz szczęśliwa?

Zapytałam, ale wiedziałam po sobie, że lęk mimo, że jest rodzajem cierpienia, bywa źródłem marzeń, czynów i dążeń. Drąży mnie to paskudztwo prawie każdego dnia, od urodzenia. Chyba wpisany jest w istnienie? Nigdy nie notowałam chwil kiedy nachodzi i tak, by nic to nie zmieniło.

Krążyła po pokoju jak spętany ptak. Patrzyłam zatroskana. Na śniadych skroniach pokazały się wyraźne, fioletowe żyłki. Nie jest jej lekko z podjęciem decyzji. Po plecach przeszedł dreszcz.

     — Kości zostały rzucone! Nie zamierzam rezygnować z tego, co mam. Więcej, postaram się jak najwięcej tym cieszyć.

     — Wszystko jest jasne! Karolino, gdy zakreślisz sobie jakąś linię trzeba dynamitu, żeby cię wypchnąć poza nią.

 Uśmiechała się półgębkiem, ale biła z niej  przedziwna moc.

      — Racja! Ale jestem podszyta strachem. Wiem, może się coś nie udać! Przeżyłam wiele zawodów, ale nie mogę zostać tu dłużej, coś mnie pcha. Dość, podejmę ryzyko!

To przypomina skomplikowaną grę w bierki, teraz do niej należy ruch. Jak wyciągnąć jedną, żeby nie ruszyć pozostałych?

W duchu dręczyły obawy. Zastanawiałam się, co odpowiedzieć. Odpręż się, chyba dotykasz jakiejś tajemnicy, do której nie masz dostępu?

Pierogi ze śliwkami pozostały na półmisku, nietknięte. Joasia snuła się po mieszkaniu w nerwowym roztargnieniu, nie mogąc sobie znaleźć  miejsca. Karolina przypatrywała się temu cierpliwie, udawała spokój. Czas umykał. Przez okno zaglądał księżyc, osiedle pogrążało się w wieczornej ciszy, na osiedlu zapaliły się pierwsze latarnie.


Jaką dziwną, przedziwną podróżą jest życie.

     

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
JOLA S. · dnia 30.11.2018 09:57 · Czytań: 384 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 11
Komentarze
Darcon dnia 30.11.2018 10:24
Podobało mi się opowiadanie, chociaż... Widzisz, w twoim przypadku patrzę trochę przez pryzmat osoby, która pisała. A piszesz już dosyć długo z tego co wiem i jesteś rozpoznawalna na forum. Stąd też pewnie jestem bardziej wymagający.
Gdzieś tam trafiają się literówki, chociaż niezbyt dużo, na przykład tutaj:
Cytat:
Nagle ożyły we mnie wspo­mnie­nia z dzie­ciń­stwa, zo­ba­czy­łam (w) tej małej, stra­pio­nej istot­ce ka­wa­łek sie­bie.

To jednak drobiazgi.
Bardziej doskwiera mi poprowadzona fabuła, niezbyt mocno, ale jednak. Wydaje mi się skrótowa, brak mi takiej płynności i pełnego obrazu. Przytoczę Ci kilka fragmentów.
Cytat:
Strasz­nie mnie to wku­rzy­ło. Za­ci­snę­łam pię­ści i wcią­gnę­łam po­wie­trze głę­bo­ko w płuca, aż za­czę­ły mi łza­wić oczy.
Z perspektywy czytelnika, nic takiego się nie stało, a zachowanie bohaterki wydaje się być irracjonalne. Co prawda dalej częściowo to tłumaczysz, ale to zbyt mało, brak wprowadzenia w sytuację bohaterki.
Cytat:
Za­czę­ły­śmy roz­ma­wiać. Po dłu­giej go­dzi­nie słu­cha­nia osią­gnę­łam pew­ność, że spo­tka­łam cie­ka­wą młodą ko­bie­tę, si­łu­ją­cą się sa­mot­nie ze swoją szarą co­dzien­no­ścią i wy­cho­wa­niem pię­cio­let­niej córki. Tego, co usły­sza­łam z jej ust do dziś nie umiem za­po­mnieć, cza­sem życie pisze sce­na­riu­sze, któ­rych nie wy­my­ślił­by żaden li­te­rat.
Tutaj gubi się czas. Bo z jednej strony piszesz, że po długiej godzinie jakoś bohaterka ją poznała. I to jest ok, na początek znajomości. Dalej jednak dodajesz, "tego, co usłyszałam". I wychodzi mi, że dalsza część rozmowy to streszczenie właśnie tej godziny. Czyli Karolina zaczęła zwierzać się po pięciu minutach rozmowy? Szkoda, że nie napisałaś jak rozmawiają o pogodzie i takie tam, a później Karolina stopniowo zaczęła się otwierać. To wydaje się bardziej naturalne.
Cytat:
  — Mów dalej, Ka­ro­li­no. Je­że­li to ma ci przy­nieść ulgę?
Ja, jeśli usłyszałbym takie pytanie, nic już więcej bym nie powiedział. Brzmi jak zarzut, że zajmuje czas.
Cytat:
— Do dia­bła! Co się stało? Chcesz coś mi coś opo­wie­dzieć? — za­py­ta­łam za­nie­po­ko­jo­na nie na żarty.
Oprócz literówki, pytanie brzmi nienaturalnie. Jeśli ktoś staje roztrzęsiony w moich drzwiach pytam czy chce mi coś opowiedzieć? Raczej nie. "Wejdź, co się stało?" , "Stało się coś?". Szczerze mówiąc chyba nigdy nikomu nie zdałem pytania, czy chce mi coś opowiedzieć. Formułuję je zazwyczaj inaczej.
Cytat:
  — Bę­dziesz szczę­śli­wa, Ka­ro­li­no?
A skąd Karolina ma to wiedzieć w tej chwili?

Opowiadanie jest bardzo dobrze napisane, więc moje uwagi mogą brzmieć jak dzielenie włosa na czworo, niemniej są drobiazgi, które można poprawić, ale czytałem z zainteresowaniem. :)
Pozdrawiam.
JOLA S. dnia 30.11.2018 11:03
Draconie,

lubię wymagających, bo nie sztuką jest kadzić. Wiemy, że to niczemu i nikomu nie służy. :)
Cenię uwagi i jak wiesz sama ich nie żałuję, komentując.;)
Nad moimi tekstami pochylam się wielokrotnie i za każdym razem przybywa wątków i konceptu, ale też nierzadko piętrzą się wątpliwości.

Wyobraźni wolno pohulać, ale jak mówił mój dziadek: każdy mazurek trzeba przegrać na fortepianie, by sprawdzić czy brzmi dobrze/

Co niewątpliwie wkrótce uczynię, nawet jeżeli to są tylko drobiazgi.:)

Dzięki za obszerny komentarz i ciepłe słowa.

Serdecznie pozdrawiam.

J
AntoniGrycuk dnia 30.11.2018 18:48
Hej, Jolu,

Przeczytałem i jest to dobrze napisane. I, niestety, na tym kończą się dobre wieści, przynajmniej w moim wydaniu. Owszem, na początku się zainteresowałem, ale przy końcówce opadły mi witki. Może czegoś nie zrozumiałem...

Poza tym jest sporo niedociągnięć w szczegółach. To po kolei:
Cytat:
Jej spoj­rze­nie było pełne nie­utu­lo­ne­go żalu aż było przy­kro pa­trzeć. Za­ci­snę­łam pię­ści i wcią­gnę­łam po­wie­trze głę­bo­ko w płuca, aż za­czę­ły mi łza­wić oczy. Nagle, zo­ba­czy­łam w tej małej, stra­pio­nej istot­ce ka­wa­łek sie­bie. Jako dziec­ko także wal­czy­łam z całym świa­tem. Chyba zo­sta­ło to we mnie do dziś? Kot na dachu, a nie na pło­cie to za­pew­ne dla opie­kun­ki w przed­szko­lu nie­wy­ba­czal­ny grzech, prze­mknę­ło przez głowę i par­sk­nę­łam śmie­chem.

Na początku akapitu piszesz, że prawie się popłakała bohaterka, a na koniec, że parsknęła śmiechem. Jedno zbyt szybko po drugim, z czego postać wydaje mi się nierealna.
Cytat:
Lubię ludzi o nie­po­skro­mio­nej wy­obraź­ni, nie do­pusz­cza nudy, po­ma­ga­jąc w życiu.

Zdania składowe/podrzędne odnoszą się do innego podmiotu, więc trudno zrozumieć, o co chodzi.
Cytat:
To było pie­kło, wkrót­ce za­czę­li nas ob­ga­dy­wać. To stało się długo potem na obo­zie, w schro­ni­sku, w Su­de­tach, to było nasze pierw­sze zbli­że­nie.

Spójrz, ile razy użyłaś tu "to" oraz "było".
Cytat:
Oczy­wi­ście ta awan­tu­ra była prze­ze mnie, wię­cej nie wró­ci­łam, mia­łam świra na punk­cie swo­jej sa­mo­dziel­no­ści i Pawła. Mój oj­czym był wście­kłym mo­ra­li­za­to­rem, świę­tosz­kiem, strasz­nie się rzą­dził. Moja matka też nie była bez winy, sie­dzia­ła z nogą na nodze, we wszyst­kim mu ustę­po­wa­ła. Byłam młoda, ale do­brze wie­dzia­łam, co robię, snu­łam plany, na wspól­ną przy­szłość. Paweł był dla mnie ważny. Kto nie ko­chał nie wie nic.

I znów to powtarzanie "było/był/była".
Cytat:
 Serce o mało nie wy­sko­czy­ło mi z pier­si.

To zdanie kompletnie nie pasowało mi do kontekstu, było jak wybuch wulkanu w centrum Warszawy.
Cytat:
Ka­ro­li­na stała w progu, uni­ka­jąc ner­wo­wo mo­je­go spoj­rze­niem.

Ostatnie słowo. I to nie jedyna niepoprawna forma w tym tekście.
Cytat:
  — Jak ci wy­da­je, bę­dziesz szczę­śli­wa?

Tu zjadłaś słowo.

Poza tym zbyt często używasz zaimków, szczególnie tych osobowych - np. swoje.

Także to opowiadanie nie porwało mnie ani na chwilę, choć na początku się zaciekawiłem. Przykro mi.

Pozdrawiam
JOLA S. dnia 30.11.2018 21:05
Antoni,

dziękuję za wizytę i wnikliwy komentarz.

Tekst Ciebie nie porwał, no cóż i tak bywa. Przyjmuję z uśmiechem. Nie musimy zgadzać się we wszystkich sprawach.

Obiecuję, uwagom przyjrzę się. Nie wykluczam, że miotełka pójdzie w ruch. :)

Pozdrawiam serdecznie :)
Kazjuno dnia 01.12.2018 09:45 Ocena: Bardzo dobre
Ja w przeciwieństwie do przedmówców: Darcona i Antosia Grycuka skonsumowałem Czerwonego Kota gładko i z zainteresowaniem. Błędy, które tu wytykacie Joli są w moim odczuciu wyolbrzymione. Wcale nie przeszkodziły mi odczuć (egzotyczną dla mnie) dramaturgię opisanych wydarzeń. Przejmującą i jakże prawdziwą, w kontekście wędrówek Rodaków za chlebem i nie tylko.
Wyraziście opisane bohaterki. Zarówno Karolina jak i córunia Joasia, przyśmietnikowy klimat, jakże autentyczny w blokowiskach. Ot, życie w pigułce namalowane z niekonwencjonalnej perspektywy, pokazane zajmująco. Więc dzięki Jolu za chwilę niecodziennego spektaklu.
A te usterki? Weź miotełkę, ciach mach i ostanie się oryginalna perełka.

Pozdrawiam, Kaz
JOLA S. dnia 01.12.2018 10:31
Drogi Kazjuno,

dotarłeś ze słowami otuchy. Bardzo to miłe. :)
Twarda ze mnie sztuka. Nie zauważyłeś, ale już posprzątałam. Nockę mam do tyłu, ale, żeby to pierwszy raz.
Czego się nie robi w dążeniu do doskonałości? ,
Uwierz na słowo, nie jestem zarozumiała. ;)
Pisanie to ciężka praca, ale nie od razu Kraków zbudowano.

Wielkie dzięki za uznanie, pozdrawiam :)
Kazjuno dnia 01.12.2018 12:15 Ocena: Bardzo dobre
Faktycznie, posprzątane, że aż lśniło, bo już zastanawiałem się: "czyżby znacząco pogorszył mi się wzrok"? Jakoś czytając chłonąłem tekst i nie zauważyłem, gdzie ktokolwiek o cokolwiek mógłby się dowalić.
Cieszę się, że mogłem Ci dodać otuchy.

Miłego weekendu Jolu!
Asocjacja dnia 01.12.2018 15:56 Ocena: Świetne!
Witaj, Jolu! :)
Ożywiłaś PP!
Zapis ulotnej historii, poprzez Twoją wrażliwość, doskonały!
Pozdrawiam serdecznie :)
Asocjacja
JOLA S. dnia 01.12.2018 16:42
O, mimo wysiłków, coś jednak przegapiłam. Jeszcze nie odespałam. :(
Nic to, poprawię. Nikt nie jest doskonały. Może łatwiej byłoby przekładać ostatni sen na język jawy? ;)

Droga Asocjacjo,

Kłaniam się i wielkie dzięki za wszystko. :)

Serdeczności. :)

J
Quentin dnia 22.12.2018 21:32 Ocena: Dobre
Kocie opowieści

Pamiętasz "Łowcę jeleni"? Na pewno pamiętasz. Przez pierwszą część filmu płyniemy jakby łódką po jeziorze. Podróż piękna sama w sobie i spokojna jak trzeba. Po chwili następuje koniec weselnej zabawy i po szyję brodzimy w syfiastej wodzie razem z bohaterami. Niesamowite przejście: drastyczne, jakby przejść z ciemności do ostro oświetlonego świata.

Tak mi się skojarzyło po lekturze "Czerwonego kota", gdzie "przeskakujesz" z łódki prosto do wody. Lubię teksty, hm, obyczajowe, lekko psychologiczne ( albo nawet i bardzo psychologiczne). To świetne pole do snucia opowieści ( dla twórcy) i domniemywania ( dla czytelnika). Myślę, że sprawnie poruszasz się w tej konwencji. Na pewno jeszcze zajrzę.

Pozdrawiam tymczasem
Q
JOLA S. dnia 26.12.2018 19:00
Cytat:
Myślę, że sprawnie poruszasz się w tej konwencji. Na pewno jeszcze zajrzę.



Trzymam Cię za słowo :)

Pozdrawiam serdecznie

J
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
andro
15/09/2019 23:00
i nikt nie przystaje - w sensie, że za mało w nich… »
bruliben
15/09/2019 22:51
Sugestywnie napisane o muzyce i wspomnieniach. Te pocztówki… »
bruliben
15/09/2019 22:44
Rzeczywiście widać w tekście częste obcowanie za śmiercią.… »
Kapelusznik
15/09/2019 21:59
Oj... A myślałem że to ja piszę długie opisy... hooo...… »
Bartek Otremba
15/09/2019 21:29
Fakt, zdecydowanie do poprawy — też naszła mnie taka… »
voytek72
15/09/2019 19:08
Madawydar - podziękowania za wizytę i opinię :) »
AntoniGrycuk
15/09/2019 18:46
Tak, zaduma spowodowana śmiercią... Ja wiem jedno, co… »
mike17
15/09/2019 18:32
Bardzo mi się podoba, Edyto, naprawdę jest tu lekkość i… »
mike17
15/09/2019 18:14
Bardzo trafne spostrzeżenie, Yaro, zgadzam się w zupełności.… »
mike17
15/09/2019 18:05
Rafi, ciekawy ten Twój wiersz :) Zgrabnie dobierasz słowa i… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:35
A Ty, Ty... Kasia z bliska, Jakie interesujące tematy… »
Dobra Cobra
15/09/2019 16:29
Nooo, jakie doświadczenie przez piszącą przemawia.… »
Kamila N
15/09/2019 14:56
O ile dwa pierwsze postulaty dotyczą samej osoby mówiącej, o… »
Marek Adam Grabowski
15/09/2019 14:48
Dzięki za przeczytanie. Ująłeś sedno; moja twórczość to… »
Kapelusznik
15/09/2019 14:34
"Nie miałam" - chyba ... HA HA HA HA HA HA… »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/09/2019 14:25
  • Siemanko, Krzyśku :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:24
  • Chciałem tam napisać, że filmy są godne polecenia :)
  • bruliben
  • 15/09/2019 00:21
  • A propos kina dzieci w Muranowie dobiega końca przegląd kina izraelskiego. Jutro ostatni dzień. Po tym co zobaczyłem do tej pory mogę z czystym sumieniem produkcje festiwalu.
  • leskos
  • 11/09/2019 12:09
  • Dzień dobry :)
  • mike17
  • 08/09/2019 20:36
  • Coca_monko, wiersz robi wielkie wrażenie. Jest głęboki i pełen treści. Nie pozostawia czytacza obojętnym. Jest bardzo treściwy i intymny. Uśmiecham się pod nosem, że ktoś umie pisać taką lirykę :)
Ostatnio widziani
Gości online:14
Najnowszy:apavefy
Wspierają nas