Za ścianą - AntoniGrycuk
Proza » Miniatura » Za ścianą
A A A
Od autora: Drodzy Czytelnicy. Umieszczam tę miniaturę, aby spytać, czy sens jest dla Was zrozumiały. To najważniejsze pytanie. Dopiero dużo, dużo później chodzi mi o ewentualne błędy.
p.s. Po opublikowaniu dodałem dwa zdania.
p.s.2.
Po kilku drpbnych poprawkach wygląda to tak:

Ta szara płachta papieru leży gdzieś w zaułku. Są na niej rysunki. Jedne wyraźne, narysowane twardym ołówkiem, z dwiema szczęśliwymi postaciami, drugie rozmazane, pociągnięte węglem, z czymś, czego nie umiem rozpoznać, a jeszcze inne to bardziej plamy i rozmycia.

To, co dzieje się za ścianą, przyprawia mnie o pomieszanie zmysłów. To dla mnie za dużo.

W zasadzie nie zmrużyłem oka. Tylko moment lewitowałem gdzieś w czasoprzestrzeni, próbując zrozumieć, jak to się dzieje, że gdy otwieram powieki, wszystko jest inne niż przed chwilą – łóżko zwyczajne, stół, to samo biurko i fotel, nawet kot taki zwykły, dachowiec. Patrzę na zegarek: czwarta dwadzieścia. Mówili, że to kwestia godzin. Wypuszczam z płuc powietrze, słysząc szum, który zakłóca to, co najważniejsze, co zza ściany. Coś zgrzytnęło. Sam nie wiem z której strony, ale istnieje tylko ten jeden kierunek. Miałbym ochotę ją zburzyć, połączyć pokoje w całość, być tam, ale obiecałem, że nie będę patrzył. A każda komórka nerwowa mózgu się tego domaga.

Staram się sobie tego nie wyobrażać, choć trudno utrzymać umysł na wodzach; jest jak dziki kot zamknięty w klatce: szamocze się, nerwowo chodzi od ściany do ściany, wydaje pomruki, które są nie wiadomo czym – ostrzeżeniem dla innych czy dla niego samego? Ale w mojej głowie pojawiają się niechciane obrazy, każdy z nich niby niezwiązany, odległy, a nie wiedzieć czemu czuję w nich to, co nieuniknione.

Chciałbym pamiętać ten pierwszy dzień i pierwszą noc, znów cieszyć się jak wtedy, odnowić to, co najpiękniejsze, lecz odbijam się z hukiem od twardej ściany emocji. Przyszłość jest najsilniejsza. Tyka niesłyszalnym, lecz najgłośniejszym przeskakiwaniem wskazówek. Staram się nie myśleć, jednak wewnętrzny wzrok jest tam wlepiony, zahipnotyzowany monotonią. Kiedyś wyobrażałem sobie dokładnie, jak mógłbym się zachować w podobnej sytuacji – wszystko było ułożone w swej beznadziejności, dojmujące smutkiem. Ale rzeczywistość jest inna. To nie smutek, nie rozpacz. To pomieszczenie bez wyjścia z zaciskającymi się ścianami.

Zamykam oczy, pragnąc choć na chwilę odpłynąć, przyśnić obraz z dzieciństwa, gdzie wszystko było proste i bezpieczne, ale widzę tylko jedno: unoszącą się na wietrze płachtę tego szarego papieru. Najpierw podrywa się o metr w górę, skręca w lewo, potem w prawo, znów się unosi, by zatoczyć wielkie koło w wirze emocji. W końcu kieruje się w stronę słońca, przesłania blask, dając łunę dookoła i dziwny cień ogarniający całą moją postać. Tylko ruchoma kamera umysłu, z wyraźnie widocznymi brzegami kadru, drżąc, kieruje się za tą płachtą, aż z ostrzeżeniem wyczerpanej baterii gaśnie.

Budzę się z gwałtownym ściśnięciem żołądka. Piąta za pięć. Czyli przespałem pół godziny, chociaż tyle dobrego. A co, jeśli już po wszystkim? Wsłuchuję się w niesłyszalne dźwięki. Jest ich sporo, bardzo dużo. Jedne przypominają szuranie kapciami o podłogę, inne odchrząkiwanie, a kolejne to odgłosy przyrządzanej porannej kawy. Czajnik zaczyna szumieć, łyżeczka dzwoni o kubek, nawet słyszę nuconą melodię, która była ze mną od momentu, gdy się poznaliśmy. A może to wszystko mi się przyśniło i cały czas jest jak kiedyś, bez tych cholernych zmian? Już odkrywam kołdrę, chcę się poderwać, sprawdzić, ale leżące obok zdjęcie rentgenowskie płuc nie pozostawia złudzeń.

Od trzech dni nie wyszedłem z domu. Siedzę w tym przeklętym pokoju, rzadko bywam w kuchni, aby zrobić coś do jedzenia i jedynie czasem wpadam tam za ścianę, ale tylko na chwilę, a i to jak najszybciej – przecież obiecałem, że nie będę patrzył. A chciałbym wsiąść w samochód, zatankować do pełna i popędzić, gdzie los poniesie, oby jak najdalej, bo skoro nie mogę być blisko, to może odległość złagodzi te łączące nas, a teraz nie do wytrzymania, więzi. Pojechać w góry, wdrapać się na najwyższy szczyt i dać się pochłonąć otaczającej przestrzeni.

Słyszę dziwny jęk. Takiego jeszcze nigdy nie słyszałem, nawet nie potrafiłbym sobie wyobrazić. Niesie wszystko, co ciemne, co zapowiedziane. Dobiega zza ściany? Nie, to kolejny raz umysł płata mi figle. Przekręcam się na brzuch, wtulam twarz w poduszkę, chcę uciec od wszystkiego. Szum w głowie narasta, ale nie zagłusza tego jęku. Po tylu nieprzespanych godzinach to aż dziwne.

Nagle słyszę swoje imię. Wyraźnie i głośno. Zrywam się z łóżka, już chcę biec w tamtą stronę, ale w pamięci dudni błaganie, abym był z dala. A co, jeśli zmieniła zdanie? Jeśli chce mnie obok siebie? Wydaje się, że moje imię wypowiadane jest z bólem, wręcz ze skurczem całego ciała – na wydechu. Ostatnia głoska się urywa, przeistaczając w moim umyśle w łagodne: kocham cię. I nie słyszę już nic. Padam bezsilnie na łóżko. Nawet wskazówki zegarka zamierają w bezruchu.

Odpływam, słysząc, jak Dagmara nuci swoją ulubioną melodię. Jesteśmy znów razem.

Tylko unosząca się płachta szarego papieru faluje coraz wyżej i wyżej. Płynie w stronę światła. I znika wchłonięta przez wieczność.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 07.12.2018 20:59 · Czytań: 161 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 11
Komentarze
Darcon dnia 07.12.2018 21:15
Jestem pod wrażeniem. Bardzo ciekawy utwór, pełen metafor i zawoalowanych zdań, i choć lubię niedopowiedzenia, nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe.
Widzę chorobę i strach, zapewne niemoc. Ale dlaczego? Na to już trudniej odpowiedzieć. Wydaje mi się, że Weronika była chora, ciężko, umierała w domu, długo. A teraz bohater też jest chory, może ma raka płuc? I jest sparaliżowany strachem, choć jednocześnie jakby wyczekiwał śmierci i spotkania ze swoją miłością.
Pamiętam, że mieliśmy kiedyś gorącą dyskusję pod jakimś Twoim tekstem, gdzie byłem raczej na nie. Ale to jest zupełnie inne pisanie. To przepaść i zupełnie inna jakość. Nie wyłapałem błędów, bo nie zwracałem na nie uwagi. Emocje towarzyszące podczas czytania całkowicie przysłoniły technikalia.
Brawo!
Jacek Londyn dnia 08.12.2018 09:49
Odpowiadając na pytanie Autora, stwierdzam, że tekst jest zrozumiały i ma sens. Dużo w nim starania o poetyckość obrazu. To raczej pochwały.

Minusem jest niedopracowanie, co przy krótkim przekazie miejsca mieć nie powinno. Tam, gdzie czytelnik mógłby się skupić, zadaje sobie pytanie: jak on (Autor) to zdanie napisał? Literackie technikalia są jednak ważne. To tylko moje subiektywne zdanie.:)

pzdr
jl
JOLA S. dnia 08.12.2018 09:56
Owszem, owszem, Antoni.
Sięgnęłam z bezinteresownej ciekawości i nie żałuję. Zgotowałeś widowisko. To mnie cieszy. :)
Zmieniłeś styl. Tekst, jakby nie Twój. Ciekawy modelunek bohatera, a także rola jaką wyznaczył sobie narrator.

Cytat:
mo­je­go mózgu się tego do­ma­ga.


mojego nie potrzebne.

Przejrzyj tekst.

Pozdrawiam cieplutko. :)


J
AntoniGrycuk dnia 08.12.2018 13:36
Jacku,

Bardzo dziękuję za zaglądnięcie i opinię. Nie za bardzo wiem, gdzie zastanawiałeś się, jak napisałem to zdanie, więc ciężko mi się odnieść do Twojej wypowiedzi. Niemniej jednak przyjmuje ją z pokorą. To jest mój niejako debiut w takim stylu, więc mam czego się uczyć.

Jolu,

Na Ciebie można liczyć. Ty nie owijasz w bawełnę i jak cos jest słabe, to po prostu piszesz. Tym bardziej się cieszę, że ten tekst Ci się spodobał. Piszesz, że zmieniłem styl. Owszem, na potrzeby tego jednego tekstu. Bo generalnie tamten jest mój i zamierzam się tego trzymać. W tym chciałem stworzyć klimat niemal mistyczny, gdzie nie do końca wiadomo, o co chodzi, więc i zdania konstruowałem inaczej.
Nad słowem "mojego" sam się zastanawiałem, czy go nie wywalić, ale tekst i tak jest tak mało czytelny, że kolejny "domysł" mógłby go pogrążyć - tak myślałem. Ale teraz widzę, że akurat to by go nie pogrążyło.
Pisząc to, miałem nadzieję na stworzenie klimatu odpowiedniego do stanu ducha bohatera.

Pozdrawiam Was.
p.s. Nie rozumiem zasad, przy których pojawia się przycisk "pomógł". Czasem jest przy krótszych, a czasem przy dłuższych...
Marek Adam Grabowski dnia 08.12.2018 14:51 Ocena: Świetne!
Drogi Antonii,
Ja widzę tutaj tekst o tęsknocie. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem. Może powinienem to wydrukować; czytając papier łatwiej się skupić. Co do stylistyki; utwór jest napisany bardzo dobrym i ambitnym językiem. To chyba twój najlepszy.

Pozdrawiam '
Marek Adam Grabowski
Ps. Ja też nie rozumiem zasad "pomógł".
AntoniGrycuk dnia 08.12.2018 15:29
Marku,

Pisząc to, chciałem, aby to było o czymś bardzo konkretnym, ale napisane bardzo mało konkretnie, tak samo, jak mało konkretnie myślą ludzie w stanie ducha bohatera. A teraz pozostawiam interpretację Czytelnikowi. Niech każdy znajdzie coś dla siebie.
Czy ten język jest lepszy? Ja tak nie sądzę. Bo inaczej będzie się wypowiadała dziewczyna, która doskonale sobie radzi z życiem, a inaczej taki bohater. Ale dziękuję za docenienie.

Pozdrawiam.
Jacek Londyn dnia 09.12.2018 11:44
Wracam do mojego komentarza, teraz będzie o technikaliach literackich.

"Ta szara płachta papieru leży gdzieś w zaułku".
Niby "zaułek może też oznaczać miejsce, kącik itp., ale użycie go narzuca raczej myślenie o uliczce, tu ślepej uliczce.

"Sam nie wiem z której strony, ale istnieje tylko ten jeden kierunek".
Wiesz, że zza ściany, w tym zdaniu nawet podkreślasz, że znasz kierunek, więc wiesz.:)

"lecz odbijam się z hukiem od twardej ściany emocji".
To niepotrzebna ściana w tekście.

"odległość złagodzi te łączące nas, a teraz nie do wytrzymania, więzi".
Niefortunna ta odległość łagodząca więzi.

"To pomieszczenie bez wyjścia z zaciskającymi się ścianami".
Jw. - mógłbyś uniknąć ścian.

"Jest zza ściany?". - Może dochodzi zza ściany

"Nagle słyszę swoje imię. Wyraźnie i głośno". - Słyszeć wyraźnie - tak, głośno - nie.

"Przyszłość jest najsilniejsza. Tyka niesłyszalnym, lecz najgłośniejszym przeskakiwaniem wskazówek".
W tym momencie, o którym piszesz tyka teraźniejszość.:)

"Staram się o tym nie myśleć, jednak wewnętrzny wzrok jest wlepiony, zahipnotyzowany monotonią".
Ten wewnętrzny wzrok to chyba nie to, co potrzebne, a wlepiony - w co?

To na tyle, może się mylę.:)

pzdr
j
AntoniGrycuk dnia 09.12.2018 12:07
Jacku,

Bardzo dziękuję za pokazanie tego, co uważasz za błędne. Przemyślę każdy punkt. Co do niektórych zgadzam się od razu, ale nie ze wszystkimi.

Pozdrawiam
22227 dnia 09.12.2018 12:13
Bardzo ciekawy tekst, budzący u mnie wiele skojarzeń. Pierwsze to umysł i jego pokoje. Jedne otwieramy tak od niechcenia spędzamy w nich czas codziennie w ogóle nie zauważając tego, do innych boimy się wchodzić, choć wiemy, że musimy się zdobyć na to, żeby kiedyś tam wejść. No i są pokoje, że chętnie byśmy tam weszli, ale zamek się zaciął i nie potrafimy się tam dostać i zaczynamy tęsknić z nadzieją, że kiedyś znowu uda na się tam wejść.

Sorry, nie będę dalej zanudzał kolejnymi skojarzeniami, ale opowiadanie jak najbardziej mi się podoba.
AntoniGrycuk dnia 09.12.2018 12:22
22227,

bardzo dziękuje za wizytę i komentarz. To, co napisałeś, potwierdza słuszność mojego wniosku: niech każdy znajdzie tu coś dla siebie. Tym bardziej jestem zaskoczony, że napisałem tak otwarty tekst.

Pozdrawiam.
22227 dnia 09.12.2018 12:42
Wiesz... chyba podobnych dotykamy problemów, ja napisałem choć stylowo inny, to wydaje mi się, że coś jest w nim wspólnego z Twoim tekstem ."Kryzys" jak kiedyś będziesz się nudził to zajrzyj.


Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
przyszycguzik
18/01/2019 23:13
Taki ciekawy, balladowy układ rytmiczny (9-9+). Bardzo… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:44
Bardzo podoba mi się ta stylizacja oddająca wczucie się w… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:34
To tłumaczenie Szekspira? Tylko wtedy taka archaiczna… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:27
Dziwny ten wiersz. Da się przeczytać, ale jest tak… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:18
Ech, a administracja już mi wycina komentarze. Twoje… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:15
W „przenikaniu” jest ukryty ruch dośrodkowy niesiony przez… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:03
Dziękuję. Ja tu widzę jeszcze trochę trudności technicznych… »
wiojaw
18/01/2019 19:49
Tak coś jest, jakiś obraz. Ale i mnie te ptaki zgrzytają. A… »
StalowyKruk
18/01/2019 19:30
Podoba mi się twój styl i tak dalej, więc nie chciałbym… »
mike17
18/01/2019 19:21
Ciekawie opisany wieczór w życiu człowieka. Mało słów, a… »
Kazjuno
18/01/2019 18:23
Bardzo ciekawy opis. Podany sprawnie i zajmująco, więc… »
Blanche
18/01/2019 18:15
Nie twierdzę, że nie masz racji i na pewno popracuję. Na… »
Milena1
18/01/2019 18:12
Jest tu pewna myśl, z którą się zgadzam, ale... Cóż, dolna… »
22227
18/01/2019 18:07
Ależ ja Ci jestem wdzięczny za Twój komentarz, wszystko jest… »
wiojaw
18/01/2019 17:51
Oczywiście 22227, że to Twój tekst i rozumiem, że chciałeś… »
ShoutBox
  • viktoria12
  • 18/01/2019 09:04
  • Owszem, podał Pan link do Facebuka, ale tam się trzeba logować, a mnie teraz na to nie czas
  • viktoria12
  • 18/01/2019 09:02
  • @ClakierCat. Ciekawa dyskusja pod Sonetami. Jakie nazwisko Autora tomiku?
  • Esy Floresy
  • 17/01/2019 22:39
  • To wspaniała wiadomość! :)
  • Zola111
  • 17/01/2019 22:13
  • Esy, marcyjkujemy. Poprawiamy, dopieszczamy :)
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:26
  • oby ten konsensus wychodził zawsze, wszędzie i wszystkim.
  • mike17
  • 15/01/2019 23:24
  • Miło mi się z Tobą rozmawiało, Ananke, ale łóżko mnie wzywa - na dziś chyba starczy. Życzę Ci kolorowych snów i jak zwykle cieszę się, że udało się nam dojść do konsensusu :) Dobranoc.
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:22
  • znam i lubię :)
  • Niczyja
  • 15/01/2019 23:19
  • Nic lepiej nie pasuje do tej śnieżnej ciszy... [link]
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:Mljw3
Wspierają nas