Gnębiciele i Krzywdzeni - kolejny fragment - Kazjuno
Proza » Długie Opowiadania » Gnębiciele i Krzywdzeni - kolejny fragment
A A A
Od autora: Niektóre postaci, jak zbrodniarz Szolomo Morel, szef Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie pułkownik Kwiatkowski i parę innych osób (których przytoczyłem tu nazwiska) rzeczywiście istniały. Innym "bohaterom", których służbę w zbrodniczych szeregach UB znam pobieżne pozmieniałem nazwiska. Mogą żyć ich dzieci i wnukowie - rozetrzeć mnie na papkę w niezreformowanych sądach. Oni i ich potomkowie po rozprawieniu się z niedobitkami przedwojennych elit, w peerelowskim okresie stawali się nową uprzywilejowaną kastą. Zostawali ministrami, sędziami, dyrektorami departamentów - nową ELITĄ. Niektórzy prawicowi dziennikarze i publicyści, ich następców określają resortowymi dziećmi. Tak, to oni, w głównej mierze dzięki okrągłostołowym porozumieniom, zostali beneficjentami transformacji ustrojowej.
Staram się opisywać ich przodków, pokazywać kim byli, ocenę postaw namiestników Kremla pozostawiając Czytelnikom. Także mimochodem stawiam pytanie kolejne: Czy dziwi Was niezwykła zawziętość w próbach demolowania obecnego rządu (jednak wybranego w sposób demokratyczny)? Wszak zagrożone są postpeerelowskie elity! Obecny rząd, nie zawsze w sposób udolny, próbuje dokonać wymiany potomków czerwonej burżuazji na ludzi uczciwych, mogących służyć społeczeństwu. Stąd wściekłe próby demontażu obecnej władzy przez mieniących się "prawdziwymi demokratami" przedstawicieli KOD-u, czy OBYWATELI RP. W ich szeregach pełno esbeków wraz z niezlustrowaną postkomunistyczną "wyjątkową kastą" sędziów, także nie brakuje sprzedajnych dziennikarzy, wybielających rolę postkomunistycznych elit.

Więc zachęcam do poczytania o prehistorii powstawania po wojnie pseudo-elit, które dzięki wieloletniej akcji medialnej i propagandowej, niestety w dużym stopniu, zawładnęły umysłami wielu Rodaków.
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Rozdział 31 Śmiertelny pojedynek

 

- Uwaga, uwaga, uwaga, a teraz – proszę obywateli oficerów – podniósł głos Morel, palec wskazujący kierując w stronę sufitu, jakby na świadka wygłaszanego komunikatu przywoływał pozaziemskie moce. – Zobaczycie to, na co wszyscy czekamy. Oto Wyrwijdąb z Ukrainy, że tak delikatnie określę skurwysyna, który, jak sam z dumą przyznaje, złamał rękę jednemu z eskortujących go do aresztu żołnierzy. Wyjaśniam to tym, którzy o tym nie wiedzieli – Morel spojrzał na pułkownika Olkowskiego. – On chciał przekazać innym ostrzeżenie: „ze mną nie warto zaczynać, bo tak samo mogę złamać kręgosłup”. Na szczęście nie spanikował ten oto nasz jeniec. Jest wprawdzie Niemcem, ale wszyscy go tu lubimy, zresztą zadeklarował, że zmienia poglądy i wierzy w tryumf komunizmu. To Hans Schleyen – Morel dłonią wskazał na drżącego przed rozpoczęciem walki byłego gestapowca. – To on ciosem drewnianej pałki obezwładnił tego potwora. Wiadomo, Wyrwijdąb zapracował na wielokrotny wyrok śmierci. Tak, tak, – pokiwał głową Morel z wyrazem zadumy, po czym wstrzymał głos na kilka długich sekund. Rozglądał się po twarzach siedzących, chcąc zobaczyć, czy do coraz bardziej zapijaczonego audytorium, dociera informacja o straszliwej mocy Wyrwijdęba. Teraz oprawca ze Świętochłowic, wcielając się w rolę konferansjera, zapowiedział niezwykły spektakl. Siedzących czekały emocje oglądania na żywo najważniejszej walki wieczoru, oczywiście jak poprzednie, boju na śmierć i życie. Czekano na główny spektakl mogący pod względem brutalności konkurować z walkami gladiatorów w starożytnym Rzymie.

- Zaraz zobaczycie tego olbrzyma, może mały zakładzik co? –  zwrócił się Morel do pułkownika Olkowskiego. – No? Na tym słupku kładę gotówkę... – na chwilę zawiesił głos i chytrym wzrokiem prześlizgnął się po twarzach parędziesięciu osób wokół ringu. – Zobaczcie! – wyciągnął brązowy skórzany portfel, z którego odliczył dziesięć nowych stuzłotowych banknotów i położył na stalowym paliku, do którego uwiązane były narożne liny ringu. – Tysiąc złotych – są pułkowniku wasze, jeśli widział obywatel coś podobnego. No, niech towarzysz spojrzy na tego zwierza.

Pobrzękiwanie łańcuchów rozlegało się już od kilkunastu sekund, lecz wszyscy zapatrzeni byli w krwawe rozstrzygnięcia na ringu. Teraz w ślad za kierunkiem dłoni Morela ujrzano coś, co wzbudziło grozę. Pojawiła się prawie dwumetrowa człekokształtna zjawa. Masywny, przypominający goryla, potwór miał na rękach kajdanki.

Jemu ma przeciwstawić się Schleyen – Masakrowiec”? – Olkowski nie mógł tego pojąć. Wpatrywał się w drżącego z emocji Schleyena, szukając w nim cech mocarza. Dostrzegał jedynie proporcjonalnie zbudowanego, przystojnego mężczyznę. Nikt spośród nieznających go osób nie przypuszczałby, że jest tak skutecznym wojownikiem, by mógł stanąć do walki z Wyrwijdębem. Dopiero później się dowiedział, że mordercze umiejętności zawdzięczał sportowej przeszłości. W szkole oficerskiej SS – był jej chlubą jako zapaśnik i bokser. Przed wybuchem wojny jeden z jego pojedynków wygranych przez nokaut zakończył się tragicznie. Przeciwnik nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Lecz tu, w obozie Neu Dachs, zamienionym na Centralny Obóz Pracy, ulubionym sposobem uśmiercania w ringu, było zrywanie kręgów szyjnych. Przystępował do tego po pozbawieniu przeciwników przytomności nokautującym ciosem lub, po przyduszeniu chwytem Nelsona, albo zaciśnięciu na szyi przedramienia – stosując zapaśniczy krawat. Wśród ubeków i oficerów KBW, a przede wszystkim wśród uczestniczących w czasie występów strażniczek działów kobiecych, zdobył największe uznanie w czasie walk bokserskich. Nokautował przeciwników i to często znacznie od siebie potężniejszych już w pierwszych sekundach walk. Tego wieczora wzbudzający przerażenie Ukrainiec o wadze ponad stu dwudziestu kilogramów, stał przed Schleyenem ważącym ponad osiemdziesiąt.

- Czterdzieści kilo różnicy. Przecież, kurwa, Wyrwijdąb go zabije – usłyszał Olkowski za plecami.

  - No co, to na kogo stawiacie? – zapytał Morel.

- Chyba sprawa oczywista stawiam na Wyrwidęba – oświadczył Olkowski.

 

Przed wprowadzeniem olbrzyma do ringu zdjęto mu kajdanki. Gestapowiec – mistrz szkoły SS w zapasach i boksie, powodowany pewnie sportową kurtuazją, jaka musiała obowiązywać wśród przyszłych esesmanów, nastąpił na linę ringu, ułatwiając, przedostanie się na matę, groźnie pomrukującej górze mięsa. Teraz Salomon Morel wszedł w rolę sędziego.

- No, podajcie sobie na pożegnanie dłonie, niedługo jeden z was zawędruje do piekła.

- Wid jak wy trup1 – powiedział olbrzym i wykonał gest, który miał być podaniem dłoni. Przy okazji chciał uchwycić przedramię przeciwnika.

Lecz Scheyen nie na darmo parał się morderczym fachem. Wyczuł intencje mocarza i już niby mając uścisnąć jego dłoń, delikatnie zagiął palce i rozluźnioną ręką z błyskawiczną szybkością trafił w brodę Ukraińca. Rozległo się klaśnięcie i wielkolud spojrzał na gestapowca jakby z grymasem uśmiechu i serdeczności. Nikomu nie przyszłoby do głowy, że to uderzenie zadane prawie z szybkością końcówki bicza przesądziło o wyniku pojedynku. Jeden Schleyen wiedział, że Wyrwijdąb na sekundę lub dwie został zamroczony. Gestapowiec cofnął się dwa kroki, wykonał potężny zamach, przypominający przedmach kulomiota lub dyskobola przed wykonaniem rekordowego rzutu i trzasnął Ukraińca tak mocno, że zadrżały szyby magazynu. Na wardze nadal uśmiechniętego olbrzyma pojawiła się czerwień, jakby ktoś dla żartu zabarwił mu szminką usta. Schleyen, ponownie, już bez pośpiechu, się cofnął i trzasnął Ukraińca ciosem, który był mieszanką sierpowego i prostego. Po raz kolejny ciszę, jaka zapanowała w magazynie, rozerwało grzmotnięcie, od którego zadygotały luźniej osadzone okna. Wyrwijdąb tkwił na środku ringu jak nienaruszony posąg grozy i jedynie ściekająca mu po brodzie krew, zwiastowała zaskakujące zakończenie dramatu. Jeszcze trzykrotnie na szczękę wielkoluda spadły ciosy przypominające uderzenia kowalskiego młota. Ku zdziwieniu siedzących olbrzym stał nadal na nogach.

- Co jest Schleyen!? Nie jadłeś śniadania? – rozległ się pijacki krzyk jednego z podporuczników KBW.

Wówczas Masakrowiec obszedł od tyłu Ukraińca lekko pochylającego się do przodu i pchnął go palcem w plecy. Następnie ukłonił się trzy razy w stronę stołów otaczających ring.

Kiedy wielkolud najpierw wolno, potem coraz szybciej zbliżał się twarzą do podłogowej maty, rozległy się brawa i dzikie wrzaski aplauzu. Głucho stęknęły deski ringu, odbijając potężne ciało na kilkanaście centymetrów w górę.

- Dobij tego chuja! – wściekle krzyknął komendant Kwiatkowski, wymachując kciukiem w dół w stronę półmiska z sałatkami. – Masz to gówno natychmiast zabić – wrzasnął, ciągle powtarzając wyrok śmierci gestem rzymskiego cezara. Wreszcie, niechcący wbił kciuka w sałatkę po żydowsku, swój ulubiony przysmak.

- To niepodobieństwo. Stało się coś sprzecznego z prawem fizyki. Jak się z tym pogodzić? – wściekle mamrotał i zaczął oblizywać ubabrany sałatką palec.

Nie chodziło Kwiatkowskiemu o utratę przegranej w zakładzie kwoty. Najbardziej ucierpiał jako samozwańczy autorytet – miał o sobie mniemanie bycia ekspertem od mordobić. Niedawno po kielichu opowiadał o wyczynie dokonanym na ślubie własnej córki. Jej przyszli teściowie uparli się, że ceremonia zaślubin ma się odbyć w kościele.

- Rozumiecie, że jako komunista nie mogłem się na to zgodzić – opowiadał podnieconym wódką głosem. – Nie posłuchali. Więc jak wszedłem na wesele, to ich ukarałem. Oj, ponieśli zasłużoną i solidną karę. Jak pizdnąłem teścia mojej córuni, to prawie przykleił się do ściany. He, he, he. A zięciu, to na klęczkach musiał przysięgnąć, że wierzy w mądrość Józefa Stalina.

 

Dobicie Wyrwijdąba na rozkaz wydany przez komendanta, wcale nie przyszło łatwo. Ponownie na sali zapadła cisza. Schleyen chwilę szarpał głowę znokautowanego wielkoluda, chcąc zerwać kręgi szyjne. Okazało się to niemożliwe, bo Wyrwijdąb nie miał szyi, a jego głowa bezpośrednio wychodziła z potężnej obręczy barkowej. Z gardła szarpanego wielkoluda wydobyły się groźne pomruki.

- Budzi się z nokautu, jeszcze może Masakrowca rozszarpać – krzyknął jeden z oficerów.

Jednak nadzieje na zwrot w dramaturgii pojedynku spełzły na niczym. Były mistrz z oficerskiej szkoły SS za dobrze znał fach uśmiercania przeciwników.

Położył się na cielsku ofiary i na jego kark założył zapaśniczy krawat. Dobrych kilka minut trwało zaciskanie karku, by zatrzymać krew w tętnicy szyjnej. Były gestapowiec zrobił się buraczkowy z wysiłku, wreszcie nogi Wyrwijdęba zaczęły drgać w konwulsjach jak u wisielców, którym pętla nie zdołała zerwać kręgów szyjnych.

- Brawo Schlejen – powstali z krzeseł oficerowie KBW oraz UB i zaczęli klaskać.

Gdy z niemałym trudem zniesiono z ringu zwłoki Wyrwijdęba i zaprzęgnięty do trzech więźniów wóz do transportu cegieł wywiózł go do trupiarni, między liny ringu ponownie wślizgnął się Morel.

- Towarzysze, nie powinniście narzekać. Zapewniłem wam świetne widowisko. Teraz szanowni koledzy i koleżanki – uśmiechnął się w stronę strażniczek, które jak i stojące obok nich ładne więźniarki miały twarze przyozdobione wyzywającymi makijażami. – Cóż – kontynuował Żyd oprawca, były komendant ze Świętochłowic, upajający się rolą konferansjera. – Czas by zaznać nieco przyjemności cielesnych. Nie zapominajmy jednak, że gościmy dzisiaj znakomitego gościa – pokazał dłonią Olkowskiego. – Jest pogromcą znacznie groźniejszego bandziora od Wyrwijdęba. Zlikwidował faszystowskiego bandziora dysponującego setkami zabójców uzbrojonych w najlepszą broń niemiecką i radziecką. Oto ten, który wykończył słynnego Ognia. Wypijmy jego zdrowie!

Podszedł do lin ringu i nakazał dyżurnemu żołnierzowi podać sobie musztardówkę do połowy wypełnioną wódką. Zakłopotany Olkowski podniósł się z krzesła.

- Zdrowie bohaterskiego pułkownika! – krzyknął Morel.

 

***

 

Nazajutrz Olkowski obudził się z nosem zatopionym między dużymi jak małe arbuzy półkulami biustu. Mocno świeciło poranne słońce. Jeszcze półprzytomny po pijaństwie, nie dowierzając swemu szczęściu, uniósł się na łokciu, chcąc sprawdzić, co to za kobieta. Czuł wzwód penisa i nie kojarzył, skąd mógłby znać kobietę o tak pękatych piersiach.

- Na also, jetzt kannst du mich endlich ficken2 – usłyszał jej głos wchodzący w rejestr barytonu.

No tak, więźniarka, Niemka”! Poczuł, jak delikatnie ujmuje jego puchnącego członka i pociera nim o łechtaczkę. Podniósł na chwilę głowę, by się jej przyjrzeć. Miała okrągłą twarz okoloną gęstwiną blond włosów. Do pułkownika zaczęły docierać mgliste wspomnienia minionego wieczoru. Przypomniał sobie pomoc kuchenną z oficerskiej kantyny, zbierającą brudne talerze ze stołów wokół ringu. Powoli wracała pamięć. „Tak, moje spojrzenie skupione na jej piersiach, nie umknęło uwadze towarzyszącego mu Szolomo Morela. Mam wspaniałego kumpla – to on mi ją wsadził do łóżka!” – pomyślał, wchodząc w waginę pomywaczki.

- Küss mich, du Arschloch3 – domagała się pocałunków, pojękując, gdy coraz intensywniej penetrował jej pochwę.

Seks uprawiali do południa. Umysł Olkowskiego zaczął sprawnie pracować, gdy Niemka wiedziona poczuciem dyscypliny oddaliła się, by zamienić obowiązek dyspozycyjnej dziwki na rolę pomywaczki. „Matko! Takiej seksmaszyny jeszcze nie zaliczyłem”. – uświadomił sobie. „Wypadałoby przyjacielowi się odwdzięczyć. Co by mu tu dać?” – chciał podziękować Morelowi za emocje wieczoru, a najbardziej za uciechy z podkuchenną. Uprawiając z nim seks, z wirtuozerią znakomitej tancerki, rytmicznie poruszała biodrami. Zmysłowo ocierała biustem jego owłosiony tors. Wreszcie po zakończeniu seksualnego aktu delikatnie przechodziła do masowania jego jąder i członka, by podniecić go ponownie. Poczuł się półbogiem. „Była niesamowita, jeszcze nigdy nie odwaliłem pięciu numerów”. Kiedy go opuszczała spiesząc do kuchni, zatrzymał ją za rękę. Otworzył skórzaną teczkę, w której zaszeleścił celofan opakowania poniemieckich jedwabnych pończoch. Wręczył je podkuchennej. W teczce miał także kawałek amerykańskiej czaszy spadochronowej ze stylonu.

Stylon był zwiniętym fragmentem amerykańskiej czaszy spadochronowej, którą wskazał i wykopał torturowany szpieg. Zdobycie kawałka spadochronowego materiału było wówczas pragnieniem niejednej krakowskiej elegantki. Miał też w teczce komplet, zupełnie jeszcze w Polsce nieznanych, amerykańskich długopisów i butelkę francuskiego calvadosa. „ Morel jest jak ja psem na baby, dostanie kawałek spadochronu i nowe długopisy. Francuską wódkę wypiję z nim na pożegnanie” – postanowił.

 

***

Szolomo Morel ucieszył się prezentami.

- Jak to może pisać bez stalówki? – zastanawiał się, próbując długopisy na zeszytowej kartce.

Odłożył długopis i opuszkami palców zaczął gładzić złożony w kostkę kawałek spadochronowego materiału. – Co trzeba przyznać, te kapitalistyczne gnidy wprowadzają coraz to nowsze technologie. – To mówisz, że za część tego spadochronu kobietki są gotowe od razu iść do łóżka? – zapytał Morel, rozpościerając na stole kawałek spadochronowej czaszy.

- Zapewniam cię Szolomo – odpowiedział wpatrujący się chytrze w przyjaciela i opukując z laku korek butelki calvadosa.

Po przełknięciu paru łyków trunku przeszli na ulubiony temat.

- Ale cyc, a jak cudownie ruszała dupą – Olkowski zachwalał niemiecką pomywaczkę.

Następnie szef krakowskiego UB zwierzył się Morelowi z osobistych problemów. Z dramatycznym wyrazem twarzy opowiadał o majorze Pachcicu, który robi wszystko, by mu zaszkodzić i zająć jego stanowisko.

Pomysł na pozbycie się kłopotu z podwładnym majorem, Morel podsunął Olkowskiemu, gdy dokańczali butelkę. Wyznał wówczas, że do likwidowania akowców bez sądowego wyroku, a także do wysłania na tamten świat osobistych wrogów zatrudnił najlepszego gladiatora esesmana Scheleyna. - Nie znam lepszego fachowca. Zresztą widziałeś, co on potrafi. Pożyczę ci go...

 



 

Rozdział 32 Może uciec na zachód?

 

Wracając z rozrywkowej eskapady w Centralnym Obozie Pracy, w Jaworznie, pułkownik Olkowski czuł się zrelaksowany i był w dobrym nastroju. W czasie jazdy willys’em, głaskany ciepłym majowym wiatrem, zapomniał o sugestii Morela, aby wykorzystać maszynę do zabijania Schleyena do rozprawienia się z majorem Pachcicem. Dobitniej niż dotąd dotarło do niego, że właśnie dzięki Pachcicowi i Jurkowi Sprytnemu potraktowano go jak bohatera. Wzniesiono na jego cześć toast, usłyszał komplementy, jakby to wyłącznie dzięki niemu zlikwidowano Ognia. „Dwa szczwane i inteligentne skurwysyny – pomyślał pierwszy raz od dawna z sympatią o majorze o Pachcicu, którego chwilami miał ochotę zniszczyć i o modnie się ubierającym jego współpracowniku i Jurku Sprytnym – ale trzeba przyznać najlepsi w robocie operacyjnej”…

Rankiem następnego dnia, po dotarciu do swego gabinetu z teczki wyjął półlitrówkę czyściochy.

- No to po szklanie i na rusztowanie – zagadał do siebie, a na jego twarzy pojawił się szelmowski uśmiech.

Od uderzenia dłonią w dno butelki odprysnął lak, a korek wysunął się do połowy. Pociągnął z gwinta sporego łyka, po czym powąchał skórkę chleba z przygotowanej przez żonę kanapki. Pod wpływem rozlewającej się po ciele fali błogiego ciepła, ponownie pomyślał o Pachcicu i Wołczeckim. „Właściwie powinienem ich nagrodzić, Tylko jak?” – otworzył jeszcze raz drzwiczki dolnej szafki biurka. Na półce obok napoczętej półlitrówki stało tekturowe pudełko z pozostałymi medalami: „Za udział w walkach o utrwalanie Władzy Ludowej”. Wręczał je wraz z pułkownikiem Draginem rok temu z okazji rocznicy zwycięstwa nad hitleryzmem. „Dam je tym skurwysynom w czasie obchodów święta proklamowania Polski Ludowej na dwudziestego drugiego lipca”. Przyszło mu jednak do głowy, że miedziane blachy, które przypinano szeregowcom i zlewom, dokładając do nich koperty ze stuzłotowymi banknotami, byłyby nędznym zadośćuczynieniem za zasługi tych najzdolniejszych oficerów. Sięgnął ponownie po butelkę i wypił łyka. Zapalił papierosa, schował flaszkę i przekręcił się na skórzanym obrotowym fotelu. Pochylił się nad telefonem i podniósł słuchawkę – odezwał się żołnierz z centralki.

- Przyślijcie mi tu oficera dyżurnego – warknął Olkowski.

 

- Co to ma być? – Zdziwił się, przeglądając plik dokumentów. – Tym, do kurwy nędzy, niech się zajmuje WOP. Na chuj wysyłają to do nas? – Olkowski zerknął spode łba na wyprężonego w postawie zasadniczej porucznika, który położył na biurku szefa kartonowe teczki z dokumentami.

- Właśnie ten raport przyszedł do nas ze Świnoujścia. Te chuje chcą, żeby tera przyszpilić rodzinki dwóch zbiegów do Szwecji.

Olkowski poderwał się z krzesła, jego zaróżowiona twarz zdawała się przybierać buraczkowy odcień.

- Słuchaj no ty gnoju! Kląć przed dowódcą? – Pułkownik obszedł biurko i zbliżył się do przerażonego porucznika. – Mam ci zapierdolić w ryja? Powąchaj to – podsunął oficerowi dyżurnemu pod nos owłosionego kułaka. – Zapamiętaj szczylu. Świń z tobą nie pasłem, a wyższemu stopniem należy się szacunek. I jeszcze jedno. Mi kląć wolno, ale ty… - Tym razem pięść przytknął do nosa młodego podwładnego. – Masz się uczyć kultury. – Patrzył kilka długich sekund w chłopięcą twarz młodego bezpieczniaka. – Paniatna?!4

- Tak jest!!! – zaskrzeczał porucznik głosem piejącego koguta.

- Nnnno, to teraz raportuj, o co chodzi z tymi zbiegłymi?

- Jeden jest z Krakowa, a drugi z Wieliczki, to nasze strony. Obywatel pułkownik rozumie sam. Chłopakom udało się prysnąć do kapitalistów, to niech za to bekną ich rodzinki. Ktoś ich tak wychował i co, ma to ujść rodzicom bezkarnie?

- Wiesz co? Ty mi tu kurwa przestań rzucać złote myśli i zapamiętaj jedno: jesteś zasrańcem i najlepiej, jak się o coś nie pytam, to się nie odzywaj. A teraz stąd zjeżdżaj…

 

Chwilę po wyjściu dyżurnego Olkowski od niechcenia wziął leżące przed nim papiery. Przeczytał wstęp, z którego wynikało, że kiedy w pobliżu wyspy Bornholm płynął należący do Marynarki Wojennej stawiacz min, a obok przepływał szwedzki kuter rybacki, dwóch marynarzy rzuciło się wpław w stronę rybackiej jednostki.

- Pierdoleni zdrajcy – bąknął Olkowski pod nosem.

Pomyślał, że osobiście to aresztowałby oficera polityczno-wychowawczego. „Jak on ich wychował, że wybrali kapitalizm?”

Przewrócił parę stron i zaczął czytać zeznania naocznych świadków. Zaciekawiło go szczególnie jedno. Napisane było kulfonami, jakby było wypracowaniem dziecka z dyslekcją albo półanalfabety, litery przewracały się na lewo i prawo.

Marynarze Kwiatkowski i Pikociak jak zobaczyli, że płyniem koło szweckiej łajby zaczęli krzyczeć cosik po angielsku. Jak te szwedy wzruszali ramionami, bo nie chcieli pomóc, to Kwiatkowski z Pikociak zaczęli wyzywać jejch, wy kurwa chuje. Musiały się szwedy zawstydzić, że som nieludzkie bo zaczęli wołać, komen komen. Wtenczas nasz bosman Felusiak zmiarkował o co idzie i pobiegł po broń, ma się rozumieć pistolet tetetke. Jak wrócił to dwa nasze marynarze przechodzili już przez barierke, byli rozebrane i szykowali się do skoku do wody. Bosman załadował tetete i chciał jejch zapierdolić. Wtedy chłopakom zrobiło się szkoda Kwiatkowskiego i Pikociaka i odebrali bosmanowi tetete. Pikociak zanim skoczył do bałtyku jeszcze zdjął galoty, pokazał goły tyłek i krzyknął do bosmana Felusiaka. Możesz mnie posrany huju pocałować w dupe, ale przez bibułke. Potem piernął i wskoczył z kolegom do wody”.

- Ha, ha, ha, ha, ha – zarechotał Olkowski.

Pociągnął ponownie łyka wódki i podniósł słuchawkę.

- Zawołajcie mi tu Pachcica z Wołczeckim.

 

 

- Meldujemy się na rozkaz – powiedział major Pachcic, przybierając podobnie jak Jurek Wołczecki postawę zasadniczą.

- Tak się wam przyglądam – zagadnął dowódca krakowskiej bezpieki – i… nie mogę powiedzieć. Wyglądacie jak modele z żurnala mody, wydanego gdzieś na zgniłym zachodzie. Wybieracie się na potańcówkę?

- Dzisiaj pracujemy na komendzie, są przesłuchania i mamy robotę papierkową.

- To, zamiast się stroić na nowojorskich biglanców, nie możecie jak wszyscy nosić oficerskich mundurów?

Przybysze stali wyprężeni z podniesionymi głowami, w milczeniu patrząc na szefa. Mieli zdziwione miny, bo słynny z wściekłych połajanek pułkownik, patrzył na nich z uśmieszkiem wskazującym na rzadki u niego dobry nastrój. W gabinecie czuć było zapach wódki.

- No dobrze, dobrze, ale do rzeczy. – Zamilkł na chwilę i trawił coś w głowie przez kilka długich sekund. – Poślę was, powiedzmy sobie, że tak powiem, na dziesięciodniową delegację nad morze, a wasze zadanie będzie łatwe. Macie się trochę porozglądać. – Pułkownik chytrze się uśmiechnął i nadal patrzył na zakłopotane twarze: raz na majora Pachcica, raz na Jurka Sprytnego. – Sprawdzicie, jak działa tamtejszy WOP i bezpieka... Spierdoliło do Szwecji dwóch marynarzy z marwoja. Jebane osły nie wiedzą jednego, że współpracując z radzieckimi przyjaciółmi z NKWD i Komintermem mamy długie ręce. Dopadniemy tych zdrajców, którzy oszczali wojskową przysięgę, choćby w Nowym Jorku. Zamiast żreć amerykańską czekoladę, dostaną po kulce w łeb i będą wpierdalać ziemię. A nasza bezpieka – te skurwysyny z wybrzeża – nam, kurwa mać, tu w Krakowie każą dodatkowo prowadzić śledztwo.

- To jak mamy ich sprawdzić?

- Nic nie musicie robić. Poznajcie moje chamskie serce – uśmiechnął się Olkowski. – Dostaniecie po potrójnej diecie, żeby nie zabrakło na wódeczność, a przejazd macie za darmochę.

Pachcic z Wołczeckim stali z ogłupiałymi minami, nic nie rozumiejąc.

- Zerknijcie przez okno, świeci słoneczko, lato w pełni, a tam po plaży kręcą się prawie gołe dupy. Więc pojedziecie tam w nagrodę, bo jednak, co muszę, kurwa, przyznać, właśnie dzięki wam udało się wysłać Ognia do parku sztywnych. Paniatna? – Olkowski po raz drugi zapytał po rosyjsku.

- No… dziękujemy, pułkowniku – wykrztusił zakłopotany Pachcic. – Chciałem powiedzieć: ku chwale ludowej ojczyzny – dodał głośniej.

- A jak przyjedziecie, to na dwudziestego drugiego lipca przypnę wam jeszcze te blachy.

Schylił się do szafki biurka i z tekturowego pudełka garść medali „Za udział w walkach o utrwalanie Władzy Ludowej”. – No i jeszcze w kopertach będzie po pięć stówek.

 

***

 

Ani pierwszy po Bogu w krakowskiej bezpiece Olkowski, ani zakochany w Jance Hagowskiej Jurek Wołczecki Sprytny, ani żaden z funkcjonariuszy w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego na ulicy Pomorskiej, nie domyślał się, że w miejscu ich pracy nadal funkcjonowała komórka wrogiego wywiadu. Jeszcze niedawno jej rolą było donoszenie Ogniowcom o planowanych przez ubeków akcjach. Mimo likwidacji „Króla Podhala”, jeden z blisko współpracujących z Jurkiem Sprytnym śledczych, dalej wynosił informacje reszcie ocalałych partyzantów. Została ich garstka, przybrali nazwę Wiarusy. Mając świadomość, że po ujawnieniu się czekają ich tortury i wyroki śmierci, nie wypuszczali z rąk broni. Zdając sobie sprawę, że siły komunistyczne kontrolują teren, obawiali się podejmować większych akcji. Żeby przeżyć, dokonywali napadów na sklepy spożywcze i spółdzielnie produkcyjne, organizowane na wzór radzieckich kołchozów. Rekwirowali żywność. Zdarzyło się im sterroryzować bronią urząd pocztowy, tam zdobyli gotówkę. Swoje istnienie zamanifestowali, wykonując kilka wyroków śmierci na zdrajcach, przez których aresztowano i mordowano ich towarzyszy broni.

Kłamstwa, mające przekonać majora Pachcica i jego szefa Olkowskiego, że siedząca w areszcie Janka Hagowska zdradziła wojskową przysięgę złożoną Armii Krajowej, podejmując współpracę z bezpieką, dotarły do rezydującego w gmachu UB człowieka Wiarusów. Jurek Wołczecki celowo nagłaśniał rzekomą zasługę tancerki. Rozpowiadał, że dzięki jej dokładnym wskazaniom udało się przejąć magazyn broni należącej do śmiertelnych wrogów „Ludowej Ojczyzny”. Janka jako „zdrajczyni” znalazła się na liście do odstrzału.

 

***

 

Tymczasem na przekór przeciwnościom losu rosła temperatura uczuć między zdolnym oficerem bezpieki byłym kieszonkowcem, obciążonym przedwojennym wyrokiem za zabójstwo Jurkiem Sprytnym Wołczeckim, a piękną więźniarką, żołnierką wierną akowskiej przysiędze Janką Hagowską. Właśnie postawa kochanki i rozmowy z nią, zadziałały na jego wrażliwość. Uzmysłowiły mu, jak nikczemna jest rola służby, której był funkcjonariuszem. Czuł odrazę do sowieckich metod torturowania i łamania ludzi. Raziło go chamstwo i brutalna bezwzględność ubeków. Nic nie znaczyło dawane przez nich „słowo honoru”. O ile szlachetniejsze standardy obowiązywały choćby w lwowskiej szkole złodziejskiej. Naganne było okradanie osób niepełnosprawnych. Nie wolno było dobierać się do portfeli lekarzy ani adwokatów, a w razie pomyłkowej kradzieży należało je zwracać. Przecież lekarz, w zgodzie z przysięgą Hipokratesa, nigdy nie odmawiał pomocy złodziejowi postrzelonemu z policyjnej broni. Adwokat wykorzystywał znajomość prawa, walcząc o niski wyrok dla złapanego kieszonkowca. Jurek przypomniał sobie głośną na cały Lwów zbrodnię popełnioną przez zdegenerowanego absolwenta szkoły kieszonkowców. Pijany włamał się do domu, który wydawał się pusty. W środku zastał czternastoletnią dziewczynę, którą pobił, gdy zaczęła wzywać pomoc, następnie ją brutalnie zgwałcił i udusił. Wydarzenie opisały lwowskie brukowce, to rzucało cień na morale złodziei. Niespełna tydzień później w popołudniowym wydaniu Gazety Lwowskiej ukazał się szokujący opinię publiczną artykuł zatytułowany „CENA ZŁODZIEJSKIEGO HONORU” z podtytułem Straszna dintojra za psucie opinii środowisku kieszonkowców. Zamieszczone w dzienniku zdjęcie ukazywało częściowo przykryte nagie zwłoki z licznymi ranami kłutymi i zmasakrowaną twarz. Opisano, że trupa znaleziono w godzinach porannych przy bramie wejściowej do redakcji gazety wraz z kartką informującą, kim był zabity złoczyńca. Do publicznej wiadomości nie dostała się zatrzymana przez cenzurę informacja, znana środowisku złodziejskiemu i policji. Z odbytu nieboszczyka wystawała wypełniona spermą prezerwatywa.

 

Rozważania jak wydostać Jankę z aresztu, nie raz Jurkowi spędzały z oczu sen. Pierwsze nieśmiałe myśli o próbie wydostania Janki z aresztu i ucieczce z nią do Europy zachodniej, zaczęły go nękać po wizycie w gabinecie Olkowskiego. Obietnica nagrody w postaci urlopu nad morzem mogłaby ułatwić rozeznanie się, co do możliwości ucieczki przez Bałtyk. Na obiecany urlop mieli wyjechać z majorem Pachcicem za tydzień. Jurek jednak zwątpił w możliwość wydostania się z Janką z Polski, przedsięwzięcie wydawało się karkołomnie trudne. Ponownie zaczął rozmyślać o ucieczce pod wpływem informacji pozyskanych od złapanego przez czeską bezpiekę Akowca. Przesłuchiwany przez Sprytnego Akowiec próbował przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w południowych Niemczech. Według relacji przesłuchiwanego więźnia możliwości życia za żelazną kurtyną przedstawiały się zachęcająco. Ponoć w porównaniu do wegetacji w krajach okupowanych przez sowietów, poziom życia u Amerykanów był znacznie wyższy.

Akowca nasączającego Jurka wiedzą o Niemczech Zachodnich szybko osądzono jako amerykańskiego szpiega. Dyspozycyjny wobec władz organ sprawiedliwości dopuścił się sądowego mordu. Skazał go na śmierć i wyrok wykonano w więzieniu przy ulicy Montelupich. Na pensjonariuszach zakładu karnego, dobiegający z podwórza huk pistoletowego strzału mierzonego z bliska w głowę nie robił wrażenia. Do wykonywanych egzekucji przyzwyczajenie byli wszyscy, chociaż wierzący więźniowie,  słysząc, stłumione przez mury więzienia huki pistoletu, żegnali się.

Jurek wiedział, jak ryzykowna byłaby próba przedostania się przez Czechosłowację do Bawarii. Tam granica była pilnie strzeżona, ponadto znaczne jej odcinki były zaminowane. Uwagę skupił na analizowaniu możliwości przedostania się do stolicy Niemiec. Prowadząc śledztwo w sprawie Akowca usiłującego ucieczki za granicę, miał wgląd do dokumentów innych dochodzeń dotyczących ucieczek na zachód. Oczywistym utrudnieniem stała się narastająca „zimna wojna” między dawnymi sojusznikami, czyli między mocarstwami zachodnimi, a blokiem państw okupowanych przez sowiecką Rosję, W efekcie nastąpiło uszczelnianie granicy. Pomimo tego jeszcze istniała możliwość przechodzenia z Berlina wschodniego do zachodniego – tam także była amerykańska strefa okupacyjna. Międzynarodowe napięcie rosło z dnia na dzień, należało się spieszyć.

 

Janka kobiecą intuicją wyczuwała kryzys moralny kochanka. Kochała go za ofiarność, z jaką walczył o jej rekonwalescencję. Wprawdzie nie  zwierzał się jej z rozważań, co do planów wspólnej ucieczki, ciągle zaznawała z jego strony wyrazy sympatii. Często, mimo marnego zaopatrzenia rynku,  potajemnie obdarowywał ją smacznymi rarytasami. Wiedziała, że żyje tylko dzięki jego pomocy. Ponadto jeszcze z nikim przedtem nie zaznała takiej seksualnej rozkoszy. Liczyła prawie wszystkie minuty jego nieobecności. Parokrotnie docierało do niej, że właśnie tam – w ubeckim więzieniu – przeżywa najszczęśliwsze chwile życia…

1 Będziesz trupem (wolne tłumaczenie - ukraiński)

2 No, wreszcie mnie popierdolisz (niemiecki).

3 Całuj mnie, ty piździelcu (niemiecki).

4 Zrozumiałeś? (rosyjski).

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 31.12.2018 14:12 · Czytań: 290 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 16
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 01.01.2019 13:42
Chciałem przeczytać, naprawdę! Ale po wstępie mi się odechciało...

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 02.01.2019 12:27
Antosiu, zrobiło mi się przykro. Byłem przekonany, że Ty, który w swoim logo umieściłeś krzyż - symbol chrześcijan, nie staniesz po stronie środowisk kojarzonych z gnębicielami narodu. Bo komu służyli następcy ubeków, esbecy? Czy nie rozumiesz, że stanowili zbrojne ramię podporządkowujące Polskę moskiewskiemu okupantowi? Czy nie pojmujesz, że aparat sądowniczy, w stanie nienaruszonym przeniesiony z Peerelu, stanowi pustą atrapę wyobrażenia o sprawiedliwości? Osobiście doświadczyłem wyroku, który mógłbym zdefiniować jako niesmaczny żart oślepłej Temidy.
Nawiązując do publikowanej w PP awanturniczej powieści, opisuję prehistorię powstających po wojnie „elit”, próbuję pokazać, skąd się wywodziły, staram się być rzetelny.
W podobnych poczynaniach nie jestem odosobniony. To za rządów PO (które, pewnie Twoim zdaniem były lepsze od władzy obecnej), ustanowiono Święto Żołnierzy Wyklętych. W roku 2008 Telewizja Polska (wówczas pod nadzorem władzy /PO-PSL/) zaprezentowała mechanizm, jak powstawały elity kulturalne za czasów PRL. Pokazał to Teatr Telewizji, więc zachęcam Cię do obejrzenia sztuki „Tajny Współpracownik” - zobaczysz, jak można było zostać poetą uznanym za wybitnego:
https://www.youtube.com/watch?v=UADsLiVEJuo

Pozdrawiam Kj
22227 dnia 02.01.2019 17:20
Również przeczytałem tylko wstęp i również mnie zniechęcił. Jest w tym dużo prawdy jeżeli chodzi o elity, które zamieszały w naszych umysłach, ale elity jakie by nie były zawsze sobie układają wszystko pod siebie. Czy to będą Włochy i ichnie rządy z błogosławieństwem mafii, czy nawet w takim kraju jak Japonia również świat przestępczy ma dużo do powiedzenia. W naszym kraju za Pisu dochodzi do parodii, gdzie odpowiedzialni za reformę sądownictwa są tacy ludzie jak Piotrowicz, a doradcami ministra sprawiedliwości Andrzej Kryże syn Romana. Nie wiem czy czytałeś "Państwo" Platona, jeżeli nie, to polecam.
mike17 dnia 02.01.2019 17:41 Ocena: Świetne!
Bravo, Kaziu, za odważny, adekwatny do czasów wstęp :yes:
Podzielam Twoje poglądy w 100%.
KODomici i Obywatele RP to nic innego jak pokłosie komuny.
Stare ubeki albo ich synalkowie tudzież wnusie.
Ohyda...
Donosić do brukselskich pedałków na własny kraj???
To już poziom poniżej dechy klozetowej.
I zwykła zdrada własnej ojczyzny.
Obecna władza jest najlepszą jak się trafiła po 1989.
I nic tego nie zmieni, żadne ujadanie.
A ujadają ci, co przegrali a naród pokazał im FUCKA.
I gdyby mieli choć trochę honoru, to zamknęliby się na amen, ale to postsowiecka retoryka, i możesz gadać, a on dalej swoje, co świadczy o ograniczeniu umysłowym, bo świat poszedł już dawno do przodu, i Kodomici powinni o tym wiedzieć i zapaść się pod ziemię.
Ale jak się nie ma honoru, to ma się mordę od ucha do ucha.

Co do tekstu, to znasz już moje zdanie i nie ma sensu go tu powtarzać.
Wiesz, o czym piszesz i dobrze Ci to idzie.
Bez trudu można przenieść się w stare, podłe czasy i poczuć ów syf.
Ja go poczułem.
Więc robota dobrze wykonana i oby tak dalej :)

Howgh :)
Kazjuno dnia 02.01.2019 19:36
Bardzo mnie cieszy, że właśnie Ty Mike podzielasz mój światopogląd.

Czasem trudno mi pojąć, jak ludzie o aspiracjach intelektualnych, bo piszący i dokonujący kreatywnych intelektualnych wysiłków, ulegają tak grubymi nićmi szytej propagandzie i dają się manipulować.
Muszę przyznać, że TVN działa sprawnie - ta tuba propagandowa lewactwa, wspierająca zdrajców godzących się dla utrzymania egoistycznych przywilejów i możliwość rozkradania naszego kraju, dewastowania polskiej gospodarki - wpycha nasz kraj w łapska mocarstw ościennych.
Także wzmacnia zwolenników likwidacji Polski - tych świadomych i nieświadomych zachodzących wokół nas procesów - posiadający prawie 80% udziałów w polskich mediach koncern Axel Springer.

Mogę rozumieć zadeklarowanych sprzedawczyków, co nie znaczy, że im to wybaczam. Ci dbają tylko o swój status materialny i wynoszące ich ponad innych przywileje. Im nie zależy na istnieniu Polski. Zdemoralizowani przez zdemoralizowanych przodków, zdradę i pokrętną filozofię (aczkolwiek z pseudonaukowym zacięciem tłumaczącą ich postawy) wessali z mlekiem matek.

Nie jestem wyrozumiały wobec osób, które dały się zmanipulować. Dostrzegam w nich słabość typową dla społeczeństw, których mózgi ulegały sprawnie prowadzonej inżynierii socjotechnicznej.
Później, jak to bywało w społeczeństwa krajów totalitarnych, budziły się z dłońmi w nocnikach.
Podać przykład? Proszę bardzo: choćby Niemcy w roku 1945 - jeszcze kilka lat wcześniej wrzeszczący Sieg Heil!

Jeszcze raz Ci Mike dziękuję za wpis i Życzę Ci Zdrowego i pełnego WENY TWÓRCZEJ, AD 2019.

Także życzę sobie, Twórcom i Czytelnikom PP, aby zrealizowała się polityka obecnego rządu, wzmacniająca bezpieczeństwo Polski. Mam tu na myśli powstanie u nas baz wojskowych USA na pohybel ruskim i szwabskim zakusom.

PS. Cóż mogę Ci odpisać 22227? Tak zgadzam się, nazwisko sędziego Kryży, czy prokuratora Piotrowicza w szeregach PiSu, dla wielu może wydawać się czymś nagannym. Osobiście wierzę, że prok. Piotrowicz jest nawróconym grzesznikiem, nie znam przyczyny powołania sędziego Kryży. Jednak sądzę, że zachodzi tu podobny kazus jak z prokuratorem Piotrowiczem.
Jednak trudno szukać tak soczyście nasączonych ubecką agenturą środowisk jak KOD i i Obywatele RP.
Poprzecieraj oczy 22227 i zamiast czerpać wyłącznie wiedzę o otaczającym Cię świecie z TVNu, rozejrzyj się za źródłami alternatywnymi.
Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 03.01.2019 12:31 Ocena: Bardzo dobre
Cześć! Osobiście mam trudności z czytaniem długich opowiadań; zwłaszcza w formie elektronicznej. A, że mam uszkodzoną drukarkę nie mogłem wydrukować. Nie mniej jednak twoje jest dobrze napisane i umiejętnie oddające klimat tamtych mrocznych czasów. I pomyśleć, że widząc 18+ obawiałem się jakiegoś obleśnego porno. ;)

Nawiązanie do obecnej sytuacji politycznej jest jednak moim zdaniem niepotrzebne. Skoro już jednak pojawiła się taka dyskusja to polecam biografię Rajmunda Kaczyńskiego https://pl.wikipedia.org/wiki/Rajmund_Kaczy%C5%84ski To też jest resortowy rodowód. Zarówno komitet Obrony Debili jak i Populizm i Socjalizm nawiązują do tej samej tradycji -KOR-u! Czyli tradycji reformowania komunizmu. Prawdziwa opozycja to byli KPN, Ruch młodej polski, Stronnictwo polityki realnej, Solidarność Walcząca czy Pomarańczowa alternatywa.

Pozdrawiam

Ps. Mój dziadek był więźniem stalinowskim. Być może kiedyś upublicznię jego wspomnienia.
Kazjuno dnia 03.01.2019 15:15
Szanowny Marku
Dziękuję Ci serdecznie za wpis. Z uwagą przeczytałem życiorys Rajmunda Kaczyńskiego i nie zgodziłbym się z określeniem jego rodowodu jako resortowy. Jednak miał zasady - nie wstąpił do PZPRu.
Gdyby tak postrzegać służalczość wobec pro moskiewskiej władzy, należałoby całą inteligencję z okresu 49 lat okupacji sowieckiej określić mianem resortowej. Ja także musiałbym się określić mianem resortowego dziecka. (Ojciec - jako inż chemik był jedynym bezpartyjnym dyrektorem wałbrzyskiej koksowni, a matka - jako lekarka - dyrektorką sanatorium dziecięcego). Nie mniej zdaję sobie sprawę, że obydwoje nie byli krystalicznie czyści. Musieli się godzić na zgniłe kompromisy, (Świecić twarzami na pierwszomajowych przemarszach, uczestniczyć w akademiach z okazji sowieckiej rewolucji itp, itd.
A tak w ogóle, uważam, że polska inteligencja niestety w 99%, a nawet 99,9%, była w okresie komunizmu skalana i prawie każdy inteligent miał coś za uszami. Oczywiście, włącznie z kadrami dydaktycznymi w szkołach i na wyższych uczelniach (które jak i aparat sądowniczy - nie zostały zlustrowane).
Rzeczywiście sprowokowałem temat rozległy jak morze pod dyskusję.

Teraz się spieszą, muszę coś załatwić, ale później jeszcze coś dopiszę.
Dzięki Marku za wpis i pozdrawiam Cię serdecznie, Kj
JOLA S. dnia 03.01.2019 15:26
Cześć, Kazjuno,

przyznam się bez bicia, że niektóre odcinki Twojej opowieści mi umknęły. Nadrobię.
Dziś przeczytałam bez nerwowego pośpiechu.
Skończyłam czytanie syta na ciele, ale dusza skręcała się. :(
Niektóre wątki pociągnęłabym dalej, dokładniej, niejedno jeszcze bym dorzuciła, na pewno zmieniła.
Wiem, że Cię stać na to. Nie brakuje Ci wiedzy, pisarskiego talentu ani wyobraźni.
Twoja historia mogłaby być świetnym przewodnikiem po ówczesnych czasach. Jej ubarwienie fikcją dobrze jej robi.

Swędzi mnie język , żeby Ci powiedzieć po przyjacielsku - przysiądź Bracie na czterech literach, bo naprawdę warto :) :)

To byłoby na tyle. ;)

Serdeczności i do siego 2019 roku. :)

Jola
Marek Adam Grabowski dnia 03.01.2019 16:12 Ocena: Bardzo dobre
Spoko. Czy był członkiem PZPR tego nie wiem, ale pełnił funkcje, które były raczej zarezerwowane dla partyjnych (znacznie lepsze niż dyrektorka sanatorium). I dostał mieszkanie (w najlepszej dzielnicy) kiedy innym odbierano. Nie chcę do specjalnie atakować, ale kilka spraw należałoby wyjaśnić. Myślę, że to iż Kaczyńscy zaczynali razem z Kuroniem jednak nie jest przypadkowe.

Pozdrawiam i czekam na twój dalszy komentarz.

Ps. Planuję na 1 Marca napisać coś o WIN-e.
Kazjuno dnia 03.01.2019 18:34
Wielkie dzięki Jolu
Masz rację, czasem też sobie myślę, że nie zaszkodziłoby mi smagnięcie batem przez plecy. Twoja reprymenda jest prawie pieszczotliwa. Odczuwam ją zamiast kijka, jako smakowitą marchewkę. Chrup, chrup, chrup. Jednak to też potrzebne.
Spróbuję zwalczać w sobie śmierdzące lenistwo, obiecuję.

Tobie życzę Weny twórczej, no i Zdrowia, jednak potrzebnego do samorealizacji, także Ci życzę Pomyślności w życiu osobistym w tym nowym AD 2019, Kj

Marku,
jesteś znacznie ode mnie młodszy i nie możesz pamiętać realiów głębokiej komuny. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych postaci typu Michnik, Kuroń, Wałęsa wydawały się przeciętnym Polkom bohaterami chcącym obalić komunę. Sądzę, że Kaczyńscy nie mieli pojęcia, że Wałęsa - Bolek jest tajnym agentem zarówno esbecji jak i wojskowego wywiadu.
Powiem Ci rzecz paradoksalną, ponieważ zadawałem się z szemranym towarzystwem. Po latach zdałem sobie sprawę, że niektórzy kolesie mający za sobą wyroki, ci których uważałem za chojraków, współpracowali z ówczesnymi władzami. Kaczyńscy nie byli w więzieniu, tymczasem jak się okazało wielu internowanych poszło na współpracę. Później nastąpił okrągły stół - czyli wielka zdrada ideałów Solidarności. Porozumienie (najczęściej) tajnych współpracowników pozyskanych z ludzi Solidarności (de facto - kapusi) z komuchami.
Mieszkanie w najlepszej dzielnicy nie od razu musi dowodzić bycia człowiekiem komuny. Może były jakieś rodzinne koligacje i znajomości? Wiem, że w Warszawie wspierali się byli żołnierze AK. W wydanej powieści "Kłamać, aby żyć" opisałem taki przypadek.
Zdecydowanie pozytywnie oceniam rolę Jarosława Kaczyńskiego w polityce. Ma szalenie trudne zadanie dokonania zmian w nasączonym wrogą agenturą państwie. Tak tłumaczę jego karkołomną drogę we wprowadzaniu "dobrych zmian".

Ciekaw jestem twojej opowieści o Żołnierzach Wyklętych.
Pozdrawiam, Kj
Marek Adam Grabowski dnia 03.01.2019 19:26 Ocena: Bardzo dobre
Odróżniłbym Bolka od Kuronia. Bolek oszukał społeczeństwo, a Kuroń wprost pisał w liście do partii co sądzi o socjalizmie. Przepisy o mieszkalnictwie w stolicy były jednak bezwzględne. Ta (paradoksalnie) tak jak z I RP gdzie ziemie miała tylko szlachta. Ale to trudne tematy i nie chcę upraszczać w żadną że stron.

Pozdrawiam

Ps. Mam nadzieję, że opowiadanie ci się spodoba.
JOLA S. dnia 03.01.2019 20:47
Kazjuno,

dobrze odczytałeś mój komentarz.

Tak, moją intencją było udzielenie Ci przyjacielskiej reprymendy.

Kultura to swoista sztuka uwodzenia. Do niej należy niewątpliwie pisarstwo.
Bez względu na światopogląd powinien je cechować obiektywizm historyczny.
Moim zdaniem nikomu nie wolno naginać faktów historycznych do swoich potrzeb i interpretować ich po swojemu, tak jak mu akurat jest wygodnie.
Jeżeli tak się dzieje to nie jest dobra zmiana i na taką się nie zgadzam.
Podobnie nie zgadzam się na usiłowania ograniczania już zdobytych praw polskich kobiet i łamanie naszej Konstytucji. Brałam udział w Czarnym Marszu i wezmę udział w następnych, jeżeli taka będzie potrzeba.
Nie uciekam od żadnych pytań i gorących tematów, ale mam świadomość, że PP nie jest dobrym miejscem do politycznych dyskusji.

Piszę te parę słów, bo nie chcę być opacznie przez nikogo zrozumiana.



Wszystkim Portalowiczom życzę do siego 2019 roku.

JOLA S.
Kazjuno dnia 04.01.2019 10:42
Dziękuję Jolu za wpis.
Choć nie byłem i nie jestem zwolennikiem czarnych marszów, uważam, że wolność polega na tym, że każdy ma prawo wyrażać swoje poglądy. Obrzydliwe wydają mi się tęczowe marsze z całującymi się namiętnie homoseksualistami na oczach dzieci. Przeciwko takim demonstracjom seksualnej wolności zdecydowanie bym protestował. (Zresztą mój niesmak wzbudzają także namiętnie całujące się pary heteroseksualne w miejscach publicznych - wszak także obserwują je dzieci).

Polemizowałbym z Tobą Jolu co do kwestii "łamania" konstytucji. Jestem zdania, że sądownictwo stanowczo należy reformować i to radykalnie! Konstytucję z 1997 roku układał ze swymi doradcami komuch Kwaśniewski. Nie jestem prawnikiem, wierzę jednak prawicowym autorytetom, że jej zapisy są ponaginane do potrzeb postkomunistycznych elit. (Sam jestem jedną z ofiar postkomunistycznego sądownictwa. Będąc poszkodowanym, wystąpiłem na drogę sądową wobec postkomunistycznego korporacyjnego krzywdziciela - nie będę się rozpisywał na temat wyroku, który określę jako chichot z elementarnego poczucia sprawiedliwości). Współczuję obecnemu rządowi, któremu "apolityczni", chodzący pod rękę z politykami, pokonanymi w demokratycznie przeprowadzonych wyborach, sędziami sądu najwyższego, rzucają kłody pod nogi, blokując dokonanie jakichkolwiek zmian. Czy nie wzbudza twojej pogardy skompromitowany noblista - były donosiciel esbecki i człowiek wojskowego wywiadu PRL - paradujący w koszulce "konstytucja"?

Zgadzam się z Tobą, że nie należy manipulować faktami historycznymi.

Skoro piszę o historii i mimochodem trącam do dziś nie wyjaśnione kwestie, często poprzednio zakłamywane - jestem w jakimś sensie pismakiem wkręconym w politykę. Więc nie uważam, że na Portalu Pisarskim dyskusja dotycząca polityki jest nietaktem.

Pozdrawiam Cię Jolu i Wszystkich, którym leżą na sercu kwestie polityczne.
Marek Adam Grabowski dnia 04.01.2019 14:15 Ocena: Bardzo dobre
Drodzy Kazjuno i Jolu; jeśli mógłbym się wtrącić do waszej dyskusji. Każdy (oczywiście oprócz nazioli, maoistow ect.) ma prawo do manifestacji. Mnie jednak osobiście bardziej rażą marsze czarne niż tęczowe. Co ciekawe w USA istnieje organizacja LGBT pro life. Ale amerykanie są specyficzni.

Co do sądów; reforma jest niezbędna, ale pomysły rządu były słabe. Ja osobiście popieram wybranianie sędziów w głosowaniu. Konstytucje też trzeba zmienić na system prezydencki. W prawdzie najlepsze są rządy królewskie, ale ich racje już nie jesteśmy w stenie przywrócić.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 04.01.2019 18:17
Cieszy mnie, Marku Adamie Grabowski, że w dużym stopniu podzielasz moje poglądy. Nie przychylałbym się do wspierania organizacji LGBT pro life. Czyżbyś był zdania, że pary homoseksualne powinny mieć prawo wychowywać dzieci? To już uważam za zenit paranoi!
Natomiast, nie miałbym nic przeciwko powrotowi władzy monarchów.
PS
Pozwolę sobie zwrócić Ci uwagę na rażące błędy gramatyczne w twoim komentarzu.
Cytat:
marsza czarne niż tęczowe

Cytat:
pomysłu rządu były słabe

Cytat:
Prawdzie najlepsze są rządy królewskie

Twórcy portalu PP wyposażyli nas w urządzenie "edytuj" (to taki żółty ołóweczek) - które daje Ci możliwość korekty błędnie napisanego tekstu.
Pozdrawiam, Kj
Marek Adam Grabowski dnia 04.01.2019 21:22 Ocena: Bardzo dobre
Dobrze poprawie błędy.

Ja bym też takiej organizacji nie spierał takiej organizacji, ale doceniam dobry uczynek u każdego człowieka. Co do wychowywania dzieci- pary gejowskie nie powinny mieć prawa do adopcji dzieci, ale mogą wychowywać własne biologiczne. Jednak z wiadomych przyczyn rzadko je mają.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
bruliben
21/09/2019 00:42
Racja, nawet mama, która jest jedna :) »
Bartek Otremba
21/09/2019 00:41
Akurat tego nikomu nie poświęciłem... co najwyżej swojej… »
Bartek Otremba
21/09/2019 00:31
każdy ma swój czas każdy w godzinie ma 60 minut ;0 i tak… »
bruliben
21/09/2019 00:30
A jednak dopiął swego, nie byłby Benedyktem. Ale tylu ich… »
bruliben
21/09/2019 00:07
Wiem, że nie mam kontroli i ją mam - takie złudzenie.… »
wiosna
20/09/2019 22:55
Kazjuno dziękuję za podzielenie się przyjemnością ze… »
Dobra Cobra
20/09/2019 22:17
Olbrzymie masy nadludzi w naszym kraju potwierdzają fakt, ze… »
Kazjuno
20/09/2019 21:52
Nie znam się na współczesnej poezji. - Wiosno. Najczęściej… »
bruliben
20/09/2019 21:36
Co jest po drugiej stronie? Odwieczne pytanie. Romeo liczył… »
Kazjuno
20/09/2019 20:34
Mr Stawitzky Nawała szpanerstwa, "Jakim to nie jestem… »
wiosna
20/09/2019 20:11
Al dziękuję za Twoje grzybowe rozbawienie:) Ten wierszyk,… »
Lilah
20/09/2019 20:07
Piękny trzynastozgłoskowiec, świetnie się czyta. :) »
Lilah
20/09/2019 20:02
No toś mnie zaskoczył, Clakier! Dzięki :) Bardzo… »
mike17
20/09/2019 19:33
Dość wesołe dziełko :) Niektóre rymy nieco zgrzytają, są… »
MarcinD
20/09/2019 19:22
Dziękuję bardzo :-). Miło przeczytać taki komentarz.… »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:13
  • Czy ktoś ma iphona i już aktualizował/a do ios13? Lepiej działa?
  • bruliben
  • 20/09/2019 22:12
  • Miłego z Krakowa :) Słucham jak szumią tutejsze tramwaje :)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:16
  • Miłego wieczoru kochani :):)
  • Kushi
  • 20/09/2019 18:15
  • Znacie? ... nie znacie ?????, to poznacie ;):):):) [link] .... :):)
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:22
  • tej wytwórni. Ale sam szef D. próbuje zmienić czasy i transformację koncernu w stronę tematyki niebaśniowej. [link]
  • Dobra Cobra
  • 18/09/2019 08:20
  • Disney ma nie lada orzech do zgryzienia :) . Johansson zaprosili nawet na spotkanie dyrektorów D. I ona tam jasno mówiła, że reżyser niepokorny i film też, co niespecjalnie idzie za rączkę z polityką
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:50
  • em FOXa, więc Disney nie miał nic do gadania. A czy film pojawi się w Polskich kinach? Sadzę, że tak, ale nie wszędzie i nie od razu, bo tu nie chodzi o ideologię, ale o kasę.
  • TomaszObluda
  • 18/09/2019 06:48
  • Co do filmu, ten Hitler, będzie wymyślonym przyjacielem i z tego co wiem, będzie takim diabłem na ramieniu, co mówi źle, to wbrew pozorom nie komedia. Druga sprawa film powstał praktycznie przed zakup
Ostatnio widziani
Gości online:11
Najnowszy:Fujitaes20
Wspierają nas