Kuracyjny prowokator - Kazjuno
Proza » Miniatura » Kuracyjny prowokator
A A A
Od autora: Opowiadanie to zamieściłem przed dwoma laty na pewnym portalu...
Hmmm, lewackie autorytety chórem okrzyknęły mnie grafomanem, przedstawicielem ciemnogrodu oraz ciężkim idiotą.
Zresztą podobnie do pań, z którymi miałem wątpliwą przyjemność spożycia dwóch posiłków.

 

Kazimierz Junosza

 

KURACYJNY PROWOKATOR

(w roli zastępczego zjadacza sanatoryjnych posiłków)

 

 

Popsułem bratowej nastrój i właściwie mogłem się przyczynić do zdewastowania jej kuracji kardiologicznej. W następstwie mogła dostać zakrzepów żył i umrzeć. Zostałbym mordercą. No, może brat potraktowałby mnie łagodniej, jako nieumyślnego sprawcę... Tymczasem normalny prokurator oddaliłby sprawę z powodu braku dowodów zbrodni.

 

– Mam do ciebie prośbę – usłyszałem niedawno od bratowej. – Jadę na wycieczkę do Pragi i chciałabym, abyś przez jeden dzień zajął się Gingerką (czarną suką kundelką – o której bratowa mówi, że jej rasa to odmiana spanieli królewskich. Na dowód swojej racji pokazała mi przywieziony z USA kiepskiej jakości oleodruk, przedstawiający circa 50 kundlowatych piesków w towarzystwie kilku konnych jeźdźców w czerwonych marynarkach od fraków).

– No dobra – zgodziłem się – przywiozę tablet, zrobię sobie kawę i popiszę na ławce w twoim ogrodzie.

– Za to – oświadczyła tonem, jakby robiła mi łaskę – w sanatorium Azalia (Szczawno-Zdrój), będziesz mógł sobie zjeść wykupiony przeze mnie obiad i kolację. Posiłki są bardzo smaczne, tylko postaraj się przychodzić punktualnie, na godzinę trzynastą i osiemnastą, stolik numer 3.

 

– Dzień dobry paniom, smacznego – powiedziałem, lokując się na wolnym krześle.

Panie, wystrojone jak na imieniny cioci kloci, łypały na mnie nieufnymi spojrzeniami. Jedząc, ciągle mówiły między sobą o zabiegach kuracyjnych. Z dyskusji wynikało, że zamiast czuć się lepiej, są w coraz gorszym stanie. Jedna z nich oznajmiła, że już ledwo ma siłę chodzić.

Ja milcząc, skupiłem się na jedzeniu, szybko opróżniłem talerz z ogórkową. Rzeczywiście, ryba w cieście ze szpinakiem, surówką i kartoflami była niezła, kompot taki sobie – posłodzona woda i na dnie szklanki odbarwione, spuchnięte dwie wisienki, a może czereśnie(?).

Kolacja niczego sobie: najpierw na ciepło boef-strogonow, potem masło, wędlinki, pomidorek, kiełbaski, herbatka Liptona – a jakże, no i totalne nieporozumienie: dwa placki kartoflane oblane musem z dyni na zimno(!). Przełknąłem jeden i miałem dość. Przegoniłem z kretesem ględzące o chorobach towarzyszki stolika, one były jeszcze w połowie strogonowa, ja zadowolony z siebie, popijałem posiłek, delektując się aromatem Liptona z saszetki. One prześcigały się we wzajemnym wymądrzaniu na temat tajników medycyny. Chyba każda z nich mogłaby napisać książkę na temat swoich dolegliwości – tylko nikt by jej nie chciał czytać, a tu jak znalazł – były przynajmniej dwie potencjalne czytelniczki. Nieistotne, czy słuchaczki były wsłuchane w namiastki autorskich zaleceń. Jedynym detalem odbierającym satysfakcję prelegentce, była konieczność dopuszczania do głosu dwóch pozostałych towarzyszek kolacji.

„A ten fagas? To jakiś dziwoląg, chyba nie ma pojęcia o medycynie i tylko żre” – mogły pomyśleć o mnie.

Coś we mnie się zbuntowało – uchodzić za jakiegoś prymitywa, który tylko ładuje do gęby, przeżuwa i połyka? Wypada coś zagadać – tylko o czym? „Powiedzieć, że czasem mam problem z zaśnięciem? Śmiechu warte. Od razu zasypią mnie dziesiątkami nazw przeróżnych ziółek, pigułek i wyjdzie na wierzch, że o medycynie nie mam bladego pojęcia.

– Czy widziały panie film „Smoleńsk”? – palnąłem, zanim zdążyłem rozsądnie pomyśleć.

Przy stoliku zapadła cisza. Panie spojrzały po sobie z oburzeniem, a na mnie jak na obleśnego intruza, który na stolik z ledwo rozpoczętą kolacją, znienacka wysypał kosz ze stęchłymi nieczystościami.

– Chciałem powiedzieć o pewnym aspekcie medycznym, tego głośnego filmu… a właściwie o jego braku – dodałem, widząc, że walnąłem jak łysy o beton.

Teraz kiedy przy stoliku zapanowało krępujące milczenie, dotarł do mnie jazgot całej rozgadanej jadalni. Już wiedziałem, że poruszyłem niestosowny temat, ale przecież tym kobietom nic nie zrobiłem, a one patrzyły na mnie jak na złoczyńcę. Dotknięty ich zachowaniem brnąłem dalej.

– Czy panie wiedzą, co oznacza siła 100G?

Teraz w oczach towarzyszek kolacji zobaczyłem strach.

– Nie mamy pojęcia, o czym pan mówi – odezwała się ta siedząca z lewej.

– Otóż pani waży jedno G – tłumaczyłem. – G to siła grawitacji i odczuwa ją pani na przykład w ruszającej do góry windzie. Wtedy przez chwilę się czuje, jakby się ważyło więcej, czyli powiedzmy półtora G.

– No dobrze, ale co to ma wspólnego z filmem „Smoleńsk”? Tą szmirą zrealizowaną pod tezę zamachu.

– Widziała pani film?

– Czytałam recenzję w Gazecie Wyborczej i jest ona dla mnie miarodajna.

– Nie sądzę, aby ten film był szmirą – zaprotestowałem. – Wręcz przeciwnie, zawiera trafne oceny dotyczące przyczyn tragedii.

– To niech pan dokończy swój wywód – prawie prychnęła ta z prawej. – Wspomniał pan o aspekcie medycznym, oczekujemy na wyjaśnienie, co ma piernik do wiatraka?

– A pozwolą panie dokończyć? – zapytałem, bo grubaska siedząca naprzeciwko jakby straciła apetyt i zaczęła zbierać się do odejścia.

Ze złości drgał jej potrójny podbródek. Jednak, gdy spojrzała na placki ziemniaczane z musem dyniowym, coś ją zatrzymało.

– Tylko niech się pan streszcza – warknęła i zaatakowała nożem i widelcem zimne placki.

– Więc na pilota myśliwca, który jest odpowiednio wytrenowany, w czasie gwałtownych manewrów działają siły do 10 G i nie traci on przytomności. Normalny pasażer samolotu – może już nie przeżyć takiego obciążenia. Zdarzały się jednak wypadki, że ofiary katastrof przeżywały obciążenie do 20 G. Proszę sobie wyobrazić, że zarówno ruska komisja Anodiny, jak i ta nadzorowana przez premiera Tuska, stwierdziły, iż na pasażerów Tupolewa zadziałała siła 100G.

– Pan chce nam wmówić, że rządowa komisja kłamała? – wykrztusiła z nienawiścią grubaska.

– Ale skąd. Na porozrywane i ogołocone z ubrań ofiary mogła zadziałać taka siła, nawet większa. Tylko w tym wyjaśnieniu jest jeden szkopuł. Na samolot spadający na bagniste podłoże z wysokości dwudziestu metrów, zdaniem niezależnych ekspertów, mogła zadziałać siła najwyżej sześciu G. Czyli większość pasażerów przeżyłaby upadek. Tak twierdzą fachowcy, którzy wypowiadali się na czterech konferencjach zespołu parlamentarnego.

– Pewnie ci od pękających parówek i magnesów ściągających samolot – prawie krzyknęła grubaska. – To pewnie o tym był film „Smoleńsk” – dodała z sarkazmem i nerwowo wetknęła w usta pół placka z musem dyniowym.

– Właśnie o tym w ogóle nie było w filmie i uważam, że reżyser Krauze, jak ja przekonany o zamachu, zubożył przekaz, nie poruszając tego wątku. Zgadzam się z nim co do jednego: w samolocie musiał nastąpić wybuch.

 

Za chwilę zostałem sam przy stoliku. Dopijałem herbatę, kiedy podeszła młoda kelnerka.

– Dziwne… Te panie nie zjadły kolacji? Zawsze miały apetyt.

– Opowiadałem im o zamachu smoleńskim, to dostały niestrawności – powiedziałem, podnosząc się z krzesła.

 

***

 

Jeszcze wyprowadziłem czarną kundelkę Gingerkę na długi spacerek, zamknąłem ją w domu szwagierki, wsiadłem do samochodu i nie zdążyłem na „Wiadomości”.

 

Po dwóch dniach zadzwoniła bratowa.

– Ty świnio – usłyszałem – panie, z którymi jadłeś posiłki, się na mnie wyżywają. Twierdzą, że mam szwagra idiotę. Nie mogę spać, odechciało mi się kuracji, na którą tak długo czekałam…

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 03.01.2019 16:42 · Czytań: 229 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 25
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 05.01.2019 15:20
W tym opowiadaniu podoba mi się zarówno klimat jak i sarkastyczne poczucie humoru. Co do samego "Smoleńska" się nie zgadzam, ale to nie ma znaczenia w ocenie opowiadania.

Pozdrawiam
Kemilk dnia 05.01.2019 16:43
Opowiadanie jest ok i niestety bardzo prawdziwe. Są pewne tematy, których nie powinni poruszać "inteligentni" ludzie. Takim właśnie jest próba wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku. Oficjalna prawda została podana, więc o co chodzi? Takich tematów jest więcej, np:
- Reformy Balcerowicza i olbrzymie osiągnięcia Polski po 89 roku;
- powstanie życia poprzez ewolucję;
- wiara w coś więcej niż materializm to tępota;
- potępianie PRL bez analizy otoczenia zewnętrznego, jak najbardziej na czasie;
- KON STY TU CJA - dopiero PiS ją zaczął łamać;
- Rosja - najgorsze zło.
Kto myśli inaczej ten tępak
Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 05.01.2019 22:54
Dzięki serdeczne Adam Grabowski i nie mniej serdeczne dzięki Kemilk!

Zgadzam się Kemilk z twoimi poglądami w 100%-tach.

Sorry, że odpowiadam krótko ale mam za sobą podróż i trochę jestem zmęczony. Może jutro coś dopiszę.

Pozdrawiam Was, Dobrej Nocy
Marek Adam Grabowski dnia 06.01.2019 09:55
Luz. Dobrej podróży. ;)
czarnanna dnia 07.01.2019 11:46
Witaj, przywiódł mnie tu już sam tytuł. Przypuszczałam, że będą to jakie ''jaja w sanatorium''. Niewiele się pomyliłam. Co najbardziej to podoba mi się absurd całej sytuacji. Raz, że bohater miał możliwość spożycia posiłków w zamian za dopilnowanie czworonoga :) Dwa, tematyka rozmów z kuracjuszkami. Fajnie, podobało mi się. Zdania, które chciałabym tu wyróżnić, to m.in.:
Cytat:
Czy­ta­łam re­cen­zję w Ga­ze­cie Wy­bor­czej i jest ona dla mnie mia­ro­daj­na.
,
Cytat:
do­da­łem, wi­dząc, że wal­ną­łem jak łysy o beton.
,
Cytat:
Ze zło­ści drgał jej po­trój­ny pod­bró­dek.
- lubię taki humor :) jedyne co to żałuję, że zakończenie nie było bardziej dramatyczno-groteskowe.


Pozdrawiam serdecznie,

Czarna
Daniela Jadwiga Jarszak dnia 07.01.2019 13:31
Jakże realistyczne. Kupiłam od razu. Pozdrawiam wnikliwego i myślącego autora.
Kazjuno dnia 07.01.2019 20:09
Urocza Czarno
Sprawiłaś mi dużą przyjemność, dzięki Ci serdecznie. No i przykro mi, że nie wzmocniłem zakończenia na bardziej dramatyczno-groteskowe. Musiałbym chyba opisać Bratową w momencie, jak w ataku hipochondrii wydaje się jej, że mdleje z powodu zakrzepu żył. Innymi słowy jak doznaje urojonego zawału serca, no i chyba jakąś awanturę z ratownikami z ambulansu "erki", bo jest na nich oburzona, że nie wiozą jej do kostnicy.
Co gorsza ów opis jest relacją z prawdziwych "jaj", czyli z takich, które wydarzyły się naprawdę. Więc zamiast puścić wodze fantazji i wzbogacić przynajmniej końcówkę, pozostałem śmiertelnie nudny i wierny zaistniałym faktom.
Pozdrawiam Cię Czarna serdecznie, Kj

Także Tobie [b]Danielo Jadwigo Jarczak[/b] dziękuję z całego serca.
Pozdrawiam Cię równie serdecznie jak Czarną, Kj
AntoniGrycuk dnia 07.01.2019 21:18
Kazjuno,

starałem się dojrzeć tutaj walory literackie, starałem, a tu... Tak jak w "Alternatywach" było: "budowalimy, budowalimy, pfffff..."
Dla mnie ten tekst ma jedną wartość - usilne próby udowodnienia swojej tezy o zamachu Smoleńskim. I o głupocie tych, którzy myślą inaczej.
Napisałeś:
Cytat:
Na sa­mo­lot spa­da­ją­cy na ba­gni­ste pod­ło­że z wy­so­ko­ści dwu­dzie­stu me­trów, zda­niem nie­za­leż­nych eks­per­tów, mogła za­dzia­łać siła naj­wy­żej sze­ściu G. Czyli więk­szość pa­sa­że­rów prze­ży­ła­by upa­dek.

Otóż istnieje jeden sposób, aby Twoje słowa przestały być czczym gadaniem. Jeśli faktycznie upadek z 20 metrów na bagno nie grozi śmiercią, jak to piszesz, to może powinieneś dać się zamknąć np. w beczce i zrzucić z takiej samej wysokości na bagnisty teren. Wiesz, beczka ma mniejszą powierzchnię, teren bagnisty się bardziej ugnie, więc amortyzacja będzie większa. Jeśli przeżyjesz, sądzę, że to będzie najlepszy dowód na zamach w Smoleńsku. I nie będziesz musiał już gadać po próznicy - będziesz panem sytuacji, bo nikt Twojego dowodu nie podważy! Ahoj, przygodo!
A potem jeszcze dodaj do prędkości upadku z takiej wysokości prędkość podchodzenia do lądowania samolotu pasażerskiego (pewnie około 200km/h) i wyjdzie Ci, jakie głupoty gadasz.
A jak nie czujesz się na tyle związany z tym, czym siejesz ostatnio na lewo i prawo, to proponuję wziąć przykład z "Pogromców Mitów" i choćby tylko STARAĆ SIĘ sprawdzić, ile racji jest w każdej z prezentowanych przez opcje polityczne tez. Bo gadać to każden jeden potrafi, a robić, to ni ma komu ;)

Mam nadzieję, że następnym razem skupisz się na czymś więcej, niż prowokacja, i będę miał po raz kolejny ucztę, jaką jeszcze niedawno miałem, czytając Twoje teksty. Bo jak pisałem Ci kiedyś - politykę omijam szerokim łukiem. I tylko w takich sytuacjach wkraczam, kiedy widzę, że np. ktoś trwoni swój talent na durne przepychanki.

Pozdrawiam.
p.s. Właśnie zrobiłem test. Pisałeś, że przeciążenie nie powinno przekroczyć 6G. A wiesz, że większość telefonów ma teraz akcelerometr? I ja zrzuciłem telefon z wysokości 1 metra na łóżko (sądzę, że łóżko podobnie się zachowa jak bagno) i przeciążenie wyniosło 4G. Z jednego metra! A co dopiero z takiej wysokości i przy takiej prędkości!!!... Coś słabi ci Twoi niezależni eksperci. Bez odbioru.
Kazjuno dnia 08.01.2019 07:08
Dzięki Antosiu za sarkastyczny poniekąd wpis. Nawet nasączony, nie za często spotykanym u Ciebie poczuciem humoru. Obiecuję się odnieść ale pewnie dopiero wieczorem. Czeka mnie podróż z punktu A do punktu B (ok 450 km) więc na razie zamilczę.
Puki co, życzę miłego dnia, Kj
wiojaw dnia 08.01.2019 14:05
Cytat:
Prze­łkną­łem jeden

Nie powinno raczej być: "Przełknąłem jednego i miałem dość.
A tak poza tym bardzo mnie wciągnęła Twoja opowiastka. Sposób pisania, ale i sama historia fajnie podana, ciekawie. I nic tu mają poglądy polityczne, po prostu fajnie piszesz. :)
Kazjuno dnia 08.01.2019 16:22
Co za piękne logo Wiowaw! Z pośród wszystkich zwierząt najbardziej nienawidzę węży.
Chyba jednak zmienię zdanie. Z Twego logo patrzy na mnie całkiem miły wąż, na dodatek wygłasza sympatyczne sentencje.
Dzięki serdeczne Wiowaw, miło mi Ciebie poznać.
Pozdrawiam, Kj

PS Przepraszam Cię Wielowawie, ale pod wpisem adresowanym do Ciebie, muszę jeszcze dołożyć parę słów jako komentarz obronny do naszego Kolegi Antosia.

Otóż, szanowny Antosiu Grycuk, zaznaczyłem Twój komentarz na zielono, przede wszystkim dlatego, bo zwróciłeś słuszną uwagę. Podałem nieprecyzyjne detale techniczne opisu tragedii, dotyczącej eksplozji tuż przed pasem lądowiska. Błędnie napisałem o swobodnym spadaniu słynnej „Tutki” z wysokości 20 metrów. Nie było to spadanie typu: Kazjuno umieszczony w beczce upuszczonej z dwudziestu metrów. Tupolew 154M leciał lotem ślizgowym z prędkością ok. 280 km/h, czyli nie spadał jak ja powinienem według Ciebie spadać, w beczce wypchniętej z okna dziesiątego piętra. Masz rację, mimo bagnistego podłoża zamieniłbym się na masę mięsa, tłuszczu i połamanych kości – najprawdopodobniej wyzionąłbym ducha. Więc chyba się zgodzisz, że hipotetyczna prędkość zniżającego się samolotu powinna być znacznie mniejsza. Stwierdziłeś jednak a priori, że ci z komisji parlamentarnej to zbieranina skretyniałych pseudo naukowców. I tu, już muszę się z Tobą stanowczo nie zgodzić.

Otóż „katastrofa .smoleńska” - jak błędnie określane jest wydarzenie z 10.04.2010 – to moje hobby i od lat zbieram wszystkie o nim informacje.
Natomiast twoje naigrywanie się z mojego punktu widzenia tej tragedii, odmiennego niż tefałenowski, dowodzi, iż dałeś pełną wiarę parodii śledztwa, To śledztwo w istocie skompromitowało poprzednią władzę. Nie na wiele zdały się tłumaczenia wierutnego kłamcy dr Laska, który jak ognia bał się konfrontacji z naukowcami z zespołu parlamentarnego. Komisja dowodzona przez ministra MSW Millera (sędziego we własnej sprawie) w 90% powieliła wyniki śledztwa ruskiej generałowej Anodiny.

Już fakt, że jako prędkość zbliżającego się do ziemi samolotu podałeś 200 km/h dowodzi, że zainteresowaniu tym wydarzeniem nie poświęciłeś umysłowego wysiłku. Zadowoliłeś się zafałszowanymi informacjami rozprowadzanymi przez media polskojęzyczne, acz należące do państw ościennych.
Prawdopodobnie pod wpływem nacisków USA – głównej siły NATO – obecny pisowski rząd nie chce podać opinii publicznej wyników śledztwa. Wszak dowództwu NATO wypadałoby za taką zbrodnię wypowiedzieć wojnę. (Wiadomo co oznaczałaby w dobie arsenałów nuklearnych). Przecież zapalnikiem inicjującym wybuch pierwszej wojny światowej był zamach na księcia Ferdynanda (potencjalnego następcy tronu Austro-Węgier) w Sarajewie, czyli wydarzenie mniejszej rangi od zamachu smoleńskiego.
Fakt eksplozji w Tupolewie (pewnie kilku punktowych, czego dokładne określenie jest trudne, bo brak wraku) został w znacznej mierze dowiedziony. Wskazują na to dowody pośrednie jak choćby:
1. Rozczłonkowane i odarte z odzieży zwłoki ofiar, co jest bardzo typowe dla ofiar wybuchów (Stwierdził to, biorący w pracach niezależnej komisji, australijski naukowiec polskiego pochodzenia inż. Szuladziński, prowadzący firmę zajmującą się ekspertyzami pirotechnicznymi. Badał, między innymi, zamach Alkaidy na dyskotekę w Balii, gdzie ciała ofiar były podobnie rozczłonkowane oraz poobdzierane z ubrań).
2. Ogromna ilość – około 60 tysięcy – fragmentów zdetonowanego w powietrzu samolotu. (W czasie zamachu, w Lockerbee znaleziono około 12 tysięcy części zniszczonego zamachem bombowym samolotu, dokonanego ładunkiem w luku bagażowym przez Alkalidę).
3. Stwierdzono ślady materiałów wybuchowych, co wykazały precyzyjne detektory. (Pułkownik Parulski – figurant z wojskowej prokuratury, próbował w imieniu rządu Tuska udowodnić, że zamiast TNT, detektory mogły wskazywać zawierające wysoce energetyczne substancje których nie brak w kiełbasie i kobiecych kosmetykach.
W takim razie na najlepiej strzeżonym lotnisku na świecie Benguriona w Tel Awiwie, powinien trwać bez przerwy bombowy alarm i nie mógłby wystartować żaden samolot. No bo przecież tam pracują identyczne detektory, jak te przywiezione przez polskich pirotechników badających wrakowisko w Smoleńsku. Wszak większość pasażerów wozi kanapki z kiełbasą, a kobiety szminki).
4. Absolutny brak jakiejkolwiek koleiny (w miękkim podłożu) wskazującej na uderzenie lub zarycie rozbijającego się samolotu.
5. Brytyjski autorytet Frank Taylor (nagrodzony przez stowarzyszenie badaczy katastrof lotniczych), uznał śledztwo wyśmiewane przez red. Kublik z „wybiórczej”za bardzo rzetelne.

Cóż mogę Ci Antosiu jeszcze powiedzieć, powtórzę się... Więcej otwartości na inne poza tefałenem i „wybiórczą” źródła wiedzy o współczesnym świecie. Kto wie? Może Opatrzność natchnie Cię do bardziej obiektywnego patrzenia na rzeczywistość?
Pozdrawiam, Kj
Usunięty dnia 08.01.2019 19:20
Tekst sprowadza się do dwóch rzeczy: a) pragnienia wyrażenia detalicznej tezy i b ) próby wywarcia wrażenia na czytelniku, że jest ona słuszna, przy czym rolę argumentów gra sposób przedstawienia adwersarzy. Wygląda tak, jakbyś, autorze, zaprezentował coś i sam sobie klaskał. Widok żenujący. Katastrofę smoleńską mam tam, gdzie jej ofiary miały mnie, więc nie będę polemizował na ten temat.

Literacko słabo. Wyeksponowany jest tylko pogląd bohatera, któremu nic nie stoi na przeszkodzie: nie ściera się z innym, nie iskrzy, co dodałoby mu mocy i wagi albo pogłębiło tekst. Adwersarzem jest tu niewyodrębniona opisem masa bab, mityczne lewackie mózgi w nieokreślonej ilości, fatamorgana, idee fixe pisowca. To w zasadzie wymaz z mózgu ogarniętego nie tyle sprawami państwa, ile otumanionego dusznym klimatem wokół katastrofy.

To nie jest literatura, tylko "spuszczenie z kija" (pardon).

Jeśli wolno mi coś doradzić, to OPIS!:
1. Umiejscowienie akcji w sensie opisu miejsca, rozstawienia przedmiotów, podania czytelnikowi informacji, z których buduję sobie przestrzeń dla dalszych wydarzeń.
2. Charakterystyka postaci. Ich ilość, kilka cech szczególnych (w celu j.w.).

Bez tego czytelnik ma tylko Ciebie, autorze, w głowie i zastanawia się nad Twoją kondycją psychiczną, a nie nad tekstem.

Pozdrawiam.
Kazjuno dnia 08.01.2019 21:40
Chciałbym, Ekszynie, ale nie jestem w stanie zaznaczyć Twego ambitnego komentarza na zielono. Niby to starasz się mi pomóc, dać mi cenną radę, abym olał smoleńskie ofiary, dla których, nawet gdyby przeżyły nic bym nie znaczył.
W istocie z wysoko podniesionym czołem, ustawiasz się po jednej ze stron podzielonego na pół polskiego społeczeństwa. Oczywiście po stronie tych "nowocześnie myślących", gardzących "ciemnogrodem i zaściankiem", które to cechy przypisujesz stronie adwersarzy.
Próbę polemiki wokół smoleńskiego tematu określasz jednoznacznie:
Ekszyn Dupacycki napisał:
To nie jest literatura, tylko "spuszczenie z kija" (pardon).
.

Może i osiągnąłbyś swój cel, dokopał na tyle mocno, że podkuliłbym ogon. Jednak, gdybyś raczył zerknąć na komentarze, nawet ci którym obojętna jest tematyka smoleńska. tekst chwalą.
Więc udało mi się trafić w różnorakie gusta, także u niektórych wywołując oburzenie.

Pozdrawiam
Usunięty dnia 08.01.2019 22:15
Oj, straszne rzeczy przeżył mój komentarz w Twojej głowie. Nie poznaję go po takim przetworzeniu, jakby wyszedł z jakiejś dzikiej libacji ;)

No dobrze. Wyprostuję to, co się tu stało, bo nie mogę patrzeć...
Kazjuno napisał:
Niby to starasz się mi pomóc, dać mi cenną radę, abym olał smoleńskie ofiary, dla których, nawet gdyby przeżyły nic bym nie znaczył.

Nie, tymi słowami wyraziłem swoje niezainteresowanie tematem i tym samym usprawiedliwiłem brak odniesienia się do niego. Doradzałem uwzględnienie OPISU!
Kazjuno napisał:
W istocie z wysoko podniesionym czołem, ustawiasz się po jednej ze stron podzielonego na pół polskiego społeczeństwa. Oczywiście po stronie tych "nowocześnie myślących", gardzących "ciemnogrodem i zaściankiem", które to cechy przypisujesz stronie adwersarzy.

Nie, nie ustawiłem się po żadnej ze stron, bo nie interesuję się tym tematem (patrz wyżej).
Kazjuno napisał:
Próbę polemiki wokół smoleńskiego tematu określasz jednoznacznie:

"To nie jest literatura, tylko 'spuszczenie z kija'" (pardon)."

Nie, to nie jest określenie jednoznaczne na próbę polemiki, tylko wieloznaczna (no, paro-znaczna) metafora przezywająca całokształt tekstu, jego intencję.
Kazjuno napisał:
Jednak, gdybyś raczył zerknąć na komentarze, nawet ci którym obojętna jest tematyka smoleńska. tekst chwalą.

Opinia innych zupełnie nie wpływa na mój odbiór tekstu, gorsze rzeczy chwalono. Zresztą chyba nie ma tekstu, który by nie miał pozytywnej opinii.

Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 08.01.2019 22:37
Kazjuno,

Kazjuno napisał:
Natomiast twoje naigrywanie się z mojego punktu widzenia tej tragedii, odmiennego niż tefałenowski, dowodzi, iż dałeś pełną wiarę parodii śledztwa,


Ciekawe, kto zaczął jako pierwszy się naigrywać/obrażać innych - patrz komentarze do wcześniejszego tekstu. A gdybyś wnikliwie czytał, co ktoś pisze, a nie tylko chciał udowodnić swoje racje, to być wiedział, że nie stoję po żadnej ze stron! Choć ostatnio przechylam się rzeczywiście na stronę opozycji. I z nas dwóch to ja sprawdziłem, jaka siła zadziała na spadający telefon, a Ty tylko gadasz, że zbierasz informacje... A co właściwie zbierasz? Tylko to, co chcą, abyś zbierał. Ty, mam wrażenie, należysz do tych, którzy właśnie usłuchali głosów! Ja swoją opinię wyrobiłem sobie natychmiast po tragedii i do dziś jest niezmienna! I wcale nie oglądam wiadomości. Jak widzę je, przełączam na sport albo Discovery. I nie napisałem, jak to mi zarzucasz, że w komisji są kiepscy fachowcy, ale to, że Twój konkretny przykład SZEŚCIU G jako głos fachowców jest idiotyczny! Co nie wyklucza faktu wysysania z palca argumentów komisji.

Żegnam!
Kazjuno dnia 09.01.2019 00:00
Przyczepiłeś się, Szanowny Antoni do 6 G, jakby doświadczenie z upuszczonym na pościel telefonem przesądzało o zaistnieniu lub niezaistnieniu eksplozji w Tutce.
Dobrze, nie przekonuje Cię argument, jaki przytoczyłem w czasie sanatoryjnego posiłku. Przyznałem Ci rację, że niefortunnie dookreśliłem kwestię grawitacji w tekście. Zresztą wyraźnie zaznaczyłem, że Twoja krytyka była celna i z tego powodu zaznaczyłem ją zielonym kolorem. Była pomocna!!!
Jednak poza tym, już w komentarzu, (o ja naiwny!), starałem się innymi argumentami przekonać Ciebie, że wersja śledztwa przedstawiana zarówno przez Anodinę jak i komisję Millera jest błędna.
Krzywdzi polskich pilotów, przekonując społeczeństwo i opinię międzynarodową, że są niedouczonymi patałachami i tchórzami. Boją się "podłego" Kaczyńskiego do tego stopnia, że mimo złych warunków, decydują się lądować jak kamikadze, nie bacząc, że narażają siebie i innych.
(Ja, na przykład, gdybym wiózł nawet Papierza i gdyby ten kazał mi jechać szybko we mgle, stanąłbym, wysadziłbym go z samochodu i nakopał mu do dupy).
Ponadto Antosiu ja nic nie zbieram. W ciągu ośmiu lat nie raz ulegałem (jak się później przekonałem) fałszywym sugestiom tendencyjnych pseudo-ekspertów.

Piszesz:
AntoniGrycuk napisał:
Ja swoją opinię wyrobiłem sobie natychmiast po tragedii i do dziś jest niezmienna!

Więc wiesz już od dawna jak było w Smoleńsku i nie widzisz powodu, aby "zaśmiecać sobie głowę" dalszym dociekaniem.
A co, gdyby prawda o tragedii okazała się zupełnie inna?
Współczuję Ci. Widzę, że jesteś na mnie ciężko obrażony, czego wyrazem słowo:
AntoniGrycuk napisał:
Żegnam!


Ja jednak Cię pozdrawiam, Kj
Vanillivi dnia 09.01.2019 02:50
Kazjuno - Twój tekst jest napisany prosto, komunikatywnie i bez bardziej żenujących błędów, dlatego też obronił się na tyle, by nie trafić na "dolną półkę", jednak moim zdaniem pomysł mówienia o katastrofie w ten sposób jest chybiony, a całość, jako dzieło literackie, zupełnie mnie nie przekonuje.

Mam wrażenie, że tekst dobrze się czyta w pierwszych akapitach, gdy opisujesz oleodruk z psami czy jedzenie. Nie mam jednak wrażenia, by był to głos w debacie o katastrofie smoleńskiej, który cokolwiek wnosi do tematu - raczej widzę tutaj prowadzenie wojenki ideologicznej, tym bardziej niesmaczne, że nie możesz się nawet powstrzymać od przepychanek słownych we wstępie (nie wiem, może faktycznie byłeś obrażany i prowokowany na innym portalu, ale nie warto tego kontynuować).

Dlaczego uważam, że ten tekst niewiele wnosi do tematu? Tak jak powiedział Ekszyn, wynika to już z wyboru i konstrukcji bohaterów. Nie ma tu żadnego intelektualnego starcia, przeglądu różnych argumentów z głębszych ich uzasadnieniem, rozpatrywania różnych tez - czegokolwiek, co mogłoby faktycznie zmusić kogoś do myślenia. Narrator zagaduje dwie przypadkowe panie przy obiedzie (to bardziej świadczy o nim, niż o nich nie umie zagaić o pogodzie, tylko jest przekonany, że każdy żyje Smoleńskiem) i wyśmiewa, że nie znają się na fizyce, nie widziały filmu, a się wypowiadają. Jeżeli chcesz zmusić kogoś do zastanowienia się nad tematem, to naprawdę, taka anegdotyczna historia jest zbyt słaba. Tym bardziej, że jedyny konkret, który pada, dość łatwo "zbić" (nie chcę oceniać tekstu przez pryzmat własnych poglądów, ale naprawdę, ci niby niezależni eksperci sami przyznawali przed prokuraturą, że ich wnioski oparte są na uproszczonych modelach tworzonych bez danych wyjściowych i nie są wiele warte).

Ja również mam wrażenie, że ten tekst ilustruje raczej postrzeganie świata przez pisowca, dla którego Smoleńsk stał się pewną idee fixe (nawet, gdy kierownictwo partii już dawno stara się temat wyciszyć) niż skłania do refleksji nad przyczynami katastrofy czy stanowi jakąś diagnozę społeczną.

Na temat katastrofy może podyskutujemy innym razem, natomiast skupiając się na tekście - uważam, że jakieś podstawy warsztatu pisarskiego masz opanowane (choć tekst momentami brzmi jak streszczenie, pewne rzeczy dopowiadasz w nawiasach, zamiast dać się narracji rozwinąć), ale wydaje mi się, że to nie jest forma odpowiednia dla tematu.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 09.01.2019 14:08
Szanowna Vanillivi
Jestem Ci wdzięczny za wyważony i wnikliwy komentarz.
Zacznę od tego, że pisząc miniaturkę nie aspirowałem do stworzenia utworu, a tym bardziej dzieła, mogącego być głosem na miarę kamienia milowego, w dyskusji wokół tematu "co wydarzyło się w Smoleńsku"?
Najzwyczajniej podzieliłem się z czytelnikami impresją wyniesioną z sanatoryjnej stołówki, gdzie zjadłem dwa posiłki. Oczywiście opis nieco podbarwiłem na rzecz budowania dramaturgii.

Co mnie rzeczywiście uderzyło, to reakcja towarzyszek stolika. Ściśle mówiąc dwóch pań, bo tak naprawdę trzecia pani (stolik był czteroosobowy), po płochliwej rejteradzie koleżanek, została ze mną i wdała się w całkiem normalną rozmowę dotyczącą tematu "katastrofy".
Więc inspiracją do pisania, była szokująca reakcja dwóch pań.
Wprawdzie utrzymana była w ryzach stołówkowej kultury (panie mnie nie opluły, ani nie używały wulgarnych wyzwisk) jednak nie potrafiły zamaskować nagłej - eksplozji nienawiści.
Było to szczególnie nieprzyjemne, gdyż sam nie odnoszę się z nienawiścią do osób, które uwierzyły większości mediów, twierdzących, iż była to zwykła katastrofa komunikacyjna.

Tak w ogóle, to jestem pasjonatem historii najnowszej i jeśli zerknęłaś na któryś z moich tekstów, to pewnie nie umknęło Twojej uwadze, że tworzę najczęściej sensacyjną prozę dotyczącą historii.

Może to będzie dla Ciebie nudne, ale spróbuję Ci Vanillivi opowiedzieć, dlaczego tragedia z 10.04.2010 stała się prawie moją obsesją.

W dniu "katastrofy" byłem w willi kuzynki, w podwarszawskim Izabelinie. Przygotowywałem sobie śniadanie, gdy rozległ się radiowy komunikat o tragedii. Początkowo nie było nic o przyczynach zdarzenia, mówiono o złych warunkach pogodowych. Zwykły wypadek z prezydenckim samolotem?! Może ktoś przyłożył do tego rękę? - zadawałem sobie pytania i mimochodem wyobraźnia przywołała kilka układających się w logiczny ciąg politycznych zdarzeń z minionego okresu. Czyżbym miał zdolności profetyczne? – sam się zdziwiłem. Kilka tygodni wcześniej spacerowałem z psem i wdałem się w polityczną dyskusję z pewnym panem (także psiarzem). Przekonywałem go wówczas, że na Kaczyńskich jest na pewno zlecenie u zawodowych zabójców.
Kilka lat wcześniej byłem filmowcem i mam nie małe pojęcie na temat filmowego montażu, zwłaszcza, że stworzyłem paradokumentalny film, który samodzielnie montowałem.
Pierwszego września 2009 roku z zapartym tchem śledziłem pracę telewizyjnego realizatora, który siedząc w reżyserce obrazu dokonywał ciekawych tricków montażowych. Na Westerplatte odbywały się uroczystości z okazji 70 rocznicy wybuchu 2 Wojny Światowej. Przemawiał Lech Kaczyński i rozwijał temat napaści na Polskę przez armię sowiecką 17 września 1939 roku. Mówił o wbitym Polsce bagnecie w plecy, w efekcie zbrodniczego paktu Ribentrop Mołotow. W trakcie przemówienia telewizyjny montażysta dokonywał przebitek na buziuchnę Władymira Putina. Co chwila pokazywała się twarz rosyjskiego imperatora, którego reakcje wyglądały jakby smagał go ktoś pejczem po twarzy. Kaczyński naraził się Putinowi nie po raz pierwszy. Rok wcześniej w czasie rosyjskiej inwazji na Gruzję polski prezydent stanął na czele międzynarodowego protestu, zwołując prezydentów państw zagrożonych putinowską inwazją. Kaczyński zainicjował akcję, w efekcie której przywódca Kremla musiał się ugiąć i zrezygnować z imperialnych zakusów.
Do czego był zdolny wyjątkowo mściwy Putin wiedziałem już wcześniej:
Zabójstwo byłego agenta KGB Litwinienki polonem, bo kiedyś zdradził.
Zabójstwo dziennikarki Politkowskiej, bo krytykowała jego politykę,
Wysadzenie bloków mieszkalnych, by mieć pretekst do najazdu na Czeczenię.
Ginęli też inni dziennikarze, także paru nie sprzyjających jego rządom oligarchów.
Kiedy z sypialni wyszła kuzynka i podzieliłem się swoimi przypuszczeniami, skwitowała je krótko.
- Chyba cię popierdoliło. Nie wiedziałam, że mam kuzyna psychopatę.
Starsza ode mnie kuzynka to była dziennikarka tygodników Ekran i Film, ex żona znanego aktora Tadeusza Łomnickiego, ex redaktorka wydawnictwa Bellona i jeszcze paru innych wydawnictw. Także przyjaciółka Daniela Olbrychskiego i Krzysztofa Zanussiego. Osoba przyjaźniąca się z sympatyzującymi z Wyborczą intelektualistami.
Ona bardzo pomogła mi we wstępnym redagowaniu wydanej powieści (kryminału historycznego) „Kłamać, aby żyć”.
Więc płynące od niej obraźliwe słowa wyjątkowo mnie dotknęły. Zresztą nie tylko z jej strony spotykały mnie inwektywy.
Jeszcze usiłowałem jej coś wyjaśniać. Niby próbowała mnie słuchać, jednak jak wyroczni słuchała mediów, wówczas bardzo negatywnie mówiących o polityce „Kaczorów”.
Sam także wielokrotnie dawałem się przekonywać antypisowskim ekspertom.
Chyba dlatego, chcąc odreagować nabyte kompleksy, stopniowo zacząłem wgryzać się w smoleński temat.

Lecz abstrachując od tematu: „był zamach, czy go nie było?”, właśnie wtedy, w sanatoryjnej stołówce uderzyło mnie coś, co nie ma nic wspólnego z wyjaśnianiem czegokolwiek dotyczącego tragedii w Smoleńsku.
Sytuacja na stołówce obnażyła nieprzyjemną prawdę o podziale Polaków. Pokazała z jaką nienawiścią są traktowani ci, którzy mają wątpliwości, lub są przekonani, że śledztwo generałowej Anodiny i ekspertów(?) Donalda Tuska, nie było rzetelne.

Daleko Vanillivi szukać? Zerknij na powyższe komentarze. Sam jestem zaszokowany. Przyjaźniący się ze mną dotąd Autor Antoni Grycuk zrywa ze mną znajomość. Gdy ja tymczasem nie mam do niego wcale żalu, że myśli inaczej.

Za co nas „niepoprawnie myślących” tak nienawidzicie?

Wygląda na to, że najcelniej podsumował rozpętaną tu wojenkę komentatorów nasz kolega Kemilk:
[quote]Opowiadanie jest ok i niestety bardzo prawdziwe. Są pewne tematy, których nie powinni poruszać "inteligentni" ludzie. Takim właśnie jest próba wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku. Oficjalna prawda została podana, więc o co chodzi? Takich tematów jest więcej, np:- Reformy Balcerowicza i olbrzymie osiągnięcia Polski po 89 roku;- powstanie życia poprzez ewolucję;- wiara w coś więcej niż materializm to tępota;
- potępianie PRL bez analizy otoczenia zewnętrznego, jak najbardziej na czasie;
- KON STY TU CJA - dopiero PiS ją zaczął łamać;
- Rosja - najgorsze zło.
Kto myśli inaczej ten tępak
Pozdrawiam."

Ja też Cię Vanillivi pozdrawiam, Kj

PS Wątpię czy zainteresują Cię moje argumenty pro zamachowe, ale jeśli? To zapożyczam te które oburzyły Antosia Grycuka.
Kazjuno napisał:
1. Rozczłonkowane i odarte z odzieży zwłoki ofiar, co jest bardzo typowe dla ofiar wybuchów (Stwierdził to, biorący w pracach niezależnej komisji, australijski naukowiec polskiego pochodzenia inż. Szuladziński, prowadzący firmę zajmującą się ekspertyzami pirotechnicznymi. Badał, między innymi, zamach Alkaidy na dyskotekę w Balii, gdzie ciała ofiar były podobnie rozczłonkowane oraz poobdzierane z ubrań).2. Ogromna ilość – około 60 tysięcy – fragmentów zdetonowanego w powietrzu samolotu. (W czasie zamachu, w Lockerbee znaleziono około 12 tysięcy części zniszczonego zamachem bombowym samolotu, dokonanego ładunkiem w luku bagażowym przez Alkalidę). 3. Stwierdzono ślady materiałów wybuchowych, co wykazały precyzyjne detektory. (Pułkownik Parulski – figurant z wojskowej prokuratury, próbował w imieniu rządu Tuska udowodnić, że zamiast TNT, detektory mogły wskazywać zawierające wysoce energetyczne substancje których nie brak w kiełbasie i kobiecych kosmetykach. W takim razie na najlepiej strzeżonym lotnisku na świecie Benguriona w Tel Awiwie, powinien trwać bez przerwy bombowy alarm i nie mógłby wystartować żaden samolot. No bo przecież tam pracują identyczne detektory, jak te przywiezione przez polskich pirotechników badających wrakowisko w Smoleńsku. Wszak większość pasażerów wozi kanapki z kiełbasą, a kobiety szminki). 4. Absolutny brak jakiejkolwiek koleiny (w miękkim podłożu) wskazującej na uderzenie lub zarycie rozbijającego się samolotu.5. Brytyjski autorytet Frank Taylor (nagrodzony przez stowarzyszenie badaczy katastrof lotniczych), uznał śledztwo wyśmiewane przez red. Kublik z „wybiórczej”za bardzo rzetelne.
Usunięty dnia 09.01.2019 14:40
Ktoś mądry powiedział, że dobry utwór (z jakiejkolwiek dziedziny) to taki, który odsyła do tego, co poza nim. Ty, @Kazjuno, forsujesz drogę odwrotną i bronisz utworu przywołując okoliczności zewnętrzne. To nie działa. Tekst jest chybiony i nic tego nie zmieni. Źle ubrałeś w słowa być może ciekawą sytuację. Ot co.
Kazjuno dnia 09.01.2019 15:20
Ekszynie, brawo! Zdałeś egzamin na krytyka literatury! Ileż to ja czytałem takich błyskotliwych "recenzji", których jedynym celem było zadanie kopa w mózg, wbicie w ziemię i pozbawienie złudzeń, że jest jeszcze promyczek nadziei, że kiedyś jaśnie wydawca coś opublikuje nieprawomyślnemu autorowi. Takiemu lansującemu tezy niezgodne z linią partii.
Jednak muszę przyznać, trzymasz wysoki poziom, kiedyś miałbyś zagwarantowany etat na Mysiej.
Teraz radziłbym metodę kopiuj-wklej, potem wydruk zaadresuj do redakcji Wyborczej. Może zwrócą uwagę na Twój talent?!
Tam płacą niezłą kapuchę...
Pomyśl o poradzie płynącej ze szczerego serca.
Usunięty dnia 09.01.2019 16:16
Ściągasz mnie i ściągasz do poziomu politykierstwa made by Poland, więc ok, schodzę.

Otóż zgadzam się z teorią wybuchu. Był to w istocie poolish Big Bang. Pokład Tupolewa, z uwagi na zgromadzony w nim element, wypełnił się metanem i każda iskierka, choćby z energicznie rozsuwanego rozporka, mogła go wywołać. Następnie Wielki Wybuch powołał do istnienia nowy meta-wszechświat "Poolska" i nowe prawa meta-fizyki. Od tego zdarzenia rozszerza się w postępie logarytmicznym multiplikowany przez głowy, które dostąpiły łaski prawdziwego meta-poznania. Ekspansja nowej meta-rzeczywistości, zrodzonej z metanu, zabiera przestrzeń wypełnioną tlenem. Koniec.

Pozdrawiam, raczej nie wrócę.
Marek Adam Grabowski dnia 09.01.2019 16:17
Kazjuno poruszyłeś bardzo wiele kwestii. Chciałbym zatrzymać się na jednej z nich; mianowicie Gruzji. Niestety to ty powtarzać Polskie mity; i to takie w których TVN jest zgodny z Radiem Maryja. Otóż i dla Rosjan i dla Gruzinów ta wojna była zwycięstwem tych pierwszych. Tylko w Polsce uznaje się Gruzję za zwycięzce. W ogóle to polecam ci fachowy artykuł napisany prze nota bele eksperta uchodzącego za zwolennika dobrej zmiany. https://www.defence24.pl/teoretyczna-niepodleglosc-abchazja-i-osetia-pld-w-cieniu-moskwy-analiza
Kemilk dnia 09.01.2019 19:33
Jak widzę powyżej, zwykłe opowiadanie o niezwykłym wydarzeniu powoduje ferment nie wiadomo dlaczego. Przecież każdy z nas może przekazywać swoje koncepcje.
Dla mnie na przykład katastrofa smoleńska, to taka troszkę pomoc w przypadku. Mamy w złym stanie lotnisko niedaleko Katynia, symbolu mordu na Polakach. Nie działają na przykład jak należy światła. Tam teoretycznie najłatwiej jest wylądować. Rosjanie zawsze zgadzają się na lądowanie. W feralnym dniu załoga samolotu słyszy komunikat na kursie na ścieżce. Nie była na kursie, nie była na ścieżce, a że były złe warunki pogodowe to i była katastrofa. Takie długofalowe działania mogły mieć na celu wykorzystanie przypadku w sprzyjających okolicznościach. A zaraz po katastrofie dezinformacja: samolot kołował trzykrotnie (nieprawda), wina pilotów (a kto to wie), pijany generał Błasik był w kabinie pilotów (z tego co wiem, to udowodniono, że nieprawda), nawet godzina katastrofy pierwotnie była podana błędnie. Działania po katastrofie: wybijanie szyb, mycie samolotu. Dziwne działania w tym przypadku. No i koniec końców tajemnicze śmierci (można poszukać informacji w internecie.
Biorąc pod uwagę powyższe, chyba można mieć nieco inne zdanie, niż to oficjalne.
Kazjuno dnia 10.01.2019 11:01
Kemilku! Marku Adamie Grabowski! Ekszynie Dupacycki!
Yes, yes! Mr Action Asstits, but you should to queue up. (Lubisz Dupacycki wtręty po angielsku więc stosuję się do Twoich preferencji).

Więc zacznę od Kemilka
Ty najbardziej mi pomogłeś, bo twój komentarz najwyraziściej odnosi się do podjętego tematu. Przede wszystkim zawartego w części komentarzy.
Bardzo Ci za to dziękuję.
Twoja wypowiedź przy okazji znacząco podważa merytoryczne walory krytyk mojego tekstu.

Bo skoro krytykom trudno jest walczyć z faktami, pozostało obsmarować literacką jakość miniaturki.
Psioczono: a to, że niestosowna, marnie napisana, nic nie wnosząca, bzdety nie poparte rzetelnym warsztatem literackim. Ot, nic nie wart kawałek pisaniny.

Gratuluję Kemilku , podniosłeś dodatkowe, bardzo istotne argumenty, dowodzące przekłamań i mataczeń w oficjalnym śledztwie.
A było ich bardzo wiele.
Pozwolę sobie na przytoczenie jeszcze paru, których nie wymieniliśmy, a dla logicznie myślącej osoby powinny kompromitować Komisję pod wodzą Donalda Tuska. Opinii publicznej podawała kłamstwa oraz ewidentnie zatajała istotne fakty.

1. Generał Petelicki, który zginął w tajemniczych okolicznościach, strzelając rzekomo do siebie w podziemnym garażu 2 razy(?). Kilka dni przed "samobójstwem" wygłosił w telewizji sensacyjną prawdę. Otóż już kilka minut po "katastrofie" wszyscy członkowie Platformy otrzymali esemesy z następującym komunikatem. "Na zapytania kogokolwiek o przyczynę katastrofy należy odpowiadać, że wydarzyła się z powodu lądowania w złych warunkach pogodowych. Pozostaje do wyjaśnienia, kto pilotów do tego nakłonił" (W domyśle to oczywiste: nikt inny jak prezydent Lech Kaczyński).

2. Tajemnicza śmierć doktora Wróbla wykładowcy z Politechniki Śląskiej specjalizującego się w lotniczej awiacji. Był wiceministrem transportu i stanowczo krytykował brednie serwowane opinii publicznej przez prowadzących oficjalne śledztwo. Jego rozczłonkowane ciało wyłowiono z zalewu rybnickiego, podając jako przyczynę, że zamordował i poćwiartował go syn. (Ukłon w stronę niezlustrowanego aparatu sprawiedliwości - wszak dla obserwatorów śledztwo było celowo błędnie ukierunkowane).

3. Zagadkowa śmierć szefa grupy archeologów, która badała w lecie 2010 roku wrakowisko. Przebadano połowę terenu, na którym leżały fragmenty i odłamki samolotu i doliczono się
30 000 części, po czym władze rządu Tuska zażądały zaprzestania badań.

4. W badaniach zwłok ofiar tragedii zadeklarował pomoc słynny amerykański patomorfolog Biden. Badał on między innymi ofiary zamachu w World Trade Center. Badająca "katastrofę" komisja rządowa odrzuciła jego propozycję, pusząc się z oburzenia. "Przecież mamy polskich patomorfologów, po co nam amerykański".
Tymczasem wnuk i syn Anny Walentynowicz - nieufni wobec oficjalnie prowadzonego śledztwa - postanowili wziąć udział w sekcji zwłok matki i zarazem babci. Sekcja odbyła się w prosektorium Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Prowadzący badanie patomorfolog kilkakrotnie wyrzucał do kosza wyjęte z ciała Walentynowicz drobne kawałki metalu.
Syn i wnuk ofiary zapytali "Dlaczego pan to robi? Przecież te odłamki mogą dowodzić wybuchu w samolocie". Podejrzanej proweniencji patolog usiłował wmówić świadkom, że odłamki niczego nie dowodzą.

Nie wspomnę tu o różnej długości kopiach taśm z czarnych skrzynek i o wielu innych dowodach pośrednich, dowodzących niechlujstwa i fałszerstw w prowadzeniu oficjalnego śledztwa, a zapewniam Was było ich jeszcze wiele.
Sumując powyższą wyliczankę, jeszcze raz dziękuję Ci Kemilku za wsparcie i rzetelne argumenty, którymi pokrzepiłeś mnie na duchu.

Marku Adamie Grabowski
Zgadza się. Masz rację. Rzeczywiście sukces wynikający z misji Lecha Kaczyńskiego był zwycięstwem doraźnym. Rosyjskie służby dopilnowały by rozszerzyć wpływy w Gruzji.
Dzięki za wpis, aczkolwiek nie za wiele mający wspólnego z tematem miniatury


Ekszynie Dupacycki
Rozumiem, że pisane przez Ciebie brednie mają co niektórych doprowadzić do wybuchu wesołości.
I muszę Cię nawet skomplementować. Twoje poczucie humoru - jak sądzę - wywołałoby WYBUCH rechotu wśród podnieconych wódą ludzi pokroju TW Farmazon, czy esbek Mazguła.

Przyszedł mi nawet pomysł, jak mógłbym Cię wesprzeć, choćby dobrą radą... Myślę, że jeszcze ma się nieźle sprzedaż tygodnika NIE, wszak sprzedaż Wyborczej, bez rządowych dotacji nieco blednie.
Więc zastosuj wspomnianą metodę "kopiuj wklej", powielając własne komentarze i wtargnij z nimi do samego właściciela i wydawcy Urbana. Ochronę potraktuj z buta, a gdyby pierwszy po Bogu chciał się zabarykadować to w drzwi jego gabinetu z kopa. (Oni szanują takie metody). Jestem pewien, że jeśli uda Ci się nakłonić twórcę NIE do przeczytania twoich wypocin, ON wpadnie w zachwyt. Od razu wygospodaruje Ci choćby na poczytnej ostatniej stronie rubrykę. Felietony EKSZYNA DUPACYCKIEGO. Najczęstszymi czytelnikami NIE są ex ubowcy. Dostarczysz im nie mało radochy! Będą nosili Cię na rękach!

Pozdrawiam
Marek Adam Grabowski dnia 10.01.2019 11:49
Generalnie dyskusja odeszła od tematu. Rozumiem, iż opowiadanie miało dotyczyć braku możliwości rozmowy miedzy dwiema stronami.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
przyszycguzik
18/01/2019 23:13
Taki ciekawy, balladowy układ rytmiczny (9-9+). Bardzo… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:44
Bardzo podoba mi się ta stylizacja oddająca wczucie się w… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:34
To tłumaczenie Szekspira? Tylko wtedy taka archaiczna… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:27
Dziwny ten wiersz. Da się przeczytać, ale jest tak… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:18
Ech, a administracja już mi wycina komentarze. Twoje… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:15
W „przenikaniu” jest ukryty ruch dośrodkowy niesiony przez… »
przyszycguzik
18/01/2019 22:03
Dziękuję. Ja tu widzę jeszcze trochę trudności technicznych… »
wiojaw
18/01/2019 19:49
Tak coś jest, jakiś obraz. Ale i mnie te ptaki zgrzytają. A… »
StalowyKruk
18/01/2019 19:30
Podoba mi się twój styl i tak dalej, więc nie chciałbym… »
mike17
18/01/2019 19:21
Ciekawie opisany wieczór w życiu człowieka. Mało słów, a… »
Kazjuno
18/01/2019 18:23
Bardzo ciekawy opis. Podany sprawnie i zajmująco, więc… »
Blanche
18/01/2019 18:15
Nie twierdzę, że nie masz racji i na pewno popracuję. Na… »
Milena1
18/01/2019 18:12
Jest tu pewna myśl, z którą się zgadzam, ale... Cóż, dolna… »
22227
18/01/2019 18:07
Ależ ja Ci jestem wdzięczny za Twój komentarz, wszystko jest… »
wiojaw
18/01/2019 17:51
Oczywiście 22227, że to Twój tekst i rozumiem, że chciałeś… »
ShoutBox
  • viktoria12
  • 18/01/2019 09:04
  • Owszem, podał Pan link do Facebuka, ale tam się trzeba logować, a mnie teraz na to nie czas
  • viktoria12
  • 18/01/2019 09:02
  • @ClakierCat. Ciekawa dyskusja pod Sonetami. Jakie nazwisko Autora tomiku?
  • Esy Floresy
  • 17/01/2019 22:39
  • To wspaniała wiadomość! :)
  • Zola111
  • 17/01/2019 22:13
  • Esy, marcyjkujemy. Poprawiamy, dopieszczamy :)
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:26
  • oby ten konsensus wychodził zawsze, wszędzie i wszystkim.
  • mike17
  • 15/01/2019 23:24
  • Miło mi się z Tobą rozmawiało, Ananke, ale łóżko mnie wzywa - na dziś chyba starczy. Życzę Ci kolorowych snów i jak zwykle cieszę się, że udało się nam dojść do konsensusu :) Dobranoc.
  • Ananke
  • 15/01/2019 23:22
  • znam i lubię :)
  • Niczyja
  • 15/01/2019 23:19
  • Nic lepiej nie pasuje do tej śnieżnej ciszy... [link]
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Mljw3
Wspierają nas