#1 Dar Eonów - SkyBlake
A A A
Od autora: Jest to opowiadanie, które któregoś dnia zamierzam kontynuować, myślę nawet że wyjdzie z tego trylogia. Notatek przybywa i przybywa. Aczkolwiek myślę, że na początek coś krótszego, będzie akurat. :)

 

 

DAR EONÓW

 

Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej. Ze spokojem rozejrzała się po swojej malutkiej celi. Metr na półtora. Miejsce, gdzie się znalazła, było jednym z tych, w którym ludzie wpadali w obłęd. Jako że Eoni nie tolerowali mordowania i kary śmierci, wysyłali przestępców oraz niepożądanych obywateli w to miejsce zwane Moka. I zawsze byli to ludzie. Śmiertelnicy, którzy dostawali napadu szału i zabijali innych, popadali w amok, przez przytłaczające życie, a czasem dlatego, że to było lepsze niż alternatywa.

Więzienie, w którym aktualnie się znajdowała, było umieszczone na uboczu miasta, w podziemiach. Przypominało katakumby. Mury otaczające to miejsce były starsze niż sama kula ziemska. Można by przypuszczać, że powstało na długo przed ludźmi. Przez kogo? Tego nawet najstarsi Eonowie nie wiedzieli, a żyli od czasów pierwszych ludzi myślących.

Tak jej odpłacali za bohaterski czyn, którym oszczędziła papierkowej roboty i wyborów na nowego króla, między synami obecnego. Zero wdzięczności, a teraz jeszcze czekał ją proces! O ile od razu nie skarzą jej na dożywotni pobyt w tym owianym grozą miejscu.

Prychnęła pod nosem.

Masywne wrota do piekła się rozstąpiły. Do lochów ktoś wszedł. Po chodzie rozpoznała, że to bez wątpienia człowiek. Średnio u przedstawiciela istoty ludzkiej, odstęp między krokami to dwie sekundy, natomiast u Eonów, pięć sekund.

Stanął tuż przed tytanowymi kratami otwierającymi się na magiczne zaklęcie wypowiedziane tylko głosem strażnika, który siedział piętro wyżej i grał sam ze sobą w tantale, czyli takie ludzkie scrabble. Raz go przyłapała, chociaż wielokrotnie przynosiła temu łasuchowi pączki z niedalekiej piekarni prowadzonej przez ludzi. Każdy Eon miał na ich punkcie bzika, a Teran szczególnie, choć wcale nie wyglądał. Wysoki, ciemnowłosy, dobrze zbudowany strażnik o pomarańczowym kolorze skóry.

Przed nią stał najzwyklejszy przedstawiciel płci brzydkiej gatunku homo sapiens. Barczysty, nawet dobrze zbudowany, w miarę przystojny, o przeciętnej inteligencji. I pomyśleć, że za młodu za nim szalała…

Spojrzał na nią wyniośle.

Nora uniosła brew na ten jawny brak szacunku. W końcu była najwyżej postawionym człowiekiem w hierarchii Eonów. Generał dowodzący wojskami, a także straż Jego Królewskiej Mości. Jak śmiał tak na nią patrzeć?

- Przegięłaś… - przemówił lodowatym tonem. Po jej kręgosłupie przemknął dreszcz. Nie z tym mężczyzną żyła ostatnie cztery lata. - Teraz spędzisz tu resztę żywota i zaprzepaścisz swoją wspaniałą karierę… - skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Wyglądał jak rozczarowany rodzic...

Przez moment miała ochotę się roześmiać. Nigdy nie rozmawiali o jej karierze. W gruncie rzeczy to spędzała całe dnie szkoląc żołnierzy, bo na myśl o powrocie do faceta, który widzi w niej mężczyznę o wysokim stanowisku, odczuwała irytację. Nie była pewna, dlaczego wciąż przy nim trwała. Wygoda? Bo niczego od niej nie chciał? Nie miało to teraz znaczenia. Rodzaj ludzki był właściwie na wyginięciu, bo znaczna większość wybierała życie na marginesie, poza Siedmioma Królestwami w dzikich lasach Idyllu.

- Ocaliłam życie królowi… - burknęła, wiedząc, że wcale nie musi się tłumaczyć, a jednak chciała, żeby ją zrozumiał. Instynktownie jednak czuła, że tak nie będzie. Wystarczająco dosadnie wyczytała to z jego postawy. Była ciekawa, co go tak zmieniło. Niegdyś, kiedy jeszcze byli nastolatkami, tryskał energią, był ambitnym i inteligentnym osobnikiem z poczuciem humoru. Teraz jego twarz wydawała się wyciosana w kamieniu.

- Dobrze wiesz, że to nie do końca prawda. Zrobiłaś to, żeby wzbić się wyżej w oczach króla i któregoś z jego synów. Zyskałabyś nietykalność.

Otworzyła szerzej oczy. A więc wreszcie wyszło szydło z worka. Chciał wykorzystać ją, żeby samemu wzbić się wyżej. Zacisnęła dłonie w pięści, ale przyrzekła sobie, że nie zniży się do jego poziomu. Była ponadto.

- Larema e woru neham. - wyrecytowała ostrym tonem.

Rysy Aarona stężały.

- Bestia nigdy nie śpi. - przetłumaczył.

- Chociaż tyle wiesz… - zakpiła.

- Co ty za bzdury gadasz? - zignorował jej kpiny z jego niewielkiej inteligencji; uśmiechnął się półgębkiem. - Myślisz, że tym zabobonem coś ugrasz?

Odniosła wrażenie, że to jego sprawka. Okrutny zamach na Jego Królewską Mość, pożoga wywołana przez smoka o złotych łuskach i złoto-czerwonych ślepiach. Wciąż miała przed oczyma to inteligentne oko stworzenia z legend. I z jakiegoś powodu wiedziała, że on ją rozumiał, kiedy w szale wrzasnęła do niego, żeby dał sobie spokój, bo i tak prawdopodobnie nie przeżyją. Nie spodziewała się, że posłucha. Co więcej… Że zbliży się do niej i uważnie przyjrzy, jakby była interesującym, nowym odkryciem.

Ledwo uszli z życiem, zatruci siarką, a on zachowywał się, jakby postradała rozum. Gdyby nie lokalny medyk, ją i króla spotkałby przykry koniec. A gdyby nie daj Hadesie przeżyła, byłaby pierwszą w historii zamordowaną przez Elfo podobne stworzenia. I tak surowo za to zapłaciła… Zamknęli ją jak pierwszego lepszego człowieka, a przecież szkoliła Eońską żandarmerię odkąd wstąpiła do wojska.

Zmarszczyła brwi. Nie, to nie mogło być to. Intuicja w niej wrzeszczała, że ten palant właśnie się zdradził. Usiadła w pozycji kwiatu lotosu, ignorując go. Po chwili usłyszała, jak wychodzi. Musiała pozbierać myśli. Przygotowała się na nahare – była to eońska sztuka uspokajania duszy i ciała. Polegała na całkowitym wyciszeniu swojego umysłu, by móc wymówić odpowiednie słowa. Wzięła głęboki wdech, po czym powoli zaczęła inkantację niskim głosem...

- Erhenarea la mera e horraanes ler...

- Ten pajac zdradził swój gatunek! - przerwał jej głos dochodzący z celi obok. Wyrwana z początkowej fazy nahary, po ludzku nazywanej ren, otworzyła oczy, pewna, że się przesłyszała. Podobno tutaj ludzie gadali ze ścianami, żeby nie oszaleć, ale rozmawianie z murami lochów nie było do końca normalne. Rzekomo także można było słyszeć tu głosy duchów, ludzi minionych epok.

Uznała, że poczeka, aż ten ktoś sam się odezwie, inaczej ona również wyjdzie na wariatkę. A musiała rozwikłać zagadkę byłego, który nim właśnie został. Mógł on być zamieszany w spisek, o którym się nie mówi głośno. Sekundy się dłużyły, a znikąd odpowiedzi, na jej mentalne pytania. Kiedy ponownie zamknęła oczy, usłyszała smocze chrapanie. Zewsząd posypały się wrzaski upraszające, żeby ten ktoś się opanował. Nora wytężyła słuch i usłyszała jak więzień za ścianą po lewej, zrywa się gwałtownie, wybudzony wrzaskiem.

- Cisza, czuby! - był to głos kobiety, trochę starszej. - Nie moja wina, wy pajace! - Niemal wyobraziła sobie, jak grozi im dłonią. Uśmiechnęła się do siebie. - A ty tam, po drugiej stronie. - rozległ się głuchy kopniak w ścianę.

Uniosła brwi.

- Ja?

- Tak ty, paniusiu! Mówiłam ci, żeś wybrała sobie beznadziejnego chłopa.

Zmarszczyła brwi.

- Nie pamiętam by…

- Jestem pewna, że tak. Chociaż nie wiem, może pomyślałam i zapomniałam. Człowiek głupieje, jak jest w tym Czubkowie od zarania dziejów, ale przynajmniej nie marznie się na dworze, co? A ploteczki to tutaj roznoszą się lotem smoka!

No dobrze, pomyślała niepewna co odpowiedzieć. Porad życiowych udzielała jej wariatka.

- Zatem co pani słyszała? - uznała, że dobrze będzie ustalić co już wiadomo, a co może zachować w tajemnicy, żeby nie zniszczyć sobie reputacji.

- Kochanieńka! Niezły z ciebie szkutnik! Króla się ratuje przed złotym smokiem, omal przy tym nie ginąc. Cholera, gdyby… zjadłabym kurczaka w panierce. Mój świecie… całe wieki nie jadłam.

Zdziwiona zmianą tematu aż wstała.

- Co pani mówiła o tym smoku?

- Jakim smoku? A tym… A słyszałaś o tym, że te smoki, których łuski błyszczą się złotem w słońcu, wybierają sobie pośród ludu swojego jeźdźca? Czy to spotkanie nie było dla ciebie, choć odrobinę dziwne, co? Słuchał, co do niego mówisz? A wiesz, że za gadanie ze zwierzęciem, szczególnie takim mitycznym możesz trafić tutaj, bo uznają cię za chorą umysłowo?

- Smoki wybierają jeźdźców... – powtórzyła, musząc to ogarnąć umysłem oraz by sprowadzić nieznajomą na właściwy temat.

- To moja filozofia, ale babka mojej babki opowiadała, że na początku Eoni sami je dosiadali, ale ich wyniosłość nie podobała się smokom, więc wszczęły bunt, przez który rozpętała się wojna. Ledwie przeżyły i wybyły na Smocze Wyspy i słuch po nich zaginął. Raz na dwa lata jakaś krowa znikała, ale rożnie to… Hamburger mi się marzy. Cholera, gdzie te czasy, w których kupowało się...

- Gdzie to? - wtrąciła ciekawa.

- A tak, tak… Gdzieś za oceanem z indyka. Nie, indyka bym zjadła. Tamten nazywał się inaczej. W każdym razie gdzieś gdzie słońce zachodząc na do widzenia, pozostawia zielony błysk. - odparła filozoficznym tonem, niczym profesor.

Nie miała cierpliwości do tej kobiety. Była bardzo ciekawa, ile tu spędziła, bo biorąc pod uwagę jej mówienie, może całe życie?

- A co oznacza motto Eonów? - zapytała z czystej ciekawości, co na ten temat jej powie ta kobieta. Była też ciekawa, ile staruszka ma lat, skoro „całe wieki nie jadła kurczaka w panierce”.

- To hasło w dupę trzasło, co to brzmi, jakby ktoś się czegoś nawdychał? Mawiają, że poprawne tłumaczenie brzmi, jak to ten twój tępy facet powiedział. Ja jednak myślę, że to kit. Ot, lipna maksyma dla papug. To jak lot na miotle. Prawie jak smok, a jednak to nie smok, bo nie zionie ogniem, nie? No, a teraz dokończ te swoje szachy-marachy dla uspokojenia i tak dalej, bo czeka cię misja.

- Jaka misja? - burknęła, ale nie było odzewu. Nawet nikt nie chrapał. Wytężyła słuch, podeszła do muru i przyłożyła ucho, ale wydawało się, że nikogo tam nie było.

Usiadła po turecku, wpatrując się w pręty. Nie będzie w stanie powrócić do odprawienia nahary. Za dużo informacji, które ją zaskoczyły. Co więcej, wcale nie muszą być prawdziwe, w końcu rozmawiała z wariatką. Więc dlaczego zaczęła wszystko pokładać w wątpliwość? Musiało być coś na rzeczy. Miała taki chaos w głowie od tego gadania, że nie wiedziała, na czym skupić się najpierw. Na smoku, który się do niej uśmiechał? Na w ogóle żyjącym gadzie? Na tym, że faktycznie jego łuski były złote? Czy może na tym, że przed chwilą wykryła prawdopodobny spisek? Potrzebowała odrobiny spokoju. Inaczej sama zacznie paplać od czapy.

Wyprostowała się, wzięła głęboki wdech. Już miała zacząć wreszcie mówić słowa, które pozwolą jej na wyciszenie się i spojrzenie na wszystko z perspektywy, ale w jej twarz buchnęło szafirowe światło. Zdziwiona tym, otworzyła oczy, po czym szczęka jej opadła. Loch był oświetlony nieznanym jej światłem pochodzącym od wyrytych w murach słów. Nie do końca był to język Eonów. Zaintrygowana podeszła do ściany po swojej prawej i przyjrzała się pochyłemu pismu.

- Nerahe atorum perathe e mo torieane. - zamilkła na chwilę, szukając tłumaczenia dla tego przykładowego zdania, ale w głowie miała pustkę. Brzmiał jak znany jej język, ale z drugiej strony pewne litery, które w zwykłym alfabecie eońskim nie występują, tu się pojawiały, przez co miała problem ze zrozumieniem. Gdyby usunąć „m”, a także „t” zdanie przetłumaczyłaby jako „ścieżką krętą przez lasy Idyllu”.

Postanowiła czytać dalej, bo miała wrażenie, że przez wieczność ten tekst nie będzie świecić. Przesuwała oczyma od prawej do lewej strony, chociaż język eoński zapisywało się odwrotnie. W miarę jak czytała, starając się jednocześnie tłumaczyć i wyrzucać niepotrzebne litery, słowa gasły. Gdy skończyła pierwszą ścianę, druga rozbłysła na ten sam kolor, potem trzecia, a wreszcie kraty jej lochu ukazały symbole, które widniały na mieczach. Nie wiadomo, cóż oznaczały, ale ładne wyglądały, więc od zarania dziejów takie wykuwano.

Kiedy wszystko zgasło, usiadła z powrotem. Miała mnóstwo do przemyślenia. To, co przeczytała, pokładało w wątpliwość to, czego uczono ją przez całe życie i niejako potwierdzało słowa wariatki. Teraz, wbijając spojrzenie w ścianę, musiała zdecydować co zrobić. Uciec, czy zostać i rozwikłać tajemnicę, których nie powinna odkrywać?


***

Zabrzęczały łańcuchy, kiedy lekko nimi potrząsnęła. Zerknęła przez ramie, ale nie zobaczyła zakutych nadgarstków. Musiałaby w tym celu dość mocno wygiąć szyję. Tuż za nią, krok w krok szło dwoje uzbrojonych Eonów. I oboje byli jej podwładnymi. Jednym z nich był jej zastępca i wierny przyjaciel, Thrlier. Był młodym, ale niezwykle ambitnym stworzeniem. Chociaż musztra rycerska w ogóle go nie interesowała, lubił to, co robił. Tahanea – jak nazywali ją Eoni, wiedziała, że skrycie chciał zostać osobistym skrybą Króla. To on zakładał kajdany, które swoją drogą były trochę za luźne, kiedy bladym świtem przybyli do jej celi.

Drugim mężczyzną była przeciwność Thrliera, Bralier – znienawidzony wróg, prowadzący swoje własne wojsko za jej plecami. I pewnie myślał, że o tym nie wiedziała... To uczucie, którym ją darzył, odkąd wybrali ją jego pobratymcy, było odwzajemnione, bo to ona była tą, która sprawowała ostateczną władzę nad wojskami. A bardzo chciał tego stanowiska.

Spojrzała na niego. Wzrok wbity był przed siebie z nieskrywaną pogardą, którą na sto procent kierował do niej. Był od niej wyższy o całe półtora metra. Ona była zwykłym człowiekiem, a on prawdziwym Eonem z krwi i kości. Szpiczaste uszy nasuwały myśl o elfach, ale ich gatunek tak się nie nazywał. Do elfich uszu w pakiecie mieli atrakcyjność na skalę jakiegoś bóstwa i zero niedoskonałości. Pewnie dlatego gardzili rasą ludzką czy raczej tym, co z niej pozostało.

Bralier, jako rycerz, miał skórę koloru ziemi. Natomiast Thrlier był koloru przypominającego jej własny – kawy z mlekiem. W jego gatunku znaczyło to tyle, że ma wiele wspólnego z kimś na kształt bibliotekarza.

Ogromna sala pałacu Króla wypełniona była po brzegi wysokimi stworzeniami o najróżniejszych kolorach skóry, w zależności od tego, czym się zajmowali. Przeciętny, dorosły przedstawiciel rasy Eonów miał minimum dwa metry wzrostu. Człowiek przy nich wyglądał, jak niedojrzały nastolatek tychże stworzeń.

Dziesięć minut temu została przywieziona tutaj powozem z końmi o niebieskiej sierści i srebrnej grzywie. Nie miała zielonego pojęcia, skąd ta zmiana, ale biorąc pod uwagę smoka, to chyba nic jej nie zdziwi. Największa budowla pokryta największą ilością złota i innych kamieni szlachetnych, jaką widziało królestwo, był pałacem Króla. Kierowali się ku sali tronowej. Było to przeogromnych rozmiarów pomieszczenie mogące pomieścić wszystkich mieszkańców, a jeszcze byłoby dwa razy tyle miejsca wolnego. Dokładnie tam, na samym końcu czerwonego dywanu, stał misternie zdobiony tron. Jego Królewska Mość o niebieskiej krwi, a także chabrowym odcieniu skóry stał z założonymi rękoma z tyłu, uśmiechający się swobodnie. Tylko ci, którzy wywodzili się z tego rodu, mogli rządzić, bowiem ten konkretny ród został wybrany przez boginię Kalipso. Kierowało nimi jedynie dobro i sprawiedliwość dla swoich poddanych – były to najbardziej pożądane cechy u monarchy.

Dotarłszy pod piedestał z tronem, Tahanea zgięła się w uniżonym ukłonie. Chwilę tak trwała ze wzrokiem wbitym w szafirową posadzkę, po czym uniosła oczy na swojego króla. Jej niebieskie tęczówki wwiercały się w arystokratę. Ocaliła mu życie, więc mniemała, że to ją ułaskawia. Złamała surowe prawo, ale usprawiedliwiało ją to, że była przecież strażą tego niebieskiego bałwana.

Ludzie, ci, którzy jeszcze pozostali, a którym dane było przedłużać gatunek ludzki traktowani byli głównie jako niewolnicy. Nie mówiło się o tym głośno, bo żaden człowiek nie mógł narzekać na swoje, skąd idąc, zacne życie. Nikomu niczego nie brakowało, a jednak w oczach Eonów, którzy byli nieśmiertelni, zwykli śmiertelnicy byli nikim.

- Uklęknij, Tahaneo... – przemówił władca jednego z siedmiu, królestwa Lessel. Ubrany był w zdobione złotem i rubinami szaty, które dobrze leżały nie ciele. Jak każdy Eon był gibki, lekki, a przy tym niezwykle silny, wszystko robił z niewymuszoną gracją. Delikatne, a zarazem ostre rysy, na twarzy króla nadawały mu szlachetnego, ale i przystojnego wyglądu.

Dziewczyna posłusznie spełniła polecenie.

- Z szacunku dla ludzi, rasy śmiertelników, od których się wywodzisz, nie zostaniesz skazana na Mokę. - Przez tłum przeszedł cichy pomruk aprobaty, a jej kamień spadł z serca. Kątem oka zauważyła, że Bralier nie jest tym szczególnie zadowolony.

Nora — imię, które wolała, a które sama sobie nadała — odetchnęła z ulgą, pozostała jednak czujna. Dwadzieścia cztery lata wśród nich nauczyło ją wiecznej gotowości na najmniej spodziewany scenariusz.

- Wykazałaś się zaskakującymi zdolnościami i odwagą... – mówił dalej. - Królestwo ceni sobie twoją odwagę, a także ze względu na twoje stanowisko i wysoką rangę wojskową, w podzięce otrzymasz dar widzenia.

Jej oddech przyspieszył, po czym nagle zwolnił niebezpiecznie. W świetle nowych informacji otrzymanych w magiczny sposób, to ją zaniepokoiło.

- Na mocy prawa danego mi… - zawiesił głos, po czym rozbawionym wzrokiem, rozglądając się po poddanych, kontynuował: - ...przeze mnie. - tłum posłusznie zachichotał. - Nadaje ci prawo stania się jednym z nas w najbliższy czas zrównania dnia z nocą.

Wypuściła powietrze z płuc. Szary śmiertelnik zostanie Eonem. Takie wydarzenie zdarzało się raz na tysiąc lat. Nie odczuwała jednak radości, tylko niepokój. Chcieli ją w ten sposób uwiązać. Jako śmiertelniczka piastująca wysokie stanowisko w hierarchii, w której zwykle nie ma miejsca dla kobiet, tym bardziej musiała być czujna, gdyż Eoni słynęli z dobroci, ale także niesłychanej podstępności. Te skrajności miały swoją przykrą historię, którą powtarzano z ust do ust, ale przez tysiąclecia słowa się nie zmieniły.

Skłoniła się nisko. Musiała się z tego wykaraskać. Za dwa dni na wieczność skują ją łańcuchami odpowiedzialności Eona. Jeśli to wszystko, co mówił tajemniczy język oraz staruszka to prawda, musiała znaleźć wyjście z tej sytuacji.

Drzwi do sali królewskiej otworzyły się z hukiem. Gwar przestrachu rozniósł się po sali wypełnionej i ludźmi, i Eonami. W ogromnych wrotach ukazał się najmniej spodziewany gość. Niebywałych rozmiarów smok wślizgnął się do środka niczym wąż, przytłaczając swoim ogromem. Wypełniał połowę sali swoją obecnością. Był nieprawdopodobnie piękny. Jego majestatyczne skrzydła i łuski, połyskiwały momentami rubinami.

Wszyscy cofali się, trzęsąc się ze strachu. Gwardia będąca w pałacu stała wrośnięta z przerażenia. Od miliarda lat nie widziano na oczy takiej postaci fikcyjnej. A oto jeden stał wewnątrz pałacu i patrzył na zebranych jak na obiad. Rubinowozłote oczy smoka przeczesywały tłum z zaskakującą dokładnością. Po chwili spoczęły na niej. Pysk kolosalnego zwierzęcia wydawał się uśmiechać. Jego długa szyja wygięła się, a ogromnych rozmiarów pysk zbliżył do niej ponad głowami chowających się po kątach ludziach i Eonach. Obrócił łeb, by jego oko, mogło się jej przyjrzeć. Po kręgosłupie przemknął jej przyjemny prąd. Zamrugała, wrośnięta z lęku, że jeśli choćby drgnie, pożre ją w całości.

W jednej chwili w sali buchnął złoty pył, który powoli sunął ku ziemi. W momencie, gdy dotknął głów obecnych, ci gruchnęli na podłogę. Następnie jej oczom ukazała się prawdziwa natura tychże stworzeń. Były ciemnoskóre, w odcieniu bardzo ciemnej szarości i czarne oczy. Bez białek niczym demony. Były bardzo wychudzone, o długich, szpiczastych uszach. Aż się cofnęła. Gdzie się podziały kolorowe stworzenia, z którymi żyła? Te wzbudzały w niej obrzydzenie. Tu i tam dostrzegała nieruchome ciało człowieka...

Wokół niej nie było pyłu. Otaczała ją niezwykła magiczna bariera, którą dopiero po chwili zauważyła.

Gdzieś w tym pyle, przez który trudno było cokolwiek zobaczyć, usłyszała coś przypominającego mlaśnięcie.

Czując serce w gardle, nie potrafiła wydobyć z siebie słowa. Stała jak sparaliżowana, a jednak nie czuła strachu, acz ciekawość. Tyle pytań, a nie było komu je zadać. Może to on jej odpowie? Jakoś…

Pył zniknął. Przed nią stał młody mężczyzna o złotych włosach i złotoczerwonych oczach. Cofnęła się o krok. Przyglądała mu się przez chwilę, zerknęła za niego, ale po smoku ani śladu. Potem jej wzrok znowu spoczął na nim. Jego pył, czy czymkolwiek to było, ściągnął jakiś czar z tych stworzeń.

- Ehera temer uhertan nimera et setram. Taherta lerum Eonna de wire. - przemówił wesoło.

Wpatrywała się w gościa jak w wariata. Przemknęło jej nawet przez myśl, że zwiał z Czubkowa...

- Mów po ludzku! - burknęła.

- Nie… - przeczesał ręką włosy, zmieszany. - Dlaczego nie znasz eońskiego?

- Znam, ale ten twój, ma litery…

- Tak wiem, ale zrozumiałaś mnie czy nie?

Zastanowiła się przez chwilę.

- Zostałaś zabita, moja droga. Poprowadzisz miotły na wojnę z Eonami? - przetłumaczyła, ale w momencie, kiedy mówiła to na głos, wiedziała, że coś pomieszała.

Facet się roześmiał. Zgiął się w pół i chichrał w najlepsze. Nie pojmowała niedorzeczności sytuacji. Chciał ją zabić? Czego u licha od niej chciał? Co to za gierki? Pytania mnożyły się w jej głowie. Była skuta, praktycznie nie była w stanie się bronić. Cokolwiek chciał, nie dostanie tego po dobroci, póki nie odpowie na kilka pytań. Kiedy łaskawie przestał się śmiać i wyprostował się, wpatrzyła się w hipnotyzujące oczy tego… człowieka. Zamrugała zdezorientowana, uciekła wzrokiem.

- Chodziło o wybraną, a nie zabitą i smoki, a nie miotły.

- Och… - wytrzeszczyła oczy, dostrzegając swój mały błąd... - Rzeczywiście lepiej brzmi… - zmrużyła oczy, mierząc go spojrzeniem, jednocześnie zastanawiając się, jak może mu uciec. Do czasu wymyślenia planu, musi go jakoś zagadać. - Jesteś…

- Eonem. Tym prawdziwym. Eoni to w istocie pół smoki, pół ludzie. Te leżące stworzenia, to Mroczne Elfy podające się za nas. Są jak karaluchy, ale ty powiedziesz nas do zwycięstwa...

Wahała się. Pomijała fakt, że był niezwykle przystojnym kimś... Pół smok, pół człowiek? Dezorientował ją ten fakt. Musiała się skupić.

Na jakiej podstawie miała mu wierzyć? Zatem jak to możliwe, że ci, z którymi żyła przez tyle czasu ukrywali tę prawdę? Mimo tych wątpliwości, jej własne oraz niedawno zdobyte informacje potwierdzały jego słowa. Czyli technicznie mówił prawdę. Poza tym wydawał się wiarygodny. Nie próbował jej zjeść, co już było ogromnym plusem. Nie próbował ją przekupić, czy uwieść, choć brak tego ostatniego trochę rozczarowywał.

- Nie jestem przekonana czy…

- Ten ogromny pożar wywołany dwa dni temu był sprawdzianem.

- Sprawdzaliście mnie? - zapytała wstrząśnięta.

- Oczywiście. - wydawał się zaskoczony jej zdziwieniem. - Musieliśmy mieć pewność, że to ty. W końcu Mrocznego Elfa żaden smok nie zrozumie. Jedynie ludzie mają coś w swoim DNA, co pozwala im rozmawiać z nami.

Milczała. Nic z tego nie rozumiała. On jej mówił, że całe życie żyła w kłamstwie. W jednym ogromnym blefie, ale to samo mówiły ściany. Wojna, po której smoki uciekły, wcale nie była ich kaprysem. Zostały oszukane i prawie wybite, a Mroczne Elfy, jak ich nazwał – zgarnęły wszystko, łącznie z językiem, który trochę uprościli, a także nazwy i całą resztę. Byli jak pasożyty.

- A Siedem Królestw? - zapytała, bo nigdy nie widziała żadnego przedstawiciela tamtejszych Państw-miast. Czy to możliwe, że…

- To nazwa wyspy smoków. - powiedział, uśmiechając się od ucha do ucha.

- Nie rozumiem. - burknęła naburmuszona.

- Bo jeszcze nie jest na to czas… - zaśmiał się wesoło. A teraz… - jego oczy błysnęły, wokół ponownie buchnął złoty pył, a przed nią w powietrzu wisiał olbrzymi smok. Jego ogromne złoto-czerwone oko mrugnęło porozumiewawczo, po czym skierowało się w stronę jego grzbietu.

- Nie ma mowy! – cofnęła się gwałtownie. - Nie wsiądę na ciebie, to chore.

Żyjesz w świecie ogromnych istot i rozmawiasz z Eonem. Jak więc lot na smoku może być chory?

Wytrzeszczyła oczy.

- TY MÓWISZ…

Cichy śmiech rozbrzmiał w jej umyśle.

To zawsze jest tak samo. Smok znajduje swojego jeźdźca, partnera na całe życie, a ten na początku zachowuje się jak czubek.

Poczuła się oburzona. To, że zamknęli ją w Mokce, nie oznacza, że była czubkiem. Oko mrugnęło.

W głowie się nie mieściło. Nie sądziła, że może spotkać ją coś dziwniejszego, niż aktualny stan rzeczy – powrót do średniowiecza, życie wśród istot, które nie wiadomo, kim były…

- No dobra. - mruknęła, zdając sobie sprawę, że wielkiego wyboru to raczej nie ma. A żeby ubrać to wszystko w sensowną historię, musiała polecieć tam, gdzie ją zaniesie. Może pomoże jej to wszystko odpowiednio ułożyć i zrozumieć. Przypuszczała także, że ten smok tak łatwo nie da jej spokoju, dopóki nie oswoi się w biegu ze wszystkimi detalami. Schowała oręże, zdając sobie sprawę, że cały czas miała je w ręce, choć nie przypominała sobie, żeby nie była krępowana kajdankami i bez swojej broni, ale jeden diabeł. Już jej nic nie zaskoczy.

Ponownie w jej umyśle rozbrzmiał przyjemny, gardłowy śmiech.

Jeszcze padniesz na zawał raz, czy dwa, maleńka.

Nogi wrosły jej w ziemię. Nie mogła się ruszyć, chociaż tak postanowiła.

No, na co czekasz?

- Daj mi chwile, okej!? - warknęła. - To niecodzienna sytuacja.

Rozejrzała się wokół po wciąż leżących na podłodze sali tronowej elfach, które nie były już dla niej Eonami. Zdała sobie sprawę, że szuka wzrokiem jednego faceta. To znaczy może i był płci brzydkiej, jednakże nie zaliczał się do tego samego gatunku co ona. Nie mogła go jednak znaleźć. Wszystkie te stworzenia były bardzo do siebie podobne. I nie miała zielonego pojęcia, jak rozróżnić choćby kto jest której płci.

Czas nam się kończy. Nie będą wiecznie spać…

- Domyślam się. - burknęła.

Wzięła głęboki wdech, odwróciła się w stronę wciąż czekającego smoka. Wyciągnął ogromną łapę w jej stronę i wciąż latając, położył ją na posadzce, niszcząc płytki. Spojrzała na te wielkie zwierze z przestrachem. Miała się na niego wspiąć i usiąść na szyi pełnej odstających łusek. Przecież przetną ją na pół.

Nie zrobisz sobie krzywdy – zapewnił, widząc, na co patrzyła podejrzliwymi oczyma. - Tylko wygląda to groźnie, ale na karku są miękkie, inaczej nie mógłbym ruszać szyją, jak mi się podoba.

To ją przekonało. Powoli, z zadziwiającą gracją weszła po jego przedniej łapie i z zamkniętymi oczami usiadła we wskazanym miejscu.

Obejmij szyję rękami. - polecił, tak też zrobiła. - A teraz podrap.

Roześmiała się, ale tego nie zrobiła. Za krótko się znali, żeby tak się s pouchwalać z Eonem.

Smok wystrzelił w powietrze. Zsunęła się trochę, przez co omal nie wrzasnęła. Zacieśniła uścisk. Oczyma wyobraźni widziała, jak jej ciało rozgniata się o sufit pałacu, ale po chwili czuła na twarzy mocny powiew wiatru. Schowała twarz w miękkich łuskach, właściwie chyba piórach. I tak nic nie widziała, chociaż była ciekawa, jak stamtąd wylecieli i jak wygląda wszystko z lotu ptaka.

Kiedy się przyzwyczaisz, będziesz mogła podziwiać krajobraz.

Pomyślała, że mógłby go opisać, ale chyba to nie działało w dwie strony, bo żadnej odpowiedzi nie było.

Wkrótce ciało zaczęło jej drętwieć z zimna. Przed oczami widziała mroczki, chociaż cały czas były zamknięte. Mięśnie zaczęły ją boleć. Bezwład ciała zaczynał ciągnąć ją ku ziemi.

Zaraz będziemy, wytrzymaj.

Nie była pewna czy spadła, ale czuła, że ręce się rozluźniają, a ciało zsuwa się ze smoka i leci ku ziemi niczym pocisk.


***

- Nora… - nieznajomy głos wyrwał ją z otchłani, gdzie niczego nie było. Dźwięk przypominał spokojny ton kobiety. Na twarzy poczuła lekkie krople wody, wokół panowała cisza. Niczego nie było słychać, nie licząc swojego wyrównanego oddechu. - Otwórz oczy. - padło polecenie.

Posłuchała kojącego głosu nieznajomej. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, ale czuła, że najwyższy czas się obudzić. Rozwarła powieki, ale natłok kolorów, które ją zaatakowały, przeważyły szalę. Jęknęła z bólu, zasłoniła oczy dłońmi. Ciemność na powrót ukoiła ból, ale wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała zmierzyć się z nim oko w oko i go przezwyciężyć. Jednak... to mogło jeszcze trochę poczekać.

- Nie marudź, wstawaj. - Ten głos już rozpoznawała. Zamachnęła się ręką, ale trafiła w naczynie z wodą, które jakimś cudem wylało się prosto na nią.

Syknęła przekleństwo pod nosem. Od razu otworzyła oczy, drgnęła, bo woda była gorąca. Na szczęście miała na sobie ubranie ze skóry, które nie przemakało. Spojrzała po sobie i zaniemówiła. Kolejne przekleństwa utknęły gdzieś w krtani. Woda, którą się oblała, spływała po jej nogach, jakby była zaklęta. Następnie po lianach wróciła do naczynia, skąd została gwałtownie zabrana.

Nie wierzyła własnym oczom. Wśród potworów, z którymi dotąd żyła zdarzały się talenty, ale były tak rzadkie i pospolite, że w sumie nie było na ten temat głośno. Tutaj było zupełnie inaczej. Powietrze było tak świeże, że czuła się jak nowo narodzona. Jakby jej płuca i ciało dostało nową dawkę energii.

Rozejrzała się wokół. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, ale mniemała, że ten-jak-mu-tam zabrał ja na wyspę Siedmiu Królestw. Była tu sama przyroda. Ogrom zieleni ją zadziwiał. Wszędzie mnóstwo kwiatów, których nigdy nie widziała. Zero ingerencji człowieka. Wydawało się, że to natura wyposażyła ich we wszystko, czego potrzebowali, gdy stawali się ludźmi.

Nora leżała na hamaku zrobionym z lian. Ułożone były na nich liście, chyba eukaliptusa, które były zadziwiająco miękkie i chyba nawet ją uspokajały. Liście były ogromne tak swoją drogą, co z kolei było zastanawiające. Duże pomieszczenie miało ściany z drzew. Rosły tak blisko siebie, że nie dało się odróżnić konarów. Wiadomo było jednak, że patrzy się na korę dębu.

- Jestem Ash. - powiedział pół smok, pół człowiek, który zabrał ją z królestwa Lessel.

Wstała, ignorując go, choć wreszcie poznała jego imię. Trochę się rozczarowała, bowiem spodziewała się, że będzie brzmieć jakoś mistycznie, nowo. A on nazywał się po prostu Ash.

Ruszyła dalej. Wszystko było podtrzymywane przez roślinność i wszystko było naturalnie tworzone. Musiała przyznać, że była pod wrażeniem. Czuła się jak na obozie w lasach Idyllu, gdzie natura żyła własnym życiem, nie pozwalając człowiekowi mieszać się w nie swoje sprawy.

- Pokaże ci całą wyspę z najlepszego miejsca. - mruknął jej do ucha, po czym pociągnął za rękę. Ze zdumieniem odnotowała, że jego mruczenie wzbudziło w niej dreszcze. Jasne, po co jej zwykły śmiertelnik skoro może się zainteresować choćby takim Eonem. Pół człowiek, pół smok!

Przemknęli szybko przez osadę. Tutejsi ludzie nie mieszkali w domach, lecz w ogromnych leżach. Przypuszczała, że znaczną większość czasu trwali w smoczej formie, zamiast męczyć się z ludzkimi ograniczeniami. Nie widziała ani jednego domu. Zastanowiła się, gdzie spali ich jeźdźcy, ale chwilę potem przypomniała sobie, że od tysięcy lat nie było już jeźdźców… Uznała jednak, że będzie czas na pytania.

Im dalej szli, tym mniej osób widziała. Las, w który wkroczyli, wcale nie był gęsty. Zdawał się specjalnie na potrzeby każdego smoka, żeby mógł tędy spokojnie się poruszać. Może nie koniecznie latać. Czuła tutaj orzeźwiające powietrze. Nie przesiąknięte ogniem czy innymi chemikaliami, które wytwarzali ludzie czy Mroczne Elfy.

- Dokąd idziemy? - wyrwało się jej.

Uśmiechnął się do niej przez ramię. Podobał się jej jego uśmiech. Sięgał oczu i był szczery. Uzmysłowiła sobie, że kiedy postanowiła poświęcić się karierze wojskowej całkowicie zapomniała o jednym drobnym szczególe. W końcu była kobietą. A przecież potrzebowała odrobiny uwagi mężczyzny. Taki zamieniający się w smoka też mógłby być dobry, bo zwykły śmiertelnik okazał się kiepskim wyborem.

Szli szybkim krokiem w górę lasu. Wokół widziała mnóstwo zwierząt, które się w ogóle nie bały, kiedy przemykali obok nich.

- Chyba nie zamierzasz mnie wrzucić do jakiegoś wygasłego wulkanu, karząc przemyśleć swoje bezmyślne zachowanie, co?

Roześmiał się.

- Nie, to coś o wiele ciekawszego. - mrugnął do niej. Poczuła, że się rumieni. Jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu nie miała pojęcia, że smoki to w rzeczywistości ludzie, którzy kiedy się wkurzą, trochę rosną.

Gdyby nie musztra, którą przeszła pod okiem pierwszego oficera, już dawno nogi odmówiłyby jej posłuszeństwa. Nagle przystanął. Odwrócił się do niej i nie mówiąc nic, wskazał wielki głaz. W jego prawym boku wyciosane były schody, żeby można było się dostać na jego płaski szczyt. Nie rozumiała, co to jest, ale był ogromny. I wydawał się osadzony wewnątrz góry, jakby z niej wyrósł.

Bez zbędnych słów oboje weszli powoli na miejsce widokowe. Już stąpając po stopniach, wiedziała, że zaraz zaprze jej dech w piersiach. Jak okiem sięgnąć rozpościerała się przed nią naturalna kraina siedmiu królestw. Teraz rozumiała nazwę. Wyspa była podzielona na odcienie. Przed nią był tak jasny las, że nie mogła znaleźć określenia. Wydawało się, że to jasny zielony w połączeniu z żółtym. Dalej na zachód cienie stawały się gęstsze, nadając miejscom mistyczności. Wzniesienia i doliny były widoczne jak na dłoni. A dalej widziała ocean. Błękitny niczym niebo. Właściwie zastanawiała się, czy to niebo, czy ocean. Odnosiła jednak wrażenie, że wyspa jest zawieszona w powietrzu, bo gdzieniegdzie, obracając się wokół własnej osi, dostrzegała chmury muskające las.

Nie potrafiła ogarnąć tego umysłem. Piękno tego miejsca odejmowało mowę. Nie było słów mogących to opisać. Smoki żyły tutaj przez cały ten czas, może nawet obserwując ich poczynania i czekając na odpowiedni moment, by wrócić na ziemię, gdzie mogli żyć wspólnie z ludźmi. Czuła jednak, że to nie będzie takie proste. Czekało ją trudne zadanie. Nie chodziło o samą wojnę z Mrocznymi Elfami. Znała je i sama większość z nich wyszkoliła…

Musiała znaleźć wśród ludzi sprzymierzeńców, a także kolejnych jeźdźców, bo oczywistym było, że sama nie da rady, ale najpierw… sama musiała zgłębić wiedzę na pytania, które wciąż się mnożyły w jej głowie.

Ale zanim się weźmie za to wszystko, musi rozgryźć swojego przystojnego smoka.

- Mera anta e quart? - zapytał, stojąc gdzieś za nią.

Odwróciła się powoli w jego stronę. Czując zadziwiającą gotowość na to, co ma nadejść, odpowiedziała z psotnym błyskiem w oczach i szerokim, niebezpiecznym uśmiechem:

- Gotowa.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
SkyBlake · dnia 17.01.2019 01:07 · Czytań: 119 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Kemilk dnia 20.01.2019 09:38
Nie jestem jakimś znawcą, ale wydaje mi się, iż to co piszesz jest dosyć dobre. Wrzuciłeś tutaj dosyć duży fragment i to chyba jest twój błąd, bo zazwyczaj nie chce się czytać i komentować zbyt długich utworów. Powinieneś pisać dalej i stworzyć swoją trylogię. To co mi tutaj troszkę nie pasuje, ale to jest tylko moja ocena to, iż może to być podobne do Eragona.
Wychwyciłem parę drobnostek do zmiany

Cytat:
- Smoki wy­bie­ra­ją jeźdź­ców... – po­wtó­rzy­ła, mu­sząc to ogar­nąć umy­słem oraz by spro­wa­dzić nie­zna­jo­mą na wła­ści­wy temat.

zamiast "musząc" dałbym "próbując"
Cytat:
Le­d­wie prze­ży­ły i wy­by­ły na Smo­cze Wyspy i słuch po nich za­gi­nął.

zamiast "wybyły" dałbym "uciekły"
Cytat:
To, co prze­czy­ta­ła, po­kła­da­ło w wąt­pli­wość to,

nie pasuje mi "pokładało" może "poddawało"
Cytat:
Zer­k­nę­ła przez ramie, ale nie zo­ba­czy­ła za­ku­tych nad­garst­ków.

"ramię"
Cytat:
Od mi­liar­da lat nie wi­dzia­no na oczy ta­kiej po­sta­ci fik­cyj­nej.

wystarczyłoby tysięcy lat i ogólnie to zdanie się gryzie. Nie można widzieć postaci fikcyjnej
Cytat:
Za krót­ko się znali, żeby tak się s po­uchwa­lać z Eonem.

przed s niepotrzebna spacja
Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:5taylore8323rb2
Wspierają nas