Przejście - Kemilk
Proza » Miniatura » Przejście
A A A
Od autora: Zapraszam do czytania i komentowania. Porady mile widziane.

„Wygrać walkę o nieskończoność można jedynie zawierzając swoje działania bezgranicznej miłości. Tylko czy jesteśmy na to gotowi?”

Mateusz krok po kroku zmierzał do końca swojego istnienia. Przesuwał swoje „ja” za próg nieznanej nicości, wyłaniającej się zza mroku zapomnienia. Kotara dzieląca go od ostatecznego unicestwienia niebezpiecznie chybotała się, napędzając serce do pracy. Stał się rośliną przykutą do łóżka traktowaną niczym chwast przez ludzi ubranych w białe fartuchy. Jak bardzo chcieli, aby w końcu wyrwać to nic nieznaczące życie tylko po to, by nie obcować z nędznym i zarazem przerażającym widokiem. Wywoływał niemy strach samym swoim istnieniem. Stał się symbolem nieuchronnego końca czekającego każdą nawet najmniejszą istotę zamieszkującą wszechświat.

Jego ciało zmieniło się w karykaturę człowieka. Poskręcane i wysuszone niczym dotknięte dawno zapomnianą chorobą Heinego-Medina. Trupio blada skóra niemal wołała o odrobinę krwi, która nie miała siły na wizytę w tak dalekich dla niej obszarach. Serce, płuca i mózg wołające o ten życiodajny napój resztę organizmu mimowolnie skazały na zagładę, jakby nie wiedząc, że ich czas także już nadszedł. Przyglądanie się Mateuszowi, było niczym skazanie się na najgorsze tortury. Człowiek ten składał się jedynie ze skóry i kości, a nawet najgłębsza obserwacja nie pozwalała dostrzec w nim śladów życia.

Schludna sala, w jakiej przebywał, świadczyła o wysokim statucie pacjenta. Czyste białe ściany bez nawet najmniejszych śladów zabrudzenia, jedno łóżko i pełno sprzętu medycznego stwarzało komfort, jakiego brakowało zwykłym, szarym bywalcom szpitali. Leżał na łóżku masującym ciało, co zapobiegało powstawaniu odleżyn. Respirator podłączony do niego wspomagał oddychanie, natomiast kardiomonitor wskazując podstawowe parametry życiowe, pozwalał na stałą obserwację pacjenta. Tylko dzięki tej nowoczesnej aparaturze byt Mateusza wciąż trwał. Trwał w ciszy przerywanej przez jednostajne i powtarzające się dźwięki aparatury. Dla niego nie miało to jednak znaczenia. Z przerażeniem obserwował mrok wdzierający się w duszę, pozbawiając go wszelakiej nadziei. Jakże często śmiał się z naiwności ludzi odnajdujących nadzieję w wierze i miłości. Tych obydwu słów nienawidził z całego serca, trzymając je na bezpieczny dystans. Teraz zaś nie umiał z siebie już nic wykrzesać. Pusty i pozbawiony wyższych uczyć z rosną trwogą wgłębiał się w zniewalającą go ciemność.

Zarazem nieśpiesznie ale też z niebywałą brutalnością odrywany był od ciała, w które tak wierzył. To jemu poświęcił życie, dbając o nie, aby poniosło go jak najdalej. By służyło najlepiej jak może i przysporzyło nigdy niekończących się uciech. „Świetnie się trzymasz”, „Wyglądasz naprawdę super”, „Naprawdę masz tyle lat?". Ileż razy słyszał te słowa, które tak dzielnie karmiły jego próżność. Ileż razy spożytkował swoje niewątpliwe atuty w celu wykorzystania nawijających się i przemijających kobiet. „Jesteś skurwielem, sukinsynem.” Tak żegnały się z nim, poznając go odrobinę bliżej. A on lubił się nimi bawić i liczył z nabożną satysfakcją każdą kolejną, jakby były punktami zdobywanymi w nigdy niekończącej się grze. Niestety gra dobiegała końca, a jemu nie udało się osiągnąć tego, o czym marzył od zawsze – życia wiecznego. Żyj i zapomnij o śmierci. Tak właśnie robił, zgodnie chwalony przez otoczenie. Był panem świata, panem swojego losu, który ostatecznie wyślizgnął mu się z rąk. Starość okazała się zbyt trudnym przeciwnikiem dla życia.

Teraz zaś martwymi oczami z niepokojem obserwował mrok, a właściwie coś, co w nim było. Ciemność otaczała jego duszę, w której istnienie nie wierzył. Dotkliwe zimno mroziło światło, pozostawiając jedynie nieprzeniknioną ciemność, z której przebijały się ledwo widoczne istoty. Czuł ich radosne oczekiwanie na jego niechybny koniec. Niepokój i zło wypływające z mroku miało swoje źródło w tych nieznanych mu bytach. Przyspawany do materialnej części życia, nie pamiętał o drugiej stronie. Zapomniał, gdyż w nie nigdy nie wierzył. Teraz gdy ciało zostało niemal całkowicie unicestwione, druga strona przybyła niczym nieproszony gość. Otaczająca go ciemność już nie była jednolitą masą. Ona żyła mnogością bytów, ścigających się w złych myślach i uczynkach.

To coś nie było ludzkie i nie miało nawet krzty światła. Istoty te zbudowane jakby z dymu były niewielkiego wzrostu, nie większe od ludzkiej dłoni i niemal przeźroczyste. Pojawiały się rzadko i tylko tam, gdzie dusza była zbyt splugawiona, by dostać kolejną szansę. Ojciec Mateusza tuż przed śmiercią z przerażeniem krzyczał o dymnych szarych ludzikach. Gdyby nie tragizm całej sytuacji śmiałby się z jego zwidów. Niestety twarz ojca wkrótce zastygła w niemym przerażeniu i podświadomie obraz ten prześladował go niemal każdego dnia. Był ostrzeżeniem i zarazem szansą na wybawienie, której nie był w stanie dostrzec. Teraz zaś jego towarzyszami stały się te przerażające istoty, dotykające każdej żywej części jego istnienia. Czuł, jak z satysfakcją wgryzają się w niego swoimi ostrymi, spiczastymi zębami. Nie wgryzały się jednak w ciało, a w duszę!

W ostatnim przebłysku materialnego istnienia zrozumiał swój błąd. Był duszą zagubioną w ciele, a organizm był jedynie opakowaniem, skrzętnie ukrywającym prawdziwie wartościową część człowieka. Iskrę życia, jaką jest i zawsze była dusza. Wybierając swój dom, ryzykowała zatracenie się w materializmie, ryzykowała wieczne potępienie. Nie miała jednak wyjścia i tylko w ten sposób mogła istnieć i mieć szansę na ostateczne połączenie się z absolutem. Nieszczęśliwie jej wybór okazał się najgorszy z możliwych i teraz szare istoty więziły ją w ich mrocznych myślach. Została rozdarta na miliony odrębnych bytów, dręczonych przez pochłaniające je zło. Jej strach, przerażanie, samotność żywiły te byty, a ona traciła resztki swojego jestestwa, stając się częścią mroku w nieprzeniknionym królestwa zła. Nieśmiertelna dusza skazana na wieczne cierpienie opuściła cielesną powłokę, nie zdając sobie sprawy, że ona wciąż żyje.

Ciało pozbawione duszy, poskręcane przez chorobę z przeraźliwym grymasem wymalowanym na twarzy, bez możliwości na ocalenie. Ciało tak pieczołowicie pielęgnowane, bezwładnie leżało na łóżku, bez szans na jego odłączenie. Tak, i tutaj Mateusz zaplanował wszystko w najbardziej drobnych szczegółach. Bojąc się śmierci, wolał, by jego istnienie było podtrzymywane przez aparaturę, tak długo, jak tylko się da. Nie obchodził go stan organizmu, nie obchodziło go, jak wygląda, miał gdzieś co inni będą o nim myśleć. Jego życie miało być sztucznie podtrzymywane najdłużej jak to możliwe. Miał nadzieję na wieczne sny, będące namiastką życia. Zapłacił za to krocie, co jednak nie stanowiło problemu. Nigdy nie miał rodziny, nigdy do nikogo się nie zbliżył. Dla niego świat kończył się tam, gdzie kończyły się jego interesy. Teraz ta karykatura człowieka, otoczona przez najnowocześniejszą aparaturę stała się niemym ostrzeżeniem. Przestrogą, która być może zostanie dostrzeżona i stanie się ratunkiem dla innych. Tylko czy ktokolwiek dostrzeże niebezpieczeństwo, nie wierząc w życie po śmierci?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kemilk · dnia 22.01.2019 10:09 · Czytań: 180 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 6
Komentarze
mike17 dnia 22.01.2019 16:56 Ocena: Świetne!
Bo śmierć to tylko unicestwienie ciała - dusza żyje nadal, wolna, i zbliżająca się do Boga.
Bo śmierć to tylko przejście z pokoju do pokoju, gdzie panuje nieopisane szczęście i wieczna radość.

Bardzo życiowy tekst, bo ilu ludzi jest w takim położeniu.
Jedni chcą żyć, inni chcieliby już przestać istnieć...

Czasem jest chęć życia za wszelką cenę, choć ciało odmawia posłuszeństwa, innym razem może niebyt, kto wie, może ludzie podłączeni do aparatury nie mają już świadomości?

Bohater jako osoba samotna jest postacią na wskroś tragiczną.
Bez rodziny, bez bliskich, i może dlatego tak bardzo chce się trzymać życia?

Tekst pięknie mówi o nieśmiertelności duszy.
Bo TAM będziemy spacerować po zielonych łąkach Nieba, wolni od trosk, od schorowanych ciał.
TAM będziemy szczęśliwi naprawdę, bo ziemska podróż to było tylko preludium przed Wiecznością.
I obyśmy odnaleźli w niej siebie, Boga, i wieczną, niekończącą się radość istnienia.
Kemilk dnia 22.01.2019 19:01
Dzięki Mike za wizytę i komentarz. Umieszczając tego typu teksty czasami czuję się troszkę jak nawiedzony. Śmierć jest takim tematem tabu, którego się w jakimś sensie boimy, a przecież każdy z nas prędzej czy później musi się zmierzyć.
Pozdrawiam.
Jan dnia 25.01.2019 20:11
No, nie wiem… co powiedzieć. Dużo by tu można dywagować, tylko czy możemy coś nowego dodać do tego, co już powiedziano o starości, śmierci, wierze, duszy?

Forma miniaturki mnie nie zachwyca. Odnoszę wrażenie, że Autor wymyślił sobie takiego, a nie innego Mateusza po to, by na końcu wysłać „nieme ostrzeżenie”. Nie znam się na narracji, ale wydaje mi się, że jest sztuczna. Tendencyjnie i sztucznie czytelnik jest prowadzony do końcowej „przestrogi”, „niebezpieczeństwa”. Aż nie chce się wierzyć, że ktoś taki jak Mateusz, mógł istnieć (może istnieć). To oczywiście możliwe, można nawet znaleźć przybliżone przykłady (podkreślam słowo „przybliżone”). W przybliżeniu jest może to, o czym Autor nie napisał. Jakoś parafialnie mi to wybrzmiewa, może jestem uprzedzony. Niezależnie od tego, czy ciało jest pozbawione duszy, czy wypełnione nią do końca, aż do wycieków, to może być skręcone chorobą z przeraźliwym grymasem, bez możliwości ocalenia. Dusza nie ma tu nic do rzeczy. Każde ciało przegrywa ze starością i śmiercią. Co do duszy, absolutu i kilku innych wielkich pojęć, nie będę się wypowiadał. Przynajmniej na razie.

Jeśli chodzi o warstwę słowną, to jest kilka momentów niejasnych dla mnie.
1. „Pusty i pozbawiony wyższych uczyć z rosną trwogą wgłębiał się w zniewalającą go ciemność.”
W tym zdaniu jest chyba coś nie tak. Wiem, że są „wyższe uczucia” i „rosnąca trwoga” (nawet się mówi, że jak trwoga, to do Boga, gdy strach narasta, przybiera na sile), ale nie wykluczam, że jest coś takiego jak „rosna trwoga” i „wyższe uczycia”. :) Może to neologizmy, które mają oznaczać radosną, jednocześnie rosnącą trwogę i wyższe uczucia, jednocześnie wyższe uczynki.

2. „Przyspawany do materialnej części życia, nie pamiętał o drugiej stronie. Zapomniał, gdyż w nie nigdy nie wierzył.” Poprzedzające zdania w akapicie (niezacytowane) nie wskazują jednoznacznie, co kryje się w słowie „nie” (w kogo? co? wierzył). Czy chodzi o ciało? Czy o nieznane byty (zwidy)? Czy może życie? Zapewne chodzi o drugą stronę, czyli duszę, o te „nieznane byty”. Być może moje zmieszanie wynika z mojego nieuctwa, z nieznajomości języka polskiego. No, orłem nie jestem. Może tutaj jest wszystko ok.

3. W tak krótkiej miniaturce trochę mnie irytuje nadużywanie słowa „niczym”. Przykłady: „niczym chwast”, „niczym nieproszony gość”, „niczym skazanie się na najgorsze tortury”, „niczym dotknięte dawno zapominają”. Ten ostatni przykład jest we fragmencie:
„Jego ciało zmieniło się w karykaturę człowieka. Poskręcane i wysuszone niczym dotknięte dawno zapominają chorobą Heinego-Medina”? Może powinno być „dawno zapomnianą chorobą...”?

4. Dla mnie, kiczowato brzmi przymiotnik „niemy”: „niemy strach”, „w niemym przerażeniu”, „niemym ostrzeżeniem”.
No i… „byt Mateusza wciąż trwał” – maślane trochę i sztuczne. Więcej empatii dla Mateusza! :) To też człowiek z krwi i kości, istota czująca. Lepiej się czyta – „Mateusz wciąż trwał”.


:-) Może Mateusz załapie się na przeszczep swojego „ja”, które wcześniej zostanie zapisane na jakiś nieznany jeszcze, przenośny nośnik informacji - egodrive?
To tyle. Pozdrawiam.
Kemilk dnia 25.01.2019 22:00
Witam Janie

Dziękuję Ci za wizytę i komentarz.

Dla mnie Mateusz jest dosyć typowym przedstawicielem społeczeństwa, które tworzymy. Często ponad wszystko przedkładamy karierę, a w przypadku osób na wysokich stanowiskach, także dobrze widziana jest dobra kondycja fizyczna (to akurat pozytywne). Przy okazji odsuwamy się od wszelkich przejawów wiary z coś nadprzyrodzonego oraz w coraz większym stopniu żyjemy osobno, gdyż tak nam wygodnie lub też inni nie spełniają naszych wymagań itp. Społeczeństwo zmierza w kierunku zagłady nie widząc tego. Ciekawy jest eksperyment Calhouna (mysia utopia), który pokazuje etapy rozwoju populacji mysz. Można to w pewnym stopniu przełożyć na ludzi. Warto zapoznać się z tym eksperymentem.

Kolejną kwestią są powtórzenia i inne błędy. Dzięki Ci serdecznie za ich wskazanie, Postaram się poprawić te elementy.

Osobnym zagadnieniem jest zapisanie naszej świadomości na nośniki informacji. Póki co nie jest to możliwe, więc skupiłem się jedynie na teraźniejszych metodach przedłużania życia. Oczywiście są też przypadki odwrotne, czyli wykonywanie zabiegów eutanazji, w tym opowiadaniu je pominąłem, gdyż nie pasowałyby do niego.

Podsumowując dziękuję Ci za wskazanie Twojego punku widzenia.
Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 25.01.2019 22:56
Powiem tak: gdyby to był fragment książki, a konkretnie jej końcówka, to super! Ale jak na samodzielną formę mnie nie przekonuje. Brakuje czegoś, z czym można się nie zgodzić albo czegoś, co wywołuje emocje. A tu nie ma emocji, pusto. Czytałem Twoje o wiele lepsze rzeczy.
Nie wiem, co więcej napisać. Może to, że w ogóle nie zrobiło to na mnie wrażenia, ot tekst o tym, że, proszę Państwa, jest coś więcej niż ciało, o które tak dbamy.

Pozdrawiam.
Kemilk dnia 26.01.2019 10:02
Dzięki za wizytę i komentarz.

Jakoś tak mi wychodzi, że często piszę opowiadania, gdzie ich początek jest końcem życia. Od zawsze interesowało mnie co jest dalej. Alternatyw jest wiele i przedstawiam je w kolejnych utworach. W tym akurat chciałem pokazać szare małe istoty, które kiedyś mi się przyśniły i nie był to fajny sen. Czułem zło, byłem jak sparaliżowany, a one wzięły mnie i niosły nie wiadomo gdzie. Nawet szukałem, czy ktoś opisywał takie postacie, ale nie znalazłem, więc sam je opisałem.

Tak na marginesie to cieszę się, iż uważasz, że inne moje teksty są lepsze, gdyż świadczy to o tym, że nie jest źle z moim pisaniem.

Kolejny utwór, który powinien się niedługo pojawić, będzie krótką humoreską. Zapraszam serdecznie do przeczytania, a jak będzie chęć, to także do pozostawienia komentarza.

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
Darcon
23/08/2019 07:14
Cóż, bardzo mi się podobało. Piszę cóż, gdyż po dłuższej… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:5taylore8323rb2
Wspierają nas