Olej z Psa, Ambrose Bierce - Capt.Galaxikon
Proza » Obyczajowe » Olej z Psa, Ambrose Bierce
A A A
Od autora: Tłumaczenie opowiadania amerykańskiego autora Ambrosa Bierce (1871-1904).
Praca została opublikowana na brytyjskim blogu literackim TSS, The Short Story - https://www.theshortstory.co.uk/.
Tłumaczyła Aleksandra Zygan. Link do pracy oryginalnej: http://www.theshortstory.co.uk/wp-content/uploads/2015/08/Bierce-Ambrose-Oil-of-Dog-short-stories.pdf

Nazywam się Boffer Bings. Byłem synem poczciwych ludzi, zaś moje życie było proste i skromne - ojciec mój produkował olej z psów, zaś moja matka pozbywała się niechcianych dzieci w swej małej pracowni nieopodal lokalnego kościółka.
Od dziecka przyzwyczajany byłem do pracy w ich branży. Nie tylko towarzyszyłem ojcu w pozyskiwaniu psów do jego procederu, ale i często pozbywałem się, nazwijmy to, odpadów z pracowni mojej matki. Wykonując ten obowiązek, nieraz musiałem korzystać z mojej wrodzonej inteligencji, gdyż wszyscy stróże prawa w okolicy byli przeciwni fachowi mojej matki. Naturalnie, biznes mojego ojca nie był aż tak niepopularny, choć właściciele zaginionych psów traktowali go podejrzliwie, co w pewien sposób odczuwałem na własnej skórze. Cichymi wspólnikami mojego ojca byli wszyscy miejscowi medycy, którzy rzadko wypisywali receptę na lek niezawierający Ol. Ps., jak to zwykli nazywać olej z psa. Jest to faktycznie najcenniejszy lek, jaki kiedykolwiek wynaleziono. Ponieważ mało kto skłonny jest poświęcić swojego pupila w imię schorowanych, najtłustszym psom w okolicy zabroniona była zabawa ze mną. Zakaz ten ranił moją młodzieńczą wrażliwość i raz niemal popchnął mnie do pomysłu zostania piratem.
Patrząc teraz wstecz, nieraz ogarnia mnie żal, że - przyczyniwszy się pośrednio do śmierci moich ukochanych rodziców - byłem sprawcą nieszczęść, które znacząco wpłynęły na moją przyszłość.
Pewnego wieczoru mijałem wytwórnię oleju mojego ojca niosąc zwłoki podrzutka z pracowni matki, gdy nagle spostrzegłem posterunkowego, który bacznie mi się przyglądał. Pomimo mego młodego wieku, wiedziałem, że działania posterunkowego, jakkolwiek niewinne by się wydawały, zmotywowane są nagannymi przesłankami. Stąd też umknąłem przed nim do olejarni poprzez uchylone boczne drzwi. Natychmiast zamknąłem je na klucz i zostałem sam z małym ciałka. Mój ojciec już wcześniej udał się na spoczynek. Jedyne światło pochodziło z pieca, który żarzył się głębokim, nasyconym szkarłatem pod jedną z kadzi, rzucając na ściany ogniste refleksy. Olej w kotle bulgotał opieszale, od czasu do czasu wypychając na powierzchnię kawałek psa. Usadowiwszy się w oczekiwaniu, aż posterunkowy pójdzie dalej, ułożyłem na kolanach nagie ciało podrzutka i delikatnie głaskałem jego krótkie, jedwabiste włosy. Ależ było piękne! Nawet jako osesek uwielbiałem dzieci. Patrząc na tego aniołka, głęboko w duszy pragnąłem, aby ta mała, czerwona rana na jego piersi - dzieło mojej drogiej matki - nie była śmiertelna.
Zazwyczaj wrzucałem niemowlaki do rzeki, która życzliwie zajmowała się nimi, lecz tej nocy strach przed posterunkowym nie pozwolił mi opuścić olejarni.
- Tak naprawdę - powiedziałem do siebie - dorzucenie niemowlaka do kotła nie powinno mieć żadnego znaczenia. Mój ojciec nigdy nie zauważy, iż kości te różnią się od szczenięcych, zaś kilka dodatkowych zgonów, do których może dojść przez dodanie odmiennego oleju do nieporównywalnego Ol.Ps, nie znaczą nic wobec tak szybko wzrastającej populacji.
Krótko mówiąc, wrzuciłem niemowlaka do kotła i tym samym rozpocząłem lawinę zbrodni, sprowadzając na siebie bezkresny smutek. Bowiem…
…Kolejnego dnia, ku mojemu niemałemu zaskoczeniu, mój ojciec, zacierając z satysfakcją ręce oznajmił mnie i mojej matce, iż udało mu się uzyskać olej najwyśmienitszej możliwej jakości; orzekli to medycy po zapoznaniu się z lekiem. Dodał również, że nieznana mu jest przyczyna tego rezultatu - przeciętnej rasy psy były traktowane jak zwykle pod każdym względem. Uważałem za mój obowiązek, by udzielić wyjaśnienia - co uczyniłem. Choć wolałbym, aby mój język doznał paraliżu, gdybym tylko mógł przewidzieć tego konsekwencje.
Lamentując nad swoją dotychczasową nieświadomością z korzyści płynących ze scalenia ich branż, moi rodzice natychmiast podjęli działania, by naprawić swój błąd. Moja matka przeniosła swoją pracownię do jednego ze skrzydeł olejarni, za to moje obowiązki związane z jej fachem ustały - nie było już potrzeby, bym pozbywał się ciał niechcianych maluchów. Zbędne stało się również przywabianie psów, na ich zgubę, gdyż ojciec mój pozbył się całkowicie psiego składnika. Choć – trzeba nadmienić - zwierzęta nadal zajmowały miejsce honorowe w nazwie oleju. Nagła, przymusowa bezczynność mogła łatwo sprawić, bym stał się zepsuty i rozpustny, tak się jednak nie stało. Przesycony bowiem byłem religijnością mojej matki, która chroniła mnie przed młodzieńczymi pokusami; ojciec mój zaś był diakonem w lokalnym kościółku. Cóż to za nieszczęście, że z mojego powodu tak szacowne osoby spotkał okrutny koniec!
Zwiększone dochody objawiły w mojej matce nowe pokłady gorliwości. Pozbywała się teraz nie tylko zbędnych
i niechcianych dzieci, ale też zaczęła zapuszczać się na główne i boczne drogi, pozyskując większe dzieci. A nawet
i dorosłych, kiedy dali się zwabić na wizytę w olejarni. Również mój ojciec, rozanielony doskonalszą jakością produkowanego oleju, dorzucał ciała do kadzi ze zdwojoną sumiennością i niespotykanym zapałem. Ich jedyną pasją stało się przerabianie swoich sąsiadów na olej z psa. Ta absorbująca i przytłaczająca zachłanność opętała ich dusze i przesłoniła nadzieję na trafienie do Nieba; nadzieję która była równocześnie ich inspiracją.
Śmiałość procederu moich rodziców zmusiła mieszkańców do zwołania posiedzenia i powołania uchwały, która stanowczo ich potępiała. Przewodniczący zebrania zagroził, że kolejna łapanka mieszkańców spotka się
z surową wrogością. Moi biedni rodzice opuścili spotkanie zrozpaczeni, ze złamanym sercem i, jak mniemam, pozbawieni zdrowych zmysłów. Tak czy owak, mój rozsądek podpowiadał mi, by nie wchodzić tej nocy do olejarni, lecz spać w stajni.
Wybiła północ, gdy niewytłumaczalny impuls skłonił mnie do wstania z łóżka i zajrzenia przez okno do pokoju
z piecami, gdzie spał obecnie mój ojciec. Ogień pod kotłami buchał z wielką mocą, zupełnie tak, jakby kolejnego dnia spodziewano się obfitych plonów. Jeden z dużych kotłów „wysmażał” się powoli z tajemniczą wstrzemięźliwością, jak gdyby czekał na właściwy moment, by rozwinąć swoją pełną moc. Łóżko mojego ojca było puste. Stał w pidżamie
i przygotowywał stryczek z mocnego sznura. Spoglądał na drzwi sypialni mojej matki w tak znaczący sposób, że nazbyt dobrze przejrzałem jego zamiary.
Sparaliżowany strachem, nie mogłem zapobiec tragedii ani przestrzec mojej matki. Nagle bowiem drzwi jej sypialni otworzyły się bezszelestnie i dotychczasowi partnerzy stanęli twarzą w twarzą, oboje najwyraźniej zaskoczeni. Kobieta, również przyodziana w nocny strój, trzymała w dłoni narzędzie jej codziennej pracy - długi sztylet z wąskim ostrzem.
Ona również nie była w stanie zrezygnować z zysków, których pozbawiło ją nieprzyjazne veto mieszkańców. Przez moment spoglądali w swoje rozpalone oczy, po czym skoczyli ku sobie z nieopisaną furią. Krążąc po pokoju, walczyli ze sobą niczym dwa demony, mężczyzna przeklinając, kobieta wrzeszcząc - ona próbując ugodzić go sztyletem, on udusić ją swymi pokaźnymi, gołymi rękoma. W niekończących się męczarniach obserwowałem ten smutny przypadek domowej tragedii, aż do momentu kiedy, po nader energicznej szarpaninie, walczący nagle odsunęli się od siebie.
Tors mego ojca oraz kolor bron mojej matki jednoznacznie wskazywały na (wcześniejszy) bliski kontakt. Po krótkiej wymianie wrogich spojrzeń mój biedny, ranny ojciec, czując na swoim karku oddech śmierci, doskoczył do mej drogiej matki i ignorując opór chwycił ją w ramiona, zaciągnął pod bulgocący kocioł, zebrał resztkę pozostałych sił i wskoczył wraz
z nią do środka! Po chwili oboje zniknęli pod powierzchnią cieczy i zaczęli wnosić swój wkład do oleju z komitetu mieszkańców, którzy dzień wcześniej zaprosili ich na posiedzenie.
Przekonany, iż te nieszczęśliwe wypadki zamknęły przede mną wszystkie drzwi do wielkiej kariery w rodzinnym mieście, udałem się do sławnego miastka Otumwee, gdzie spisywane są owe wspomnienia. Moje serce przepełnia teraz skrucha za ów nierozważny czyn, który pociągnął za sobą tak posępną handlową tragedię.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Capt.Galaxikon · dnia 23.01.2019 11:32 · Czytań: 141 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 23.01.2019 14:57
W sumie makabryczne.

Pozdrawiam!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
wiosna
15/07/2019 14:53
E tam. Na pewno nie jesteś gruboskórny ;) Za to ja, mimo… »
wiosna
15/07/2019 14:48
Dziękuję za wspólną podróż:) Pozdrawiam z uśmiechem:) »
wiosna
15/07/2019 14:46
To dla mnie wielki komplement. Dziękuję i pozdrawiam:) »
ShoutBox
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
  • Dobra Cobra
  • 12/07/2019 13:01
  • I dzięki życzeniem Vanillivi wypoczywala dobrze. Bo gdyby ich nie było....
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Signsse20
Wspierają nas