Moja od nigdy - mike17
Proza » Miniatura » Moja od nigdy
A A A
Od autora: Czy myślałeś kiedyś o tym, że coś, co się wydarzy, już się wydarzyło? Że miłość, na którą czekasz, czeka już na ciebie.
Czy w ogóle kochanie jest zjawiskiem czy zwykłym przejawem bytu? A może bliskość jawi się jako zapowiedź losu?
Zapraszam do czytania i dzielenia się refleksjami :)

 

 
 
                                                   
 
 
 
Ilekroć bezsenną nocą leżałem, przewracając się z boku na bok, na bezlitośnie twardym łóżku, zawsze widziałem twoją uśmiechniętą twarz, nigdy niewidzianą, od nieskończoności znajomą, ale tak odległą, jak bliską i poprzez to ściśle określoną jak widziadło, które było, ale którego równie dobrze mogło nie być.
W życiu nie dane nam było się spotkać, dotknąć, poczuć ciepło dłoni, zbliżyć.
W życiu dzieliła nas odległość ciszy i niebytu, co z kolei sprawiało, że mogłem jedynie domyślać się twojego istnienia, tego, że jesteś i że nie wymyśliłem sobie fabuły ze snów.
Bo ja wierzyłem, i pomimo wszystko, czułem całym sobą, że gdzieś jesteś, bo są czasem takie chwile, że wiemy, jesteśmy czegoś pewni, i nic nie jest w stanie tego wywrócić do góry nogami.
 
Kochany, nawet nie wiesz, jak chciałabym już cię poznać.
Jak bardzo mi tego brak, i jak weszło to w moje małe jestestwo.
Czasem brodzę wśród kwiatów i myślę, jakby to było być tu z tobą.
Razem, czule spleceni pocałunkiem, dłoni żarem, czułym oddechem.
I w deszczu iść ku wychodzącemu słońcu z myślą, że było nam to dane.
A potem położyć się na łące i wdychać zapachy lata.
Poczuć latające wokół głowy motyle.
Czy i ty tak nie myślisz?
Czy i ty czujesz, że jeśli kochasz, to wszystko jest możliwe?
Bo ja wiem, że jeśli czegoś się pragnie, to przychodzi.
To się dzieje, i to przyobleka się w ciało, by potem tętnić życiem.
 
A ja czekałem i cierpiałem, żyjąc swoim mikroskopijnym życiem człowieka-manekina. Byłem śmieciarzem i klepałem na okrągło biedę, w nadziei, że kiedyś trafi mi się lepsza fucha, że nadejdzie piękny dzień, kiedy będę przemierzał ulice naszego miasteczka dwudziestoletnim, wypasionym cadillackiem, paląc jednocześnie markowe, kubańskie cygaro, nie martwiąc się o nic, pozostawiając to za sobą jak marny dowcip.
W słomkowym kapeluszu na głowie obdarzę uśmiechem każdego przechodnia, i bogacza, i biednego, i w głębi serca czuć się będę spełniony, jakbym wygrał los na loterii.
 
Póki co od świtu do nocy jeździłem zardzewiałą śmieciarką, psującą się na każdym kroku i doprowadzającą mnie do szału i pociągałem z gwinta, bo życie dość ostro dawało mi w łeb, a ja nie chciałem  być tym ostatnim z ostatnich, choć wszystko na to wskazywało.
Kupowałem najtańsze „setki” i zapijałem beznadziejnie smutki, jako że nie było we mnie niczego, co bym kochał, niczego, co bym szanował, więc staczałem się szybko i sprawnie.
Każdy poranek był mi bólem, który jednoznacznie dawał mi do zrozumienia, jakim zerem jestem i że w porównaniu z innymi ludźmi moja wartość jest żadna – czułem, że ktoś taki jak ja nigdy nie powinien się narodzić, bo kala tylko świętą matkę ziemię.
Jeśli autopogarda mogła sięgnąć zenit, moja byłaby Rowem Mariańskiem.
 
Byłaś tylko ty, i sama myśl o tobie, i o tym, że może kiedyś uda nam się stworzyć coś z niczego, i patrząc w przyszłość, zbudować piękny dom z marzeń i w nim zamieszkać.
W głowie często słyszałem twój głos i poprzez to poznawałem cię coraz bardziej.
Byłaś moją jedyną, i gdybym miał wybierać raz jeszcze, zawsze wybrałbym ciebie.
Szeptałaś mi do snu, czasem śpiewałaś, innym razem mówiłaś o nas kiedyś, kiedy już nic nie rozłączy, kiedy oczy złych ludzi i ich języki zapadną się pod ziemię, i pozostanie tylko pył…
Kiedy nasze drogi przetną się już na dobre, a my stworzymy pieśń ptaka wiosenną porą, gdzieś nad rozlewiskiem, nic już nie stanie nam na drodze, by pieścić tę miłość.
Do dziś nie wiem, jak to możliwe, że przez ten czas byłaś tak blisko mnie.
A było też i tak, że słyszałem twoje myśli, jakbym słyszał własne.
Były w mojej głowie, i tylko cichy szept szedł ku mnie o tym, co być może.
O tym, że stworzymy rodzinę i będziemy żyć długo i szczęśliwie, że będziemy zbierać poziomki, a gdy dzień będzie chylić się ku zachodowi, rozpalimy ognisko z kiełbaskami i zaśpiewamy Elvisa, popijając dobrym, schłodzonym, niemieckim piwem.
 
Kochałem cię słuchać, bo dawałaś mi nadzieję na te lepsze, piękniejsze chwile, na spacery po ciepłej plaży o zachodzie słońca, na grzybobranie gdzieś w październiku, kiedy ubrani w zielone płaszcze i brązowe kapelusze będziemy brodzić wśród leśnej ściółki.
Na dobro, które mogło w każdej chwili przyjść do mnie i pozostać.                               
Miałaś miękkie, matowe brzmienie głosu, kojące nerwy, w jakiś niewyobrażalny sposób dający nadzieję na lepsze jutro, na światełko w tunelu, gdzie był mrok i szczury, bo żyjąc w samotności nie można być szczęśliwym – można co najwyżej pić i okłamywać samego siebie.
Bo nie ma nic gorszego na tej ziemi jak tęsknota za drugą osobą, której nie można mieć.
Jak skowyt zbolałej duszy, w której gości tylko mrok.
I wtedy jakże pragnie się bliskości, tej małej chwili, kiedy usta spotkają usta.
 
- Mike, nigdy nie pomyślałabym źle o kimś takim jak ty – powiedziała Ramona. – Nawet przez sekundę w mojej głowie nie byłoby miejsca na taką myśl.
- Moje marzenia się spełniły – rzekłem, czując, że jestem we własnym niebie.
- Tak?
- Mam ciebie, Ramono, i już nigdy nie dam ci odejść.
- Nie przyszłoby mi to do głowy.
- W moich marzeniach była kobieta o pięknej duszy i ślicznym ciele.
- A w moich mężczyzna mężny i opiekuńczy.
- Kiedy mnie pokochałaś?
- Kiedy przyśniłeś mi się po raz pierwszy, kiedyś, w maju, gdy za oknem padał ciepły deszcz.
- A ja ujrzałem cię w głowie, jadąc do pracy i pijąc poranną kawę z plastikowego kubka.
- Nie miałam pojęcia, że istnieje taki mężczyzna.
- Nie jestem nikim specjalnym. Jeżdżę śmieciarką. To żaden zaszczyt, ale dla mnie póki co jedyna praca, jaką mam. Wiem jedno, że takich kobiet jak ty nie spotyka się codziennie.
- Nie mów tak…
- Muszę, bo wiem, kim dla mnie jesteś. Niewiele znaczę. Mało zarabiam. Źle śpię i budzę się codziennie z lękiem o następny dzień. Czy to nie chore? Wykonuję proste czynności, ale nie mam siły na podjęcie większej decyzji, na stanowczy krok, na życie naprawdę.
- Mamy siebie. Ja ci pomogę. Już nigdy nie będziesz się bać.
- Nie wiem… Jestem człowiekiem o słabych nerwach. Wiele w życiu przeszedłem. W sumie mógłbym nazwać się wrakiem. Kimś, kogo nie ma. Kto usiłuje trzymać się życia, a ono ciągle daje mu w najmniej oczekiwanym momencie kopniaka.
- Dla mnie jesteś wszystkim. Latem, wiosną, jesienią i zimą. Jesteś mój.
- Nigdy nie przypuszczałem, że usłyszę to od kogoś.
- Więc słyszysz to dziś ode mnie.
- Kocham cię.
- Ja też cię kocham, Mike.
 
Wtedy się obudziłem – za oknami lało jak z cebra.
Serce przeszył ból istnienia, poczułem się, jakbym dostał cegłą w głowę.
Znów byłem na jawie, raz jeszcze odczuwałem, jak smakuje niebyt.
Jak to jest, kiedy z lepszego świata wraca się do własnego piekła.
Jak to jest, kiedy chciałoby się żyć w krainie snów, gdzie panuje Dobro.
A wszystkim, co się dostaje, jest bolesna prawda, odarta z marzeń.
 
Drżącą ręką zapaliłem lampkę nocną i sięgnąłem po papierosa.
Nadal nie wierzyłem, że to był tylko sen.
Zwidy, które tworzy mózg człowieka – świadomość odrzucała tę myśl.
Wciąż widziałem jej oczy, włosy, usta i twarz., czułem ciepło jej słów, gorące zapewnienia o tym, że nic nas nigdy nie rozdzieli, że jesteśmy dla siebie, na zawsze, po wieki wieków.
Czyżbym tracił zmysły?
Jak to możliwe, że przeżyłem coś podobnego?
Przecież takie rzeczy można między bajki włożyć, podczas gdy ja naprawdę z nią rozmawiałem, czułem jej obecność i byłem tak blisko, że bliżej nie można.
I pamiętam moment, kiedy pieściłem jej dłoń: miękką i ciepłą, i czułem się, jakbym dostał najlepszą z możliwych nagród, poczuł przez chwilę raj na ziemi, spełnienie.
W głowie miałem zamęt, bo dotknąłem innego wymiaru i nie umiałem sobie z tym poradzić.
 
I pewnej nocy znów przyszła do mnie.
 
Miała na sobie kwiecistą sukienkę i zmysłowo rozpuszczone włosy, które delikatnie falowały na wietrze niczym pęk wodorostów, muskanych falą gdzieś na dnie oceanu.
Była, a jakby jej nie było, bo delikatnie istniała zwiewnym poszumem nadmorskiej bryzy.
I czule spoglądała w przestrzeń, niby szukając tam tego, czego próżno szukać w świecie.
Wyglądała jak nimfa wodna, bardziej jak zjawisko niż osoba.
Z niemym zachwytem wpatrywałem się w nią i snułem marzenia.
Czułem się jak ktoś, kto ujrzał anioła i nie bardzo wie, co z tym dalej zrobić.
Jej uśmiech wlał miód w moje serce i wnet rozpoczęliśmy rozmowę.
 
W jej trakcie miałem świadomość senną, więc nie mogłem postrzegać rzeczywistości jako realną – byliśmy w swoim świecie i nie przekraczaliśmy barier.
 
- Marzyłam o chwili, kiedy cię znów zobaczę – powiedziała Ramona.
- Chwila bez ciebie, to koszmar – odpowiedziałem.
- Nawet nie wiesz, ile kosztuje mnie czekanie na ciebie. Mój miły, czas mi się miesza, w głowie mam zamęt, i myślę, że nasza więź jednak nigdy nie wygaśnie. Jest jak ogień. Ja nie spojrzę już nigdy na innego.
- Bo kochać, to żyć.
- Właśnie, i ja żyję dzięki tobie.
- Ramono, ile to dni, ile nocy spędziłem na niczym. Na jeżdżeniu starą spierdziałą śmieciarką. Na piciu tanich wódek. Aż nadeszłaś ty. Wtedy upijałem się tobą. Wtedy odkryłem nowy świat. Świat barw i kolorów. Przestrzeń kochania. I tego, że w pewnej chwili odkrywamy, że jesteśmy komuś potrzebni, jak tlen, jak jedzenie. Jak bóg. To olśnienie zmienia wszystko.
- Byłam pewna, że kiedyś poznam mężczyznę mych snów. Mojego króla. Kogoś, kto tchnie we mnie nowe życie i zaszczepi radość istnienia. Uratuje od samotności. Bo nic gorszego nie może spotkać człowieka na tej ziemi jak samotność, jak ból jałowego bytowania.
- To ty uratowałaś mnie od tego.
- Nie jesteśmy już samotni.
- Już nie.
- Teraz mamy siebie.
 
Jakże bolesnym było dla mnie to, że widywaliśmy się tylko w snach.
Jakże bardzo chciałem ją przytulić i pocałować, pogładzić po policzku.
Dać różę czerwoną wraz ze słowami, które szepcze się cicho nad ranem.
Zabrać na wiosenny spacer nad rzekę i pokazać jak do much wyskakują pstrągi.
Iść zieloną łąką aż do lasu, gdzie pod drzewem spoczęlibyśmy i napilibyśmy się kawy z termosu, wesoło gaworząc o wszystkim i niczym, jak to zakochani.                                                                         
A potem nasze usta złączyłyby się i dałyby radość, o jakiej nam się nie śniło.
 
Aż nadszedł dzień, który miał coś zmienić…
Jak burza, jak nieoczekiwane…
 
Ile bezsennych nocy minęło – sam nie wiem, któż by to zliczył.
Nie przychodziła, nie miałem jej przy sobie, tylko wzrok wypatrywał w mroku.          
 
Jeno czarna pustka znaczyła mą noc burą…
Jeno mrok nieprzebyty był mi szlakiem jedynym…
 
Nie miałem snów – może czasem zdechłe ryby, trupy, truchło.
I budziłem się o świcie z lękiem, dusznym i podłym.
Ile to trwało – trudno mi dziś powiedzieć.
Długo, czas zdawał się zastygać w miejscu, nie istnieć, gęstnieć.
Tylko ja szarpałem się w mej matni i biłem głową o ścianę.              
Może byliśmy zbyt młodzi, by kochać?
 
Przeraziłem się, że już nigdy jej nie zobaczę, że nasz kontakt został bezpowrotnie zerwany.
I gdy czas zaczął przechodzić w tygodnie, poważnie zaniepokoiłem się.
Czyżby odwróciła się ode mnie?
Czyżbym już nic nie znaczył, był jeno igraszką?           
Skąd mogłem wiedzieć, co to wszystko oznacza?
A może ten sen samoistnie się wyczerpał?
Lub też może Ramona chciała wypróbować moją miłość i sprawdzić mnie?
Bo i taką ewentualność brałem pod uwagę.
Wszak jej słowa miłości mogły potrzebować potwierdzenia, że padły na dobry grunt.
 
Jej nie było, nagle zniknęła
 
W moim umyśle zagościł mrok, bo nie wiedziałem, co o tym myśleć.
Popadłem w chroniczną bezsenność, i kiedy tak leżałem o trzeciej nad ranem, na ścianach spoglądałem na jej uśmiechniętą twarz, na roziskrzone oczy, na jej ciepło.
Była…
Ale jakże odległa, jakże chwilowo nie moja.
Wyrosła w wyobraźni i tak kreująca obrazy, które docierały do świadomości.
Nie była na wyciągnięcie ręki – była marzeniem, niczym innym.
I leżąc na łóżku, myślałem o Ramonie, o dziewczynie z moich snów, której nigdy fizycznie nie poznałem, a którą kochałem od miesięcy, miłością bezwarunkową i szczerą.
 
Bo weszła w moje życie i w nim już pozostała.
 
Mijały tygodnie, mijały miesiące, lecz ona nie wracała.
 
Bywało, że przeraźliwie krzyczałem w nocy, gdzieś nad ranem w bezsilnym akcie desperacji, szeptałem jej imię, spadając z łóżka i płacząc jak dziecko, które dostało niezawinione lanie.
Znów zacząłem zaglądać do butelki, myśląc, że znajdę tam odpowiedź.              
Wiele dni przeszło mi na pijackich urojeniach, na budowaniu zamków na piasku…
Nie zbudowałem nic poza smutkiem, który na dobre zagościł w mym umyśle.
 
Pijany w sztok zasypiałem jak kamień na smutnym fotelu, by budzić się w środku nocy pełnej żałości, z tą jedną, jedyną myślą: co się stało z Ramoną?
Dlaczego mnie porzuciła?
Czyżbym był aż takim śmieciem, niewartym kochania, jak ostatni pies?
A może to wszystko mi się przywidziało?
Na próżno szukałem odpowiedzi, której z resztą nie znalazłem.
Nadal tkwiłem w martwej próżni, bez cienia szansy na poprawę losu.
Ona była daleko, a ja tu, tak blisko, jak blisko bywaliśmy w naszych snach.
Nie mogliśmy się zgrać, oddzielała nas mroczna pustka bez początku ni końca.          
Ciągle o niej myślałem i wyłem jak ranny wilk.
Nie mogłem zapomnieć smaku jej ust, pięknego uśmiechu, ciepła dłoni.
Tęskniłem, i moja rozpacz przybrała czarną barwę.
 
Łapałem się na tym, że po nocach wyglądałem co chwila przez okno, jakbym czekał, że w strugach deszczu ona nadejdzie, i będziemy już razem, po czasu kres.
Zapłakane szyby zdawały się szeptać, że na próżno czekam, że nie ma to sensu.
Ale w beznadziejnej desperacji ja co noc trwałem jak maniak przy oknie.
Bacznie lustrowałem przestrzeń tylko po to, by nic tam nie odkryć.
Piłem w nocy kawę, by nie przeoczyć momentu jej nadejścia.
Lecz moje spełnienie nie nadchodziło – wciąż tkwiłem w marazmie i pustce, a mijające minuty znaczyły jedynie szlak smutku i bezradności…
Klatka się zamknęła i ja znalazłem się w środku – bez miłości i bez szans na nią.                  
Szarpałem niewidzialne pręty i chciałem znów poczuć smak jej ust, wolność kochania, zabrać ją na naszą łąkę, gdzie zaśpiewają słowiki i raz jeszcze poczujemy, co to słodycz słów, które, choć proste i czytelne, mają w sobie magię, niewypowiedzianą i nienazwaną.
 
Prosiłem Go, błagałem, by mi ją oddał, by nie pozostawiał mnie w samotności, w otchłani bólu i w czeluści nieistnienia – ja chciałem żyć i kochać, nie umierać za życia.         
By okazał litość, zrozumienie i wspaniałomyślność.
By spojrzał na mnie łagodnym okiem i wysłuchał mych próśb, wszak nie były one wielkie – pragnienie miłości nie jest niczym nadzwyczajnym na tej ziemi, każdy chce to poczuć na sobie, mieć obok osobę, która będzie mu światem i tylko tego chciałem.
Na zimnej, kościelnej posadzce klęczałem godzinami i płakałem.
Nikt na tej ziemi chyba nie prosił jak ja.
Nikt nie był tak zdeterminowany, by jego marzenie się spełniło.
 
On nie odezwał się do mnie.
Nie odezwał ani razu.
Jakbym nie istniał, jakby mnie w ogóle nie było.
Może po prostu nic dla niego nie znaczyłem?
Poczułem się podle, bo nie tego oczekiwałem, nie tego mi było trzeba.
Pozostawił mnie samemu sobie, bym gryzł się dalej ze własną tragedią.
 
Aż nadeszło coś, czego nie mogłem się spodziewać.
 
Kiedy którejś nocy piłem na smutno tanie, chilijskie wino, zagryzając niezbyt świeżym kurczakiem z rożna, kupionym w barze „U Smętnego Teda”, zmorzył mnie nagły, potwornie ciężki sen, co zaatakował jak złe słowo rzucone w złą godzinę w złym miejscu.
Spadł na mnie jak granitowa płyta, przygniatając swą masą.
Wnet zobaczyłem serię obrazów, których nijak się nie spodziewałem – uderzały swą wyrazistością i ostrością konturów, jakbym był ich świadkiem na żywo.
 
Ujrzałem w nich starca, który dziarsko szedł ulicą, w czerwonej czapce i zielonych butach.
Mógł mieć około osiemdziesiątki i był dość modnie ubrany jak na te czasy.
W prawej ręce miał cygaro i co jakiś czas puszczał zawadiacko dymek..
Wesoło pogwizdując, przeskakiwał między kałużami, uśmiechnięty i radosny.
Coś mi szeptało, że tak może zachowywać się tylko człowiek całkowicie spełniony.
On zdawał się nikogo nie dostrzegać, absolutnie skupiony na tym, co właśnie robił.
 
Po chwili wstąpił do knajpki, gdzie zobaczyłem... siebie, sączącego drinka.          
Siedziałem przy barze i rozmawiałem z Dużym Mike’iem, właścicielem lokalu.
Staruszek usadowił się przy mnie i zamówił to samo.                  
Emanowało od niego coś, co nazwałbym śmiało naturalnym, człowieczym dobrem.
Niewątpliwie należał do ludzi, których się po pięciu minutach darzy szczerą sympatią.
Poczułem w nim bratnią duszę, i jak się później okazało, nie pomyliłem się.
 
- A co ty tak pijesz sam, młody człowieku? – zapytał. – Problemy?
- Moja kobieta mi się już nie śni – odparłem. – Nie mam na tym świecie nikogo.
- Senne marzenia to czasem wszystko, co mamy, ale czasem bywa też, że to dopiero zapowiedź. Bo jest wiele rzeczy między niebem a ziemią, o których się nikomu nie śniło.
Ale są dni, takie wyjątkowe i niepowtarzalne, kiedy sen zmienia się w jawę.
- Mówisz, jakbyś wiedział, co mi jest.
- Znam twoją sprawę – rzekł staruszek. – Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje.
- Tak?
- Jestem Edward z Manchesteru.
- Miło mi. Pewnie masz mi coś do powiedzenia. Chętnie posłucham.
- Znam sprawy ludzkich snów i umiem w nie wchodzić – uśmiechnął się pod nosem.
- Nie bardzo rozumiem – powiedziałem, pijąc dalej.
- Otóż sprawa nie jest taka trudna – rzekł  Edward z Manchesteru.
- To znaczy? – nieśmiało zapytałem.
- Posiadam zdolność kojarzenia par.
- O!
- I co za tym idzie mogę i wam pomóc.
- Edwardzie, ale ty jesteś tylko postacią ze snu – jęknąłem.- Wiem, że to, co się między nami dzieje, to tylko sen. Ty mi się śnisz, a zaraz się obudzę znów w swoim piekle.
- Chwileczkę. Czasem to, co ci się wydaje, nie jest tym, co widzisz i przeżywasz.
A pomyślałeś, że może być na odwrót? Mózg niekiedy zawodzi, pamiętaj. Kieruj się w życiu sercem, a najdalej zajedziesz.
- Ty nie istniejesz.
- Istnieję, ale w innym wymiarze, w tym, gdzie nierealne staje się realnym.
- Nie wierzę.
- Zatem niebawem się przekonasz.
- Co masz na myśli?
- To, że twoje marzenie i marzenie Ramony się spełni.
- Jesteś bogiem?
- Nie, tylko facetem ze snów od spełniania życzeń.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że my…
- Tak, że wy spotkaliście się w innym świecie, ale macie szansę w rzeczywistości. I ja dopilnuję tego, by tak się stało. Ale postaw mi jeszcze kolejkę. Zaschło mi w gardle.
- Nie ma sprawy.
- Mike, przyśni wam się dokładne miejsce randki. Tam się poznacie. Tam poznacie się jako ludzie, nie postacie ze snu. Potem wszystko pójdzie gładko, jestem tego pewien.
Nie miej do mnie pretensji, ale to ja „zabrałem” Ramonę z twoich snów, by upewnić się, że z twojej strony to naprawdę miłość, że zrobisz dla niej wszystko. Musiałem mieć tę pewność.
Przychodzę tylko wtedy, kiedy oba serca biją jednym rytmem. Nie zawsze tak bywa – wówczas nie mogę nic zrobić, po prostu czekam cierpliwie na tych, których łączy kochanie.
- Edwardzie, skąd pojawiłeś się w naszym śnie? Mogłeś przecież być zupełnie gdzie indziej
- Mam coś w rodzaju rozeznania, gdzie ktoś jest w potrzebie.
- Czyli jesteś dobrym duchem zakochanych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą?
- Dokładnie.
- My wiedzieliśmy, ale czy pomagasz tym, którzy szukają drugiej połówki?
- Oczywiście. Wtedy podsuwam ją im na tacy. Kojarzę pary. Już o tym wspominałem.
- Jesteś wielki!
- Mam tylko metr siedemdziesiąt wzrostu, ale serce, które czuwa.
 
Piątego kwietnia 1965 roku miałem bardzo plastyczny sen, jakby projekcję wprost do mózgu.
Przyśniła mi się kartka z adresem klubu, w którym piłem namiętnie Tequilę.          
Litery wypisane były mocną ręką – wyraziste, jak znak, którego nie można przeoczyć.
Leżała na pięknej, zielonej łące, jakby rzucona od niechcenia, a wokół niej gromadziły się ptaki, śpiewające przepiękne trele, kolorowe, radosne, pełne czegoś, co śmiało nazwałbym nieopisanym szczęściem – iluminacją tego, co w życiu znaczy więcej niż złoto.
Gdzieś, w oddali, kroczył samotny bocian i klekotał światu o tym, że warto żyć, bo to najpiękniejsza z przygód, jaka może przytrafić się człowiekowi.
 
Zaraz po przebudzeniu szybko spisałem dane, by nic nie umknęło pamięci.
Teraz już nie miałem wątpliwości, że Edward z Manchesteru mówił prawdę.                 
Ale skąd i dlaczego pojawił się na naszej drodze – to miało pozostać tajemnicą na zawsze.
Już nigdy nie dał znaku życia, już nigdy nie był blisko nas.
Pozostał postacią tajemniczą i po czasu kres będę zastanawiał się, kim był i czemu nam wtedy pomógł, ponadto co skłoniło go do wejścia w nasz niezwykły sen.
Wciąż czułem jego spojrzenie, jego ciepłą dłoń, kiedy się żegnaliśmy.
W ostatniej sekundzie tak na mnie spojrzał, że wiedziałem, jak potoczą się nasze losy.
I w uszach miałem mocno wypowiedziane słowa, coś, co nie mieściło mi się w głowie.
 
- Mike? – spytała cicho, kiedy już byliśmy w klubie, nieśpiesznie sącząc drinki.
- No przecież wiesz, Ramona  - odparłem. – Czytasz w moich myślach. Rozumiemy się bez słów. A jeśli nawet chcemy coś powiedzieć, to i tak będzie to telepatia. Dzięki tobie nauczyłem się pięknie mówić o kochaniu, przedtem nie byłem taki. Bardziej to czułem, niż mógłbym to powiedzieć. Jakoś było to we mnie, nie na języku.
- Mam wrażenie, że znamy się od stu lat. Że chodziłam z tobą do jednej szkoły, i bawiliśmy się na tym samym podwórku, a na murku graliśmy w kapsle. Że potem odprowadzałeś mnie do domu, zbyt nieśmiały, by pocałować. Czuję, że żyłeś we mnie od zawsze, a ja musiałam to odkryć i nazwać. Mam takie myśli, krążące wokół naszej bliskości. Bo nikt mi nie powie, że ta miłość to dzieło przypadku, nigdy w to nie uwierzę. Ty zawsze byłeś gdzieś blisko, choć ja nigdy o tym nie wiedziałam. Może urodziliśmy się pod tą samą gwiazdą?
- Poznaliśmy się na błoniach zaświatów – powiedziałem poważnie. – Ludzkie losy to niezbadana niewiadoma, to przenikanie się wymiarów.
- Dobre określenie – przytaknęła.
- Kiedy śniłem o tobie, marzyłem o miłości po grobową deską. Miałaś być tą, z którą zechcę się zestarzeć i mieć gromadkę dzieci. Przez całe życie kochanie było dla mnie nieosiągalnym snem, czymś, co mogło uroić mi się w głowie w pijackim zwidzie. Dziś już wiem, że kiedy dwoje ludzi jest sobie pisanych, nic ich nie rozłączy, nie ma takiej siły. Wierzę w to, jak w zmienność pór roku.
- Ja też.
- Czy miłość zrodzona w innym wymiarze ma większe szanse na przetrwanie niż ta, która rodzi się tutaj, na ziemi?
- Miłość pozostanie sobą. I jej pochodzenie nie będzie aż tak ważne. Istotne są osoby – to one zapiszą tę czystą kartę.
- Nasze drogi musiały się przeciąć. Wiem to i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.
Bo są ludzie, którzy nigdy nie odnajdą swojej połówki. Będą błądzić w ciemnościach i gdzie by się nie ruszyli, zawsze popełnią błąd, który może zaważyć na całym życiu. Wierzę, że człowiek rodzi się do miłości lub nie. Stąd tylu samotników dookoła.
- Zjedzmy coś, rozmawianie o miłości sprawia, że robię się głodna – powiedziawszy to, sięgnęła po menu. – Chyba już powiedzieliśmy wszystko, nieprawdaż?
- Pomyślałem o tym samym – odparłem z uśmiechem, zapalając Pall Malla.
 
 
 
20 stycznia 2019
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mike17 · dnia 29.01.2019 20:58 · Czytań: 671 · Średnia ocena: 4,82 · Komentarzy: 47
Komentarze
Kushi dnia 29.01.2019 22:17 Ocena: Świetne!
Zaczytałam się w Twoim opowiadaniu Mike, i chyba czegoś takiego potrzebowałam na dzisiejszy wieczór:) Dla mnie fantastyczne:) Tak wiele zawarłeś w nich myśli, które czuje chyba każda samotna dusza:);) Po za wszystkim co ujęło mnie najbardziej to niezwykła atmosfera podróży w czasoprzestrzeni, te niesamowite pragnienie miłości.
Bo każdy rodzi się dla kogoś, każdy pragnie dzielić z kimś swoje istnienie, swoje życie...
Samotność zabija, rani...odbiera tak wiele możliwości...
Dziękuję Ci za to opowiadanie Mike, pozdrawiam ciepło :)
mike17 dnia 29.01.2019 22:36
Dziękuję Ci, Kasiuże wyczułaś to, co chciałem dać.
To pragnienie miłości.
Wszystko inne to już drugi plan.
Kochanie jest prymarne i tylko ono wiedzie prym.
Tu miało tak być.
Miłość miała oszukać wszelkie realistyczne przesłanki i zwyciężyć.
Bo wieżę, że kochanie zawsze wygra, a nienawiść przegra, ot, co :)
henrykinho dnia 30.01.2019 08:32
Powiem tak. Dobre to było.

Pisząc prościej: nastawiłem się na częste dla opowiadań o miłości przesadne stężenie patosu, a spotkało mnie miłe rozczarowanie i poczucie rozsądnego wyważenia wyrażanych piórem uczuć.
Uważam, że ma to wszystko głębię przekazu, jest też dobrze poprowadzone. Z początku historia idzie (a raczej: zatacza się) torem pijaka-przegrywa, natomiast potem serce Majka ukazuje się w pełnej krasie i gość chęć chlania zgrabnie zmienia w chęć miłości, w niej upatrując wewnętrznego spełnienia.
Zresztą udało ci się zagrać na moim banjo emocji, poczułem tęsknotę i strach straty bohatera. Trochę w tym było obaw o jego przyszłość, myśl o tym, jak trudno przecież taką miłość odnaleźć, że przecież "ideały" są tylko w bajkach, czy też snach, jak tutaj i że generalnie nie istnieją. Jednak ten zwykły kierowca ciężarówki daje radę - skoro on może, to każdy może. Ciekawe zresztą, czy autor się utożsamia, takie myśli również towarzyszą lekturze ;)

Polubiłem się z całym "miejscem" akcji, trochę umocowanym w niebycie. Sam starzec z knajpy "Smętnego" kojarzy mi się z Amerykańskimi Bogami, taki władca snów wkraczający czasem w życie śmiertelnika z buciorami.

Podsumowując - udało się stworzyć refleksyjny tekst, który unika natrętnych, miłosnych wykładni i pozwala, przynajmniej mi, chwilę pomyśleć. Fajno.
Milena1 dnia 30.01.2019 09:29
Mike, po takiej wspaniałej recenzji powyżej, zabrałam się ochoczo do czytania :)
Tekst bardzo mi się spodobał. Wykorzystujesz w nim dużo elementów z pogranicza ezoteryki, jak sny synchroniczne, świadome śnienie, bliźniacze płomienie... A wszystko po to, żeby pokazać, że każdy ma gdzieś swoją połówkę, w co niektórzy święcie wierzą. Może to i prawda?
Taki kierunek twoich opowiadań, dla mnie jest bardzo ciekawy.
Przypomniał mi się "Solaris" Lema, no i film " Początek" nie mają one oczywiście nic wspólnego z twoim opowiadaniem, jeżeli chodzi o fabułę, ale tylko taki klimat, zawieszenie na pograniczu dwóch światów - rzeczywistości jawnej i niejawnej.
Pozdrawiam :)

No i zapomiałam ocenę - dla mnie bardzo dobre :)
mike17 dnia 30.01.2019 11:57
Henry, dziękuję za ogrom dobrego słowa i tak entuzjastyczny koment :)
Trochę się obawiałem, że tekst chwyci, bo jest w sumie dość bajkowy, a nie każdy lubi je czytać.
Tematyka wynikła z mojej wiary w takie rzeczy - wierzę w Paranormal i przenikanie się wymiarów bytu, stąd taki umiejscowienie akcji.

Bardzo się cieszę, że polubiłeś ten świat - oniryczny, odrealniony...
Twój odbiór jest taki jaki sobie wymarzyłem.
W Twoim komentarzu jest wszystko to, co miałem w głowie pisząc ten tekst.
To wyjątkowe wyczucie z Twojej strony :)

Mileno bardzo mi miło, że "kupiłaś" ten tekst :)
Wykorzystałem w nim całą swoją wiedzę o snach i wszystkim, co się z nimi wiąże.
I tak jak piszesz, wiarę, każdy ma kogoś,gdzieś tam, w świecie, trzeba tylko cierpliwie czekać i szukać.
Głęboko w to wierzę, i jest to częstym motywem moich miniatur.
Zależy mi na happy endach, stąd rzadko kończę na smutno.
Wierzę w Pozytyw i dlatego moje opowiastki mają dobry wydźwięk.
Jak tu, gdzie zakochani w innym wymiarze, spotykają się na jawie.

Raz jeszcze bardzo Wam dziękuję za odwiedziny i miłe komentarze :)
Kemilk dnia 30.01.2019 17:21
Pięknie piszesz, płynnie i melodyjnie, dzięki czemu wczuwam się w odmalowaną przez ciebie atmosferę. Fajnie pokazałeś pragnienie miłości, która jest dostępna dla każdego. Bardzo dobre opowiadanie.
Znalazłem małą literówkę
Cytat:
ku­pio­nym u w barze „U Smęt­ne­go Teda

Pozdrawiam.
mike17 dnia 30.01.2019 17:33
Dziękuję, Kemilk, za wizytę i ciepłe słowo - bez tego ani rusz :)
Więc bardzo mi miło, że się podobało - staram się, jak mogę :)

Literówka zaraz zniknie.

Pozdrawiam
Arkady dnia 30.01.2019 18:35 Ocena: Świetne!
Sprawnie napisane... Przeczytałem na wdechu. Przyjacielu czarujesz słowem. Opisy masz tak realistyczne, że wszystko można zobaczyć tak jak byłbym na miejscu. Pragnienie miłości opisałeś z perfekcją, czytając czułem chyba to samo co bohater.
Fabuła jak z baśni, choć osadzona w realnym świecie... Ale się rozgadałem, a wystarczyło napisać: podoba się
PS w niektóre teorie które poruszyłeś po prostu wierzę i to niedomówienie na końcu - to jak zapowiedź: cdn
mike17 dnia 30.01.2019 18:49
Arkady, kłaniam się w pas i bardzo dziękuję za miłe słowo i wizytę :)
Cieszę się, że poczułeś to, co bohater.
Chciałem to podać tak, by każdy mógł się wczuć w tę opowieść.
By mógł wejść w ten świat.

A pragnienie miłości?
Och...
Ileż by tu można napisać.
Ile postaci stworzyć.

Chciałem to, jak zauważyłeś, dać w konwencji bajki.
Bo wiem, że odnalezienie miłości to bajka.
To spełnienie.
I nie ma niczego lepszego.

Wielkie dzięki, Arkady, za to, że byłeś dziś ze mną :)
Arkady dnia 30.01.2019 19:18 Ocena: Świetne!
Mike, pozwól że tu jeszcze wrócę. Poruszasz wiele ciekawych i inspirujących spraw. ;)
mike17 dnia 30.01.2019 19:33
Arkady, obok zasadniczego tematu, staram się przemycać też tematy poboczne :)
Jak tu, zależało mi na wielu płaszczyznach.
Na tym, by utwór nie był płaski.
Był żył.
By w głowie tworzył obrazy, i poprzez to wyobrażenie.

Jak film, puszczony gdzieś pod czaszką, barwny i wieloznaczny...
Arkady dnia 30.01.2019 19:35 Ocena: Świetne!
Rozumiem i dlatego wrócę :) Warto.
mike17 dnia 30.01.2019 19:38
Dziękuję :)
Kobra dnia 30.01.2019 20:17 Ocena: Świetne!
Mike17, macho z papierosem na fotce (jak faceci w czerni :) ) ...a z treści opowiadania płynie poetycka wrażliwość i delikatność. Znikąd ona się nie bierze, tylko z Ciebie. Pięknie, że są jeszcze tacy mężczyźni. :)
Subtelne pragnienia najgłębszej relacji... Bardzo czytelnie, konkretnie - ale jednocześnie podkreślam, bardzo poetycko (co nie każdy potrafi), bardzo dobrze warsztatowo.
I to przemieszczanie się w przestrzeniach, jakbym oglądała świetny film (coś tak jednak masz z matrixa :) - ach te okulary!). Dzięki Mike17!
Warto było poczytać.
mike17 dnia 30.01.2019 20:37
Kobro droga, Weszłaś we mnie jak nic :)
Bo ja taki twardziel tylko na avatarze, w życiu kieruję się sercem i uczuciem.
I intuicją.
Na miłość patrzę bardzo emocjonalnie.
Nie ma u mnie "letnio".
Jest albo żar, albo lód.

Dlatego bohater tej opowiastki postawił wszystko na jedną kartę - zaufał swym marzeniom.
Uznał, że miłość przyjdzie, jeśli się tego bardzo pragnie.

I tak się stało.
Wierzę w przenikanie się wymiarów, zatem tak umiejscowiłem tę historię.
Mike w innym wymiarze realizuje swój plan.

A potem?

Już tylko miłość i słodycz :)

Ukłony ślę :)

:) :)
czarnanna dnia 30.01.2019 21:42
Michale, po lekturze Twojego tekstu pierwsze co pragnę stwierdzić, to to iż życie cholernie nierówno dzieli! Na świecie jest z pewnością cała rzesza kobiet, które od swojego partnera/męża etc. bez konkretnej okazji nie dostaną nawet głupiego kwiatka. Na drugim biegunie znajduję się zaś Mike :) Ten to o miłości pisać potrafi. Oj potrafi.:)

Dla mnie Twoje opowiadanie z całą pewnością jest bardzo emocjonalną podróżą. Bohater przedstawia nam historię tego, w jaki sposób połączony został ze swoją drugą połówką. Dosłownie, drugą połówką. Widać, że stanowią bowiem duet idealny. Jedno bez drugiego żyć nie może. Jego bez drugiego nie jest szczęśliwe. A nawet zostaje okaleczone, co widać chociażby w próbach zapicia bólu sennego nawet rozstania.

To, że poszukiwania miłości zostały tu oprawione w ramy snu, wydaje mi się pomysłem trafionym, ale i całkiem prawdopodobnym. Ilu z nas marzyło przecież o wielkim uczuciu, tak intensywnie, że w którymś momencie stało się to prawdą? Najważniejsze w życiu to mieć wizję siebie szczęśliwego. Mając przed sobą taki właśnie obraz, nie ma mocy by tak się właśnie nie stało. Znana w psychologii ''samospełniająca się przepowiednia'' to nie wymysł nawiedzonych profesorków, a potwierdzony naukowo fakt. Myśląc pozytywnie, ściągamy dobre rzeczy. Widząc zaś wszystko w czarnych barwach, na próżno oczekiwać spełnienia w poszczególnych obszarach naszego życia.


Cieszę się, że w opowiadaniu przewidziałeś szczęśliwe zakończenie. Mogłeś potrzymać czytelnika w napięciu, niedopowiedzeniu lub skazać bohatera na życie w pojedynkę. Wybierając pierwszą opcję, umocniłeś go zaś w przekonaniu, że warto o marzenia walczyć. Nie tylko na jawie, ale i w śnie.


Pozdrawiam Cię ciepło,

Czarna
mlodepioro dnia 30.01.2019 21:48
Przeczytałem Twój tekst i obudziły się we mnie sprzeczne emocje. Na początku tekstu, pada stwierdzenie: [ W życiu dzie­li­ła nas od­le­głość ciszy i nie­by­tu[/quote], z którym się nie zgadzam, bo jeżeli się kogoś kocha to nieważne są odległości, cisze, byty lub niebyty, ale to tak abstrahując od całości tekstu, która według mnie utrzymana jest w konwencji snu. Czytelnik nie ma pewności czy ma do czynienia z prawdą, czy może już fikcją. Trochę rozbawił mnie "Rów Mariański", jakoś to tekstu o ludzkiej egzystencji i miłości, według mnie, nie pasuje, zbyt sarkastyczny, ironiczny, zważając, że Twój utwór jest mocno metaforyczny i plastyczny. Co do snów samego bohatera, takie się zdarzają, plastyczne, realne, że nad ranem, tuż po przebudzeniu, nie wiemy, co ze sobą zrobić. Telepatia i przeznaczenie krystalizują się w tekście. Za to bardzo spodobało mi się stwierdzenie: "bo kochać, to żyć" i to najświętsza prawda, sens ludzkiego życia. Człowiek bez miłości staje się marną istotą, samotną i nieszczęśliwą.

Generalizując, tekst jest świetny! Dalej będę podtrzymywał swoją opinię, że jednak mężczyźnie (chociaż kobiety też świetnie piszą) tworzą najlepsze teksty o miłości, a także o wierze w swoje marzenia, o które trzeba nieustannie walczyć, aby w końcu się spełniły! Gratulacje!

Zapraszam do mojego Snu o J. ;)
Nalka31 dnia 30.01.2019 21:52
Powinnam się przyzwyczaić do Twojego pisania, do krążenia wokół tematu, powtarzalności scen, a jednak nie. W takim wydaniu nie męczy, ale trochę drażni. W końcu ile razy można powtarzać to samo? I jak widać można. Jak wszystkie inne opowiadania, tak i to tchnie wiarą w miłość, która ma wiele odcieni, przychodzi nawet we snach, by potem się urzeczywistnić. Dobrze jest w coś wierzyć, a szczególnie w miłość. I to nie taką samolubną, ale taką, która jest w stanie coś zmienić.

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 30.01.2019 22:31
Czarna, Mike wie, czego trzeba kobiecie i w całym swoim cierpieniu wciąż czeka.
Wciąż wie, że ta miłość nadejdzie, że jego sny się ziszczą.
I tak się dzieje - wiara czyni cuda, jeśli w coś wierzysz, to to do Ciebie przyjdzie.

Napisałaś mi tak piękny koment, że nawet nie wiem teraz, co Ci odpisać :)
Jestem bardzo szczęśliwy, że Ci się podobało - że mężczyzna może pisać jak kobieta.
Już nie raz to słyszałem o moich miniaturach, ale to kwestia wrażliwości.

Nie trudno mi wczuć się w duszę kobiety.
I z tej pozycji pisać, jak też z pozycji zakochanego faceta.

A że wszystko jest we śnie, to taka konwencja, wiem, że i tam dzieją się cuda.
Młode Pióro, wszystko dzieje się prawie że we śnie, pod koniec już nie.
Oni wychodzą ze swego snu i są razem.
Miłość nie zna granic.
Nawet takich jak sny.
Bo kochać, to żyć, a jeśli nawet to przejściowo sen, to trzeba wierzyć, że to się zmieni.
Masz rację, początkowo nie wiadomo, czy to jawa czy sen, ale...

Bardzo Ci dziękuję za dobre słowo :)
Daje mi to pałeru do pisania.
Motywuje.
I zgodzę się, że najlepsze teksty o miłości piszą faceci.

Nalko, bo ja od 4 lat piszę głównie miniatury miłosne.
Jakoś odnalazłem się w tym temacie.
Wiem, że może powielam tę samą scenę, ale zawsze pod innym oświetleniem :)
O kochaniu można w nieskończoność.
Bo to temat rzeka i nigdy nie zdubluje się wątku.
Zawsze można wykopać coś nowego.
Staram się to robić.
Pokazywać świat miłości z różnych stron, od różnych perspektyw.

Bardzo Wam dziękuję za czytanko i merytoryczne komenty :)
To dla mnie bardzo ważne :)

Ahoy!
amaranta dnia 01.02.2019 18:09
Nie chcę się rozwodzić, powtarzać tego co napisali inni, a musiałabym to zrobić - zgadzam się z nimi. To było piękne.
O miłości, jej oczekiwaniu, pragnieniu , spełnieniu czy też nie, pisano od zawsze, a mimo to zawsze aktualne, zawsze najmocniej przeżyte, amplituda uczuć od 0 do nieskończoności. Miłość jest Istotą Rzeczy, nie tylko w odniesieniu do kobiety i mężczyzny, ale tej pojętej jako sens życia.
Pisz więc o miłości, świetnie Ci to wychodzi, "czujesz " ją.
Proszę Cię tylko nie używaj słów "póki co", nie brzmi to dobrze, już raczej "tymczasem" lub"narazie" albo jeszcze jakoś inaczej. Wymyśl coś innego zamiast "póki co", dobrze?
Acha, i jeszcze słowo " zespolić " z początku miniatury. Zabrzmiało jakoś tak mechanicznie.Może "zbliżyć"?
mike17 dnia 01.02.2019 18:28
Bardzo Ci dziękuję, Amaranto, za wpis i podzielenie się swoimi uwagami oraz dobre słowo :)
Masz częściowo rację: zespolić brzmi zbyt płciowo, więc to ad kosz, ale "póki co" to jedno w moich ulubionych powiedzonek :) więc zostaje.
Wiesz, każdy ma takie - ja go używam na co dzień bardzo często, stąd sentyment.

Niełatwo jest pisać o miłości.
Jeśli choć trochę mi się to udało, tom rad.

Bardzo się cieszę z Twojej wizyty i tego, że Ci się podobało :)

Pozdrawiam wieczorowo :)
naiwna w poezji dnia 01.02.2019 20:06
czymże jest istnienie bez miłości-niczym, jak żyć w pustce, w nicości. Kiedy kochamy - wszystko nam się uda, wszystko jest realne, nie potrzebujemy śnić, bo życie jest piękniejsze niż sen. No i tu Mike zapewne powiesz - banał, wyśwechtane słowa, przebrzmiałe, żmieszne...ale ja w to wierzę i jeśli powiesz och naiwna, nie obrażę się:) Piękne jest co napisałeś,czyste...Dziękuję za wrażliwość...
mike17 dnia 01.02.2019 20:30
Pisanie o miłości to moja pasja :)
Nigdy nie nazwałbym kochania banałem - to bzdura.
Ja też wierzę w to, co Ty, Naiwna, dlatego jestem wrażliwcem.
Nie znoszę chamstwa i zawsze je tępię.
Stawiam na miłość i wiem, że to się opłaci :)

Dzięki, Naiwna, za pojawienie się i garść słów.

To cenne, nawet bardzo :)
msh dnia 02.02.2019 12:05
Michał, Michał! Twoja opowieść, w której spełniają się marzenia jest o tyle, jakby to nie zabrzmiało, niewiarygodna, co budująca. Ileż razy w życiu przeżywamy porażki niespełnienia, pomimo zaciśniętych kciuków, pomimo pozytywnego myślenia…Twój bohater, z góry pozbawiony nadziei, skazany na porażkę, jest zaprzeczeniem tej tezy, chociaż nic nie wskazuje, by życie „stało się” przychylne. Niby nie odkrywasz Ameryki (siła tkwi w marzeniach), ale jednak przenosisz rzeczywistość tam, dokąd podążają tęsknota i pragnienie.
Mógłbym tak ”słodzić” Ci długo, ale musi być jakaś łyżka (no może łyżeczka) dziegciu w tej beczce miodu. Po pierwsze, w sumie drobiazg, ale jednak: przeszukaj tekst pod kątem „zaimkozy” („mi” pojawia się zbyt często) i „najważniejsze”: według mnie bohater (na końcu opowieści), powinien zaciągnąć się „chesterfieldem” (w dodatku czerwonym). Byłoby tak „po mojemu”. Pozdrawiam serdecznie. msh ps oczywiście z tym papierosem to żart: gdy rzucałem palenie ostatnią „fajką” był właśnie czerwony Chesterfield, stąd skojarzenie, ale żeby było jasne: nie mam nic do Pall Malli…
mike17 dnia 02.02.2019 13:38
Artur, bo w moim pisaniu nierealne staje się realne, niemożliwe możliwym :)
Wynika to poniekąd z mojej wielkiej wiary w człowieka, w jego zdolność do przemiany duchowej, jak też głęboko wierzę w przenikanie się wymiarów.

Często moi bohaterowie to ludzie zagubieni, którzy odnajdują siebie tylko wtedy, kiedy odnajdują miłość.
Jest to moja teoria życiowa (pewnie nie moja), że bez miłości nie ma życia dla człowieka.
Będzie to tylko nędzna wegetacja...

Lubię też elementy magii, mieszającej się z realem.
To daje finalnie fajną mieszankę.

Chciałem dać coś na kształt bajki, z pięknym happy endem i wiarą w spełnienie marzeń.

Dzięki za sugestię z zaimkami - wszędzie tam, gdzie mi się nie posypią zdania przejrzę tę kwestię.

Dzięki wielkie za wizytę, refleksje i czas poświęcony na lekturę tej opowiastki :)

Trzymaj się :)
Hubert Z dnia 06.02.2019 08:49 Ocena: Świetne!
Witaj Michale.
Wreszcie udało mi się znaleźć czas by przeczytać Twoje opowiadanie.
Przyznaję, że łatwo przepłynąłem przez całość.
Podoba mi się to pogranicze światów, gdzieś między snem a „pijacką rzeczywistością”.
Ktoś już o tym wyżej napisał, ale ja też wspomnę.
„Jeśli autopogarda mogła sięgnąć zenit, moja byłaby Rowem Marianskim” - jakoś zestawienie słów „zenit” i „Rów Mariański” mi nie pasuje. Choć rozumiem, że chciałeś dosadni podkreślić stan emocjonalny bohatera.
Poza tym opowiadanie mi się bardzo podobało. :)
Pozdrawiam :)
mike17 dnia 06.02.2019 14:47
Witaj, Hubercie, pod tą miniaturą miłosną, tudzież oniryczną :)
Cieszę się, że odnalazłeś się w tym świecie z innego wymiaru.
To zawsze miłe dla autora i budujące, nakazujące pisać dalej, skoro jest czytelnik.

Odnośnie zdania z "zenitem" i "Rowem Mariańskim" ja tu żadnego dysonansu nie widzę.
Owszem, można zastąpić słowo "zenit" "apogeum" czy czymś w tym style, ale czy to tak naprawdę coś zmieni?
Rozumiem, że nie każdemu podoba się to samo, szanuję odmienne zdania.

Cieszę się, że opowiadanie Ci się podobało - warto było zatem je napisać!

Pozdrawiam wesoło :)
Miroslaw Sliwa dnia 19.02.2019 08:07 Ocena: Świetne!
Witaj Michale. Oniryczna i romantyczna opowieść o idealnej miłości do idealnej kobiety pełnokrwistego, steranego życiem mężczyzny. Temat achetypiczny - miłość. Prawdopodobnie istnieją miliardy wierszy, poematów, piosenek, pieśni, opowiadań, powieści i eposów traktujących o tej dziwnej sile, tej energii atomowej tkwiacej w każdej ludzkiej istocie. Uczucie tak powszechnie znane, a za każdym razem zadziwiajace.
Nie przynudzasz; czytelnik zastanawia się: Czy aby główny bohater nie doznał trwałego pomieszania zmysłów? Jednakże odpowiada sobie: Chyba nie, bo przecież, przynajmniej od czasu do czasu, wszycy bywamy tym wariactwem dotknięci. No chyba nie..., ale nutka watpliwości niepokoi, bo każdy nawet największy wodospad w końcu powinien przejść w spokojny nurt rzeki, a w Twoim tekście pojawiaja się kolejne kaskady wyobrażonych uczuć. Czy to wyobrażona kobieta kocha wyobrażającego ją sobie mężczyznę? Czy wyobrażenie stalo się rzeczywistością, tą prawdziwą i jest zdrowym uczuciem pomiędzy dwojgiem prawdziwych ludzi? Czy też urojona rzeczywistość zawładnęła umysłem samotnego, zmęczonego życiem, ale posiadającego jeszcze pasję życia mężczyzny?
Dobrze się czytalo. Tekst otwiera wyobraźnię i, co dla mnie ważne, udało Ci się nie popaść w zbytnią egzaltację, a nie jest to proste w zetknięciu z tak wymagającym tematem.

Pozdrawiam. :)

Mirek
mike17 dnia 19.02.2019 14:54
Witaj, Mirku, w moich skromnych progach :)
Bohater nie zwariował.
Lubię elementy magii i Paranormalu, więc musiałem je tu umieścić.
Może gdzieś, kiedyś ktoś przeżył podobną rzecz?
Może na błoniach zaświatów poznał tę jedyną, by potem móc ją poznać w realu?
Kto wie...

Opowiadanie miało być z gruntu magiczne.
Próżno tu dopatrywać się logiki rzeczy realnych - tu włada wszystkim Niepoznane.
I to ono popchnęło w snach tych dwoje ku sobie.

Wiem, że mogło to wyglądać na szaleństwo polegające na przeniesieniu życia do krainy snów, ale tak nie było - wszystko odbyło się naprawdę, jak sny prorocze.

Jest przecież tyle rzeczy między niebem a ziemią, o których się filozofom nie śniło.
Moi bohaterowie zaś wyśnili swoją miłość, która stała się ich życiem.

Bardzo dziękuję Ci, Mirku, za jak zwykle mądre słowo i wizytę :)
Do następnego razu!

Pozdrawiam Cię :)
Quentin dnia 24.02.2019 19:41 Ocena: Dobre
Sen

Według jednej z teorii życie jest tylko snem. Lynch ciekawie do tego podchodzi, ale to pewnie doskonale wiesz.

Ujmowanie tematu miłości w ramy takiej "sennej" opowieści pasuje jak ulał. Właściwie może nawet bardziej niż osadzenie świata przedstawionego w czystym realu. Jest w tym wielkie szczęście, ale i tragizm, w końcu wiele nam nie pozostaje ponad czekanie i szukanie. A może właśnie to jest sensem życia.

Miłość jak ze snu. Śnić z miłości. Żyć jakby w dwóch światach jednocześnie. Dla jednego człowieka ( a dokładniej dla ciała) to zbyt wiele, ale dla umysłu nie ma rzeczy niemożliwych. Pytanie tylko czy zatem kochanie bardziej odnosi się do umysłu czy do bardziej osławionego serca...?

Gdybym kiedyś miał polecić twoją twórczość, nie powiedziałbym, że polecam, bo znajdziesz tu, drogi czytelniku odpowiedź na fundamentalne pytania. Powiedziałbym za to, że polecam, bo dzięki niej ( twórczości) możesz mnożyć pytania. W nieskończoność.

Dlatego ja kończę w tym miejscu.

Kłaniam się nisko, Maestro
Q
mike17 dnia 24.02.2019 20:36
Dziękuję za czytanie i wizytę.
Pola Kaj dnia 28.02.2019 11:02 Ocena: Świetne!
Tekst jest bardzo dobrze napisany, melodyjny, wręcz poetycki. Podoba mi się Twój styl. Opisy są bardzo bogate i szczegółowe. Dużo emocji, mało akcji.
Przeczytałam całość, mimo że jestem fanką dynamicznych tekstów. Historia sama w sobie niestety niezbyt mnie zaciekawiła, ale słowne zagrywki wywołały jakieś tam emocje. Na pewno osoby utożsamiające się z bohaterem poczują tę głębię.
Mimo, że do mnie nie trafił, daję piąteczkę, bo to świetny twór.

Pozdrawiam :)
mike17 dnia 28.02.2019 13:26
Bardzo dziękuję, Polu, za odwiedziny i podzielenie się swoimi refleksjami :)
Tym razem poniechałem dynamikę akcji na rzecz tworu onirycznego, dziejącego się w innym wymiarze.
Wiem, że fani opowieści sensacyjnych nie będą zachwyceni, ale co jakiś czas robię woltę i piszę coś w zupełnie innym stylu, jak teraz.

Bardzo mi miło z powodu wysokiej noty, to dla mnie bardzo ważne.
I cieszy mnie fakt, że pomimo wszystko tak spojrzałaś na mój tekst.

Pozdrawiam Cię :)
akacjowa agnes dnia 09.03.2019 09:20
Michale, Twój tekst jest jak zawsze taki Mike'owy. Rozpoznawalny styl.
Połączenie realu z fikcją.
Czytając przeleciały mi przez głowę trzy główne myśli:
1. Zaznasz miłość, jeśli sam umiesz ją dać, szczególnie sobie.
2. Miłość wyciągająca z samego dna skojarzyła mi się z moją miniaturą o kokosowym niebie.
3. Bogowie istnieją, dlatego że w nie wierzymy. Istnieją tak długo, jak długo żyje nasza wiara.

Dziękuję za to opowiadanie.
Pozdrawiam serdecznie
mike17 dnia 09.03.2019 13:58
Jakże miło mi Cię widzieć, Aguś pod tym magicznym tekstem :)
To fakt, po tylu latach pisania mam rozpoznawalny styl i cieszę się, że Ci się podoba.
Ale to efekt ciężkiej pracy nad sobą i warsztatem.
Pięknie jest, kiedy ktoś to docenia.

Ciekawe są Twoje refleksje.
Przyjemnie mi, że mój tekst wywołał jakieś asocjacje.

Wiara czyni cuda!

Sprawiłaś mi wielką przyjemność swoim pojawieniem się :)

:)

Pozdrawiam Cię wesoło!
Berele dnia 09.03.2019 15:06 Ocena: Świetne!
Tekst posiada szczególne podłoże - fikcji na tle życiowej prawdy; prawdy niezmiennej i zwycięskiej. To nieopisana frajda odnajdywać w opowiadanej historii nietuzinkowy dystans do pojęcia realu i faktu, jakim raczy nas Autor. Bohater nie pasuje do znanych zewsząd stereotypów robociarza. Nie przeklina, nie w głowie mu jakieś przekręty, powiedzmy - odbiór śmieci na lewo, gdzieś, przyjmijmy - z ogłoszenia, nie pojawia się też w tekście za wiele szczegółów związanych z jego pracą. Postać jest wręcz spreparowana, jej emocje przefiltrowane. Takiego fajnego frustrata dostarcza nam lektura lekkiej, weekendowej noweli. Dlaczego istnieje kierowca śmieciarki tylko w tym szczególnym apekcie - miłosnym? Otóż jest on nie tyle wycinkiem społeczeństwa, banalnym, powtarzalnym, co odbiciem naszej duszy. Mike przyłapuje czytelnika na prawdziwości duchowej i intymnej. Tej która chodzi między snem a rzeczywistością jak między sypialnią a salonem. Zarówno w wierszach, jak i między wierszami. Tam gdzie realność nie jest wymagana, bo czy nasze wnętrze to real? Czy intencje, troski, uczucia, namiętności są częścią materii zwanej rzeczywistością? Uważam, że konwencja bajkowo-oniryczna jest dobrym wyborem a na uznanie zasługuje dopracowanie słownika miłosnego, jaki zawiera się w dialogach, bo tylko dzięki nazywaniu - rzeczy uzyskują sens. Ponadto tekst ubogacają drobne ironie, których odnajdywanie dodaje smaczku, np. "sięgnąć zenit" albo "kiedy już nic nie rozłączy", tudzież "jest przecież tyle rzeczy między niebem a ziemią, o których się filozofom nie śniło". Gratuluję dzieła i dobrego warsztatu, Mike. Z ciekawością oczekuję kolejnych produkcji ;) :yes:
mike17 dnia 09.03.2019 16:23
Berele, jesteś niesamowity, co za komentarz :)
Rozgryzłeś całą moją miniaturę jak małego hamburgera.
Bravo!

Jesteś bardzo wnikliwym i bacznym obserwatorem.
Nic nie umknęło Twojej uwadze.
A ja wiem, że utwór działa, bo skoro tak wyrobieni literacko ludzie jak Ty coś tu znajdują, to jest to miód na moje artystyczne serce.

Bardzo mnie to cieszy, że odnalazłeś się w tych literkach.
Że moja konwencja nie okazała się banałem.
Że odebrałeś ten utwór tak, jak ja sobie wymarzyłem.

Twój koment zwalił mnie z nóg :)
Poważnie, obecnie rzadko kto pisze tak merytoryczne i wyczerpujące komenty.
Dlatego chwała Ci za to!

A ja piszę w swojej niszy swoje światy.
Gdzie zawsze zwycięża Dobro.
Bo taki już jestem - stawiam na Dobro w człowieku i prozie.
I wiem, że to do mnie wróci :)

Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego komenta.

Dla takich czytaczy warto pisać, i nawet czasem znieść słowa krytyki.

Trzymaj się, Berele :)
ajw dnia 10.03.2019 21:21 Ocena: Świetne!
Mike, lubię Twoje opowiadania miłosne, bo są plastrem na ból. Słodka historia, ale nie brzmiąca konfiturowo. Czasem wiemy, że ktoś gdzieś na nas czeka, ale mamy zbyt mało namiarów, by go odnaleźć, albo by dać się odnaleźć.. Jakże przydałby się taki Edward jako nawigator.. Przepraszam, że zajrzałam dopiero teraz, ale długo mnie nie było na pp. Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 11.03.2019 14:47
Witaj, Iwonko, pod tą miłosną miniaturą :)
Cieszę się, że utwór Ci się spodobał i że ciągle wracasz do mojego kramiku z miniaturami.
To piękne i zacne, zwłaszcza że to już tyle lat.
Wierny czytacz to skarb i Ty jesteś dla mnie skarbem :)

Pozdrawiam, sącząc popołudniowe piwo!

:yes:
al-szamanka dnia 03.04.2019 10:37 Ocena: Świetne!
No, Michale, nakręciłeś w głowie czytacza, zawirowały w niej sny wszelakie, te dobre, dziwne, zaskakujące i te z innej bajki.
Twoje opowiadanie też jest z innej bajki.
Jak halucynacja nałogowo pijącego absynt, tyle, że bez ponurych dodatków.
Miałam fazę w moim życiu obfitującą w sny tak realne i namacalne, że się ich wystraszyłam i zrobiłam wszystko, aby się ich pozbyć. Teraz żałuję, bo kto wie, może spotkałabym w nich mojego wymarzonego Mike'a.
Sen to do końca niezbadane zjawisko.
Uwielbiam Junga i jego teorię zbiorowej nieświadomości i gdybym chciała dogłębniej przeanalizować Twój tekst to poszłabym w tę stronę.
No i pięknie jest sobie wyobrazić, że Twój bohater żeglował w snach po tych nieskończonych oceanach wszelkich ludzkich nieświadomościach... i trafił.
Może Ramona też tak żeglowała.
Cudownie, że się spotkali.
I cudownie było przeczytać tak wyjątkowy tekst.

Pozdrawiam słonecznie :)
mike17 dnia 03.04.2019 15:32
Aldonko, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za to, że mnie regularnie czytasz :)
To nie jest czytanie z doskoku - to już tyle lat.

Odnośnie miniatury - i ja miewam sny, tak realne, po których jak się budzę, to jakbym wchodził dopiero w sen.
Co więcej, doznaję jakiejś OBECNOŚCI, która gryzie mnie, wchodzi na mnie z ogromnym ciężarem, ciągnie mnie za włosy, których nie mam, jednym słowem zmora nocna?

Wierzę w Niemożliwe.
Stąd ta miłość narodziła się na błoniach zaświatów.
I dane jej było przyoblec się w ciało.

Wierzę w sny.
Głównie te prorocze, ale też i w koszmary nocne, które przeżywam co jakiś czas.
Nie wiem, skąd to przychodzi, ale jest faktem.
Tuż po przebudzeniu jestem cały obolały...

A moi bohaterowie byli sobie pisani dawno, zanim się narodzili, stąd to, że się odnaleźli.

Jakże miło było mi Cię znów gościć :)
Nowe opka dopiero po wakacjach, gdy napiszę je na działce.

Pozdrawiam Cię gorrrrrąco :)
Yaro dnia 25.04.2019 16:45
Miłość sama nas odnajdzie im bardziej szukamy tym bardziej ucieka, bawi się w chowanego.
Gdy nas spotka emocje nie opadną wtedy człowiek czuje , że żyje i płynie z prąd jak i pod prąd.

Utwór mi się podoba , jednak lubię krótkie formy poetyckie . :)

Pozdrawiam serdecznie :yes:
mike17 dnia 26.04.2019 19:31
Bo miłość przychodzi, kiedy się tego najmniej spodziewasz :)
I im mniej szukasz, tym więcej znajdujesz.


Wielkie dzięki za wizytę :)
Pozdro, Yaro:)
Lilah dnia 13.05.2019 22:06
No, zaszalałeś, Michale, objętościowo i treściowo. To chyba najdłuższe Twoje opowiadanie.
I, nie ukrywam, bardzo ciekawe. Przyjemnie czytać opowieść miłosną z tak optymistycznym zakończeniem. Kiedy następna?

Pozdrawiam serdecznie :)
mike17 dnia 15.05.2019 20:00
Dzięki, Lilu, za pojawienie się i czytanie :)
Następna miniatura dopiero po wakacjach, bo głównie piszę w lato na działce.
Bardzo się cieszę, że się podobało i że odnalazłaś się w tej onirycznej baśni :)
Niech żyje miłość!

Pozdrawiam wieczorowo :)
Ania_Basnik dnia 23.06.2019 23:30 Ocena: Świetne!
Mike,
dawno mnie tu nie było. Śpieszę nadrobić zaległości.
Dzieje się dobrze u Ciebie, jak zawsze.
Opowiadanie spójne, lekko napisane. Takie baśniowe, oniryczne i bardzo idealistyczne.
Zawsze znajdzie swoich odbiorców.
Gdzieś tam w podświadomości mamy zapisany pewien typ osoby, która nam się spodoba, inna nie. I Ty konsekwentnie to udowadniasz w swoim utworze.
Przekonałeś mnie i to jak!
mike17 dnia 24.06.2019 18:53
Bardzo cieszę się, że Cię widzę pod tym tekstem, Aniu, bo stali czytacze świadczą o naszym poziomie i naszej sztuce.

Wiem, że czujesz moje opowiastki, i to mnie raduje.
Czyli coś w nich jest.
Staram się, by tak było.
By były wzruszenia i treść.

By niosły jakieś przesłania.

By pokazać, czym jest MIŁOŚĆ.

Bo to nie zawsze to samo.

I coś jeszcze: zależy mi na tym, by utwór przetrwał w pamięci :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marek Adam Grabowski
16/07/2019 19:25
Tematyka nie dla mnie, ale doceniam wysoki poziom twojego… »
Miladora
16/07/2019 18:21
Umknął mi Twój wiersz, a nie powinien, więc dobrze, że Alos… »
SzalonaJulka
16/07/2019 12:52
alos, dziękuję. Celnie rozszyfrowane. Tak, chyba o to mi… »
Hubert Z
16/07/2019 08:14
Cieszę mnie, że się podoba. »
Hubert Z
16/07/2019 08:13
Dzięki wiosno. Pozdrowionka »
Dobra Cobra
15/07/2019 23:12
Madawydar, Jak celnie się domyslasz to tylko opowiesc.… »
Marek Adam Grabowski
15/07/2019 22:25
Chodziło mi o to, czemu zabił i co łączyło go z tą… »
PrzemeK155J
15/07/2019 20:39
Pod koniec chciałem nieco wspomnieć o naszym trybie życia,… »
StalowyKruk
15/07/2019 18:04
Dziękuję. Pracuję nad rozdziałem drugim, ale jak zwykle… »
22227
15/07/2019 17:57
Ciekawy tekst, tylko z tym mózgiem to o wiele bardziej… »
DanielKurowski1
15/07/2019 16:11
Komentarz dopiero po miesiącu, ale sesja nie wybacza.… »
czarnanna
15/07/2019 15:36
Bardzo dziękuję za odkurzenie mojego tekstu, Antoni :) Od… »
czarnanna
15/07/2019 15:31
Cieszę się, że rymowanka wpadła Ci w oko/ucho :D Lubię… »
wiosna
15/07/2019 15:14
I jeszcze rymy wewnętrzne:) Lubię czasem się tak pobawić,… »
wiosna
15/07/2019 15:02
Ładnie o wiośnie:) »
ShoutBox
  • czarnanna
  • 16/07/2019 23:44
  • Hej Michale przelatujący stolicę :D wakacyjne pozdrowienia!
  • mike17
  • 15/07/2019 15:55
  • Przelotem w stolicy, na dobre wrócę pod koniec sierpnia. Pozdrawiam Was i życzę dobrych, udanych tekstów, no i wakacji rzecz jasna :)
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:53
  • Miłej niedzieli! Leniwej lub aktywnej (co kto woli) :D
  • czarnanna
  • 14/07/2019 14:46
  • Naturalnie, Antoni!
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:28
  • I mam nadzieję, że pochwalisz się efektami?
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 23:03
  • No, tego jeszcze nie grali :) Super mi miło! Tylko uważaj, bo sporo w tej mojej muzyce jest niepokoju, czy wręcz krzyku, jak w niektórych. Choć uważam, że tylko kilka jest naprawdę dobrych.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:59
  • Super!!! Bardzo mi się podobają serio, chyba będę do nich malować :D
  • AntoniGrycuk
  • 12/07/2019 22:56
  • Albo zupełnie moje, albo te z opisem Projekt to z zespołem sprzed lat.
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:50
  • Ale to te wszystkie utwory są Twoje?!
  • czarnanna
  • 12/07/2019 22:41
  • Antoni, bardzo intrygująca ta Twoja kompozycja. Gratuluję :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:lioioi
Wspierają nas