Gdy przyjdzie po nas świat — baletowe preludium - Canulas
Poezja » Pogranicze » Gdy przyjdzie po nas świat — baletowe preludium
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

*

— A jeśli w końcu pójdę i nic tam nie będzie? — zapytał zjawy, czując, że wędrówka oplata mu kark.

— To nic — odparła, świecąc czernią zębisk po śladach paneli. — Nic się nie stanie, ponieważ ty tam będziesz.

Uroda nie była u niej oczywista. Taka kopalnia w Indiach. Diamenty są, oczywiście, ale głęboko pod ziemią. Pod zwałami tłuszczu w tym przypadku. Taki powiększony zestaw samej siebie. Na szczycie tego trójkątnego żartu upalony Bóg obsadził małą główkę z resztkami włosów, przypominającą pacnięty na dywan lizak, chupa-chups. Oczy trójkątne – żółte i mięsisty język, sugerujący, że właścicielka nie miałaby problemu z zawiązaniem nim supełka na ogonku wiśni. Ewangelia smutku o bluzce z dekoltem, dresowych spodniach i wysoce nieadekwatnym do temperatury zaniedbaniem obuwniczym w postaci podartych, bazarowych Pum, koloru – upierdolony róż.

Dopytał, czy jest jeszcze coś.

— Świat się kończy — warknęła spod okna, dolewając im obojgu wódki. — Popatrz sam. Nawet poławiacze szczęścia niosą puste sieci.

W ogóle emanowała od niej jakaś nieujarzmiona żywiołowość. Pewna kwiecista radość, przemieszana z topornym wyuzdaniem. Było więcej niż prawdopodobne, że gdyby Pani Wiosna została kiedyś przydworcową ulicznicą, mogłaby tak wyglądać.

Powiedział Wiośnie "Na zdrowie".

Jebli.

Pół herbacianej szklanki storpedowało organizm, roznosząc bakterie ciepła. Zaszczypała blizna pod kolanem. Cięcie po nożu zaswędziało, uwypuklone rodzajem świńskiej czerwieni, jaką mają dzieci zaraz po urodzeniu. Przez sekundę oczy złapały oczy, a uśmiech odpowiedział uśmiechowi. Gdyby za rozbebeszonym tapczanem kucał w tym momencie paparazzi, mógłby uwiecznić dwa marginesy na jednej kartce papieru. Rzecz niezwykła, ale pierdolić to.

Mężczyzna złapał kurtkę z oparcia krzesła. Kierunek wschód. Pięćset metrów dalej, niż do końca. Wszystko w myśl tego, że czasem najlepsze miejsce do startu, to to, w którym aktualnie jesteś.

— Nie łaszcz się na światło — usłyszał, kiedy tonął już w porannym deszczu.

I wtedy się zaczęło tak na dobre.

 

"A czemu masz babciu takie wielkie oczy?"

"By cię lepiej... by cię lepiej nie".

 

*

— Jezu, jaki "mejdej". Naprawdę z nią rozmawiasz. Tak... na serio?

Nie odpowiedział, zaciągnięty blantem. Na dworze minus dwanaście, w piwnicy cieplej. Wystarczyło tylko przyfilować, aż ktoś będzie wychodził i z talii przebiegłości wyłożyć asa uśmiechu. Blok jedenaście pięter, więc ludzie się za bardzo nie kojarzą. A uśmiech, zwłaszcza dobrze zagrany, to zawsze coś.

Dziewczyna wytworzyła trochę ciepła, chuchając we własny szalik. Potem splunęła wprost pod niebieskie Air Maxy i osunęła się po brudnej ścianie. Mała, zadziorna chudzinka, na której kurtka wisiała, jak poszycie od namiotu na choince. Spod kaptura wypływały dwa warkocze, co w połączeniu z zawiścią w szafirowych oczach, przywodziło na myśl złą siostrę Pippi Langstrumpf.

— Tak — odparł spokojnie, podając dziewczynie jointa. — Tak na serio.

Kiedy się za to wzięła, usiadł na betonowym schodku, opalając zapalniczką pajęczynę. Zdezorientowany włochacz szybko poddał tereny, chowając się do szczeliny. Zagrzmiało w trzewiach budynku. Coś popłynęło rurami.

— Kurwa, jak tu jest zimno.

Nie skwitował, skupiając uwagę na tym, że jego świeżo co poznana koleżanka, niemal każdą myśl wypowiada z absurdalną złością. Kiedy tylko otwierała usta z jej pełnych przenikliwości oczu płynęła niezdrowa furia. Furia irytująca, przypominająca obszczekujące przechodniów kłębki wełny, czy rozkapryszenie Joffreya z Gry o Tron.

Tylko że on miał w sobie tego więcej. I kiedy w końcu z głębin kieszeni palta wyjął zmarznięte dłonie, unosząc lekko jej brodę, na dziewczynę spłynęła cała inkwizycyjna furia Deus Vult.

I ona zrozumiała, że to on. I on już wiedział, że to na pewno ona.

Pierwszy raz zabili osiem dni później.

 

*

— I wiesz... — mówił, gdy skryci w przydrożnym pustostanie bez śladów czułości szukali w sobie ciepła. — ...znowu roisz sobie nadzieję, że monotonia codzienności, budzika, wstawania, budzika, pracy, jedzenia, jechania, wracania, srania, spania, że to wszystko, cały ten mechanizm w końcu trafi szlag. Marzysz o tym, że ktoś otworzy drzwiczki i cię uwolni. Co ci po świecie, skoro wszystkie ważne rzeczy dzieją się tak daleko? Boże, może jutro coś się zepsuje, skończy, zmieni. Przecież na kartce kalendarza, ktoś uczony z kiedyś kazał nam zaznaczyć koniec świata. A teraz, patrz, jego już dawno nie ma, a wszystko gna, kurwa, dalej. Powiedz mi, mała, kiedy coś się zepsuje w tym, jebanym, niebieskim mechanizmie?

Nadchodził zły czas, ale jeszcze o tym nie wiedzieli. Rzeczywistość dawała im znaki, lecz potrafili dostrzec jedynie samych siebie. Leżąc, często palili, puszczając wspólnie dym i obserwując jak splata się i przenika. Naiwność serc ostatnim szczeblem w naiwności świata. Wtedy, kiedy myślicie, że każde piękno jest waszym udziałem.

Wtuliła się w niego mocniej, żałując, że PKS będzie już za niecałe trzy godziny. Trzy godziny minus kwadrans na dojście i kwadrans na inne dojście, gdyby coś. Sen nie przychodził, lecz śnili siebie nawzajem. To bardzo dobrze, że tak jest – pomyślała. – Istnieje zet jak Zorro i zet jak zajebiście.

— Opowiedz mi jeszcze o sklepie.

Szarpnął włosami przy uchu, zadając dziewczynie ból. Chorował na punkcie detalu, gdzie każde przeinaczenie miało swoją cenę w menu kar.

— Brama za sklepem — wyjaśnił.

Oczy nabiegły łzami, ale ze słowa hardość nie spadły nawet kreski znad ostatnich liter. W końcu ją puścił, by mogła doprecyzować.

— Opowiedz mi o bramie za tamtym sklepem — syknęła, topiąc w złości nadciągający szloch. — Opowiedz mi o bramie za tamtym, jebanym, sklepem. Opowiedz mi o bramie za tamtym, jebanym, pierdolonym, sklepem. Opowiedz mi o...

Chciała dobrze, ale czasem pomiędzy intencją a efektem końcowym czai się cała przestrzeń do popełnienia gafy. Ale to nic.

Lina nie istnieje bez przepaści pod nią.

 

"I znów polana pełna jelenich łbów.

Młodzi myśliwi tańczą.

Stary myśliwy płacze".

 

*

To był wtorkowy ranek, gdzieś po szóstej albo i nawet siódmej. Do końca nie mam pewności, gdyż to ten okres, co się przestawia czas i nagle "pstryk", jest już w kurwę ciemniej. Ich było czterech. Jacyś "sportowcy" z miejscowej fabryki, lecący na dwa razy sto metrów każdy. Piąty, nalany z ryja i w spodniach na klipsowane szelki, zamawiał właśnie "ekspres dżentelmenta", czyli dwieście pięćdziesiąt. Poszło mu łatwo, ale chciał jeszcze szlugi, a z tym nie bardzo. Babka zaspana, do tego z tak napuchniętą twarzą, jakby ją ktoś wyrzucił z autobusu.

Spaślun motał się i motał nad doborem tych cholernych papierosów, jakby miał lada moment adoptować dziecko. A że cienkie, a srenkie, a pani pokaże tamte, a wczoraj były za jedenaście pięćdziesiąt. Mnie już powoli strzelał jasny chuj.

I w którymś momencie lekko dziabnąłem go łokciem, prosząc, by się pospieszył. Tylko że on się spieszyć nie zamierzał.

— Jestem diabłem. — Pokazał mi tatuaż jakiegoś przerośniętego psa, trzymającego widelec. — Duchem spod ziemi jestem.

Nie wiem jakim chujem to połączył i czy naprawdę uważał, że diabeł i duch to to samo. Nigdzie szczególnie nie szedłem, ale i tak poczułem się tam spóźniony.

— Ale nic twojej fatamorgany nie uzasadnia, więc wykurwiaj! — rzekłem mu coś takiego i rzeczywiście wykurwił.

Później – miejska klasyka. W sensie szedłem spokojnie, obcinając tylko, jak element pochodzenia pozamiastowego pląsa w tańcu. Zwykłe odpadki po życiu. Takie osiedlowe nowotwory.

Właśnie ich wymijałem, łapiąc w strzępku dialogu, że jeden z nich wisi komuś w chuj peklu, kiedy mnie przyfilował ten nalany. A potem to... co ci będę mówił. Uderzyłem dwa razy. Raz w twarde, a raz w to miękkie. Twarde, to chyba żebra, a miękkie nie wiem. Typ upadł, a ja uciekłem. Nie wierzę w te kryminalne pierdolety, więc śrubokręt po prostu wyrzuciłem. Wiesz, jak jest. Nie ma już nigdzie prawdziwego zła. Świat się ugłaskał. Skurwił od udawanej życzliwości. Prawdziwi tyrani zostali w lekturach. Prześpijmy się. Rano musimy być czujni.

Usiadła, szukając po omacku paczki szlugów. Kiedy w końcu znalazła, odpaliła.

— Jeszcze jedno pytanie. Jeszcze dwa.

— Tak?

Wziął od niej fajka. Usiadł. Kurewska beznadziejność podzielona przez dwa wytraca na swym impecie. Stuknęli się papierosami, wznosząc toast za bezgwiezdną noc.

— Myślisz, że szpary w oknach nocami są większe?

Skinął głową, widząc przez okienną wnękę, jak wąskie pasy chmur ćwiartują Słońce na pasy szarości.

— Cholera, ja też. A drugie... — Wskazała ręką zapłakaną postać, leżącą w kącie izby. — Co z nią będzie?

Milczenie wystarczyło za odpowiedź.

 

*

Nad ranem uciekli z piernikowej chaty, oszronieni białym popiołem grudniowego pieca. O zakrwawionych dłoniach oraz białych zębach. Bezgranicznie ufni matematycznemu równaniu, głoszącemu, że nie możesz wstać więcej razy, niż musiałeś upaść. Pędzili tak długo, że w którymś momencie przestali pamiętać, czy są za czymś w pogoni, czy przed czymś w ucieczce. Bo nieraz tak jest.

Czasami wszystko, co robisz, jest tylko próbą powrotu.

 

"Czy wiesz, że codziennie umierasz?

Czy wiesz, że tam, gdzie stoisz, to jest świata środek?

Czy wiesz, że bez ciebie rozpocznie się ranek?

Czy wiesz, że jesteś tylko odbijanym światłem?"

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Canulas · dnia 09.02.2019 14:34 · Czytań: 164 · Średnia ocena: 3 · Komentarzy: 2
Komentarze
sisey dnia 09.02.2019 20:32 Ocena: Dobre
Sprawne literacko, chociaż początek mnie zniechęcał - efekt wrzucenia do jadącego pociągu (kto, dokąd, za co) Nie wiem, czy chciałbym tego więcej. Ten turpizm mnie przygnębia, a mamy za oknem co mamy. Trudno mi też oceniać, bo nie znam całości, a zakładam, że autor ma tego więcej i wie dokąd zmierza. Jedyne co mi nie leży, to tytuł. Z pewnością nie sięgnąłbym po taką książkę.

pozdrawiam
Canulas dnia 10.02.2019 15:21
Tak, no, ekhm, faktycznie czasem przeginam z in medias res. Zarzut zasadny. W sumie to zastanawiam się czy dobrze zrobiłem metkując tekst jako "z pogranicza", ale jeśli się do tego nie odniosłeś, ufam, że tak.
No i fakt, często winduję czy uwypuklam brzydotę, mając zarazem świadomość, że może to teksty niszować. Cóż, no...
Dzięki za odwiedziny.
Pozdrox.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/08/2019 22:45
Tu nieco za bardzo nachodzi, Wodniczko. A poza tym… »
wodniczka
22/08/2019 17:54
Kamyczku Jaki piękny komentarz. Odczytał zaczytałam się.… »
wodniczka
22/08/2019 17:47
Kushi Piękny komentarz napisałaś. Piękniejszy od tej mojej… »
wodniczka
22/08/2019 17:41
Kushi Zawsze bardzo miło Cię gościć. Cała przyjemność jest… »
Kazjuno
22/08/2019 15:24
RafaleSulikovski SF nie jest moim ulubionym gatunkiem, ale… »
JOLA S.
22/08/2019 14:35
Ładne, prawdziwe. Istnieją słowa, które żyją podwójnym… »
Kushi
22/08/2019 13:48
Ach moja ukochana Poetko... czasem wydaje mi się, że czytasz… »
JOLA S.
22/08/2019 10:39
Rafale, znowu stoję z nożyczkami i nie wiem, od czego by… »
kamyczek
22/08/2019 09:38
Dla mnie, optymistki, szklanka jest zawsze do połowy pełna.… »
kamyczek
22/08/2019 09:34
Bardzo ładny wiersz,, Wodniczko, podoba mi się. I… »
Zdzislaw
22/08/2019 09:21
Przyjemnie, że się spodobał i wywołał uśmiech. Również… »
Madawydar
22/08/2019 07:43
Witaj Decand Dzięki za komentarz. Pozdrawiam. »
ponadchodnikami
22/08/2019 02:23
"myślę więc (że) jestem" jest bardzo poruszające. »
Kushi
21/08/2019 23:44
Czasem w nas samych tak bywa, że nie doceniamy tego co mamy… »
wiosna
21/08/2019 23:41
Kazjuno, Carvedilol dziękuję i właśnie tak jest. W głowie… »
ShoutBox
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
Ostatnio widziani
Gości online:15
Najnowszy:7milae5785tM6
Wspierają nas