Polowanie na Wendigo część 2 - StalowyKruk
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Polowanie na Wendigo część 2
A A A
Od autora: Oto koniec wprowadzenia. Przedstawiłem postacie, podałem najważniejsze informacje. Teraz pozostaje zbudować na tym resztę. Może nie będzie łatwiej, ale na pewno mniej nudno. Szczerze mówiąc, wciąż coś mi nie leży w tym fragmencie. Byłbym wdzięczny za uwagi, bo jeżeli nie wiem nad czym pracować, nie mogę pracować.
Kolejny fragment "Piechura zagłady" nie jest gotowy. Męczę się z dziurami fabularnymi. Większy projekt, o którym kiedyś wspominałem, wreszcie, po wielu problemach, ruszył, ale utknąłem na dialogach, więc nie zawita tu szybko.
Miłego czytania.
Dla pewności zapisze też polskimi znakami wymowę rzeczy, które mogą sprawić komuś trudności.
Sile - sajel
Béésh - beesz

Joe wszedł do pomieszczenia nieznośnie powoli, rzucając spojrzenia, które uznał za profesjonalnie ponure. Miał nadzieję, że pozostali najemnicy też je tak postrzegali. W pokoju siedziało już kilkoro, zapewne czekali już jakiś czas, bo wyglądali na straszliwie znudzonych. Rewolwerowiec zostawił piękną, angielską dubeltówkę na wieszaku na płaszcze i podszedł do pozostałych.

– Cześć – wyszczerzyła białe ząbki rudowłosa dziewczyna zajmująca pobliski fotel obity, jak się zdaje, skórą zmutowanego niedźwiedzia. Zwierzęta te wykształciły sobie wyjątkowo puszyste brązowe futro w czarne prążki. Dziewczyna, prócz rudych włosów, miała również piegi i nosiła gruby, podszyty futrem płaszcz, charakterystyczny dla myśliwych północy. Na oparciu fotela leżała futrzana czapka, jednak bez tak lubianej przez łowców kity. Również wzór futra nie przywodził na myśl szopa.

– Nazywam się Sile – powiedziała rudowłosa. – Jestem traperem. Czy może raczej traperką. A ty?

– Mów mi Joe – powiedział najemnik i rzucił kapelusz na stoliczek do kawy, przewracając przy tym kilka drobiazgów. – Jestem rewolwerowcem, miłośnikiem wojny secesyjnej i fanem spaghetti westernów.

Usiadł na wolnym fotelu i położył nogi na stoliku, obok kapelusza.

– Dlaczego wybrałaś akurat taki fach? – zapytał po chwili. Bardziej z grzeczności, niż ciekawości. Sile wyraźnie paliła się do rozmowy.

– Tradycja rodzinna. Mój pradziadek był traperem, dziadek był traperem, ojciec również. Nawet chciał uczynić traperem swojego syna. Problem w tym, że żadnego się nie dorobił. Dlatego wyszkolił mnie.

– Ciekawe – mruknął Joe, bojąc się, że dziewczyna spróbuje opowiedzieć mu historię swojego życia.

– Rewolwerowiec – wycedził ktoś z boku, ratując najemnika od konieczności dalszej rozmowy ze zdecydowanie zbyt podekscytowaną traperką. Nie można było jej mieć tego za złe. Pewnie nie bywała zbyt często wśród ludzi.

– Jakiś problem? – zapytał beztrosko Joe, obracając głowę w stronę potencjalnego wroga.

Mutant. Wysoki, chudy, bezwłosy, wredna morda. Świecące na niebiesko nieregularne linie pod skórą to tylko dodatek.

– Zastanawiam się tylko, dlaczego ktoś używa broni, która powinna pozostać w dziewiętnastym wieku – zapytał obłudnie przymilnym tonem.

– Cóż, mutanty nie powinny powstać nigdy – Joe nie pozostał mu dłużny.

Jego rozmówca przybrał zawiedzioną minę.

– Miałem nadzieję na lepszą ripostę – przyznał i sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki. – Oto broń na nasze czasy – oznajmił, prezentując coś wyglądającego jak krzyżówka Mk 23 SOCOM z metalową rolką papieru toaletowego. – Automatyczny elektromagnetyczny pistolet – w jego głosie pobrzmiewała szczera duma.

– Bardzo ładny, a teraz odłóż go, zanim coś zepsujesz – spławił go rewolwerowiec. Nie przekonała go ta broń. Jego pierwszym skojarzeniem z magnesami z pewnością nie było zabijanie, a tu proszę, ktoś wymyślił spluwę opartą na czymś takim.

Świat jest pełen świrów, stwierdził.

À propos świrów, ostatni z zajmujących pokój najemników, nie sprawiał wrażenia zdrowego na umyśle. Zresztą niespecjalnie wyglądał jak najemnik. Powszechnie znane jest powiedzenie o mylności pozorów, ale Joe przyzwyczaił się do swoistych norm wśród spluw, lub ostrzy do wynajęcia. Większość ludzi w tym fachu starała się wyglądać groźnie. To zrozumiałe, kto chciałby wynająć łowcę nagród, czy ochroniarza o wyglądzie spokojnego staruszka. Z drugiej strony, ci ukrywający to jak bardzo potrafią być niebezpieczni, też byli w cenie. Problem z najemnikiem, siedzącym grzecznie przy stoliku szachowym, był taki, że nie kwalifikował się do żadnej z tych kategorii.

Biała broda, strój chyba dziewiętnastowiecznego odkrywcy, czyli beżowe spodnie, koszula w kolorze kremowym, szelki, dziwny kapelusz. Wyglądał, jakby miał za chwilę wyruszyć w głąb Afryki. Do tego cały czas mamrotał coś pod nosem i małym, ostrym nożykiem wydrapywał na szachownicy i figurach dziwne znaki.

Joe wstał z fotela i podszedł do stolika szachowego. Wziął pionka i uniósł go do oczu. Na samej górze niestarannie wyryty był symbol przypominający słońce.

Drzwi do pokoju otworzyły się znienacka.

– Mam nadzieję, że nie naprzykrza się pan doktorowi, panie Lee – Joego dobiegł żeński głos. Obrócił się. Do pokoju weszła wysoka, młoda kobieta o indiańskich rysach. Określenie „dziewczyna” nie pasowało. Wyglądała zbyt poważnie.

– Lee? – zainteresował się mutant. – To imię, czy nazwisko?

– Nazwisko. Na imię mam Joseph.

– Mogę mówić ci „Joe”? – na twarzy odmieńca wykwitł szeroki uśmiech.

– Możesz nazywać mnie nawet kapitanem Nemo. Nie dbam o to, co mówi o mnie bezczelny mutek.

– No no – mutant sięgnął do wewnętrznej kieszeni. – Hamuj się kapitanie Nemo, jeżeli ktoś tu jest bezczelny, to właśnie ty.

– Proszę trzymać ręce z dala od broni – interweniowała Indianka. O ile władczy ton głosu podziałał na odmieńca, dotąd spokojny Joe poczuł narastającą falę gniewu. Nie zwracając uwagi na otoczenie, wyciągnął papierosa i zapalił. Przy okazji poczęstował nadal dłubiącego przy szachownicy świra. Ten pokręcił głową.

– Chciałabym już przejść do rzeczy – oznajmiła Indianka. – Po pierwsze, powinniśmy zwracać się do siebie bezpośrednio. Żadnych panów, czy pań. To ułatwi sprawę. Po drugie, trzeba wyjaśnić jeszcze parę spraw. Takich jak rola w drużynie. Każdy ma się trzymać swojej, albo może nas to kosztować życia. Ja obejmuję przywództwo, ta kwestia nie podlega dyskusji.

Nikt nie zamierzał dyskutować. Mutant cicho zajął fotel Joego, chociaż nie odważył się jego śladem położyć nóg na stoliku obok kapelusza. Sam rewolwerowiec przysiadł naprzeciwko szalonego doktora i dalej przyglądał się symbolom wydrapanym w drewnie.

– Nie wiem, czy wszyscy się znacie, więc pozwolę sobie was przedstawić. Przy stoliku szachowym siedzi Joseph Lee, nasze wsparcie średniego zasięgu. Dżentelmen po drugiej stronie to doktor James Graver, wybitny znawca symboli. Jest odrobinę… ekscentryczny, ale to ważny członek wyprawy.

Szaleniec, słysząc swoje nazwisko, spojrzał w kierunku mówczyni, ale po chwili wrócił do swojego zajęcia.

– Jedyna, poza mną, żeńska uczestniczka polowania to Sile. Nazwiska niestety nie podała – Indianka spiorunowała wzrokiem rudowłosą. Ta wytrzymała spojrzenie. – To traperka. Można powiedzieć, że jest nam niezbędna. Ostatni, lecz nie najmniej ważny jest Nefas-9. Mutant psychiczny.

Joe zaklął. Wszyscy obejrzeli się na niego.

–Złożyłem obietnicę, że nie wykorzystam moich zdolności przeciw wam – wyjaśnił mutant. – Nie masz się czego obawiać.

– A ty? Kim ty jesteś? – zwrócił się do Indianki rewolwerowiec.

– Możecie mówić mi Béésh. A Wendigo, na którego polujemy, to mój brat.

Tym razem zaklęła Sile.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
StalowyKruk · dnia 18.02.2019 10:55 · Czytań: 225 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 7
Komentarze
Canulas dnia 18.02.2019 13:33
W końcu
Obadajmy.

Cytat:
W po­ko­ju sie­dzia­ło już kil­ko­ro, za­pew­ne cze­ka­li już jakiś czas, bo wy­glą­da­li na strasz­li­wie znu­dzo­nych.
— wydaje mi się, że można uciec od powtórzenia poprzez zapis:
W pokoju siedziało kilkoro, zapewne czekali już jakiś czas, bo wyglądali na straszliwie znudzonych.
Lub:
W pokoju siedziało już kilkoro, zapewne czekali długo, bo wyglądali na straszliwie znudzonych. — czy jakoś inaczej.

Cytat:
Zwie­rzę­ta te wy­kształ­ci­ły sobie wy­jąt­ko­wo pu­szy­ste brą­zo­we futro w czar­ne prąż­ki.
— nie wydaje mi się, by słowo "sobie" było konieczne.

Cytat:
– Na­zy­wam się Sile – po­wie­dzia­ła ru­do­wło­sa. – Je­stem tra­pe­rem. Czy może ra­czej tra­per­ką. A ty?

– Mów mi Joe – po­wie­dział na­jem­nik i rzu­cił ka­pe­lusz na sto­li­czek do kawy, prze­wra­ca­jąc przy tym kilka dro­bia­zgów. – Je­stem re­wol­we­row­cem, mi­ło­śni­kiem wojny se­ce­syj­nej i fanem spa­ghet­ti we­ster­nów.
— tu aż sie prosi, żeby jego zwrot rozpocząć od "odrzekł" czy "odparł". Ewentualnie "odpowiedział". Takie powiedział-powiedziała jest suche.

Cytat:
Mu­tant. Wy­so­ki, chudy, bez­wło­sy, wred­na morda. Świe­cą­ce na nie­bie­sko nie­re­gu­lar­ne linie pod skórą to tylko do­da­tek.
— ładny, klarowny opis. Lubię, gdyż jest zbieżny z początkowym nastrojem oceniającego.

Cytat:
– Za­sta­na­wiam się tylko, dla­cze­go ktoś używa broni, która po­win­na po­zo­stać w dzie­więt­na­stym wieku – za­py­tał ob­łud­nie przy­mil­nym tonem.
— tutaj nie mam pewności i to nie zarzut, a wątpliwość. Czy wypowiedź nie powinna zakończyć się znakiem zapytania?


Cytat:
– Cóż, mu­tan­ty nie po­win­ny po­wstać nigdy – Joe nie po­zo­stał mu dłuż­ny.

Jego roz­mów­ca przy­brał za­wie­dzio­ną minę.
— dla mnie podwójne dookreślenie. Wyeliminowałbym "mu" z pierwszego wersu oraz "Jego" z drugiego. Piętrowanie dookreśleń personalnych niczemu nie służy. Zwłaszcza nie jest dobrym budulcem pod nastrój, jaki (wydaje mi się) chcesz tutaj wytworzyć.

Cytat:
Świat jest pełen świ­rów, stwier­dził.
— skoro stwierdził, a nie np. pomyślał, to:
— Świat jest pełen świrów — stwierdził.

Cytat:
To zro­zu­mia­łe, kto chciał­by wy­na­jąć łowcę na­gród, czy ochro­nia­rza o wy­glą­dzie spo­koj­ne­go sta­rusz­ka.
— pada tu w sumie pytanie.

Cytat:
– Mam na­dzie­ję, że nie na­przy­krza się pan dok­to­ro­wi, panie Lee – Joego do­biegł żeń­ski głos.
— nie jestem też wielkim fanem wybiórczej personalizacji. Przecież ten głos – fakt, kierowany do niego – dogiegł zapewne wszystkich w pomieszczeniu. On był adresatem, ale raczej nie jest na specjalnych warunkach echolokacyjnych.
Może: Pomieszczenie wypełnił, doleciał, czy coś?

Cytat:
– Mogę mówić ci „Joe”? – na twa­rzy od­mień­ca wy­kwitł sze­ro­ki uśmiech.
— Na twarzy. Z wielkiej. Tylko słowa dookreślające wypowiedź zapisujemy małą literą.

Cytat:
– No no – mu­tant się­gnął do we­wnętrz­nej kie­sze­ni. – Hamuj się ka­pi­ta­nie Nemo, je­że­li ktoś tu jest bez­czel­ny, to wła­śnie ty.
— przecinek po pierwszym no, kropka po drugim. Mutant wielką literą.

Cytat:
– Je­dy­na, poza mną, żeń­ska uczest­nicz­ka po­lo­wa­nia to Sile. Na­zwi­ska nie­ste­ty nie po­da­ła – In­dian­ka spio­ru­no­wa­ła wzro­kiem ru­do­wło­są. Ta wy­trzy­ma­ła spoj­rze­nie. – To tra­per­ka. Można po­wie­dzieć, że jest nam nie­zbęd­na. Ostat­ni, lecz nie naj­mniej ważny jest Ne­fas-9. Mu­tant psy­chicz­ny.
— kropka po "podała".


Nie jestem na tym portalu codziennie i zapewne dużo mnie omija, ale jeśli czekałem już na jakiś tekst, to właśnie na ten. Gadki dobrze się zaczynają, ale potem ulegają lekkiemu przerysowaniu. Ta sprzeczka jest nieco kuriozalna.

Ogólnie bardzo mnie ciekawią fabularia i umiejscownienie akcji. Jak już pisałem, lubię takie rzeczy i czekam na więcej.
Pozdrox.
StalowyKruk dnia 18.02.2019 13:48
Dzięki. Pisanie tego kawałka było drogą przez mękę, więc nie chciało mi się trzeci raz sprawdzać i poprawiać wszystkiego. Zrobię to, gdy znajdą chwilę. I faktycznie, nie zauważyłem, że w konstrukcji dialogów jeśli przerywnik nie dotyczy samej rozmowy, muszę zacząć go z wielkiej litery. O cholera. Tyle pracy.
Poza tym, jeśli w jakimś stopniu przeszkadza Ci przerysowanie, trafiłeś pod niewłaściwy adres.
Trzymaj się.
Canulas dnia 18.02.2019 14:29
Nie wiem czy przeszkadza. Nie umiem tego jakoś zgeneralizować. Raczej każdy tekst staram się rozpatrywać osobno bez uprzedzeń czy innych naleciałości, ale wiadomo jak jest. Sam mam serię – napisaną, co prawda, już dawno – gdzie oddałem się nazbyt rozbudowanej gadaninie. Tutaj póki co jest ok, ta takiej zasadzie, że mam chęć dalej to czytać.
MarcinD dnia 18.02.2019 21:36
Cytat:
– Cześć – wy­szcze­rzy­ła białe ząbki ru­do­wło­sa dziew­czy­na zaj­mu­ją­ca po­bli­ski fotel obity, jak się zdaje, skórą zmu­to­wa­ne­go niedź­wie­dzia. Zwie­rzę­ta te wy­kształ­ci­ły sobie wy­jąt­ko­wo pu­szy­ste brą­zo­we futro w czar­ne prąż­ki. Dziew­czy­na, prócz ru­dych wło­sów, miała rów­nież piegi i no­si­ła gruby, pod­szy­ty fu­trem płaszcz, cha­rak­te­ry­stycz­ny dla my­śli­wych pół­no­cy. Na opar­ciu fo­te­la le­ża­ła fu­trza­na czap­ka, jed­nak bez tak lu­bia­nej przez łow­ców kity. Rów­nież wzór futra nie przy­wo­dził na myśl szopa.


Jakoś mi nijak nie pasuje zdanie o niedźwiedziu tutaj. Tak, przepraszam, ni z gruszki ni z pietruszki. Możnaby to jakoś wplątać, w stylu "...Dziewczyna, prócz ru­dych wło­sów, miała rów­nież piegi, kojarzące się z prążkami zmutowanych niedźwiedzi, z których jeden z pewnością oddał życie i skórę na obicie fotela, na którym siedziała".

Cytat:
Bardziej z grzeczności, niż ciekawości. Sile wyraźnie paliła się do rozmowy.


Skąd to wiedział? Być może wolała milczeć? A może "Dziewczyna zerkała na niego co chwilę, wyraźnie chcąc zadać jakieś pytanie".

Cytat:
Świecące na niebiesko nieregularne linie pod skórą to tylko dodatek.


Do czego dodatek? Dodatek zwykle jest do czegoś konkretnego, dla mnie nie jest dokładnie jasne, do czego. Na przykład "...wredna morda, do której świecące na niebiesko nieregularne linie pod skórą były tylko dodatkiem".

Cytat:
"...ci ukrywający to jak bardzo potrafią być niebezpieczni..."


Kilka razy musiałem to przeczytać, zanim zrozumiałem szyk zdania i sens ;-).

Cytat:
Joe zaklął. Wszyscy obejrzeli się na niego.


Na Joe, czy na mutanta? Bo jeśli wywołał aż taką reakcję Joe, to zgaduję, że i na innych nie mogło nie mieć wpływu wyjawienie jego zdolności.

Cytat:
– Możecie mówić mi Béésh. A Wendigo, na którego polujemy, to mój brat.
Ty razem zaklęła Sile.


I piękne zakończenie, zwłaszcza, że wiemy kim/czym jest Wendigo. Udanie. Poza tą drobniutką literówką "Ty" ;-).

Ogólnie - przepraszam, postanowiłem uparcie czepiać się wszystkiego, co mi tylko nie zagrało w najmniejszym stopniu, by dać Ci jak najwięcej punktów do pójścia w ideał ;-). Ogólnie bardzo dobry, kolejny kawałek tekstu, szczególnie to zderzenie broni Joe oraz mutanta. Powodzenia!
StalowyKruk dnia 18.02.2019 23:20
Do wtrącenia o niedźwiedziu sam nie byłem przekonany, ale twoja propozycja sprawiła, że to jak to napisałem brzmi lepiej niż w rzeczywistości ;)
Nie zamierzam niczego zmieniać, jeśli chodzi o konstrukcję zdań, ale dzięki za te parę wypomnień.
Cytat:
Świe­cą­ce na nie­bie­sko nie­re­gu­lar­ne linie pod skórą to tylko do­da­tek.
W gruncie rzeczy podoba mi się ten tekst, ale rozumiem o czym piszesz. Ktoś mi już wspominał,że moje tendencje do rzucana pojedynczymi zdaniami w środku tekstu potrafi przynosić efekty zarówno świetne, jak i wkurzające.
Cytat:
Joe zaklął. Wszyscy obejrzeli się na niego.

Chciałem, żeby było widać, że nie obawiają się tożsamości mutanta aż tak jak Joe.
W każdym razie dzięki za uwagi.
DanielKurowski1 dnia 23.02.2019 13:14 Ocena: Świetne!
Cóż, też mi się podobało, nawet bardzo, mimo że to tylko początek.

Mam tylko jeden ''zarzut'', ale to nic wielkiego, może to tylko mi zgrzytnęło.

Cytat:
– Za­sta­na­wiam się tylko, dla­cze­go ktoś używa broni, która po­win­na po­zo­stać w dzie­więt­na­stym wieku – za­py­tał ob­łud­nie przy­mil­nym tonem.– Cóż, mu­tan­ty nie po­win­ny po­wstać nigdy – Joe nie po­zo­stał mu dłuż­ny.


Moim zdaniem powinno być:

- ... ktoś używa broni, która powstała w dziewiętnastym wieku.
- cóż, mutanty nie powinny powstać nigdy.

Wtedy riposta pasowała by bardziej, ale to tylko moja opinia


Poza tym, czuć klimat i widać postacie, które od razu można zapamiętać. Tylko pozazdrościć.

Pozdrawiam i czekam na dalsze części.
StalowyKruk dnia 23.02.2019 15:19
Dzięki, miło czytać takie pozytywne opinie. Sam mam sobie do zarzucenia nieco więcej, ale po prostu nie miałem innych pomysłów.

Nie do końca przekonuje mnie twoja propozycja zastąpienia tekstu. Rzeczywiście, riposta miałaby więcej sensu, ale chciałem podkreślić, że ta broń jest przeżytkiem.

W każdym razie miło było Cię widzieć, dawno na siebie nie trafiliśmy.
Również pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
AntoniGrycuk
19/06/2019 05:27
Yanku, Myślę, że są tu tacy (a może TACY), którzy po… »
AntoniGrycuk
19/06/2019 05:00
Wiesz co? Drugi raz to przeczytałem i teraz podoba mi się o… »
yanko wojownik
19/06/2019 04:03
Z jakieś przyczyny (penie prozaicznej), tego tekstu… »
yanko wojownik
19/06/2019 03:30
Akurat będąc, wśród zorientowanych w kwestii inspiracji - po… »
yanko wojownik
19/06/2019 03:18
No tekst - bardzo na tak, znam go już i chyba me zdanie o… »
yanko wojownik
19/06/2019 03:05
Witam. No logicznie rzecz biorąc tak, ale w wierszyku, tak… »
Kazjuno
18/06/2019 19:30
Szanowny Madawydarze Przede wszystkim wdzięczny jestem,… »
Jonasz
18/06/2019 18:49
wiosna, dziękuję za opinię; powstają powoli kolejne… »
amaranta
18/06/2019 18:12
Bardzo ładna impresja.Podoba mi się klimat, który… »
mlodepioro
18/06/2019 17:54
Cześć TanrubNairdo! Na samym początku chciałbym… »
Kushi
18/06/2019 17:22
Dziękuję Michałku, wiesz za co :):) Pozdrawiam ciepło:) »
Marek Adam Grabowski
18/06/2019 14:04
Bardziej to mi wygląda na fragment całości. Pozdrawiam »
Marek Adam Grabowski
18/06/2019 14:01
Rozumiem, że to nawiązuje do Islamu, ale jakoś nie załapałem… »
AntoniGrycuk
18/06/2019 13:00
Kazjuno, nie zawsze trzeba wszystko tłumaczyć. Czasem… »
wiosna
18/06/2019 12:56
Zaczęłam czytanie od czwartej części i mam jeszcze sporo do… »
ShoutBox
  • Berele
  • 19/06/2019 08:02
  • Cześć Michał i Kasia :) Dla Was słoneczne rytmy na dziś [link] Antoni, Ty też cześć :)
  • mike17
  • 18/06/2019 19:41
  • Miłego, Kasiu :)
  • Kushi
  • 18/06/2019 17:22
  • Trzeba go przywołać Michałku :);) [link] miłego popołudnia kochani :)
  • mike17
  • 18/06/2019 16:46
  • Kiedy w końcu spadnie deszcz? Mam już dość tych upałów.
  • AntoniGrycuk
  • 18/06/2019 13:23
  • A co, Kazjuno, ile już czekasz? :) Teraz tutaj teksty w poczekalni muszą nabrać mocy urzędowej :) No, chyba że trafią na półki z dnia na dzień, co miało miejsce ;)
  • Kazjuno
  • 18/06/2019 12:00
  • Redakcjo! Litości!!
  • mike17
  • 17/06/2019 19:53
  • Ikona popu w najlepszym wydaniu : [link]
  • StalowyKruk
  • 17/06/2019 00:33
  • Może innym razem. Ale może dałbyś się zainteresować twórczością legendarnego Lemmy'ego Kilmistera? [link]
  • MitomanGej
  • 16/06/2019 21:23
  • [link] Polecam zapoznać się z nową płytą jedynego polskiego wieszcza, największego operatora języka polskiego, tak jak i falusa
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:Heineyes8
Wspierają nas