Hot dogi na stacji Shell - Ritha
Poezja » Pogranicze » Hot dogi na stacji Shell
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Druga w nocy. Ich dwoje.
Załóżmy, że nie mieli imion.
Nazwijmy ich: ona i on.

Pierwszy raz próbowała przeorać mu pazurami twarz właśnie wtedy, gdy trzeźwiejący wtoczyli się na stację Shell. Akurat nie było hot dogów, żadnych — ani tych z parówką, ani z kabanosem. Tymczasem ona całą drogę w myślach wybierała sos. Dostała pijackiej histerii, choć bardziej był to po prostu szloch. Stojący obok cysterny z paliwem facet aż odwrócił głowę, gdy gromkie echo ich kłótni odbiło się od rzędu dystrybutorów.
To niczyja wina, że nie było tej pieprzonej bułki z parówką i sosem.

Poranek przywitał ich kilkoma szramami, jednak to jej pulsujące fioletem oko stanowiło zwiastun rozłamu, pierwszą z kolekcji blizn. Byli jednak zbyt blisko, by pozwolić sobie na wybór różnych dróg. Mur dystansu, łamany kolejnymi przejawami troski, wyrósł pomimo to, między i wokół nich. Zatrzasnął w środku. Odseparował.
Otępiona kacem zdusiła płacz, gdy pierwszy raz czule dotknął opuchlizny rozchodzącej się na policzek i skroń.
Nazwijmy miłość szmatą. Nie pomylmy się wiele. Inwentaryzacja uczuć wykazująca po stronie aktywów ubytki. Zapiszmy je w koszty, zawsze jakieś są.

Smarowali swoje rany maściami, nawzajem, szatkując opiekuńcze gesty cyklicznym przytulaniem. Podobno dla poczucia bezpieczeństwa człowiek powinien przytulać się dziewięć razy dziennie. Być może tak jest. Życie byłoby łatwiejsze, gdyby dało się wyśrodkować doznania, gdyby pustka nie zamieniała się w nadmiar, a po śmiechu nie następował płacz.
Nauczył ją palić papierosy i odtąd łączyło ich więcej niż brak umiejętności prowadzenia wzajemnych rozmów. Wypełniający ciszę krzyk bywa czasem lepszy niż milczenie i płaskie, obojętne "nic". Siedzieli na krawężnikach dróg tuż przed zakrętami, wciąż pokonując je razem. Dekalogi zawsze były dwa. Buddystka strachu, islamista gniewu i przegrani po każdej ze stron.
Tygodniowa tęcza jej twarzy ewoluująca od fioletu po żółć otworzyła nowy pokój krzywd. Schowek na urazy. Odtąd polubił ją bić.

Pracowała na izbie przyjęć i dopiero gdy trafiła tam nie na swojej zmianie, zrozumiała jak bardzo jest źle. Opatrujący ją kolega po fachu nie powiedział absolutnie nic. Uciekał wzrokiem, gdy zażenowanie oblewało mu twarz. Nigdy w życiu nie było jej aż tak wstyd.

Pewnego dnia, zamknięta w łazience, prała ręcznie batystowe bluzki. Słysząc kroki, postanowiła z całej siły otworzyć drzwi. Niechcący w niego trafić, zrobić siniaka, zadać ból, a potem poczekać na reakcję zwrotną, wyjść naprzeciw, sprowokować nieuniknione. Najlepiej czuła się, gdy po wszystkim nie mając już czym płakać, zasypiała wypruta z łez. Z czasem lepiej przyswajała ten stan niż jego wyczekiwanie.

Los przyozdobił ją ciężarnym brzuchem. Podarunek w postaci terminowego immunitetu, gdyż oczywiste było, że teraz nie ruszy jej nikt.
Oczywiste okazało się nie być jednak nic.

Najgorszy był ten raz, gdy zamknął dłonie na jej szyi i trochę się zagalopował. Machała wszystkimi kończynami i to właśnie jej desperacko wierzgające nogi i ręce migotały przed zachodzącymi mgłą oczami. Pod nachylającym się nad nią torsem falował brzemienny brzuch. Duszona, słabła z każdą chwilą, desperacko łapiąc oddechy. Przerwał, dopiero gdy nad furią zwyciężył jego własny strach.

Nigdy nie czuła się bardziej samotna niż opleciona od wewnątrz i zewnątrz ciepłem bliskich ciał. Swoi nieznajomi i wydające się bezpieczniejsze to, co obce.

Smutek ma bardzo szeroką paletę odcieni. Od wyblakłej szarości aż po mroczną czerń. Jej dobijał pomnożonej głębi, tam, gdzie spoglądając w górę nie widać już konturów słońca. Walcząc z natarczywością jego postury, przygryzła wewnętrzną część policzka, a potem, zamknięta w łazience, pluła do wanny śliną zmieszaną z krwią. Opłukiwała ją wodą, obserwując, jak tańczy i znika w odpływie. Z wymuszonym spokojem udawała, że nie dzieje się nic. Tym razem nie dobijał się i nie otworzył śrubokrętem, więc faktycznie nie działo się nic. Syn w środku kopał, matka uśmiechała się martwo.

Powinna odejść wtedy, na okutanym wilgocią Shellu. Powinna uciec, a gdyby nie pozwolił — ten jeden raz przeorać mu twarz. Powinna nie pozwolić zabić się już tam.
Podobno szatan nie ingeruje, jedynie pozwala nam tracić czas.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Ritha · dnia 21.02.2019 20:33 · Czytań: 116 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 4
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
mike17 dnia 22.02.2019 18:53 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobra rzecz o toksycznym związku.
O zatrutym ludzi kochaniu.
Czy aby kochaniu?
Może to po prostu przyroda?
Żadne tam kochanie...
Jeno chuć i uzależnienie, jak od narkotyków.
Jak od wódki, kiedy krzywdzisz tych, których powinieneś najbardziej kochać.
Bo tak jest - całe zło wylewa się na tych najbliższych.

Mocne to opko.
Brutalne, ale prawdziwe w całej swej krasie.
Nie ma lipy.

Lubię, kiedy ktoś pisze o prawdziwym życiu, o tym, jakim się wydaje.
I Ty to robisz.
Nie walisz ściemy, ale szczerą prawdę, i to się kupuje.

Ja bardzo lubię taką prozę, sam popełniam.
Obcuję z tematem MIŁOŚĆ.

Dlatego może zajrzysz do mnie, pod moje ostatnie opko?

Serdecznie pozdrawiam.

:yes: :yes: :yes:
Ritha dnia 26.02.2019 09:17
No witam :) Dziękuję pięknie za wizytę, opinii i cieszę się, że siadło opko. Nie ma lipy, dokładnie :D Zajrzę pod Twoje opko na pewno, jak znajdę tylko spokojniejsza chwilkę.
Pozdrawiam :)
MarcinD dnia 27.02.2019 11:07
Cytat:
Sie­dzie­li na kra­węż­ni­kach dróg tuż przed za­krę­ta­mi, wciąż po­ko­nu­jąc je razem.

Dla mnie tutaj trochę zgrzyta, bo z jednej strony "siedzieli na krawężnikach", a zaraz potem "pokonując je razem". Domyślam się, że chodziło o wspólne pokonywanie zakrętów, ale jakoś nie pasuje mi siedzenie i pokonywanie zakrętów jednocześnie w jednym zdaniu.

A poza tym... świetnie wszystko opisał już mike17. Prawdziwa dosłownie do bólu historia o prawdziwym życiu. Współistnieniu, z którego ona chciałaby zrezygnować i uciec, tylko jakoś nie umie (a być może nie chce?). Świetne.
Ritha dnia 04.03.2019 21:49
Byłam pewna, że Ci odpisałam na ten komentarz... Kurde, Na pewno zaczęłam odpisywać :D Noo, tu możesz mieć rację z tym, że w tym zdaniu zgrzyta, taa, tu racja.

Dzięki piękne za wizytę :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
szalonaromantyczna511
23/03/2019 23:38
Ja też nie rozumiem, trochę jakbyś napisał losowe rzeczy.… »
pociengiel
23/03/2019 23:11
Nie. Nawet za opłatą, wielką jak tsunami. »
RChomik
23/03/2019 22:00
Dobra. Może jestem głupi czy coś. Ale czy ktoś mógłby mi… »
szalonaromantyczna511
23/03/2019 21:57
Świetnie piszesz, aż miło czytać »
Yaro
23/03/2019 18:37
Dziękuję bardzo . Miło słyszeć takie słowa. ,piszę od… »
Kushi
23/03/2019 16:22
, kamienie patrzące na nas ludzkimi twarzami, historią ,… »
Kushi
23/03/2019 16:15
Witaj Arkady :) Twoja interpretacja bardzo mi się podoba:)»
mike17
23/03/2019 15:25
Yaro, masz talent, chłopie :) Żeby tak opisać stan pustki i… »
tsmat
23/03/2019 14:50
~ Droga, Iri_rudakitka, :) Twoja wersja też fajna, jednak… »
Iri_rudakitka
23/03/2019 14:30
Słodki jeżu, jakbym umiała i miała czym, to bym płakała,… »
Iri_rudakitka
23/03/2019 14:26
tylko swojej miłości do Ciebie nie mogę zmieścić w żadnej,… »
Iri_rudakitka
23/03/2019 14:21
Opadam bezwładnie, gdzie szum wiatrów dookoła, gdzie korony… »
Friday
23/03/2019 14:17
Echhh... Jest tak jak Ci powiedziałem, Twoje wiersze są jak… »
Hubert Z
23/03/2019 13:03
Dzięki Arkady. Pozdrowionka. :) »
Nuria
23/03/2019 11:36
Wiktor Mazurkiewicz napisał: "...Gdybym miał odnieść… »
ShoutBox
  • Zola111
  • 24/03/2019 02:14
  • I jak Wam się pisze doZaśrodkowania#30? [link]
  • StalowyKruk
  • 23/03/2019 23:04
  • Wiesz, myślę, że to zależy od punktu widzenia. Z mojego mógłbym zapytać: "Dlaczego nie idzie zrozumieć żadnego wiersza?" ;)
  • RChomik
  • 23/03/2019 22:02
  • Mam pytanie. Dlaczego nie idzie zrozumieć żadnego wiersza z górnej półki?
  • mike17
  • 23/03/2019 21:46
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 7, gdzie wystarczy napisać miniaturkę na 5000 znaków. Trudne? Chyba nie. Więc piszcie, bo sława czeka i nagrody :)
  • Kushi
  • 22/03/2019 19:35
  • A na dobry wieczór... [link] miłego Kochani :)
  • Zola111
  • 22/03/2019 01:05
  • Czyżby poetom zacięła się pisawka? [link]
  • Kushi
  • 21/03/2019 21:23
  • Na nocne marzenia i dobre sny Kochani łapcie [link]
  • mike17
  • 20/03/2019 20:36
  • Tu przedstawiam KONKURSOWE NAMIARY : [link]
  • mike17
  • 20/03/2019 20:35
  • Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie w prozie MUZO WENY 7, gdzie wystarczy napisać małą miniaturkę. Pozostanie miłe wrażenie, że się wzięło udział w fajnym konkursie i pozostawiło po sobie znak
Ostatnio widziani
Gości online:12
Najnowszy:Heilmanes4
Wspierają nas