Czy chcę mieć dziecko - Agoo
Publicystyka » Felietony » Czy chcę mieć dziecko
A A A
Od autora: Mój pierwszy twór

Zacznę od tego, że nie chcę mieć dzieci.
Jestem 26- letnią kobietą. Od dawnien dawna w związku, mimo wieku. Szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie.
Jeżeli masz wątpliwości czy zacząć nowy rozdział w życiu, jakim jest dziecko, to powiem, że to chyba najtrudniejsza decyzja w życiu, której ja, niestety, dalej nie umiem podjąć. A więc oto tak u mnie jest.
Mam wymarzonego faceta. Czuję się jak księżniczka. Nie pracuję. Bo nie muszę. Nie mówię, że to jest dobre, ale napewno wygodne i miłe. Mój luby nie ogranicza mi dostępu do pieniędzy. Całą wypłatę dostaję do ręki, mam na wszystkie zachcianki. Sam z siebie oddaje pieniążki , bo wie, że sam w głowie ma tylko zabawę i głupoty, a mi ufa i wie, że potrafię zadać o dom i o domowy budżet. Więc od razu mam pytanie , czy taka osoba jak mój ukochany jest gotowy wychować następne pokolenie? Czy ja, przyzwyczajona do wygody i do łatwych pieniędzy powinnam mieć dziecko?
To pytanie zostanie bez odpowiedzi.
Dopóki sama w sobie nie poczuję chęci do macierzyństwa nikt ani nic mnie do tego nie zmusi, a przez to na co się napatrzyłam do tej pory, dzieci całkiem mieć nie chcę.
I o tym chcę Właśnie chciałam powiedzieć, o dziewczynach młodych, takich które nic nie przeżyły, ale takich której już mają dzieci. O rodzinach, które powstały z przymusu, bez przemyślenia. O ludziach, ktorzy za późno zaczęli myśleć.
Ogólnie nie czuję się dorosła mając 26 lat. Nie czuję się gotowa na posiadanie dzieci. Nie czuję sie poważnie. Może znajdzie się ktoś jeszcze, kto czuje tak samo jak ja. Byłoby w sumie miło wiedzieć , że nie jestem jakaś dziwna czy zacofana. Mam dużo koleżanek, ale nie mam z kim o tym porozmawiać. Nie wiem czy ktoś mnie zrozumie. Boję się odrzucenia. Prawie wszyscy w moim wieku założyli już swoje rodziny. Przedstawię moją osobę, żeby było prościej zrozumieć moje powody.
Nie miałam życiu lekko. Nie zrobiłam wszystkiego na co miałam ochotę. Wiele straciłam przez szpitale i różne dziwne wypadki. Lecz tu jest ważne dzieciństwo. Urodziłam się w wielodzietnej rodzinie . Mam trzech braci. W domu nigdy nie było za dużo pieniędzy, ale i mama i tato starali się byśmy mieli wszystko. Tato pracował na kolei jako mechanik, a mama była mamą pełną piersią. Pierwsze dziecko urodziła mając 26 lat. Czyli nie wcześnie. Zakochała się i jeszcze przed ślubem zaszła w ciążę. Tato marzył o córce, ale niestety albo stety, urodziło się dwóch zdrowych chłopaków. Z tego co opowiadali rodzice, trwała wojna pomiędzy rodzinami o imiona dla dzieci. Pierwszym z pomysłów było nazwanie bliźniaków Bolek i Lolek, ale rodzina mamy nie zgodziła się na to, a szkoda, bo byłoby zabawnie i wyjątkowo. Postanowili więc, że jedno na dziecko nazwie matka, a drugie dziecko nazwie ojciec . I tak właśnie mam braci o imionach Łukasz, bo to imię jednego Apostoła i brata Rafała, bo imię podobało się tacie. Słyszałam bardzo dużo historii o dzieciństwie braci. Jedne historie były śmieszne, a drugie całkiem niewesołe. Mimo braku pieniędzy i warunków do wychowywania dzieci, rodzice zdecydowali się na kolejnego dzidziusia. Po dwóch latach mama zaszła w ciążę i w zimę urodziłam się ja- wyczekana córka tatusia. Tato, pełny szczęścia, nie był w stanie odebrać mamy i mnie ze szpitala. Z pomocą przyszedł wujek. I tak zobaczyłam po raz pierwszy swój dom i i swoich braci.
I wtedy zaczął się mój koszmar. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Każdy, kto ma rodzeństwo wie o czym mówię. Na początku ukochana siostra, bo malutka. Później worek treningowy ;) Ale rodzice nie czuli sie jeszcze spełnieni. Po dwóch latach na świat miała przyjść jeszcze Elżbieta, żeby było po równo chłopców, co dziewczyn. Z Elżbiety zrobił się Sławomir. I tak bylo nas czworo.
Wychowaliśmy się na niedużym osiedlu, w kawalerce, w sześć osób. Jak mówię to na głos każdy sie dziwi i współczuje. Ale nigdy bym nie zmieniła tego na nic innego. Nauczyłam się żyć z innymi. Zawsze miałam pomoc na wyciągnięcie ręki i nigdy z niczym nie zostałam sama. Ciężko mi było tylko w okresie dojrzewania, bo nie miałam prywatności. Dla dziewczynki to ciężki okres, więc kobiety zrozumieją.
Na naszym osiedlu mieszkało sporo rodzin z dziećmi w zbliżonym wieku do naszego. Sytuacja idealna do dorastania. Ale niestety to mogę powiedzieć tylko ja. Moi bracia, bardziej przyziemni, pamiętają jak tato krzyczał i karał. Jak dużo pił. Jak mama płakała. Nie wiem czemu ja to wyrzuciłam z pamięci. Pamiętam tatę po alkoholu, jak się śmiał i bawił z nami. Był dla mnie dobry. Właśnie po alkoholu zabierał nas na samochodowe wycieczki. Sadzał nas z tyłu w Wartburgu i jechaliśmy zwiedzać świat. Szczęśliwe dzieciństwo? Teraz wiem, że mamy szczęście, że żyjemy. Miło wspomnieć ze łzą w oku. Moi rodzice świadomi, dorośli, po ślubie z gromadką dzieci. Przeżyli to co chcieli przeżyć. I czy to był dobry pomysł, żeby mieć potomstwo? Moim zdaniem nie, chociaż chodzi o moje życie. Pamiętam jak chodziłam głodna. Pamiętam jak nie miałam butów albo książek do szkoły. Pamiętam śmiech "bogatszych" od nas. Koleżanki ze szkoły wytykały palcami mnie za brak nowych ubrań. Nikt nie słuchał co mam do powiedzenia i nikt nie patrzył co potrafię. Kto by chciał tak żyć?
Mimo wszystko byłam kochana. Przez wiele osób. Ale niestety w głowie zostaje dyskomfort, który przeszliśmy. I to pierwszy powód mojej decyzji o nieposiadaniu małej części mnie. Nie chcę kogoś narażać na jakiś ból i ewentualny brak akcesoriów potrzebnych do funkcjonowania w tym chorym społeczeństwie. Nawet jeżeli uważam, że brak pewnych rzeczy jest dobra to większość osób narzuca standard posiadania głupot. I jak wytłumaczyć małej, dopiero uczącej się osobie, że brak telefonu czy Internetu wyjdzie na zdrowie, kiedy wszystko dookoła mówi coś całkiem odwrotnego? Narażać na śmiech i odrzucenie przez rówieśników? Pewnie strach mnie paraliżuje, ale jak pomyślę o czasach w jakich żyjemy i o sposobach rozwiązywania problemów współczesnych rodzin to wcale nic mi nie ułatwia podjęcia decyzji. I tu właśnie zacznę opisywać kolejny powód moich decyzji.
Nasze życie w dwudziestympierwszym wieku. Pełno zakazów i nakazów wychowywania dzieci. Sankcje za ubrudzone dziecko po długiej zabawie na działce. Chore spojrzenia zazdrosnych rodziców, którzy patrzą, które dziecko lepiej wygląda. Pokazy mody na placu zabaw kosztem wygody, zwykłej beztroskiej zabawy u uśmiechu . Spotkała mnie raz bardzo niemiła sytuacja ze strony byłej sąsiadki i jej dziecka. Dwuletnia dziewczynka, która już ma wpierane przez mamę, że niebieskie wiaderko mojej chrześnicy (które dostała ode mnie), jest gorsze niż jej różowe z jakimś kucykiem i lepiej sie bawić z kimś innym, kto rozumie powagę kolorów. Przez wiaderko. I czego to uczy? Że każdy ma być identyczny… bo stereotyp różowego dla dziewczynki jest naprawdę ważną rzeczą. Jak ja mam pozwolić mojemu przyszłemu dziecku być sobą, jak każde odmienne zachowanie jest odbierane jako coś od czego trzeba sie odsunąć? Czy mam wyjść i w końcu przestać panować nad nerwami, bo z większością nie wygram i przestanę byc wiarygodna i dorosła. Podążamy za modą i za trendami nie patrząc co naprawdę się podoba i co naprawdę lubimy. Ważniejszą rzeczą jest co powiedzą inni niz to, że jesteśmy szczęśliwi. I to przekładamy na dzieciątka, które się uczą właśnie od nas kopiowania. Jesteśmy wzorem. Rodzice są wzorem. A nie gwiazdy z Internetu... Nigdy bym nie chciała, żeby moje dziecko miało kontakt z twórczością youtuberów, którzy są teraz na czasie. Wychowałam się bez tego. Wzorem dla mnie była mama. Bo potrafiła kochać. Niech teraz jakąś matka powie w ciemno, że jest jedyną najlepszą osobą dla własnego dziecka? Raczej ciężko to stwierdzić. Dlatego, że teraz dzieci rodzą dzieci. Same dobrze niewychowane jak mogą być odpowiednim wzorem dla innych?
I właśnie następną rzeczą, która mnie zatrzymuje jest moja niedorosłość. Jak sama czuję się dzieckiem i chcę sie jeszcze bawić to nie będę dobrym materiałem na rodzica. Wiem, że w życiu w końcu trzeba wybrać pomiędzy zabawą a odpowiedzialnością. Nie mam całkiem na to chęci. Ale wolę wybierać teraz, gdy nie mam nic do stracenia niż wybierać później i płakać, że jednak za szybko wszystko się potoczyło, że mogłam poczekać. I tu właśnie większość moich koleżanek mogłaby napisać więcej niż ja. Zauważyłam już dawno smutek w oczach bliskich mi osób, które zdecydowały się młodo na dzieci. Dziewczyny, które nie poznały dobrze partnerów i zostały same z brzuchem. Głupia moda na rodziny bez ślubu bez przysięgi. Jedna chwila i zostają same. Bez pomocy bez pracy nad związkiem, bo teraz ważna jest wygoda. Dzieci, które do paru osób przez całe życie mówią tato… Szkoda, że nikt im nie da stabilizacji. Często jest tak, że nikt im nie da nazwiska. Przecież lepiej nie mieć problemów. I jest jeszcze jedna grupa kobiet, które są w toksycznych związkach, bo tak wypada. Nie poznaly nikogo innego, nie zaznały życia. I się męczą. I wychowują pokolenie osób, które uważają agresję ojca do matki za normę. Codziennie dostają nauczkę za swój wybór, ale jednak ciężko zmienić przyszłość potomków. Najczęściej takie osoby same pochodzą z rodzin z problemami. I powtarzanie błędów nigdy się nie skończy.
I tak właśnie działa to społeczeństwo. Wszystko w kółko. I nie wiem czy rodząc dziecko mam później tłumaczyć, że trzeba być wyjątkowym, ale opuszczonym i samotnym. Że trzeba być po prostu sobą i nie wolno słuchać glupot i narazić na odrzucenie. Pozbawić Internetu telewizji? Żeby dziecko później było zacofane wśród rówieśników. Czy pozwolić na wszystko i zobaczyć co z tego wyjdzie.
Czy jestem gotowa na dziecko? Nie. I nigdy nie będę. Na samą myśl o tym nasuwa mi sie milion pytań i wątpliwości. Nie wiem czy uda mi się wychować mądre dziecko i czy uda mi sie wpoić w nie wartości, które sama uważam za cenne. Jak już się przytrafi to wiem, że moja Konstancja albo Aleksander będą najmądrzejszymi i najlepszymi dziecmi na świecie. Niestety nie dam rady uchronić ich przed okrutnym światem, ale nauczę ich być sobą. I nauczę szczerości. Bo to dla mnie najważniejsza cecha. Nie będę się spieszyć, bo wierzę, że poczuję potrzebę i chęć. I mam nadzieję, że będę gotowa na taką trudną drogę. I wtedy wszystkie moje wątpliwości rozwieje miłość i dobro, które są w sercu.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Agoo · dnia 26.02.2019 04:10 · Czytań: 186 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 8
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 26.02.2019 11:00 Ocena: Świetne!
Bardzo dobre! Przeczytałem i w głowie pojawiło się mnóstwo skojarzeń, myśli i dywagacji, a to znak, że tekst popłynął przez moje szare zwoje. Czytałem tu wiele podobnych rzeczy, ale ten jest świetny! Niby zwyczajny, a jednak zahaczający o psychologię i nie tylko.
Na warsztat w ogóle nie zwróciłem uwagi, a to znak, że albo treść mnie pochłonęła, albo nie było błędów. Oprócz interpunkcji. Jeśli mogę coś zasugerować, to oddzielaj zdania podrzędne przecinkiem, chyba, że łączy je "i", "lub".

A teraz o treści. Piszesz:
Cytat:
Jak sama czuję się dziec­kiem i chcę sie jesz­cze bawić to nie będę do­brym ma­te­ria­łem na ro­dzi­ca.

A czy Ty myślisz, że inne panie, kobiety, laski, dziewczyny i babsztyle, co uważają się za dorosłe, takie są? A czy spędzanie godzin w salonach mody to nie chęć zabawy? A czy zakupy ubraniowe kosztem czego innego to nie zabawa? Każdy się bawi, tyle że w inny sposób. Ja na przykład zbyt skupiam się na psychologii. Już niejedna osoba mi powtarzała: zacznij żyć, a nie babrać się w tym gównie. Więc każdy ma swoją zabawę, Tyle że Ty jako nieliczna jesteś krytyczna w stosunku do siebie. Ma to swoje plusy i minusy. Plus jest taki, że chyba nigdy nie będziesz uważała się za idealną, a idealnym nikt nie jest, a minus, że nie odpuścisz sobie i nie powiesz, że każdy ma prawo do błędów. Tak uważam. Więc zamiast babrać się w tym gównie, czy jesteś na tyle dorosła, aby mieć dzieci, marsz do łóżka z wybrańcem i robić bachora, ćwicz! :) Zapewniam Cię, że jak się urodzi dzieciątko, to zapomnisz o tych dyrdymałach i najważniejszy będzie dzieciak. I nie pożałujesz. Podobnie ma moja siostra. Jeszcze 4 lata temu nie wyobrażałem sobie jej jako matki, bo była zabawowa, swawolna, itp, a dziś uważam, że nawet jest nieco zbyt nadopiekuńcza - chce oszczędzić synkowi tego, co sama przeżyła. Więc uważam, że jesteś świetnym materiałem na mamusię. I jeśli mógłbym coś zasugerować, to każdy rodzić powinien starać sie wpoić dzieciom, że najważniejsze jest wewnętrzne szczęście, dobre samopoczucie dzięki swobodzie, a nie wymogom społecznym. Wiesz, moja znajoma ma dwie córki, mąż od niej odszedł. I teraz obie córki mają około 10 lat i nie mają w domu komputera. Owszem, mama uczy je obłsugi, pożyczając laptopa i tableta, ale mają wpojone to, aby bawić się, samemu sobie organizując zajęcia, a nie durnie zajmować się tym, co narzucone przez sieć czy gry. I dziewczynki są szczęśliwe, no, gdyby nie brak ojca, ale nie o tym, nie o tym. Da się wychować dzieci inaczej niż "wymogi społeczne", i myślę, że Ty to będziesz potrafiła, bo nie idziesz na łatwiznę, co widać po tekście.

A na koniec chcę Cię zachęcić do przeczytania jednego mojego tekstu, tytuł to "Iza". Bardzo jestem ciekaw, co powie osoba taka jak Ty na treść. Myślę, że w jakiś sposób opowiadanie to pasuje do Ciebie. Zajrzyj i napisz, co sądzisz, będę wdzięczny.

Pozdrawiam.
Pola Kaj dnia 26.02.2019 14:06
Witaj Agoo!

Z pewnością znajdą się osoby, które po przeczytaniu tego tekstu gotowe będą dać Ci pstryczek w nos. Ale nie ja ;)
O jak się cieszę, że są na tym świecie dziewczyny, które mają podobne zdanie na temat posiadania potomstwa! Mam 28 lat i ten sam dylemat. Wychowanie dziecka w XXI wieku to jest nie lada wyzwanie, właśnie z tych powodów, które wymieniłaś. Dodam też, że wiele par niegotowych na posiadanie potomstwa decyduje się na to z czystego egoizmu. Chcą mieć dzieci, to mają. Dużo par (a nawet samotnych kobiet) nie zastanawia się, czy są gotowe, czy będą w stanie zapewnić swoim pociechom rozwój, szczęście i zdrowie.
Jeśli masz 26 lat i taką świadomość, myślę, jestem pewna, że będziesz dobrą matką. A i mam nadzieję, że więcej jest takich rodziców, wychowujących dzieci w podobnym duchu. Wtedy te maluchy też nie będą musiały czuć się samotne wśród rówieśników ;)

Co do technicznej strony tekstu: delikatne wpadki interpunkcyjne, które nie rażą.
Tekst bardzo emocjonalny. Bardzo.

Pozdrawiam :)
Marek Adam Grabowski dnia 26.02.2019 14:30
Miło mi przywitać nową, młodą koleżankę na portalu. Niestety mój komentarz nie będzie zbytnio pochwalny. Widzę w prawdzie w tobie pewien potencjał, ale musisz jeszcze sporo popracować. Debiuty nie są łatwe.

Jeśli chodzi o warsztat to popełniać kilka błędów stylistycznych np. luby zamiast chłopak. Natomiast zaczynając nowy wers robimy enter. Brak tego to nie tylko błąd, ale również niewygoda dla czytelnika.

Sama treść dla mnie nie jest ciekawa.

Proszę nie uznaj mojego komentarza za atak na ciebie, anie próbę zniechęcenia cię.

Pozdrawiam!
mike17 dnia 26.02.2019 16:44
Ja przeszedłem zupełnie inną, myślę, lepszą drogę :)
W wieku lat 19-tu poznałem dziewczynę, i mogę powiedzieć, że zwariowaliśmy dla siebie.
Owocem naszej miłości jest córka, która ma dziś 27 lat, a my ani przez chwilę nie wahaliśmy się, że chcemy założyć rodzinę i zostać rodzicami.
Pamiętam, jak spiłem się z radości, że zostanę ojcem.

Dziś mam 2-letnią wnusię i pomimo iż mam dopiero 47 lat, jestem bardzo szczęśliwy.

Do rodzicielstwa się dorasta lub nie.
Ja dorosłem w przyspieszonym tempie i musiałem nagle stać się głową rodziny.

Nie rozumiem ludzi, którzy wahają się czy mieć dzieci.
Mogą pewnego dnia być na to za starzy...

Tekst przeczytałem z uwagą, ale nie zrobił na mnie większego wrażenia.
Może coś na kształt niezadowolenia?
Kemilk dnia 26.02.2019 17:57
Co do warsztatu to jest dosyć dobry, chociaż brakuje tego "czegoś"
Cytat:
I o tym chcę Wła­śnie chcia­łam po­wie­dzieć, o dziew­czy­nach mło­dych, ta­kich które nic nie prze­ży­ły, ale ta­kich któ­rej już mają dzie­ci.

zdanie dosyć nieskładne. "właśnie" z małej litery, słowo "takich" bym pominął, a ty dałaś podwójnie

Co do zawartości tekstu, to poruszasz tu nieco głębszy temat, niż stwierdzenie "nie chcę dzieci". Piszesz o sobie/bohaterce że ma 26 lat, nie pracuje, bo nie musi, jest z rodziny wielodzietnej (czwórka dzieci i już wielodzietna?), z rodziny dosyć biednej. Jak dla mnie bohaterka jest stosunkowo typowym produktem naszego nowoczesnego społeczeństwa. Jest tzn "dużym dzieckiem", które za nic nie chce brać odpowiedzialności. Nie chce dorosnąć, jednocześnie chce, by ludzie przytaknęli, że tak ma być. Pojawia się pytanie, to kiedy chcę dorosnąć? W wieku trzydziestu, czterdziestu lat, a może w ogóle nie chcę? Niestety póki co, człowiek jest tak skoncentrowany, że potomstwo może mieć w pewnym wieku i później już nie (przynajmniej tak jest z kobietą).

Jak pisałem posiadanie dzieci w tym przypadku jest najmniejszym problemem. Większym jest strach przed odpowiedzialnością za siebie. Stwierdzamy "jestem dzieckiem" i jesteśmy uratowani. Jeszcze nie dorosłem i jest fajnie. Możemy tym sposobem oddalić od siebie odpowiedzialność.

Co do mnie to mam dwójeczkę i pierwsze w wieku 26 lat i uważam, że mogłem wcześniej. Nasz organizm im starszy, tym ma mniejszą wydolność. Tym samym posiadanie dzieci w młodym wieku pozwala na w miarę sprawne funkcjonowanie, z drugiej zaś, jak osiągniemy wiek średni, to mamy dzieci dorosłe i wiele można wspólnie zdziałać. Ja dla przykładu z synem uczestniczę w maratonie pływackim (Otylliada), w zawodach w kolarstwie górskim itp.

Jak wychowywać dzieci jest osobnym dylematem i nie ma na nie właściwej odpowiedzi. Trzeba po prostu dążyć do ideału, będąc od niego daleko.

Podsumowując, by coś mieć z życia, trzeba coś z siebie dać, w przeciwnym przypadku można wpaść w marazm. Polecam zapoznać się się z eksperymentem "mysia utopia"
Pozdrawiam
puszczyk dnia 28.02.2019 09:50
No to i ja przeczytałem dogłębnie. Komentarze również.
Ciekawi mnie, co jest tak fascynującego w tym tekście, jak niektórzy sugerują.
Takie trochę skrzyżowanie bloga z pamiętnikiem i żadna z tych odmian tutaj mnie nie rzuciła na kolana.
Jest poprawnie, ale co z tego?
Tekst nie ma dla mnie rzeczy najważniejszej - iskry, strzała, który by mnie wciągnął, skłonił do jakiś przemyśleń, bo te próby psychologizowania i filozofowania są raczej poniżej poziomu.
O samej postawie autorki mogę powiedzieć tylko tyle, że dorabia ideologię do faktów. (Chyba dobrze to Kemilk ujął).
Nie nadajesz się do macierzyństwa, bo nie czujesz się do niego dojrzała? Nie. Nie nadajesz się, bo jesteś leniwa i hedonistyczna, więc te pierdoły kompletnie do mnie nie przemawiają.
A swoim doświadczeniem w temacie mógłbym obdzielić kilka osób.
Są drobne wpadki językowe, ale kto ich nie popełnia? Tu nie rażą przesadnie. Z pewnością nie razi też słowo "luby", które jest trochę archaizmem, ale zgrabnie tu użytym, aby unikać powtórzeń.
Ale jako całość tekst nie broni się niczym. Ot, pogadaliśmy sobie i powspominaliśmy...
Vanillivi dnia 02.03.2019 03:12
Agoo, witaj na Portalu!

Co w tym tekście uważam za bardzo wartościowe, to przede wszystkim podkreślenie odpowiedzialności, jaka wiąże się z posiadaniem dziecka. Obecnie presja na kobiety, by rodziły jak najwięcej dzieci, jest bardzo silna - taką postawę promuje rząd, promuje Kościół, co i rusz mówi się o statystykach dzietności, o kryzysie demograficznym, o kondycji ZUS-u (co najbardziej absurdalne, zapominając przy tym, że składki biorą się z pracy, nie z rodzenia). Moim zdaniem brakuje w tym wszystkim właśnie podkreślenia kwestii odpowiedzialności, na którą Ty zwracasz uwagę i to jest cenne.

Kompletnie nie przekonują mnie argumenty, że kobieta, która nie śpieszy się z urodzeniem dziecka, jest "leniwa i hedonistyczna". Można realizować się, a także poświęcać dla innych na bardzo wiele różnych sposobów. Jesteś młoda i z pewnością znajdziesz swoją drogę, być może będzie to macierzyństwo, być może coś zupełnie innego. Bez sensu byłoby, gdybyś decydowała się na dziecko zupełnie tego nie czując, bo ktoś ci tak "dobrze radzi".

Zdecydowałam się mimo wszystko opublikować Twój tekst na dolnej półce, ponieważ to trochę bardziej taki "list czytelniczki do redakcji" czy materiał na pamiętnik/bloga niż dojrzała forma literacka. Jest również trochę niedoróbek technicznych - wkradły się literówki, "koszmar w pozytywnym tego słowa znaczeniu", także przydałby się inny podział tekstu na akapity.

Pozdrawiam serdecznie
puszczyk dnia 02.03.2019 09:15
Najwyraźniej kompletnie nie zrozumiano mojego zarzutu odnośnie kwestii hedonizmu i lenistwa.
A wystarczy przeczytać wstęp tego (nie bardzo wiem, co to jest), aby zrozumieć, co miałem na myśli.
Idąc tym tropem, proponuję porody po czterdziestce. I dojrzałość będzie i zabezpieczony byt.
Nikt tu nie namawia do przypadkowych ciąż, ale przekaz tego czegoś jest zwyczajnie fatalny.
Ja zostałem ojcem jak miałem osiemnaście lat. Jak miałem dziewiętnaście, byłem ojcem samotnie wychowującym.
Trzeba było oddać tego chłopaka, bo byłem nieprzygotowany, niedojrzały i niezabezpieczony.
Myślę, że w osiemdziesiątych latach nawet nikt by się specjalnie nie zdziwił, gdybym tak zrobił.
Może do rodzicielstwa dorasta się też w trakcie?
W każdym razie raczej tak się dzieje, mając dwadzieścia sześć lat, bo to biologicznie najlepszy czas, a przyroda raczej się nie myli.
W przeciwieństwie do ludzi.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zdzislaw
22/05/2019 15:16
Dobry drabbelek, z ładną puentą. Spodobał mi się. Drobne… »
Darcon
22/05/2019 13:45
Na początek kilka drobnych uwag do tekstu. W końcu to portal… »
Zbigniew Szczypek
22/05/2019 12:20
Dzień dobry Ajw, mam nadzieję, że dzisiaj samopoczucie… »
retro
22/05/2019 11:18
Podoba mi się artykuł, bo jest bardzo pozytywny. W… »
maga26
21/05/2019 23:52
Witam serdecznie :) Uważam w teraźniejszych czasach… »
al-szamanka
21/05/2019 22:50
A Ty, Michale, pisząc o Tacie czytającym o Indianach,… »
ajw
21/05/2019 22:03
Dziękuję za ten pachnący moment w niezbyt miłym dla mnie… »
ajw
21/05/2019 22:01
Gramofonie - nie mam Ci czego wybaczać. Każdy ma prawo do… »
al-szamanka
21/05/2019 20:41
Ha, dzisiaj mam prawdziwą ucztę poetycką. Właśnie… »
al-szamanka
21/05/2019 20:21
Czytałam już ten wiersz w pracy. Niestety bez możliwości… »
Dobra Cobra
21/05/2019 19:51
No, miła opowieść o mocach Mikołaja. maga26,… »
Gramofon
21/05/2019 19:29
Proszę o wybaczenie, ale pustka rozpuszczona w czerni?… »
ajw
21/05/2019 18:41
Florianie - masz rację, ale to jedyny wiersz, który… »
mike17
21/05/2019 18:28
Aldonko, zafundowałaś mi podróż do czasów dzieciństwa,… »
HolaHola
21/05/2019 17:39
Ideę zmienione. Dziękuję i pozdrawiam. »
ShoutBox
  • mike17
  • 22/05/2019 15:36
  • Tych z Was, którzy jeszcze nie poznali wyników MUZO WEN 7, zapraszam tutaj : [link]
  • Kushi
  • 20/05/2019 23:14
  • Uwielbiam Zauche:):), Miłego wieczorku kochani:)
  • Dobra Cobra
  • 20/05/2019 19:24
  • @AntoniGrycuk- wydawało mi się, że przekaz jest nardzo uniwersalny:( jezykowo, bardziej w strone body language - jak śpiewali Queen.
  • AntoniGrycuk
  • 20/05/2019 17:36
  • DoCo, to nie dla mnie, za słabo znam angielski...
  • Dobra Cobra
  • 20/05/2019 12:43
  • Żadna proza nie wygra przecież z uniwersalnoscią tego przekazu: [link]
  • mike17
  • 19/05/2019 21:23
  • I tak kończy się nasz konkurs. Wyniki MUZO WEN 7 tutaj : [link]
  • akacjowa agnes
  • 19/05/2019 20:43
  • Hejka, Pisarki, Poetki, Pisarze i Poeci ;) Życzę Wam udanego zakończenia weekendu. A kto z Was czeka na wyniki MUZO-WEN 7? Bo ja czekam ;)
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:Merriamse6k
Wspierają nas