Dexter - Thomas Zevski
Proza » Inne » Dexter
A A A

Pokój dziecięcy, wieczór. Deszcz stuka w szkło.

Dziewczynka siedzi przy biurku. Na jego środku leży kartka A4, otoczona kredkami, rozrzuconymi w losowej konfiguracji. Jej mała rączka nanosi na nią kolorowe kreski. Zdają się nabierać kształt sceny, którą każdy z nas zna. Odruch bezwarunkowy istoty rozumnej, po włączeniu Painta; Domek, ludzik, drzewo. Trójkąt, kwadrat, kreski pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Jakże to znajome... Podstawy estetyki mamy wszyscy takie same.

Ojciec wchodzi do pokoju. W ręku trzyma szklankę wody. Widzi tlącą się ciepłą barwą lampkę biurkową i uśmiech dziewczynki, które podnoszą odczuwalną temperaturę jesiennej ponurości otoczenia. Staje nad kartką, przygląda się jej chwilę w ciszy.

-Co malujesz Basiu?

-Okładkę.

-Okładkę czego?

-Książki, Tato. Napisałam Książkę!

-Ooo, to ciekawe! Pokażesz mi ją gdy skończysz, dobrze?

Dziewczynka kiwnęła głową, nie odrywąjąc wzroku od kartki. Własnie dorysowywała oczy rudowłosemu, niskiemu ludzikowi. Ojciec przyglądał się tej scenie w chwilowej ciszy. Następnie sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe pudełeczko. Otworzył je. Z niego wyciągnał zaś malutką, błękitną tabletkę.



Nadal rysujesz. Kątem oka widzisz ojca, wyciągającego pudełko. Odkładasz kredkę i odwracasz się. Ojciec podaje ci ją, a ty wsadzasz ją do ust. Następnie odbierasz z jego rąk wodę i popijasz.

-Zuch dziewczynka. A o czym będzie ta książka?

- O moim przyjacielu, Dexterze.- Odpowiadasz, wyraźnie podekscytowana.

-Hmm, rozumiem. Niedługo kolacja. Zawołam Cię, gdy Mama skończy.

-Dobrze Tato.





Ojciec wychodzi z pokoju. Ty wyciągasz z najniższej szuflady biurka, spod sterty kredek i farb swoje pudełeczko. Wyciągasz z ust tabletkę, ktorą schowałaś sprytnie pod językiem, i wrzucasz do pudełka pełnego takich samych, wilgotnych od śliny tabletek.

-Zuch dziewczynka...- szepcze ci do ucha Dexter.



Szkoła. Słoneczny zimowy dzień. Lekcja plastyki.

Malujesz farbkami obrazek. To samo co zwykle. Domek, drzewko, Dexter. Choć Pani kazała wam namalować wasze domowe zwierzątko, ty się tym nie przejmujesz. Malujesz domek, drzewko, Dextera. Przecież ty nie masz zwierzątką. Miałas kiedyś myszkę, ale razem z Dexterem utopiliście ją w wannie.

Nauczycielka krąży po sali. Co rusz przystaje nad pracami uczniów. Zachwyca się bezładnymi mozaikami maluchów. Oni. Ich lubi bardziej. Ich obrazki są piękne. Do twojego się przyczepi. W twoim nie dostrzeże artystycznego buntu. Każe ci za chwilę namalować zasraną myszkę. Już idzie w twoim kierunku. Zerka na ciebie z uśmiechem na twarzy. Wiesz już co powie, czekasz jedynie na ten moment i zastanawiasz się, co odpowiedzieć, tak by ją zdezorientować. Żeby dała ci spokój. Może znów jakaś scena? Może powiesz, ze nie umiesz? Za proste. Ze pierwszy raz masz pędzelek w ręku? Ze nie wiesz, co to zwierzątko domowe? Jest wiele opcji. A ona ma zasrany obowiązek to zrozumieć. Jesteś chora, potrzebujesz akceptacji. Nie może ci przecież powiedzieć, żebyś się ogarnęła, przestała udawać i zaczęła wykonywać jej polecenia. Nie może. Koniec. To twoja przewaga. Musisz ją jedynie zmieszać. Ale jak? Ona się już zbliża...

Nagle, jak to bywa często w takich sytuacjach, pojawia się Dexter. Szepcze ci do ucha:

-Nie mów nic! Nie odzywaj się! Nie piśnij słówka! Nic z ciebie nie wyciągnie! Lepiej mnie posłuchaj, bo zobaczysz...

- Basiu, a gdzie twoje zwierzątko?! Nie widzę go. Schowało się do domku?- Pyta łagodnie, w serdecznym tonie, Pani Nauczycielka.

Zero odzewu.

-Basiu, słyszysz mnie?- Nauczycielka zniża się do półprzykucu, na wprost ciebie. Patrzy ci w oczy.

-Basiuu, tu ziemia!- Ponawia żartobliwie. Ale na jej twarzy rysuje się zaniepokojenie, nieudolnie przypudrowane aktorskim uśmiechem. Patrzysz jej głęboko w oczy. Twoja twarz zdaje się jej mówić pantonimą: "Pomocy!"

- Nic nie mów! Nic nie mów! Nic nie mów! Nicnicnicnicnic!

A więc znów nie chcesz ze mną rozmawiać... Foszek... Moja Basiu. A tabletka? wzięłas dziś już drugą tabletkę?

Uczniowie dookoła odrywają się od swoich prac. Teraz wszyscy spoglądają na ciebie z zaciekawieniem. Czujesz ich wzrok. Jego ciężar, zapach i fakturę, jednoczesnie go nie widząc i nie słysząc. Wpatrujesz się przecież w zakłopotane oczy Pani, a słyszysz tylko Dextera, wyraźnie zaniepokojonego na wieść o tabletce.

-Nie bierz! Nienienienienie! Nic nie mów! To mnie zabija! Nicniebierznicniebierznicniebierz! Ona chce mi zrobić krzywdę! Mi krzywde! zabićmnie! zabićzabićzabić! Mikrzywdę!

Nauczycielka spuszcza wzrok. Sięga po twój plecak, wiszący na haku pod blatem ławki. Sama wyciąga z małej kieszonki listek błękitnych drażetek .Wyciska z niego jedną, odkręca butelkę wody i stawia na biurku, po czym wyciąga ku tobie dłoń z tabletką. Wiesz, ze musisz, ale wiesz, ze nie możesz. Ot, mini tragedia antyczna w twojej małej główce. A ty, Antygona, musisz dokonać wyboru. Pamiętaj... on zrobi ci kiedyś krzywdę... musisz go sluchać. Ale tabletkę też musisz wziać. Pani nie da ci spokoju. Jeśli jej nie weźmiesz, Pedagog zadzwoni do Doktora Jabłońskiego. A tego nie chcesz. Myśl, Basia, myśl! Masz przewagę. Niczym niewidomy, który polega na swoich nadludzko rozwiniętych zmysłach słuchu i dotyku, twój częściowo upośledzony mózg rozwinął w sobie obronny mechanizm. Inteligencję. Czas jej użyć!

Scena w zwolnionym tempie. Wyciągasz nieśmiało dłoń, nadal niepewna decyzji. Chwytasz ją. Wkładasz do ust. Nauczycielka cofa się o pól kroku. Dexter szaleje.

-Zabijesz mnie! Zabijesz! zabiję cię! zabijęzabijęzabiję!

Tabletka jest na twoim języku. Sięgasz prawą ręką po butelkę. I nagle przyszło wyczekiwane olśnienie. Woda w kubeczku na pędzel! Stoi obok butelki . Jest mętna od farby. Niemal czarna. Da się do niej wypluć pastylkę, ukryć ją. Potem wypić połowę. Być może Pani nawet nie zauważy, że popiłaś nie tą wodą, co trzeba. Jest zestresowana. Uspokoi ją sam fakt wzięcia przez ciebie leku.

Sięgasz wc po nią i energicznie przystawiasz kubek do ust. Tabletka ląduje na jego dnie, a ty nerwowo bierzesz łyk ohydnedo napoju. Misja się nie powiodła. Zszokowana Pani wyrywa ci kubek z ręki. Woda wylewa się na obrazek.

- Basia! Jezus Maria!!! Idziemy do pielęgniarki!



Gabinet Doktora Jabłońskiego. Światło jarzeniówek. Deszczowa aura niewidoczna przez zasłonięte rolety.



Rodzice siedzą naprzeciw doktora. Biblioteczną ciszę mąci jednostajny, irytujący dźwięk szkolnych świetlówek. Uwypukla ona natomiast miły dla ucha odgłos długopisu, którym doktor wypełnia papierową kartotekę Basi. Stalowa główka skrobie o miękki papier na twardym, dębowym biurku. Dźwięk ten, mieszając się z odgłosami przełykanej przez rodziców śliny i stłumionych odgłosów ulicy zza okna, powoduje mimowolny wzrost dziwnego napięcia. Lekko niepokojącego, ale i na swój sposób przyjemnego.

Doktor skończył. Odkłada starannie kartotekę do folderu, kładzie długopis tuż obok, a po środku stołu umieszcza swoje złożone niczym do modlitwy dłonie, manifestując całkowite oderwanie od zajęć i gotowość do zaangażowania w rozmowę. Jest psychiatrą, co z automatu czyni go dobrym psychologiem, tak jak kolarza, dobrym rowerzystą. Zna więc znaczenie tych detali. Wie, jak operować ciszą, jak ją przedłużać, by wyciągnąć jak najwięcej z zahipnotyzowanych nią rozmówców, z korzyścią dla nich samych. W tym jednak przypadku, dla dobra ich dziecka.

Zanim zacznie mówić, odchrząkuje, co w warunkach obecnej ciszy, jest nawet melodyjne. Niemniej niż lekkie mlaśnięcie, gdy wypowiada pierwsze zgłoski.

Pani Styko... Basia znów zachowywała się dziwnie, prawda? Tak przedstawiła mi sytuację pedagog Lewandowska. Nie chciała z nią rozmawiać. Wypiła wodę z kubka, w którym moczyła pędzelki. Wydaje się być to niczym szkodliwym. Czasami całkowicie zdrowe dzieci zachowują się dziwnie, aby zwrócić na siebie uwagę. Jednak w tym przypadku, nauczyciel właśnie tę swoją uwagę na nią skierował, i to wydaje się być tu bodźcem. Ciekawym jest też fakt, że te jakże dziwne, pozbawione sensu, z naszego punktu widzenia zachowanie, nastąpiło po upomnieniu Państwa córki, o wzięcie medykamentu. Jakkolwiek dla nas nie ma to sensu,dla niej, musiało mieć to jakieś podłoże i je właśnie postaram się znaleźć, rozmawiając z nią w cztery oczy. Lecz najpierw spytam Państwa. Czy ostatnimi czasy, w domu, Basia zachowywała się jakoś szczególnie podejrzanie?

Matka zamyśliła się przez chwilę. Jej wzrok zawędrował w prawo, ku pustej ścianie.

-Hmm. W sumie, można by rzec, normalnie... Ale nie wiem, czy tak to mogę nazwać. Wiadomo. Były z nią problemy, często się buntowała, mówiła dziwne, niestworzone rzeczy, ale w jej przypadku, jest to normalne. Czasem mnie zaskakuje. Jest na prawdę bystra, chłonie wiedzę jak gąbka, i gdyby nie jej wieczne zamyślenie, można by zapomnieć o jej chorobie. A innym razem jest tak, jak ostatnio na plastyce...

Psychiatra słuchał , okazując zaciekawienie, co jakiś czas potakiwając pytająco. Gdy skończyła, sięgnął znów po kartotekę, przejrzał pobieżnie strony, nie czytając, po czym chwycił długopis, w gotowości do ewentualnych notatek. Zaciągnął spokojnie powietrze i zaczął mówić.

- Choroba Państwa córki, schizofrenia dziecięca, objawia się dziwnym zachowaniem, które czasem trudno odróżnić od zwykłej, dziecięcej fantazji. W lekkich przypadkach jest nawet często niezauważalna. Nawet nie przeszkadza w późniejszym, codziennym życiu. Pośród nas ulicami chodzą tysiące schizofreników, którzy żyją normalnie, niczego nieświadomi, a znajomi mają ich po prostu za lekkoduchów, nieco innych. Oryginalnych i bardzo inteligentnych ludzi. I takimi w istocie są, ale wróćmy do rzeczy... Natomiast, gdy choroba przybiera jedną z form paranoidalnych, pojawiają się psychozy. Ciągłe lub epizodyczne, objawiające się czasem omamami. Głosami, halucynacjami... I z jednym z takich epizodów nasza Basia się w przeszłości zmagała. Musimy się dowiedzieć, czy one nie powróciły.

Tym razem ojciec zaczął zbierać myśli. Sięga najpierw do swej teczki i wyciąga kilka zszytych ze sobą kartek A4. Zanim jednak podał je doktorowi, zaczął opowiadać:

- Od ostatniego pobytu w ośrodku, nie wspominała już o tej... jak jej było...?

- Lucy- Uzupełnia Matka.

-Lucy, własnie. - Kontynuuje Ojciec. - Nie wspomina już o Lucy, odkąd przepisał jej pan te niebieskie, przez pewien czas była nawet bardzo spokojna i skoncentrowana. Ale od pewnego czasu... Obawiam się, że ona znowu...To nas zaniepokoiło... Niech lepiej Pan sam spojrzy.

Ojciec podał Jabłońskiemu plik kartek. Na pierwszej z nich, znany nam już obrazek: domek, drzewo, chłopiec. Nad obrazkiem widnieje napisany fioletową kredką tytuł: "Dexter- Basia Styka"









Książka Basi. Nieco pogniecione kartki bloku rysunkowego. Kolorowe, drukowane litery, uciekające w dół, z powodu braku linii.

DEXTER JEST NAUKOWCEM. JEST BARDZO MĄDRY I TWORZY WYNALAZKI. MA SIOSTRĘ KTÓRA MU CIĄGLE DOKUCZA. NIE LUBIĘ JEJ. JEST GŁUPIA. A ON JEST TAKI ZABAWNY I INTELIGENTNY. ZAWSZE CHCIAŁAM POZNAĆ GO ALE TATA MÓWIŁ ŻE ON JEST NARYSOWANY I ŻE TO TYLKO BAJKA. ALE TO NIEPRAWDA. ON JEST I CZĘSTO MNIE ODWIEDZA. DZIWNE TYLKO ŻE CZASEM GO WIDZĘ A CZASEM TYLKO SŁYSZĘ. JEST FAJNY LUBIĘ SIĘ Z NIM BAWIĆ ZAWSZE PRZYCHODZI DO MNIE KIEDY JESTEM SMUTNA ALBO MI SIĘ NUDZI. ALE CZASEM JEST JAKIŚ DZIWNY. CZASEM SIĘ NAWET TROCHĘ GO BOJĘ.(...)



Klatka schodowa. Zielona, odrapana, skośna lamperia. Na schodach szare lastryko. Brak okien.

Mama trzyma cię za rękę. Pani pielęgniarka prowadzi kondukt pod górę. Za wami idzie Doktor Jabłoński, niejako ubezpieczając tyły. Wspinacie się powoli po schodach. Znasz to miejsce. Pamiętasz te morderczą wspinaczkę na 4 piętro. Jesteście dopiero w połowie, a może nie. Ciężko stwierdzić. Droga dłuży ci się okrutnie. Nikt nie rozmawia, to za duży wysiłek. Słychać jedynie ciche piski butów, ale w Twojej głowie jest głośno.

-Cośtynarobiła! Zabije cię! Zabijecięzabijecię! Oni chcą mi zrobić krzywdę! Ja nie chcę! Ja się nie dam! Ja wrócę, słyszysz? Wrócętuwrócetuwrócę!

Pamiętasz, co stało się tu Lucy. Wtedy tego nie rozumiałaś, myślałaś, że od ciebie uciekła, że ciebie opuściła akurat, gdy jej potrzebowałaś najbardziej. W tym wiezieniu, z tymi dziwnymi dziećmi. Dopiero Dexter otworzył ci oczy. Oni ich tu zabijają... Tych z innych światów. Ze światów bajek, a którzy chcą być między nami. Oni się ich boją.



Wdrapaliście się na samą górę. Stoicie jeszcze na schodach. Pielęgniarka wcisnęła już dzwonek i czeka, aż dyżurna otworzy zamek w białych, plastikowych drzwiach. To ostatnie chwile wolności.

Już jesteście w środku. W korytarzu. Stoicie przy krzesłach, gdzie rodzice położyli torby z twoimi rzeczami. Mama mówi coś do ciebie z ledwo dostrzegalnymi łzami w oczach, przytulając cię , ale ty jesteś nieobecna. Za głośno jest wewnątrz ciebie. Nie umiesz się skoncentrować, by zaksięgować teraźniejszość.

-Nie wierz im! Przypomnij sobie Lucy. Oni ją zabili! Nienawidzę ich. Nienawidź ich! To kara. Jesteś tu za karę. A nic nie zrobaś. Niewinna w więzieniu! Nienawidzę ich!. Nienawidź ich! Gardź nimi!

-PRZESTAŃ!

Pielęgniarki i rodzice spojrzeli na ciebie, wyraźnie zaskoczeni i nieco zaniepokojeni. Przecież nikt nic do ciebie nie mówił. Ale ty nadal jesteś nieobecna.

Wtedy go zobaczyłaś. Stał w korytarzu, po drugiej stronie. Przy ścianie bez krzeseł. Jego dwuwymiarowa postać wyglądała jak graffiti na oliwkowej lamperii.

-Przepraszam. Jestem twoim przyjacielem! chcę dobrze!

Dexter uśmiechnął się do ciebie, wyciągnął rękę.

-choć ze mną!

Podążasz za Dexterem, zapominając chwilowo o całej sytuacji "na zewnątrz". Prowadzi cię przez kolejne drzwi, kolejnym korytarzem do następnych drzwi. Przechodzisz i przez nie.

-Basiu, zmień teraz buty, proszę.

Jasny korytarz. Podłoga i ściany są białe. Brak okien. Po prawej stronie 3 krzesła, po lewej 2 pary drzwi bez klamek, obite białą syntetyczną skórą.

-Basiu, zmień teraz buty, proszę. Będzie dobrze. Ja chcę dobrze. Pamiętaj, że jesteśmy twoimi przyjaciółmi. - Powiedziała pielęgniarka dyżurna serdecznym tonem, z uśmiechem na twarzy.

Zamurowało cię. Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz ciebie, rozlega się teraz grobowa cisza. Rozejrzałaś się dookoła. Jak to? Jak się tu znalazłaś? Przed chwilą byłaś w tym zielonym korytarzu. Teraz jesteś tylko ty i pielęgniarka. Nie ma już rodziców. Nie pożegnałaś się. Po prostu przegapiłaś parę minut życia, wyłączyłaś się.

Potrzebujesz chwili na restart. Powoli analizujesz sytuację i miejsce. Widzisz krzesło. No tak, buty. Mam zmienić buty. Siadasz i ściągasz z siebie swoje różowe Adidasy, wkładając na ich miejsce zielone kapcie, które już czekały na ciebie starannie ułożone na podłodze, prawdopodobnie przez pielęgniarkę. Ona w tym czasie zaczęła rozsznurowywać Adidasy.


Wstajesz gotowa na dalsze polecenia. Jest ci już wszystko obojętne. Trafiłaś tu. Już nic nie wskurasz. Musisz się podporządkować, być grzeczna, nazbierać kilka słoneczek, to szybciej stąd wyjdziesz. To już twój drugi pobyt tutaj, więc znasz reguły gry.

-Poczekaj Basiu, jeszcze to. - Pielęgniarka chwyta delikatnie za sznurek twojego kaptura w bluzie, pociąga za niego,wyciągając go całkowicie, po czym wkłada go do kieszeni fartucha, razem ze sznurówkami.

-Wezmę twoje rzeczy, przygotuję ci łóżko. Póki co, zaprowadzę ciebie do innych dzieci. Niektóre może już znasz, były tu kiedyś. Są bardzo miłe, zaprzyjaźnicie się.

Kobieta chwyta ciebie za rękę i kierujecie się w stronę jednych z drzwi. Wyciąga z kieszeni kartę i przykłada do czytnika. Drzwi się otwierają.

Świetlica. Pięcioro dzieci w wieku od 7 do 12 lat. Kobieta w białym kitlu siedzi na dziecięcym krzesełku pod kracianym oknem, w które to wiatr bije niemiłosiernie śniegiem i deszczem. Na podłodze dywan imitujący uliczki miasta.

- Oto Basia. Pobędzie tutaj z wami parę tygodni. Przedstawcie się, bądźcie dla niej mili.

Dzieci na krótką chwilę oderwały s od swych zabaw. Zerknęły na ciebie pytająco, po czym niemal równocześnie uśmiechnęły się i przywitały.

-Cześć Basia.

Na przedstawienie się nie masz co liczyć. Z resztą, nie przejmujesz się tym zbytnio. Dzieci już z powrotem pochłonęły się zabawą. Z wyjątkiem jednego chłopca. Siedział w kącie, pochyląjac się rytmicznie w przód i w tył, bijąc przy tym tyłem głowy o ścianę wyłożoną czymś w rodzaju miękkiej boazerii. Dla niego, prawdopodobnie nic w sali się nie zmieniło. Jeżeli w ogóle jest w niej obecny.

Szukasz zajecia dla siebie. Dwie dziewczynki bawią się lalkami. W głębi sali chłopiec lata samochodzikiem parę centymetrów ponad dywanowym miastem.Inny chłopiec siedzi na przeciwko kobiety, przy stole. Maluje kredkami asymetryczne dzieło sztuki nowoczesnej. Nie chcesz im przeszkadzać. Nie chcesz, aby oni ci przeszkadzali. Najchętniej przysiadłabyś się do chłopca pod ścianą, i razem z nim machała głową. Ale ty nie jesteś wariatką. Jesteś tylko chora. A mama mówi, ze to minie. Jemu raczej nie.

Na podłodze dostrzegasz rozsypane puzzle. Część obrazka jest już ułożona. Postanawiasz dokończyć tę osieroconą układankę. Układając ją starasz sobie wyobrazić, co przedstawia. Chyba jakąś scenę z kreskówki. Nie jesteś pewna. Dopada ciebie zwątpienie. Nie masz pudełka, ani nie jesteś pewna, czy puzzle są kompletne. ożyłaś parę części, a fragment, który się ukazał, coś ci przypomina. Coś na kształt długich, różowych nóg jakiejś pokracznej postaci. Przyglądasz się im chwilę.

Ale wątpliwości i zniechęcenie wzięły górę. Odsuwasz się energicznie od niedokończonego obrazka i opierasz się o ścianę. Podnosisz głowę i przez skulone kolana widzisz na przeciwko chłopaka. Zauważasz, że siedzisz w podobnej pozycji, jednak ty się nie bujasz. Przypatrujesz mu się. On tobie nie. To dziwne, interesujące, jak jesteście w tej scenie sobie podobni. I jak inni za razem. Jak wiele was łączy i dzieli. Co on na prawdę robi? Dlaczego się tak zachowuje? Czy on się jakkolwiek zachowuje? Czy te "kiwanie" wystarczy, aby w ogóle móc powiedzieć, że coś robi? że się "jakoś" zachowuje?

Twoje filozoficzne, dojrzałe, jak na ośmiolatkę przemyślenia przerywa Pani, ktora nagle, w równie dziwny sposób teleportowała się z krzesła pod oknem tuż obok ciebie, w kącie sali. Wyciąga ku tobie rękę z otwartym pudełkiem puzzli.

- Może ci się przyda? No dalej, śmiało.

Odbierasz pudełko od kobiety, widocznie zaskoczona. Spód pudełka jest włożony w większą, górną pokrywę. W środku znajdują się brakujące puzzle. Rozdzielasz pudełko ostrożnie, aby zobaczyć rysunek.

Po odwróceniu pokrywy twoim oczom ukazuje się on. W swoim pokoju, zezłoszczony. A nogi okazały się należeć do jego siostry, która właśnie, jak można wywnioskować z obrazka, wycięła mu kolejny numer, jak ma w zwyczaju.

Nad obrazkiem napis: "Dexter´s Labolatory"

Kobieta zdążyła się odwrócić i skierować w stronę krzesełka. Ty Osłupiałaś. Pudełko wypadło ci z rąk bezdźwięcznie na miękką podłogę. Fakt, że na niej siedzisz, a nie stoisz, dodatkowo nie dodał dramaturgii tej scenie. Nikt jej nawet nie zauważył . W Twojej głowie przerażenie napięło tkanki skóry, która z kolei najeżyła włoski na rękach. Przerażenie przerodziło się w lęk, gdy spojrzałaś przed siebie. Chłopiec już się nie kiwał. Wpatrywał się z psychopatycznym uśmiechem w upuszczone przez ciebie pudełko.

Z nim coś jest nie tak.





Książka Basi. Po jednej stronie tekst, po drugiej rysunkowa ilustracja: postać dziewczynki trzymającej lalkę.

LUCY TEŻ BYŁA FAJNA. CZĘSTO MNIE ODWIEDZAŁA. BYŁA TAKA MIŁA I SPOKOJNA. ROZMAWIYŚMY RAZEM. MAMA I TATA SIĘ DZIWILI GDY ROZMAWIAŁYŚMY RAZEM W MOIM POKOJU I CZASEM PODSŁUCHIWALI. TATA BYŁ BARDZO Y JAK MU MÓWILAM O LUCY. CZASEM NA MNIE KRZYCZAŁ ŻE ONA NIE ISTNIEJE A ON ZE MNĄ ZWARIUJE, ŻE CIĄGLE TA LUCY I LUCY... MAMA POSZŁA ZE MNĄ DO DOKTORA JABŁOŃSKIEGO. ON SŁUCHAŁ O LUCY I JEGO TO CIEKAWIŁO. TATA TEŻ JUŻ NA MNIE POTEM NIE KRZYCZAŁ, BO PAN DOKTOR POWIEDZIAŁ MU ŻE LUCY ISTNIEJE I JUŻ NIE BYŁ ZŁY. ALE PÓŹNIEJ LUCY JUŻ NIE BYŁO. I POZNAŁAM DEXTERA I ON MI WYTŁUMACZYŁ DLACZEGO TAK. BO TO JA JĄ ZABIŁAM. I DEXTEROWI SIĘ TO NIE PODOBA I SIĘ BOI MNIE TROCHĘ. ALE JA SIĘ CHYBA OSTATNIO BARDZIEJ GO BOJĘ BO ON MI OSTATNIO GROZI. ZE MNIE ZABIJE. OSTATNIO W OGÓLE Z NIM COŚ JEST NIE TAK.



Wąski pokój. Szafki przy łóżku z zaokrąglonymi kantami. Ściany wyłożone do połowy miękkim, zielonym tworzywem. Szyba okna odbija na tle wieczornej, zimowej ciemności obraz pokoju oświetlonego miłym, białym światłem.

Pani dyżurna podała ci tabletkę na noc. Jej nie oszukasz. Przypilnowała ciebie skrupulatnie. Połknęłaś ją, wiedząc, że zaraz każe ci otworzyć usta i podnieść język. Potem cię poinstruowała :

-Jak jest jakiś problem, coś ci trzeba, wystarczy wcisnąć pstryczek dzwonka

Słyszysz tę formułkę już trzeci raz w swoim krótkim dotychczas życiu. Pani pożegnała się, życzyła dobrej nocy, po czym zamknęła drzwi do celi. A ty stoisz nadal osłupiała nad swoim łóżkiem, patrząc z kim przyszło ci w niej siedzieć. Czujesz się jak drobny złodziejaszek wrzucony do celi grypserów. Ale ty oczywiście nie znasz takiej sytuacji, i zapewne nigdy jej nie doświadczysz, lecz od dziś znasz towarzyszące temu uczucie.

Na łóżku, naprzeciw twojego siedzi chłopiec. Ten sam, którego widziałaś w świetlicy. Teraz buja się jego cały tułów. Nogi zwisające z łóżka drżą nerwowo, lecz o wiele słabiej, w porównaniu do ruchu tułowia. Pani pielęgniarka mówiła, ze on tak zawsze, po przyjęciu tabletki. Za parę minut mu przejdzie i położy się grzecznie spać.



Ale ty nadal patrzysz. Teraz niepokój przerodził się w zaciekawienie. Co strasznego mu dolega? Co to za choroba? Czy on taki będzie już zawsze? Czy kiedyś taki nie był? Pytania mnożą ci się w głowie. A twoje małe błękitne oczka wpatrują się coraz uważniej.

Wygląda na to, że tabletki zaczynają na niego działać. Ruch zaczyna spowalniać, jakby chłopiec się zmęczył. Wahadło traci pęd ,jak w nienakręconym na czas starym zegarze.

Przestał. Oparł się o ścianę. Odchylił głowę do tyłu i cicho westchnął. Pewien czas siedział w bezruchu, po czym powoli odchylił głowę w twoją stronę. Zaczął się ci przyglądać w ciszy, ze spokojem stoika. Wygląda, jakby oczekiwał za chwilę gradu pytań.

-Jj, jak się nazywasz?... Bo wiesz... bo fajnie by... Ja jestem Basia.

Chłopiec uśmiechnął się lekko. A raczej uniósł kącik ust. Za mało, by nazywać to uśmiechem. Nie wypowiedział jednak ani słowa.

-Hmm. A może... ty nie umiesz mówić? Mamy takiego kolegę w szkole, Szymona. On nie słyszy. Może ty...

Nagle chłopiec ci przerywa. Cicho, spokojnie. zrezygnowanym tonem.

- Omlette du fromage.

-Co? - W pierwszej chwili, nie bardzo rozumiesz. Chłopiec ponawia.

-Omlette du fromage.

Zaczynasz szybciej oddychać. Pytasz nieśmiało, lekko zdenerwowana, choć znasz odpowiedź.

- cc...co to znaczy?

-Omlette du fromage! - wykrzyczał chłopiec.

Zmroziło cię. Jednak chcesz jakoś go uspokoić. Z udawanym uśmiechem na buzi, niemal przez łzy mówisz do chłopca.

- Ja wiem, To po francusku. Ja to znam z takiej bbbajki. tam ttaki chło.. chłopiec, Dexter... on to...

-Omlette du fromage! Omlette du fromage! - chłopiec zerwał się z łóżka, stoi teraz nad tobą i wykrzykuje swoją mantrę, bujając znów głową.

-OmlettedufromageOmlettedufromageOmlettedufromage!

Jesteś przerażona. Rzucasz się panicznie na przycisk dzwonka, zawieszonego na ścianie nad drugim końcem łóżka. Jednak go nie sięgasz. Chłopiec rzuca się na ciebie. Ciągnie za włosy, próbuje dusić. Wykrzykuje w ogromnym szale ciągle to samo.

-OmlettedufromageOmlettedufromageOmlettedufromage! Zabijecięzabijecięzabiję!

-Boże, to on! - Myślisz. Czujesz przeraźliwy ból. Nie masz sił krzyczeć ani złapac tchu. W głowie mnożą się czarne myśli: Ja umrę! Oni nie usłyszą. Nie sięgnę dzwonka. MAMOOO! TATOOO!

Nagle drzwi pokoju się otwierają. Dwóch lekarzy łapie chłopca i rzuca na jego łóżko. Spinają go pasami. Pielęgniarka podbiega do ciebie.

-Nic ci nie jest słoneczko? Jesteś cała?

Nie masz siły odpowiedzieć. Łykasz panicznie powietrze, Dusisz się jeszcze bardziej, niż gdy ciebie duszono. Spanikowany mózg każe twoim małym płucom zassać całe powietrze w pokoju. Pielęgniarka krzyczy do kogoś poza pokojem.

- Zośka, dwa razy hydroksyzyna, gazem!

Po chwili przybiega kolejna kobieta. Lekarze sciągają spodnie tobie i chłopcu. Oboje dostajecie zastrzyk.

Chłopiec został wyprowadzony przez lekarzy, spięty pasami kaftanu.

Po chwili udaje ci się złapać oddech. Pani doktor podaje ci szklankę wody. Uspokajasz się.

- Spokojnie Basiu. Już wszystko dobrze. Teraz sobie po prostu zaśnij. Zostanę tu z tobą. Jutro spokojnie opowiesz nam, co się stało. A teraz śpij.- Pielęgniarka głaszcze ciebie po głowie. Ty kładziesz głowę na poduszce. Momentalnie czujesz się senna. To pewnie zasługa zastrzyku. Oczy przymykają się coraz bardziej. Ciekawi ciebie tylko jedna kwestia. Jak oni się tu zjawili? skąd wiedzieli, ze dzieje ci się krzywda...

Zasypiasz.

Wszystkiemu przygląda się Ordynator szpitala, siedząc na wprost kilku czarno-białych monitorów. Na jednym z nich ukazuje się widok twojego pokoju, widzianego z kamery w rogu sufitu.





Koniec części pierwszej.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Thomas Zevski · dnia 04.03.2019 12:52 · Czytań: 61 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Kemilk dnia 09.03.2019 21:38
Bardzo dobry tekst dający do myślenia. Ciekawa akcja, dobre przemyślenia, super odmalowana atmosfera. Naprawdę kawał dobrej roboty i błędy, których jest tutaj sporo nie przeszkodziły mi dotrwać do końca.

Cytat:
- O moim przy­ja­cie­lu, De­xte­rze.- Od­po­wia­dasz, wyraźnie pod­eks­cy­to­wa­na.

Dialog zaczynamy półpauzą (ctrl i minus na klawiaturze numerycznej). opowiadasz z małej litery i przed półpauzą nie powinno być kropki. Czynności gębowe (powiedział, krzyknął itp powodują, iż nie stawia się kropki i pisze się małą literą. Do poprawy w innych miejscach.

Cytat:
Prze­cież ty nie masz zwie­rzątką.

"zwierzątka"
Cytat:
Mia­łas kie­dyś myszkę,

miałaś
Cytat:
wzięłas dziś już drugą ta­bletkę?

wziełaś
Cytat:
zabićmnie! zabićzabićzabić! Mi­krzywdę!

nie łączyłbym wyrazów, chociaż wiem, że to celowy zabieg. Odpuściłbym także fragmenty pisane jedynie dużymi literami. Znacząco utrudnia to czytanie.
Cytat:
Ale ta­blet­kę też mu­sisz wziać


Cytat:
a ty ner­wo­wo bie­rzesz łyk ohyd­ne­do na­po­ju.

ochydnego
Cytat:
Jest na praw­dę by­stra, chło­nie wie­dzę jak gąbka

naprawdę
Cytat:
Szu­kasz za­je­cia dla sie­bie.

zajęcia
Cytat:
Ty Osłupiałaś.

osłupiałeś z małej
Cytat:
Wszyst­kie­mu przygląda się Or­dy­na­tor szpi­ta­la,

ordynator z małej
pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
domofon
25/03/2019 22:08
Berele - Miło mi, bardzo dziękuję. »
Kushi
25/03/2019 20:26
ajwu, bardzo, bardzo mnie cieszy Twoja wizyta a, że wiersz… »
Kemilk
25/03/2019 18:05
Wyborne. Mam nadzieję, że do moich drzwi nikt taki nie… »
Kemilk
25/03/2019 17:51
Chyba to raczej humoreska i całkiem zabawna, o lekkim… »
Kemilk
25/03/2019 17:44
Absurdalny humor, który lubię. Co do absurdów w naszym… »
Kemilk
25/03/2019 17:36
Dzięki za wizytę i miły komentarz. pozdrawiam. »
Nuria
25/03/2019 13:17
Nie jest łatwo oddać "ładnie" przechodzenie… »
Berele
25/03/2019 11:37
Tak się zachowuje ktoś, kto kocha. Obowiązkiem literatury… »
Wiolin
25/03/2019 11:34
Witaj Zoleńko. Świetny...Pozdrawiam. »
Berele
25/03/2019 11:31
Spróbowałbym tu obejść dopełniaczówkę w ten sposób… »
mariaczekanska
25/03/2019 11:23
Opheliac, wybacz, że dopiero teraz odpisuję. Jest mi… »
Hubert Z
25/03/2019 11:20
Świetny wiersz. bodzie szkoda zbiegam się pod twoją… »
pociengiel
25/03/2019 11:17
Dzięki. »
Berele
25/03/2019 11:16
W tym sporze o sens wiersza przystępuję do elity tych, co… »
Berele
25/03/2019 11:13
Ojczyzna, emigracja, rodzina - aspekt życia. Podoba mi się.… »
ShoutBox
  • mike17
  • 25/03/2019 13:39
  • A tu zamieszczam konkursowe INFO : [link]
  • mike17
  • 25/03/2019 13:37
  • Serdecznie zapraszam wszystkich fanów prozy do wzięcia udziału w prozatorskim konkursie MUZO WENY 7, gdzie piszemy miniaturkę pod wybrany utwór muzyczny na 5000 znaków. Łatwe? Pewnie! Do boju :)
  • StalowyKruk
  • 24/03/2019 11:16
  • Nie mam pojęcia. Nie moja kategoria. Nie będę ani narzekał, ani pisał złośliwych komentarzy zakończonych "pozdrawiam". Jak koniecznie potrzebujesz sensu, podciągnij to może do emocjonalnego... czegoś.
  • RChomik
  • 24/03/2019 07:41
  • StalowyKruk no ale taki "przystanek na żądanie", o co w nim chodzi?
  • Zola111
  • 24/03/2019 02:14
  • I jak Wam się pisze doZaśrodkowania#30? [link]
  • StalowyKruk
  • 23/03/2019 23:04
  • Wiesz, myślę, że to zależy od punktu widzenia. Z mojego mógłbym zapytać: "Dlaczego nie idzie zrozumieć żadnego wiersza?" ;)
  • RChomik
  • 23/03/2019 22:02
  • Mam pytanie. Dlaczego nie idzie zrozumieć żadnego wiersza z górnej półki?
Ostatnio widziani
Gości online:9
Najnowszy:upyryf
Wspierają nas