Zakochana brmi jak enamorada - fragment powieści Elżbiety Walczak - elawalczak
Proza » Obyczajowe » Zakochana brmi jak enamorada - fragment powieści Elżbiety Walczak
A A A
Od autora: Współczesna powieść, oparta na obserwacji zachowań serialowych widzów. Główna bohaterka powieści- Adela udowodni, że niektórzy mylą czasem serialową fikcję z rzeczywistością. Potwierdzi nas w przekonaniu, że życie też bardzo często pisze scenariusze, które świetnie mogłyby posłużyć jako scenariusz filmowy.

ODCINEK II

List w butelce

 

Pojechaliśmy z Alonzo do Madrytu na tydzień. Chcieliśmy się przygotować do sprzedaży domu jego rodziców. Mama miała na imię Adriana, a ojciec Leonardo. Oboje byli aktorami. Mieli wspólną pasję – malowali obrazy, które wystawiali w swojej galerii w dzielnicy Salamanca.

Robiłam porządki, znosiłam wszystkie rzeczy ze strychu do salonu, żeby zobaczyć, co zostawić, a co wyrzucić. Natknęłam się czerwone metalowe pudełko, które było zamknięte na kluczyk. Mieli w tym mieszkaniu mnóstwo atrakcyjnych rzeczy, które wydawały się charakterystyczne dla gustu artystów. Wielka pracownia, która mnie zachwycała, a jednocześnie panujący w niej zawsze nieład, kazał snuć przypuszczenia, że nie potrafili panować nad swoim życiem. Takie odnosiłam wrażenie, patrząc na rozrzucone na podłodze pędzle, słoiki, farby, stosy niepotrzebnych papierów, fragmentów płócien w różnych kolorach. I towarzyszył temu charakterystyczny zapach, którego nigdy nie byłam w stanie określić. Porządkowanie myśli w tym miejscu zajęło mi kilka godzin, dopiero potem byłam w stanie zająć się sprzątaniem pracowni. Pusta wydawała się ładniejsza. W takim nieładzie powstał obraz z postacią Jana Karola I Burbona, który wisiał na ścianie w salonie. Mieli szczęście. To musiało być niesamowite uczucie, dowiedzieć się, że obraz, który jako pierwszy został zaprezentowany w ich galerii, spodobał się żonie króla, która właśnie tamtędy przechodziła. A może w podróż do Compostela udali się wyłącznie po to, żeby malować. Może król im to zlecił albo poprosił. Pewnie się tego nie dowiemy, ale decyzja powrotu do Madrytu była słuszna.

Liczyłam na strychu obrazy, robiłam spis, żeby móc je zabrać do Polski. Było ich sto siedemdziesiąt osiem, więc pomyślałam, że otworzymy galerię w Warszawie. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale najczęściej malowali dzieci, które nie miały twarzy. Zaczęłam przyglądać się każdemu z osobna. Na siedmiu znalazłam tytuł „Alonzo”. Ułożyłam wszystkie na podłodze, żeby zobaczyć, czym się różnią i czy tworzą jakąś historię. Każde z nich miało przy imieniu literkę. Patrzyłam w osłupieniu, bo układały się w słowo „ADOPCJA”.

– Jak to możliwe? – rozejrzałam się, żeby sprawdzić, czy to wszystkie obrazy. – Niemożliwe. – Powtarzałam na głos to samo słowo, bo na sześciu innych była mała dziewczynka i tytuł „Luiza”, i ten sam schemat literek, które ułożyły się w słowo „ŚMIERĆ”. Musiałam usiąść, bo nie mogłam złapać tchu. Wyglądała, jakby miała nie więcej niż rok. Zdjęłam ostatni obraz i znalazłam w ścianie skrytkę, otworzyłam ją bez trudu. Nie było w niej nic oprócz małego kluczyka i zielonej butelki, w którą wciśnięty był list.

Był napisany dawno, dawno temu.

 

„Kochany Alonzo,

Jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nas już nie ma. Nigdy nie mieliśmy przed Tobą tajemnic. Jest jednak coś, o czym powinieneś wiedzieć. Zanim się pojawiłeś, mieliśmy córkę o imieniu Luiza. Urodziła się z wadą serca, z którą z pewnością nie miałaby szans na przeżycie dłużej niż kilka lat. W ciągu sześciu miesięcy swojego życia przeszła trzy operacje, które ją zabiły. Nigdy nie opuściła sali szpitalnej. W tym samym szpitalu leżała kobieta chora na raka, której nikt nigdy nie odwiedzał. Urodziła małego chłopca, który mieszkał razem z nią na jednym z oddziałów. Zaprzyjaźniłam się z nią i z małym chłopczykiem, który pragnął miłości i czułości, której ona nie była mu w stanie zapewnić. Nazywała się Juanita Alvarez. Miała 23 lata. Nie miała nikogo. Jej rodzice zmarli, wychowywała ją babcia, która również zmarła, kiedy ona miała 21 lat. Urodziła się w Sewilli, stamtąd pochodzi. Nic o niej nie wiedziałam więcej oprócz tego, że była piękną i dobrą kobietą. Kochała cię całym sercem, ale nie udało się jej uratować. Podobnie jak Luizy. Po jej śmierci nie byliśmy w stanie przestać myśleć i mówić z ojcem o tobie. Postanowiliśmy cię adoptować. Wiem, jak to brzmi, kiedy człowiek dowiaduje się o tym w taki sposób. Próbowaliśmy ci to powiedzieć setki razy, ale nie wiedzieliśmy jak, żeby cię nie utracić. Obrazy, które znajdziesz i poukładasz w odpowiedni sposób, ułożą się w słowa ADPOCJA – ŚMIERĆ – ŻYCIE. Wiem, że zrozumiesz. Żyj synku swoim własnym życiem, myśl sercem i nigdy nie zapominaj o miłości. Bądź szczęśliwy. Zawsze.

Twoi Rodzice”.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
elawalczak · dnia 12.03.2019 10:03 · Czytań: 118 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zdzislaw
22/05/2019 15:16
Dobry drabbelek, z ładną puentą. Spodobał mi się. Drobne… »
Darcon
22/05/2019 13:45
Na początek kilka drobnych uwag do tekstu. W końcu to portal… »
Zbigniew Szczypek
22/05/2019 12:20
Dzień dobry Ajw, mam nadzieję, że dzisiaj samopoczucie… »
retro
22/05/2019 11:18
Podoba mi się artykuł, bo jest bardzo pozytywny. W… »
maga26
21/05/2019 23:52
Witam serdecznie :) Uważam w teraźniejszych czasach… »
al-szamanka
21/05/2019 22:50
A Ty, Michale, pisząc o Tacie czytającym o Indianach,… »
ajw
21/05/2019 22:03
Dziękuję za ten pachnący moment w niezbyt miłym dla mnie… »
ajw
21/05/2019 22:01
Gramofonie - nie mam Ci czego wybaczać. Każdy ma prawo do… »
al-szamanka
21/05/2019 20:41
Ha, dzisiaj mam prawdziwą ucztę poetycką. Właśnie… »
al-szamanka
21/05/2019 20:21
Czytałam już ten wiersz w pracy. Niestety bez możliwości… »
Dobra Cobra
21/05/2019 19:51
No, miła opowieść o mocach Mikołaja. maga26,… »
Gramofon
21/05/2019 19:29
Proszę o wybaczenie, ale pustka rozpuszczona w czerni?… »
ajw
21/05/2019 18:41
Florianie - masz rację, ale to jedyny wiersz, który… »
mike17
21/05/2019 18:28
Aldonko, zafundowałaś mi podróż do czasów dzieciństwa,… »
HolaHola
21/05/2019 17:39
Ideę zmienione. Dziękuję i pozdrawiam. »
ShoutBox
  • mike17
  • 22/05/2019 15:36
  • Tych z Was, którzy jeszcze nie poznali wyników MUZO WEN 7, zapraszam tutaj : [link]
  • Kushi
  • 20/05/2019 23:14
  • Uwielbiam Zauche:):), Miłego wieczorku kochani:)
  • Dobra Cobra
  • 20/05/2019 19:24
  • @AntoniGrycuk- wydawało mi się, że przekaz jest nardzo uniwersalny:( jezykowo, bardziej w strone body language - jak śpiewali Queen.
  • AntoniGrycuk
  • 20/05/2019 17:36
  • DoCo, to nie dla mnie, za słabo znam angielski...
  • Dobra Cobra
  • 20/05/2019 12:43
  • Żadna proza nie wygra przecież z uniwersalnoscią tego przekazu: [link]
  • mike17
  • 19/05/2019 21:23
  • I tak kończy się nasz konkurs. Wyniki MUZO WEN 7 tutaj : [link]
  • akacjowa agnes
  • 19/05/2019 20:43
  • Hejka, Pisarki, Poetki, Pisarze i Poeci ;) Życzę Wam udanego zakończenia weekendu. A kto z Was czeka na wyniki MUZO-WEN 7? Bo ja czekam ;)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:Merriamse6k
Wspierają nas