23. Dziewczyna o zielonych oczach: Dobra zabawa / Jej historia - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 23. Dziewczyna o zielonych oczach: Dobra zabawa / Jej historia
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Dziewczyna z zielonymi oczami:

23. Dobra zabawa / Jej historia

Otaczała mnie muzyka i gęste, ciepłe powietrze. Czułam wokół siebie mnóstwo najróżniejszych zapachów, czułam liczne przypadkowe dotknięcia tłumu wokół mnie i tańczyłam. Tańczyłam do ostrej, rytmicznej muzyki, której uderzenia czułam aż gdzieś w głębi mojego ciała. W którymś momencie poczułam wibracje mojego zegarka. Na moment przestałam tańczyć i uniosłam rękę do góry. Zobaczyłam tylko ikonę koperty, a gdy ją dotknęłam, pojawiło się jedynie słowo "bar". Rozejrzałam się i zobaczyłam, że Liwia była już przy ladzie. Gdy spojrzałam na nią, uniosła szklankę z czerwonym drinkiem w geście pozdrowienia. Nagle poczułam, jaka byłam głodna. Machinalnie ruszyłam w jej stronę, z trudem przebijając się przez tańczący tłum.

- Jak się bawisz? - zapytała Liwia, gdy razem z Darkiem podeszliśmy do niej. Usiadłam na wysokim, barowym krześle tuż obok niej i westchnęłam cicho. To była chyba jedna z nielicznych jak dotąd chwil, w których mogłam poczuć się fajnie. Od zawsze lubiłam tańczyć, ale krępowało mnie jakieś dziwne uczucie, że wszyscy wokół patrzą i oceniają, czy robię to dobrze. Wystarczyło, bym złapała jakieś jedno przypadkowe spojrzenie skierowane w moją stronę i już uciekałam gdzieś poza parkiet. Lubiłam tańczyć sama, w moim pokoju ze słuchawkami na uszach, gdzie miałam pewność, że nikt mnie nie widzi. Teraz jednak kompletnie się tym nie przejmowałam. Uśmiechnęłam się więc do Liwii szczerze.
- Super. Dawno nie miałam okazji tak się wytańczyć.
- Widziałam - odparła z uśmiechem. - Obserwowałam cię. Pięknie się ruszasz - dodała i wskazała dłonią na ladę baru. - Dla ciebie. - Skinęłam głową i sięgnęłam po kolejną Krwawą Mary. W moich ustach rozszedł się ten sam, rozkoszny smak, aromatycznej krwi. Chwilę później odstawiłam puste naczynie na ladę.
- Tutaj zawsze, gdy poczujesz głód, dostaniesz takiego drinka. Tylko pamiętaj o limitach. Generalnie dwie takie szklaneczki w zupełności powinny ci wystarczyć na noc. Oczywiście, nie będziesz niestety miała aż tak luźno, jak dzisiaj. Będziesz miała tutaj swoje obowiązki.
- Jakie? - zapytałam zaintrygowana.
- Cóż, jak wy doskonale się bawiliście, to ja ciężko pracowałam. - Roześmiała się Liwia.
- Co ja będę tutaj robiła? - zapytałam w końcu.
- Będziesz węszyć - powiedziała z uśmiechem Liwia. - Czasami chłopaki przemycają tutaj coś więcej, niż Alfred na to pozwala i rozdają młodszym dzieciakom, albo wręcz sprzedają. Czasem dziewczyny zamkną się w łazience i postanowią wyjaśnić sobie, która przyszła z którym chłopakiem, albo z którym chłopakiem chce wyjść. Nie tolerujemy żadnej nie kontrolowanej przez nas chemii i awantur. To dość zabawne, że dziewczyny zwykle wolą to załatwić w łazience, a chłopaki wolą wyjść przed dyskotekę. Generalnie gdy dwójka ludzi zamknie się w jednej kabinie w toalecie, to też nie do końca się nam to podoba, ale wtedy zajmuje się tym ochroniarz, nie ty. Tu ma być tylko zabawa.
- Rozumiem - powiedziałam z ironią. - Wasza chemia jest dobra, inna jest zła - warknęłam, ale Liwia pokręciła głową.
- Rozejrzyj się - nakazała. Zrobiłam to i po chwili zobaczyłam, jak do lady podchodzi młody chłopak, coś mówi do barmana i ten podaje mu plastikową butelkę z wodą. Na kilku stolikach też widziałam takie butelki. Generalnie było ich sporo w różnych miejscach sali. Po chwili dostrzegłam, jak Darek wita się z kimś przez podanie ręki. Wyraźnie dostrzegłam, jak pomiędzy dłońmi przeskoczył woreczek w dwoma tabletkami.
- Woda? - zapytałam zdziwiona. Liwia skinęła głową. - I prochy?
- Czyste prochy - powiedziała Liwia. - I darmowa woda dla wszystkich w nieograniczonych ilościach. Żadnych dopalaczy, półśrodków, chemii z niepewnego źródła. Jeżeli w naszym klubie kupujesz narkotyk, masz pewność, że jest bezpieczny. - Prychnęłam tylko, słysząc ten oksymoron, a potem wzruszyłam ramionami. - To jest twoje pierwsze zadanie. Pilnować dobrej atmosfery.
- A na czym polega drugie? - zapytałam, zmieniając temat.
- Zwykle tylko chodzisz między tłumem i wczuwasz się w emocje. Jesteśmy na to bardzo wrażliwe. Na skrajne emocje. Szybko nauczysz się ignorować wszechobecną euforię, a zaczniesz wyłapywać inne rzeczy. Strach, zazdrość, nienawiść, czy niepokój. Najpierw to cię otoczy zewsząd, potem będziesz umiała wyczuć emocje poszczególnych ludzi. Czasem od razu dostaniesz wezwanie na zegarek, tak, jak ja wezwałam ciebie. Wtedy oznacza to, że jest duży problem i ochrona cię potrzebuje. Drugie zadanie, to też jest kwestia spadających obrotów - powiedziała Liwia, a ja zerknęłam przelotnie na ochroniarza, wypuszczającego już ostatnich gości z pustoszejącej sali. - Chodzi o to, by ciągle pilnować, by ludzie zamawiali drinki, najlepiej te najdroższe. Ale dzisiaj jest już za późno, żeby ci to pokazać. Zobaczysz następnym razem - wyjaśniła.
- Nie umiem sobie wyobrazić, jak facet postury tamtego ochroniarza może potrzebować mojej pomocy - powiedziałam, patrząc na mężczyznę przy wejściu, ale Liwia tylko się roześmiała.
- Och, Maja. Jeżeli dzieciak wyciągnie nóż, to oczywiście nasz ochroniarz go obezwładni. Strzeli mu pięścią w łeb tak, że ten nakryje się nogami. Albo zablokuje, łamiąc ręce. Ewentualnie strzeli gazem po oczach. Przyjedzie karetka, sprawa skończy się na policji, może w sądzie. Tylko po co, skoro chłopak może równie dobrze popatrzeć w twoje oczy i samowolnie paść na kolana, prawda? A teraz czekamy już na nasz transport do domu.
- Nie odwozi nas Darek? - zapytałam zaskoczona i rozejrzałam się. Teraz dopiero dostrzegłam, że chłopak gdzieś zniknął.
- Nie, on tylko nas przywozi. Odbiera nas ktoś z ludzi Alfreda, być może sam Mariusz - powiedziała Liwia, ale ja wciąż się rozglądałam, aż wreszcie dostrzegłam go. Po drugiej stronie sali tańczył wolny kawałek z jakąś dziewczyną. Widziałam, że przylgnęła do niego całym ciałem i całowali się namiętnie. Obserwowałam chwilę, jak jego dłonie krążą po całym jej ciele. Patrząc na nich spodziewałam się poczuć... coś, ale znów było to tylko rozczarowanie dotyczące wyłącznie mojej własnej reakcji. Przecież Darek był ze mną pół nocy, nawet zaczął w jakimś stopniu mi się podobać, czułam się niemal jak kiedyś, jak zwykła dziewczyna która poszła z chłopakiem na disko a teraz... Teraz on z inną dziewczyną... Wsłuchałam się mocno we własne odczucia ale nie... Ani odrobiny zazdrości. Liwia popatrzyła na mnie, a potem poszła za moim wzrokiem i roześmiała się.
- Zapomnij, kochanie - powiedziała. - On jest wyżej. Wiesz, o czym mówię. W zasadzie nawet najwyżej. I przede wszystkim jest człowiekiem - dodała, kładąc mi dłoń na udzie. Zignorowałam ten gest.
- Liwia - powiedziałam. - Opowiedz mi swoją historię - poprosiłam.
- Jaką moją historię? Co masz na myśli?
- Och, no wiesz... Jak się stałaś tym, kim... no wiesz.
- Nie bój się i nazwij to. Jak stałam się wampirzycą? Jak umarłam, by powstać jako potwór żądny krwi? O to ci chodzi? - zapytała.
- Tak - powiedziałam. - Ale jeżeli to dla ciebie zbyt...
- Nie - przerwała mi. - To nie jest zbyt trudne. Moja historia... - zamyśliła się. A po chwili zaczęła opowiadać.

- Moja historia, to historia, jakich wiele. Pracowałam w korporacji, nie ważne, jakiej. Byłam typowym korposzczurem. Byle do przodu, po trupach. Nie byłam lubiana, ale cóż, sumiennie na to zapracowałam moimi nieczystymi zagraniami - mówiąc to Liwia się uśmiechnęła nieznacznie. - Kilka osób przeze mnie straciło pracę, a ja poszłam dalej po ich ścieżce. Dla mnie liczył się efekt. Razem ze mną pracował też Michał. Miał podobny charakter. Zero kompromisów. Wynik, zysk, nieważne jakim albo co gorsza czyim kosztem. Ciągle konkurowaliśmy ze sobą o osiągnięcia. Aż któregoś razu, po jakiejś imprezie po tym, jak przejęliśmy udziały w innej, mniejszej firmie, po alkoholu, poszliśmy ze sobą do łóżka, pijani. Było świetnie. - Zachichotała i zamilkła na chwilę a ja uśmiechnęłam się samymi kącikami ust. Po chwili kontynuowała swoją opowieść.

- Rano, gdy się obudziliśmy, zrobiliśmy to jeszcze raz, lecząc kaca, pod prysznicem. A potem jeszcze kilka razy. I uznaliśmy, że w zasadzie dlaczego by nie być razem, prawda? Tylko powinnam wiedzieć, że to się nie udaje. Ja się wtedy zmieniłam. Zdałam sobie sprawę, że byłam taka, bo nie miałam nikogo. Teraz był Michał, więc coś mi się przestawiło. Nagle zachciałam mieć rodzinę, dom, dziecko. Okazało się, że Michał też. On szczególnie chciał mieć dziecko. Dwa pierwsze przyszły szybko bo kasy było w bród. Ślub i dom, nawet z pieprzonym przysłowiowym drzewem, które zasadził Michał. Jednak potem po dwóch latach starań o dziecko poszliśmy do lekarza. I dowiedziałam się, że nie mam szans na dziecko. Nie było metody. In vitro też by nie pomogło. Nie mogłam dać mu dziecka. Odpuściliśmy i pogodziliśmy się z tym.
- A adopcja? To też rozwiązanie...
- Nie - powiedziała Liwia. - Michał chciał swoje. Rozumiałam go. Temat stał się tabu między nami. Nie rozmawialiśmy o tym. Ale nasze małżeństwo w jakiś sposób zaczęło umierać. Tak, jak ciepło, które ucieka z ogniska, w którym został tylko żar. I rok później pojawiła się ona.
- Ona? Córeczka? - zapytałam z nadzieją i szerokim uśmiechem.
- Nie bądź naiwna. - Liwia roześmiała mi się prosto w twarz. - Kochanka. Okazało się, że spotkał jakąś tam dawną miłość ze studiów. Zrobiłam awanturę. Przepraszał, obiecywał, że to było głupie i że nigdy więcej. Głupie było jednak tylko to, że mu uwierzyłam. Ale obiecałam, że jak się powtórzy, odejdę z połową majątku. I wydam wszystko na prawników, by odebrać mu to, co zostało.
- Powtórzyło się? - zapytałam. Liwia skinęła głową.
- Oczywiście. Niespełna pół roku później. Pojawiła się w firmie nowa dziewczyna. Zaraz po studiach. Karierowiczka. Przypominała mi mnie na początku, chociaż ja nie poszłabym do łóżka za posadę, ja wolałam innym podkładać nogi. Ona poszła, z moim mężem. Wiesz, jak to jest, nie? Wiedzą wszyscy wokół, tylko nie żona. Szeptają, śmieją się za plecami, ale nikt nie powie prosto w oczy. Zresztą, nie dziwię się, sama bym nie powiedziała, byłam w pracy straszną suką. Ale wydało się na imprezie noworocznej. Sylwester w pracy. Małe przyjęcie w biurze, z szampanem, przekąskami, dobrą zabawą do północy. Zauważyłam, że mąż zniknął znalazłam go piętro wyżej, z nią. Wymknęli się na szybki numerek w biurowej kuchni. Poczekałam, aż skończą ze sobą i odkryłam, że można bezgłośnie łkać. Naprawdę mnie to zabolało - powiedziała i na moment zwiesiła głowę, a ja poczułam od niej falę potężnego smutku. Nim jednak zdążyłam zareagować, spojrzała na mnie z uśmiechem i jej fala emocji zniknęła.
- On wyszedł szybciej, ona na chwilę została. Akurat robiła sobie herbatę w socjalce, gdy weszłam. Nigdy nie zapomnę jej miny, gdy słysząc za plecami otwierające się drzwi zaczęła mówić coś w stylu "Michaś, czego zapomniałeś?", a potem zobaczyła mnie. Nim zdążyła zareagować, uderzyłam ją w twarz, otwartą dłonią, z całej siły. Został jej na policzku mocny, czerwony ślad. Była zdecydowanie drobniejsza ode mnie. Wciąż pamiętam te wszystkie szczegóły z tamtej nocy. - Liwia westchnęła cicho. Zamilkła na moment, tym razem dłuższy.
- I co było dalej? - zapytałam w końcu, nieco zniecierpliwiona.
- Och, po prostu ją wtedy zabiłam.

Liwia roześmiała się, gdy popatrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami.
- Co?! - zapytałam zaskoczona. - Jak to... zabiłaś?
- Ta suka zaczęła się śmiać. Głośno i wyraźnie. Zaraz po tym, jak kazałam się jej odczepić od mojego męża. Z uśmiechem na ustach powiedziała, że na to trochę za późno i podała mi swój telefon. Pokazała mi SMS-y. Poznałam numer Michała. - Liwia westchnęła, popatrzyła gdzieś w salę z tańczącymi ludźmi i znów przez chwilę milczała.

- Dowiedziałam się, że podpisałam intercyzę, z której wynikało, że dom, samochody, w ogóle cały majątek był tylko i wyłącznie jego. Oszukał mnie, podstawił mi do ją podpisania, wmawiając, że to ubezpieczenie domu. Te sprawy zawsze były na jego głowie. Więc machinalnie podpisałam, przeglądając na szybko kilka pierwszych stron. Tak, to było ubezpieczenie. Ale ostatnie kartki były już intercyzą. Włożył ją pomiędzy ubezpieczenie. Straciłam wszystko. Ale tak naprawdę nie to było najgorsze. Najstarszą wiadomością było zdjęcie. Wiesz, co na nim było? - zapytała Liwia.
- Tak - odparłam, domyślając się już. - Dwa paski.
- Dokładnie. Zdjęcie ciążowego testu z dwoma czerwonymi paskami. Nigdy nie zapomnę jej ostatnich słów, tak jadowicie rzuconych. Położyła sobie dłonie na brzuchu i powiedziała: "Wiesz, co tutaj mam? Dziecko twojego męża. Urodzę mu je, bo ty nie potrafiłaś". Te słowa prześladują mnie do dzisiaj. I nigdy się nie dowiem, co by było, gdyby nie czajnik.
- Czajnik? - zapytałam zaskoczona, nie rozumiejąc.
- Tak. Przecież ona robiła sobie herbatę. Gdy powiedziała to o dziecku, elektryczny czajnik akurat głośno kliknął, wyłączając się. Był duży, na półtora litra, cały metalowy. I był tuż obok, pod ręką. Chwyciłam go za rączkę i z całej siły przywaliłam nim prosto w jej skroń. Wystarczyło jedno uderzenie, by zabić, bo straciła przytomność i poleciała do tyłu. Upadając, trafiła jeszcze głową w krzesło. Tylko chrupnęło. Złamała kark na miejscu. - Liwia znów popatrzyła gdzieś przed siebie, a ja zasłoniłam usta. Zabiła. Widziałam to w wiadomościach, w filmach. A teraz rozmawiałam z kimś, kto zabił i w dodatku zrobił to specjalnie. Poczułam autentyczne przerażenie. Musiała to wyczuć, bo gwałtownie zwróciła wzrok w moją stronę.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 21.03.2019 10:38 · Czytań: 192 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
StalowyKruk dnia 21.03.2019 21:32
Co by tu napisać. Historia dobrze przedstawiona, ale tak naprawdę nie wyróżniająca się specjalnie. Podoba mi się, ale szału nie ma ¯\_(ツ)_/¯
Wyjaśnię o co mi chodzi później.

Znowu będę czepiał się szczegółów technicznych. A może moje czepianie się będzie bez sensu. Sam oceń.
Nie jestem pewien co do zabójstwa. Nigdy nie próbowałem znokautować nikogo czajnikiem, ale wydaję mi się to nieco trudniejsze. Faktycznie, skroń jest jedną z delikatniejszych części głowy, ale czy ówczesna Liwia miała wystarczająco dużo siły by, nawet ciężkim, czajnikiem pozbawić kogokolwiek przytomności? No dobrze, wiemy, że kochanka była drobniejsza od Liwii. Załóżmy, że czajnik faktycznie był ciężki, a Liwia wyjątkowo precyzyjna, albo fartowna i dała radę pozbawić tamtą przytomności, zamiast zwyczajnie ogłuszyć.

I tutaj robi się zabawnie, bo złamanie karku nie musi być śmiertelne. Normalnie nie jest to rodzaj wiedzy, który mnie interesuję, ale tak się składa, że jestem fanem Motörhead. I wiem, że w 1980 Philty Animal Taylor, perkusista, złamał sobie kark. Już po paru miesiącach mógł wrócić do grania na bębnach w szaleńczym tempie i żucia gumy w tym samym czasie. Jak widać przeżył. I to faktycznie było złamanie karku. Nie myśl, że koloryzuję.

Cytat:
po­da­ła mi swój te­le­fon. Po­ka­za­ła mi SMS-y

W tym momencie zacząłem się zastanawiać, czy to twój błąd, czy Liwia kłamie. Nie przychodzi mi do głowy nikt, kto w stanie czy to absolutnej wściekłości, czy depresji kulturalnie czytałby SMS-y w takiej sytuacji. Mogłeś dać, że to wykrzyczała, czy że później Liwia sama to odkryła. Byłoby to bardziej prawdopodobne.

No i emocje. Napisałeś kiedyś, że wampiry kontrolują emocje, czy coś w tym stylu. Tutaj notorycznie emocje pojawiają się, chociaż w postaci krótkich błysków. Moim zdaniem powinieneś był to jakoś zapowiedzieć. Ze ktoś o tym wspomina, czy coś w ten deseń.

Obiecałem Ci też pewne wyjaśnienia. Obawiam się, że nie jestem w stanie spojrzeć na twoje teksty obiektywnie. Różnice ideologiczne, jak podejrzewam. Nic dziwnego. Według danych tu, na portalu masz 36 lat, czyż nie? To oznacza, że jesteś ode mnie 2 razy starszy. Już z racji samego wieku, pomijając środowiska i dzieła z jakimi mieliśmy do czynienia, nasze światopoglądy znacząco się różnią. Ja na przykład mam w zwyczaju gloryfikować wyrzutków.
To wszystko nie znaczy, że nie lubię Twoich tekstów. Wręcz przeciwnie. Jakkolwiek nie podzielam fascynacji wampirami godnej nastolatki, lubię Twój warsztat i (w miarę ;) ) logiczne historie.

P.S. Nie zamierzam mówić do Ciebie per "Pan" ;)
MarcinD dnia 21.03.2019 23:58
Dzięki za wizytę i konkretne uwagi :-). Jak zawsze dostrzegłeś rzeczy, które wymagają poprawy i nad którymi zaraz popracuję.

Jeśli chodzi o zabójstwo czajnikiem, to akurat mam podobny w domu, z tą różnicą że jest ze szkła, pojemności chyba 1,7l. Gdy jest pełny wody, waży tyle, że wyraźnie czuć jego ciężar w dłoni (nie sprawdzałem wagi czajnika na pusto, ale myślę że pełny może mieć nawet około trzech kilo). Nie sprawdzałem też efektu uderzenia w głowę takim czajnikiem (nikt mi jeszcze aż tak nie podpadł ;-) ), ale myślę że efekt uderzenia w bok głowy, skroń czy nawet policzek mniej więcej trzy kilogramowym ciężarem musi spowodować chociażby oszołomienie i utratę równowagi. Potem - mając pecha - wystarczy odpowiednio źle się przewrócić. Czytałem gdzieś kiedyś o przypadku śmierci po upadku w wannie i uderzeniu tyłem głowy w wystający korek. Słowem - jak ktoś ma pecha i źle trafi... Na przykład zamiast złamać kark złamie podstawę czaszki o krawędź marmurowego, kuchennego blatu. Oczywiście, teraz wiem że ta scena wymaga przebudowania by podkreślić nieszczęśliwe dla kochanki zbiegi okoliczności które doprowadziły do jej śmierci.

Podobnie jak z SMSami - Liwia wtedy jeszcze nie była pod wpływem emocji, raczej na spokojnie kazała dziewczynie odp... się od jej męża, wiedząc że nie była to pierwsza zdrada. Dopiero właśnie SMSy, świadomość podpisanych w ciemno dokumentów, zdjęcie ciążowego testu oraz przede wszystkim jadowite słowa o ciąży oraz fakt, że romans trwał od jakiegoś czasu spowodowały napad wściekłości, w wyniku którego czajnik stał się narzędziem zbrodni. Również jest to do przerobienia i lepszego uszczegółowienia.

A jeśli chodzi o emocje... Właśnie tak chciałem pokazać - że emocje są tylko błyskami które pojawiają się gdy pod wpływem wyjątkowo traumatycznych lub intensywnych wspomnień Liwia na moment traci nad nimi kontrolę. Stąd fala smutku ze strony Liwii, która jednak błyskawicznie znika. Widzę że motyw emocji jako świadomie kontrolowanego stanu muszę jeszcze poprawić.

A jeśli chodzi o różnice w poglądach oraz Twoim nie_obiektywiźmie, to chyba właśnie o to chodzi... Odbiór ma być subiektywny, odczytany przez pryzmat własnych doświadczeń oraz jakiś tam właśnie fascynacji czy też indywidualnych przeżyć. Ja pamiętam wampiry z mediów z czasów "Blade'a" czy "Wywiadu z wampirem" i taki na przykład "Zmierzch" totalnie do mnie nie przemawia, postanowiłem napisać sobie swoją własną wersję, gdzie wampir jest groźnym potworem mimo nastoletniego w zasadzie czy kobiecego wyglądu, ale całkowicie zniewolonym przez człowieka i skazanym na narzucony mu całkowicie los.

Co do zaś różnicy wieku i "panowania" w Internecie to osobiście tego bardzo nie lubię i staram się unikać, o ile nie czuję że rzeczywiście nie jest potrzebne i wymagane przez obie strony ;-). Także tego... Pan to taki grecki bożek jest i tego się trzymajmy ;-p
StalowyKruk dnia 22.03.2019 00:19
Szczegóły. To co umyka to zawsze szczegóły. Zapomniałem, że w czajniku musiała być woda :lol:

Na wampirach się nie znam. Nie miałem styczności z wieloma dziełami skupionymi na wampirach. Wypracowałem sobie własną wizję czym powinny być i lubię myśleć o nich jako maszynkach do mielenia mięsa o wyższej świadomości kulturowej ;)

W moim starym, niedokończonym projekcie (może kiedyś go dopracuję) wampiry z biegiem czasu zaczynały grać dużą rolę, ale to jeden z moich dziwniejszych pomysłów. Nigdy tu tego raczej nie wstawię, więc pozwolę sobie pobieżnie przytoczyć. Główny bohater umiera. Postacie wprowadzone wcześniej postanawiają go ożywić, bo zostało przepowiedziane, że to on rozpocznie trzecią erę świata, a aktualny porządek rzeczy im nie odpowiada. Niezależnie od siebie wskrzeszają go wampiry i magowie. Pierwsi z krwi, drudzy z kości. Problem w tym, że każdy ze wskrzeszonych ma pewne problemy oddzielające go od oryginału. Kiedy się spotykają u obu pojawiają się poważne problemy psychiczne, w efekcie prowadzące nawet do samookaleczeń. W każdym razie kończy się tak, że jeden z nich w końcu wygrywa i zjada serce drugiego, stając się wreszcie całością.
Jestem dumny z tego pomysłu :)
A to nawet nie jest najdziwniejszy. Niestety moi znajomi się przyzwyczaili i ciężko ich zaskoczyć.
MarcinD dnia 22.03.2019 08:40
StalowyKruk napisał:
Na wampirach się nie znam. Nie miałem styczności z wieloma dziełami skupionymi na wampirach.


Polecam serdecznie "Wywiad z wampirem", to jest genialny film. Świetny, klimatyczny, mroczny, zupełnie inny od lalusiowatego - przepraszam nastolatki :lol: - "Zmierzchu". A z kolei seria z "Blade'm" to typowa, mięsisto-krwawa, sensacyjna sieczka. "Underworld" też jest całkiem niezły. Także pozycji do obejrzenia jest sporo :-).
Skuul dnia 19.07.2019 23:19
Cytat:
Czu­łam wokół sie­bie mnó­stwo naj­róż­niej­szych za­pa­chów, czu­łam licz­ne przy­pad­ko­we do­tknię­cia tłumu wokół mnie i tań­czy­łam.

drugie czułam zbędne
Cytat:
Tań­czy­łam do ostrej, ryt­micz­nej mu­zy­ki, któ­rej ude­rze­nia czu­łam aż gdzieś w głębi mo­je­go ciała.

aż wywalić, i znów czułam, a końcówkę przerobić, co robi dźwięk?,
Cytat:
W któ­rymś mo­men­cie po­czu­łam wi­bra­cje mo­je­go ze­gar­ka.

poczułam ;)
Cytat:
Nagle po­czu­łam, jaka byłam głod­na. Ma­chi­nal­nie ru­szy­łam w jej stro­nę, z tru­dem prze­bi­ja­jąc się przez tań­czą­cy tłum.
ee nie ma co w końcu jest silna, chyba aż tyle trudności jej to nie sprawiło ;), i poczułam po raz kolejny
Cytat:
- Jak się ba­wisz? - za­py­ta­ła Liwia, gdy razem z Dar­kiem po­de­szli­śmy do niej.
Darek wyskoczył trochę jak dżin z butelki, ;)
Cytat:
Po­czu­łam au­ten­tycz­ne prze­ra­że­nie. Mu­sia­ła to wy­czuć, bo gwał­tow­nie zwró­ci­ła wzrok w moją stro­nę.

autentyczne hm... sam nie wiem ;) czy mnie to bardziej przekonuje o autentyczności owego przerażenia,
zwróciła wzrok, ? ;) jakoś dziwnie brzmi
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zdzislaw
23/07/2019 22:39
DoCo, lubisz bajki? ;) »
Kazjuno
23/07/2019 21:59
Przeczytałem Ciążę z zainteresowaniem. Podobnie do… »
Dobra Cobra
23/07/2019 21:18
Jest i część druga! Coś może się to wszystko źle skończyć w… »
Dobra Cobra
23/07/2019 21:15
Witaj, Panie Asekurancki ;) Co się oceniasz, sztuka jest… »
Ustiusza
23/07/2019 18:28
Trochę późno odpisuję na ostatni komentarz. Crescendo to… »
Kazjuno
23/07/2019 17:54
Bardzo Ci Wiosno dziękuję za przeczytanie tekstu. Także… »
Yaro
23/07/2019 17:50
podziały to naturalne , czy zasłużenie nie wiem ? Uwielbiam… »
Florian Konrad
23/07/2019 16:09
bardzo złe pisanie »
Marek Adam Grabowski
23/07/2019 15:51
Dobrze udało ci się oddać klimat Polskiej prowincji. Druga… »
wiosna
23/07/2019 15:44
Kazjuno dziś ciężej mi się czytało niż poprzednio. Może mam… »
pociengiel
23/07/2019 15:28
Dzięki. Serdeczne. »
Florian Konrad
23/07/2019 14:49
Może dlatego na dolnej, że jednak ten erotyk nie kończy się… »
Florian Konrad
23/07/2019 14:48
anioły w poezji są takie zgrane... wręcz zużyte... »
Florian Konrad
23/07/2019 14:46
Wystarczy samo ,,Słońce z nadruku" »
Kazjuno
23/07/2019 13:46
Dzięki serdeczne, Droga Jolu Co rusz odrywam się od pracy,… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:emocob
Wspierają nas