Era Magii, 1-9 - Elminster
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Era Magii, 1-9
A A A
Od autora: Witam, jest to kilka kartek mojej powieści, którą zacząłem pisać jakiś czas temu. Będę rad wszelkiej krytyki :)

Preludium

 

  Mędrcy twierdzą, że magia jest darem od Bogów, ostatnim, pożegnal­nym gestem zostawionym przez Nich, kiedy to opuszczali swoich wy­znawców, uświadomionych, że po ostatecznym zniknięciu demo­nów ze świata nie potrzebują już boskiej opieki. Bogowie zostawali je­den po drugim porzucani, świątynie poświęcone Ich czci zamieniono na karczmy i zamtuzy, kapliczki w głuszach zostały całkowicie zapomniane i tylko resztki wotów mówią coś o znaczeniu tych miejsc. Udali się w miej­sce do którego śmiertelnicy nie mają wstępu 2 stulecia temu, kiedy to za­częli przychodzić na świat pierwsi ludzie z zadziwiający­mi, często dość niepokojącymi umiejętnościami. Z pozoru dzieci takie same jak reszta, nie odstające pod względem fizycznym czy mentalnym.

  Zabawa zaczynała się w momencie ukończenia przez nie 10 roku ży­cia, kiedy to bezwiednie zaczynały się unosić w powietrzu, chodzić po wodzie, a niskie temperatury nie miały na nie żadnego negatywnego wpływu. W trakcie dojrzewania bardziej już świadome, zafascynowane swoimi mocami małolaty zaczynały eksperymentować, z całym okrucień­stwem jak to tylko dzieci potrafią, głównie te na wsi czy w mniej­szych, odległych miasteczkach. Miotanie przedmiotami codziennego użytku, podpalenia, zamrożenia, wszystko co tylko się urodziło w pełnym fantazji młodym umyśle. Dzieciaki nie znające umiaru najczęściej umie­rały z po­wodu wyczerpania, czy na skutek własnych działań.

  Władze zaniepokojone nową, nieznaną sytuacją wdrożyły procedury mające na celu zebranie w jednym miejscu jak największej ilości zaska­kującej młodzieży i przeprowadzenie niezbędnych badań, zostawienie pod obserwacją.

  Mędrcy, kapłani oraz profesorowie najlepszych uczelni na wyścigi za­częli zjeżdżać i wysuwać rozmaite teorie – każdy chciał się wypowie­dzieć, przedstawić swoje opinię. Mówiąc zwięźle, każdy chciał zabłysnąć w ob­liczu nowej sytuacji. Mimo wielkiej różnicy zdań (wliczając pomysł całko­witej eksterminacji dzieci, spotkany ze zdecydowanym sprzeciwem) zna­komita większość była zgodna co do jednego: Obdarowane niezwy­kłym darem dzieciaki należy zebrać z całego królestwa i poddać szczegó­łowym testom mających na celu sprawdzenie ich ograniczeń i możliwo­ści. Padł pomysł na założenie Akademii, miejsca gdzie małolaty będą mogły pod odpowiednim nadzorem poznawać, pogłębiać swoje umiejęt­ności na korzyść dla kraju. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, jednak na mniej­szą skalę niż zakładano. Do Akademii przyjmowano dzieciaki z dobrych domów, szlachciców, zasłużonych kupców czy cieszących się re­nomą co bogatszych mieszczan. Pozostawał problem co zrobić z tymi z mniej­szych aglomeracji, na które zwyczajnie nie było miejsca, a trzyma­nie ta­kiej chmary z niebezpiecznymi mocami w jednym miejscu nie wchodziło w grę. Postanowiono je odesłać z powrotem pod strażą, która miała wzmiankowane pilnować i w razie potrzeby – zlikwidować.

  Ten system trwa w dopieszczonej formie do dzisiaj. Rolę profesorów w uczelniach (a powstały kolejne dwie, w innych miastach) zaczęli przej­mować jej absol­wenci. Została wprowadzona ustawa na mocy której do każdej, naj­mniejszej nawet osady przydzielony został wyszkolony Wła­dający bądź więcej, w zależności od regionu. Przełomem okazało się odkrycie sposo­bu na ograniczenie, a nawet całkowite zablokowanie mocy u innych użytkowników, co znacznie ułatwiło okiełznanie dziecia­ków bawiących się mocą, a które nie były kontrolowane . Wiedza, jak ten proces zastosować, znajdowała się wyłącznie w rękach władz Aka­demii oraz wybranych przez nich zaufanych Władających.

  Tak też, 4 razy do roku, umyślni robili objazd po kraju zatrzymując się przy każdym domu, każdej zagrodzie w której mogła przebywać osoba obdarzona mocą. Osoba taka (a najczęściej rodzice tejże) dostawała wy­bór: dołączenie do uczelni, z racji że postanowiono dawać szanse oso­bom niżej urodzonym na naukę, albo całkowite zablokowanie mocy. Trzeciej drogi nie było, opór był tłumiony. Bezwzględnie i kategorycznie.

  Dla tych, którzy nie chcieli się przystosować do systemu pozostawała ucieczka i ciągłe życie w strachu, gdyż Akademie nie tolerowały aposta­tów i obawiały się, że niekontrolowani mogą spowodować szkody. Po­wołany więc został specjalny oddział Pacyfikatorów złożony z pełni wy­szkolonych Władających, którzy zajmowali się między innymi polowa­niem na nich.

 

 

Przez 200 lat sytuacja się uspokoiła, społeczeństwo przyzwyczaiło się obecności magów. Absolwenci Akademii, wszechstronnie uzdolnieni nie tylko w sztukach magicznych, ale i w retoryce, astronomii czy filozofii, bywali na salonach, byli zapraszani na najznakomitsze wydarzenia na dworach szlacheckich, pełnili ważne funkcje w królestwie. Nastąpił złoty okres w historii kraju Noreg. Nastąpiła Era Magii.

 

 

 

1

O życiu w Akademii

słów kilka

 

  Akademia w mieście stołecznym Noreg w kraju o tej samej nazwie była miejscem szczególnym. Założona jako pierwsza, położona w daw­nej Dzielnicy Świątynnej we wschodniej części miasta, odgrodzona od reszty miasta eleganckim, drobiazgowo ozdobionym marmurowym mu­rem piętrzącym się na wysokość 5 metrów. Bezpośrednio przylegała do Głównej Dzielnicy, w której znajdowały się posiadłości szlachty i domy magów, jak i zgrabny zameczek królewski, pełniący funkcję raczej repre­zentacyjną niż obronną. Wejście na teren uczelni było ściśle bronio­ne przez strażników miejskich, wszelkimi interesantami zajmował się przy­dzielony przy wejściu Władający. Niepowołani nie mieli wstępu na obszar Akademii, był to region odcięty dla ciekawskich. Działało to w obie stro­ny – studenci przez całe 10 lat nie mieli kontaktu ze światem zewnętrz­nym, z wyłączeniem praktyk na 6 roku czy ważnych wydarzeń okolicz­nościowych.

Na terenie szkoły większość miejsca zajmowały dormitoria chłopców oraz dziewcząt i ogromny, główny gmach Akademii, w którym znajdowa­ły się sale lekcyjne, obszerne pomieszczenie do ćwiczeń praktycznych, po­koje profesorów czy magów będących akurat w gościnie (większość Wła­dających preferowało jednak mieszkanie w dzielnicy szlacheckiej, bli­żej ośrodka władzy) oraz wielka biblioteka, będąca istnym kompendium wiedzy o problematyce magii, znana na cały znany świat, stale uzupeł­niana i aktualizowana. Dodatkowo uczelnia miała do swojej dys­pozycji obszerne termy, wyposażone w sporej wielkości basen ogrzewa­ny za po­mocą magii oraz salę przeznaczoną do odpoczynku. Reszta tere­nu była wygospodarowana na niewielki placyk przeznaczony do zajęć na świe­żym powietrzu i dość spore gospodarstwo odpowiedzialne za wyży­wienie Akademii, w którym uprawiano kilka podstawowych warzyw oraz trzy­mano domowe zwierzęta jak i małe stado koni, stale gotowych do drogi w razie pilnych sytuacji.

 

 

  Życie studenta nie było bynajmniej usłane różami. Zabrany od rodziny w wieku 10 lat młody człowiek, zdezorientowany, trafiał w zupełnie nie­znany świat, w którym miał spędzić kolejną dekadę na poznawaniu wie­dzy i używania swoich mocy dla dobra królestwa. Selekcja zaczynała się już na ceremonii otwarcia, kiedy to władze szkoły osobiście badały moce pierwszoroczniaków i redukowały możliwości użycia jej – do absolutnego minimum wymaganego na lekcjach, dając tym samym wszystkim rów­ne szanse. Każdy z uczniów wygłaszał przysięgę wierności władcy (którego formalnie zastępował wytyczony doradca) i oficjalnie ogłaszał, że nie bę­dzie korzystał z mocy na szkodę krajowi czy dla per­sonalnych korzyści. Po ceremonii świeżo co upieczonych, skołowanych studentów przydziela­no do dormitoriów, dając im chwilę wytchnienia i przyzwyczajenia się do nowej rzeczywistości. Zresztą jeśli chodzi o pokoje to nie­zbyt było do czego się przyzwyczajać – ot, średniej wielkości pokój dla 3 osób, na którym wy­posażeniu znajdowała się tylko szafa na oficjalne uniformy studentów (czarne płaszcze i gustowne spodnie w tym samym kolorze) oraz byle jak poskładane łóżka, każde z malutkim stoliczkiem obok na którym można było położyć świecę czy książki, które były roz­dawane na pierw­szych zajęciach. Prywatnych rzeczy nie wolno było trzy­mać, wszel­kie wy­posażenie dostawało się od Akademii. Jeszcze po przydzielen­iu każdy odbierał czarne, skórzane rękawice z wyszytą złotą ni­cią jedynką przy nad­garstku – oficjalny symbol, że od tej pory są ucznia­mi Akademii, więc mają ją godnie i z dumą reprezentować.

 

 

  Zajęcia zaczynały się już następnego dnia, kiedy to następowało przedstawienie profesorów, wręczenie podręczników i rozpiski zajęć na najbliższy okres czasu. Przestrzegano przed używaniem mocy bez kon­troli na­uczyciela, a złapanie kogoś na tym niecnym czynie kończyło się ostrze­żeniem i karą. Jeśli się sytuacja powtórzyła następowało natych­miastowe zablokowanie mocy i wydalenie ze szkoły. Decyzja uczelni była nie­podważalna, władzy tejże nie interesowało czy dany dzieciak jest zwy­kłym chłopem, synem kupca czy szlachcica – tutaj panował brak dyskry­minacji ze względu na pochodzenie, każdy ze studentów był trak­towany tak samo na równych prawach. O ile odesłanie uczniów z niż­szych warstw społecznych spotykało się z ulgą i radością ze strony bli­skich, tak dla potomstwa szlachty stanowiło to najczęściej wielki wstyd i plamę na honorze, rozczarowanie ze strony rodziny, gdyż obecność maga z certyfikatem Akademii znacznie podwyższało prestiż i umacniało pozycje danego rodu w mieście, a wydalenie z uczelni z kolei spotykało się z szyderczymi spojrzeniami i drwinami za plecami. Tak też, nie dość, że zajęcia nie na­leżały do łatwych, często kończyły się obrażeniami a na­wet śmiercią, uczniów gnębiła dodatkowo tęsknota za domem i nieusta­jąca presja ze strony rówieśników. Mimo iż władze szkoły dawały wszystkim takie same szanse nie zważając na ich status społeczny, nie dało się tego po­wiedzieć o relacji na linii uczeń z gminu – uczeń z wyż­szych sfer. Pomimo usilnych starań nauczycieli powstawały obozy patrzące na innych z wyż­szością i pogardą.

    Mimo wszystko, każdy student, bez względu na to, skąd pochodził, marzył o ukończeniu Akademii i odebraniu legendarnych już wręcz fiole­towych rękawiczek, będących dowodem zdania wszystkich egzaminów, namacalnym symbolem przejścia przez istną katorgę dziesięciu lat szlifo­wania swoich umiejętności. Na absolwentów czekała perspektywa reszty życia w dobrobycie i w splendorze, uznanie społeczeństwa (jak i zazdro­sne spojrzenia) oraz możliwość służby na dworze czy dołączenie do od­działów Pacyfikatorów, którzy bezpośrednio odpowiadali za egzekwowa­nie decyzji Akademii oraz władcy. Mimo iż życie wyszkolonego Władają­cego rysowało się w samych superlatywach, to przejście przez wszystkie lata nauki wcale nie należało do łatwych, a większość studentów odpa­dało już po pierwszych trzech latach poznawania wiedzy, zgodnie uzna­wanych za najtrudniejsze i stanowiące prawdziwy przesiew osób praw­dziwie inteligentnych, ambitnych od osób dla których proces myślowy był doświadczeniem wyjątkowo przykrym i trudnym, zazwyczaj z kilku setek przyjętych dzieci fioletowe rękawiczki odbierało co najwyżej kilku uczniów.

  Życie uczniów w Akademii bywało głównie nieustającą nauką, zamar­twianiem się nauką oraz strachem przed widmem wydalenia za naj­mniejszy błąd. Aczkolwiek, jak to zwykle w życiu bywa, w tym depresyj­nym stadzie dawało się znaleźć kilka wesołych, beztroskich promycz­ków...

 

 

 

 

 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Elminster · dnia 25.03.2019 10:54 · Czytań: 277 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Kemilk dnia 30.03.2019 22:46
Troszkę przypomina to Harrego Pottera. Nie wiem w jakim pójdziesz kierunku, ale ja zawsze lubiłem buntowników, tym samym ciekawsze byłoby zajęcie się tymi, którzy nie trafili do szkoły.
Tak przy okazji, liczby zapisujemy słownie.

Cytat:
Wła­dze za­nie­po­ko­jo­ne nową, nie­zna­ną sy­tu­acją wdro­ży­ły pro­ce­du­ry ma­ją­ce na celu ze­bra­nie w jed­nym miej­scu jak naj­więk­szej ilo­ści zaska­kującej mło­dzie­ży i prze­pro­wa­dze­nie nie­zbęd­nych badań, zo­sta­wie­nie pod ob­ser­wa­cją.

nie pasuje mi słowo "zaskakującej"
Cytat:
po­głę­biać swoje umiejęt­ności na ko­rzyść dla kraju.

napisałbym z korzyścią dla kraju
pozdrawiam
Elminster dnia 31.03.2019 10:16
O owych buntownikach z pewnością będę sporo pisał :) Też się zastawiałem, które liczby słownie, a które nie, jeszcze będę to przeglądał. Co do słowa "zaskakującej" to faktycznie , zmienię na coś innego. Dzięki za opinie :)
StalowyKruk dnia 31.03.2019 14:45
Cześć, wybacz, że piszę tak późno, z chęcią przeczytałbym i skomentowałbym to wcześniej, ale nie miałem czasu. Muszę też ostrzec, że nie jestem w stanie pomóc Ci w sprawach związanych z gramatyką i tym podobnych. Ewentualne czepianie się tylko w dobrych intencjach :)

Cytat:
Osoba taka (a naj­czę­ściej ro­dzi­ce tejże) do­sta­wa­ła wy­bór: do­łą­cze­nie do uczel­ni, z racji że po­sta­no­wio­no dawać szan­se oso­bom niżej uro­dzo­nym na naukę, albo cał­ko­wi­te za­blo­ko­wa­nie mocy.

Długo się nad tym zastanawiałem. Czy wybór właściwie istnieje? Jeżeli magia kojarzona jest jako coś dobrego, lub przydatnego, czy ktoś odmówiłby dziecku szkolenia na koszt państwa? Bo ciężko, żeby niższe warstwy patrzyły na magię jako zło, jeśli jest ona nie tylko kojarzona z warstwami wyższymi, ale także bogami. W realiach średniwiecznopodobnych, bo zakładam, że z takich skorzystałeś, chłopskie rodziny miały na tyle dużo dzieci, że pozbycie się jednego nie stanowiło tak wielkiego problemu. Zwłaszcza, jeśli mogło to przynieść np. wyniesienie się do wyższej "kasty".

Czy po zakończeniu formalnej nauki uczniowie odzyskiwali moc, czy działo się to stopniowo w trakcie, w miarę jak uczono ich ją kontrolować? Ograniczenia w końcu musiały przecież być cofnięte. To oznacza, że prawdopodobnie darłoby się odwrócić proces blokady umiejętności magicznych, czyż nie?

Może trochę przesadziłem. To wszystko może przecież się wkrótce wyjaśnić. Po prostu podekscytowałem się trochę. Lubię rozbierać magię różnych uniwersów na czynniki pierwsze.
Poza tym, podoba mi się Twój styl.
Trzymaj się.
Marek Adam Grabowski dnia 31.03.2019 20:29
To typowe sztampowe Fantazy. Skojarzenie z Potterem jest słuszne- tylko po co opisywać, coś już opisanego? Styl nie pasuje mi na początek powieści, raczej jakiś opis w środku, tylko że sztucznie wydłużony. I nie wiem czemu dałeś takie grube litery; przez to niewygodnie się czyta.

Pozdrawiam
Ps. W ramach zemsty możesz teraz skrytykować coś mojego.
Elminster dnia 31.03.2019 21:06
@StalowyKruk W przedstawionym uniwersum magia jest tak jak to napisałeś, szansą na wyniesienie do ''wyższej kasty'', ale nauka jest bardzo ciężka z wysokim wskaźnikiem śmiertelności. Magia sie kojarzy dobrze, ale jednocześnie działa tutaj ta bojaźń przed nią, może rodzaj strachu przed nią. Ciemny lud inaczej rozumuje, niż inteligencja i ta logiką się kierowałem.

Tak, odzyskują moc, w późniejszych rozdziałach jest to wyjaśnione. Na chwilę obecna mam około 50-60 kartek A4, czekam na publikacje :)

Dzięki za miłe słowa, staram się. Co do nawiązań z Harrego Pottera, szczerze, nie inspirowałem się nim, ale interesujące, że się to tak ludziom kojarzy.


@Marek Adam Grabowski zamysł jest, żeby to była sztampowa fantasy, początek starałem się jak najobszerniej opisać świat, żeby czytelnik się zaznajomił. W późniejszym etapie bardziej skupiam sie na szczegółach, aczkolwiek faktycznie, trochę go sztucznie wydłużyłem. Postaram się zmienić czcionkę na bardziej przyjemną dla oka.

Dzięki za wszystkie komentarze :)

PS: Moim zamierzeniem jest prowadzenie historii w sposób mocno humorystyczny, często z dość czarnym humorem, mam nadzieję, że mi wyjdzie tak jak to sobie wyobraziłem :)
Skuul dnia 22.07.2019 20:10
Dobre, ;), czekam na więcej o/
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
RafalSulikovski
24/08/2019 10:26
Dziękuję wam wszystkim moi drodzy. :-) Postaram się pisać… »
wodniczka
23/08/2019 22:26
Pierwsza część podoba się najbardziej. Ogólnie ciekawa… »
Marek Adam Grabowski
23/08/2019 19:16
Masz dobry warsztat pisarski; czyta się ciebie bardzo… »
wodniczka
23/08/2019 18:40
Pięknie. Szczególnie w połowie zatrzymał mnie na dłużej.… »
PrzemeK155J
23/08/2019 17:59
Historia jest naprawdę ciekawa. Jedna z najciekawszych, jaką… »
wodniczka
23/08/2019 16:26
Al-szamanko Tak. Masz rację. Trochę tam się nawarstwiło.… »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:09
:-) :) :) »
RafalSulikovski
23/08/2019 14:08
:-) dziękuję Karen. Widzę, że mam jeszcze dla kogo pisać... »
Karen Lety
23/08/2019 14:04
Wiersze są trochę jak piosenki, każdy znajduje w nich coś… »
Karen Lety
23/08/2019 13:58
Świetny wiersz. Napisany przy użyciu takich słów i w taki… »
JOLA S.
23/08/2019 13:57
Dobrze się zaczyna :) Nikt, dotąd, nie skomentował tekstu.… »
Karen Lety
23/08/2019 13:52
Zgadzam się z Darcon, że drugi psychiatra mógłby zagościć na… »
RafalSulikovski
23/08/2019 11:34
:-) Dzięki! Ja dopiero jestem stale "zapowiadającym… »
MP642
23/08/2019 11:22
Jeżeli by rok '68 rozumieć wąsko, to faktycznie za… »
JOLA S.
23/08/2019 10:21
Darconie, mów dalej, proszę :) Czytanie książek to… »
ShoutBox
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 16:36
  • Święte słowa!
  • JOLA S.
  • 23/08/2019 12:22
  • Powodem waśni był smok. Na początku nikt z jadących portalem nie wierzył. „Bo mało to bajek po świecie pędzi” Poczytajcie, Panowie, naszego Skuula i basta, bo życie ucieka na bzdurkach.:)
  • Kazjuno
  • 23/08/2019 07:11
  • Coś cię najwyraźniej uwiera, geniuszu, łaszący się do portalowym władz. Tak trudno ci zakończyć insektowo robaczaną połajankę?
  • Decand
  • 22/08/2019 23:25
  • "Ponoć" słowem klucz. Wszyscy czekamy więc i Ty bądź grzeczym i zaczekaj. Świat naprawdę poczeka na Twoje arcydzieła chrabąszczyku
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 21:08
  • Ponoć czas oczekiwania to tydzień, kolego robaku. Czekam już dwa.
  • Decand
  • 22/08/2019 20:41
  • Niektórym robaczkom widać spieszy się za bardzo. A chyba powinno spieszyć się powoli, chyba tak to szło. Na pewno wszyscy wytrzymamy jeszcze na tekst jakiegokolwiek żuczka, ba!, nawet i misia
  • Kazjuno
  • 22/08/2019 18:51
  • Oj, chyba urocza red. Vanilivi z przepracowania - wszak jako jedyna jest przytłoczona nawałą prozy - przeoczyła mnie, skromnego żuczka. Ale przepraszam, może namolnie ponaglam? Pozdrawiam...
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:6miac453rh1
Wspierają nas