Krowa - madoka
Proza » Bajka » Krowa
A A A
Od autora: Jest to jedna, krótka historyjka, nie będzie ciągu dalszego.

– Proszę – Zmęczony Piotrek rzucił na stół duży dzwoneczek od krowy. Siedzący naprzeciwko niego mężczyzna odłożył książkę na bok i z uznaniem popatrzył na przyniesioną zdobycz. Następnie rozejrzał się za właścicielką dzwonka, która ku jego zdziwieniu, spokojnie stała przy ogrodowym stole. Piotrek trzymał ją na sznurku. Sam wyglądał, jakby stoczył o nią bój stulecia, a i tak w duchu modlił się, aby „Pan Słodziak” nie zapytał go o szczegóły tej walki. Wolał szybko zapomnieć o pojedynku, który musiał dla niego stoczyć ze zwykłą złotą krową, w której sam nie widział nic szczególnego poza tym, że złota.

– Mogę się teraz dowiedzieć po co ta krowa? Znaczy się, Przepraszam! – Szybko podniósł się z ławki i ukłonił. – Czy mógłby mi Pan teraz wyjaśnić, po co mi Pan kazał złapać to zwierze? – powtórzył. Starał się to ukryć, ale w środku był cały rozdygotany i myślał tylko o tym, aby nie popełnić jakiegoś błędu (co jemu akurat dość często się zdarzało). Rozmowa z Panem Michałem, złośliwie zwanym „Panem Słodziakiem”, pod względem emocji przypominała raczej przesłuchanie przy tablicy, na matematyce, niż zwykłą „przyjacielską” rozmowę.

– Jeszcze nie jesteśmy na ty, chłopcze – Skarcił go ostrym spojrzeniem. – Poza tym, nie musisz mnie tak o to wypytywać. To moja sprawa – rzekł, po czym wstał i podszedł do rzeczonego zwierzęcia. Obejrzał ją dokładnie i nie mógł uwierzyć, że to oryginał. Bo niby jakim cudem ktoś, komu wszystko leci z rąk, mógłby złapać dzikie zwierze? A o złotej krowie z górskiej jaskini opowiadano, że przynosi wiele szczęścia osobie, które zje jej mięso.

Pan Michał w całej wiosce znany był jako rzeźnik, który wyjątkowo lubił swoją pracę i zawsze uśmiechał się, jak dziecko na myśl o niej. W dodatku (o czym nie mówił prawie nikomu, ale w jakiś dziwny sposób i tak wszyscy o tym wiedzieli) swoje narzędzie pracy przyozdabiał różnymi uroczymi elementami. Niczym dziewczynka. Stąd dostał takie przezwisko. Wbrew pozorom nie powodowało to żadnego przerażenia u ludzi, wręcz przeciwnie. Często przychodzili do niego ze zwierzętami, zadowoleni, że za nie dużą opłatą ktoś dokona uboju za nich. Dzięki temu mógł także zareklamować lokalny sklepik mięsny prowadzony przez jego siostrę. I właśnie z tego zareklamowania wyniknął cały problem.

Przez dłuższą chwilę przyglądał się swojemu szwagrowi. Niby nie był zły, ale jak tylko widział, że znowu mu coś leci z ręki, że znowu się myli, gubi coś, albo się gdzieś spóźnia, to aż go skręcało ze złości. Tak bardzo miał ochotę ukatrupić go, jak zwierze, całkowicie przekonany, że wyświadczyłby światu przysługę, pozbywając się chociaż jednego chodzącego nieszczęścia. No, ale teraz już nie mógł. „Mój Boże…, co ona w tym łamadze zobaczyła…” – pomyślał po raz kolejny. Ale gówniarze nie dało się przetłumaczyć. Za każdym razem kończyło się to kłótnią i stanowczym komunikatem: „Łamaga, ale MOJA łamaga”. Czasami nawet się zastanawiał czy by się go nie pozbyć w jakiś inny sposób, ale wiedział, że jakby się wydało, to siostra nigdy by mu nie wybaczyła.

– Proszę Pana… Czy coś jeszcze mam zrobić?

– A czy ja powiedziałem, że nie?

– Bo… bo… bo było tak cicho i…

„Znowu się jąkam!!” – pomyślał Piotrek i odważnie podniósł wzrok.

– Zabijesz tę krowę – powiedział niespodziewanie Pan Michał.

– Ja?

– A kto? Prawdziwy mężczyzna powinien umieć takie rzeczy. Chociaż pewnie jesteś jednym z tych świrów, co to nie dotkną nawet mięsa, bo przecież biedny zwierzaczek miał plany na życie – prychnął ze złością. – Poza tym Emilia chce wyprawić nie długo przyjęcie z okazji twojego powrotu z podróży, a wiesz, ile jedzenia trzeba, jak ona pozaprasza tych swoich gości.

Piotrek szybko przypomniał sobie, co mu o męskości opowiadano i nie mógł w tym znaleźć zabijania krów. Wiedział jednak, że Pan Słodziak preferował zdecydowanie inny wzór męstwa i wrażliwość do jego cech nie należała. Piotrek nie wiedział, co zrobić. Nie czuł żadnego poczucia winy w tym, że je mięso, ale żeby tak samemu zabić? Nie był pewien czy jest w stanie to zrobić.

– To jak? Podejmiesz się? – Pan Michał nie mógł doczekać się odpowiedzi. Chłopak wiedział, że jeśli tego nie zrobi, to dużo straci w oczach Pana Słodziaka, co mogłoby mu później skutecznie utrudniać życie rodzinne. Z kompletnym przerażeniem, ale jednak się zgodził. Pan Michał uśmiechnął się szeroko i zaprowadził ich na „miejsce zbrodni”. Było to małe pomieszczenie, w którym stała jedna duża gilotyna i kilka dziwnych, wielkich maszyn, których zastosowania Piotrek nie potrafił się nawet domyśleć. Zerknął na krowę. Nie wyglądała, jakby się domyślała, co ją zaraz czeka, więc posłusznie szła za swoim „panem”. Idąc przez pokój, w pewnym momencie zaplątał się w sznurek i upadł na podłogę. Jego towarzysz wykonał gest świadczący o wielkim zażenowaniu.

– To jak teraz…? – Postanowił udawać, że nic się nie stało.

– Masz – Pan Słodziak podał mu siekierę.

– To tyle?

– Resztą ja się zajmę.

– Ale mówił Pan, że…

– Głuchy jesteś czy jak?! Przecież mówię, że resztą ja się zajmę! Jeszcze nie upadłem tak na łeb, aby dać ci do obsługi którąś z tych rzeczy poza siekierą – popchnął go w stronę wielkiego stołu do uboju. Tam też chłopak po raz pierwszy w życiu zabił krowę.

Następnego ranka podzielił się tą informacją z żoną. Jego emocje jeszcze całkiem nie opadły. Gdy Emilia się o tym dowiedziała, westchnęła tylko głośno i powiedziała, że znowu będzie musiała opierniczyć brata. W końcu Piotrek mógł sobie przy tym poobcinać palce czy inne części ciała, a jej jakoś nie specjalnie zależało, aby mieć męża kalekę. Przypomniała także, że powinien mieć w głębokim poważaniu to, co inni myślą o jego ciapowatości, bo ona go kocha takiego, jaki jest i już. „Tylko, co z tego, jak przez to ludzie nie biorą mnie na poważnie i śmieją się nawet z ciebie?” – pomyślał.

Wieść o tym, że zabił, krowę rozniosła się błyskawicznie i już wieczorem cała wioska o tym mówiła. Pan Michał wykonał resztę roboty związanej z obróbką mięsa. Następnego wieczora wyprawiono wielką ucztę, na której każdy gratulował Piotrkowi tego, że „wreszcie zachował się, jak facet”. Oczywiście głównym daniem były kotlety z krowiego mięsa. O dziwo nie wyróżniały się niczym od kotletów ze zwykłej krowy. Nikt nie wiedział, że pochodziły od zwykłych krów. Wszyscy ucztowali do późnej nocy, jednak o świcie wszystkich obudziło głośne wycie dochodzące z pokoju Pana Michała.

Jako pierwszy na miejsce zdarzenia przybył Piotrek. Ku swemu zdziwieniu obok łóżka zobaczył wielką krowę, dokładnie taką samą, którą zabił kilka dni wcześniej. Na jego widok zaczęła jeszcze głośniej wyć, jakby chciała mu coś powiedzieć. Ostrożnie podszedł do zwierzęcia. Było spanikowane. Spojrzał na łóżko i jeszcze bardziej się zdziwił, ponieważ leżała w nim naga, rudowłosa dziewczyna. Nie znajoma otworzyła oczy i głośno ziewnęła. W tym momencie do pokoju weszła Emilia. Chłopak chciał już powiedzieć, że „to nie tak, jak myślisz”, ale nie znajoma go uprzedziła.

– Nie wiem, kto jest teraz tą krową – Usiadła na łóżku – ale wcześniej byłam nią ja.

Piotrek szybko się odwrócił w stronę żony. Czuł się zawstydzony widokiem nagiej dziewczyny i nie chciał, aby Emilia sobie „coś pomyślała”.

– Spokojnie, już sobie idę.

– A to nie miało być tak, że ta krowa miała, przynosić szczęście i bogactwo temu kto je zje? – zapytała Emila.

– Głupia bajeczka dla pazernych chytrusów. Sama taka byłam, inaczej nie zamieniłabym się w krowę

– MUUU!!! – zawyło głośno zwierze.

– Czyli ta krowa to teraz wujek Michał? – Uśmiechnął się Piotrek. To nawet było całkiem zabawne.

– Jak chciał bogactwa, to pewnie tak, a teraz przepraszam, muszę wracać do domu – powiedziała i szybko pobiegła przed siebie. Emilia chciała ją zatrzymać i dać coś do ubrania, ale dziewczyna szybko zniknęła z pola widzenia.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
madoka · dnia 01.04.2019 10:43 · Czytań: 125 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 01.04.2019 19:01
Jakoś nie załapałem twojego humoru.

Pozdrawiam
Kemilk dnia 06.04.2019 14:30
Jak dla mnie całkiem udana humoreska, utrzymana w absurdzie od początku do końca. Nie wiem, czemu oznaczyłeś ją jako bajkę.
Cytat:
Nie zna­jo­ma otwo­rzy­ła oczy i gło­śno ziew­nę­ła.

powinno być "nieznajoma"
pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
JOLA S.
21/08/2019 15:51
Sen odpręża, daje energię do życia i do działania. Nie… »
Yaro
21/08/2019 15:05
Dziękuję »
kamyczek
21/08/2019 13:48
Są i takie, których za nic nie można sobie przypomnieć po… »
kamyczek
21/08/2019 13:36
Piękny wiersz, wzruszający. Podoba mi się, bardzo.… »
Florian Konrad
21/08/2019 00:01
wiem chyba, o który leśmianowski tekst, tu wspomniany,… »
Florian Konrad
20/08/2019 23:56
dziękuję serdecznie! »
alos
20/08/2019 16:40
Dzięki Kushi, cieszę się. Pozdrawiam :) Dzięki Wiktorio… »
Dany
20/08/2019 00:16
Zgrabny limeryk, poprawnie napisany, rozbawił mnie.… »
d.urbanska
19/08/2019 23:15
Dobre, do przemyślenia i sprawne. Z jedną uwagą: "Nie… »
liathia
19/08/2019 20:44
Bardzo mi się czyta i, odczuwa Twój wiersz. Wracam do niego,… »
wodniczka
19/08/2019 20:13
Bardzo ciekawa metaforyka. Podoba mi się ten obraz. Jest w… »
wodniczka
19/08/2019 20:10
Bardzo krótkie i bardzo konkretne. Przemawia. Podoba się.… »
amaranta
19/08/2019 19:53
Bardzo lubię takie wiersze. Nieprzegadane, sama istota… »
wodniczka
19/08/2019 19:41
Witaj i ten cytat: i ten cytat: i końcówka.… »
wodniczka
19/08/2019 19:34
Witaj Dla mnie jeden z Twoich najlepszych. A jak bym mogła… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:19
Najnowszy:5emmac7485gN2
Wspierają nas