Zdrada - AntoniGrycuk
Proza » Inne » Zdrada
A A A
Od autora: Nie wiedziałem, jak to zakwalifikować, więc dałem w kategorii inne.
Miłego czytania.
ps. Po małej zmianie wygląda to tak.
Klasyfikacja wiekowa: +18

– To co, chłopaki? Po kielichu! – rzucił Stefan, przerywając chwilę ciszy.

– Po kielichu, Stefciu! – odparł Krzysztof.

– Po kielichu – powtórzył Piotrek.

Wychylili pierwszą kolejkę, siedząc w osiedlowej knajpce. Czasem się tu spotykali. Jedni chcieli oderwać się od codzienności, inni zresetować, a jeszcze inni uciec od żon. Tym razem było ich trzech. Miał przyjść jeszcze Michał, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Nie pierwszy raz się to zdarzyło. Chłopaki przypuszczali, że żona go nie puszcza, bo niejednokrotnie narzekał. Podobno nie pozwala mu w domu wypić więcej niż jedno piwo, dzwoni, sprawdzając go, gdy nawet chwilę się spóźni, a i była u niego w pracy, bo podejrzewała, że ma romans z koleżanką. Natomiast żaden z nich nie miał takich doświadczeń z partnerką. Żona Stefana, Mariola nawet czasem sama mówiła, aby poszedł z kolegami na wódkę, bo robi się nieznośny. Było to o tyle dziwne, że Stefan dał się poznać jako nie lada podrywacz. Tym razem też była za tym, aby tu przyszedł, a sama poszła na spotkanie z koleżankami.

 

* * *

 

– Co ja bez ciebie bym zrobił?

– Stefanciu, ty masz w sobie wielką miłość, nigdy nie będziesz samotny.

– Marzenko, nawet wolę nie myśleć.

– Obiecaj mi jedno. Gdyby mnie zabrakło, to się ożenisz.

– Nawet o tym nie mów! – Stefan podniósł głos.

– Wiesz, różnie może być.

– Czemu ty nie potrafisz w pełni cieszyć się chwilą, tylko zastanawiasz się nad takimi rzeczami?

– Nie wiem, zawsze tak miałam. Czuję, że to prawdziwa ja, że gdzieś we mnie jest zapisane to zastanowienie, ta melancholia, to czarnowidztwo. A co, przeszkadza ci?

– Wolę zastanawiać się nad dobrymi rzeczami. – Stefan przewrócił się na wznak, zatapiając wzrok w wiszącym pod żyrandolem aniołku. Zawiesiła go tam Marzena, mówiąc, że będzie się teraz opiekował Stefanem.

– Życie czasem nie jest tak dobre, jak byśmy tego chcieli. – Marzena przytuliła się do jego torsu, wsłuchując w bicie serca.

– Mimo wszystko wolę myśleć o szczęściu niż odwrotnie.

– Cały czas je słyszę. – Skierowała wzrok w kierunku jego serca. – Pamiętaj, że zawsze będę przy tobie, również tam w niebie. I to jest dla mnie szczęście.

Przycisnął jej głowę do swojej klatki piersiowej, wplatając palce w długie blond włosy. Kilka minut później zaczęła nucić wstępną melodię „Sketches of spain”. Wiele razy pytał ją, dlaczego podśpiewuje coś tak smutnego i za każdym razem odpowiedź była jedna: to nie jest smutne, to jest nostalgiczne. Zasypiając, melodia ta zaczęła mu się mieszać z kołysanką, którą śpiewała mu matka. Sam nie wiedział, co słyszy aktualnie. Jeszcze miał wrażenie, że przytula matkę.

 

* * *

 

– Stefan – rzekł cichutko Krzysiek, gdy już zdążyli wychylić po kilka kolejek. – Zobacz tam pod ścianą, niezła dupa.

– Tak, już ją zauważyłem.

– I co? Zostawisz tak potrzebującą?

– Czekaj, walniemy jeszcze po dwa i pójdę – Stefan poprawił ubranie i rzucił okiem na nieznajomą. Zauważyła to i przeczesała włosy.

– A co, na trzeźwo nie masz odwagi? – Spytał kolega.

– Kurwa, Krzychu, chyba z wami się tu spotkałem na wódkę, a nie na jakiś podryw.

– My się nie obrazimy – dorzucił z boku, przysłuchujący się Piotrek. – Dobrze wiemy, że bez flirtu żyć nie potrafisz.

– Chłopaki, przecież wiecie, że dziś rocznica śmierci mojej matki.

– Dajesz! – nieco podniósł głos Krzysiek.

– Chwila. – Stefan sięgnął po flaszkę i polał następną kolejkę. – Oby nam się dzieci tramwajów nie czepiały! – rzucił żartobliwie, podnosząc kieliszek.

– Ha! – Zaśmiał się Piotrek. – Oby!

– Oby – powtórzył jak echo Krzysiek.

Parę minut później, po kolejnych kilku kolejkach, kiedy alkohol grał już swoją melodię, Stefan wstał, poprawił sweter, przeczesał włosy, odchrząknął i ruszył zdecydowanym krokiem do siedzącej samotnie dwa stoliki dalej nieznajomej. Pojawiło się delikatne ściskanie w gardle, potrzeba kilku głębszych oddechów, ale i moc, którą czuł za każdym razem, gdy flirtował. Teraz, kiedy miał żonę, był to owoc zakazany, więc do podniecenia dochodziła odrobina nerwów i ekscytacji. Dziewczyna podniosła głowę i rzuciła na niego wzrokiem. Uniosła kufel z piwem, wypiła duży łyk i z lekkim stuknięciem odstawiła. Wyglądała znakomicie. Długie, do połowy pleców blond włosy, błękitna sukienka i rzucający się z daleka w oczy spory wisiorek w kształcie aniołka na szyi. Do tego ten dziwny wzrok – połączenie czegoś drapieżnego i niezwykle niewinnego. Usiadł na krześle obok, oparł łokcie o stolik i przez dłuższy czas bez słowa wpatrywał się jej w oczy. Starała się nie reagować, ale widać było, że z każdą chwilą robi się coraz bardziej nerwowa. W końcu nie wytrzymała i wysyczała:

– Mogę jakoś pomóc?

– Tak od razu? Może najpierw pogadamy.

Gwałtownie odsunęła się i niepewnym głosem powiedziała:

– Weź, koleś, spadaj stąd!

– Wierzysz w czary?

– Jakie znowu czary? – zareagowała z pretensją.

– Wierzysz?

– Nie! – podniosła głos.

– To ja ci mówię, że istnieją. Ale nie takie w cyrku, czy w biblii. Mówię o prawdziwych czarach.

– Prawdziwe czary to będą, jak spotkam prawdziwego mężczyznę, a nie chłopaczka, który potrzebuje alkoholu, aby się dosiąść do kobiety.

– A baba swoje. Ja tu przyszedłem z kolegami na wódkę i przypadkiem się dosiadłem. Doceniłabyś, że wybieram ciebie, a nie wódkę z kolegami.

– A co tu doceniać? Swędzi cię między nogami i tyle! Pfff – parsknęła z pogardą.

– A ty pewnie chcesz mężczyzny, którego nigdy nie swędzi? Jeśli tak, to pardon. – Zaśmiał się na głos.

– Daruj sobie!

– Zróbmy tak. Dam ci swój numer, a ty się zastanowisz, czy do mnie zadzwonić. A teraz... – Gwałtownie wstał, zbliżył się do niej i zaczął całować prosto w usta. Długo. Nie broniła się. Ręce opadły jej wzdłuż tułowia. Skończył kilkanaście sekund później, wsuwając do torebki swoją wizytówkę.

– Co ty sobie myślisz?! – wrzasnęła i zamierzyła się, aby chlusnąć mu resztką piwa w twarz, ale się powstrzymała.

Zarzuciła na siebie lekką kurtkę i błyskawicznie wyszła. Ale wizytówki nie wyrzuciła. On poszedł do toalety, by sprawdzić, czy nie ma na ustach szminki, i wrócił do kolegów.

– Piotrek, polej! – rzucił z uśmiechem.

 

Wrócił do domu po północy, Mariola już spała. Lekko się zataczając, wziął prysznic i chwilę później zaległ obok niej. Mimo iż alkohol buzował we krwi, nie mógł usnąć bardzo długo. Obudził się około dziewiątej. Była sobota. W ustach sucho, ból głowy i ciężkość w żołądku.

– Gdzie się tak szlajałeś? – usłyszał nad sobą głos żony. Stała tuż obok, nachylając się nad łóżkiem.

– Przecież wiesz – wydukał.

– Myślisz, że ci uwierzę?! Na pewno obracałeś jakąś lafiryndę!

– Ale… – Stefan nie wiedział, co powiedzieć. – Przecież sama mówiłaś, abym tam poszedł.

– Na wódkę cię puszczam, a nie na dupy!

– Ale ja byłem na wódce.

– I co jeszcze powiesz? – Odwróciła się. – Chcę rozwodu! – krzyknęła przez ramię.

– Słucham? – wybełkotał.

– Dobrze słyszysz! Mam dość tych twoich wypadów niby z kolegami! – Chwyciła stojącą obok szklankę pełną wody i cisnęła nią o podłogę. Zanim szkło się rozprysło, w powietrzu zawirował płyn, by po chwili z chlupotem opaść na ziemię.

– Zadzwoń do Piotrka albo Krzyśka, przekonasz się! – zdobył się na podniesienie głosu, ale już chwilę później tego żałował. Co prawda był pewny swoich kumpli, ale kto wie, co widziała Mariola.

– Dość! Chcę rozwodu i już! – Wyszła sprężystym krokiem.

Przez dłuższą chwilę leżał w łóżku, nie wiedząc, co począć w takiej sytuacji. Pewnie już od dłuższego czasu Mariola go śledziła. Udawała, że jest za tymi spotkaniami na wódkę, gdy w rzeczywistości były to kobiece teściki, czy Stefan potrafi dochować wierności. Zresztą powinien już dawno się zorientować, że coś jest nie tak, zbyt chętnie godziła się na te męskie wieczory. Co go podkusiło, żeby podejść do tej dupy? Racja, koledzy pomogli, ale gdyby sam tego nie chciał… I nagle pomyślał, co mu wcześniej w ogóle nie przyszło do głowy, że być może ta wczorajsza dzwoniła na komórkę i Mariola przechwyciła rozmowę, gdy spał. Czyli może wcale go nie śledziła, ale po prostu odebrała ten cholerny telefon. Tak czy inaczej, to, że wie, co się wczoraj wydarzyło, to pewne. Zerwał się z łóżka i wybiegł do przedpokoju, gdzie w kieszeni kurtki spoczywał telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Żadnych połączeń nieodebranych. Sprawdził odebrane, ale ostatnie połączenie było do Piotrka godzinę przed spotkaniem. Czyli musiała go śledzić. Nieźle to sobie wymyśliła. A udawała zupełnie co innego.

 

Wieczorem wyszedł na miasto coś zjeść, bo Marioli w domu nie było, a samemu jakoś nie chciało mu się nic pichcić. Zaszedł na kebaba. Potem poszedł przez miasto, wybierając przypadkowe ulice i chodniki. Niemal powłóczył noga za nogą i zastanawiał się, czy Mariola rzeczywiście dopnie swego. Kochał ją, mimo iż miał też ochotę na miłosną przygodę. Czym jest w takim razie miłość, że dopuszcza takie skoki w bok? A może Stefan musi sobie dowieść, że nadal jest pełnowartościowym mężczyzną?

Kilkanaście minut później spostrzegł, że bezwiednie dotarł w pobliże baru, w którym poprzedniego dnia pił wódkę. Stanął na chwilę, westchnął i znów przekroczył ten próg. Dowlókł się do lady i zamówił od razu trzy sety czystej. Barman przyjrzał mu się uważnie i spytał:

– Złe dni?

– Dziś tak… – westchnął po raz kolejny. – Wczoraj było znakomicie.

– Zazdrosna?

– A żeby pan wiedział. – Stefan chwycił pierwszy kieliszek, wychylił, drugi, to samo bez przerwy. Złapał kilka oddechów i pociągnął trzecią setę. – Chce rozwodu.

– To się pan doigrałeś.

– Nalej pan jeszcze trzy sety.

– Już się robi. Zwykle odradzam takie szybkie picie, ale znając pana, nic nie powiem. Czasem i ja potrzebuję resetu. – Barman wykonał polecenie.

– Myśli pan, że jej przejdzie?

– A bo ja ci to wiem? Dla niektórych nie ma powrotów, a dla innych nie ma rozstań, mimo wypowiedzianych słów.

Stefan wypił wszystko i wzdrygnęło nim. Posiedział kilka minut w samotności. Wyraźnie poczuł buzujący alkohol, spuścił głowę i wydawało mu się, że na chwilę zapadł w drzemkę.

 

* * *

 

– Marzena chciała, abyś był szczęśliwy – wyszeptał Jarek, kolega Stefana.

– Na razie ciężko mi o tym myśleć.

– Posiedź parę dni w domu, wróć do pracy, z czasem wszystko się ułoży.

– Nic już nie będzie takie samo. – Stefan spuścił głowę i popłynęło kilka łez.

– Może nie powinienem tego mówić, ale Marzena chyba to przeczuwała. Pamiętaj o jej ostatnich słowach.

– Tak, tak, wiem. Mam być szczęśliwy. A może do cholery nie chcę?! – podniósł rozpaczliwie głos.

– Rób tak, jak sam chciałbyś, aby zrobiła Marzena w takiej sytuacji.

– Dajcie mi spokój. Potrzebuję odpoczynku. – Odwrócił się i bez słowa odszedł.

– Tylko już nie włączaj tej melodii – usłyszał za placami.

 

* * *

 

Wyrwał go z tego stanu głos barmana:

– Ale popatrz pan, kto tam siedzi. – Barman wskazał na stolik, przy którym poprzedniego dnia siedziała ta nieszczęsna kobieta.

Stefan podążył za wskazaniem i… jego oczom okazała się ta sama dziewczyna. Spojrzał kelnerowi w oczy i cicho rzucił:

– Jeszcze nie skończyłem. Dwa piwa do tamtego stolika. – Wstał i możliwie sprężystym krokiem ruszył w jej kierunku.

Dosiadł się bez słowa. Spojrzała mu w oczy, na jej ustach pojawił się ni to uśmiech, ni to drwina i skomentowała:

– Normalnie powiedziałabym, żebyś spadał, ale za dobrze całujesz. – Nie zmieniła miny.

– Co innego robię też niczego sobie – wyrwało mu się. – Żona nie narzekała, wręcz odwrotnie, ale chce rozwodu. Obudziłem się rano, a ona od razu, że gdzie się szlajam, że chce rozwodu – powtórzył.

– To co, mścimy się? – Zachichotała.

– Raczej ona ma za co, ja mniej.

– Powiedziałeś jej o pocałunku?

– No coś ty! Śledziła mnie. – Starał się wypowiadać słowa wyraźnie, choć alkohol robił swoje.

– Być może, kobiety są zdolne do różnych rzeczy.

– Ale ty nie dzwoniłaś, prawda?

– Nie, nie dzwoniłam. Zamiast tego przyszłam tu i uznałam, że jeśli cię spotkam, to tak ma być – zawiesiła głos. – Pieprzmy to piwo i chodźmy do mnie. Teraz nie masz już nic do stracenia. U mnie się napijemy.

– Teraz? – wybełkotał.

– Tak. – Odwróciła się w stronę baru. – Rachunek kolega prosi, już wychodzimy.

 

Wylądowali u niej pół godziny później. Mimo wypitego alkoholu zdolny był do przyzwoitego stosunku. Co prawda nie doprowadził jej do orgazmu, ale do głośnych jęków to i owszem. Jedynie w szczytowym momencie wypowiedział imię żony. Ale Ola, bo tak miała na imię ta dziewczyna, tylko się uśmiechnęła. Po wszystkim, przytulając się do niego, wyszeptała:

– Ty ją naprawdę kochasz.

– Kocham, nie kocham… – Trochę mniej bełkotał, pobudzony seksem. – A jakie to ma teraz znaczenie?

– Chcesz ją nadal kochać, czy znienawidzić?

– Chyba nie potrafię nie kochać. – Spojrzał Oli w oczy.

– Chcesz cierpieć, czy aby ci było lżej?

– W dupie to mam! – krzyknął.

– Biorąc pod uwagę, że jesteś dobrym człowiekiem, skorym do zdrady, ale dobrym, to zdecyduję za ciebie. Ulżę ci.

– A niby jak?

– Mam taką propozycję. Ty zrób, powiedzmy, to samo, co ona. Śledź ją przez kilka dni.

– Ale jak?

– Normalnie! Idź na zwolnienie, czy weź urlop i śledź ją!

– Ale po co?

– Myślę, że warto.

– Dlaczego?

– Nic więcej nie powiem. A teraz śpij! – Przytuliła jego głowę do piersi, pogłaskała po czuprynie i zaczęła nucić kołysankę, którą zawsze śpiewała mu matka.

Zatkało go. Chciał spytać, skąd zna tę melodię, ale nagły napad senności wywołany połączeniem wspomnień i alkoholu odebrał mu świadomość. Zasnął jak dziecko.

 

W poniedziałek poszedł do lekarza i powiedział wprost, że żona chce rozwodu, więc on potrzebuje zwolnienia, aby dojść do siebie. Pani doktor, starsza sympatyczna kobieta, pokiwała głową i bez zbędnych słów wypisała mu tydzień niezdolności do pracy. Wrócił do domu niemal bez sił. Sam do końca nie wiedział, po co ma śledzić żonę. Ola mówiła, że to dla ulgi. Musi być bardzo dobrą kobietą, skoro taką samą osobę zobaczyła w nim. I mimo iż podobała jej się seksualna przygoda, to przede wszystkim chce jego dobra, czyli powrotu żony. Jednak niektóre osoby potrafią zrezygnować ze swojego, aby tym samym uszczęśliwić kogoś innego. A to, że się z nim przespała? Może chciała sprawdzić, z kim ma do czynienia, a skoro Stefan wypowiedział imię żony, to znaczy, że kocha właśnie Mariolę.

Po południu poszedł pod firmę żony. Skrył się za pobliskimi krzakami, nie będąc za bardzo pewnym, czy to dobry pomysł. Wyszła kilka minut po siedemnastej. Ruszył za nią. Nie miał pojęcia, co żona planuje, ale po chwili zorientował się, że idą w stronę autobusu. Wsiadła do jadącego w stronę domu. Odczekał na kolejny i również wrócił. Nawet się nie przywitała. Zamknęła drzwi od sypialni, a on zasiadł przed telewizorem. Noc spędził, zresztą już kolejną, na kanapie w salonie.

Następnego dnia te same krzaki dały mu schronienia przed budynkiem jej firmy. I podobnie jak dnia poprzedniego skończyła pracę tuż po piątej. Jednak tym razem ruszyła w drugą stronę. Poszedł za nią. Kilkaset metrów dalej weszła do niewielkiej knajpki i zasiadła przy stoliku w oknie. Chwilę później dosiadł się mężczyzna w garniturze. Od razu zaczęli się całować. Stefanowi się nogi ugięły. Stał za krzakami i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Minęło zaledwie kilka dni, a ona już kogoś dorwała. Zrezygnowany powlókł się do domu, po drodze kupując flaszkę. Wypił całą i usnął. Odpływając, miał wrażenie, że słyszy tę samą kołysankę, by po chwili być pewien, że to melodia ze „Skethces of spain”.

Następnego dnia, około południa poszedł do tej knajpki, gdzie była Mariola. Zamówił kawę i spytał barmana:

– Był pan tu wczoraj około siedemnastej?

– Tak, jestem tu cały czas, to moja knajpa.

– A pomoże pan po męsku?

– A o co chodzi?

– Powiem wprost. Wczoraj przy tamtym stoliku – wskazał w stronę okna – siedział pewien gość. To mąż mojej siostry. Często spotyka się z tą kobietą co wczoraj?

– Uuuu – zabuczał barman. – Spotykają się tu pewnie już ze trzy miesiące. A czy często? Raz czy dwa w tygodniu.

– Co?! – Stefan wykrzyczał i złapał barmana za sweter? – Od trzech miesięcy?!

– Puść pan! Co ja panu zrobiłem? – Barman wyszarpał się z uścisku. – Tak, od trzech miesięcy, może dłużej. Ale nic panu więcej nie powiem. Pan jesteś jakiś wariat!

– Kurwa… – Stefan spuścił głowę i popłynęły mu łzy. – Czyli ten pocałunek i tak nie miał żadnego znaczenia – mówił do siebie.

– Słucham?

– To była jedna wielka gra i tyle. Najpierw zdecydowała, że chce rozwodu, a wiedząc, że lubię czasem poflirtować, zwaliła winę na mnie…

– Siostra? – wysylabizował barman.

– Nie, kurwa, żona! Kłamałem, to była moja żona, a jego nie znam!

– Niezła żonka! – skomentował barman. – Ja bym ją sam pogonił!

Stefan położył banknot na kontuarze i bez słowa wyszedł. Poszedł prosto do mieszkania, gdzie kilka dni temu spędził wspaniałą noc. Chciał zostawić za sobą małżeństwo, a związać się z niezwykłą Olą.

Stanął przed drzwiami, zatrząsł całym ciałem, zacisnął pięści i zadzwonił. Po chwili słychać było dziwne stukanie. Otworzył mu zgarbiony starzec o lasce.

– Słucham? – spytał ten drugi, spoglądając spod schylonej głowy.

– Ja… do… Oli… - wybełkotał.

– Do kogo?

– Do Oli! – Stefan podniósł głos, jednocześnie zerkając na numer mieszkania, który zgadzał się z tym, co pamiętał.

– Nikt taki tutej nie mieszka.

– Ale… w sobotę tu z nią byłem!

– Panie, idź pan, bo policję zawołam! - poirytował się starzec.

Stefan jeszcze raz spojrzał i wszystko się zgadzało. Numer ten sam, kolor drzwi ten sam, nawet ślady po skrzynce na listy, które zapamiętał.

– O co chodzi?! - krzyknął.

– Spieprzaj pan. – Drzwi gwałtownie się zamknęły.

Nagle poczuł, że brak mu sił, nogi się ugięły i usiadł pod ścianą. Zasnął w okamgnieniu. Odpływając, słyszał dobrze znaną kołysankę...

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
AntoniGrycuk · dnia 01.04.2019 10:57 · Czytań: 121 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Dobra Cobra dnia 01.04.2019 16:15
O kurde, jaki dramat małżeński!


AntoniGrycuk,

ładnie się czytało Twoją opowieść, a właściwie dramat małżeński w odsłonach. Na dodatek prawie wszystko na pijanym widzie.

Kołysanka dobra rzecz.


Pozdrawiam,

DoCo
AntoniGrycuk dnia 01.04.2019 20:16
DoCo,

jak zwykle bardzo dziękuję za pochylenie się.
Sam osobiście nie traktuje tego jako stricte dramat małżeński w pijanym widzie, bo jest tu postać Oli, która, jak by nie patrzeć, była widziana nie przez samego bohatera. Specjalnie zostawiłem zakończenie otwarte, aby Czytelnik mógł sam sobie dopowiedzieć to i owo.
A kołysanka to taki element spajający ten tekst z moimi innymi. Odrobina szaleństwa, marzeń i nostalgii.

Jeszcze raz dzięki.

Pozdrawiam.
skroplami dnia 07.04.2019 08:27 Ocena: Bardzo dobre
No co, sam wywołał magię :).
Obyczajowe a nie wśród innych miejsce dla utworu.
Codzienność, zwykłość, zdrady, miłość nie miłość, pożądanie, taki jakiś męski świat ;).
Nie, pomyłka, po prostu świat wokoło nas i w nas, obojga płci :).
Chociaż, no kurde przecież kobiety są... nie, nie są inne ;). Dobra, trochę inne, nie tylko miejscami :).
Dobrze się czyta bo dobrze napisane, oddaje to co nie raz, tak, każdy z nas, z obu stron, ona i on.
Ale autorze, pochyl się teraz i napisz o miłości, rzeczywistej a magicznej, która gdy jest żyje się tylko dla niej. Trzymam kciuki :). Dużo Juli wokoło, Romeo nie jeden się znajdzie :).
AntoniGrycuk dnia 07.04.2019 09:36
Skroplami,

dziękuję za nalot na tekst.
W założeniu miałem jakąś koncepcję, co tak naprawdę się tu wydarzyło, ale ostatnio jakoś tak mam, że preferuję otwarte zakończenia, gdzie każdy może sobie co nieco dopisać. I niech tak będzie. Jeden pomyśli, że to do bólu obyczajówka, i dobrze, drugi, że z nutą s/f, a trzeci, że dramat psychologiczny. I tak ma być, bo każdy z nas dźwiga (lub unoszą go ponad ziemię) w sobie jakieś dążenia, skłonności i do nich podpasuje rozwiązanie.
A czy umiem pisać o miłości? Albo chcę? Na pewno bym chciał, ale chyba nie potrafiłbym. A może?... Spróbuję.

Jeszcze raz dzięki.

Pozdrawiam.
p.s. Teraz tak sobie myślę, że abym miał napisać coś o miłości, to musiałoby być niezwykłe, inne niż wszystko, bo już tyle na ten temat napisano, że zwykłych tekstów nie chce mi się.
ps.2. Notabene napisałem tekst o miłości i nie tylko o niej. O miłości, która przyćmiewa rzeczywistość i samego siebie. Dzisiaj dodany tekst: "Ja i tyja".
Kemilk dnia 14.04.2019 19:22
Szacun. Super opowiadanie.
Pozdrawiam.
AntoniGrycuk dnia 14.04.2019 20:16
Kemilk,

wielkie dzięki za czytanie i tę opinię. Dla takich opinii warto pisać! Cieszę się, że Ci sie tak podobało.

Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
al-szamanka
22/04/2019 05:26
Hmm, widać wyraźnie, że puenta ma tu być z założenia mocna i… »
Scareto
22/04/2019 01:28
Dziękuję ślicznie za wizytę! :) Czy puenta nie wydaje się… »
22227
21/04/2019 20:54
Ciekawy tekst szczególnie: "ile muszę popełnić… »
22227
21/04/2019 20:36
Bardzo fajny wiersz. samotna świadomość bogini zwycięstwa,… »
Cofftee
21/04/2019 19:34
Dziękuję za wizytę i opinię, niezmiernie mi miło :-)… »
Yaro
21/04/2019 12:58
Dziękuję za miły komentarz . Miłość nie jest mi obca .… »
al-szamanka
21/04/2019 07:50
Zabierałam się już do tego tekstu kilkakrotnie i zawsze mi… »
AntoniGrycuk
20/04/2019 23:03
Faktycznie, szambonurek to dosłownie nurek w szambie. Zawsze… »
Milena1
20/04/2019 22:46
Hmm, zastanawiam czy kanalarz i szambonurek to to samo. Dla… »
al-szamanka
20/04/2019 19:52
A to ciekawe podejście. Babskie? To znaczy jakie? Ho,… »
Marek Adam Grabowski
20/04/2019 17:31
Długie opowiadanie to nie jest. B) Trudno mi oceniać… »
AntoniGrycuk
20/04/2019 17:10
D.urbanska, bardzo dziękuję za pochylenie się nad tekstem.… »
hopeless
20/04/2019 16:16
Cholera, brakowało mi tego:))) Wesołych Świąt Miladoro. »
d.urbanska
20/04/2019 14:56
Cytat"Pod stopami kilometry kanałów ściekowych" -… »
Miladora
20/04/2019 13:47
A mnie brakuje tego zakończenia. :) Tak ładnie… »
ShoutBox
  • AntoniGrycuk
  • 22/04/2019 09:25
  • Jak napisać: jestem winny WSZYSTKIEGO czy WSZYSTKIEMU? Bo słyszałem i tak i tak.
  • MitomanGej
  • 21/04/2019 21:34
  • Wszystkiego najlepszego wszystkim z okazji rocznicy założenia Rzymu przez Romulusa i Remusa.
  • Hubert Z
  • 21/04/2019 20:32
  • Wesołych wszystkim.
  • Kushi
  • 21/04/2019 16:07
  • Wesołych Świąt Wielkanocnych Kochani:)
  • Arkady
  • 20/04/2019 18:04
  • Zdrowych wesołych Świąt Wielkanocnych i mokrego dyngusa
  • leskos
  • 18/04/2019 09:25
  • Dzień dobry
  • mike17
  • 17/04/2019 22:06
  • A tu utwory, na które możecie głosować : [link]
  • mike17
  • 17/04/2019 22:04
  • Zapraszam serdecznie do oddania swoich głosów na naszych artystów w MUZO WENACH 7, nie jest ich zbyt wielu, ale może właśnie dlatego zbiorą maksimum głosów. Czytajcie i głosujcie :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:itixa
Wspierają nas