Warszawski pies, 2/2 - Dobra Cobra
Proza » Inne » Warszawski pies, 2/2
A A A
Od autora: Trzeba w szczególności wiedzieć to, czego zdaniem innych się nie wie.

Umberto Eco

12

 

   Rankiem dwudziestego piątego grudnia na policję zadzwonił syn pomysłodawcy Niewidzialnej Ręki ze wspaniałą wiadomością: udało mu się znaleźć w piwnicy dokumentację programu i jeśli tylko mogłaby się przydać - mężczyzna był gotowy ją natychmiast udostępnić. Czym prędzej wysłano po niego radiowóz.  

 

 

   W międzyczasie młodszego aspiranta Cecyliusza Myka otoczono szczelnym, acz niewidocznym kordonem w celu schwytania Niewidzialnego, który ukazywał mu się od czasu do czasu. Do dyskretnej opieki nad chłopakiem wytypowano najlepszych wywiadowców. Czy jednak tajemniczy osobnik miał zamiar pojawić się także tego dnia, by zostawić kolejną ważną wiadomość dla organów ścigania? Nie pozostawało nic innego, jak tylko czekać. 

 

   Gdy syn twórcy programu o Niewidzialnej Ręce podjeżdżał do komendy, w eterze wybuchła wiadomość: na ulicy Literackiej ścigano uciekającego osobnika, który nie zatrzymał się w celu wylegitymowania. Podczas rutynowego patrolu nieznany osobnik z zadziwiającą szybkością  wyskoczył z zarośli i zaczął uciekać przed policjantami. 

 

Funkcjonariusze już go prawie mieli, gdy nieoczekiwanie wdrapał się na ekrany dźwiękoszczelne, oddzielające ten fragment Warszawy od trasy S8 i z niebywała wprawą pokonał przeszkodę. Po chwili uciekinier zaczął odważnie przecinać dwupasmową arterię.

 

Natychmiast wezwano posiłki z psami. Gdy po minucie pierwszy z radiowozów pojawił się po drugiej stronie trasy, po mężczyźnie nie było już śladu. 

 

 

Dobra Cobra

 

 dla dobra sprawy nurzając się w strasznej zbrodni jak i w tajemniczym występku -przedstawia potworną opowieść, z pewnością mrożącą krew w niejednej lewej jak i prawej żyle, pt.

 

 

Warszawski pies

 

Część 2

 

 

czyli historia najbardziej śmiałego i przebiegłego złoczyńcy, jaki kiedykolwiek pojawił się nad Wisłą. 

 

 

Trzeba w szczególności wiedzieć to, czego zdaniem innych się nie wie.

 

Umberto Eco

 

 

 

13

 

   Gdy komisarz Aceton Lulabi dotarł w okolice cmentarza wojskowego na Powązkach,  uciekającego osobnika udało się już odnaleźć. Schował się między grobami, a gdy tylko zobaczył policjantów natychmiast podbiegł i poprosił ich o pomoc.

 

Był kolejną nieszczęsną ofiarą nieuchwytnego złodzieja piersi. Natychmiast wezwano karetkę i dokonano szybkiego przesłuchania. Poszkodowany nie pamiętał za wiele. Ogłuszono go, gdy wracał do domu po pracy. Być może zastosowano wobec niego także jakieś środki usypiające, bo gdy tylko się ocknął natychmiast zaczął uciekać przed siebie. Miał wiele szczęścia, że nie wpadł pod samochód, gdy brawurowo przebiegał ekspresówkę S8. 

 

Poszkodowanego odwieziono do szpitala, a komisarz Lulabi natychmiast wrócił na komendę, by przejąć archiwum programu Niewidzialna Ręka.

 

 

   W ciągu dwóch minut znaleziono odpowiednie dokumenty, a w nich dane osobowe Niewidzialnej Ręki numer sześćdziesiąt jeden tysięcy sto dwadzieścia trzy. Był nim mieszkaniec Warszawy, Emil Gmyś, którego adres zamieszkania wyszukano w komputerze w ciągu kilku sekund. 

 

Gdy zjawili się funkcjonariusze, bo go zatrzymać, zakładał czarną maskę na twarz. 

 

- Przechytrzyliście mnie – powiedział, gdy posadzono go przed komisarzem Lulabi.

- Jest pan oskarżony o współudział w brutalnych rabunkach piersi, które wstrząsnęły miastem na początku grudnia – powiedział Aceton. - Co pan ma na swoją obronę?

- To nie byłem ja.

- W takim razie kto? – Dociekał policjant, wpatrując się w postrzępiony kołnierzyk u koszuli podejrzanego.

- Miałem sny i postanowiłem pójść z nimi na policję i je opowiedzieć. Ale po niedługim czasie pomyślałem, że przecież weźmiecie mnie za wariata. Więc wygrzebałem z dna szafy moją starą maskę Niewidzialnej Ręki i udałem się do tego młodego, co od niedawna jest u was aspirantem.

- Nie prościej było jednak zgłosić się oficjalnie?

- Nie pragnę sławy – oświadczył z wewnętrzną dumą Emil Gmyś. - Miałem nadzieję, że pomogę w śledztwie, a później nie będą mnie nękały w nieskończoność te wszystkie telewizje i gazety, bo to jest w dzisiejszych czasach straszna plaga.

- Czy dzisiaj miał pan także jakiś sen? – Spytał komisarz Lulabi.

- Tak i właśnie się wybierałem do młodego, by mu w jakiś sposób dać znać, czego się  dowiedziałem.

- A co pan wie?

- Śniło mi się dziś, że tym śmiałym mordercą jest jeden z mieszkańców bloków na ulicy Izabelli w Warszawie. 

 

 

 

14

 

- Musimy przesłuchać dokładnie tego poszkodowanego faceta, co uciekał przecinając ekspresówkę - rozkazał komisarz Aceton Lulabi. - Jedziemy do szpitala!

 

Jednak ostatnia ofiara złodzieja piersi wyparowała w tajemniczy sposób. Nikt z personelu szpitala nie zwrócił na niego uwagi, będąc zbyt zajętym przyjmowaniem poszkodowanych z kolejnych wypadków drogowych. Ponadto sądzono, że po podaniu środków przeciwbólowych osoba poszkodowana nie będzie miała siły na żadne wstawanie z łóżka. 

 

Natychmiast przejrzano zapis z kamer monitoringu, które czujnym okiem zarejestrowały tajemniczego osobnika przemykającego się schodami ewakuacyjnymi. Wyszedł ze szpitala bocznym wyjściem i dalszy ślad po nim zaginął. Sprowadzone psy nie podjęły tropu.

 

 

- Panie kapitanie - zgłosił się jeden z dyżurujących podwładnych. - Jakaś starsza kobieta znalazła za jednym z grobów na cmentarzu wojskowym męską pierś. 

 

 

Znalazczynię po kilkunastu minutach przesłuchiwał sam Aceton Lulabi. 

- Szłam na grób Joasi, gdy nagle moją uwagę zwróciło coś zakrwawionego. To były ludzkie szczątki, ukryte za jedną z kwater.

 

- Jeśli zostały jakieś opatrunki po tym facecie, co niedawno uciekł ze szpitala - porównajcie je z DNA tych odnalezionych piersi - wydał rozkaz komisarz. 

 

 

   Godzinę później przywieziono wyniki badania. Lulabi szybko rozerwał kopertę, przebiegł oczami po opisie metodologii badania, po czym znieruchomiał. Zebrani w biurze kapitana niecierpliwie oczekiwali na wieści jakie zaraz zakomunikuje ich szef.

 

- Nie ma wątpliwości - powiedział powoli Aceton. - To nie są piersi tego faceta, co uciekał przed policją. Czyli udawał napadniętego, by zmylić pogoń. A myśmy dali mu się wymanewrować i teraz zwiał. Dlaczego nikt nie sprawdził jego dokumentów, tylko uwierzyliście mu na słowo? Natychmiast wysyłamy list gończy za… no, jak się ten facet nazywał?

 

 

15

 

   Z powodu niewłaściwego zabezpieczenia izolatki, z której uciekł zbrodniarz stulecia,  komisarz Aceton Lulabi został zawieszony w obowiązkach zawodowych. Prowadzenie śledztwa powierzono młodszemu stażem oficerowi. 

 

- Ładny ptaszek - szepnął komisarzowi Lulabi na ucho Niewidzialna Ręka numer sześćdziesiąt jeden tysięcy sto dwadzieścia trzy, gdy ten oddawał mocz w szpitalnej toalecie niedługo po otrzymaniu hiobowej informacji.

- Aaa! – Krzyknął przerażony policjant. - Kurde, wszędzie zboczeńcy – dodał już bardziej opanowany, zasuwając powoli rozporek, by czasem nie uszkodzić suwakiem wrażliwego organu.

- Nie jestem żadnym zbokiem, a tylko Niewidzialną ręką numer…

- Dobra, przecież to już wiem – machnął ręką Aceton. - Nie ma się tak co raz przedstawiać. Jak się udało panu zwiać z aresztu?

- Ma się swoje sposoby, ale nie to jest ważne.

- Czyżby urodziło się coś nowego? Czy znowu coś się panu przyśniło?

- Co pan wybiera: karierę zawodową czy uczucie?

- E?

- No, przecież jasno mówię. Ma pan teraz okazję wybrać swoją przyszłość.

- A skąd mam wiedzieć, czy oferta jest prawdziwa?

 

- To czego by pan chciał, ale tak naprawdę? – Dociekał niestrudzenie Emil Gmyś w nieodłącznej czarnej masce na oczach, nie zważając na rozterki policjanta. - Wyjaśnić tajemnicę tych brutalnych zbrodni czy też mieć szczęście w miłości?

- No… – zawahał się komisarz. - Ale jak nie rozwiążę tej sprawy to mnie definitywnie wyleją z policji na zbity pysk.

- Naprawdę przejmuje się pan takimi sprawami? – Zdziwił się Niewidzialny.

- A z czego będę żył? Za co kupię chlebek, mleko i… masełko?

 

Mężczyzna drgnął dziwnie na ostatnie słowa Acetona, po czym szepnął mu do ucha: 

- Czyli kariera ważniejsza od uczucia?

- Nie! – zdecydowanie zaprzeczył Lulabi. - Kurdela, nie! Ale…

 

 

16

 

   Aceton Lulabi siedział nad dobrą kawą w jednej z małych, niesieciowych kawiarenek, dumając nad słowami Niewidzialnej Ręki. Uczucie czy kariera? Hmm, trudna sprawa. Policjant zadziwił się, że tak z pozoru błachy problem potrafi zająć go tak bardzo. 

 

Naraz do jego stolika przysiadł się bez pytania młody chłopak w kapturze narzuconym na tylną część głowy. 

- Chce pan popatrzeć, jak piję szejka? – spytał bez ogródek. 

 

Komisarza lekko zamurowała propozycja młodzieńca. 

- A kim ty jesteś?

- Nazywam się Rześki Marcjan i jestem sławnym youtuberem – powiedział z dumą. - Ludzie się tłoczą, żeby zobaczyć, jak piję szejka - dodał i pokazowo siorbnął mleczny płyn przez rurkę do picia. - Jestem ekspertem od szejków.

- Nie znam – rzucił komisarz, gotowy do odprawienia nieproszonego gościa. Sygnet na palcu mlecznego artysty powstrzymał jednak policjanta przed zrealizowaniem tej może zbyt pochopnej decyzji. 

 

Niezrażony Marcjan pochylił się w jego stronę i wyszeptał konspiracyjnie: 

- Ostatnio żyję w ciągłym strachu. Od pewnego czasu ktoś porywa znanych youtuberów i przejmuje ich autorskie kanały.

- Jeśli sami nie potrafią zadbać o ochronę, to…

- To prości ludzie – przerwał mu Rześki. - Nie wynajmują ochroniarzy i korzystają z nieskomplikowanego domowego sprzętu, a to rodzi zagrożenia. Dlatego ja używam zawodowego oprogramowania i trudnego hasła, składającego się z dwustu dwunastu liter i siedemdziesięciu trzech liczb.

- I to pomaga?

- Tak. Tylko... logowanie jest dosyć pracochłonne.

- To po co ci to wszystko?

- Jestem sławny. Mam miliony odsłon na kanale i zarabiam na tym konkretny szmal z reklam. Miałem też dziewczynę, śliczna była - mówię panu. Mamusia to nawet radziła, żebym ją szybko napompował, co by mi nie uciekła, bo panna z dzieciakiem nie jest już tak atrakcyjna dla podrywaczy. Ale spóźniłem się, zbyt zajęty rozkręcaniem mojego kanału. Za namową konkurencji w międzyczasie wzięła udział w reklamie zmywacza po paznokci i fejm od razu uderzył jej do głowy. Szybko zaczęła żebrać za kolejnymi adwertajzingowymi zleceniami w wyuzdanie perfidny sposób. 

 

Lulabi spojrzał na młodego z pewną dozą współczucia. 

 

- To straszny dramat, młody człowieku. Ale jeśli pozwolisz, to nie będę się przypatrywał, jak pijesz szejka – powiedział, po czym wstał i ruszył do wyjścia. Ze zdziwieniem zauważył, że kilkoro bywalców kawiarni uważnie nagrywało ich na telefony komórkowe. 

 

 

17

 

   Wychodząc z kawiarni Lulabi niespodziewanie zderzył się w drzwiach z przecudnej urody kobietą. Pod wpływem jej fizycznego piękna dosłownie zaniemówił. Dopiero dobrą chwilę później zdołał wykrztusić kilka słów na przeproszenie. Stali naprzeciw siebie długo, zastanawiając się co winni w tym momencie powiedzieć. Naraz uwagę komisarza przykuł telewizyjny reportaż, lecący z zawieszonego na ścianie lokalu telewizora. 

 

- Z powodu tej zbrodni opuścił mnie mężczyzna mego życia – biadała histerycznie Karolina Mysz - Mokra, druga z kolei ofiara zuchwałego złodzieja piersi. - Mąż bardzo cenił mój ciepły biust, którego teraz już nie mam. I jak ja ma dalej żyć? Kto się mną zainteresuje w przyszłości? Co zrobiono do tej pory, aby schwytać tego zboczeńca, co? Do teraz rzygać mi się chce z powodu wysmarowania mnie masłem przez tego… tego ohydnika! 

- Policja prowadzi intensywne śledztwo… – wtrąciła prowadząca wywiad - i zapewne już niebawem poznamy…

- Gówno, a nie śledztwo! – Krzyknęła histerycznie poszkodowana. - Oni nic nie wiedzą! Piją tylko te swoje kawki, pogryzają pączki i biorą niezależne od wyników pracy pensyjki, zamiast wziąć się do skutecznej roboty! 

 

Wypowiedziana przez Mysz - Mokrą uwaga ubodła komisarza do żywego. Ominął stojącą przed nim kobietę i szybkim krokiem wyszedł z lokalu.

 

- Stój! – Zawołał za nim Niewidzialna Ręka numer sześćdziesiąt jeden tysięcy sto dwadzieścia trzy, pojawiając się niespodziewanie.

- Odwal się pan, panie Gmyś! – Lulabi odepchnął od siebie mężczyznę zdecydowanym ruchem.

- Ale… ale miałeś pan właśnie przed sobą miłość swego życia!

- W dupie mam wydumane uczucia, gdy obowiązek wzywa.

 

Zrozpaczony Człowiek w Masce siłą wyciągnął z kawiarni przecudnej urody kobietę, która niedawno zderzyła się z komisarzem, i zaczął na nią nalegać:

- No już, szybko pokaż mu… no, pokaż mu tę swoją kokardę!

- Co? 

  • Pokaż mu wreszcie tę cholerną kokardę, mówię!

 

Kobieta odskoczyła od niewidzialnego jak oparzona. 

- Nie będę nikomu pokazywać żadnej kokardy! – Krzyknęła, uciekając z płaczem. Tupot jej obcasów jeszcze przez dłuższą chwilę odbijał się od ścian okolicznych domów.

 

- Nie, to nie – obraził się śmiertelnie Niewidzialna Ręka. - Widzę, że na darmo mój pradziad urodził się w Choćmierzu i na darmo był pierwszym w Rzeczpospolitej Obojga Narodów fryzjerem łonowym po zaliczonych z wyróżnieniem praktykach na świeżo pojmanym Tatarzynie. 

 

 

18

 

   Komisarz Lulabi siedział w swoim fotelu i czuł, że ma już tego wszystkiego dość. Powierzono mu sprawę nie do rozwikłania, musiał dawać wiarę słowom szmergniętego Emila Gmysia, a na dodatek ta wszechobecna presja na wyniki w śledztwie i wreszcie zawieszenie w obowiązkach zawodowych. Aceton w poddańczym geście rozłożył ręce i nie wiedzieć czemu przypomniał sobie, jak to w podstawówce był zapalonym modelarzem. Bakcyla łyknął od starszego kolegi Edka, który z Młodego Modelarza posklejał wszystkie samoloty bojowe z okresu Drugiej Wojny Światowej. Zawsze mu zazdrościł porozwieszanych u sufitu papierowych maszyn. Ale Edek był fajnym, równym kumplem, a choć miał kilka lat więcej od Acetona to jednak z tego powodu się nie wywyższał. 

 

Jednak Lulabi przypomniał sobie, że jednak z jakiegoś powodu nie lubił zadawać się z tym kolegą. Zastanowił się, co mogło być przyczyną takiego stanu rzeczy? Minęło już przecież tyle lat od młodzieńczych czasów. 

 

 

Naraz komisarz wyprostował się w krześle i przez dłuższą chwilę ani drgnął. Jego zwężone oczy nadal wpatrywały się niewidząco w przeciwległa ścianę, a oddech stał się płytki i szybki. Mimowolnie zanucił pod nosem ulubioną niemiecką kołysankę. 

 

Wstał i mijając upadające krzesło, otworzył drzwi i krzyknął donośnie:

- Jadę złapać wreszcie tego nieuchwytnego miglanca! 

 

 

18

 

   Aceton Lulabi z wyciągniętą bronią wszedł do wielkiej hurtowni tłuszczy spożywczych, położonej na obrzeżach Warszawy. W pierwszym napotkanym pomieszczeniu napotkał pochylonego nad biurkiem Niewidzialną Rękę, preparującą kolejne piersi zdobyte błyskotliwym rabunkiem. Naraz Emil Gmyś drgnął, wyprostował plecy i zdjął gumowe rękawiczki. 

- To pan komisarz? - spytał z nadzieją.

- Tak, to ja.

- Proszę, niech pan usiądzie. 

 

Człowiek w masce powoli odwrócił się w stronę Acetona. 

- Jak pan się domyślił?

- Masło. I niemiecka kołysanka. 

 

Zaskoczony Niewidzialny wydał krótkie westchnięcie. 

 

- Skojarzyłem, że zawsze pachniał pan masłem – wyjaśnił Lulabi. - Matka szkolnego kolegi zajmowała się w ciężkich czasach domowym wyrabianiem masła i zawsze pachniało od niej  zjełczałym tłuszczem. Podobnie jak od pana.

- Tak, to prawda.

- Więc w przypływie błyskotliwości - który u każdego człowieka pojawia się tylko kilka razy w życiu - kilkanaście minut temu dodałem dwa do dwóch i… Co prawda w drodze tutaj nadal miałem wątpliwości, czy wynikiem tego równania nie jest czasem pięć, trzy czy sześć, ale ostatecznie…

- Dobrze pan rozumuje.

- I to z powodu głupiego masła zwrócił się pan w stronę przemocy?

- W pierwszym okresie posocjalistycznej transformacji i wprowadzeniu zamordystycznego planu Balcerowicza utraciliśmy jako rodzina cały dobytek. Podobnie jak większość rodaków nie byliśmy gotowi na tak brutalną przemianę i tak ogłupiającą prywatyzację niemal wszystkiego. Nieliczne silne i zdecydowane jednostki podstępem, sprytem i szwindlem zdobywały bogactwo. Aby zapewnić rodzinie byt mamusia także dołączyła do grona pierwszych graczy na warszawskiej giełdzie, ale straciliśmy wszystko podczas jednego z największych krachów giełdowych w naszym kraju. Staliśmy się nędzarzami, o których w poprzednim ustroju mogliśmy jedynie czytać w książkach historycznych.

- I chciał pan wyrównać rachunki?

- Obiecałem to mamusi, gdy ta leżała na łożu śmierci. Ale w tamtych czasach masło nie drożało…

 

Człowiek w masce podszedł do kuchenki elektrycznej, by zaparzyć herbatę.  

 

 

19

 

Siedzieli tak we dwóch aż do zmierzchu, popijając w milczeniu gorący napar. Pierwszy odezwał się Niewidzialna Ręka. 

 

- Kiedy się pan zorientował, że to mogę być ja?

- W tej sprawie od początku dziwnie pachniało masłem. Oraz niewidzialnością.

- Ale udawało mi się wodzić policję za nos przez dłuższy czas.

- Cała ta historia ze snami była tak nieprawdopodobna, że aż niemożliwa do uwierzenia. Ale włos stawał mi na głowie, gdy kolejne sny zaczynały żyć własnym życiem w świecie rzeczywistym.

- Dobry jestem w wymyślaniu takich różnych głupotek - uradował się Emil Gmyś. - A jak się panu podobał ten numer z tą moją ucieczką z aresztu?

- Z tego powodu straciłem pracę - odpowiedział smutno Lulabi.

- No tak, przykro mi, ale… - człowiek w masce wziął głębszy oddech - ale musiałem się chronić. Ten koleś z Powązek i podrzucone piersi…

- No tak.

- Zresztą zawsze uważałem, że najważniejsza w życiu jest miłość. Ważniejsza nawet od kariery zawodowej. Z tego powodu ściągnąłem panu tę ładną babkę do kawiarni. Wie pan, niejako na pocieszenie.

- Ale w jaki sposób ją pan zwabił? - Zainteresował się Aceton - Jeśli oczywiście mogę spytać.

- Szukałem na portalach randkowych kobiety z wymaganiami lecz jednocześnie otwartej na spotkanie z kimś wyjątkowym. Umówienie jej w tym samym czasie co pański pobyt w lokalu to już był mały problem. Wyjątkowo długo lubi pan przesiadywać w tego typu miejscach. 

 

Mężczyźni długo wpatrywali się w ciemniejące popołudnie za dużym przemysłowym oknem. 

 

 

20

 

Komisarz zanucił pod nosem ulubioną niemiecką kołysankę Brahmsa.

 

- O, jaka miła piosenka – zainteresował się Niewidzialny. - Gdyby mamusia mi takie śpiewała za młodu…

 

- A dlaczego pan się ujawnił z tymi wymyślonymi snami? – Zmienił temat Aceton Lulabi wstając z krzesła. - Przecież istniała duża szansa, że wcale nie wpadlibyśmy na pański trop.

- Najgorsze były wyrzuty sumienia – mruknął Emil Gmyś. - Nawet nie ma pan pojęcia, jak one potrafią boleć. No, ale musiałem doprowadzić plan do końca… A co do tropu to myślę, że byście prędzej czy później na niego wpadli. Znane są przecież szczegółowe techniki śledcze, jak badania DNA, nitek z ubrania i tym podobne rzeczy. Ponadto… – Niewidzialna Ręka zawahał się na chwilę - ponadto chwila wyjścia z cienia warta była podjętego ryzyka. Bo co za sławę i rozgłos mogłem zyskać pomagając staruszkom porąbać drwa czy pomalować płot? Albo później w życiu dorosłym pracując w MPGK?

- Jak najbardziej rozumiem pańską frustrację i chociaż jej nie podzielam – bo jestem tylko trybikiem w szponach naoliwionej maszyny – to szanuję tych, co mają jaja na swoim miejscu, nawet za cenę blamażu, skandalu czy wpadki, nie tylko towarzyskiej. Oczywiście szkoda tylko, że w pańskim wypadku w tle poszukiwania utraconego czasu i szczęścia przytulania się do kobiecej piersi czaiła się zbrodnia.

- I co teraz będzie? – spytał niepewnie Emil Gmyś. - Bo moja mamusia była kobietą oschłą i nigdy mnie nie przytulała do piersi.

- Jak to brak matczynej miłości może stać się motorem tak ohydnej serii zbrodni – wyszeptał Lulabi. 

 

Oczy Niewidzialnego rozszerzyły się do niespotykanych rozmiarów.

 

 

Piętnaście minut później Lulabi patrzył na zamykające się za niewidzialnym drzwi policyjnego auta. 

 

- Dobrze wiesz, że nie ma dla ciebie powrotu – powiedział generał Brzeski, patrząc ponuro przed siebie. - Stanowisko komisarza nie znosi braku wyników. Nie w tak ważnym śledztwie, gdzie występują wielkie naciski opinii publicznej…

- Było zaszczytem pracować pod pańskimi rozkazami – wtrącił Lulabi.

- Dobrze, że wreszcie znalazł się ten szmergnięty koleś – przełożony najwyraźniej zbagatelizował podziękowanie. - Dla ciebie, niestety, zbyt późno. 

 

Mężczyźni przez dłuższą chwilę milczeli.

- Ale w ramach zasługi schwytania tego typa załatwię ci sutą odprawę ze służby – dokończył Brzeski. - Znam też jednego faceta pracującego w ochronie, więc nie będziesz miał jakoś źle w przyszłości. A może nawet i lepiej niż w policji… 

 

 

21

 

    Zbolały Aceton Lulabi wysiadł z samochodu pod domem i zaczął spoglądać w górę na niebo, które w młodości tak bardzo lubił podziwiać. Gwiazdę polarną po raz pierwszy pokazał mu dawno temu ojciec, ucząc jednocześnie chłopca bezbłędnie określać szerokość geograficzną miejsca, w którym się akurat znajdował. Nastoletni Aceton wyciął z młodzieżowego miesięcznika plan makiety, której dwie części nakleił na sztywny brystol i przebił pinezką, z czego powstała ruchoma mapa sklepienia niebieskiego. Wystarczyło tylko przekręcić kołem na aktualną godzinę - której cyfry były zapisane na obrzeżach okręgu - i już można było rozpoznawać kolejne galaktyki, konstelacje i znaki zodiaku. 

 

Ale te czasy przeminęły, a tego wieczoru niebo zasnute było chmurami. A nawet gdyby przypadkiem było przejrzyste, światła dużego miasta i tak nie pozwoliłyby na jakąkolwiek obserwację. Wszystko przemija - zasmucił się w myśli policjant. 

 

 

Naraz obok Lulabiego stanęła Karolina Mysz - Mokra. W geście przeprosin za to, co powiedziała nie tak dawno przed kamerami, uścisnęła go mocno. 

- Może wejdzie pani na kawę? – Spytał mężczyzna, dopiero po chwili dziwiąc się swojej śmiałości. Dziewczyna jednak się nie obraziła i wzięła go pod ramię.

- To tu nie ma windy? – zdziwiła się, gdy tylko weszli na klatkę schodową bloku.

- Stare budownictwo, ale to tylko drugie piętro – bagatelizował sprawę Aceton. - Schodami…

- Sama nazwa: schody mówi nam, że jest to coś do schodzenia – przerwała mu kobieta.  Bo gdyby schody miały służyć do wchodzenia, nazywały by się wchody. Od chodzenia na obcasach mam uszkodzony kręgosłup i każde kilka kroków przypłacam dużym bólem. 

 

Lulabi uśmiechnął się z powodu jej uporu jak i kategoryczności, po czym wziął Karolinę na ręce i zaniósł pod drzwi swojego mieszkania. 

 

 

22

 

   Siedzieli nieruchomo na kanapie prawie do północy, chłonąc w ciemnym pokoju dźwięki zasypiającego miasta. Później Aceton ostrożnie wsadził ręce pod bluzkę dziewczyny i powoli przesunął dłonie ku górze, docierając do jej… małych dropsów. W tym samym momencie dziewczyna wzięła głęboki wdech i zamarła w oczekiwaniu tego, co mogło nadejść.  

 

A więc piersi Karoliny Mysz - Mokrej odrastały – ucieszył się mężczyzna. Była więc jeszcze nadzieja, że z powodzeniem wróci do stabilnego stanu psychicznego sprzed cielesnego rabunku. Kto wie, może i innym ofiarom podstępnych zbrodni także one z czasem odrosną? Lulabi czytał kiedyś o odrastających ogonach jaszczurek i wiedział, że ludziom też czasem coś potrafi się samo zregenerować. Istniała więc dla nich wszystkich wielka nadzieja. 

 

Ciało Karoliny było wybitnie gorące, co niepomiernie zdziwiło Acetona. Albowiem do tej pory nie miał zbyt wielu doświadczeń z kobietami, a jego jedyną partnerką była tylko zimna jak górski potok  korporantka Katarzyna, z którą dawno temu spędził pół roku. Po czym musiał przez wiele miesięcy korzystać z - na szczęście w jego wypadku nieprzymusowej - opieki psychologicznej. 

 

W umyśle eks - komisarza pojawiła się nadzieja. Może później dziewczyna zechce się z nim umówić? I może powinien wrócić do swojego poprzedniego nazwiska: Polny, aby zatrzeć negatywne skojarzenia po klęsce śledztwa i zwolnieniu z policji? Tylko, czy Mysz - Mokra będzie chciała je dobrowolnie dodać do swoich dwóch już używanych? 

 

 

   Zamyślony Lulabi dopiero po chwili zorientował się, że od czasu dotknięcia piersi Karolina nadal nie wypuściła z płuc powietrza i trwała w ciągłym zamarciu w oczekiwaniu tego, co mogło nadejść.  

 

Mężczyzna szybkim ruchem rzucił dziewczynę na kanapę, rozerwał jej koszulę i gorączkowo zaczął stosować sztuczne oddychanie oraz naprzemienne uciskanie klatki piersiowej. 

 

 

 

Niewidzialna Ręka numer sześćdziesiąt jeden tysięcy sto dwadzieścia trzy zniknęła z aresztu trzy dni później i więcej na jej ślad nigdy nie natrafiono. 

 

 

 

KoNiEc

 

 

Dobra Cobra, marzec 2019

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 11.04.2019 12:48 · Czytań: 339 · Średnia ocena: 4,33 · Komentarzy: 9
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 11.04.2019 20:15 Ocena: Bardzo dobre
O żeż Ty w mordę misia!
Przerzuciłem tekst do syntezatora mowy i odsłuchałem. I zaśmiewałem się. Najbardziej mnie ubawił youtuber :) Genialne! :)
Ogólnie tekst bardzo dobry, choć nieco niedopracowany. Było trochę literówek, kilka braków przecinków, gdzieniegdzie ich za dużo. Zdarzały się też nieco rażące powtórzenia wyrazów. Ale całość jak najbardziej kupuję.
Osobiście robię tak, że po napisaniu tekstu odsłuchuję go na syntezatorze mowy. Tym sposobem wyłapuję o wiele więcej błędów, niż czytając, bo jak czytam, to nastawiam się na to, co chciałem napisać, a nie na to, co napisałem, natomiast słuchając, dociera do mnie naga prawda. Jakbyś chciał, to podpowiem Ci jak uruchomić syntezator mowy u siebie na kompie.
Aha. I bardzo zajefajne nazwiska! :)

Także miło spędziłem czas i czekam na następne.

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 12.04.2019 08:21
Czyli jednak język czytany górą!


AntoniGrycuk,

Najważniejsze miłe spędzanie czasu przy pięknej prozie:)

Wiesz, przez lata byłem piewcą sztuki czytanej i wspólnie z utalentowanymi aktorami nagrywalismy każda premierę DoCo i nawet powstał dobrocobrowy kanał na YouTube . I wtedy podczas nagrań wychodziły te wszystkie rzeczy, które teraz mogą unikać.

No, ale to jednak amatorski Klub Pisarski, więc nie mogę mieć żadnych wyrzutów pisarskich, bom ani nie pisarz zawodowy ani nie expert od j polskiego, jak panie polonistyki. Kraję jak mi materiału staje ;)

ALE dzięki temu słodki Czytelnik ma radość w znajdowanie takich perełek, gdzie się autor walnął i jest zabawa:).

Anyway opowieść jest dramatyczna i opisuje straszną zbrodnię, co do której zla nie możemy mieć zadnych watpliwości. O, nie!

Cieszy mię Twój odbiór bo to nagroda czytelnika dla sleczacego nocami, niedojadajacego i niedosypiajacego pisarza- amatora.

Z pewnością syntezator mowy nie dowcipnie więc aktora w interpretacji, ale moze być pomocny w wylapywaniu błędów jak i powtórzeń. Proszę daj pouczenie w sprawie jego używania, co z pewnością stanie się pomocne nie tylko mnie, ale i innym piszącym czytelnikom.

A rolę jutiubera dedykuję właśnie Tobie. Gdyż jutiubera to fajne chłopaki i przyszłość polskiego narodu.


Pozdrawiam pięknie, moje progi stoją otworem.

DoCo
AntoniGrycuk dnia 12.04.2019 08:56 Ocena: Bardzo dobre
DoCo,

chyba jeszcze zdążę przed pracą odpisać.
Otóż używam windowsa 10, na nim instaluję Balabolkę
http://www.cross-plus-a.com/pl/balabolka.htm

na wszelki wypadek, choć być może niekoniecznie, doinstalowuję Microsoft Speech Platform. Tu jest nieco bardziej skomplikowana sprawa:

plik MSSpeech_TTS_pl-PL_Paulina.msi :
https://www.microsoft.com/en-us/.../details.aspx?id=21924 i tu trzeba odpowiednie zaznaczyć

SpeechPlatformRuntime.msi :
https://www.microsoft.com/en-us/.../details.aspx?id=27225 j.w.

MSSpeech_SR_pl-PL_TELE.msi :
https://www.microsoft.com/en-us/.../details.aspx?id=3971 j.w

I po instalacji tego oprogramowania (można spróbować samej Balabolki) kopiujemy tekst z edytora tekstu, wklejamy do Balabolki, ustawiamy parametry i odsłuchujemy. Oczywiście nie jest to głos w pełni naturalny, bez intonacji, niemniej jednak literówki o wiele łatwiej się wyłapuje, a i powtórzenia też.

Jakby co, odzywaj się (lub ktokolwiek inny), pomogę.

Pozdrawiam.
JOLA S. dnia 12.04.2019 11:09 Ocena: Bardzo dobre
Dobra Cobro,

myślę, że większość czytelników odejdzie syta na duchu i ciele.

Tekst jest zgrabnie ułożony, można go czytać z niesłabnącą uciechą.

W opowiastce z każdym krokiem przybywa wątków i konceptu. Nie może być inaczej, bo Autor słynie z nieposkromionej wyobraźni.


Reasumując, warto rzecz przeczytać. :)


Pozdrawiam serdecznie.
Dobra Cobra dnia 12.04.2019 13:20
AntoniGrycuk,

Popatrzę, dzięki. Jeno używam Maca, ale pewnie i na niego coś jest:). Dziękuję za pochylenie się nad tematem. Temat opisujesz jasno i zrozumiałe, Jednak mnie wku.. ia Windows, za co przepraszam wszystkich oddanych użytkowników tego systemu.

DoCo

_______

JOLU S,

To dobrze, że większość czytelników odejdzie auta. Bo w opowieści jak w zyciu: coraz większe nagromadzenie dramatów.

Dziękuję za miłe słowo, dziekuje za odwiedziny i za ten slodki komentarz.


Pozdrawiam, zapraszając nieustannie.

DoCo
Kemilk dnia 12.04.2019 17:31
Melduję przeczytanie tego trzymającego w napięciu kryminału/opowiadania detektywistycznego. Wspaniałe postacie z krwi i kości. Brutalny psychopatyczny przestępca, wspaniali funkcjonariusze policji, trzymająca w napięciu akcja i zagadka, którą staramy się rozwiązań. Od przeczytania tego utworu, jestem jeszcze bardziej czujny, ale to wciąż zbyt mało. Dzisiejszego ranka niepostrzeżenie do muszli klozetowej wślizgnął mi się żółw. Skąd przybył i dlaczego nie wiem. Zabiłem go młotkiem, co niestety nie pomogło, a zagmatwało sprawę. On pod swoją skorupą był miłym i niegroźnym stworzeniem, a ja go zabiłem!. To by było na tyle.
Pozdrowienia.
Dobra Cobra dnia 12.04.2019 18:56
I o to szło! Jednak zbrodnia nie popłaca.


Kemilk,

Zdałeś egzamin detektywistyczny. A na dodatek zamordowales podejrzanego, co się obecnie zdarza w co drugim filmie z USA. Co tez jest slodkie.

Coz jednak amerykańska zbrodnia w porównaniu do naszej rodzimej? Do pięt naszej nie umywa się.

Dziękuję za zajrzenia i zostawienie dobrego słowa. To cenne.

Pozdrawiam w uprzejmosci, wpadaj kiedy chcesz.

DoCo
al-szamanka dnia 13.04.2019 21:22 Ocena: Świetne!
Cytat:
moja ma­mu­sia była ko­bie­tą oschłą i nigdy mnie nie przy­tu­la­ła do pier­si.

Brakowało mi tego wyznania w moich rozmyślaniach o tym kto i dlaczego.
Ale mimo to doszłam do właściwego wyniku.
Po prostu, Niewidzialna Ręka numer coś tam coś tam (zbyt długi ciąg cyfr abym mogła zapamiętać, dlatego podziwiam Cię, że ani razu nie pomyliłeś się w numeracji) zbyt dużo wiedziała o mających się odbyć akcjach kradzenia piersi.
Nic też nie wiedziałam o maśle. A jeśli o nie chodzi, to zauważyłam, że napisałeś o nim mało konkretnie - bo ważne jest, czy to masło zwykłe, czy może osełka.
Oczywiście fakt ten w ogóle nie psuje tej kryminalnej zagadki, tak pięknie zmytej z tego świata przez znakomitego Acetona.
Dla mnie, jako wiernej czytelniczki Twoich tekstów, ważnym okazał się fakt, że zaniechałeś drastycznych opisów kradzenia - jatek nie znoszę - a dodatkowo uspokoiłeś nadzieją odrastania.
Czyli, koniec dobry, wszystko dobre.
Ubawiłam się dobrze zarówno przy pierwszej, jak i przy drugiej części :D

Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 14.04.2019 19:53
A więc całe nieszczęście jak i ogrom zbrodni przez kobietę.

al- szamanko,

Ja stawialem na nadnaturalne moce przewidywania u tego nieeidzialnego i stad myślałem, że on dużo wie dlatego. A tu masz! ;)

Nie można się było pomylić z numerem tego osobnika, bo mała pomyłka i cała spraw by się rypła.

Z masłem gorsza sprawa. Bo zapewne w pięknym Salzburg nie znają osełki i sprzedają masło austriackie , w podobie w Montreaux też jej pewnie nie znają i mają tam masło szwajcarskie. Więc przy próbach tlumaczeniowych nie ominęło by się niezłej wtopy.

No weź - tu jest dobra cobra, a nie amerykańskie kino, które prawie wyłącznie opiera się na scenach mordów i jatek. Więc spoko, nie jest istotą krew i zbeukane ciało.

Najważniejsze, że opowieść przyniosła radość i ubaw. Bo czegóż można więcej wymagać od prozy (No oprócz twórczości dla kobiet, w których dominują łzy, dramat, umieranie, odrzucenie, zazdrość i walka kobiet. W porównaniu z tym dobra cobra to jednak małe miki.

Dziękuję za komentarz, zapraszam w przyszłości.

Pozdrawiam pięknie,

DoCo
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wiosna
21/10/2019 07:15
Do Co dziękuje za piękny wiersz, który być może komuś z… »
Darcon
21/10/2019 06:31
Bardzo dobra literatura, aż szkoda, że ukaże się… »
Dobra Cobra
20/10/2019 23:13
W tym miejscu być może warto zacytować wierszyk Ivana… »
bruliben
20/10/2019 22:25
Ukłony. Zmiana w tym fragmencie: pańskim preferencją… »
Lilah
20/10/2019 22:09
Dziękuję, Marco. Trochę wiosny jesienią się przyda,… »
bruliben
20/10/2019 21:30
Był czy nie był nie daje mi spokoju. Ten chłopiec ma… »
marzenna
20/10/2019 21:24
bruliben Mam tego chłopczyka przed oczami, z pobrudzoną… »
JOLA S.
20/10/2019 20:52
Drogi Kazjuno, bardzo mi miło słyszeć takie słowa.… »
pociengiel
20/10/2019 18:29
i tak jeszcze będę zmieniał - pomyślę nad wypośrodkowaniem. »
marzenna
20/10/2019 17:42
bruliben nie chciałam nikomu zrobić krzywdy :) lot był… »
marzenna
20/10/2019 15:57
Gramofon Biegnę i wracam w to samo miejsce, codziennie. Czas… »
bruliben
20/10/2019 15:55
Za przedmówcami. Aż tęskno do tych obrazów. Gdyby przełożyć… »
Opheliac
20/10/2019 15:47
Ja też wklejam i zawsze czcionka jest normalna :D Ay, w… »
marzenna
20/10/2019 15:36
allaska, bruliben, Gramofon, dla Was :) Jak w starym kinie… »
Opheliac
20/10/2019 15:35
To jest to co mi się podoba bardzo! »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/10/2019 11:11
  • A gdzie to ześrodkowanie? Gubię się w portalu. Może ktoś, coś podpowiedzieć?
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
Ostatnio widziani
Gości online:13
Najnowszy:creditos35091m
Wspierają nas