Era Magii Rozdział IV - Elminster
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Era Magii Rozdział IV
A A A
Od autora: czwarty rozdział, z którym miałem chyba najwięcej problemów, mimo wszystko mam nadzieję, że będzie się przyjemnie czytało :)

4

Odprawa

 

 

Studenci klasy szóstej płci obojga stali w równym rzędzie przed głów­nymi wrotami gmachu Akademii, znudzeni słuchając przemowy rektora Cleibina. Obok niego stał równie znudzony opiekun ich klasy, Mo­sen. Dużo młodszy od Cleibina, który już dawno przekroczył setkę, błądził oczami po niebie, jakby jakieś cuda się na nim wyprawiały. Przodownik magicznej oświaty perorował o honorze, odpowiedzialności i odpowied­nim szacunku dla ludzi, u których będą terminowali. Wszyscy niecierpli­wie czekali, gdyż po tym następowała najciekawsza część. Rektor osobi­ście będzie wyczytywał po kolei imiona (i tytuły, jeżeli jakieś posiadali), a także zdejmie każdemu nałożoną na początku nauki blokadę, na czas od­bywanych praktyk. Następnie Mistrz Mosen rozda dość spore sakiewki z pieniędzmi, list polecający, prowiant i wyjaśni gdzie kto ma się stawić. Ciekawym było tutaj zaufanie okazywane studentom - do danego miej­sca każdy miał podróżować samodzielnie. Związane to było też z braka­mi kadrowymi, ale ten fakt akurat był pomijany. Zresztą pobierali też lekcje geografii, na których to wbijano im do głowy mapę królestwa, więc nie przewidywano większych trudności. Je­śli ktoś się zgubi to cóż... Pacyfikatorzy mu precyzyjnie i ze szczegółami uświa­domią, jaki wielki błąd popełnił.

 

 

Myfir stał razem z innymi, co chwila szturchając Zelika, usiłującego zasnąć na stojąco. Był w dużo gorszym stanie niż on, nie miał na zawo­łanie Gwena, który pomógłby mu pozbyć się niezbyt sprzyjającego w tym momencie stanu. Reszta chłopaków uczestniczących w całonocnej zaba­wie trzymała się nad wyraz dzielnie. Vasowi wręcz nie dało się nic zarzu­cić, stał prosto, świeży, jakby wcale nie zarwał nocki. Jego współlo­kator też zdawał się dobrze znosić te żniwa, tylko co jakiś czas się lek­ko chwiał wpadając na kolegów, ale uparcie trzymał wzrok w jemu tylko znanym punkcie. Myfir, w poszukiwaniu czegoś dla zabicia czasu, błądził oczami po okolicy. Nad wejściem do uczelni widniały litery wykona­ne z mosiądzu, układające się w napis: ,,Pamiętaj, że jesteś tylko człowie­kiem”. Doprawdy, bardzo otrzeźwiająca maksyma, nie bez kozery znaj­dująca się w tym miejscu. Moce, którymi zostali obdarowani, bardzo ła­two potrafiły uderzyć do głowy, w historii Noreg zdarzały się osoby chcą­ce pobawić się w Boga, ale zazwyczaj bardzo szybko zosta­wały sprowa­dzone na ziemię. A najczęściej pod ziemię. Zaiste, magia po­trafiła zde­prawować człowieka. Następnie jego wzrok padł na rów­niutką linię dziewczyn, stojących po drugiej stronie małego placyku. Jak dla niego chyba najbardziej szare, nudne istoty w najbliższej okolicy. Mimo, że wszyscy uczniowie odbierali to samo wykształcenie, na tych samych za­sadach, to jakoś żeńska część szkoły zdawała się być dum­niejsza, pa­trząca z góry na chłopców. Były mniej towarzyskie, skupione na nauce, i beznadziejnie nieznające się na żartach, odpychały samą emanującą aurą. Myfir nie potrafił pojąć, z czego to mogło wynikać. Do­myślał się, że dziewczęta w swoich domach były wychowywane na in­nych warun­kach, miały inny system wartości czy coś, można tylko sobie podu­mać. W każdym razie nic dziwnego, że najczęściej męska część uczelni pierw­szy normalniejszy kontakt z płcią przeciwną przeży­wała po opuszczeniu Akademii, co często prowadziło do przezabawnych sytuacji, będących te­matem licznych anegdotek. Dalszą obserwację i przemyśle­nia przyczyno­wo-skutkowe przerwał mu cichy, stonowany głos Mistrza Mosena, nie mogący co prawda konkurować z basowym tonem rektora, ale jakoś tak sprawiający, że aż chciało się słuchać co ma do powiedze­nia.

- Proszę o uwagę! Teraz Arcymistrz Cleibin będzie po kolei was wy­czytywał i przywróci wam kontrolę nad pełnią mocy. Później macie chwi­lę czasu na pożegnanie się z kolegami, będę was oczekiwał przy wyjściu, gdzie dostaniecie wszystkie niezbędne rzeczy. - zakończył monolog po czym uprzejmie pokazał ręką na pryncypała.

- Lancet z Tanar! - krzyknął ten, przeczesując wzrokiem rząd chłop­ców. Wywołany uczeń wyszedł, stanął przed naczelnym profeso­rem i złożył przepisowy ukłon. Była to ta sama osoba, która wczoraj radzi­ła Myfirowi nie prowokować Gaela, gładko przylizany chłopak, z manie­rami godnymi wybitnego dyplomaty. Cleibin położył mu dłonie na głowie i na­stała cisza. Po krótkiej chwili skinął studentowi głową, odsyłając go na bok.

- Gael z Hesperii!

Sytuacja się powtórzyła, tyle że jego ukłon był bądź co bądź niechluj­ny, wywołujący uniesienie brwi u Arcymistrza, ale obyło się bez komen­tarza.

- Shana! - Zabrzmiało pierwsze imię bez określenia rodowego miejsca pochodzenia. Zwykła mieszczanka, bądź chłopka. Rzadko kiedy do tej klasy dochodzi osoba z gminu. Z grupki dziewcząt wyłoniła się wezwana dziewczyna. Dygnęła z gracją przed rektorem, przeszła przez cały proces przywracania mocy i stanęła koło Gaela, skromnie opuszczając wzrok.

- Myfir z Oath!

Podszedł, po czym złożył ukłon, starając się ukryć podekscytowanie i czekał, aż Cleibin zdejmie blokadę. W zasadzie nie wiedział, czego się spodzie­wał. Starzec stał chwilę przed nim, z rękoma na jego skroniach, po czym ski­nął głową, że już. Skonfundowany, zajął miejsce koło kole­żanki. Nic nie poczuł, żadnego uczucia wolności, żadnego nacisku, nic. Tylko szorstki materiał rękawic Arcymistrza i nieprzyjemny swąd starości. Pa­trzył na kolejnych wywoływanych uczniów, liczba ludzi obok rosła, ce­remonia przebiegała spokojnie. W prawdzie kiedy przyszła kolei na Zeli­ka, to ten zapomniał się ukłonić i rektor wyglądał, jakby miał go wywalić na miej­scu. Chyba zauważył, że jest lekko nawiany, ale udawał, że się nie zorientował. Mina Mosena nie zwiastowała nic dobrego, zapewne za­nim go ode­śle to weźmie go na stronę i powoli, ze szczegółami przypo­mni mu regu­lamin uczelni. W końcu ostatni ze studentów został podda­ny za­biegowi i zamknął rządek oczekujących ludzi. Cleibin przeleciał jeszcze wzrokiem po nich, westchnął i życzył szerokiej drogi. Wszedł do uczelni, zapew­ne stęsknił się już za swoim przytulnym gabinetem. Ich opiekun dał im czas na pożegnania, po czym udał się w stronę wyj­ścia.

 

 

Myfir i jego znajomi zajęli dwie kamienne ławy stojące na małym dzie­dzińcu. Ja­koś dziwnie było się żegnać. Od pierwszej klasy ze sobą trzy­mali, prak­tycznie dzień w dzień. Teraz czekał na nich miesiąc samot­ności i nadzieja na sprostanie wszelkim wymogom praktyk, jakiekolwiek by nie były, żeby po nich znowu spotkać się w takim samym składzie. Wiatr przybie­rał się na sile, więc Zelik, ukradkiem sprawdzając, czy nie ma żadnego Mistrza w pobliżu, stworzył barierę wokół nich. Kiedy świst wia­tru ucichł, kolega Vasa z pokoju, Finan, wstał, i przemówił.

- Za cholerę nie wiem, co powiedzieć – zaczął, błyszcząc elo­kwencją i ponadprzeciętną ogładą. - Ale jedno chcę wam przekazać. Tak jak zle­waliśmy zajęcia u tego pierdziela Urteriusa, tak teraz zróbmy co możemy i pokonajmy ten kolejny szczebelek do ukończenia tej budy. Wi­dzicie, bardzo mi się podoba siódemka – dodał, pokazując wyszytą szóstkę na rękawicy. - I bardzo bym chciał zobaczyć ją u każdego z was za miesiąc. Także zabierajcie dupy i marsz do Mosena.

Cała gromadka się zaśmiała, a Finan zaczął się czerwienić, nie wie­dząc gdzie oczy podziać. Zresztą cieszyli się, że ktoś powiedział to, co każdy miał na sercu. Wstydzili się okazywać ciepłe uczucia, jak to chłop­cy w ich wieku. Smutek nadejdzie kiedy już każdy pojedzie w swoją stronę. Ich rówieśnicy zaczynali podchodzić do czekającego na nich Mi­strza Mosena, który zaczynał już wydzielać ekwipunek i udzielać precy­zyjnych informacji kto gdzie ma się udać.

- Dobra, nie wiem jak wy, ale ja idę – stwierdził Myfir, odłączając się od grupki. - Oszczędzę sobie patrzenia na wasze pożegnalne pieszczoty.

Koledzy odprowadzali go wzrokiem, kiedy ten wolnym krokiem szedł w stronę wyjścia. Widzieli, jak lekko drżą mu ręce, ale żaden nie sko­mentował.

 

 

Myfir szybko ustawił się w kolejce, nie chcąc już patrzeć na swoich przyjaciół. Mimo iż był przyzwyczajony, a nawet lubił samotność, to nie potrafił sobie wyobrazić większej absencji od nich. Czuł dziwny senty­ment do tych ludzi, którzy co do jednego wyznaczali się cechą, przez którą mieli poczucie odrzucenia, i to odrzucenie leczyli właśnie kolegując się z Myfirem. Nie wiedzieć czemu przyciągał tego typu osoby, którzy garnęli do niego, niczym pszczoły do miodu. Patrzył, jak Mosen wysyła kolejnego ucznia, na pożegnanie rzucając kilka słów otuchy. Wziął się w garść i przygotował na wezwanie. W końcu Mistrz przywołał go ruchem ręki.

- Myfir, udasz się do fortu Conaight, niedaleko zachodniej granicy, góra 2 dni konno. Zameldujesz się u tamtejszego dowódcy oddziału Pa­cyfikatorów, dasz mu ten list, a on cię poinstruuje dalej. Wiesz jak tam dojechać?

- Tak, oczywiście Mistrzu – odpowiedział, mając przed oczami mapę królestwa Noreg, z naniesionymi na niej wszelkimi miastami, lasami czy rzekami.

- Masz jakieś pytania? - spytał jeszcze, patrząc na niego badawczo.

- Nie mam żadnych pytań, Mistrzu.

- Świetnie w takim razie. Tutaj masz trochę pieniędzy. Mają ci star­czyć na cały okres praktyk, jak wydasz to trudno, więcej nie dostaniesz. W sa­kwie masz tygodniowe racje. Postaraj się nie zgubić.

    Uczeń milczał. Po krótkiej chwili opiekun, wzdychając, odesłał go za wyjątkowo otwarte dzisiaj na oścież wrota, życzył powodzenia i zawołał kolejną osobę w kolejce.

    W końcu na zewnątrz! Myfir oszołomiony, z głową wypełnioną uczu­ciem wolności, przywitał się uprzejmie z magiem, który akurat stał dzi­siaj na warcie i kiwnął głową zaspanym strażnikom, nawet go chyba nie zauważyli. Nic to. Przewieszając sobie sakwę przez ramię, dziarskim kro­kiem wyszedł na Królewską Drogę, która rozpościerała się od stolicy do trzech najbardziej wysuniętych miast na wschodzie, zachodzie i północy. Powstała kilka dekad temu, jako efekt współpracy cechu inżynierów i magów z Akademii. Składała się z idealnie obrobionych, dopasowanych, kwadratowych bloków kamienia. Dzięki obecności Władających przy tym projekcie, wszystko to trwało tylko kilka lat. Użyczając swoich mocy, naj­pierw robili wielkie dziury, tak jak według planów miała się ta droga cią­gnąć, zatrudnieni pracownicy pozbywali się resztek ziemi, a następnie układano te bloki. Dzięki temu powstała płaska droga, stanowiąca dumę królestwa, usprawniając handel i ewentualne przemarsze wojsk. Była na tyle szeroka, że dwa wozy mogły się minąć bez problemów.

    Naprzeciwko Akademii, kilkanaście metrów dalej znajdował się Plac Jabłek, wielki teren w całości przeznaczony na bazary, gdzie sprzedawa­no towary z dalekich krain, przy ważniejszych wydarzeniach powstawały tutaj wzniesione na szybko karczmy, a nawet burdele na kółkach. Na­około placu znajdowały się ka­mienice najbogat­szych kupców, którym obrót ze sklepów znajdujących się na parterze ich domów w zupełności rekompensował wieczny hałas. Na południe i na północ wzdłuż Drogi ciągnęły się wielkie, bogato zdo­bione, posiadłości szlachciców, im bliżej zameczku, tym bogatsze, dom Myfira znajdował się wśród nich. Na lewo od wejścia do Akademii znaj­dowała się Brama Świątynna, odgradzająca Główną Dzielnice i tereny uczelni od reszty miasta. I w tą stronę skiero­wał się Myfir, pełen dobrych przeczuć.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Elminster · dnia 16.04.2019 02:36 · Czytań: 695 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Skuul
22/07/2019 20:10
Dobre, ;), czekam na więcej o/ »
Dobra Cobra
22/07/2019 18:28
Wspomnienia już spisujesz... ;) Zdzislaw, Sama… »
AntoniGrycuk
22/07/2019 17:36
Jolu, Nie jestem z niego w pełni zadowolony, bo generalnie… »
Wiktor Mazurkiewicz
22/07/2019 15:17
22227 Bardzo dziękuję, również za sugestię, ale wolę… »
JOLA S.
22/07/2019 13:55
Antoni, widzę, że dzięki łatwości tworzenia mógłbyś… »
Marek Adam Grabowski
22/07/2019 13:31
Całkiem ciekawe. Sorry, że taki krótki komentarz, ale mam… »
xolowr
22/07/2019 01:06
Do wielkich liter jestem przywiązana tak samo jak do małych… »
domofon
21/07/2019 23:34
Dzięki za wnikliwe potraktowanie tekstu. Temat znam niejako… »
JOLA S.
21/07/2019 19:44
Kocanko, ogólnie tekst mi się podoba, chociaż nie… »
Leopold Mysz
21/07/2019 19:40
Wow. Właśnie mi uświadomiłeś, że gość od lobotomii dostał… »
JOLA S.
21/07/2019 19:12
Kazjuno, przepięknie jest czytać Twój komentarz. Daje… »
22227
21/07/2019 17:20
Bardzo dobry wiersz, Pan Cogito, Sofista, Zosima. Jest… »
22227
21/07/2019 17:13
Podobało mi się i fajnie, że poruszasz takie tematy. Mam… »
Kazjuno
21/07/2019 16:49
JOLU.S Spodobało mi się to krótkie i treściwe opowiadanie.… »
Opheliac
21/07/2019 12:48
Powiem tak - ogólnie niezły - ale znając już jednak Twoje… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:ihuhinek
Wspierają nas