25. Dziewczyna o zielonych oczach: Jesteś moją przyjaciółką - MarcinD
Proza » Fantastyka / Science Fiction » 25. Dziewczyna o zielonych oczach: Jesteś moją przyjaciółką
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 

Dziewczyna o zielonych oczach:

25. Jesteś moją przyjaciółką

Gdy wyszliśmy przed galerię, w której był klub, poczułam dreszcz. I ciepło. Machinalnie podniosłam rękę i popatrzyłam na zegarek. Brakowało jeszcze czterdziestu trzech minut, a niebo na wschodzie zaczęło się już rozjaśniać. Szybko ruszyłyśmy do beemki Darka. Idąc, czułam wszędzie wokół mnie ciepło, czułam, jak moja skóra się nagrzewa, jakbym była na plaży. Błyskawicznie zapakowaliśmy się do samochodu. Tym razem obie usiadłyśmy z tyłu.
- Ile pojedziemy? - zapytałam. Liwia musiała wyczuć drżenie mojego głosu.
- Nie bój się. Mamy czterdzieści kilka minut. Zdążymy. Ale komuś porządnie skopię dupę.  Jedź - warknęła do Darka Liwia. - Jeszcze trochę i Maja zacznie smażyć się w promieniach słońca. Masz mało czasu - dodała. Beemka ruszyła gwałtownie, a ja popatrzyłam za okno. Na wschodzie było już całkiem jasno. Zaczęłam się naprawdę bać. Auto ruszyło szybko.
 
Samochód szarpnął mocno w bok, gdy Darek gwałtownie skręcił kierownicą. Rozległy się piski opon i klakson, gdy prowadzona przez niego beemka wyprzedziła jakiś inny samochód ryzykownie. Tylne koła na moment straciły przyczepność i poleciałam w jedną, a potem w drugą stronę jak szmaciana lalka, ale tak naprawdę nie zwróciłam na to większej uwagi. Bolała mnie cała głowa i czułam ogromne ciepło. Miałam też zamknięte oczy, bo potwornie mnie bolały. Obok mnie siedziała Liwia i czułam, jak mnie obejmowała. Usiłowała ukryć mnie pod ubraniami, ale tak naprawdę na niewiele to się zdało. Wciąż czułam, jak bardzo gorąco jest w samochodzie. Albo raczej... nie tyle w samochodzie, co we mnie, tak, jakbym ogromnie była rozpalona, jak po kilku godzinach leżenia na plaży. Takie uczucie było dla mnie czymś zupełnie nowym. Popatrzyłam półprzytomnym wzrokiem na siedzącą obok Liwię. Bolała mnie głowa i miałam problem ze skupieniem myśli. Byłam skołowana. Liwia też nie wyglądała najlepiej, chociaż miałam wrażenie, że mniej odczuwa potworny gorąc naturalnego światła.
- Liwia... - jęknęłam cicho. - Gorąco mi... - dodałam. Naprawdę tak się czułam. Potwornie ciepło. Ona tylko popatrzyła mi w oczy na krótką chwilę i pogładziła po głowie.
- Wiem, kochana. Mi też. Wytrzymaj - powiedziała i popatrzyła na Darka. - Szybciej, do jasnej cholery! Zaraz wzejdzie słońce - syknęła gniewnie. Popatrzyłam na nią i widziałam na jej twarzy ogromny wysiłek, domyślałam się, że ona też musiała cierpieć. Ale miałam wrażenie, że jednak lepiej to znosi.  Darek znów gwałtownie przyhamował, poczułam, jak mocno mną szarpnęło. Nacisnął kilka razy klakson, a potem auto zaryczało silnikiem i skoczyło do przodu. Mimowolnie zerknęłam na niego, nieco unosząc powieki. Akurat widziałam, jak wpadł na rondo z ogromną prędkością i gdy auto ustawiło się bokiem, zrobił kontrę kierownicą. Adrian tłumaczył mi kiedyś, jak robi się takie rzeczy, ale tak naprawdę jego umiejętności w porównaniu z Darkiem były żadne. Samochód błyskawicznie przejechał całe rondo bokiem i opuścił je z ogromną prędkością. Niemal mimo woli spojrzałam przez okno na wschód i aż zawyłam. Oczy poraził mi ogromny blask, jakbym patrzyła prosto w jakąś potężną lampę. Liwia błyskawicznie zasłoniła mi oczy.
- Zamknij oczy, kochana. Zaraz będziemy. Będziemy, prawda, Darek? - zapytała.
- Robię, co mogę - powiedział zza kierownicy, wyprzedzając kolejny samochód. - Mamy poniedziałek. Większość ludzi jedzie do pracy - powiedział. - No kurwa! - jęknął i wcisnął hamulec. Samochód gwałtownie się zatrzymał, a ja uniosłam głowę. Przed nami płynęła wolno rzeka samochodów. No, może przesadziłam. Ale widziałam wyraźnie ogromny korek. Darek wrzucił wsteczny i popatrzył do tyłu, odwracając się na fotelu, ale już ustawiły się za nami kolejne auta. Uniosłam powoli rękę do góry. Smartwatch pokazywał pięć minut. Nagle dostrzegłam coś dziwnego. Ze skóry na moich palcach zaczęła unosić się para.
- Liwia? - zapytałam. - Co się dzieje? - dodałam, wciąż patrząc na swoje dłonie. Para powoli zmieniała kolor, z przeźroczysto-białego zmieniała się w szary dym. - Co... się ze mną... dzieje? - zapytałam. Liwia popatrzyła na mnie i zaklęła głośno. Moja skóra zaczynała przybierać delikatnie brązowy kolor. Wyglądało to jak opalanie w przyśpieszonym tempie. I co gorsza zaczynało delikatnie boleć.
- Darek, ona już zaczyna płonąć. Rozumiesz? Zaraz się spali - powiedziała. - Zrób coś, kurwa! - Krzyknęła. Darek sięgnął do nawiewów i skierował powietrze w naszą stronę.
- Klimatyzacja. Pracuje na maksa. Jeszcze trochę i będzie produkować lód - powiedział. Wysunęłam odruchowo dłonie w kierunku przodu, by trafić w strumień chłodnego powietrza. Na moment poczułam... nie, nie ulgę. Po prostu uczucie gorąca nieco zmalało. Ale to było tylko chwilowe. Zaraz potem poczułam impuls bólu pochodzący z moich palców. Taki ból, jakiego nie poczułam jeszcze nigdy, przenigdy w życiu. Skuliłam się w kłębek i zawyłam z całych sił przez zaciśnięte usta. Potwornie bolały mnie palce, dłonie, po prostu cała skóra na dłoniach, na twarzy, nogach. Wszędzie tam, gdzie nie była zakryta ubraniem. Mój zegarek zaczął wibrować i potem co kilka sekund wydawał z siebie głośne, elektroniczne piknięcie. Liwia zepchnęła mnie z siedzenia i wylądowałam na podłodze za fotelem pasażera, po czym nakryła mnie moją kurtką. Usłyszałam spod kurtki, jak Darek zaklął, po czym ruszył gdzieś na bok i zaczął trąbić. Gwałtowny podskok auta i trzask uświadomił mi, że chyba wskoczył na chodnik i w ten sposób omijał korek. Ktoś gdzieś, zza okien auta, krzyknął coś wulgarnego, ktoś zatrąbił. Ale to już przestało mnie obchodzić. Z chwilą, gdy zniknęłam pod kurtką, moje palce przestały dymić, chociaż wciąż każdy, nawet najmniejszy ruch nimi sprawiał nieziemski ból.
- Wytrzymaj, Majuś. Zaraz będziemy. - Usłyszałam przytłumiony głos Liwii. Czułam się coraz gorzej, jej głos dochodził do mnie jak zza ściany. Potem usłyszałam pisk opon, beemka znów nieludzko mną rzuciła, chyba hamując. Zatrzymała się na moment, by ruszyć gwałtownie drugi raz. Jechała kilkanaście sekund, po czym zatrzymała się, a ja, ostrożnie wychyliwszy się spod kurtki, zobaczyłam pałac. Nie pozwoliłam sobie jednak na odetchnięcie z ulgą. Wciąż wszystko mnie bolało. I wciąż dzieliło mnie kilkanaście metrów do drzwi.
- No, Majeczko. Jesteśmy. Teraz ostatni wysiłek. Musimy tylko przebiec te kilka kroków. Dasz radę. Chodź - powiedziała Liwia, ściągając ze mnie kurtkę. Spojrzałam na nią i jęknęłam z bólu.
- Nie, nie dam rady, zostaw mnie - wyjęczałam, czując, jak słońce coraz mocniej rozgrzewa wszystko wokół. Naprawdę miałam wrażenie, że to już koniec. Czułam, że się poddaję i po prostu nie mam już siły. Pomyślałam, że to mogłoby się już wreszcie skończyć. Liwia chwyciła mnie mocno za dłoń i pociągnęła.
- Nie, nic z tego. Jesteś moją przyjaciółką. A przyjaciół się nie zostawia. Chodź, stoimy w cieniu. I jeszcze przez kilka chwil tak będzie. Mamy mało czasu, ale zdążyłyśmy. Chodź. Musisz, Maja. Proszę, chodź. - Liwia namawiała mnie cały czas, a ja z trudem uniosłam się na siedzenie i popatrzyłam na moje dłonie. One chyba najbardziej ucierpiały. Widziałam na palcach prawdziwe rany, to nie było już podrażnienie. W kilku miejscach skóra była dosłownie spalona, brązowa i czarna. Częściowo popękała, odsłaniając tkanki. Poruszyłam palcami i widziałam, jak drgają widoczne ścięgna i mięśnie, rozlewając wszędzie wokół krew. Czułam smród mojej własnej, spalonej skóry i zrobiło mi się niedobrze.
- No nie, kurwa! - syknął Darek, gdy gwałtownie zwymiotowałam na podłogę jego auta. Kręciło mi się w głowie, nie miałam już na nic siły. Chłopak wysiadł i stanął obok auta, przy drzwiach, a ja uniosłam głowę i rozejrzałam się. Oczy bolały mnie tak, że aż chciałam wyć. Ale rzeczywiście, auto było w cieniu. Widziałam, jednak że pełne słońce było coraz bliżej. Dosłownie było widać, jak linia zabójczego słońca zbliżała się coraz bardziej.
- Jesteście gotowe? - zapytał Darek, trzymając klamkę przy moich drzwiach. Maja chwyciła mnie za policzki i popatrzyła w moje oczy głęboko. Pozwoliłyśmy sobie na krótkie zapadnięcie się we własne spojrzenia. To było niesamowite uczucie i za każdym razem mnie  to fascynowało. I w jakimś stopniu uspokajało. Tak było również teraz. Nawet trochę zelżał mój ból. W końcu ona pierwsza odwróciła wzrok.
- Gdy Darek otworzy nam drzwi, biegnij. Nie zatrzymuj się, tylko biegnij. Drzwi pałacu są już otwarte. Oni wiedzą i czekają. Ruszaj! - powiedziała i skinęła do Darka. Ten otworzył drzwi i do środka samochodu wpadło piekielnie gorące powietrze. Tak, jakbym otworzyła rozgrzany do czerwoności piekarnik. - Maja, biegnij! - Krzyknęła Liwia i delikatnie mnie popchnęła.

Gdy poczułam popchnięcie, bardziej wypadłam, niż wysiadłam z auta, ale udało mi się ustać na nogach i ruszyłam w stronę pałacu. Drzwi były już otwarte. Każdy krok był potwornym wysiłkiem i miałam wrażenie, że pełznę w gęstej smole. Wydawało mi się, że zrobiłam już tysiąc kroków, a mimo to wciąż nie nie zbliżyłam się do drzwi. Ba, nawet w tej chwili nie widziałam już ich wyraźnie. Słońce wypełniło wszystko wokół porażającą jasnością i widziałam tylko kontury. Nagle dostrzegłam, że ktoś czekający u drzwi ruszył w moją stronę i w chwilę później była obok mnie trzecia dziewczyna mieszkająca w pałacu, chyba Dominika. Stanęła tuż przy mnie i wsunęła się pod moje ramię. Nie pamiętam nawet, jak pokonałam te ostatnie kroki. Pamiętam tylko, że gdy przekroczyłam próg salonu, padłam na podłogę z wyczerpania i zwinęłam się w kłębek. Cała drżałam, zostawiając na dywanie swoją krew i resztki spalonej skóry. Za chwilę do pokoju wpadła Liwia. Uklęknęła przy mnie. Zerknęłam na nią przelotnie. Widać było na jej twarzy ogromne zmęczenie oraz wysiłek. Musiała być głodna, widziałam, jak jej kły były już częściowo wysunięte. A jednak zdecydowanie lepiej zniosła cały ten koszmar. Widziałam, że jej skóra na twarzy, rękach i w ogóle tam, gdzie była odsłonięta, była podrażniona. Ale podrażniona, a nie spalona. jak na moich dłoniach.
- Maja, jesteś cała? - zapytała, szturchając mnie w ramię. - W porządku? - dodała.
- Taa...aak - jęknęłam, chociaż tak naprawdę wszystko mnie bolało. To było istne piekło. Nie chciałabym nigdy więcej tego przechodzić. - Jestem potwornie zmęczona. Wszystko mnie boli. I jestem głodnaaaa - zawyłam z bólem. Liwia tylko skinęła głową.
- Dominika, nakarm ją - powiedziała tylko blondynka i Dominika natychmiast uklęknęła przy mnie. Podsunęła mi swoją dłoń, patrząc mi w oczy z wyraźną pogardą, ale nawet nie zwróciłam na to większej uwagi. Chwilkę później poczułam w ustach jej rozkoszną krew. W tym momencie do salonu wszedł Mariusz z trzema innymi ochroniarzami. Wciąż spijając krew dziewczyny, patrzyłam na Liwię. Liwia spokojnie wstała i popatrzyła na Mariusza. Mężczyzna zbladł i domyśliłam się, że Liwia musiała teraz być wściekła.
- Wyjaśnienie?! - warknęła. - Czemu do tego doszło? - zapytała. - Nie przyjechałeś po nas. Maja niemal spłonęła. Mówiłam, że nie jest jeszcze gotowa, kurwa! - krzyknęła ze złością.
- Łukasz nawalił - powiedział, patrząc na ochroniarza stojącego obok. - Miał to być jeden z jego pierwszych przejazdów. Wdrażał się. Wyjechał trochę za szybko, potem się spieszył. Nie opanował samochodu, wpadł w poślizg, uszkodził auto. W dodatku od razu trafił na policję. Musieliśmy długo się tłumaczyć i maskować tą sprawę. Stąd spóźnienie. Nigdy już nie wsiądzie do żadnego naszego auta. I nigdy nie tknie żadnej z naszych dziewczyn - wyjaśnił. Liwia spojrzała na Łukasza. Stał obok z miną zbitego psa i patrzył w podłogę. Jej spojrzenie trwało chyba wieki i już myślałam, że nic się nie wydarzy, gdy nagle Liwia rzuciła się na niego. Uderzyła go dłońmi w klatkę piersiową, a gdy poleciał do tyłu, i wpadł na ścianę, zrobiła krok za nim. Trzy razy uderzyła go w żołądek, a kolejnym ciosem było uderzenie jej płaskiej dłoni, która na jego policzku zostawiła długie ślady po jej paznokciach. Gdy Łukasz odruchowo uniósł rękę, by się ochronić przed kolejnym ciosem, Liwia chwyciła ją i stosując prostą, bolesną dźwignię nakazała mu uklęknąć przed nią.
- Liwia, dość - powiedział Mariusz, ale ona nawet nie zareagowała.
- Maja prawie zginęła przez ciebie, tym mały, głupi kurwiu - syknęła, a Łukasz jęknął, gdy Liwia wzmocniła chwyt dźwigni. - Wiesz, co to znaczy płonąć żywym ogniem?! Wiesz, kurwa?!
- Powiedziałem, dość - powtórzył Mariusz. Blondynka znów nie zareagowała. - Został ukarany.
- No faktycznie! - Prychnęła Liwia. - Brakiem dostępu do waszych dziwek! Ale mi kara! - Ryknęła, a ja tylko zerknęłam na Dominikę, która wciąż posłusznie oddawała mi swoją krew.
- Puść mnie, kurwa! - syknął Łukasz. - Nie chciałem przecież.
- Nie chciałeś?! - warknęła. - Ale ja, kurwa, chcę! - Krzyknęła ze złością i przeciągnęła dźwignię, łamiąc jego rękę. W tym momencie Mariusz, stojący za nią, wyciągnął pistolet z kabury i podniósł w jej stronę. Poderwałam do góry głowę, wystraszona, zapominając, że jeszcze przed chwilą moje kły były wbite w nadgarstek Dominiki. Dziewczyna to wykorzystała i cofnęła się.
- Nie! - Krzyknęłam, czując, jak krew z moich ust spływa mi na brodę i szyję. Było jednak za późno, pistolet wypalił głośno i pocisk trafił prosto w plecy Liwii. Ta tylko odwróciła się, nieco zaskoczona, zupełnie blada i miękko osunęła się na podłogę. Rzuciłam się w jej stronę, chociaż słowo "rzuciłam" nie było do końca adekwatne. Po prostu podpełzłam do niej na czworakach i ostrożnie przewróciłam na plecy. Leżała nieprzytomna, z zamkniętymi oczami.

- Liwia... Liwia, obudź się, błagam - wyjęczałam, delikatnie ją poszturchując. Oczywiście, Liwia nie zareagowała w żaden sposób, a ja widziałam tylko plamę krwi na jej piersi, tam, gdzie wyszedł pocisk. - Zabiłeś ją! - warknęłam i podniosłam się powoli na nogi, mimo potwornego bólu. Chciałam już-już rzucić się na Mariusza, ale ten tylko roześmiał się i wymierzył we mnie swoim pistoletem.
- Chcesz być następna? - warknął. Zatrzymałam się w połowie ruchu. Oczywiste, że nie chciałam.
- Więc wynocha do swojego pokoju. Nie chcę cię tu widzieć. Masz teraz czas na to, żeby się zregenerować. - Patrzyłam na niego wściekłym wzrokiem. Czułam, że świeża krew Dominiki już dostarczyła mi tyle sił, by stać na nogach, chociaż ręce, wypełnione bólem, po prostu luźno zwisały. W tej chwili nie byłam w stanie nimi poruszyć. Stałam jak filmowy zombie, który umie już tylko chodzić. Miałam wrażenie jednak, że cała siła uchodzi ze mnie dosłownie z sekundy na sekundę i że zaraz znów runę na podłogę.
- Któregoś dnia wszyscy za to zapłacicie - syknęłam, ale Mariusz znów tylko się roześmiał, a ja poczułam, że się przewracam.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MarcinD · dnia 25.04.2019 11:00 · Czytań: 247 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 7
Komentarze
StalowyKruk dnia 25.04.2019 15:14
To jest cholernie dobre. Najlepszy kawałek tekstu jaki widziałem nie tylko u ciebie, ale chyba na całej stronie. (Żeby nie było tak fajnie, czytam tylko fantastykę i tylko tą opublikowaną po moim przybyciu na portal. Za wielu aktywnych fantastów(?) tu nie ma.)
Szybkie tempo, akcja, panika, ból. Świetnie się to czytało. Ten chaos, gdy za wszelką cenę starali się zdążyć przed wschodem słońca. Zdziwiło mnie trochę tylko, że nie mieli planu na taką ewentualność, ale to zagadnienie samowyjaśniające. Skoro wysłali do akcji niegotowego wampira, równie dobrze mogli nie pomyśleć o zabezpieczeniach.

Nie podejrzewam też Liwii o śmierć, nie pozwoliliby sobie przecież na stratę dość odpornego i doświadczonego wampira.

Cytat:
wy­mie­rzył we mnie swoim pi­sto­le­tem
To "swoim" jest moim zdaniem niepotrzebne.

Poza tym, zważając na to, że większość ludzi pracę rozpoczyna o ósmej, miesiącem akcji musiałby być listopad, grudzień, lub styczeń. Ewentualnie luty. Nie wiem, czy to sobie tak zaplanowałeś. Znowu jestem trochę upierdliwy, ale nie możesz oczekiwać, że wszystko przejdzie tak łatwo ;)
MarcinD dnia 26.04.2019 09:50
Cytat:
Znowu jestem trochę upierdliwy, ale nie możesz oczekiwać, że wszystko przejdzie tak łatwo ;)


I dobrze, nie może być za łatwo ;-). Upierdliwość i czepianie się jest wskazane, bo pomaga wyłapać szczegóły które umknęły. Ale muszę się też usprawiedliwić, że chociaż nie pamiętam teraz dokładnie, to wiem, że sprawdzałem przy pisaniu tego rozdziału dane meteo jeśli chodzi o godziny wschodu słońca a na Google Mapa sprawdzałem obłożenie ruchu drogowego. Także wydaje mi się że to jest w porządku.

Tym niemniej - baaardzo mi posłodziłeś tym komentarzem i dzięki. Mam motywację do ostatecznej korekty kolejnych części :-).
StalowyKruk dnia 28.04.2019 23:45
Nie wykluczam, że moja opinia bierze się z mojego uwielbienia dla akcji. Większość ciekawych gości publikujących tu fantastykę poddaje się zanim przejdzie do tego momentu. Mam wrażenie, że atmosfera niekoniecznie pomaga. Ha, sam pewnie kogoś zdezaktywowałem, ale w gruncie rzeczy żal mi tych wszystkich gości. Poza tym, który użył słowa "motor".

Pewnie masz rację z ruchem drogowym. Sprawdzałem tylko pobieżnie godziny wschodów słońca.

No i czekam na następne rozdziały. Liczę, że rzucisz jeszcze coś o twoich wampirach. Poza akcją lubię jeszcze jeszcze rozpracowywać "Jak to działa". W wielu dziełach wampir staje się tym potężniejszy, im więcej krwi wypije. Mam wrażenie, że nie podążasz tym śladem. W rozdziale "Fakty i mity o wampirach..." pominąłeś kategorię zdolności i jak dotąd pochwaliłeś się głównie hipnozą i empatią. Nie podałeś też jak wampir rośnie w potęgę. Wiem tyle, że prawdopodobnie idzie to ze zwiększeniem odporności na słońce. To stawia Liwię wysoko ponad Mają, ale pewnie wciąż można dotrzeć wyżej.

Słyszałeś może, że czasem wykorzystuje się krew jako nośnik duszy? Spotkałem się z tym w fantastyce, ale nie wykluczam, że zostało zaczerpnięte z jakiejś kultury. Wampir pochłaniający nie tylko krew, ale i duszę ofiary. Brzmi ciekawie, nie sądzisz?

W każdym razie trzymaj się i miłej korekty następnych części.
MarcinD dnia 29.04.2019 08:18
Przyznam, że nie słyszałem o tym, by wraz z krwią była wysysana również dusza. To całkiem ciekawa koncepcja. Chociaż przyznam, że u siebie mam już pewną stałą wizję tego, jak wygląda wampir - ma być silniejszy, odporniejszy na wiele czynników (w sensie uszkodzeń fizycznych nie zadanych srebrem, święconą wodą i słońcem), szybszy od człowieka w dodatku inaczej odbierającym emocje - są dla niego jak narzędzie, którym steruje, jest w stanie empatycznie doskonale wyczuć emocje innych i w pewnym stopniu wysłać swoje - ale tyle. Nie chcę właśnie rośnięcia w potęgę i pokazywać wampirów jako niemalże boskich (w sensie siły) stworzeń.

Faktycznie, nieco potraktowałem po macoszemu wszystkie zdolności, ale wynika to pewnie głównie z tego, na czym się skupiłem - empatia, hipnoza, regeneracja, siła, emocje. Nie będzie innych super-mocy, nie o to mi chodzi.

Mam nadzieję, że mimo braku obrastania w potęgę kolejne części też wpadną w Twoje klimaty :-).
StalowyKruk dnia 29.04.2019 11:33
Też liczę, że kolejne części mi się spodobają ;)

Nie chciałem ingerować w Twoją wizję. To były takie wolne myśli. Podejrzewałem, że nie chcesz przesadzić z potęgą. Problemy z tym są takie, że musisz dopasować odpowiednich przeciwników albo słabości, bo inaczej traci to sens. Zawsze można też uczynić wszystkich zbyt potężnymi, bo wtedy nikt taki nie będzie ;) Ja tam czasem lubię trochę poprzesadzać.
MarcinD dnia 29.04.2019 22:40
A wiesz... Muszę przyznać że po kolejnym przeczytaniu Twoich komentarzy i opinii zainspirowałeś mnie. Dodam mojej wampirzycy jeszcze jedną moc, chociaż działającą nieco obosiecznie (przynajmniej za pierwszym razem ;-) ). Niech ma ;-). Chociaż nie ukrywam, że wprowadzenie tego będzie wymagało przebudowania zakończenia. Ale lubię takie zabawy z już gotowymi tekstami :-)
Skuul dnia 19.07.2019 23:41
Robi się gorąco ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Skuul
22/07/2019 20:10
Dobre, ;), czekam na więcej o/ »
Dobra Cobra
22/07/2019 18:28
Wspomnienia już spisujesz... ;) Zdzislaw, Sama… »
AntoniGrycuk
22/07/2019 17:36
Jolu, Nie jestem z niego w pełni zadowolony, bo generalnie… »
Wiktor Mazurkiewicz
22/07/2019 15:17
22227 Bardzo dziękuję, również za sugestię, ale wolę… »
JOLA S.
22/07/2019 13:55
Antoni, widzę, że dzięki łatwości tworzenia mógłbyś… »
Marek Adam Grabowski
22/07/2019 13:31
Całkiem ciekawe. Sorry, że taki krótki komentarz, ale mam… »
xolowr
22/07/2019 01:06
Do wielkich liter jestem przywiązana tak samo jak do małych… »
domofon
21/07/2019 23:34
Dzięki za wnikliwe potraktowanie tekstu. Temat znam niejako… »
JOLA S.
21/07/2019 19:44
Kocanko, ogólnie tekst mi się podoba, chociaż nie… »
Leopold Mysz
21/07/2019 19:40
Wow. Właśnie mi uświadomiłeś, że gość od lobotomii dostał… »
JOLA S.
21/07/2019 19:12
Kazjuno, przepięknie jest czytać Twój komentarz. Daje… »
22227
21/07/2019 17:20
Bardzo dobry wiersz, Pan Cogito, Sofista, Zosima. Jest… »
22227
21/07/2019 17:13
Podobało mi się i fajnie, że poruszasz takie tematy. Mam… »
Kazjuno
21/07/2019 16:49
JOLU.S Spodobało mi się to krótkie i treściwe opowiadanie.… »
Opheliac
21/07/2019 12:48
Powiem tak - ogólnie niezły - ale znając już jednak Twoje… »
ShoutBox
  • Zdzislaw
  • 21/07/2019 22:15
  • Nie ma sprawy, Vinillivi :) Sprawa opóźnień wyjaśniona. Człekowi wypoczynek też należy się.
  • Vanillivi
  • 21/07/2019 15:21
  • Tak, zajmuję się prozą. Właśnie wróciłam. Odsapnę moment i wieczorem biorę się za Wasze teksty. Przepraszam za wszelkie opóźnienia.
  • Zdzislaw
  • 20/07/2019 09:36
  • Witam poranno-sobotnie. Czy red. Vanillivi (która wyjechała na dwa tygodnie) jest od prozy? Jeżeli tak, to ok. Rozumiem, czemu nie ukazuje się wysyłana proza.
  • AntoniGrycuk
  • 18/07/2019 01:06
  • Jakie jutro? Ja to wczorajszy ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 23:52
  • Pozdro600 Antoni :D U Was też już prawie jutro? ;)
  • czarnanna
  • 17/07/2019 20:25
  • Miłego wieczoru :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:ihuhinek
Wspierają nas