Opowieść o niej - Rozdział 1: Najlepsza noc - Cofftee
Proza » Inne » Opowieść o niej - Rozdział 1: Najlepsza noc
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Gdy sięgam pamięcią wstecz widzę, że często pomijałam pewne znaki, świadczące o rozległym napiętnowaniu naszej rodziny szaleństwem. Kto wie, może uwydatnił je dopiero upływający czas, może wcześniej obrastałam w ignorancję, nie byłam zbyt bystra, albo zwyczajnie brakło mi lat na zrozumienie pewnych spraw. Symptomy jednak rosły w ciemnych zakamarkach zakamuflowanego pośród nas obłędu i cierpliwie czekały na to, by ktoś wreszcie odważył się je odkryć.

Do zastępów niewiadomych, jakimi od początku wybrukowano moje losy, dokładam kolejny „x”. Nie jestem bowiem w stanie przywołać momentu, konkretnej sceny z groteskowego spektaklu życia, obalającej ostatecznie ciemnotę niewiedzy. Inaczej mówiąc, nie mam zielonego pojęcia, kiedy kurtyna zaczęła opadać i zrozumiałam, że po łokcie brodzę w cuchnącym szambie.

Odnoszę wrażenie, że wzrok wyostrza mi dopiero ucieczka z rodzinnego miasta. To w tamtejszych szpitalach ręce lekarzy po kolei wyciągały nas z łona matki na świat, już wtedy naznaczonych nieuchronnym przeznaczeniem – czworo przy sobie, czworo do walki z całym światem, i choćby nie wiem jak niesprawiedliwie los rozstrzelił nasze drogi, zawsze czworo pozostanie. Russel, Amy, Jodie i Rebecca. Takie nadano nam imiona i z takimi brniemy przez zawiłe korytarze doczesnej wędrówki.

Odchodzimy by przeciąć pępowinę koszmaru, a ten idealny diabelski pomiot, rozkręca się na dobre, zamiast znikać.

Nie nas stać na dom, matka kupuje więc mieszkanie na ósmym piętrze. Budynek wzniesiono na przedmieściach, osadzony w zamkniętym skupisku kilku podobnych konstrukcji. Wrażenie ciasnoty i ograniczenia razi naszą przyzwyczajoną do nieco wyższych standardów rodzinę, gdy po raz pierwszy stajemy na twardym betonie przed wejściem do klatki schodowej.

Dzień przeprowadzki spędzam pogrążona w transie, wyczerpana i obojętna. Wyrywa mnie z niego dopiero łapczywy wdech, z którym podrywam się w środku nocy.

Nie pamiętam złego snu, lecz z uczuciem dogłębnego poruszenia najpierw łapię za rozgrzane policzki, a potem nerwowo odgarniam wilgotne strąki włosów z twarzy. Potrzebuję dłuższej chwili, by odnaleźć swoje położenie w czasie i przestrzeni.

Srebrzyste księżycowe światło zgrabnie przeplata poszarpane, zalegające na ścianach i podłodze plamy nocy. Niepokój krąży wokół obcego wciąż łóżka niczym bezszelestny, polujący drapieżnik. Cały pokój trwa w zawieszeniu, choć podjudzany szpilkami strachu instynkt sugeruje, że stosy pudeł dookoła nieruchomieją nadzwyczaj niechętnie, dopiero gdy sięga ich zasięg ludzkich oczu. Dookoła panuje trudna do strawienia cisza. W konfrontacji z nią i rozległą, upiorną ciemnością, zarówno to miejsce, życie jak i przyszłość, są mroczniejsze niż kiedykolwiek.

Właśnie w tej chwili zza ściany dobiega stłumiona sekwencja nerwowych kroków.

Wygrzebuję się z pościeli i wstaję. Nadstawiam pilnie uszu, nocna koszula powiewa delikatnie przy moich kostkach. Ciężki chód to niknie, to przybiera na sile. Nasłuchuję z dłonią łagodnie opartą na drzwiach prowadzących na korytarz. Dudniące dźwięki muszą dobiegać z pokoju naprzeciwko.

Czuję ostrzegawcze pulsacje, a następnie lekkie swędzenie na szyi, lecz popchnięta przez niewidzialne ręce ignoruję symptomy i opuszczam sypialnię. Stopy stawiam miękko, jedna za drugą.

Trafiam na długi, wąski korytarz całkowicie odcięty od źródeł światła. Przyczajam się tuż przy drzwiach prowadzących do sąsiedniego pomieszczenia, od razu rozpoznając ukryty za nimi ciężki oddech brata. Przemawia przez niego wzburzenie.

Niepewnie dotykam klamki, szukając oparcia dla drżącej dłoni.

– Russel? – mówię ledwo poruszając ustami.

Kroki wewnątrz natychmiast ustają. Oczekuję reakcji, w milczącej przestrzeni zalega napięcie. Nie jestem pewna, czy szept do niego dociera, a jeśli tak, to czy właśnie nie wyzwala w nim gwałtowniejszego porywu. Nim jednak zdaję sobie w pełni sprawę z widma zagrożenia, ono już zaciska się na gardle.

– Odejdź – dobiega wreszcie smętna odpowiedź z głębi pokoju. Czuję cieknącą z niej wrogość, odgaduję, że powierzchowny smutek stanowi marną przykrywkę dla prawdziwej, podobnej obłąkaniu emocji targającej Russel’em. Oczyma wyobraźni widzę garbiącą ramiona, skamieniałą postać porzuconą wśród oceanu bólu, obwarowaną rozgrzebanymi kartonami. Gęste włosy zasłaniają pochyloną ku ziemi, zbolałą twarz.

Niewidzialna siła mocniej zaciska dłoń na przełyku, tym razem z innego powodu, swędząca szyja daje o sobie znać. Policzek przytykam do drzwi.

– Russ, może mogłabym…

Niespodziewanie bliski charkot przerywa wypowiedź, odskakuję w tył jak oparzona. Choć zbliżone do powarkiwania wściekłego psa ostrzeżenie trwa ledwo ułamek sekundy, w środku aż eksploduję niekontrolowanym przerażeniem, rozpędzone serce ucieka w siną dal. Groźny, zwierzęcy odgłos pozbawiony litości skutecznie zapędza do kącików oczu gorzkie łzy.

Drzwi drgają niespodziewanie, podłogą wstrząsa intensywny łoskot. Z wnętrza sypialni brata dociera seria przypominających kolejno tupot, niejasny szmer, znów głuchy łomot i wreszcie zderzenie mokrego ręcznika z posadzką odgłosów. Coś ciepłego otula bok mojej stopy.

Krew. Oleista, gęsta maź wypływająca przez szparę w drzwiach powoli sunie po podłodze wielką, kolistą plamą. Obficie wsiąka w puszysty materiał różowych skarpetek. Hipnotyzujący widok zwiększającej objętość cieczy sprawia, że zamieram w bezruchu.

– Wiesz – szepcę słabo. – Pieprz się, Russel – wypalam wreszcie, po czym uciekam przez korytarz w stronę łazienki. Charakterystyczne plaskanie mokrej, ciężkiej od wilgoci skarpety na panelach podąża za mną krok w krok.

Dopadłam do umywalki zlana potem. Dysząc chwytam ceramiczne brzegi i odnajduję swój rozbiegany wzrok. Opanowuje go zamęt.

Nagle dokuczliwe swędzenie na szyi wzbiera na sile, zaczynam niekontrolowanie rozdrapywać skórę maniakalnymi, prędkimi ruchami. Kątem oka dostrzegam, jak dziewczyna z lustra krzywi się przy tym z bólu.

Gdy wreszcie zaspokajam żądze drapania, spojrzeniem wracam do gładzi szkła i paznokciami poczerniałymi od krwi rozciągam nieco piekące miejsce. Studiuję je uważnie z duszą na ramieniu. Prócz świeżych okaleczeń nie znajduję tam nic nadzwyczajnego.

Oddychając głębiej pierwszy raz od dobrych piętnastu minut, siadam na brzegu wanny i chowam twarz w dłoniach. Świat, choć zamknięty i czarny, wiruje w zawrotnym tempie, nie dając odetchnąć i pozbierać myśli. Poczucie odrealnienia schładza odkryty kark niczym lodowate westchnienie samej śmierci. Wiem, że jest blisko. Tak blisko, że jej przeraźliwie chłodna obecność odbiera czucie w palcach.

Przeżywam ostatnią noc, której burzliwe przeżycia pozwalają mi nie dostrzec dwóch, czerwonych wykwitów powoli opanowujących prawe przedramię.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Cofftee · dnia 25.04.2019 11:11 · Czytań: 125 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
al-szamanka dnia 26.04.2019 21:35 Ocena: Bardzo dobre
Trochę za dużo przecinków nastawiałaś.
Przykłady:
Cytat:
Nie je­stem bo­wiem w sta­nie przy­wo­łać mo­men­tu(,) kon­kret­nej sceny z gro­te­sko­we­go spek­ta­klu życia(,) oba­la­ją­cej osta­tecz­nie ciem­no­tę nie­wie­dzy.

zbędne
Cytat:
Od­cho­dzi­my, by prze­ciąć pę­po­wi­nę kosz­ma­ru, a ten ide­al­ny dia­bel­ski po­miot(,) roz­krę­ca się na dobre, za­miast zni­kać.

zbędne
Cytat:
Nie nas stać na dom

stać nas
Cytat:
ner­wo­wo od­gar­niam wil­got­ne strą­ki wło­sów z twa­rzy.

zgrabniej będzie:
nerwowo odgarniam z twarzy wilgotne...
Cytat:
Dy­sząc, chwy­tam ce­ra­micz­ne brze­gi

Cytat:
po­zwa­la­ją mi nie do­strzec dwóch(,) czer­wo­nych wy­kwi­tów po­wo­li opa­no­wu­ją­cych prawe przed­ra­mię.

zbędne

Hmm, nic jeszcze z tego nie można zrozumieć, bo wiadomo, początek początku.
Jakaś groza kryje się w tekście - umiejętnie ją podkręcasz.
Poczekamy, co będzie dalej.

pozdrawiam :)
Cofftee dnia 27.04.2019 21:22
To prawda, nadal walczę z przecinkami. Dziękuję za wizytę :-)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
d.urbanska
26/05/2019 12:00
Piękne, chwyta za serce. Podważam niniejszym werdykt jury :) »
Vanillivi
26/05/2019 05:12
W zasadzie nie wiem, co napisać, mam wrażenie, że wszystko… »
Vanillivi
26/05/2019 04:35
Allasko, absolutnie się nie gniewam, wręcz przeciwnie -… »
Zola111
26/05/2019 02:06
Abi, serdecznie dziękuję. Przyznam, że najmocniej… »
Matwiej
25/05/2019 22:58
Dzięki za komentarz. Utwór w swoim zamierzeniu miał być… »
ajw
25/05/2019 22:12
Urocze opowiadanko z nutą czegoś niedotykalnego. Cieszę się,… »
al-szamanka
25/05/2019 20:52
Fajne, magiczne opowiadanko. Czytałam z przyjemnością,… »
Kazjuno
25/05/2019 19:48
Zacznę od końca. Dokonałem tak mało dżentelmeńskiego wyboru… »
AntoniGrycuk
25/05/2019 18:30
No tak. jak zwykle nazpisane świetnie. I tym razem prawie z… »
al-szamanka
25/05/2019 17:08
Gdybym wyczuła moim siódmym zmysłem, że napisałeś TAKI… »
d.urbanska
25/05/2019 17:05
Podam Ci dla przykładu cytat: "Komuniści mnie mierzili.… »
d.urbanska
25/05/2019 16:53
Kazjuno, dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam :) »
d.urbanska
25/05/2019 13:41
maga26 Brak Ci odporności na krytykę. Dlatego weź swoje… »
skroplami
25/05/2019 12:11
Po raz pierwszy kształt obok jakby autobiografi, otwarte… »
Kazjuno
25/05/2019 12:09
Dzięki Darkon za wyjaśnienie. »
ShoutBox
  • chawendyk
  • 25/05/2019 23:35
  • zwróciłem uwagę nastolatce że przeklina porównując jej język do dawnych pijaczkowych zawołań pod sklepem. Odpowiedź mnie rozbroiła. --uznałą że się czepiam. Ewolucja "nie masz prawa mnie oceniać.
  • Hubert Z
  • 25/05/2019 21:05
  • SMAR SW- “Punk’s not dead”
  • MitomanGej
  • 25/05/2019 18:18
  • [link] największy zespół w historii polskiej muzyki antykomercyjnej
  • mike17
  • 22/05/2019 15:36
  • Tych z Was, którzy jeszcze nie poznali wyników MUZO WEN 7, zapraszam tutaj : [link]
  • Kushi
  • 20/05/2019 23:14
  • Uwielbiam Zauche:):), Miłego wieczorku kochani:)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:ricev67
Wspierają nas