"Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz. III - Jonasz
Proza » Bajka » "Z pamiętnika Misia Porzuconego" cz. III
A A A

O tym, jak spotkałem przyjaciela

Mój przyjaciel ma na imię Franek i jest misiem tak jak ja. Zawsze o kimś takim marzyłem, ale nigdy nawet mi przez myśl nie przeszło, że posiadanie przyjaciela może być tak wspaniałe. Tak, tak, wspaniałe! Sama świadomość, że Franek gdzieś tam jest i że zawsze mogę o nim pomyśleć, jest tak cudownym uczuciem, iż nie zamieniłbym go na żadne inne, nawet gdyby mi zaproponowano wielką beczułkę miodu albo mnóstwo chrupiących pierniczków pachnących cynamonem. Przyjaciel to zdecydowanie ktoś więcej niż słodycz miodu, zapach pierniczków czy burczenie pełnego smakowitości brzuszka. To prawdziwy skarb, którego nie można kupić w żadnym sklepie ani znaleźć na plaży jak muszelkę, włożyć do kieszeni i chwalić się wszystkim dookoło, że wreszcie ma się coś na własność. To skarb, który trzeba chronić za wszelką cenę, najlepiej ciepłem własnego serduszka, lecz gdy zapragnie odejść, pozwolić mu na to.


Franek jest trochę jak moje zaczarowane krzesło - unosi mnie wysoko, ponad obłoki, prawie do gwiazd. 
Gdy miś spotyka na swojej drodze przyjaciela, czuje się trochę tak, jakby po długiej, mroźnej zimie zza chmur nagle wytrysło słońce i ciepłymi promykami połaskotało go w pyszczek. Taki zaczarowany przyjaźnią miś bardziej przypomina skowronka unoszącego się nad łąką niż pluszową maskotkę - niespodziewanie zaczyna ćwierkać, wesoło trzepotać skrzydełkami, tańczyć w słońcu i bawić się w berka z muchami. 
Tak właśnie się czułem tego dnia, gdy pani Ania zabrała mnie do szkoły i przedstawiła dzieciom. Byłem skowronkiem! Najszczęśliwszym skowronkiem pod słońcem!


Wiadomo nie od dziś, że miś i dziecko tworzą układ idealny - jedno bez drugiego wygląda mniej więcej tak, jak pierniczek bez łasucha, pączek bez nadzienia albo beczułka bez miodu. Czasami myślę, że właśnie dlatego pani Ania mnie adoptowała, żebyśmy tworzyli idealny układ - ja, pani Ania i te wszystkie dzieci, które ona nosi w sercu. Tak, tak, w sercu, niczym cukierki w kieszonce! Doprawdy nie wiem, jak one się tam wszystkie mieszczą, ale jestem pewien, że bez nich byłoby nam ciężko.
Kiedy pani Ania posadziła mnie na krześle, w sali nie było jeszcze dzieci, postanowiłem więc polatać przez chwilę na nim jak na tym moim - żółtym, zaczarowanym. Usiadłem wygodnie, poprawiłem kokardę, chrząknąłem i... no właśnie!


- Gdzie jest czerwony guzik? - zapytałem. - Bez niego przecież pojazd nie wystartuje! 


Naciśnięcie tego specjalnego guziczka uruchamia system, dzięki któremu krzesło wznosi się, a potem śmiga w kosmiczną przestrzeń! Zacząłem poszukiwania. Najpierw zerknąłem na oparcie. Niestety, guziczka tam nie było. Później zajrzałem pod krzesło. Pudło. Wnikliwie zbadałem cztery nogi i siedzenie. Pudło. Czerwony guzik po prostu zniknął! 
Wtedy właśnie pojawił się miś Franek i powiedział coś bardzo ważnego:


- Gdyby szkolne krzesła były zaczarowane, wszystkie dzieci, zamiast się uczyć, poleciałyby na Księżyc albo jeszcze wyżej!


Natychmiast wyobraziłem sobie kosmos pełen dzieci. Jedne właśnie wylądowały na Księżycu i zsiadłszy ze swoich zaczarowanych krzeseł, brodzą w pyle jak po wielkiej piaskownicy. Inne lecą jeszcze wyżej, szlakiem słonecznych promyków. Już ich wcale z Ziemi nie widać, znikły. Wokół zrobiło się cicho i tak jakoś nie po misiowemu. 
Kiedy miś jest smutny, koniecznie trzeba go przytulić. A mnie od tych wszystkich myśli, zrobiło się właśnie smutno i gdyby nie Franek, pewnie moje oczka zamieniłyby się w deszczową chmurkę.

 
- Pobawimy się w chowanego? - zapytał, jakby wiedział, że chmurkowe oczy takiemu misiowi jak ja nie pasują do czerwonej, odświętnej kokardy i że natychmiast trzeba je rozweselić, rozgilgotać. 


Moje oczka uwielbiały bawić się w chowanego. Nie tylko one, ale także uszy, pyszczek, łapki, brzuszek, ogonek... Krótko mówiąc, cały ja aż podskoczyłem ze szczęścia, słysząc tę wspaniałą propozycję. 


Tymczasem Franek już się schował.


Nie zdążyłem nawet mu się przyjrzeć, a on zniknął, jakby zapadł się pod ziemię. A może w ogóle go nie było, może mi się przyśnił i teraz, gdy wokół tak pusto, powrócił we wspomnieniu? Jeszcze raz uważnie rozejrzałem się po klasie. Pusto. Po Franku ani śladu. Usiadłem nieco rozczarowany i wtedy właśnie usłyszałem ten cichutki chichot, który brzmiał trochę jak brzęczenie komara przy uchu, nie dawał spokoju, nęcił.


- A mam cię, gagatku! Wiem, gdzie się schowałeś! - zawołałem z triumfem, zacierając z radości łapki. - Zaraz cię stamąd wykurzę! - postanowiłem i zacząłem skradać się w kierunku biurka z chytrym uśmiechem na pyszczku.


Pomalutku, po cichutku, na paluszkach, krok za krokiem, coraz bliżej. Zaraz miś o białym futerku przestanie chichotać, wodzić mnie za nos. Zaraz mu pokażę! A potem też się schowam, ale tak, że nie znajdą mnie ani dzieci, ani Franek, ani nikt... Chyba że pomoże im szukać pani Ania. Jej na pewno się uda! Musicie wiedzieć, że ona jest jak detektyw Sherlock Holmes - potrafi znaleźć wszystko, nawet wspólny język! Tak, tak, wspólny język! Ostatnio nasza znajoma powiedziała:


- Pani Aniu, umie pani znaleźć wspólny język ze wszystkimi!


Co prawda nigdy nie widziałem, jak wygląda taki wspólny język. Czy jest tak różowy jak mój, misiowy? Nigdy też nie słyszałem, żeby ktokolwiek zgubił język, a potem go szukał, ale co mi tam... Jestem jeszcze małym misiem i nie muszę wszystkiego wiedzieć. Schowam się więc tak, że nikt mnie nie znajdzie dopóty, dopóki pani Ania, najlepszy detektyw, nie wkroczy do akcji! Jej dam się znaleźć, ale dzieciom i misiowi Frankowi nie!


Zrobiłem jeszcze jeden krok, schyliłem się i już miałem zajrzeć pod biurko, aby ucapić Franka za ucho, gdy nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do sali niczym tornado wbiegła gromadka dzieci. Znieruchomałem z rozpostartymi łapkami i lekko uniesioną nogą. Może dzieci mnie nie zauważą, pomyślałem, z całych sił próbując być niewidzialny. Pomnik misia Porzucka stojący tuż przy tablicy nie mógł jednak zbyt długo pozostawać w ukryciu. Moje mięciutkie uszy w kształcie motylich skrzydeł, ogonek wielkości piłeczki pingpongowej, oczy jak węgielki, wydęty brzuszek oraz minka najdzielniejszego z misiów nagle stały się dla dzieci nie lada odkryciem. Okazało się także, że mam łaskotki tam, gdzie dotąd ich nie miałem - na pyszczku.

 
Pierwszy na ręce porwał mnie Nikolas i zaczął biegać ze mną w kółko. Śmigał po sali jak bolid wyścigowy po torze.

 
- Wrrrr... wrrrrum... - buczał, starając się naśladować odgłosy silnika. - Wrrrr... Wrrrrum! - A potem zrobił sobie ze mnie zderzak. Gnał na przód coraz szybciej, trącając mną inne dzieci.


Wkrótce zakręciło mi się w głowie, a misiowe plecki zaczęły boleć tak bardzo, że pewnie rozpłakałbym się lada moment, gdyby nie Franek, który chcąc mnie ratować, wytoczył się nagle spod biurka na tor, zmuszając chłopca do gwałtownego hamowania. Zapiszczały hamulce. Silnik zarzęził i natychmiast zgasł. Byłem ocalony! Franek leżał na dywanie uradowany, jakby wygrał beczułkę miodu, a Nikolas, wściekły, że ktoś popsuł mu tak wspaniałą zabawę, rzucił mnie do Hani i niczym wicher pognał na szkolny korytarz. 


- Tak nie wolno! - oburzyła się dziewczynka. - Przecież to go boli! - dodała, przytulając mnie.

Była cała różowa jak malinka i nawet pachniała malinką. Westchnąłem zachwycony, a ona chyba to poczuła, bo spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się tak, jak uśmiecha się księżniczka z bajki do swego księcia - z wielką czułością. Poczułem, że się rumienię, od czubka głowy aż po koniuszki palców, ale na szczęście nie było widać, bo mam gęste, brązowe futerko. 
Chyba się zakochałem! Kiedy Hania tuliła mnie i uspokajała, moje serce biło jak oszalałe, o mało co nie wyrwawszy się z misiowej piersi! Miałem ochotę zostać tak blisko przy Hani na zawsze, na dobre i na złe. Taka jest moc dziecięcego serduszka, że gdy miś raz się w nie wtuli, potem nie umie już od niego się oderwać. Jest słodsze od miodku, bardziej miękkie od podusi, cieplejsze niż kołderka, po prostu zaczarowane... 


Tymczasem Frankowi udało się z pomocą dzieci pozbierać z podłogi i wgramolić na ręce Wikusi, która zaczęła go podrzucać, wysoko, prawie pod sufit. My misie, choć rodzimy się bez skrzydeł, uwielbiamy fruwać. Franek rozłożył więc łapki niczym anioł skrzydła i poszybował najwyżej jak potrafił. Patrzyłem na niego i też miałem ochotę zatrzepotać łapkami, unieść się pod sufit, a potem wylecieć przez okno i niczym motylek pofrunąć nad kwiaty. Byłem szczęśliwy!


Potem przyszła pani Ania i zabrała nas wszystkich na wycieczkę do teatru, ale o tym opowiem innym razem. 
Od tamtego dnia Hania i Franek są w moim sercu. Taka jest właśnie magia przyjaźni!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Jonasz · dnia 27.05.2019 14:46 · Czytań: 129 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
Pulsar
17/08/2019 18:12
Dostosuję się. Nie nadam, na nikogo w życiu nie nadałem.… »
Bartek Otremba
17/08/2019 18:10
Niestety nie mogę zmienić tytułowego pytania :) Dodałem… »
pociengiel
17/08/2019 17:56
Ile razy to robiłeś własnym sumptem? Zwykle pozostaję… »
Pulsar
17/08/2019 17:34
Dla mnie rozpiska , czyli wersyfikacja fatalna. źle się… »
Pulsar
17/08/2019 17:27
" Pola " Muńka . Jeśli o tego samego biega… »
Pulsar
17/08/2019 17:18
Dużo tracimy przesypiając różne sytuacje, c później są nie… »
pociengiel
17/08/2019 17:12
Dla mnie Munkiem. »
Pulsar
17/08/2019 17:05
Znowu Pan Bóg w poezji »
Pulsar
17/08/2019 16:56
kim jest Marcin Sztelak? »
JOLA S.
17/08/2019 12:59
Al, na świecie jest dużo religii, proszę Pani. Gdyby była… »
Dobra Cobra
17/08/2019 12:42
Słodka rzecz, jakże trafnie opisująca rzeczywistość. Choć w… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:6
Najnowszy:3avac2985eL0
Wspierają nas