Piechur zagłady część 3 (ostatnia) - StalowyKruk
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Piechur zagłady część 3 (ostatnia)
A A A
Od autora: Trochę późno, ale byłem zajęty ostatnich parę tygodni. Od nieco dziwnego fantasy przeszedłem w pełen gorefest. Nie jest źle. Trochę to tanie, ale od jakiegoś czasu trzymam ten poziom kina klasy B. Nawet to zabawne.

Przypominam, że ostatnio skończyło się Upiornym Wędrowcem patrzącym na niedobitki potworów.
Miłego czytania.

Upiór skierował miecz w ich stronę. Wszystkie potwory rzuciły broń i pognały na złamanie karku w kierunku bramy. Piechur podążył za nimi tempem spacerowym.

Gdy wyszedł przed bramę, stwory biegły już na oślep przez bagno. W pewnym momencie zatrzymały się gwałtowne, jakby zderzyły się z niewidzialną ścianą. Wędrowiec, zamierzający właśnie postawić stopę w mętnej wodzie, zatrzymał się w pół kroku. Ciała potworów po chwili zostały zmiażdżone i wciągnięte pod powierzchnię przez jakąś niewidzialną siłę.

Słysząc za plecami wyjątkowo obrzydliwe odgłosy darcia i miażdżenia, Upiór obejrzał się przez ramię. Truchła i części ciał zabitych przez niego stworzeń samoistnie toczyły się właśnie ku bagnu.

Upiorny Wędrowiec po raz kolejny tego dnia ucieszył się ze swej niemożności poczucia silnego obrzydzenia.

Fragmenty zdeformowanych ciał tymczasem zaczęły kotłować się w mulistej wodzie, przeplatając ze sobą, błotem i niezdrowo wyglądającymi korzeniami bagiennych roślin.

– Więc to tak – stwierdził Wędrowiec.

Po kilku kolejnych chwilach wszystko to uformowało się w masywną, z grubsza humanoidalną sylwetkę wysoką na więcej niż piętnaście metrów.

Piechur zagłady przez cały ten czas czekał na jeszcze niepokrytej bagnem ziemi i powoli się regenerował. Dobrze wiedział, co za istotę spotkał. To był duch tego bagna. Potężna, związana magią wola, dzierżąca władzę absolutną nad tym, z czego się zrodziła.

Wędrowiec zacisnął dłoń na rękojeści miecza. Nie zamierzał nawet o krok ruszać się z suchego i bezpiecznego traktu. Nie zapowiadało się też, żeby duch bagna zamierzał przysunąć swoją marionetkę. Stali tak przez dłuższy czas w odległości pięćdziesięciu kroków od siebie.

– Co dalej? – zapytał Upiór. – Jeśli to jest przynęta, to nie działa.

Żadnej odpowiedzi.

Nagle, spod suchej ziemi, na której stał Wędrowiec wyskoczyły korzenie oplatając mu nogi i unieruchamiając resztę ciała. Piechur nie od razu pojął co się dzieje. Szarpiąc się z korzeniami spojrzał zaskoczony na kolosa, który powoli szedł w jego stronę. Spróbował przeniknąć przez więzy w formie upiora, ale te trzymały go również na tej płaszczyźnie.

***

Złodziej od dłuższego czasu nie słyszał żadnych dźwięków. Potwory po zajęciu twierdzy ciągle cos skrzeczały, wrzeszczały i tłukły. Brak jakichkolwiek przejawów życia w okolicy świadczył, że Wędrowiec prawdopodobnie odniósł zwycięstwo. Może nawet przypłacił wygraną życiem. Jeśli tak się stało, zapewne zostawił po sobie cos ciekawego.

Powstrzymując przedwczesny entuzjazm, Złodziej tworzył drzwi do celi i podkradł się do drzwi. Ostrożności nigdy za wiele. Na zewnątrz nie widział nikogo. Wyszedł na mur rozglądając się i wtedy to zobaczył.

W podchodzącym pod warownię bagnie stała gigantyczna kształtem podobna ludzkiej postać, składająca się ze splecionych ze sobą potwornych szczątków.

Wbrew sobie Złodziej otworzył usta i wydał przeciągły krzyk. Gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, spróbował powstrzymać to dłońmi, ale było już za późno. Monstrualna figura obróciła się ku niemu. Złodziej rzucił się do ucieczki. Nie obchodziło go dokąd biegnie, byle tylko znaleźć się daleko od tej potworności.

***

Gdy powietrze rozdarł wrzask przerażenia, Upiorny Wędrowiec poczuł, jak trzymające go więzy słabną. Kolos również obrócił się, ku potencjalnemu zagrożeniu. Piechur nie zamierzał stracić okazji. Wyrwał z pomiędzy korzeni rękę trzymającą miecz. To wystarczyło, żeby duch znów skoncentrował się na nim.

Wszystko zgodnie z planem.

Wędrowiec przeszedł w formę upiora i rzucił mieczem. Oręż wbił się w tułów wielkiej marionetki z taka siłą, że ta się zatoczyła. To już w pełni oderwało koncentrację istoty od korzeni oplatających Piechura. Ten wyrwał się z pozostałych więzów i wciąż eteryczny pobiegł po wodzie odzyskać broń. Tuż przed kolosem wyskoczył w powietrze i już w ludzkiej postaci chwycił za rękojeść wystającą z piersi marionetki. Zapierając się nogami wyrwał miecz i skoczył w dół, tnąc po drodze zrobione ze splecionych ze sobą szczątków nogi.

Bagno zamortyzowało upadek. Natychmiast stanął na nogi. Mulista woda sięgała mu prawie do pasa i co gorsza, flora nie była przyjaźnie nastwiona. Wokół nóg szybko owinęły mu się wątłe rośliny podwodne. Na szczęście były zbyt słabe, by go zatrzymać.

Skoczył szczupakiem do przodu, unikając opadającej z góry wielkiej dłoni i wynurzył się kilka metrów dalej, plując ohydną cieczą, w której pływał.

– Znajdę twój punkt związania, choćby miało mi to zająć wieczność – wymamrotał Wędrowiec i ignorując zarówno kolosa jak i natarczywe korzenie począł przedzierać się przez mokradła.

***

Gdy nastał zmrok, Upiorny Wędrowiec wciąż parł naprzód. W końcu dotarł do terenów pierwotnie zajmowanych przez bagno. Woda w większości miejsc wciąż sięgała mu do pasa, a wokół rosły wielkie, grube, drzewa o splątanych, wystających nad wodę korzeniach. Zwieszały gałęzie nad wodą, chciwie zagarniając dla siebie przestrzeń.

Wędrowiec wielokrotnie musiał też uszkadzać nogi kolosa, by go spowolnić. Kilka razy zaatakowały go nieliczne wałęsające się po bagnach stwory, do złudzenia przypominające te, z którymi przyszło mierzyć mu się wcześniej. Ich ścierwa scaliły się z kolosem, nieustępliwie idącym śladem Piechura. Ciała stanowiące budulec tej gigantycznej marionetki zaczynały już gnić, co poza zwiększonym wydzielaniem straszliwego odoru przywabiło roje krwiożerczych much. Część owadów nie chciała zadowolić się padliną i próbowała pożreć żywcem Wędrowca. Dla niego jednak nie były poważną przeszkodą. Każde ugryzienie było co prawda bolesne, lecz ból nikł przy narastającej euforii. Zbliżał się do serca mokradeł. Miejsca, w którym związana była moc ducha bagna i które stanowiło jedyną jego śmiertelną słabość.

Był blisko. Bardzo blisko. Czuł pulsowanie magii, niczym wielki wąż oplatającej wszystko wokół. Magii, przez którą chora i pokręcona wola wypaczała i kontrolowała mokradła. Ogromna potęga, ograniczona swoim przywiązaniem do otoczenia. I wszystko to płynęło z jednego źródła, jednego punktu, w którym nieludzka świadomość tworzyła zasady swojego nowego, wspaniałego świata.

I to wszystko, – Wędrowiec skupił spojrzenie na wielkim drzewie o powykręcanych korzeniach wystających z wody. – Ledwo pięćdziesiąt metrów przed nim.

Krok za krokiem przybliżał się do celu. Wiedział, że teraz już nic go nie zatrzyma. Uśmiechnął się do siebie.

Ze spokojnej wody przed nim wyskoczył długi czerwony kształt. Był szybki, lecz nie dość. Wciąż się uśmiechając Upiorny Wędrowiec zasłonił się dłonią. I uśmiech zniknął z jego twarzy. Stworzenie niemal nie zwalniając przebiło się na wylot przez jego dłoń i wgryzło w brzuch. Segmentowe cielsko falowało, przesuwając się przez środek dłoni Wędrowca. Spróbował zacisnąć palce, ale nie udało mu się powstrzymać stworzenia od dalszego zagłębiania się w jego ciele.

Czuł jak robal drąży mu dziurę we wnętrznościach i budziło to w nim jednocześnie strach i pewną fascynację. Racjonalna część jego umysłu wyrażała wątpliwość jakoby przerośnięty krocionóg, nawet przebiwszy się ku sercu, mógłby go zabić. Irracjonalna z kolei powtarzała bez końca „Zabierz to! Zabierz to!”. Intruz oszczędził mu części dylematów przebijając się na zewnątrz plecami. Był szybki. Błyskawicznie okrążył tors Wędrowca i zaatakował twarz. Upiór złapał krocionoga wolną, lewą ręką. W tym momencie pojawiał się kolejny problem. Chociaż nóżki trzasnęły jak suche gałązki, samą dłonią nie był w stanie zmiażdżyć nadzwyczaj solidnego chitynowego pancerza. Musiał się spieszyć, słyszał za sobą zbliżającego się kolosa, ale nie mógł zabić robala. Prawą rękę miał unieruchomioną i nie mógł rozbić go o coś twardego, bo w obawie przed agresywnymi korzeniami trzymał się z daleka od drzew, będących jedynymi wystającymi ponad wodę obiektami w okolicy. Wolał też nie próbować przemiany w upiora. Istniało ryzyko, że formę zmieni także krocionóg. W końcu skoro ubranie zmieniało się z nim, dlaczego przechodzący mu przez brzuch robal nie miałby zrobić tego samego.

Było jednak jeszcze jedno rozwiązanie.

Z szybkością atakującego węża zbliżył krocionoga do ust i rozgryzł mu głowę. Ciało wija przeszedł spazm. Wędrowiec skrzywił się, czując jak długie cielsko szamocze mu się bezładnie po wnętrznościach. Wyszarpnął robala i odrzucił go z dala od siebie.

– Muszę uważać na takie niespodzianki – wymamrotał, dotykając rozdartego żuwaczkami policzka i spróbował ruszyć dalej. Gdy tylko podniósł nogę, potknął się i upadł na twarz do wody.

Rośliny, uświadomił sobie. Gdy stał w bezruchu rośliny wodne oplątały mu nogi.

Wstał i szarpnięciem rozerwał rośliny pętające mu nogi. Powoli uniósł głowę i spojrzał na stojącego nad nim kolosa. Stali tak przez chwilę, aż w końcu kolos runął do przodu, prosto na Wędrowca. Splątane kończyny niezliczonych zwłok wyciągnęły się w jego kierunku. Piechura zaskoczyła ta strategia. Przeszedł w formę upiora dopiero, gdy dotknęły go pierwsze martwe dłonie. Mimo to część kończyn była w stanie go dotknąć. Próbowały schwycić go i rozedrzeć na strzępy.

Łamiąc i miażdżąc wszystko co było w stanie tknąć jego eteryczną postać, Wędrowiec wynurzył się na szczycie kupy splątanych zwłok.

– Desperacja – wyszeptał pogardliwie. Spojrzał w kierunku swojego celu. Korzenie drzewa poruszały się powoli, tworząc solidną drewnianą barierę. Pozostałe okoliczne drzewa trzeszczały złowrogo, a pod powierzchnią wody poruszało się coraz więcej osobliwych stworzeń.

Upiór podjął szybka decyzję. Ryzykując utratą zbyt wielu sił, przebiegł pozostałą odległość do celu po wodzie. Zanurkował następnie w korzenie drzewa. Gdy wróg w końcu zatrzymał go magią, Wędrowiec w skupieniu przebił się prawą ręką aż dotknął czegoś osobliwego. Był to jakby pulsujący worek mięsa wielkością  zbliżony do kota, złączony z drzewem dziesiątkami małych żyłek. Szarpnął i przekręcił, urywając je, a następnie nadał eteryczną formę trzymanej rzeczy i przeciągnął ją przez na powrót nieruchome i niemagiczne drzewo.

Znów w postaci człowieka usiadł na korzeniach, oddychając ciężko. Popatrzył na fizyczną manifestację ducha. Worek mięsa był czerwony i pulsował w dwóch miejscach niezależnie od siebie.

– Nie oczekuj morału z tej historii – wychrypiał słabo Wędrowiec. Zamknął na chwile oczy, rozkoszując się martwą ciszą jak ogarnęła bagna. Trupy i rośliny znieruchomiały a wodne zwierzęta uciekły, gdy tylko duch bagien stracił z nimi kontakt.

– Przez chwilę bałem się, że będziesz drzewem, ciężko byłoby cię zniszczyć – powiedział, gdy doszedł do siebie. – Niestety dla ciebie, to już koniec. Nic osobistego. Taka praca. Taki cel mojej przydługiej egzystencji. Zabijać twój rodzaj. I nie oszaleć.

Znów przybrał postać upiora i zmiażdżył pulsujący wór mięcha w rękach.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
StalowyKruk · dnia 30.05.2019 16:47 · Czytań: 204 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 5
Komentarze
MarcinD dnia 31.05.2019 08:50
Z jednej strony:

Cytat:
...obrzydliwe odgłosy darcia i miażdżenia...


a z drugiej:

Cytat:
Truchła i części ciał zabitych przez niego stworzeń samoistnie toczyły się właśnie ku bagnu.


Skoro truchła się - jak dla mnie, bo tak to odczytałem - tylko samoistnie toczyły, nie wiem, skąd te dźwięki. Co innego, gdyby zostały gwałtownie wyszarpane i przeciągnięte w stronę bagna, czepiając o wszystko co po drodze, na przykład. Przy toczeniu się ciało raczej nie powinno się podrzeć ani zmiażdżyć.

Cytat:
Piechur zagłady...

W sumie zastanawiam się, czy aby "zagłady" nie powinno być z dużej litery, bo to jakby nie patrząc, jest chyba przydomek bohatera.

Cytat:
Jeśli tak się stało, zapewne zostawił po sobie COS ciekawego.

Literówka wpadła mi w oko ;-).

Cytat:
Zwieszały gałęzie nad wodą, chciwie zagarniając dla siebie przestrzeń.

To zdanie, pomijając brakującego "się", jest jakieś nieskładne w sumie. Musiałem kilka razy przeczytać, żeby zrozumieć i sobie wyobrazić ;-).

Cytat:
Upiór podjął szybka decyzję.

Szybką - rzuciło mi się znów.

Tyle czepiania się szczegółów. Teraz przejdę - jak zawsze do ogółu.

Moim zdaniem trochę niepotrzebnie wspomniałeś we wstępie po kilku rzeczach, na przykład o "pełnym gorefeście", przez to nastawiłem się na coś o wiele bardziej krwawo-rzeźniczego i czuję pewien mały niedosyt. Chociaż oczywiście wiem, że to złudzenie - ponad piętnastometrowa kukła splątana z gnijących zwłok i bagno, które w każdym momencie bezruchu wciąga jest mocno odpychająca. Ale jednak gdzieś tam, jakby za mało na ostrzeżenie. Robal z odgryzioną głową też trochę nie ratuje. Ale to tylko o to mi chodzi.

Ogólnie cały rozdział jest bardzo dobrym podsumowaniem historii. Wyjaśnia sens życia/istnienia Upiora, który jest (popraw mnie, jeśli się mylę) kimś w stylu wiedźmina krążącego po świecie z zadaniem wysyłania na tamten świat wszelkiej maści potworów i duchów. Podoba mi się też to, że śmierć ducha nastąpiła po zmiażdżeniu "pulsującego wora mięcha" a nie po prostu serca - jakoś tak brzmi to dla mnie mniej patetycznie (oho, wyrwałem Ci serce, więc umieraj). Także na plus. Mam nadzieję, że to nie jest koniec i pracujesz nad czymś kolejnym i nie będzie już takich dziur w kolejnych publikacjach ;P ?
StalowyKruk dnia 31.05.2019 12:04
Być może przesadziłem z tym "gorefestem", ale jak dla Ciebie wije we flakach nie są wystarczająco brutalne, to nie wiem co mogłoby być. Przecież nie mogę dać Wędrowcowi piły łańcuchowej zamiast ręki ;)

Cytat:
Wyjaśnia sens życia/istnienia Upiora, który jest (popraw mnie, jeśli się mylę) kimś w stylu wiedźmina krążącego po świecie z zadaniem wysyłania na tamten świat wszelkiej maści potworów i duchów.

I tak i nie. Nie będę się rozwodził. Jak już wspomniał złodziej, Wędrowiec "poluje na bogów". Jeśli chcesz dalszych szczegółów obawiam się, że musisz zaczekać, aż napiszę kolejne opowiadanie z udziałem Upiornego Wędrowca. Ale zanim w ogóle zacznę, chcę skończyć "Polowanie na Wendigo" i pierwszy rozdział "Klątwy Bestii". W obydwu utknąłem :p

W każdym razie dzięki za komentarz. W wolnym czasie dopracuję to opowiadanie. Wymaga szlifów, bo w większości składa się z myśli w stylu "Idzie coś łatwo, lepiej dorzucę wielkiego robala." :p
MarcinD dnia 03.06.2019 09:13
StalowyKruk napisał:
Być może przesadziłem z tym "gorefestem", ale jak dla Ciebie wije we flakach nie są wystarczająco brutalne, to nie wiem co mogłoby być.


Fakt, myślę, że jest to wystarczająco gorowe ;-). Myślę, że po prostu przeskalował moje oczekiwania Twój wstęp, podejrzewam.

I życzę owocnej pracy, będę w takim razie czekał. Zresztą, obawiam się, że u mnie będzie podobnie - gdy już obie moje serie się skończą, to nie wiem, czy szybko wrzucę coś nowego, zawsze po zakończeniu mam okres twórczej niemocy ;-).
Kapelusznik dnia 12.09.2019 15:53
Ok - widzę już czemu określiłeś tą mini-serię jako swój eksperyment i "porażkę"

Z czystej ciekawości - wskażesz mi która z twoich serii jest na najwyższym poziomie?
Nie żeby coś, ale nie chcę znów przypadkowo trafić na podobny eksperyment takiego typu - bo jak sam zaznaczyłeś - trochę nie wyszedł.

Pozdrawiam
StalowyKruk dnia 12.09.2019 16:30
Nie masz zbyt wielkiego wyboru. Spróbuj "pociąg przez pustynny kocioł", chociaż już słyszałem pewne zarzuty co do tego opowiadania.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wiosna
21/10/2019 07:15
Do Co dziękuje za piękny wiersz, który być może komuś z… »
Darcon
21/10/2019 06:31
Bardzo dobra literatura, aż szkoda, że ukaże się… »
Dobra Cobra
20/10/2019 23:13
W tym miejscu być może warto zacytować wierszyk Ivana… »
bruliben
20/10/2019 22:25
Ukłony. Zmiana w tym fragmencie: pańskim preferencją… »
Lilah
20/10/2019 22:09
Dziękuję, Marco. Trochę wiosny jesienią się przyda,… »
bruliben
20/10/2019 21:30
Był czy nie był nie daje mi spokoju. Ten chłopiec ma… »
marzenna
20/10/2019 21:24
bruliben Mam tego chłopczyka przed oczami, z pobrudzoną… »
JOLA S.
20/10/2019 20:52
Drogi Kazjuno, bardzo mi miło słyszeć takie słowa.… »
pociengiel
20/10/2019 18:29
i tak jeszcze będę zmieniał - pomyślę nad wypośrodkowaniem. »
marzenna
20/10/2019 17:42
bruliben nie chciałam nikomu zrobić krzywdy :) lot był… »
marzenna
20/10/2019 15:57
Gramofon Biegnę i wracam w to samo miejsce, codziennie. Czas… »
bruliben
20/10/2019 15:55
Za przedmówcami. Aż tęskno do tych obrazów. Gdyby przełożyć… »
Opheliac
20/10/2019 15:47
Ja też wklejam i zawsze czcionka jest normalna :D Ay, w… »
marzenna
20/10/2019 15:36
allaska, bruliben, Gramofon, dla Was :) Jak w starym kinie… »
Opheliac
20/10/2019 15:35
To jest to co mi się podoba bardzo! »
ShoutBox
  • bruliben
  • 20/10/2019 11:11
  • A gdzie to ześrodkowanie? Gubię się w portalu. Może ktoś, coś podpowiedzieć?
  • Zola111
  • 19/10/2019 00:18
  • Jak Wam się pisze wiersze do Zaśrodkowania?
  • mike17
  • 18/10/2019 14:04
  • MUZO WENY 8 zapraszają do udziału śmiałków pióra. Podejmijcie wyzwanie i dajcie z siebie wszystko :) [link]
  • bruliben
  • 18/10/2019 09:02
  • Już wiem, ktory utwór najlepiej rozgrzewa do pisania :)
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:56
  • Dlaczego tu jestem, czego szukam, skoro większość dreamin’ offline.
  • bruliben
  • 18/10/2019 04:48
  • Aż sześć muzo wen - wypadałoby zajrzeć, zobaczyć, poczuć jak zainspirują.
  • allaska
  • 17/10/2019 16:27
  • Prośba do redakcji przy wysyłaniu tekstu nie wiem co zrobiłam ale wkleiłam dwa na raz proszę o usunięcie jednego one są takie same. Pozdrawiam. Czarodziejka z planety: " nie dorastam wam do pięt ;)"
  • mike17
  • 16/10/2019 19:13
  • Jeśli chcesz zaistnieć w portalowej sławie, nie wahaj się już i pisz śmiało do konkursu dla prozaików MUZO WENY 8, gdzie jedynym wymogiem jest napisanie miniatury. Dużo? Nie, mało. Zatem do boju :)
  • allaska
  • 16/10/2019 16:12
  • Gratulacje :) Vanillivi
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:creditos35091m
Wspierają nas