Gra - część druga - Kazjuno
Proza » Historie z dreszczykiem » Gra - część druga
A A A
Od autora: Na razie to przedbiegi. Już w następnych rozdziałach dowiecie
się o mrocznych tajemnicach konszachtów między Służbą
Bezpieczeństwa, a światkiem sutenerów, prostytutek i alfonsów.
Zapewniam Was - drodzy Czytelnicy - nie picuję. Sam zostałem
ochlapany moralnym błotem. Które na szczęście na mnie
obeschło i zdrapałem je ryżową szczotką...
Klasyfikacja wiekowa: +18

Kazimierz Junosza

 

GRA

(Jak po tryumfie Moniki, sam zostałem celebrytą)

kolejne rozdziały

 

 

 

Rozdział 3. Kandydatka na gwiazdę

 

Byliśmy z Andrzejem zawiedzeni. Nasze nerwy nadszarpnęło wyszukiwanie kandydatki, która nie drętwiałaby pod wpływem świecących reflektorów i terkotu kamery. Mając poczucie zmarnowanego czasu, dodatkowo nadwyrężeni wysiłkiem tworzenie prowizorycznego atelier, mieliśmy ponure nastroje. Kolejny raz ruszyliśmy do centrum miasta z nadzieją, że a nuż się poszczęści. Przechodziliśmy Krakowskim Przedmieściem, koło bramy uniwersytetu, kiedy Andrzej rzucił pomysł, który wydał mi się wtedy zbawienny.

– Spróbujmy przejść się do Wyższej Szkoły Teatralnej, to stąd niedaleko, jest na ulicy Miodowej.

– Chyba dobry pomysł – podchwyciłem propozycję.

– Może tam znajdziemy jakieś zdemoralizowane dziewczątko, które dla filmowej kariery zrobi wszystko, nawet nie powstydzi się przed kamerą ściągnąć majtek? – zażartował operator kamerzysta.

– Chyba masz rację – powiedziałem uskrzydlony. – Jakaś siksa z pierwszego roku wydziału aktorskiego, może zechce prześcignąć, koleżanki ze starszych lat. A nasza w tym rola, żeby zrobić z niej gwiazdę.

Przyspieszyliśmy w stronę Starówki. Naszym celem było Collegium Nobilium Pijarów z mieszczącą się w jego murach uczelnią kandydatek na starletki. Dochodziliśmy do Hotelu Bristol, kiedy rozpoznałem zbliżającego się z naprzeciwka kolesia. Zdębiałem na widok towarzyszącej mu dziewczyny, była piękna. Na moment zapomniałem, że rozpaczliwie szukamy aktorki do głównej roli.

– Cześć Adam – powitałem znajomego.

Ostatni raz spotkałem go latem minionego roku i kręcił się wówczas po uczęszczanych przez turystów ulicach jako alfons. „Opiekował” się uprawiającymi nierząd dewizowymi cichodajkami. Nie miałem więc wątpliwości, kim mogła być towarzysząca mu panienka – musiała być prostytutką. Ogarnęły mnie mieszane uczucia. Zrobiło mi się dziewczyny żal, mogła być jeszcze nastolatką. Wstyd się przyznać, ale poczułem też zazdrość.

On, czujnie mi się przyglądnął i wyciągnął na powitanie rękę.

– Jak tam interesy? – zapytał, pewnie myśląc, że robię cinkciarskie geszefty.

 

Z Adamem znałem się od trzech lat. Pierwszy raz zobaczyłem go we Wrocławiu na zabawie w Akademii Sztuk Pięknych. Pobiłem wtedy jego przyjaciela. Później dowiedziałem się, że szukał mnie w studenckich klubach i groził, że połamie mi kości. Podobno był wtedy studentem na wydziale malarskim, choć nie bardzo mi się to mieściło w głowie. Według relacji kolegów Adam codziennie wysiadywał w towarzystwie podejrzanie wyglądających cyganów, w restauracji na dworcu Wrocław Główny. Nie mogłem zrozumieć, jak ten przystojny zabijaka może godzić przebywanie w podejrzanym towarzystwie z obowiązkami na uczelni. Gdy rok temu spotkałem go w Warszawie, obracał się w towarzystwie dewizowych prostytutek. Prezentował się jak żurnalowy model, a szanujące go przedstawicielki najstarszego zawodu świata, zapewne nie żałowały mu swoich wdzięków.

Mimo głoszonych we Wrocławiu gróźb, za poturbowanie jego przyjaciela, przywitał się ze mną jak z dobrym kolegą. Zaprosił mnie nawet na kawę do bistro przy Hotelu Europejskiego. Wnętrze tego ze smakiem urządzonego lokalu sprawiło na mnie wrażenie oazy luksusu. Estetyka porcelanowej zastawy, połysk srebrnych sztućców, a najbardziej dobywający się z kuchennego zaplecza zapach wykwintnych potraw, wywołało u mnie poczucie głodu. Obok aromatu wysokiej jakości kawy, czuć było zapach drogich kosmetyków, używanych przez zagraniczną klientelę. Doznałem ułudy, jakbym znalazł się w znanym jedynie z filmów nowojorskim, albo paryskim bistrze . Z przyjemnością usiadłem na pokrytym czerwoną skórą barowym stołku, wskazanym mi przez sadowiącego się obok Adama. Na chwilę mnie przeprosił i podszedł do młodej kobiety, Kiedy wchodziłem do bistra, ta samotnie siedząca kobieta w minispódniczce odsłaniającej kształtne owale ud obdarzyła mnie powłóczystym spojrzeniem. Teraz Adam prowadził z nią cicho rozmowę, a ja z zainteresowaniem przyglądałem się wiszącym na ścianach grafikom.

Chwilę potem przechwalałem się przed nim, że piszę scenariusze i jestem tenisowym trenerem najbardziej znanych w Polsce reżyserów i aktorów. Wydało mi się, że go zaciekawiłem, choć na jego twarzy pojawiał się ironiczny uśmiech. Chciałem opuścić bistro i zapłacić za kawę. Żeby zaspokoić swoją próżność i dać mu odczuć, że nie należę do biedaków, wyjąłem portfel i spomiędzy banknotów dolarowych wyjąłem stu złotowy.

– Płacę ja, przecież cię zaprosiłem – zaprotestował. – Spieszysz się? – przytrzymał mnie za rękę. – Staraj się ani tutaj, ani w okolicy Starówki nie cynkować1powiedział ostrzegawczo, wiedząc o moim waluciarskim procederze. – Tu każdy kelner, barmanka, czy szatniarz to milicyjni konfidenci.

– A ty się nie boisz pokazywać z tymi kobietami – zawiesiłem na chwilę głos. – No wiesz... o wiadomej profesji? – dokończyłem prawie szeptem.

– Ta, to moja kuzynka – puścił do mnie oko i pokazał głowę damę, która obdarzyła mnie uwodzicielskim spojrzeniem. – Jak chcesz, to umówię cię z taką niuńką i weźmiesz ją pod „opiekę”. One zarabiają dewizy, będziesz żył jak pączek w maśle.

Propozycja mnie wystraszyła. Jak sam mówił, w Europejskim roiło się od milicyjnych tajniaków. Poza tym nieźle mi się wtedy powodziło. Na kortach Agrykoli miałem klientelę, szczodrze płacącą za naukę gry w tenisa. Do tego znając francuski i wystarczająco angielski, czasem zaczepiałem cudzoziemców, wymieniając po korzystnym kursie złotówki na dewizy.

 

Teraz jednak, stojąc z Andrzejem Jońskim i patrząc na piękną, towarzyszącą Adamowi dziewczynę, wypaliłem z głupia frant:

– Może chcielibyście zagrać w filmie?

Byli zaskoczeni, urodziwa dziewczyna rzuciła Adamowi niepewne spojrzenie.

– Twój kolega pracuje w filmie? – zwróciła się zaciekawiona do faceta, znanego mi jako sutener.

Przypomniałem sobie ironiczne spojrzenie Adama, gdy w bistro Hotelu Europejskiego opowiadałem mu o swoich filmowych aspiracjach. Tym razem, kiedy z głupia frant zaproponowałem mu i spacerującej z nim dziewczynie, grę w filmie, potraktował mnie o dziwo poważnie.

– Daj nam się zastanowić do jutra – powiedział.

 

* * *

 

Szesnastoletnia dziewczyna Adama nazywała się Monika Jabłońska. Jak się okazało, nie była prostytutką, choć jak się dowiedziałem, odbyła krótki staż jako dewizowa cichodajka2. Na zdjęciach próbnych wypadła świetnie i bez wahania postanowiliśmy z Jońskim powierzyć jej główną rolę.

Nie miałem wówczas pojęcia, że Adam był etatowym oficerem SB, a jego partnerka, mimo młodego wieku, była przygotowywana do służby w kontrwywiadzie jako seks agentka.

 

Rozdział 4 Monika – córka zbrodniarza

 

 

Ojciec Moniki Jabłońskiej nie był świętoszkiem. Kiedy ożenił się z jej matką, miał za sobą dwuletnią odsiadkę w więzieniu na Białołęce. Kolejnego dwunastoletniego wyroku dorobił się za ciężkie okaleczenie oficera SB. Pałając żądzą mordu, okrutnie się zemścił na kochanku swojej żony. Czteropokojowe mieszkanie na Ochocie, w którym Monika wychowywała się od dzieciństwa, słynęło z częstych alkoholowych libacji. Na całonocne pijatyki i awantury niejednokrotnie skarżyli się sąsiedzi. Usiłowali interweniować w dzielnicowym biurze kwaterunkowym, pisali prośby o eksmitowanie tej uciążliwej dla otoczenia rodziny, lecz ich prośby pozostawały „pobożnymi życzeniami”.

Niedługo po aresztowaniu Franciszka Jabłońskiego, które nastąpiło po znalezieniu na klatce schodowej ciężko rannego od dźgnięć śrubokrętem oficera Służby Bezpieczeństwa, lokatorzy bloku przy ulicy Wery Kostrzewy odczuli ulgę. Wtedy do mieszkania Leokadii Jabłońskiej wprowadził się Mutynia – były snajper z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pracował jako kierownik milicyjnej strzelnicy i zarazem instruktor strzelectwa, prowadzący także sekcję sportową dla młodzieży. Przed dramatycznym wieczorem, zakończonym krwawą zemstą ojca Moniki na gachu żony, Mutynia parokrotnie bywał w domu Jabłońskich jako uczestnik pijatyk. Przyprowadzać go zaczął kolega, kochanek matki Moniki z prostego powodu: W jego towarzystwie czuł się bezpieczniej. Były strzelec wyborowy był silnym mężczyzną, dobrze wyszkolonym w walkach wręcz, a zdradzany małżonek kilkakrotnie się esbekowi odgrażał.

– Ty sobie nie wyobrażasz, jaka ona jest fantastyczna w łóżku – chwalił się gach Jabłońskiej przed Mutynią, dumny z uwodzicielskiego podboju.

Powiedział to parę dni przed doznanym okaleczeniem. Zazdrosny do obłędu mąż Jabłońskiej zaczaił się na niego i zaatakował go na ciemnym korytarzu bloku o drugiej w nocy, kiedy esbek po dokonaniu na „melinie” zakupu wódki wracał do złaknionego alkoholu towarzystwa. Delikwent otrzymał kilkanaście ran kłutych w podbrzusze. Ciosy narzędziem do przykręcania dużych śrub mierzone były w genitalia.

Poranionej ofierze napaści życie uratowała skomplikowana operacja. Były żołnierz KBW, weteran akcji „Wisła” Mutynia, zdawać by się mogło przywykły do widoku rannych, jednak podczas odwiedzin w szpitalu, doznał szoku. Po wejściu do izolatki z trudem rozpoznał kolegę. Ranny był blady z powodu dużej utraty krwi, mimika rysów jego twarzy dziwnie go odmieniła. Nie odpowiedział na powitanie. Patrzył na przybysza chłodno.

– Lonia Jabłońska chce się z tobą zobaczyć. Czeka na korytarzu – przemówił instruktor strzelectwa.

Wtedy, przez twarz leżącego nieruchomo kumpla, podłączonego do kroplówki, przemknął nerwowy skurcz. Z jego gardła wydobył się piskliwy głos.

– Nie chcę widzieć tej ździry ani ciebie. – Przez was ucięli mi ch**a. Nienawidzę was – zaskrzeczał dyszkantem przypominającym głos rozzłoszczonego chłopca przechodzącego mutację.

 

Początkowo, uczęszczająca do trzeciej klasy podstawówki Monika traktowała kolejnego kochanka matki wrogo. Zbyt mocno utkwił jej w pamięci epizod przeżyty następnego dnia, po pierwszej jego wizycie od czasu zaaresztowania ojca. Wychodziła właśnie do szkoły z założonym na plecy tornistrem. Zamknęła podziurawione kopniakami drzwi wejściowe mieszkania i wtedy usłyszała rozmawiające sąsiadki na niższym piętrze.

– Ma już następnego. Nie mogłam dzisiaj spać – rozpoznała głos otyłej plotkary mieszkającej pod podłogą swojego M5.

Skarżyła się lokatorce z przeciwnej strony korytarza. – Mówię ci, tak głośno trzeszczał mi nad głową tapczan, jakby się zawzięli go połamać. A do tego to zwierzęce pojękiwanie. I tak przez całą noc.

 

Jedenastoletnia dziewczynka nie mogła pogodzić się z zamieszkiwaniem pod jednym dachem z obcym mężczyzną, który zajął miejsce jej ojca. Lecz to właśnie Mutynia położył kres regularnym pijatykom. Matka miała chorobę wrzodową i jej bóle nasilały się po spożywaniu wódki.

– Nie wolno ci chlać – powtarzał konkubent matce, gdy ta skręcała się, pojękując z powodu cierpień. – Ja też muszę się obyć bez kieliszka. Nie będziemy przecież ciągle wzywali pogotowie.

W czasie pobytu matki w szpitalu, gdzie przeszła resekcję żołądka, przyjaciel Jabłońskiej ani razu się nie upił. Raz zatrzasnął drzwi przed nosem pijanemu sąsiadowi, który usiłował wejść do ich mieszkania, trzymając w ręce półlitrówkę. Mutynia stopniowo zdobywał zaufanie Moniki i jej dwa lata młodszej siostry. Okazał się zdolnym kucharzem. Gotował ciepłe posiłki, a kasza okraszona skwarkami z mięsem i grochówka na boczku stały się ulubionymi daniami dziewczynek.

Nowy lokator cierpliwie uczył siostrzyczki zmywania naczyń. Pomagał też odrabiać lekcje. Popołudniami, kiedy ich nowy opiekun wychodził na swoje zajęcia na strzelnicę, pasją Moniki stało się udawanie modelki. Podkreślała tuszem oczy, szminkowała usta i przebierała się w matki sukienki, podciągała je pod pasek, by krygować się i tańczyć przed lustrem.

– Mogłabyś Monisiu być aktorką – usłyszała raz komplement od młodszej siostry, nie tak jak ona urodziwej.

Rozmiłowana w plotkowaniu sąsiadka z dolnego piętra, ujrzawszy raz Monikę, starannie uczesaną w nowo zakupionym szkolnym fartuszku, przerwała sprzątanie korytarza i otworzyła usta.

Dzień dobry pani Waśkowa – pewnym siebie głosem pozdrowiła ją wychodząca do szkoły Monika.

Ty rośniesz na nawet ładną panienkę – odpowiedziała sąsiadka ze zdziwieniem widocznym na twarzy.

 

 

Kiedy Monika miała dwanaście lat, odchodziła czasem od koleżanek, z którymi grywała „w klasy”. Przyglądała się z zainteresowaniem zabawom chłopaków zamieszkujących okoliczne bloki. Bawili się w warszawskich powstańców, a dowodzący nimi trzynastolatek miał prawdziwy esesmański hełm otoczony biało czerwoną opaską. Większość z nich była uzbrojona w karabiny wystrugane z sosnowych desek, a paru posiadało nieudolnie zmontowane z drewna, rurek i blachy atrapy maszynowych pistoletów. Niezbyt chętnie pozwolili jej brać udział w prowadzonych na niby walkach. Ostatecznie zgadzali się ją przyjąć do odgrywania roli pielęgniarki albo łączniczki. Szacunek wśród chłopców zdobyła wtedy, kiedy pewnego dnia Mutynia pod blok podjechał milicyjnym motocyklem MZ. Siedzący na tylnym siedzeniu młodzieniec trzymał zawieszone na plecach dwie nowe wiatrówki czeskiej produkcji. Wyglądały jak najprawdziwsze karabiny.

Monika z mocno bijącym sercem podążyła za konkubentem matki niosącym sportową broń do ich mieszkania.

Pierwsze dwa strzały, które konkubent matki oddał do małej papierowej tarczy, przypiętej pinezkami do tyłu starej deski od prasowania, nie trafiły w jej środek.

Myślałam wujku, że umiesz dobrze celować – odezwała się rozczarowana dziewczynka.

Instruktor strzelectwa, jakby nic się nie stało, wyjął z wojskowej torby pudełko z narzędziami. Przez chwilę manipulował małym śrubokrętem przy szczerbince celownika. Wystrzelił jeszcze raz ,umieszczając bolec z pędzelkiem z purpurowego włosia już prawie w centrum tarczy. Chwilę jeszcze podłubał przy celowniku i spojrzał na Monikę.

– Teraz się przyjrzyj, oddam pięć strzałów i wszystkie będą w środku.

Monika, po każdym strzale podskakując z radości, podbiegała do tarczy i nie mogła się nadziwić. Kolorowe pędzelki wszystkich wystrzelonych bolców znajdowały się wewnątrz obwodu kółeczka oznaczonego cyfrą dziesięć, w samym środku celu.

– Będę mogła spróbować? – zapytała podekscytowana.

– No dobrze, ale muszę ci pomóc skierować lufę. Możesz nie trafić w deskę i zniszczyć kredens – powiedział Mutynia, ładując wiatrówkę. Ponieważ broń była dla niej za duża, poradził dziewczynce wziąć kolbę pod pachę. Objął Monikę z tyłu. Lecz ona, chcąc zademonstrować, że poradzi sobie sama, szarpnęła od razu za spust. Rozległy się dwa trzaski, następujące po sobie w ułamku sekundy.

– Ojej – jęknęła. – Mama mnie zabije.

Na szybie górnej części kredensu pojawiła się, bielejąca wokół obwodu dziurka i niczym nitki pajęczyny, promieniście odchodzące od niej rysy pęknięć.

1Żargonowo – handlować dewizami.

2Dziewczyna uprawiająca płatny seks od czasu do czasu – z doskoku.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kazjuno · dnia 03.06.2019 14:30 · Czytań: 152 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 11
Komentarze
AntoniGrycuk dnia 04.06.2019 20:39
Kazjuno,

ta część jest jak zwykle bardzo dobrze napisana, ale już nie tak porywająca jak poprzednia. Powiem więcej: trochę zawiało nudą.
Tak że nie jestem zachwycony, ale styl wciągający i czyta się świetnie.

Cytat:
Zaprosił mnie nawet na kawę do bistro przy Hotelu Europejskiego.

...przy Hotelu Europejskim

Cytat:
Obok aromatu wysokiej jakości kawy, czuć było zapach drogich kosmetyków, używanych przez zagraniczną klientelę.

Oprócz aromatu... - raczej.

Cytat:
puścił do mnie oko i pokazał głowę damę, która obdarzyła mnie uwodzicielskim spojrzeniem.

... pokazał głową damę...

Cytat:
– Może chcielibyście zagrać w filmie?
Byli zaskoczeni, urodziwa dziewczyna rzuciła Adamowi niepewne spojrzenie.
– Twój kolega pracuje w filmie? – zwróciła się zaciekawiona do faceta, znanego mi jako sutener.
Przypomniałem sobie ironiczne spojrzenie Adama, gdy w bistro Hotelu Europejskiego opowiadałem mu o swoich filmowych aspiracjach. Tym razem, kiedy z głupia frant zaproponowałem mu i spacerującej z nim dziewczynie, grę w filmie, potraktował mnie o dziwo poważnie.

W tym fragmencie 3 razy użyłeś słów "grać w filmie". To przesada, monotonia, opisywanie tego samego innymi słowami. Ja bym poprawił.

Cytat:
Były strzelec wyborowy był silnym mężczyzną,

Były/był - powtórzenie, mimo iż inne znaczenia.

Cytat:
Przez was ucięli mi ch**a.

Skoro decydujesz się na niecenzuralne słowo, to niech ono będzie, a nie kropki, bo wygląda to jak przerobione dla dzieci.

Cytat:
Nie będziemy przecież ciągle wzywali pogotowie.

Wydaje mi się, że powinno być: ...wzywali pogotowia.

To tyle.

Pozdrawiam.
d.urbanska dnia 04.06.2019 21:47
No, to ja też dołożę : Cytat: dodatkowo nadwyrężeni wysiłkiem tworzenie prowizorycznego atelier [tworzenia] ; cytat: operator kamerzysta [to synonimy, wybrać jedno określenie] ; cytat: „Opiekował” się uprawiającymi nierząd dewizowymi cichodajkami. Nie miałem więc wątpliwości, kim mogła być towarzysząca mu panienka – musiała być prostytutką. [niepotrzebne wyjaśnienie, wystarczyłoby dewizowymi cichodajkami; podobnie wyjaśnienie na końcu cytatu] ; cytat: Według relacji kolegów Adam codziennie wysiadywał w towarzystwie podejrzanie wyglądających cyganów, w restauracji na dworcu Wrocław Główny. Nie mogłem zrozumieć, jak ten przystojny zabijaka może godzić przebywanie w podejrzanym towarzystwie z obowiązkami na uczelni. Gdy rok temu spotkałem go w Warszawie, obracał się w towarzystwie dewizowych prostytutek [w trzech sąsiadujących ze sobą zdaniach - trzy razy "towarzystwo"] ; cytat: sprawiło na mnie wrażenie oazy luksusu [robiło wrażenie oazy luksusu] ; cytat: wywołało u mnie poczucie [po wyliczance wywołały] ; cytat: Doznałem ułudy [Poczułem się] ; cytat: cichodajka 2 [odnośnik powinien być wyżej, gdy pierwszy raz użyłeś słowa]- i tak dalej, i tak dalej. Ale poza potknięciami warsztatowymi czyta się dobrze, potoczyście. Pozdrawiam serdecznie.
Kazjuno dnia 04.06.2019 21:48
Drogi Antosiu Grycuk
Na wstępie serdeczne dzięki za wpis.Wdzięczny jestem nie tylko za celnie spostrzeżone błędy, które będę chciał poprawić, także za Twoją cierpliwość i wyrozumiałość. Zachowuję się nie fair. Muszę się jednak też usprawiedliwić. Przy okazji chcę przeprosić zarówno Ciebie jak i inne koleżanki i kolegów z PP. Poza Tobą szczególnie głupio się czuję wobec Mike'a17, kilku innych autorów i autorek. Bowiem prawie nic nie komentuję, co w normalnej sytuacji poczytuję sobie za towarzyskie zobowiązanie, że tak to określę...
Ostatnio jestem zapracowany i jeśli wykroję godzinkę lub dwie, mocuję się z pisanym tekstem, a jedynie papierową lekturę czytam przed zaśnięciem do poduszki.

Tylko jedna Twoja uwaga wzbudza moje wątpliwości, chociaż z punktu widzenia czystości języka literackiego jest słuszna.
Cytat:
Zaprosił mnie nawet na kawę do bistro przy Hotelu Europejskiego.
. To bistro mieściło się rzeczywiście poza obrębem wspomnianego hotelu. Mimo, że było w hotelowym budynku, nie miało połączenia do środka. znajdowało się jakby w wyodrębnionej tylnej części. Więc jakby przy, a nie "w" hotelu. Powinienem raczej napisać: "na tyłach Hotelu Europejskiego".
Zacząłem czytać Twoje opowiadanie "Cały ty" wydało mi się interesujące, ale nie doczytałem z braku czasu. Obiecuję, że skończę i skomentuję. Lubiłem twoje teksty.

Pozdrawiam serdecznie, Kaz

SZANOWNA, UROCZA I BARDZO POMOCNA D.URBANSKA

Tobie także jestem wdzięczny za pomocną dłoń i bardzo celne uwagi. oczywiście je naniosę. Emanujesz warsztatowym profesjonalizmem. Dlatego Twoja chłodna ocena wraz z przemiłymi słowami o dobrym, potoczystym czytaniu, zakończona serdecznymi pozdrowieniami, sprawiły, że poczułem się świetnie.

Tylko jednej Twojej uwadze nie potrafię sprostać. W tekstach na Portalu Pisarskim wszystkie odwołania automatycznie ukazują się na końcu tekstu. Zapewniam Cię, że w pisanym opowiadaniu są umieszczone poniżej stron, w których są potrzebne.

Ciebie także pozdrawiam serdecznie, Kaz
Marek Adam Grabowski dnia 06.06.2019 21:49
No to mamy drugą część. Trochę miałem problem z czytaniem,gdyż nie wszystko z pierwszej zapamiętałem. Niestety, muszę zgodzić się z Antonim, że pierwsza była ciekawsza. Chociaż z drugiej strony ta dygresja o hełmie jest super, zwłaszcza, że przypomina mi jedno PRL-owskie zdjęcie z rodzinnego albumu.

Pozdrawiam i czekam na trzecia część
Kazjuno dnia 07.06.2019 15:48
Witaj Marku
Serdeczne dzięki za przeczytanie i krytyczny komentarz. Byłbym hipokrytą, gdybym udawał, że uszczęśliwiłeś mnie pisząc o moim przynudzaniu.
Opowieść, którą snuję musi być wielowątkowa, bo sytuacja w tamtych czasach była złożona. Sam w tamtym czasie nie miałem pojęcia o podwójnej roli w jakiej uczestniczył w moim filmie agent SB Łukomski - chłopak i filmowy partner Moniki. Też, jak mi się wydaje, słusznym zabiegiem kompozycyjnym jest naświetlenie czytelnikom: kim była i z jakiego środowiska wywodziła się Monika. Zwłaszcza, że dziewczyna wywinęła parę kozackich numerów, żeby szturmem opanować wiedeńskie elity. Klamrą spinającą, będzie numer, o którym wspominam w pierwszych dwóch rozdziałach. Bo zacząłem opowieść o przekręcie jakiego dokonałem, by i samemu zostać "celebrytą". Nie będę teraz odkrywał kart, wyjaśniając jak i dlaczego popełniłem przestępstwo. Wydaje mi się, że znacznie łatwiej wchłaniałoby się tę opowieść czytając ją ciurkiem, a nie w cotygodniowych porcyjkach, które mogą (jak w Twoim wypadku) powodować, że czytelnik po tygodniowej przerwie zapomina, co było poprzednio i traci wątek.
Mam nadzieję dostarczenia Tobie i innym, jeszcze trochę emocji i nasączenia Ciebie i czytelników wiedzą o dawno minionych, szemranych dziejach Warszawy - twego rodzinnego miasta, w czasach kiedy jeszcze nie było Cię na świecie.

Pozdrawiam serdecznie Kaz
PS Twojego komentarza nie zdążyłem zaznaczyć na zielono. Dzisiaj już nie było takiej możliwości. I'm sorry
Marek Adam Grabowski dnia 07.06.2019 16:47
Spoko. Nie wiedziałem, że jest limit czasu.

Pozdrawiam
Madawydar dnia 18.06.2019 11:58
Niemal połowę życia dane mi było spędzić w PRL-u, więc niewiele rzeczy jest dla mnie tu zaskakujących. Doceniam realność i dobrze oddany klimat epoki. Życie półświatka z tamtych czasów znam tylko z opowiadań miedzy innymi takie jak Twoje. No, może jeszcze z jakiś filmów. Pewnie, że nie wszystko mi si w nim podoba, ale też nie potępiałbym go tak bez reszty, bo ta reszta, po odrzuceniu oczywistego zła, była jednym ze sposobów na przeżycie w tamtych realiach. Okres PRL-u jaki los mi przeznaczył opiewał w lata mojego dzieciństwa i wczesnej młodości i zawsze będę je wspominał z sentymentem i sympatią pomimo wszechobecnej szarzyzny, smutnych zmęczonych twarzy zniewolonego społeczeństwa. Zawsze pewną pociechą w tych trudnych latach był sport, gdzie boks i strzelectwo odgrywało w Polsce niebagatelna rolę. Dzięki za wierne oddanie w tekście ducha tamtej epoki i za ciekawe przedstawienie ludzkich historii, w których nie brakuje tych z dreszczykiem.

Pozdrawiam
Kazjuno dnia 18.06.2019 19:30
Szanowny Madawydarze
Przede wszystkim wdzięczny jestem, że zaliczyłeś mnie w poczet ulubionych autorów, przeczytałeś mój utwór i obszernie skomentowałeś. Szczególnie mi to pochlebia, bo sam jesteś interesującym autorem, więc pochwalił mnie nie byle kto!
Podobnie do Ciebie w peerelu przeżyłem urocze chwile, czasem okraszone dreszczykiem, czego wyraz daję w pisanych tekstach. Byliśmy młodzi, a młodość ma to do siebie, że nawet na szarzyznę spogląda się przez różowe okulary.
Około dziesięciu (a może dwunastu) lat temu nagrodę Nobla w dziedzinie literatury otrzymał węgierski pisarz - zdaje się żydowskiego pochodzenia - (nie pamiętam nazwiska), który opisał pobyt w niemieckim obozie koncentracyjnym. Nie czytałem tej książki, ale znam jej treść. Otóż autor wówczas kilkunastoletni więzień, opisuje z sentymentem przeróżne przygody w fabryce śmierci definiując je jako czas pełen przyjemnych przygód i doznań. Nie znam tej powieści, wiem jednak, że w dobrym tonie wśród esesmanów było mieć swojego Żyda. Między oprawcami, a ich podopiecznymi mogła nawiązywać się i przyjaźń. Może ów węgierski Żyd dlatego przeżył(?).
Piszę to, aby podkreślić, jak młodym niewiele trzeba do szczęścia. W gorszej sytuacji byli ich zaszczuci przez ograniczenia zniewolonego kraju rodzice, Brakowało wszystkiego, dlatego mieli smutne i zmęczone twarze a wokół była szarzyzna.
Sport jak najbardziej! Komuchom na rozwoju sportu zależało, dawali zielone światło. Dlaczego? Wszak na olimpiadach wyczynowcy byli ukrytymi zawodowcami. Oficjalnie byli górnikami, pracowali rzekomo w fabrykach, studiowali ale było to oszustwo. W istocie poświęcali się jak zawodowi sportowcy wyłącznie treningowi i startom. Do tego się koksowali. Nic dziwnego, że "amatorski" sport socjalistyczny udowadniał na olimpijskich arenach wyższość sportu socjalistycznego nad kapitalistycznym. Był to argument pośrednio mający udowodnić wyższość socjalizmu nad światem kapitalistycznym.
Jestem od Ciebie starszy i z perspektywy lat widzę, że ogromna większość naukowych karier w tej szarej epoce osiągali aktywiści partyjni i donosiciele, często współpracujący z SB. Środowisko naukowe po dziś dzień jest niezlustrowane. Zresztą podobnie jak wielu wysokich hierarchów kościoła. Też wymieszana z błotem jest sądowa palestra i jej sztafeta pokoleniowa. To niewyczyszczone bagno bruździ po dziś dzień. Zatruwa nam życie.

Wybacz więc szanowny Kolego, że obok zabawnych i sentymentalnych wspomnień, próbuję opisywać patologię tamtych czasów, której skutki trwają po dziś.

Ech, rozgadałem się i chyba mój mentorski ton mógł Cię do mnie zrazić.

Pozdrawiam, Kj
al-szamanka dnia 21.06.2019 08:24 Ocena: Świetne!
Przykładziki:

Cytat:
do­dat­ko­wo nad­wy­rę­że­ni wy­sił­kiem two­rze­nie(a) pro­wi­zo­rycz­ne­go ate­lier

albo za dużo przecinków...
Cytat:
Jakaś siksa z pierw­sze­go roku wy­dzia­łu ak­tor­skie­go, może ze­chce prze­ści­gnąć, ko­le­żan­ki ze star­szych lat.

niepotrzebne przecinki
... albo wcale.
Cytat:
We­dług re­la­cji ko­le­gów(,) Adam co­dzien­nie wy­sia­dy­wał

Cytat:
przy­wi­tał się ze mną jak z do­brym kolegą. Za­pro­sił mnie nawet na kawę do bi­stro przy Ho­te­lu Eu­ro­pej­skie­go.

mnie zbędne
Cytat:
spo­mię­dzy bank­no­tów do­la­ro­wych wy­ją­łem stu zło­to­wy.

stuzło­to­wy
etc, etc
... ale że tekst za bardzo mnie wciągnął, więc przestałam zauważać potknięcia :)

Nadal toczysz swoją opowieść bardzo zajmująco.
Opisywany światek, dla mnie, jako "panienki z dobrego domu", kompletne novum.
Nie miałam pojęcia, choć mgliście podejrzewałam, że coś takiego istniało i zapewne istnieje.
Szczegolnie przypadła mi do gustu relacja z dzieciństwa Moniki - można już tu wyraźnie zobaczyć to wszystko, co zadecyduje o kierunku jej dalszego życia.
Jednym słowem podobało się i musiałam to napisać pomimo utrudnień związanych z gipsem na prawicy.

pozdrawiam :)
Kazjuno dnia 22.06.2019 07:35
Al Szamanko, urocza "Panienko z dobrego domu".
Gdybyś była w bliższym zasięgu, złożyłbym pocałunek na twoim gipsie z wdzięczności za trud jaki poniosłaś pisząc powyższy komentarz.
Gwoli ścisłości też pochodzę z tak zwanego "dobrego domu". Nie tu miejsce, by szczegółowo tłumaczyć co się stało, że otarłem się o szemrane środowiska.
Chociaż? Zarówno fragment powyższy, a także inne fragmenty i opowiadania, często bazując na moich życiowych doświadczeniach, wiele wyjaśniają.

Zrobiło mi się wyjątkowo przyjemnie, że Ty, pisarka liryczna, potrafiąca wzruszać odbiorców swojej twórczości, doceniasz opowieść o brutalniejszych stronach, życia.
Dziękuję też Szamanko za parę uwag. Przydadzą się, naniosę do zgromadzonej całości.

A tak w ogóle, to cieszę się, że zawarłem z Tobą znajomość i życzę Ci tego co sobie czyli weny twórczej i przyjemnych dni rozpoczynającego się kalendarzowego lata.
No i abyś zdjęła jak najszybciej gipsowy balast i cieszyła się swobodnym wymachiwaniem ręki.

Kj
al-szamanka dnia 22.06.2019 08:27 Ocena: Świetne!
Kazjuno napisał:
Ty, pisarka liryczna, potrafiąca wzruszać odbiorców swojej twórczości, doceniasz opowieść o brutalniejszych stronach, życia.


Hehe, Kazjuno, możesz się zdziwić :D
Pozdrawiam, machając łapką... gips jest w kolorze malinowym :)


http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/39232/wstret
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Madawydar
24/06/2019 11:42
Witaj Kaz Powiem krótko. Temat mnie wciągnął i teraz… »
wiosna
24/06/2019 10:33
Świetny tekst. Świetne opisy postaci męża, które… »
Kazjuno
24/06/2019 10:03
Uffff, odetchnąłem... Byłem pewien, że jesteś uroczą osóbką,… »
wiosna
24/06/2019 09:59
uniesienia? Przyznam, że lubię uczestniczyć w procesji na… »
al-szamanka
24/06/2019 09:23
Te bociany rzeczywiście istnieją, także przedszkole po… »
al-szamanka
24/06/2019 09:20
Potrafię sobie doskonale wyobrazić Twojego skrzata, Michale.… »
al-szamanka
24/06/2019 09:12
Nie latam, ale jako dziewuszka często próbowałam i...… »
Ania_Basnik
23/06/2019 23:30
Mike, dawno mnie tu nie było. Śpieszę nadrobić zaległości.… »
ghost--writer
23/06/2019 23:04
to jednak czarne dziury wypełniły. Tak, wydaje się to na… »
ghost--writer
23/06/2019 22:54
masz rację! Przecież stopniowanie, to osobno. Gdzie moja… »
wiosna
23/06/2019 22:23
czarne dziury wypełniły asfalt? Czy asfalt wypełnił czarne… »
wiosna
23/06/2019 22:11
zastanawiam się nad pisownią, a nie nie dawniej?… »
wiosna
23/06/2019 21:50
Takich potworów trzeba, aby też się zastanawiać nad ich… »
wiosna
23/06/2019 21:43
Przyłączam się do zachęty:) Próbujmy:) »
ghost--writer
23/06/2019 21:41
Bardzo przemawiający obrazek, zastanawiam się jedynie nad… »
ShoutBox
  • Kushi
  • 23/06/2019 21:36
  • To miłego wieczorku moi kochani, a ja od siebie zostawiam coś, co bardzo za mną "chodzi" ostatnio:):)... [link]
  • mike17
  • 20/06/2019 18:17
  • Elvis podobno żyje - niedawno widziano go w barze mlecznym w alejach Jerozolimskich, Ciekawe co zamawiał :) : [link]
  • AntoniGrycuk
  • 20/06/2019 17:12
  • StalowyKruku, wyczuwam w Twoich słowach swego rodzaju szantaż emocjonalny. Jak możesz? ;)
  • StalowyKruk
  • 20/06/2019 16:55
  • Skoro w regulaminie w dalszym ciągu jest napisane "tydzień", czuję się upoważniony do narzekania.
  • Kushi
  • 19/06/2019 19:41
  • Również pozdrawiam serdecznie Berele :), a to ode mnie dla Was :):) [link]
  • mike17
  • 19/06/2019 15:48
  • Pozdrawiam serdecznie, Berele :)
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:kivadiknohi967
Wspierają nas