Kibel okrętowy - Madawydar
Proza » Humoreska » Kibel okrętowy
A A A
Od autora: Z cyklu opowiadań "Tawerna Pod Wrakiem"

Najprzyjemniejsze są te chwile, kiedy mogę po pracy, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku iść prosto z kapitanatu portu do ukochanej tawerny „Pod wrakiem”. Tam zawsze jest gwarno i wesoło, znikają wszelkie smutki i troski, tam też z szantową nutą w tle mogę sobie pogawędzić z Johnem. Tak było i tym razem. Stary John powitał mnie już od progu.

- Witam szanownego kapitana. Całe wieki pana nie widziałem. Siadaj kapitanie, zaraz piwo podaję. - i po chwili John z wielkim kuflem piwa dla mnie przysiada się do mej ławy.

- Co tam słychować na pokładzie Minerwy kapitanie? - spytał.

Minerwa, to nazwa mojego okrętu, na którym obecnie pływam. Zdobi go galion rzymskiej półnagiej bogini sztuki i rzemiosła, a także mądrości, nauki i literatury.

- Ach John, uśmiejesz się, ale muszę ci powiedzieć, że miałem w tym rejsie przygodę z kiblem.

- Z czym?

- Z kiblem. No, z toaletą. Wyobraź sobie, że pewnego ładnego poranka słyszę wrzaski i przekleństwa jedynej naszej załogantki. Wybiegłem na pokład rufowy i pytam kobietę, o co chodzi. Dziewczyna odpowiada mnie, że ktoś z nocnej wachty zasrał cały kibel i po sobie nie posprzątał , że rzygać się jej chce, ale jeszcze bardziej chce się jej siku, a to jedyna toaleta na tym okręcie.

- No, nie jedyna. Jest jeszcze jedna w mojej kajucie. Zapraszam serdecznie. – odpowiedziałem. Cała załoga na pokładzie niemal pokładała się ze śmiechu, co jeszcze bardzie rozsierdziło dziewczę.

- Dziękuję nie skorzystam – odpowiedziała dziewczyna – wolę iść pod bukszpryt i tam się załatwię.

- Ostrzegam, że to niebezpieczne, a poza tym, jeśli zapaskudzi pani głowę naszej bogini, to zarówno ona jak i ja się wkurzę. Ja, to jeszcze pól biedy, ale Minerwa wchodzi w skład świętej Trójcy Kapitolińskiej, a ja nie zamierzam zadzierać z trzema bogami. Wystarczy, że z jednym mam problem. Ponownie gromki śmiech marynarzy przeleciał przez pokład.

- W takim razie niech ten bóg ma pana w opiece, panie kapitanie, bo ja złożę oficjalna skargę na pana.

- A za co, miłościwa pani?

- A za to, żem pozbawiona jest intymności w załatwianiu fizjologicznych potrzeb.

- Przecież mówię, że do czasu aż sprawa nie zostanie naprawiona, może pani korzystać z mojej toalety. Zaręczam, że wyjdę. Nie będę podglądał. Znowu wybuchła salwa śmiechu.

Nagle usłyszałem głos „oka” z bocianiego gniazda. –„ Okręt” z prawej burty na drugiej. Płynie w naszym kierunku!

- Co to za statek i jak daleko? - spytałem.

- Nie widzę dokładnie kapitanie, ale to chyba kanonierka ochrony wybrzeża. Jakieś dwie mile od nas. – odpowiedziało „oko”. Daje sygnały dla nas, abyśmy się zatrzymali. Ktoś chce wejść na nasz pokład.

- Spoko, nie widzę powodu do obaw. Nie mamy nic do ukrycia – powiedziałem do dyżurnego oficera. – Proszę wydać dyspozycje do zatrzymania okrętu i odpowiedzieć kodem sygnałowym, że oczekujemy na wizytę, ale ciekawi jesteśmy, kogo.

- Kapitanie, odpowiedź z kanonierki: Nie mogą powiedzieć, kto chce nas odwiedzić.

- W takim razie proszę przygotować wszystko do podjęcia naszego nieoczekiwanego gościa.

- Kapitanie, czy mogę skorzystać z pańskiego zaproszenia względem toalety?

- Oczywiście, że tak moja panno. Proszę tylko nie wychodzić z mojej kabiny, aż do skończenia tej niespodziewanej wizyty. Nie chce niepotrzebnych plotek na nasz temat.

Jakież było moje i mych kamratów zdziwienie, gdy na pokład wszedł nie kto inny, jak sam admirał floty. Poznaliśmy go dopiero wtedy, gdy ściągnął kaptur ze sztormowej kurtki. Nawet honorowych gwizdków nie było.

- Witam kapitanie – powiedział admirał – proszę zebrać ludzi mających wachtę na pokładzie.

Wydałem odpowiednie rozkazy i po chwili wachtowi ustawili się w szeregu. Brakowało sześciu ludzi. Zawsze przymykałem oko na niepełne obsadzenie wachty.

- Kapitanie, proszę mi wyjaśnić brak części załogi – powiedział admirał.

- Panie admirale, melduję posłusznie, że załoga jest w tej chwili niekompletna, bo część z jej członków cierpi na niedyspozycje żołądkową.

- Ma pan jakiś na to dowód, kapitanie.

- Tak jest, panie admirale. Mam na to dowód w postaci zafajdanego kibla dla załogi i właśnie w tej chwili zajętej mojej prywatnej toalety.

- Sprawdzę, proszę prowadzić kapitanie.

- Rozkaz! Proszę za mną panie admirale.

Admirał zajrzał do załogowego wychodka i cofnął się natychmiast z wyraźnym wyrazem obrzydzenia.

- No dobrze – powiedział admirał – a teraz proszę, idziemy do pańskiej kajuty.

- Czy to konieczne admirale - Spytałem.

- A co ma pan coś do ukrycia u siebie, albo kogoś?

- Nie admirale, ale…

- No to proszę prowadzić.

Chcąc nie chcąc wszedłem z admirałem do kajuty, właśnie w chwili, gdy z łazienki wyszła dziewczyna w moim szlafroku i z mokrymi włosami. Oniemiałem z przerażenia i nie wiem, kto z nas dwojga był bardziej blady: ja czy ona. Admirał strzelił na nas surowym pytającym wzrokiem. Pierwsza pospieszyła z wyjaśnieniem dziewczyna.

- Melduję posłusznie panie admirale, że kapitan dał mi pozwolenie na załatwienie swoich potrzeb fizjologicznych w swojej łazience, do której dodałam też i kąpiel pod prysznicem , bo nasza w tej chwili nie nadaje się do użytku.

- Wiem, widziałem, ale co pani robi w tym męskim szlafroku.

- Melduje posłusznie panie admirale, że to mój szlafrok, a że męski, to, dlatego, że nie chcę się rzucać w oczy zbytnio swoją kobiecością załodze.

- To prawda, kapitanie?

- Tak jest panie admirale. To nie mój szlafrok – skłamałem.

- No dobra. Siadajcie wszyscy i proszę stewarda o podanie mi czegoś mocniejszego. Po tym, co zobaczyłem w tym klozecie muszę sobie gardło odkazić. Usiedliśmy wypiliśmy po lampce koniaku pogadaliśmy i w chwili, gdy podnosiliśmy się by oprowadzić admirała do wyjścia z mojego szlafroka wypadła fajka. Zwykła drewniana fajka.

- O nie wiedziałem, że pani pali fajkę. Doprawdy niesamowite. Ale co tam, ja już się niczemu na tym świecie nie dziwię. Skoro kobiety mogą być dziś kapitanami, to z całą pewnością mogą też i palić fajkę. Ma pan szczęście kapitanie. Te kontrolę zrobiłem, bo doszły mnie słuchy o nieregulaminowej obsadzie marynarzy podczas służby. Dlatego przybyłem tu tak nagle i niespodziewanie, właściwie tylnymi drzwiami. Twierdziłem oczywiście braki w obsadzie wachtowej, ale pańskie usprawiedliwienie jest uzasadnione. Kibel pana uratował panie kapitanie. Nie mniej jednak proszę od dzisiaj prowadzić rejestr pracy załogi. Chce mieć comiesięczny raport o tym, co, kto i kiedy co robił, z dniami datami i godzinami. Jasne?

- Jasne admirale.

I tak oto Johnie klozet, co nie jedną dupę widział uratował tyłki, mój i tej części mojej załogi, która zrobiła sobie „wolne” na służbie.

- A to ci historia, kapitanie. Ale ja mam też i swoją własną, równie niezgorszą. Chcesz to ci opowiem, kapitanie.

- John, zamieniam się w słuch, tylko nalej jeszcze jeden kufelek dla mnie, bo i mnie trochę nieswojo się zrobiło od takich gównianych opowieści.

John podał mi kolejny kufel z przelewająca się obfitą pianą i złocistym zimnym chmielowym eliksirem.

- Pamiętam jak dziś ten dzień, bo rzadko się zdarza taka ładna pogoda na Morzu Północnym zwłaszcza w kwietniu. Był rok 1944. Płynęliśmy wzdłuż wybrzeży Szkocji na korwecie ubezpieczającej konwój z zaopatrzeniem dla aliantów walczących pod Monte Cassino, gdy nagle na horyzoncie pojawił się obraz wynurzającego się okrętu podwodnego. Nasz kapitan natychmiast zarządził alarm bojowy i nasza korweta pomknęła na spotkanie nieprzyjaciela. Już mieliśmy odpalać torpedy, gdy nagle stwierdziliśmy, że dzieje się na okręcie coś dziwnego. Załoga w pośpiechu go opuszcza na tratwach ratunkowych i oddala się od niego. Po chwili potężna eksplozja targnęła statkiem i w kilka chwil U-boot poszedł na dno. Ledwie zdążyliśmy odczytać nazwę: U-1206. Wyłowiliśmy rozbitków, którzy usiłowali wpław dopłynąć do brzegów Szkocji. Poczęstowaliśmy ich kawą i szkocką whisky i chłopcy się rozgadali na całego. Okazało się, że ich kapitan zrobił taką kupę w czasie zanurzenia, że wstydził się wezwać marynarza, który jako jedyny na pokładzie znał się na obsłudze ciśnieniowej toalety. W końcu pomocnik nieszczęsnego kapitana przybył i namieszał coś z zaworami powodując zalanie pomieszczenia i akumulatorów okrętu (znajdowały się poniżej WC) .Zalane akumulatory zaczęły wydzielać trujący chlor, przez co okręt musiał się wynurzyć do wietrzenia. Kiedy zauważyli naszą korwetę kapitan postanowił zatopić okręt, by nie dostał się w nasze ręce. Przez cały rejs nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Oto jak duże gówno kapitana może być przyczyną katastrofy.

- A widzisz John, jednych gówno ratuje, a innych pogrąża.

- Ahoj kapitanie.

- Ahoj John.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Madawydar · dnia 12.06.2019 15:36 · Czytań: 249 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 9
Komentarze
Marek Adam Grabowski dnia 12.06.2019 19:24
Bardzo zabawne B) i do tego klimatyczne. Ma jednak pewną wadę techniczną. Mianowicie za małe litery. Przez to się trudniej czyta.

Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 14.06.2019 08:52
Humor fekalny, zwany też koszarowym, w cenie.


Madawydar,

Łane, ładniutkie to. Czasem zbyt dużo powtórzeń mój, moje, swój, swoje. Ale czyta się miło i bez zbędnych przestojów. Raz też bohaterka żeńska użyła sformułowania: żem, co nieco razi, gdyż opowieść osadzone jest w klimacie lat 50tych, a nie w sredniowieczu. Ale - pomydlalem sobie - moze, biedaczka, pochodzi z nizin społecznych i stąd taki język, którego się jednak oducza (czyli równa w górę) i stad rylko raz uzyla takiego zwrotu.

Słodka opowieść akurat na poranek letni. Gdyż właśnie taką winna być sztuka: lekką i nie absorbujaca czytelnika tematami nierozwiazywalnymi oraz trudnymi. Bo po co?

Dobra robota.

Pozdrawiam,

DoCo
Kazjuno dnia 15.06.2019 09:17
Madawydar.
Oryginalne dwie gówniane historyjki. Napisane sprawnie i zajmująco, choć zauważyłem dwie literówki. (Nie potrafię ich teraz odnaleźć).
Przeczytałem z przyjemnością, za co dzięki autorze.

Pozdrawiam, Kaz
Dobra Cobra dnia 16.06.2019 12:02
W dobrym tonie jest odpowiadać na komentarze zawarte pod dziełem.

DoCo
Madawydar dnia 16.06.2019 12:39
Dobra Cobra

Dziękuję za miły komentarz. Te moje" mój" "swoje" "swój" "swoje" to przypadłość, o której nawet nie miałem pojęcia. Dopiero na PP niejednokrotnie zwracano mi na to uwagę. Walczę z tym, jak widać z rożnym skutkiem. słowo:" żem" zostawiłem, choć rzeczywiście pasuje tu jak kwiatek do kożucha.Wyjaśnienie, że biedaczka pochodzi z nizin społecznych to usprawiedliwia.

Pozdrawiam.
Dobra Cobra dnia 16.06.2019 14:30
Baw się pisaniem , bo najważniejszy jest pomysł. Wykonanie przyjdzie z czasem.


Pozdrawiam i weny życzę,

DoCo
Madawydar dnia 16.06.2019 21:14
Dzięki.
TomaszObluda dnia 27.06.2019 09:21
Czcionkę można sobie przecież powiększyć, ja tak zrobiłem.

Historia jest mega fajna :D Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Bardzo fajne dialogi, zazdroszczę umiejętności ich tworzenia. Dla mnie 5/6 :)
Madawydar dnia 27.06.2019 12:09
Dzięki Tomaszu. Cieszę się, że opowiadanie było powodem uśmiechu.

Pozdrawiam.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
alos
20/08/2019 16:40
Dzięki Kushi, cieszę się. Pozdrawiam :) Dzięki Wiktorio… »
Dany
20/08/2019 00:16
Zgrabny limeryk, poprawnie napisany, rozbawił mnie.… »
d.urbanska
19/08/2019 23:15
Dobre, do przemyślenia i sprawne. Z jedną uwagą: "Nie… »
liathia
19/08/2019 20:44
Bardzo mi się czyta i, odczuwa Twój wiersz. Wracam do niego,… »
wodniczka
19/08/2019 20:13
Bardzo ciekawa metaforyka. Podoba mi się ten obraz. Jest w… »
wodniczka
19/08/2019 20:10
Bardzo krótkie i bardzo konkretne. Przemawia. Podoba się.… »
amaranta
19/08/2019 19:53
Bardzo lubię takie wiersze. Nieprzegadane, sama istota… »
wodniczka
19/08/2019 19:41
Witaj i ten cytat: i ten cytat: i końcówka.… »
wodniczka
19/08/2019 19:34
Witaj Dla mnie jeden z Twoich najlepszych. A jak bym mogła… »
wodniczka
19/08/2019 19:32
Cześć Pulsar Czasami lepiej jest przespać niektóre… »
RafalSulikovski
19/08/2019 07:10
:) :) :) »
Kushi
18/08/2019 19:30
Wiolinku Czarodzieju, wiesz, że jesteś jednym z nielicznych… »
Kushi
18/08/2019 19:24
Hej Besko... pierwsza zwrotka jak najbardziej na tak,… »
Decand
17/08/2019 23:53
Nuira - błądzić jest rzeczą ludzką. Przy czym chętnie… »
domofon
17/08/2019 20:13
Jola S. , chyba się dzisiaj upiję. Wielkie dzięki Pulsar,… »
ShoutBox
  • Dobra Cobra
  • 18/08/2019 11:24
  • [link] Pełna wersja pięknej opowieści Ponad czasem w wydaniu dźwiękowym. Interpretuje głosowo najlepszy z polskich aktorów - Jarosław Boberek, znany z wielu ról.
  • mike17
  • 15/08/2019 20:25
  • Pozdrówki z wakacji :)
  • czarnanna
  • 15/08/2019 10:14
  • To teraz ja. Zaslyszane podczas pobytu w szpitalu: Błogosławieni ci, którzy wierzą w wypis tego samego dnia
  • Decand
  • 13/08/2019 19:20
  • Niektórzy wierzą też, że maksymalny czas tekstu w poczekalni wynosi pięć dni. Trzeba powoli, małymi kroczkami, jak nauka o nieistniejącym Mikołaju
  • Dobra Cobra
  • 13/08/2019 15:03
  • Niektórzy znow wierzą, że jak zostawisz 40 komentarzy różnym osobom to te 40 osób wróci do ciebie i da tobie takze 40 komentów
  • Dobra Cobra
  • 12/08/2019 18:38
  • Najprostsza rzecz to załatwić sobie klakierów ;)
  • Joefrind1
  • 11/08/2019 00:51
  • Nikt nie komentuje mojego wiersza :(
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 20:52
  • A to przepraszam, juz nie przeszkadzam
  • Dobra Cobra
  • 10/08/2019 19:20
  • Prozaicy piszą kolejne wersy, poeci kolejne rymy spisują. Nikt nie ma czasu ma oglądanie pogody, gdy Ojczyzna w potrzebie.
  • Joefrind1
  • 10/08/2019 16:25
  • Ale dzisiaj fajna pogoda
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:3harperc911yN7
Wspierają nas